ŁUKASZ WALL

 

Po wylądowaniu w godzinach wieczornych na międzynarodowym lotnisku Entebbe sprawnie załatwiamy formalności wizowe. Gdy opuszczamy budynek terminalu, zewsząd ogarniają nas ciemności. Nad głowami mamy piękne, rozgwieżdżone niebo, a dookoła rozlegają się dźwięki cykad. Tak rozpoczyna się nasza wielka przygoda w Ugandzie, do której trafiliśmy na spotkanie z wielkimi i niezmiernie rzadkimi gorylami górskimi…

Na pierwszy rzut oka rzuca się, że drogi w tym kraju (w większości szutrowe) są wyboiste i dziurawe. Przepędzane są po nich stada bydła, mkną szybko rejsowe autobusy przepełnione ludźmi oraz jeżdżą rowerzyści nieużywający świateł i żadnych elementów odblaskowych.  

 

Ponad 30 lat temu Uganda uwolniła się od reżimu krwawego dyktatora Idiego Amina Dady i zdołała podźwignąć się trochę z ogromnego kryzysu gospodarczego. Kraj ten nadal zaliczany jest do biednych i słabo rozwiniętych, choć w 2005 r. grupa G8+5 (Kanada, Francja, Niemcy, Włochy, Japonia, Rosja, Wielka Brytania i USA oraz Brazylia, Chiny, Indie, Meksyk i RPA) umorzyła jego długi wobec międzynarodowych instytucji finansowych. Jeśli odwiedzimy przy okazji sąsiednią Rwandę, zauważymy znaczną różnicę między oboma państwami – to drugie szybko się zmienia, ma dobre drogi i dobrze zagospodarowane wsie, w znacznej mierze dzięki pomocy Belgii, dawnego protektora kraju. W Ugandzie zmiany zachodzą wolniej.

Podróżnicy udają się do tego bardzo egzotycznego zakątka świata, położonego w środkowej części Afryki, w poszukiwaniu ostatnich żyjących na wolności goryli górskich. Ale na uwagę zasługują tu nie tylko one, lecz także cała przebogata afrykańska fauna (słonie, hipopotamy, żyrafy, nosorożce, szympansy, makaki, pawiany), sięgający po horyzont, pokryty śniegiem masyw górski Ruwenzori, który wielu uważa za najpiękniejszy na naszym globie, oraz źródła Nilu czy unikatowe, zapierające dech w piersiach parki narodowe. W Ugandzie spotkać można również Pigmejów żyjących w trudno dostępnych wioskach, a wszędzie czuje się atmosferę historii – tej dawnej, kolonialnej i tej tragicznej sprzed kilkudziesięciu czy kilkunastu lat.   

 

Ugandyjskie królestwa

Kraj tworzy sześć dawnych królestw plemion Bantu: Toro, Ankole, Busoga, Bunyoro, Rwenzururu i Buganda. Największe z nich jest to ostatnie, utworzone przez lud Gandów (Baganda). Tu właśnie znajduje się stolica Ugandy i jednocześnie królestwa Bugandy – Kampala. Gandowie szczycą się swoim pierwszym królem (kabaką) Kato Kintu z XIV w., twórcą dynastii Kintu. Z dumą oprowadzają po zabudowaniach pałacowych czy królewskiej nekropolii Kasubi, którą wpisano w 2001 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Miejsce spoczynku władców uznawane jest za święte. Ich groby znajdują się w dużej kolistej chacie krytej słomą trzcinową. Jej wnętrze pokrywa specjalnie spreparowana kora drzew, a sfery sacrum i profanum oddziela w tym dawnym pałacu z XIX w. jedynie cienka linia, której nie wolno przekraczać – za nią znajduje się świat zmarłych, do którego żywi nie mają prawa wstępu. Spoczywają tutaj czterej królowie: Mutesa I, Mwanga II, Daudi Chwa II i Edward Mutesa II. W grobowcach Kasubi podziwiać możemy ich portrety oraz dawną broń czy instrumenty muzyczne z XIX i XX stulecia. Z kolei nieopodal prywatnych zabudowań dawnego kompleksu pałacowego wygrzewają się na słońcu wiekowe żółwie – prezent dla jednego z królów Bugandy.

Kampala pięknie prezentuje się z góry, leży malowniczo na wielu wzgórzach. Znajdziemy tu świątynie dla katolików, protestantów i muzułmanów. Na wzgórzu Mengo wznosi się Pałac Lubiri (Mengo) – historyczna siedziba królów Bugandy.

 

Kraina magii (białej i czarnej)

Jak Uganda długa i szeroka, w wielu miejscach praktykowane są pradawne, pierwotne kulty religijne, które w ostatnich czasach nawet przybrały na sile. Daremne okazały się wysiłki misjonarzy chrześcijańskich (katolickich, anglikańskich, protestanckich) czy islamskich, od dwóch wieków krzewiących tutaj swoje religie.

W drodze do miasta Jinja nad jeziorem Wiktorii, z którego wypływa Nil Biały i gdzie znajduje się też największa elektrownia wodna Ugandy (Nalubaale), odwiedzić można magiczne wodospady Sezibwa. Jak głosi legenda, sami królowie sadzili nad nimi drzewa, składając w ten sposób ofiarę tym świętym wodom. Do dzisiaj mieszkańcy korzystają z ich nadprzyrodzonych mocy. Lokalni „czarodzieje” odprawiają tu obrzędy: wracające zdrowie chorym, zapewniające obfite plony rolnikom, dobry poród i zdrowe dzieci – przyszłym matkom, wysokie zyski – przedsiębiorcom.

Podczas zwiedzania ugandyjskich miast i wiosek spotkać można uzdrowicieli duchowych, jasnowidzów, magów, a także doktorów wiedźminów, którzy praktykują czarną magię. W codziennej prasie często pojawiają się doniesienia o tajemniczych śledztwach policji prowadzonych w różnych miejscach w kraju, a nawet informacje o makabrycznych znaleziskach: uciętej głowie z wyłupionymi oczami czy ciele porzuconym na bagnach. To doktorzy wiedźmini dokonują tych rytualnych mordów na zamówienie, wykorzystując wiarę prostych ludzi w czarną magię czy religię przodków. Poćwiartowane szczątki ofiar znajdowane są na bagnach lub w lasach. Naprawdę trudno uwierzyć, że takie praktyki zdarzają się we współczesnym, cywilizowanym świecie.

 

W poszukiwaniu goryli

Obecnie na naszym globie żyje na wolności około 800 goryli: w górach Wirunga na pograniczu Rwandy, Demokratycznej Republiki Konga i Ugandy oraz w Nieprzeniknionym Lesie Bwindi (Bwindi Impenetrable Forest) w południowo-zachodniej Ugandzie, na obrzeżach Wielkich Rowów Afrykańskich. To jeden z niewielu wilgotnych lasów równikowych, który wyrósł podczas trwania ostatniej epoki lodowcowej. Przez lokalną społeczność nazywany jest miejscem ciemności, a większą jego część objęto ochroną w ramach Parku Narodowego Bwindi i wpisano w 1994 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Stanowi on jeden z najbardziej zróżnicowanych pod względem bioróżnorodności obszarów w Afryce. Występuje tu około 120 gatunków ssaków, 350 gatunków ptaków, 220 gatunków motyli, 160 gatunków drzew, 100 gatunków paproci, 27 gatunków żab, kameleonów, gekonów oraz wiele innych. Żyje w nim prawie połowa światowej populacji goryli górskich, a także szympansy i gerezy. W Parku Narodowym Bwindi spotkamy również rzadkie ptaki, m.in. dzioborożce i turaki.   

Tropienie goryli musi zostać zaplanowane z dużym wyprzedzeniem. Trzeba zrobić rezerwację wejścia do parku na dany dzień, wykupić drogie bilety, a przyglądanie się stadu może trwać najwyżej godzinę. Grupa liczy maksymalnie 8 osób, należy zachować dużą ostrożność, nie patrzeć gorylom w oczy, aby ich nie prowokować, a ze względów sanitarnych nie wolno zbliżać się bardziej niż na odległość 7 metrów. Do tego przyda się też dobra kondycja, bowiem poruszamy się nie wzdłuż wytyczonych szlaków czy ścieżek, ale po leśnych bezdrożach. Poza tym tropienie goryli trwać może nawet cały dzień. Trzeba także zabrać ze sobą suchy prowiant i picie.

Na poszukiwania stada wyruszamy o świcie w pełnej obstawie – z 2 przewodnikami, tragarzami oraz żołnierzami z bronią, którzy towarzyszą nam na wypadek spotkania z kłusownikami, afrykańskim słoniem leśnym czy dzikimi bawołami. Dużo wcześniej w drogę wybierają się tropiciele. To oni poszukują konkretnej gorylej rodziny (a raczej stada) i naprowadzają na nią turystów. Znajduje się ona pod opieką samca przywódcy zwanego srebrzystogrzbietym od pasa srebrnobiałych włosów na grzbiecie. Towarzyszą mu jeden lub dwa samce – wartownicy. W stadzie są na ogół trzy lub cztery dojrzałe samice i kilka młodych. Wędrówka trwa parę godzin i odbywa się w trudnych warunkach, często pod górę i w błocie, przez strumienie, wśród śliskich i kolczastych roślin. Gdy udaje się podejść do stada, można podpatrzeć jego codzienne życie. Samice siedzą spokojnie i żują pędy bambusa, młode są zajęte zabawą, podczas której zwijają się i wzajemnie popychają, zwinnie wdrapują na drzewa. Przywódca uważnie obserwuje przybyszy, po pewnym czasie podchodzi bliżej, stąpając dumnie na knykciach i prężąc ciało. Temu spektaklowi towarzyszą przewodnicy, strażnicy z bronią i tropiciele. Cały czas należy zachowywać wzmożoną czujność i ostrożność. Dorosłe osobniki prowadzą powolne, leniwe życie, za dnia poruszają się po ziemi, ale śpią na drzewach. Dodatkowo każdej nocy budują gniazda z gałęzi i liści w innym miejscu. Mimo dużej masy ciała (srebrzystogrzbiety może ważyć nawet do 220 kg, samica jest średnio o połowę lżejsza), są bardzo zwinne. Goryle to przeważnie roślinożercy – jedzą owoce, liście, pędy, korzenie, korę, kiełki, a czasem wzbogacają swoją dietę owadami. Nie wydają się być szczególnie agresywne, o czym świadczy fakt, że pozwalają podejść do siebie na dość bliską odległość. W przypadku zagrożenia goryl uderza się pięściami w piersi, co stanowi część skomplikowanego rytuału – pokazu siły. Potem zaczyna hukać, podchodzi do intruza, pokazuje zęby, faluje ramionami i wściekle ryczy. Jeśli to nie odstraszy przeciwnika, przystępuje do szarży. Trzeba się więc mieć na baczności.

Tropiąc goryle górskie, należy pamiętać o Dian Fossey. To właśnie jej zawdzięczamy fakt, że trafiły one na listę zwierząt zagrożonych wymarciem i zapewniono im ochronę. Dian Fossey przez 18 lat prowadziła badania nad gorylami w lasach gór Wirunga w północnej Rwandzie (Park Narodowy Wulkanów). W grudniu 1985 r. została znaleziona martwa w swoim górskim domu. Na jej ciele odkryto ślady po ciosie maczetą. Do dzisiaj nie odnaleziono sprawców tej zbrodni, a przez długi czas o śmierć Fossey obwiniano kłusowników, z którymi zaciekle walczyła. Jednak obecnie o zlecenie morderstwa oskarżany jest były gubernator prefektury Ruhengeri w północno-zachodniej Rwandzie, Protais Zigiranyirazo. Kilka lat później utworzył on szwadrony śmierci, które zasłynęły wielkim okrucieństwem podczas masakry ludu Tutsi w 1994 r. (zginęło wówczas około miliona osób).

Dian Fossey została pochowana w pobliżu swoich ukochanych goryli górskich, na cmentarzyku położonym na trudno dostępnym terenie w górach, niedaleko jej miejsca zamieszkania (w Karisoke). Pozostała po niej fundacja The Dian Fossey Gorilla Fund International, która kontynuuje zadanie ochrony tych zagrożonych wyginięciem zwierząt.

 

U Pigmejów

Uważa się, że prowadzący koczowniczy tryb życia Pigmeje byli pierwszymi mieszkańcami terenów dzisiejszej Ugandy i Rwandy. Dopiero później przybyły tu rolnicze plemiona Hutu, a w XV w. – lud pasterski Tutsi. Dziś Pigmeje mieszkają w trudno dostępnych wioskach w dżungli, do których rzadko zaglądają turyści. Co ciekawe, tworzą oni małe, odrębne społeczności, nie wiedzące nic o istnieniu innych. Nie posługują się tym samym językiem i nie mają świadomości wspólnej historii. Kultywują odwieczne tradycje i bogate obrzędy związane z totemizmem. Na czele ich wspólnoty stoi król (w koronie z ptasich piór), który przewodzi małej społeczności. Pigmeje prowadzą życie na granicy egzystencji, uprawiają bataty, kukurydzę, fasolę i wanilię. 

 

Ruwenzori – najpiękniejsze góry świata

W II w. n.e. grecki uczony Ptolemeusz nazwał masyw RuwenzoriGórami Księżycowymi, których śniegi karmią jeziora. Przez wielu są one uznawane za najpiękniejsze góry świata. I rzeczywiście szczyty Ruwenzori pokrywają śniegi, a ponieważ w tym regionie często pada także deszcz, nadano im też inną nazwę – Góry Deszczowe. Prawdziwą gratką dla globtroterów jest zdobycie najwyższego wzniesienia masywu Ruwenzori – Margherity (5109 m n.p.m.). Droga na szczyt prowadzi błotnistymi ścieżkami przez zarośla, po drabinkach, stromych skałach, zamarzniętym śniegu i lodowcu i wymaga korzystania z raków i lin. Podczas niej towarzyszą wędrowcom krajobrazy zmieniające się jak w filmie. Można tu podziwiać gęsty tropikalny las, bambusowe zarośla, otwarte przestrzenie bagien i mokradeł, niesamowite drzewa z długimi brodami jasnozielonych porostów, skały szare i nagie albo rude od rosnących na nich mchów, płaskowyż pokryty śniegiem i lodem, górskie jeziora. I to wszystko w pasie równika… Zdobycie Margherity jest prawdziwym wyzwaniem okupionym ogromnym wysiłkiem i morzem potu. Za to zapierające dech w piersiach widoki, które można podziwiać ze szczytu, są bezcenne!

 


 

Artykuły wybrane losowo

Pięć odsłon Wysp Jońskich

Ionia_islands_Corfu_Old_town_photo_M_Mitzithropoulos.jpg

Często odwiedzane przez celebrytów urocze Fiskardo na Kefalinii

©GREEK NATIONAL TOURISM ORGANISATION/M. MITZITHROPOULOS


Pięć odsłon Wysp Jońskich

Agnieszka Zawistowska


Piękne plaże otoczone turkusową wodą, doskonałe lokalne potrawy i niezliczone legendy rozbudzające wyobraźnię – to wszystko oferują urokliwe Wyspy Jońskie. Jednak na tym archipelagu położonym na Morzu Jońskim na zachód od wybrzeży Półwyspu Bałkańskiego (w tym Peloponezu) czeka nas znacznie więcej atrakcji. Aby się o tym przekonać, wystarczy zaledwie parę godzin lotu z Polski.

Więcej…

Singapurski kalejdoskop

Sg - Kopia

SS Resort Marina Bay Sands nad zatoką

© SINGAPORE TOURISM BOARD

 

ANNA MOLĘDA-KOMPOLT

 

Singapur to państwo-miasto położone w Azji Południowo-Wschodniej przy krańcu Półwyspu Malajskiego. Ma powierzchnię ok. 720 km², a swoimi granicami obejmuje główną wyspę (również nazywaną Singapurem bądź Pulau Ujong) i mniej więcej 60 mniejszych wysp. Archipelag otaczają wody cieśnin: Malakka, Johor i Singapurskiej. Singapur został oficjalnie założony 6 lutego 1819 r. przez przedstawiciela Brytyjskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej Thomasa Stamforda Rafflesa. Jego nazwa pochodzi od dwóch sanskryckich słów: „singa” („lew”) i „pura” („miasto”), dlatego bywa zwany Miastem Lwa. Dzisiaj Republika Singapuru to wielkie centrum finansowe, najeżone nowoczesnymi drapaczami chmur, i bardzo bezpieczny kraj. Znajduje się tu ogromne międzynarodowe lotnisko ze świetnymi połączeniami na cały świat i mnóstwo zapierających dech w piersiach atrakcji turystycznych.

 

Warto podkreślić, że ta azjatycka republika, będąca członkiem Brytyjskiej Wspólnoty Narodów, należy do najmniejszych i jednocześnie najzamożniejszych państw na naszym globie. Kraj zamieszkuje ponad 5,6 mln ludzi, z czego największą grupę stanowią Chińczycy (powyżej 74 proc.). Poza tym żyją tutaj m.in. Malajowie, Hindusi, a także Europejczycy. Pod względem wyznaniowym najliczniejszą społecznością są buddyści (ok. 34 proc.), za nimi plasują się chrześcijanie i muzułmanie, a dalej taoiści i hinduiści. Nie brakuje także osób nie wyznających żadnej religii, które stanowią mniej więcej 18,5 proc. całej populacji.

 

Singapore - Kopia

Spotkanie z sympatycznymi orangutanami na terenie Singapore Zoo

© SINGAPORE TOURISM BOARD

 

Singapur słynie dzisiaj z restrykcyjnego prawa, pedantycznego porządku i doskonałej organizacji. Kojarzy się z gorącym klimatem, egzotycznym jedzeniem, zachwycającymi parkami i ogrodami. Stanowi też zakupowe i rozrywkowe centrum tego regionu Azji. W tym fascynującym kraju jest wiele niepowtarzalnych atrakcji. Z pewnością każdy znajdzie tutaj coś idealnego dla siebie i dla swoich zmysłów.

 

GBTB HR 02

Niesamowite gigantyczne drzewa w rozległym kompleksie Gardens by the Bay

© SINGAPORE TOURISM BOARD

 

KIEDYŚ I DZIŚ

 

Serce Singapuru stanowi rzeka o tej samej nazwie i ulokowane wokół niej dzielnice. Główny obszar miejski nosi nazwę Central Area. Pomimo niewielkich rozmiarów powstała w nim wyjątkowa mieszanka wpływów licznych kultur żyjących od lat obok siebie.

 

Na uwagę zasługuje historyczna dzielnica kolonialna, w której znajdują się interesujące zabytki w stylu wiktoriańskim. Przy jednej z ulic stoi ormiański Kościół św. Grzegorza Oświeciciela z 1835 r., najstarsza singapurska świątynia chrześcijańska. Nieopodal wznosi się ukończona w 1847 r. katolicka Katedra Dobrego Pasterza i anglikańska Katedra św. Andrzeja z lat 1856–1861. Ta ostatnia zbudowana została w stylu neogotyckim, a jej białe ściany i kolorowe okienne witraże tworzą niezwykłą kompozycję. Do zabytków z czasów kolonialnych należy również odlana z brązu statua Thomasa Stamforda Rafflesa – założyciela miasta, nazywanego często Ojcem Singapuru. Budynek Ratusza (City Hall) pochodzi z kolei z lat 1926–1929. Ciekawymi obiektami w historycznej dzielnicy (Downtown Core) są niemal 14-metrowa fontanna (Fountain of Wealth), wpisana w 1998 r. do Księgi rekordów Guinnessa jako największa na świecie, oraz Merlion – półlew, półryba – symbol azjatyckiego państwa-miasta. Oprócz zabudowań kolonialnych znajdują się tu także gmachy rządowe, kościoły i drapacze chmur dominujące w architekturze Singapuru. Ogromne centra handlowe łączy ze sobą sieć klimatyzowanych podziemnych przejść, w których funkcjonują różnorakie sklepy. To prawdziwy raj dla osób lubiących robić zakupy.

 

Nieco odmiennym rejonem od historycznej dzielnicy jest sąsiadujący z nią bulwar o długości 2,2 km – Orchard Road. W tej okolicy przeważają centra finansowe, galerie handlowe, ambasady, wysokie biurowce i luksusowe hotele. Dla odmiany na południowy wschód stąd, na nabrzeżu w 2010 r. otwarto resort Marina Bay Sands. To drugi najdroższy budynek na świecie, zaraz po kompleksie hotelowym Abradż Al Bajt (Abraj Al Bait) w Mekce w Arabii Saudyjskiej. Wzniesienie spektakularnego obiektu nad singapurską zatoką kosztowało aż 8 mld dolarów amerykańskich. Dzięki wysokiemu standardowi usług cieszy się on dużą popularnością wśród zamożnych turystów z całego globu. Odbywają się w nim też największe wystawy międzynarodowe. Na sam hotel składają się trzy 55-piętrowe wieżowcepołączone jednym dachem z ogromnym tarasem Sands SkyPark na szczycie, na którym znajduje się najdłuższy na świecie, 146-metrowy, podwyższony basen (położony na wysokości 191 m). Są tu także restauracje i bary, ogrody oraz punkt obserwacyjny dostępny nie tylko dla hotelowych gości. Według wielu osób to miejsce stanowi turystyczną wizytówkę Singapuru – widok rozpościerający się z dachu jest imponujący. Polecam wjechać na górę wieczorem, aby podziwiać różnobarwną i niepowtarzalną panoramę okolicy. W pobliżu można poza tym obejrzeć wówczas niesamowity pokaz Spectra łączący światło, dźwięk i wodę.

 

Niewątpliwą atrakcją w tej części Singapuru są ogrody wchodzące w skład kompleksu Gardens by the Bay, zajmującego powierzchnię 101 ha i zaprojektowanego przez wielu znakomitych architektów, inżynierów i ogrodników z różnych stron świata. Uwagę zwracają w nich m.in. dwie ogromne szklane konstrukcje – Kwiatowa Kopuła (Flower Dome) i Mglisty Las (Cloud Forest). W ich wnętrzu stworzono warunki sprzyjające rozwojowi zróżnicowanej roślinności z rozmaitych zakątków naszego globu. W Mglistym Lesie można przenieść się do tropikalnego górskiego klimatu, zobaczyć gigantyczny, 35-metrowy wodospad i przejść się licznymi zawieszonymi w powietrzu kładkami – taki spacer przypomina wędrówkę po zaginionej krainie. Pod dachem Kwiatowej Kopuły, wpisanej w 2015 r. do Księgi rekordów Guinnessa jako największa szklana cieplarnia na świecie, zebrano rośliny z basenu Morza Śródziemnego, Kalifornii, Australii, Ameryki Południowej i Afryki, które rosną w stałej temperaturze 23–25°C. Warto wśród nich odpocząć od panującego w tym rejonie Azji upału. Podczas zwiedzania Gardens by the Bay trudno również nie zauważyć olbrzymich metalowych drzew. Mają one od 25 do 50 m wysokości i są porośnięte bujną roślinnością. Tuż pod ich futurystycznymi koronami (na poziomie 22 m) poprowadzono kładkę widokową o długości 128 m (OCBC Skyway). Rozciągają się z niej wspaniałe widoki na ogrody i malowniczą zatokę. Wieczorem drzewa rozbłyskują kolorowymi światłami, a sceneria staje się wręcz bajkowa. Jestem przekonana, że wizyta w tym magicznym miejscu na długo pozostanie w pamięci zwiedzających, dlatego gorąco polecam je wszystkim.

 

Z LOTU PTAKA

 

W zasadzie z każdej strony zatoki Marina (Marina Bay) rozpościera się malownicza panorama Singapuru, więc wieczorny spacer wzdłuż jej brzegów stanowi naprawdę wielką przyjemność. Po drodze można zatrzymać się, aby posłuchać ciekawych koncertów, obejrzeć interesujące pokazy i spróbować potraw z różnych kuchni świata.

 

Osobom, które chcą zobaczyć okolicę z lotu ptaka (a dokładnie z wysokości 165 m), proponuję wybranie się na gigantyczne koło widokowe (Singapore Flyer). Obecnie uchodzi ono za jedną z największych tutejszych atrakcji. Konstrukcję wyposażono w 28 klimatyzowanych kapsuł, z których w każdej mieści się 28 pasażerów. Dzięki powolnemu ruchowi koła podczas przejażdżki można dostrzec wiele interesujących miejsc położonych wzdłuż rzeki Singapur i w rejonie zatoki Marina, takich jak historyczne nabrzeża Clarke Quay i Boat Quay z klubami, barami i kawiarniami, luksusowy resort Marina Bay Sands, fantastyczny kompleks Gardens by the Bay, imponujący, 280-metrowy stalowy most dla pieszych o kształcie inspirowanym strukturą DNA (Helix Bridge) oraz Parlament (Parliament House) i Muzeum Cywilizacji Azjatyckich (Asian Civilisations Museum) z cennymi eksponatami. Na uwagę zasługuje również centrum sztuk scenicznych The Esplanade (Esplanade – Theatres on the Bay) – budowla przypominająca ogromne oczy muchy, gmach Muzeum Sztuki i Nauki (ArtScience Museum) w formie kwiatu lotosu czy drapacze chmur centrum biznesowego. Po zapadnięciu zmroku podświetlone budynki i mosty czynią panoramę tego państwa-miasta jeszcze bardziej niesamowitą, przypomina ona wręcz kadr ze świata przyszłości.

 

TRZY ŚWIATY

 

HR STB39140 64-r1

Masjid Sultan – meczet przy Muscat Street w dzielnicy muzułmańskiej

© SINGAPORE TOURISM BOARD

 

Nieopodal historycznego kolonialnego centrum i Orchard Road znajduje się niezmiernie urokliwa dzielnica muzułmańska (Kampong Glam) zamieszkana głównie przez wyznawców islamu, w tym Malajów. Aby przywrócić jej dawny wygląd i ożywić okolicę, przeprowadzono w niej prace restauracyjne, podobnie jak w dystrykcie hinduskim i chińskim. Najbardziej znanymi ulicami są tu Arab Street, Baghdad Street, Bussorah Street, Muscat Street czy Kandahar Street. Turystów przyciągają klimatyczne kawiarenki i lokale ze smacznymi daniami kuchni bliskowschodniej. W tym rejonie można nie tylko zjeść pyszny posiłek, lecz także kupić produkty charakterystyczne dla muzułmańskich regionów Azji i przyjrzeć się ciekawej architekturze. Mimo iż w Singapurze znajduje się kilkadziesiąt różnych meczetów, szczególnie warto wybrać się właśnie do tego tutejszego – Masjid Sultan z 1928 r. Wielka, złota kopuła zwieńczona półksiężycem z gwiazdą odznacza się na tle nowoczesnych wieżowców. Duża centralna sala przeznaczona jest wyłącznie dla osób modlących się. Meczet robi niesamowite wrażenie, a wizyta w nim pozwala się wyciszyć i odpocząć przez chwilę.

 

W pobliżu dzielnicy muzułmańskiej leży wielobarwny dystrykt hinduski (Little India). Osiedlali się tu emigranci z Indii, którzy przybywali za czasów Brytyjczyków. Główną ulicą handlową jest Serangoon Road. Wyjątkową atmosferę okolicy tworzą sklepy z kolorowymi sari, hinduską biżuterią i egzotycznymi przyprawami. W dzielnicy znajduje się kilka obiektów sakralnych różnych religii. Do najciekawszych należą: kościół metodystów (Kampong Kapor Methodist Church), najstarsza singapurska świątynia hinduistyczna Sri Veeramakaliamman (wzniesiona w 1881 r.), świątynia Sri Vadapathira Kaliammanoraz meczet Angullia. Niedaleko stąd stoi dobrze zachowany Masjid Abdul Gaffoor, meczet, który został ukończony w 1910 r. i stanowi wyjątkowo udaną mieszankę stylu mauretańskiego, wpływów europejskich i hinduskich.

 

We wspomnianej dzielnicy chińskiej (Chinatown) panuje ład i porządek, jaki można zobaczyć tylko w Singapurze. Warto pamiętać, że w początkowym okresie rozwoju ośrodka właśnie tutaj znajdowało się jego centrum. W tym rejonie koniecznie trzeba zobaczyć najstarszą miejscową świątynię – Thian Hock Keng z 1839 r. – uważaną za perłę architektury chińskiej. W 1973 r. została ona uznana za pomnik narodowy. Swoim wyglądem zadziwia również Świątynia Zęba Buddy i Muzeum (Buddha Tooth Relic Temple and Museum). Spadziste, wielopoziomowe dachy budowli kontrastują z wysokimi wieżowcami wznoszącymi się dookoła niej. Obiekt przypomina pałac rodziny cesarskiej z Chin. W Chinatown poza podziwianiem architektury warto także spróbować potraw kuchni chińskiej i kupić kilka pamiątek. Właściciele obwoźnych stoisk z jedzeniem przemierzają wąskie uliczki, a za nimi ciągnie się zapach orientalnych przypraw. Niektórzy twierdzą, że właśnie tutaj można zjeść najlepszy w Singapurze durian (owoc o specyficznej, niezbyt przyjemnej woni). Obowiązkowo trzeba też zatrzymać się na pieczone kasztany.

 

Miłośnikom orientalnej kultury i kuchni z pewnością spodoba się w tych trzech dzielnicach, które czasem wydają się przenosić zwiedzających w inne rejony globu. Polecam poza tym popularne centra gastronomiczne z daniami z różnych stron świata (hawker centres albo food courts). Jest ich w Singapurze bardzo dużo i wszystkie oferują smaczne i niezmiernie zróżnicowane jedzenie. Znajdują się w nich stoiska z kuchnią chińską, indyjską, tajską czy malezyjską. Spróbujemy tu m.in. intrygujących zup i azjatyckich słodkości, w tym przysmaków z tapioki. Singapurskie centra gastronomiczne robią niesamowite wrażenie, bo zwykle usytuowane są w sąsiedztwie szklanych wieżowców i niemal przez cały dzień tętnią życiem. To miejsca, które każdy turysta zapamięta na długo.  

 

W OTOCZENIU PRZYRODY

 

Pomimo mnóstwa drapaczy chmur Singapur wypełnia zieleń, dzięki czemu w wielu okolicach można usłyszeć kojący śpiew ptaków. Nieopodal Orchard Road znajdują się słynne tropikalne Singapurskie Ogrody Botaniczne (Singapore Botanic Gardens) założone w dzisiejszej lokalizacji w 1859 r. Zajmują obecnie powierzchnię 82 ha. To jedno z najczęściej odwiedzanych tego rodzaju miejsc na całym świecie. W 2015 r. Singapore Botanic Gardens zostały umieszczone na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Można tu podziwiać mnóstwo wspaniałych egzotycznych roślin i odwiedzić imponujący, trzyhektarowy Narodowy Ogród Orchidei (National Orchid Garden) z 1,2 tys. różnych gatunków storczykowatych i ponad 2 tys. ich hybryd. Największe wrażenie wywiera storczyk o kwiatach osiągających długość aż 30 cm i kwitnących przez ok. 10 dni (Bulbophyllum echinolabium)! Warto tutaj zajrzeć również do kilku szklarni, w których prezentowana jest rzadka i unikatowa flora strefy tropikalnej. Singapurskie Ogrody Botaniczne to idealne miejsce dla miłośników przyrody, a także osób chcących wypocząć, pospacerować czy wybrać się na piknik. Tereny zielone są wspaniale utrzymane i niezmiernie malownicze. W weekendy często odbywają się tu koncerty. W tym miniaturowym królestwie roślin trzeba złożyć choćby jedną wizytę. Jest to pierwszy obiekt na terenie Singapuru i zarazem jedyny tropikalny ogród botaniczny na świecie wpisany na prestiżową listę UNESCO.

 

W granicach tego fascynującego państwa-miasta znajdują się też cztery rezerwaty przyrody i ogromny otwarty ogród zoologiczny bez klatek i metalowych ogrodzeń (Singapore Zoo). Ten ostatni ma powierzchnię 26 ha, na której żyje ponad 300 gatunków zwierząt (w sumie powyżej 2,8 tys. okazów). Ludzi od jego mieszkańców oddzielają w nim zwykle tylko kanały wypełnione wodą lub szklane ściany. Zwiedzający korzystają z licznych punktów widokowych i stanowisk do obserwacji stworzeń wodnych czy drapieżników. W singapurskim zoo spotkamy wiele zupełnie wyjątkowych przedstawicieli fauny, takich jak Inuka – jedyny niedźwiedź polarny na tej szerokości geograficznej (urodzony w grudniu 1990 r.), ok. 80-letni żółw olbrzymi Astove i niezmiernie rzadkie białe tygrysy bengalskie. Ciekawą atrakcję dla turystów stanowi również park Nocne Safari (Night Safari). Prowadzące nocny tryb życia zwierzęta ogląda się w nim podczas wędrówki ścieżkami tematycznymi lub przejażdżki specjalnym pociągiem.

 

Pasjonatom ornitologii polecam Jurong Bird Park, w którym żyje ponad 5 tys. ptaków. Podobnie jak we wspomnianym zoo w ptaszarni odbywają się interesujące pokazy. Tukany, papugi czy pelikany przelatują przez obręcze, grają w rozmaite gry, przynoszą różne przedmioty oraz mówią i śpiewają. Przedstawienia trwają po ok. 45 min. i są świetną atrakcją dla małych i dużych. W Jurong Bird Park znajdują się także liczne zbiorniki wodne i wspaniały wodospad. Największe wrażenie robią jednak ptaki przelatujące tuż nad głowami zwiedzających.

 

CENTRUM ROZRYWKI

 

Aby odpocząć trochę od miejskiego zgiełku, najlepiej udać się na malowniczą wyspę Sentosę. W języku malajskim jej nazwa oznacza „pokój i spokój”, ale dzisiaj to modne miejsce nie należy już do zbyt spokojnych i cichych. Wyspa uchodzi za centrum rozrywki i wypoczynku z wieloma atrakcjami. Jedną z nich jest park tematyczny Universal Studios Singapore (część Resorts World Sentosa), czyli kompleks z wesołym miasteczkiem inspirowanym motywami filmowymi. Można tu m.in. przejechać się niesamowitą kolejką górską Battlestar Galactica: HUMAN vs. CYLON™, odwiedzić Jurassic Park, Shreka czy słynne pingwiny z Madagaskaru oraz przyjrzeć się procesowi powstawania filmów. Zdecydowanie warto zajrzeć również do S.E.A. Aquarium z ponad 100 tys. zwierząt morskich reprezentujących niemal 1 tys. gatunków z różnych części świata. Na zainteresowanie zasługuje poza tym czterotrasowy tor zjazdowy z jednoosobowymi pojazdami (Skyline Luge Sentosa) i wieża obserwacyjna (Tiger Sky Tower) o wysokości 110 m, z której rozciąga się widok na okolicę. Sentosa słynie z trzech malowniczych plaż. Najbardziej zatłoczona jest Siloso, przy której działa popularny klub muzyczny – Azzura Beach Club – z restauracją, barami, basenami i jacuzzi. Wypożyczymy tutaj kajaki, deski do skimboardingu i surfingu oraz inny sprzęt do uprawiania sportów wodnych czy rowery górskie lub rolki. Pozostałe dwie plaże to Palawan z wiszącym mostem i egzotyczna, ocieniona wysmukłymi palmami, najspokojniejsza z całej trójki Tanjong. Na Sentosie każdy z pewnością znajdzie coś dla siebie, a pobyt na niej będzie potem miło wspominał.

 

Osoby lubiące wycieczki rowerowe powinny wybrać się do urokliwego Parku East Coast, który leży w południowo-wschodniej części Singapuru. Można tu wypożyczyć rower i udać się na przejażdżkę długą, ponad 15-kilometrową trasą biegnącą wzdłuż plaży. Miejsce to jest także idealne do uprawiania sportów wodnych, takich jak wind- czy kitesurfing. Oprócz tego w parku po prostu wypoczniemy, popływamy i nacieszymy się pięknem natury.

 

W Singapurze Zachód spotyka się ze Wschodem. Z jednej strony znajdują się tutaj nowoczesne biurowce, centra handlowe i biznesowe, a z drugiej obok języka angielskiego usłyszymy na ulicy mandaryński, kantoński, malajski, tamilski czy singlish (oparty na angielskim język kreolski). Mówi się, że to państwo-miasto jest Azjąw miniaturze. Uważam jednak, że Singapur można wręcz nazwać całym światem w miniaturze.Ten niewielki kraj zachwyca i w dzień, i w nocy. Wizyta w nim dostarcza tysiąca wspaniałych wrażeń.

 

12 najlepszych miejsc na wyjazdy rowerowe w Polsce i Europie

opracował:
JAKUB WASIAK

<< Moda na aktywny wypoczynek nadal ma się świetnie wśród Polaków. Szczególnie niektóre sposoby takiego spędzania wolnego czasu zyskały sobie dużą popularność w naszym kraju. Gdy nadchodzi wiosna, z garażów i piwnic wyciągamy jeden z ulubionych środków transportu na całym świecie – tani w eksploatacji, w pełni ekologiczny i łatwy do przewożenia rower. Nic tak nie poprawia samopoczucia po mroźnej zimie i jednocześnie nie wzmacnia kondycji fizycznej jak wycieczka jednośladem wśród przepięknych polskich i europejskich krajobrazów. >>

Więcej…