Katarzyna Rudzka-Będzińska

www.gdziesloncedlanaswschodzi.pl

 

« Kubańczycy taniec i muzykę mają we krwi. Kto wie, czy to zasługa wybornego rumu, wyśmienitych cygar, czy może gorącego klimatu… Wieloletnia polityczna i gospodarcza izolacja utrudnia mieszkańcom życie, ale nas, turystów, fascynuje obserwowanie ich kolorowego świata. Na tej egzotycznej wyspie znajduje się również mnóstwo ciekawych i zaskakujących atrakcji turystycznych, które zdobędą serca nawet najbardziej wymagających podróżników. »

 

Na Kubę należy zawitać jak najszybciej, gdyż niedługo pewnie wiele się na niej zmieni. Po blisko 60 latach rządów braci Castro w kwietniu 2018 r. w kraju został wybrany nowy przewodniczący Rady Państwa – Miguel Díaz-Canel. Pochodzi on z pokolenia, które urodziło się już po rewolucji kubańskiej (1953–1959). Poza tym Kubańczycy głosowali 24 lutego br. w ogólnonarodowym referendum nad przyjęciem nowej konstytucji, mającej pomóc im w otwarciu się na zagraniczne inwestycje czy uznaniu prywatnej działalności gospodarczej i własności. Opowiedziało się za nią ok. 90 proc. obywateli. To mogą być zatem ostatnie lata tej dawnej, socjalistycznej Kuby, wolnej od komercji, popularnych sieciówek i ogólnego kiczu. 

 

Zapraszam więc w podróż po wyjątkowej karaibskiej wyspie. Postaram się przybliżyć jej klimat i zachęcić do odpoczynku na najlepszych plażach. Doradzę, jakie miejsca odwiedzić podczas dwutygodniowego urlopu. Opowiem także o jedynej w swoim rodzaju imprezie odbywającej się od czterech dekad na Kubie, czyli Międzynarodowych Targach Turystyki – FITCuba. Zdradzę również, jaką rocznicę w 2019 r. świętuje ten kraj. Ruszajmy zatem w drogę ku niesamowitej przygodzie w rytmie gorącej salsy!

 

PORA NA URLOP

Sezon na wakacje na wyspie trwa niemal cały rok. W porze suchej, która zaczyna się w listopadzie i kończy na przełomie marca i kwietnia, bywa nieco chłodniej, ale temperatury powietrza w dzień sięgają 21–28°C. Od połowy kwietnia do końca września jest bardzo ciepło i panują ok. 30-stopniowe upały. To pora deszczowa i trzeba liczyć się z tym, że zdarzają się wtedy przelotne, ale intensywne opady. Między końcem czerwca a początkiem listopada trwa sezon huraganowy. Cyklony występują zwłaszcza w czerwcu oraz wrześniu i październiku.

 

WYCIECZKI SAMOCHODOWE

Najprościej poruszać się po Kubie wypożyczonym samochodem z kierowcą, który zawozi turystów w każdy zakątek wyspy zabytkowym pojazdem. Takie podróżowanie jest atrakcją samą w sobie, gdyż większość aut w kraju to ogromne amerykańskie krążowniki szos z lat 50. XX w. Można też samodzielnie wypożyczyć samochód, ale trzeba liczyć się z tym, że oferowane pojazdy często bywają w niezbyt dobrym stanie technicznym, a kubańskie drogi nie należą do najlepszych. Do wyboru są oprócz tego wycieczki organizowane przez lokalne biura podróży, w trakcie których dociera się do najpopularniejszych miejsc na wyspie. Najodważniejszym polecam przemieszczanie się taxis colectivos. Te taksówki zbiorowe poruszają się na konkretnych trasach i odjeżdżają dopiero, kiedy zbierze się komplet pasażerów.

 

RAJSKI ARCHIPELAG

Nie bez powodu Cayo Coco i Cayo Guillermo, koralowe wysepki wchodzące w skład archipelagu Jardines del Rey, czyli Ogrody Króla, i należące do większego archipelagu Sabana-Camagüey, nazywane są rajskimi. Słyną z białych jak śnieg plaż i najlepszych hoteli typu all inclusive. Cayo Coco połączono z Kubą 17-kilometrową groblą (Pedraplén de Cayo Coco). Na wysepce znajduje się międzynarodowe lotnisko (Aeropuerto Internacional de Jardines del Rey), dzięki czemu to jedno z ulubionych miejsc wśród odwiedzających ten karaibski kraj turystów. 

 

Jeśli ktoś lubi aktywny wypoczynek, polecam skorzystać z oferty licznych szkół kitesurfingowych działających na tym terenie. Warto także wybrać się na wycieczkę piętrowym autobusem z odkrytym dachem (typu hop-on hop-off) kursującym z Cayo Coco przez Cayo Guillermo na plażę Pilar (Playa Pilar) i z powrotem. W trakcie wyprawy można podziwiać lasy namorzynowe i różowe flamingi.

 

Na północno-zachodnim krańcu Cayo Guillermo leży popularna wśród turystów Playa Pilar z piaskiem jasnym i drobnym jak cukier puder. Morze w jej okolicy jest ciepłe i płytkie. Funkcjonuje tu bar, przy którym można wylegiwać się na wygodnych leżakach z przepysznymi lokalnymi drinkami w ręku. Nazwa plaży pochodzi od ukończonej w 1934 r. łodzi rybackiej Ernesta Hemingwaya – Pilar. Warto wiedzieć, że słynny amerykański pisarz i dziennikarz upodobał sobie Cayo Guillermo i dlatego jego podobizny umieszczono na sztucznej grobli łączącej wysepkę z Cayo Coco. Z plaży Pilar trzeba koniecznie popłynąć katamaranem w ramach zorganizowanej wycieczki lub wypożyczonym rowerem wodnym na Cayo Media Luna, gdzie niegdyś wypoczywał sam dyktator Fulgencio Batista. 

Plaża Pilar inspirowała samego Ernesta Hemingwaya

© cubatouristboard

 

TARGI NA MAŁEJ WYSEPCE

Do archipelagu Ogrody Króla należy także Cayo Santa María. Na położoną w prowincji Villa Clara wysepkę można dojechać groblą o długości 48 km (Pedraplén Caibarién–Cayo Santa María), biegnącą przez sąsiednie Cayo Las Brujas i Cayo Ensenachos. Pierwsze hotele zaczęły pojawiać się tutaj w 1998 r. Od tego czasu koralowe wysepki, nazywane Los Cayos de Villa Clara, zyskały na popularności. Dodatkowo w rejonie zatoki Buenavista ustanowiono w 2000 r. rezerwat biosfery UNESCO (Reserva de la Biosfera Buenavista). 

 

Na Cayo Santa María trzeba odwiedzić plażę Las Gaviotas. To jeden z niewielu niemal nietkniętych ludzką ręką zakątków na wysepce. Słynie z idealnych warunków do uprawiania kitesurfingu. Płytkie wody zachęcają do snorkelingu. Wiele miejscowych firm ma też w swojej ofercie wycieczki katamaranem na przepiękną rafę koralową, gdzie można nurkować z profesjonalnym sprzętem. 

 

Właśnie na Cayo Santa María od 2 do 5 maja 2018 r. odbywało się większość wydarzeń 38. Międzynarodowych Targów Turystyki – FITCuba, najważniejszej imprezy branży turystycznej w całym kraju. Wybór akurat tej wysepki nie był przypadkowy. Władze Kuby chciały w ten sposób wypromować prowincję Villa Clara i jej wspaniałe, słoneczne plaże. Cayo Santa María stanowi idealną bazę wypadową do interesujących miast Remedios, Caibarién, Santa Clara i Sagua La Grande. Ministerstwo Turystyki Republiki Kuby (Mintur) przygotowało specjalne kampanie informacyjno-promocyjne skierowane nie tylko do zagranicznych gości z Kanady, Meksyku, Ameryki Południowej czy Europy, ale również do mieszkańców swojego kraju. Gościem honorowym targów była Wielka Brytania. Na FITCuba 2018 Polskę reprezentowali m.in. magazyn All Inclusive, współpracujący z nim profesjonalny kitesurfer i podróżnik Victor Borsuk oraz największy polski touroperator – ITAKA.  

 

NIECH ŻYJE REWOLUCJA!

Oddalone o ponad 100 km od Cayo Santa María miasto Santa Clara, ok. 210-tysięczna stolica prowincji Villa Clara, leży w geograficznym sercu Kuby. Założyło je w 1689 r. kilka rodzin, które uciekły z Remedios przed atakami piratów i pożarem. W grudniu 1958 r. jako pierwsze zostało ono wyzwolone spod reżimu Fulgencia Batisty przez Ernesta Che Guevarę. W wagonach wykolejonego przez rewolucjonistę pociągu pancernego działa muzeum upamiętniające wydarzenia tamtych dni – Momumento a la Toma del Tren Blindado. Co ciekawe, Santa Clara przed rewolucją znana była z fabryki coca-coli. Obecnie słynie z popularnego festiwalu muzyki rockowej Ciudad-Metal i wyborów miss transwestytów – Miss Travesti. 

 

Centralnym punktem miasta i popularnym miejscem spotkań Kubańczyków jest Parque Vidal z budynkiem Hotelu Islazul Santa Clara Libre (przed 1959 r. działającego pod nazwą Hotel Hilton Santa Clara) noszącym na fasadzie ślady po kulach z czasów rewolucyjnych walk. Znajduje się tu także kilka innych obiektów związanych z rewolucją i jej bohaterem. Wśród nich należy wymienić pomnik Ernesta Che Guevary z dzieckiem na ramieniu symbolizującym nowe pokolenie rewolucjonistów oraz położone na obrzeżach mauzoleum ze statuą sławnego Argentyńczyka wykonaną z brązu (o wysokości 6,8 m). Na terenie kompleksu spoczywają szczątki bohatera rewolucji. W tutejszym muzeum można też obejrzeć pamiątki związane z jego życiem. Od 17 października 1997 r. w mauzoleum pali się wieczny ogień zapalony przez samego Fidela Castro.

 

URODZINY STOLICY

Jeżeli komuś znudzą się już rajskie plaże, powinien wybrać się na zwiedzanie. Punktem obowiązkowym każdej wycieczki po Kubie jest jej stolica, czyli Hawana. Wąskie uliczki, kolorowe budynki, muzyka na żywo, salsa na ulicy, klimatyczne knajpki, przyjaźni ludzie, dzieci bawiące się na placach i zabytki historii – to wszystko składa się na obraz wyjątkowego miasta.

 

Na dodatek właśnie tutaj w 2019 r. zostanie zorganizowana kolejna edycja wspomnianych już Międzynarodowych Targów Turystyki – FITCuba. Impreza rozpocznie się 6 maja i będzie trwać do 11 maja. Większość wydarzeń odbędzie się w fortecy La Cabaña (Fortaleza de San Carlos de la Cabaña). Wzniesiona w XVIII w., zyskała sobie miano największej kolonialnej twierdzy w Ameryce Łacińskiej. W 1982 r. wpisano ją na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO (wraz z historycznym centrum Hawany i innymi obiektami jej systemu fortyfikacyjnego). W ogromnym kompleksie zajmującym ok. 10 ha znajdują się muzea, sale wystawowe i liczne knajpki. Codziennie o 21.00 rozlega się tu uroczysty wystrzał z armaty (tzw. cañonazo), który w czasach kolonialnych informował o tym, że port i brama do miasta zostały zamknięte. Scenę odgrywają żołnierze Rewolucyjnych Sił Zbrojnych (Fuerzas Armadas Revolucionarias) ubrani w stroje z epoki. 

 

Gościem honorowym 39. edycji FITCuba ma być Hiszpania, którą z Kubą wiąże wspólna historia i ścisłe związki kulturalne. W 2019 r. (16 listopada) Hawana będzie obchodzić 500. rocznicę założenia miasta nad zatoką Carenas (Bahía de Carenas, znaną dzisiaj bardziej pod nazwą Bahía de La Habana), dlatego wybór padł właśnie na nią. Gospodarze zapewniają, że dzięki infrastrukturze, udogodnieniom, wysokiej klasy hotelom, idealnej pogodzie, naturalnemu pięknu i wielkiej gościnności Kubańczyków każde wydarzenie organizowane na wyspie odniesie sukces.

 

Kubańska stolica przyciąga jednak nie tylko interesującymi imprezami wystawienniczymi. Warto spędzić chociaż dwa, trzy dni na zwiedzaniu jej wspaniałych zabytków i atrakcji. Miasto ma niezmiernie burzliwą historię. Pełni funkcję stolicy Kuby od 1607 r. W Hawanie widać bardzo silne wpływy hiszpańskich kolonizatorów. To oni zbudowali m.in. potężne forty do obrony przed piratami i Brytyjczykami. Z kolei Amerykanie w okresie prosperity (od lat 20. XX w.) wznosili monumentalne budowle i szerokie aleje. 

 

Zwiedzanie najlepiej zacząć od najstarszej części stolicy, czyli obszaru La Habana Vieja z głównym deptakiem – Calle Obispo. Przy tym ostatnim stoi słynny Hotel Ambos Mundos (na rogu ulicy Mercaderes), w którym Ernest Hemingway mieszkał podczas licznych pobytów w mieście w latach 1932–1939 (zajmował pokój 511), i bar „Floridita”, gdzie niemal codziennie pijał pyszne daiquiri. Na placu Katedralnym (Plaza de la Catedral) można odwiedzić imponującą XVIII-wieczną świątynię w stylu barokowym (Catedral de La Habana). Na rogu placu św. Franciszka z Asyżu (Plaza de San Francisco de Asís), od strony ulicy Oficios, na ławeczce przycupnął znany na całym świecie polski kompozytor Fryderyk Chopin.

 

W La Habana Vieja, nad zatoką, znajduje się też fort z drugiej połowy XVI stulecia, czyli Castillo de la Real Fuerza. Jedną z jego wież wieńczy wiatrowskaz La Giraldilla – według legendy figura z brązu upamiętnia Isabel de Bobadillę, znaną także jako Inés de Bobadilla, pierwszą kobietę na stanowisku gubernatora Kuby (w latach 1539–1544). Wizerunek ten zdobi każdą etykietę słynnego rumu Havana Club. Z fortu widać 20-metrowy posąg Jezusa zwany El Cristo de La Habana, który góruje nad okolicą po drugiej stronie zatoki. 

 

Hawana to również kolonialne centrum (Centro Habana), gdzie koniecznie trzeba odwiedzić Kapitol (Capitolio Nacional de La Habana). Ten neoklasycystyczny budynek, przypominający gmach Kongresu Stanów Zjednoczonych w Waszyngtonie, a wzorowany też na paryskim Panteonie i Bazylice św. Piotra na Watykanie, jest siedzibą Zgromadzenia Narodowego Władzy Ludowej (Asamblea Nacional del Poder Popular). W środku można zobaczyć m.in. 25-karatowy diament wbudowany w posadzkę, wyznaczający kilometr zerowy sieci dróg na Kubie, i złotą Statuę Republiki. Na parterze znajduje się Grób Nieznanego Mambí (Tumba del Mambí Desconocido) z sarkofagiem otoczonym przez sześć figur z brązu, które reprezentują sześć prowincji kraju, i z płonącym wiecznym ogniem. Warto w tym miejscu wspomnieć, że terminem mambises (w liczbie pojedynczej mambí) określa się partyzantów biorących udział w XIX w. w wojnach o niepodległość Kuby. Po zwiedzaniu Kapitolu można odpocząć w cieniu drzew w położonym niedaleko Parku Centralnym (Parque Central), usytuowanym między dzielnicami La Habana Vieja i Centro Habana. Stoi w nim pomnik kubańskiego bohatera narodowego, poety, pisarza i przywódcy ruchu niepodległościowego – José Martíego (1853–1895). W pobliskim Hotelu Inglaterra wygłosił on 21 kwietnia 1879 r. płomienną mowę na temat konieczności wywalczenia niepodległości przez Kubę. Jeśli ktoś ma mało czasu na spacerowanie po Hawanie, może w tym miejscu wynająć zabytkowe auto z kierowcą, który obwiezie go po turystycznych punktach stolicy. Krótka przejażdżka amerykańskim kabrioletem po ulicach miasta należy do obowiązkowych atrakcji w trakcie pobytu na wyspie.

 

Hawana szczyci się licznymi i bogatymi w zbiory placówkami muzealnymi na czele ze słynnym Muzeum Rewolucji (Museo de la Revolución) utworzonym w dawnym Pałacu Prezydenckim (Palacio Presidencial). Na ścianie klatki schodowej zachowały się ślady po kulach. Strzały oddano 13 marca 1957 r. w trakcie nieudanego szturmu studentów mającego na celu zabicie Fulgencia Batisty. Muzeum prezentuje dzieje rewolucji kubańskiej, od jej przyczyn po czasy współczesne. 

 

Na zainteresowanie zasługuje w Hawanie również nowoczesna dzielnica El Vedado. W pierwszej połowie XX w. odwiedzali ją chętnie liczni amerykańscy mafiosi. Stanowiła wówczas centrum rozrywkowe z luksusowymi hotelami i kasynami. Obecnie jest dzielnicą z mnóstwem barów, dyskotek, ośrodków kulturalnych i galerii handlowych. Za jej najbardziej znany budynek uchodzi Hotel Nacional de Cuba otwarty 30 grudnia 1930 r. To tu w październiku 1933 r. zamordowano po dwudniowej bitwie kilkunastu wysokich rangą oficerów, którzy sprzeciwili się zamachowi stanu dokonanemu przez Fulgencia Batistę. Z kolei w grudniu 1946 r. pod przykrywką koncertu Franka Sinatry zorganizowano jedną z największych konferencji północnoamerykańskiej mafii. Kasyno, które wtedy świetnie prosperowało, dzisiaj jest siedzibą słynnego kabaretu Parisien. Warto obejrzeć jedną z wystawianych przez niego kolorowych rewii z kubańską muzyką zatytułowanych Cubano, Cubano.

 

Na zakończenie wycieczki polecam udać się na rozległy plac Rewolucji (Plaza de la Revolución), który był świadkiem wielu historycznych momentów. W tym miejscu odbywały się wiece polityczne z przemówieniami Fidela Castro, trwające nawet 4,5 godz., czy inne ważne wydarzenia, takie jak np. wizyty papieży Jana Pawła II z 1998 r. i Franciszka z 2015 r. Uwagę przyciągają tu dwa budynki, na których widnieją wizerunki rewolucyjnych przywódców: Ernesta Che Guevary na gmachu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Camila Cienfuegosa na Ministerstwie Komunikacji. 

 

Zwieńczeniem wizyty w Hawanie powinien być odpoczynek na słynnym bulwarze Malecón. To ok. 7-kilometrowa, sześciopasmowa ulica, ciągnąca się od fortu San Salvador de La Punta i kończąca się w rezydencjonalnej dzielnicy Miramar, stanowiąca popularne miejsce spotkań mieszkańców stolicy. Ten niezmiernie klimatyczny nadmorski bulwar tętni życiem przede wszystkim o zachodzie słońca. Idealnie nadaje się do podziwiania przemykających tędy zabytkowych samochodów.

 –

 

W ZATOCE ŚWIŃ

Po odwiedzeniu Muzeum Rewolucji w Hawanie wiele osób na pewno zechce lepiej poznać historię Kuby po 1959 r. Dobrym pomysłem będzie w takim przypadku krótki pobyt w położonej na południu kraju Zatoce Świń (Bahía de Cochinos), znanej z zakończonej niepowodzeniem inwazji kubańskich emigrantów i Amerykanów na Kubę w celu obalenia rządów Fidela Castro w kwietniu 1961 r. W muzeum w miejscowości Playa Girón (Museo de Playa Girón) zebrano pamiątki i eksponaty związane z tym wydarzeniem. W wiosce Playa Larga na skrzyżowaniu stoi radziecki czołg T-34, a w trakcie spaceru wzdłuż wybrzeża można się natknąć na pozostałości licznych bunkrów. 

 

W okolicy Zatoki Świń leży także kilka pięknych plaż usytuowanych w niedalekiej odległości od siebie. Najpopularniejsza jest piaszczysta Playa Larga położona przy wspomnianej wiosce rybackiej o tej samej nazwie, ponieważ obok niej funkcjonuje duży i tani ośrodek wypoczynkowy Playa Larga grupy hotelowej Cubanacan i działają profesjonalne bazy nurkowe. Niedaleko znajduje się cudowna, niewielka i praktycznie bezludna plaża Caletón. Miejscowość Playa Larga i mała osada Caletón stanowią doskonałe punkty wypadowe do zwiedzania półwyspu Zapata, największego dzikiego obszaru na Kubie. 

 

W zatoce, w odległości ok. 30 m od brzegu rozciąga się klif oceaniczny z rafą koralową i dlatego mają tu swoje siedziby renomowane centra nurkowe. Najlepsze miejsca dla miłośników podwodnych przygód to Caleta Buena, Punta Perdiz, Playa Larga, Playa Girón i Playa El Tanque. Mniej więcej 18 km na południe od plaży Larga znajduje się Cueva de los Peces, czyli Jaskinia Ryb, najgłębsza naturalna studnia krasowa (cenote) w kraju (72-metrowa). Eksplorowanie jej jest niewątpliwie atrakcją dla odważnych.

 

Na koniec chcę jeszcze polecić jedną plażę. Ładna, szeroka Playa Girón przyciąga złotym piaskiem i pochylającymi się nad nią z wdziękiem wysmukłymi palmami. Niedaleko niej wybudowano duży hotel Playa Girón należący do sieci Cubanacan.

 

MAŁA FRANCJA

Miłośnicy architektury i stolicy Francji powinni pojechać do Cienfuegos, nazywanego Perłą Południa – po hiszpańsku Perla del Sur, którego historyczne centrum widnieje od 2005 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Miasto założyli 22 kwietnia 1819 r. francuscy kolonizatorzy, a ich wpływy widoczne są przede wszystkim w pochodzącej z tych czasów zabudowie i na głównej alei – Paseo del Prado – przywodzącej na myśl Pola Elizejskie. Kto chociaż raz był w Paryżu, na pewno zakocha się w Cienfuegos. Jest ono mniej pretensjonalną, cieplejszą i bardziej kolorową wersją stolicy Francuzów. Wrażenie to potęgują jeszcze białe figury z powstałego w 1839 r. cmentarza La Reina (Cementerio de Reina) usytuowanego na obrzeżach miasta, przypominające te ze słynnego paryskiego Père-Lachaise (Cimetière du Père-Lachaise). 

 

Naprzeciwko Parque José Martí wznoszą się Katedra Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny (Catedral de Nuestra Señora de la Purísima Concepción) z francuskimi witrażami i dwoma różnej wysokości wieżami oraz budynek Teatro Tomás Terry, którego fasadę zdobią mozaiki pokryte złotem i piękne sztukaterie, a w samym parku stoi Łuk Triumfalny (Arco de Triunfo) upamiętniający powstanie niepodległej Republiki Kuby w maju 1902 r. Polecam wspiąć się na wieżę Pałacu Ferrer, aby podziwiać wspaniałą panoramę miasta i okolicy. 

 

W Cienfuegos znajduje się również Punta Gorda, cypel przecinający tutejszą zatokę, z licznymi centrami rekreacyjnymi i kulturalnymi. Warto wybrać się na niego o zachodzie słońca. Okolica zabudowana jest eleganckimi willami wzniesionymi przez bogaczy na początku XX stulecia. Najbardziej reprezentacyjny budynek stanowi Palacio de Valle, ukończony w 1917 r., z mnóstwem wieżyczek, zdobień, witraży i kolorowych płytek.

 

W pobliżu Cienfuegos, a najlepiej w drodze do Trinidadu, trzeba koniecznie zatrzymać się przy wodospadach El Nicho, tworzących naturalne baseny z krystalicznie czystą wodą. Leżą one w rejonie pasma górskiego Escambray, na skraju rozległego i dziewiczego tzw. Wielkiego Parku Topes de Collantes (Gran Parque Topes de Collantes), noszącego oficjalnie nazwę Paisaje Natural Protegido Topes de Collantes, administrowanego przez grupę turystyczną Gaviota. Miłośnicy przyrody mogą udać się na spacer pośród bujnej roślinności i przepięknych kaskad. Obowiązkowo należy wziąć ze sobą stroje kąpielowe, gdyż atrakcją okolicy jest kąpiel pod wodospadami i w ogrzewanych słońcem naturalnych basenach. Z tutejszego punktu widokowego rozciąga się zapierający dech w piersiach widok na góry i sztuczne jezioro Hanabanilla. 

 

KOLONIALNA PERŁA

Wiele osób odwiedzających Kubę za najpiękniejsze kolonialne miasto na wyspie uważa Trinidad. To w tym miejscu dzięki fortunom zbitym na uprawie trzciny cukrowej w Dolinie Cukrowni (Valle de los Ingenios) wznoszono w XVIII i na początku XIX stulecia przepiękne rezydencje (m.in. dla rodzin Iznagów, Borrellów i Brunetów). Niestety pod koniec XIX w. region ucierpiał podczas wojny amerykańsko-hiszpańskiej. Mimo to zabytkowy, niezmiernie klimatyczny Trinidad ogłoszono w 1978 r. Pomnikiem Narodowym i 10 lat później umieszczono na prestiżowej Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO (razem z pobliską Doliną Cukrowni). Centralnym punktem miasta jest Plaza Mayor. Przy placu znajdują się schody prowadzące do słynnego lokalu Casa de la Música, w którym wieczorami (od 22.00) odbywają się wspaniałe imprezy salsowe. Poza tym koncertów tej muzyki można posłuchać tu na tylnym dziedzińcu (wejście także od ulicy Juana Manuela Márqueza). Casa de la Música stanowi obowiązkowy punkt zwiedzania Trinidadu. Nie wolno przegapić okazji do podziwiania występów tutejszych muzyków i tancerzy. Koniecznie należy udać się również na kolację do jednej z restauracji z tarasem, gdy zachodzące słońce maluje niebo nad kolorowymi zabudowaniami miasta.

 

W Trinidadzie warto odwiedzić Kościół św. Trójcy (Iglesia de la Santísima Trinidad) oraz muzea przybliżające czasy kolonialne, takie jak Museo de Arquitectura Colonial, Museo Municipal de Trinidad czy Museo Romántico. W dawnym klasztorze franciszkańskim mieści się Museo Nacional de la Lucha Contra Bandidos, które ma w swoich zbiorach pamiątki związane z walkami z różnymi grupami kontrrewolucjonistów. Z jego wieży rozpościera się przepiękna panorama miasta i okolicy.

 

W centrum Trinidadu już od późnego popołudnia praktycznie na każdym kroku można spotkać tańczących Kubańczyków i usłyszeć muzykę na żywo. W małych barach, usytuowanych w najbardziej zaskakujących miejscach, turyści raczą się pysznymi lokalnymi drinkami. 

 

Po intensywnym zwiedzaniu warto wybrać się na oddaloną zaledwie o 12 km od Trinidadu urokliwą plażę Ancón (Playa Ancón). Uchodzi ona za najpiękniejszą na południowym wybrzeżu Kuby. Przy plaży funkcjonuje kilka hoteli oferujących pobyt w formule all inclusive, w których można odpocząć w spokojnej, relaksującej atmosferze. Osobom lubiącym kontakt z naturą polecam wycieczkę do wspomnianego Wielkiego Parku Topes de Collantes z niesamowitymi naturalnymi basenami i kaskadami. Zdecydowanie trzeba w nim wyruszyć pod najbardziej spektakularne wodospady – Salto del Caburní (ok. 62-metrowy) czy Salto Vegas Grandes.

 

Pasjonaci historii powinni wybrać się na odkrywanie dawnych posiadłości plantatorów i baronów cukrowych w Dolinie Cukrowni (Valle de los Ingenios). Najczęściej odwiedzana jest hacjenda Manaca Iznaga. W budynku z 1750 r. powstała tutaj elegancka restauracja „El Barracón de Manaca”. Obok wznosi się 45-metrowa wieża z 1816 r. (Torre del Ingenio Manaca Iznaga), z której nadzorowano niewolników. W okolicy na zainteresowanie zasługują też Casa Guachinango, Hacienda Ingenio Palmarito, Hacienda Ingenio Guáimaro, Ingenio Buena Vista czy San Isidro de los Destiladeros. Podczas wycieczki należy napić się świeżo wyciśniętego słodkiego i orzeźwiającego soku z trzciny cukrowej. Niemniej jednak nie wolno zapominać o ciemnej stronie historii tych miejsc – majątki posiadaczy ziemskich zostały zbudowane na ciężkiej, niewolniczej pracy.

 W dawnym Klasztorze św. Franciszka z Asyżu działa obecnie Museo Nacional de la Lucha Contra Bandidos

© CUBATOURISTBOARD

 

POZA CZASEM

Zachęcam również do wybrania się do doliny Viñales (Valle de Viñales). Od 1999 r. znajduje się ona na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Słynie przede wszystkim z upraw tytoniu oraz w mniejszym stopniu kawy, trzciny cukrowej i awokado. To idealne miejsce dla miłośników wspinaczki, jazdy konnej i wycieczek rowerowych. Otoczona majestatycznymi wapiennymi mogotami (mogotes) dolina skrywa niezliczone jaskinie, takie jak Caverna de Santo Tomás, Cueva de José Miguel, Cueva del Indio czy Cueva del Palmarito. 

 

Niewątpliwą atrakcją Valle de Viñales jest Mural de la Prehistoria, czyli olbrzymie malowidło stworzone na zboczu Mogote Pita. Wbrew nazwie nie pochodzi ono z czasów prehistorycznych. Mural powstał w latach 60. XX w. i przedstawia proces ewolucji. 

 

Dowiedzieć się czegoś o produkcji cygar można w trakcie wizyty na jednej z lokalnych plantacji. Na miejscu zwiedza się pola porośnięte tytoniem i secadero, czyli tradycyjną suszarnię, w której zebrane liście suszą się w odpowiednich warunkach. Odwiedzający mogą także oglądać ostatni etap produkcji – ręczne skręcanie cygar. Mimo swojej ogromnej popularności i mnogości atrakcji dolina Viñales dzielnie opiera się komercjalizacji i nadal sprawia wrażenie, jakby czas zatrzymał się w niej kilkadziesiąt lat temu.

 Zapierająca dech w piersiach dolina Viñales

© cubatouristboard

 

ODROBINA AFRYKI

W leżącym na południowym wschodzie wyspy Santiago de Cuba najbardziej widoczne są wpływy afrykańskie. To tutaj Fidel Castro rozpoczął rewolucję kubańską atakiem na koszary Moncada, a Facundo Bacardí Massó założył pierwszą fabrykę rumu w lutym 1862 r. Zabytkowe centrum położone pomiędzy pasmem Sierra Maestra a brzegiem Morza Karaibskiego mimo intensywnego rozwoju miasta zachowało swój kolonialny urok. 

 

W historycznej części Santiago de Cuba warto odwiedzić placówki przybliżające jego bogate dzieje: Museo de Ambiente Histórico Cubano mieszczące się w najstarszym zachowanym budynku w kraju – Casa de Diego Velázquez (pochodzącym z 1515 r., należącym do hiszpańskiego konkwistadora Diega Velázqueza de Cuéllara, który dowodził podbojem wyspy i został jej pierwszym gubernatorem) – i założone w 1899 r. Museo Municipal Emilio Bacardí Moreau prezentujące pamiątki z licznych podróży słynnego magnata rumowego. Miłośnikom lokalnych trunków polecamy wizytę w Museo del Ron i historycznej fabryce rumu Bacardí. Co ciekawe, chociaż słynny rum Bacardí powstał na Kubie, nie jest już na niej produkowany, gdyż rodzina Bacardích po zwycięstwie rewolucji opuściła kraj. W fabryce obecnie wytwarza się takie trunki jak Ron Caney, Ron Santiago de Cuba i Ron Varadero. 

 

Obowiązkowym punktem na liście turystów zwiedzających Santiago de Cuba są koszary Moncada. Fidel Castro wraz ze 135 rewolucjonistami zaatakował je 26 lipca 1953 r. Obecnie utworzono tu muzeum nawiązujące do wydarzeń z początków rewolucji – Museo Histórico 26 de Julio.

 

Nie wolno też odpuścić sobie wycieczki do znajdującej się u wejścia do portu fortecy, czyli Castillo del Morro (Castillo de San Pedro de la Roca). W 1997 r. trafiła ona na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Pierwotnie miała być zbudowana do ochrony przed piratami, ale kiedy prowadzono prace konstrukcyjne, w 1662 r. została zdobyta i częściowo zniszczona przez wojska brytyjskie pod dowództwem wiceadmirała Christophera Myngsa. W latach 1663–1669 hiszpańscy inżynierowie naprawili i wzmocnili fortyfikacje. W 1678 r. twierdzę zaatakował francuski szwadron, a dwa lata później holenderscy piraci. Między 1675 a 1692 r. została uszkodzona w wyniku serii trzęsień ziemi. Fortecę zrekonstruowano, powiększono i ukończono w pierwszej połowie XVIII stulecia. Niestety, zniszczyły ją ponownie trzęsienia ziemi z lat 1757 i 1766. Pod koniec XVIII i w XIX w. służyła częściowo za więzienie. Funkcję obronną pełniła znowu w 1898 r., kiedy flota Stanów Zjednoczonych zaatakowała Santiago de Cuba w czasie wojny amerykańsko-hiszpańskiej. Od 1978 r. mieści się w niej Muzeum Piractwa (Museo de la Piratería), które przemianowano 19 lat później na Museo Castillo del Morro San Pedro de la Roca. Podobnie jak w Hawanie z twierdzy w Santiago de Cuba codziennie wieczorem słychać uroczysty wystrzał z armaty (cañonazo).

 

Latem w mieście odbywa się widowiskowy karnawał, który bywa nawet porównywany do tego w Rio de Janeiro. Trafi na niego ten, kto będzie przebywał na wyspie w dniach 18–27 lipca. Karnawałowa zabawa zachwyca muzyką, radosnymi tańcami, tradycyjnymi strojami i pysznym jedzeniem prosto ze straganów. 

 

WYMARZONE WAKACJE

Teraz już nie pozostaje nam nic innego, jak tylko zaplanować urlop na Kubie. Na tej gorącej jak wulkan wyspie nie sposób się nudzić. To barwny, karaibski kraj pełen różnorodności i kontrastów. Mimo iż panuje w nim ustrój socjalistyczny, Kubańczycy doskonale wiedzą, jak należy dbać o turystów. Traktują ich jak miłych gości w swoim domu, z którego bogatej historii i kultury są niezmiernie dumni. Na każdym kroku spotkamy uśmiechniętych, radosnych, rozśpiewanych i roztańczonych ludzi, którzy będą starali się uprzyjemnić nam pobyt na różne sposoby. Na Kubie można cieszyć się piękną pogodą, cudownymi plażami i ciepłym morzem, wspaniałymi zabytkami oraz ciekawymi atrakcjami. Dlatego jest wręcz wymarzonym miejscem na oderwanie się od codzienności.

Artykuły wybrane losowo

Nieznana Korea Południowa

1516007201507023k_Juknokwon_Bamboo_Park.jpg

Przepiękny gaj bambusowy Juknokwon

©KOREA TOURISM ORGANIZATION
2010005200908021k_Changing_Ceremony_of_Royal_Guards_at_Gyeongbokgung_Palace.jpg

Gyeongbokgung – pałac królewski w Seulu

©KOREA TOURISM ORGANIZATION



KAROLINA BEDNARZ www.wkrainietajfunow.pl

 

Przez ponad 500 lat w tej części Azji Północno-Wschodniej istniało królestwo Joseon, przekształcone w 1897 r. w Cesarstwo Koreańskie. Dziś nie ma już – niestety – jednej Korei. Została ona podzielona na dwa terytoria w 1945 r. po zakończeniu II wojny światowej. Północna część Półwyspu Koreańskiego znajduje się poza zasięgiem większości turystów, lecz Korea Południowa zaprasza ich z otwartymi ramionami.

Więcej…

Wyprawy po Republice Południowej Afryki

KRZYSZTOF JAXA KWIATKOWSKI

 

<< Polakom z pokolenia będącego obecnie w średnim wieku Republika Południowej Afryki (RPA) kojarzy się z bajkowym snem o egzotycznym dobrobycie. Młodsi ludzie widzą ją raczej jako rozwijający się kraj pełen przygód i atrakcji, choć leżący na końcu świata. Dziś odwiedzają go miliony turystów, którzy wracają stąd zachwyceni. Przekonajmy się zatem, jak jest w rzeczywistości. >>

 

Spektakularny widok na Przylądek Dobrej Nadziei i plażę Diasa z Cape Point

© LISA BURNELL/CAPE TOWN TOURISM

 

RPA to kraj rozległy (ponad 1,22 mln km² powierzchni), z kilkoma strefami klimatycznymi i wegetacyjnymi, dostępem do dwóch oceanów (Atlantyckiego na zachodzie i Indyjskiego na wschodzie), pustyniami i sawannami, mnóstwem dzikich zwierząt we wspaniale urządzonych parkach narodowych i rezerwatach przyrody oraz wielkimi górami pokrytymi często śniegiem (na czele z Mafadi – 3450 m n.p.m. – w paśmie Gór Smoczych, najwyższym szczytem tego państwa na południowym krańcu Afryki). Duże, nowoczesne miasta, wyśmienita międzynarodowa kuchnia, perfekcyjna infrastruktura hotelowa i drogowa zachęcają do spędzenia tu wakacji. Całości obrazu dopełniają ciekawa, choć mocno zagmatwana, historia oraz grupy etniczne, spośród których kilka wciąż żyje w tradycyjny sposób. Kraj jest obecnie stosunkowo bezpieczny dla turystów, ale – co oczywiste – podczas wizyty w nim trzeba zachować zdrowy rozsądek, podobnie jak w każdym nieznanym miejscu na świecie. W dużych miastach nie należy spacerować samotnie po zmroku, a we wszystkich częściach RPA nie zaleca się zapuszczać do tzw. locations, czyli osiedli zamieszkałych przez czarnoskórych obywateli. Powszechnie używa się tutaj języka angielskiego, ale warto być przygotowanym, że w kilku prowincjach można się dogadać z lokalną społecznością wyłącznie w afrikaans (afrykanerskim). Ze względu na zróżnicowanie etniczne Południowoafrykańczyków nazywa się ich tęczowym społeczeństwem.

Zwiedzanie RPA zazwyczaj zaczyna się w jednym z dwóch największych miast: Johannesburgu lub Kapsztadzie (Cape Town). Rzadziej turyści lecą bezpośrednio do Durbanu albo Nelspruit (Mbombeli). Z czterech największych międzynarodowych lotnisk w kraju w dalszą podróż po nim można udać się samolotem bądź drogą lądową. RPA jest tak rozległa i bogata w różnorodne atrakcje, że nie da się jej zwiedzić w całości nawet w kilka tygodni. Zwykle więc podczas jednej wyprawy odwiedza się kilka wybranych miejsc.

 

MIASTO Z GÓRĄ STOŁOWĄ

Dla wielu osób Kapsztad to najpiękniejsze miasto na świecie. Z pewnością jest on miejscem niezwykłym. Stanowi wyjątkowe połączenie błękitu oceanu, nadbrzeżnych wysokich gór wyrastających tuż przy plaży i nowoczesnej architektury. To tutaj zdecydowana większość turystów rozpoczyna lub kończy przygodę z RPA. W mieście warto zrobić sobie bazę wypadową do wycieczek po okolicy.

Kapsztad (niemal 4 mln mieszkańców w obszarze metropolitalnym) jest rozległym ośrodkiem o niskiej zabudowie. Wyjątek stanowi ścisłe centrum, tzw. City Bowl, w którym wyrastają wysoko nowoczesne biurowce, hotele i apartamentowce. Reprezentacyjne dzielnice mieszkaniowe usytuowane są wzdłuż wybrzeża. Rozciągają się od plaż przy Table View na północy aż po słynne Nabrzeże Wiktorii i Alfreda (Victoria & Alfred Waterfront) – centrum komercyjne z piękną galerią handlową (zbudowaną w miejscu starych magazynów i doków portowych), licznymi hotelami i restauracjami. Tutaj prędzej czy później docierają wszyscy turyści odwiedzający Kapsztad. Stąd w kierunku południowym aż do piaszczystej plaży w Camps Bay biegną obszary z drogimi rezydencjami mieszkalnymi – Green Point, Sea Point i Clifton. Z nowoczesnymi rejonami wyraźnie kontrastują duże dzielnice imigrantów i biedoty, którzy swoje blaszano-kartonowe domy (tzw. shacks) budowali od kilku dekad wzdłuż autostrady, prowadzącej z lotniska do centrum miasta. Obecnie dzięki dużym publicznym nakładom finansowym tereny te są systematycznie przekształcane w gęste osiedla murowanych domków dla najbiedniejszych mieszkańców. Niemniej prawdziwe dzielnice ubogich wciąż istnieją na głębokich przedmieściach i do nich turyści nie powinni się zapuszczać.

W Kapsztadzie każdy znajdzie odpowiednie dla siebie miejsce zakwaterowania. Są tu hotele oferujące usługi na najwyższym światowym poziomie, średniej klasy hotele sieciowe, liczne obiekty typu B&B (bed and breakfast, niezmiernie popularne w RPA) i hostele. Najbardziej okazałe kompleksy znajdują się w centrum, w okolicach City Bowl oraz Nabrzeża Wiktorii i Alfreda. Obiekty B&B o dobrym standardzie rozmieszczone są w zasadzie na terenie całego miasta, ale najlepszą lokalizację mają te z obszarów Green Point i Sea Point oraz sąsiedztwa Gardens. Amatorzy gier hazardowych (i nie tylko!) powinni rozważyć zatrzymanie się w stylowym Grand Hotelu połączonym ze sporym kasynem (GrandWest Casino) i… krytym lodowiskiem, na którym można pojeździć na łyżwach.

Samo centrum Kapsztadu najlepiej zwiedzać pieszo. Tuż obok dzielnicy biurowej, przy placu Grand Parade znajduje się zabytkowy Ratusz Miejski (City Hall), z którego balkonu w 1990 r. Nelson Mandela (1918–2013) wygłosił swoje pierwsze publiczne przemówienie po opuszczeniu więzienia. Tutaj wznosi się również XVII-wieczny Zamek Dobrej Nadziei (Castle of Good Hope), mieszczący obecnie małe muzeum, a będący najstarszym zachowanym budynkiem kolonialnym w Afryce Południowej. W centrum warto też zobaczyć anglikańską Katedrę św. Jerzego (St. George’s Cathedral), sąsiadujący z nią kompleks budynków parlamentu (Houses of Parliament) i park The Company’s Garden. Podczas spacerów po mieście nie wolno ominąć dzielnicy Bo-Kaap, zwanej Dzielnicą Malajską (Malay Quarter). Na jej terenie znajdują się m.in. jeden z pierwszych meczetów powstałych w Kapsztadzie (Nurul Islam Mosque z 1844 r.), charakterystyczne ulice wyłożone brukiem i małe domy pomalowane na jaskrawe kolory. Z kolei szybka przechadzka Long Street, główną arterią City Bowl, pozwala poznać dawną kapsztadzką architekturę. Można tu także znaleźć kilka niezłych knajpek, pubów i klubów nocnych.

Niemal w sercu miasta wyrasta imponująca Góra Stołowa (Table Mountain, 1086 m n.p.m.). Na jej płaski szczyt prowadzi kilka szlaków. Można na niego również wjechać kolejką linową z okrągłymi wagonikami (Table Mountain Aerial Cableway), z których rozpościera się doskonały widok na okolicę – to jedna z największych atrakcji w Kapsztadzie. Na amatorów mocniejszych wrażeń czeka kilka technicznych dróg wspinaczkowych biegnących zboczami Góry Stołowej albo lot moto- lub paralotnią z jej wierzchołka. Na szczycie warto zostać dłużej. Można stąd podziwiać zapierające dech w piersiach widoki na miasto, port i pobliską Robben Island (wyspę w Zatoce Stołowej – Table Bay). Górę pokrywa formacja roślinna fynbos (południowoafrykański odpowiednik śródziemnomorskiej makii). Większości z występujących tu roślin nie spotyka się nigdzie indziej na świecie.

Osoby lubiące wyprawy trekkingowe powinny wybrać się na Głowę Lwa (Lion’s Head, 669 m n.p.m.). Oglądanie zachodu słońca z jej szczytu to doświadczenie jedyne w swoim rodzaju i na długo pozostanie w pamięci. Położone zaraz obok Wzgórze Sygnałowe (Signal Hill, 350 m n.p.m.) jest znakomitym miejscem na podziwianie panoramy miasta, szczególnie po zmroku, gdy Kapsztad ginie w blasku milionów świateł. Codziennie o 12.00 rozlega się pod Signal Hill wystrzał z historycznej armaty.

Turyści bardziej aktywni w ramach porannego spaceru mogą udać się na przechadzkę wzdłuż wybrzeża – od tzw. Mouille Point aż do wspaniałej piaszczystej plaży w Camps Bay. Nad samym oceanem biegnie tutaj malowniczy deptak. Podczas wędrówki można z bliska przyjrzeć się eleganckim osiedlom mieszkalnym.

Poza tym w Kapsztadzie znajduje się jeden z najpiękniejszych ogrodów botanicznych na ziemi – Kirstenbosch National Botanical Garden. Jest on usytuowany na zboczach Góry Stołowej pomiędzy przedmieściami Constantia i Newlands. Został założony w 1913 r. To pierwszy ogród botaniczny na świecie, stworzony specjalnie w celu ochrony endemicznych gatunków roślin. Malowniczo położony Kirstenbosch zachwyca olbrzymią kolekcją wrzośców (Erica) i srebrników (Protea). Po spacerach wśród kwiatów można odpocząć i zjeść obiad w tutejszej restauracji.

Osoby, które podczas wakacji nie mogą obejść się bez zakupów (a oprócz diamentów jest tu co kupować), powinny udać się do jednej z wielu galerii handlowych w mieście. Do najbardziej popularnych należy ta w rejonie Nabrzeża Wiktorii i Alfreda oraz drugie największe na kontynencie afrykańskim (zaraz po Gateway Theatre of Shopping pod Durbanem) luksusowe centrum handlowe Canal Walk (z ponad 400 sklepami rozlokowanymi na powierzchni 141 tys. m²), znane też pod nazwą Century City Mall.

 

Domy w intensywnych kolorach w kapsztadzkiej dzielnicy Bo-Kaap

© SA TOURISM

 

W OKOLICY PRZYLĄDKA

Jeśli z Kapsztadu udamy się na południe, w kierunku Przylądka Dobrej Nadziei (Cape of Good Hope), napotkamy po drodze szereg wspaniałych atrakcji. Warto przejechać nadbrzeżną drogą biegnącą przez miejscowość Hout Bay i dalej jedną z najbardziej widokowych tras świata, tzw. Chapman’s Peak Drive, prowadzącą do Noordhoek. Podczas wyprawy nią trudno nie zatrzymywać się co kilkaset metrów, aby podziwiać widoki, bo każdy wydaje się piękniejszy od poprzedniego. W Hout Bay można skorzystać z łodzi i popłynąć na niewielką wysepkę Duiker (Duiker Island), na której znajduje się spora kolonia uchatek karłowatych. Dalej na południe warto przejechać rzadko uczęszczaną nadbrzeżną drogą przez miasteczka Kommetjie i Scarborough, gdzie również wytyczono wspaniałe punkty widokowe. Stąd wypatrzymy długie plaże, przy których śmiałkowie, nie bojący się spotkania z żarłaczem białym (rekinem ludojadem), surfują po Oceanie Atlantyckim.

Po drugiej stronie skalistego Półwyspu Przylądkowego (Cape Peninsula), nad Zatoką Mylną (False Bay), w uroczej miejscowości Simon’s Town znajduje się jedna z kilku kolonii pingwina przylądkowego. Przy Plaży Głazów (Boulders Beach), objętej ochroną Parku Narodowego Góry Stołowej (Table Mountain National Park), spacerujący po specjalnie wybudowanych pomostach turyści przyglądają się tym osobliwym ptakom wypoczywającym na piasku lub nurkującym w zimnej wodzie. Przy przejeżdżaniu przez miasteczko zwolnijmy – pingwiny uwielbiają spacery poza parkiem i często wędrują parami w poprzek głównej drogi. W samym Simon’s Town warto zobaczyć centrum z budynkami z XIX stulecia oraz położony obok port z okrętami wojennymi. Ciekawostką jest tutaj pomnik doga niemieckiego o imieniu Just Nuisance (1937–1944), który był jedynym na świecie psem wpisanym oficjalnie na listę marynarzy. W czasie II wojny światowej służył na statku HMS Afrikander i w bazie marynarki wojennej w miasteczku.

Legendarny Przylądek Dobrej Nadziei to symbol okolic Kapsztadu, ale też całej Afryki Południowej. Jego pierwotna nazwa – Przylądek Burz (po portugalsku Cabo das Tormentas) – nadana mu została przez pierwszego europejskiego żeglarza, który do niego dotarł w 1488 r. – Portugalczyka Bartolomeu Diasa (ok. 1450–1500). Później król Portugalii Jan II (1455–1495) przemianował go na Cabo da Boa Esperança, bo opłynięcie przylądka otwierało okrętom możliwość dotarcia do Indii. Cape of Good Hope wchodzi w skład Parku Narodowego Góry Stołowej. Występują tu rozmaite zwierzęta (m.in. pawiany, przylądkowe pingwiny i góralki, kilka gatunków antylop, strusie) i wiele endemicznych roślin. Sam przylądek to nieznacznie wysunięty cypel skalny, na którego szczyt można dotrzeć z parkingu lub z centrum obsługi turystycznej położonego poniżej tzw. Cape Point. Ta druga, dłuższa trasa jest szczególnie atrakcyjna, bo po drodze mamy okazję zejść na wspaniałą, dziką plażę ukrytą pomiędzy wysokimi klifami. Specjalna kolejka linowo-terenowa (Flying Dutchman Funicular) dowozi pasażerów pod latarnię na Cape Point, skąd rozciągają się cudowne widoki na False Bay i otwarty ocean. Wbrew temu, co mówią liczne materiały reklamowe dla turystów, oceany Atlantycki i Indyjski spotykają się nie tutaj, a ok. 160 km dalej na południowy wschód, przy Przylądku Igielnym (Cape Agulhas).

Aby zobaczyć imponujące rytuały godowe waleni południowych, warto udać się w okolice miejscowości Hermanus w okresie od czerwca do grudnia. Wyskakujące wysoko ponad wodę olbrzymy można podziwiać ze skalistego brzegu lub pokładu łodzi specjalnie przeznaczonej do tego celu. Amatorzy przygód z dreszczykiem mogą zdecydować się na nurkowanie z drapieżnym żarłaczem białym. Taką rozrywkę organizuje kilka firm w miejscowości Gansbaai. Nurkowanie odbywa się w specjalnych klatkach, ale spotkanie oko w oko z mniej więcej 6-metrowym (i 2-tonowym) stworzeniem robi ogromne wrażenie.

 

AFRYKAŃSKIE WINO

Wielu turystów nie wyobraża sobie podróży przez RPA bez odwiedzenia choć jednej winnicy w okolicy Kapsztadu. Miasta Stellenbosch, Wellington i Paarl czy kapsztadzkie przedmieścia Constantia to jedynie te najbardziej znane ośrodki winiarskie w kraju. Jest ich tutaj znacznie więcej i przy dłuższym pobycie w Południowej Afryce warto poszukać tych mniej znanych miejsc, oferujących wyborne wino koneserom i osobom pijącym je od czasu do czasu. Niemal wszystkie winnice w okolicach Kapsztadu zapraszają również na noclegi, w bardzo dobrym lub średnim standardzie, w zabytkowych domach utrzymanych w historycznym holenderskim stylu przylądkowym. Na zatrzymanie się w nich na noc dobrze się zdecydować, szczególnie jeśli planuje się degustacje w kilku miejscach. Osoby, którym brakuje czasu, mogą zajrzeć do jednej czy dwóch tradycyjnych winnic, takich jak Vergelegen Estate (powstała w 1700 r.) w mieście Somerset West lub położona bliżej Cape Town Klein Constantia (założona w 1685 r.).

 

WZDŁUŻ WYBRZEŻA

Z Kapsztadu w kierunku Durbanu warto pojechać drogą wiodącą wzdłuż wybrzeża. Na wysokości miasta Mossel Bay wjeżdża się na ok. 300-kilometrową Trasę Ogrodów (Garden Route). Ten szlak poleca się szczególnie osobom lubiącym wyprawy samochodowe połączone z zatrzymywaniem się przy licznych atrakcjach przyrodniczych. Można odwiedzić tutaj miasta Knysna i George, miejscowości Plettenberg Bay czy Nature’s Valley oraz Park Narodowy Trasy Ogrodów (Garden Route National Park) i góry Outeniqua (z najwyższym punktem Cradock Peak, 1578 m n.p.m.), gdzie czekają wspaniałe szlaki spacerowe i trekkingowe. Jednym z największych bogactw tego rejonu jest szata roślinna będąca połączeniem fynbosu charakterystycznego dla okolic Kapsztadu z lasami subtropikalnymi. Zaraz za Nature’s Valley znajduje się popularny wśród amatorów wrażeń podnoszących poziom adrenaliny Bloukrans Bridge, najwyższy most na świecie, z jakiego wykonuje się skoki na bungee (ponad 215 m lotu). Dalej na wschód, tuż za Port Elizabeth (przy miejscowości Addo) trzeba odwiedzić atrakcyjny Park Narodowy Słoni Addo (Addo Elephant National Park), będący najbardziej wysuniętym na południe obszarem na kontynencie afrykańskim, gdzie żyją słonie.

Durban, trzecie najbardziej zaludnione miasto kraju (jego obszar metropolitalny zamieszkuje blisko 3,5 mln osób), kojarzy się z ciepłym Oceanem Indyjskim i licznymi plażami ciągnącymi się niemal nieprzerwanie aż do Ponta do Ouro na południowym krańcu Mozambiku. Jeśli w trakcie wizyty w RPA mamy zamiar się tutaj wybrać, to powinniśmy uwzględnić w swoich planach spędzenie kilku leniwych dni na wybrzeżu w którymś z hotelowych resortów czy kameralnych obiektów B&B. Sam Durban, zwany często Małymi Indiami, zamieszkuje największa diaspora Hindusów na świecie. To oni nadali kształt i charakter miastu swoimi świątyniami, zwyczajami, ubiorem i – oczywiście – pyszną indyjską kuchnią. Warto tu zajrzeć do centrum i zapuścić się w mniejsze uliczki ze sklepikami, straganami i małymi targami. Ciekawą atrakcją jest również piękny park tematyczny uShaka Marine World z największym akwarium w Afryce (uShaka Sea World) oraz kompleksem podwodnych restauracji i sal konferencyjnych, usytuowany malowniczo nad Oceanem Indyjskim.

Jeśli z Durbanu wyruszymy na północny wschód, dotrzemy do jednego z największych skarbów przyrodniczych RPA, czyli Parku Mokradeł iSimangaliso (iSimangaliso Wetland Park, znanego też pod nazwą Greater St. Lucia Wetland Park), wpisanego w 1999 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Na olbrzymich, podmokłych terenach (ok. 3280 km² powierzchni), obejmujących także Jezioro św. Łucji (Lake St. Lucia) i pas wybrzeża, żyją wielkie grupy hipopotamów, krokodyli nilowych, kilkaset gatunków ptaków i kilkanaście gatunków mniejszych ssaków. Można tu odbyć wodne safari, podczas którego obserwuje się zwierzęta z pokładu specjalnej łodzi, zatrzymać się w jednym z obiektów hotelowych lub uciec od świata na wspaniałą, dziką plażę.

 

WOKÓŁ STOLIC

Johannesburg to tętniące życiem serce RPA, centrum biznesowe, turystyczne i komunikacyjne, a jednocześnie tygiel etniczny. Samo miasto nie jest szczególnie atrakcyjne dla turystów. Na zainteresowanie zasługuje tutaj kilka ciekawych muzeów (np. Apartheid Museum), dawne podmiejskie slumsy Soweto czy leżący 50 km stąd kompleks muzealny Kolebka Ludzkości (Cradle of Humankind) z zespołem wapiennych jaskiń Sterkfontein wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

W odległości mniej więcej 60 km na północny wschód od Johannesburga znajduje się Pretoria, siedziba rządu i administracyjna stolica kraju (obok dwóch innych stolic: Kapsztadu z siedzibą parlamentu i Bloemfontein z siedzibą władzy sądowniczej). Właściwie jedyną atrakcją wartą w niej odwiedzenia jest kompleks budynków rządowych (Union Buildings). Stąd po ok. 2 godz. jazdy samochodem na północny zachód dociera się do słynnego Sun City – wybudowanego pod koniec lat 70. XX w. wielkiego centrum rozrywki z kilkoma luksusowymi hotelami, kasynem, restauracjami, barami, dwoma 18-dołkowymi polami golfowymi klasy mistrzowskiej (The Lost City Golf Course i Gary Player Country Club Golf Course) czy rozległym parkiem wodnym (Valley of Waves) ze zjeżdżalniami i basenami ze sztucznymi falami (aż do niemal 2 m wysokości w tzw. Roaring Lagoon). Tuż obok leży Park Narodowy Pilanesberg (Pilanesberg National Park). Można go zwiedzać w trakcie safari, podczas którego wypatruje się Wielkiej Piątki Afryki (lwa, lamparta, bawoła, słonia i nosorożca czarnego). To miejsce szczególnie atrakcyjne dla osób nie wybierających się do Parku Narodowego Krugera (Kruger National Park) lub do innych rezerwatów w kraju.

 

Johannesburg znany jest z bogatego życia nocnego

© SA TOURISM

 

KRÓLESTWO PRZYRODY

Prawie 70 proc. wszystkich turystów odwiedzających RPA udaje się na safari (zwane tutaj game drive) do wspomnianego Parku Narodowego Krugera. Jest on w zasadzie najważniejszą atrakcją turystyczną kraju i z tego powodu umieszczaną niemal zawsze w programach zwiedzania.

Niewątpliwy atut parku stanowi łatwy dostęp do niego – dostaniemy się tu bezpośrednio z pobliskiego lotniska pod Nelspruit (Mbombelą) lub z Johannesburga po kilku godzinach jazdy. Najczęściej odwiedzany bywa obszar południowy ze względu na bliskość tych dwóch ośrodków, najlepszą infrastrukturę noclegową i komunikacyjną oraz brak gęstego buszu, co pozwala na wypatrywanie zwierząt. Główne drogi na terenie parkowym zostały wyasfaltowane, dzięki czemu jego część można zwiedzać nawet autobusem lub otwartą ciężarówką. Drogi boczne są utwardzone, ale dalej na północ lub głębiej w buszu zamieniają się w szutrowe i ziemne. Podczas planowania safari trzeba wziąć więc pod uwagę również odległości i rodzaj nawierzchni. Infrastruktura noclegowa jest bardzo zróżnicowana, ale przygotowana na każdą kieszeń. Doskonale wyposażone kempingi, hotele i – oczywiście – luksusowe lodże otoczone bezpiecznymi ogrodzeniami zapewniają znakomity odpoczynek i oferują dobrą kuchnię. Część z najlepszych obiektów znajduje się w rękach prywatnych w wydzielonych rezerwatach będących jednak wciąż częścią ekosystemu Parku Narodowego Krugera. Zakwaterowanie w lodży można często połączyć z luksusowym safari z wybitnymi przewodnikami i tropicielami. Jeśli mamy więcej czasu i własny samochód terenowy, to warto zapuścić się dużo dalej na północ, aby zobaczyć trudniej dostępne i bardziej dzikie tereny parku. Taka wyprawa zapewnia większą prywatność, jest też niesamowitą przygodą i stwarza okazję do spotkania innych gatunków zwierząt. Park Narodowy Krugera słynie z dużej różnorodności gatunkowej i liczebności fauny. Warto spędzić tu kilka dni na podziwianiu przyrody, jaka nie występuje nigdzie indziej na świecie.

Po zachodniej stronie obszaru parkowego ciągnie się tzw. Panorama Route, czyli trasa widokowa biegnąca m.in. w okolicy jednego z największych kanionów na świecie, drugiego co do wielkości w Afryce – Kanionu Rzeki Radości (Blyde River Canyon), który ma ok. 26 km długości i średnią głębokość mniej więcej 750 m. Po drodze znajduje się wiele punktów, z których rozpościerają się zapierające dech w piersiach widoki. Jeśli z parku udamy się w kierunku południowym, trafimy do Królestwa Suazi, zwanego dawniej Swazilandem. Jest ono odrębnym państwem z licznymi atrakcjami i tradycyjnie żyjącymi grupami etnicznymi.

 

Kotlina Kalahari – wioska Buszmenów, rdzennych mieszkańców Południowej Afryki

© SA TOURISM

 

NA PÓŁNOCY

W artykule o RPA nie sposób nie wspomnieć o bezkresnych piaskach kotliny Kalahari i mających długą historię ludach Khoisan (m.in. Buszmenach czy Hotentotach). Prowincja Przylądkowa Północna (Northern Cape), rozciągająca się aż po granicę z Namibią i Botswaną, jest najrzadziej odwiedzana przez turystów. Co prawda obcokrajowcy docierają do położonego bliżej Johannesburga miasta Kimberley z Big Hole (jak się powszechnie uważa, największą na świecie dziurą w ziemi wykopaną ręcznie przez człowieka – o szerokości 463 m i głębokości ok. 215 m) i słynnym muzeum kopalni diamentów (The Kimberley Mine Museum), ale niezbyt często zapuszczają się na rozległe obszary Kalahari, leżące w północno-zachodniej części kraju. Ten region RPA to idealne miejsce dla poszukiwaczy przygód uwielbiających podróżowanie przez pustkowia. Powinni oni odwiedzić zwłaszcza wioski należące do grup etnicznych Khoisan znajdujące się przy granicy z Botswaną i piękny Transgraniczny Park Kgalagadi (Kgalagadi Transfrontier Park).

Wydanie Lato 2018

Jedno oko na Maroko

cd6_5_09.jpg

Oaza blisko Al-Ujun (Laâyoune), największego miasta Sahary Zachodniej

©MOROCCAN NATIONAL TOURIST OFFICE/FOTOSEEKER.COM


MARCIN WROŃSKI


Afryka Północna ze względu na niezwykle ciepły klimat, swoje położenie w bliskim sąsiedztwie Europy, bogactwo wspaniałych zabytków i dobrze rozwiniętą infrastrukturę turystyczną, mimo ostatnich burzliwych wydarzeń na Bliskim Wschodzie i w państwach Maghrebu, wciąż stanowi jeden z najpopularniejszych kierunków podróży Polaków. Najczęściej jednak nadal wybieramy się tutaj na wypoczynek do Egiptu i Tunezji, które i tak w wyniku zawirowań politycznych i zagrożenia zamachami terrorystycznymi stały się największymi przegranymi tego roku. W tej części kontynentu afrykańskiego zupełnie niesłusznie dość często omijamy inny przepiękny kraj, posiadający malownicze wybrzeże zarówno nad Morzem Śródziemnym, jak i nad Oceanem Atlantyckim. Pora więc poznać bliżej Maroko – fascynującą krainę z arabskiego snu.


récolte_des_roses_.jpg

Z płatków róży damasceńskiej produkuje się drogocenny olejek

©MOROCCAN NATIONAL TOURIST OFFICE/FOTOSEEKER.COM


Na zachód od Egiptu leży region określany przez Arabów jako Maghreb (od al-Maghrib, czyli „zachód”). Nazwą tą obejmuje się współcześnie Tunezję, Libię, Algierię, Mauretanię, sporne terytorium Sahary Zachodniej i właśnie Maroko. Największymi grupami etnicznymi w tym ostatnim 34-milionowym państwie są Arabowie i Berberowie. Ok. 35 km dzieli marokańskie miasto Tanger od hiszpańskiej miejscowości Tarifa, położonej po przeciwnej stronie Cieśniny Gibraltarskiej. Afryka jest więc tylko kilka kroków od Europy.


My, Polacy, przywykliśmy mawiać: ładną mamy jesień tego lata. W tym roku jednak pogoda dopisała i długo mogliśmy cieszyć się słońcem. Niestety, wszystko, co dobre, kiedyś się kończy i po ciepłych, letnich miesiącach nastały chłodniejsze, jesienno-zimowe. W drodze na lotnisko pomyślałem więc, że to naprawdę wyśmienity moment, aby odwiedzić Maroko.


Lekarstwo na chłody

Klimat tego kraju kształtują Atlantyk i Morze Śródziemne oraz Sahara i łańcuchy górskie, m.in. Atlas Wysoki. Latem na równinach oraz obszarach pustynnych i półpustynnych notuje się nawet 50°C. Zimą na wybrzeżu termometry wskazują mniej więcej 12°C, a w górach pada śnieg. Te ekstremalne wyjątki nie oddają jednak przeciętnych warunków pogodowych w Królestwie Marokańskim. Średnia temperatura roczna wynosi 17–20°C. Gdzieniegdzie poziom słupka rtęci prawie nie zmienia się przez okrągłe 12 miesięcy (np. w przepięknej Essaouirze – As-Sawirze, o której trochę więcej później). Nad oceanem klimat jest łagodniejszy i chłodniejszy w porównaniu z wnętrzem kraju. Pogoda w strefie Morza Śródziemnego przypomina tę z jego przeciwległego hiszpańskiego brzegu. Kto chce się porządnie wygrzać, powinien więc przyjechać latem, a kto nie lubi upałów – wiosną lub jesienią, wszystko zależy od indywidualnych upodobań. Maroko zaprasza nas do siebie przez cały rok.


„Bóg, Ojczyzna, Król”

village_dadai.jpg

Miasteczko Tafraout w Antyatlasie

©MOROCCAN NATIONAL TOURIST OFFICE/FOTOSEEKER.COM


Taki właśnie gigantyczny napis, widoczny zarówno w dzień, jak i w nocy, góruje nad Agadirem i uchodzi za jego wizytówkę. Dzięki międzynarodowemu portowi lotniczemu (Agadir-Al Massira), blisko 10 km bardzo szerokich piaszczystych plaż oraz ok. 300 słonecznym dniom w roku to właśnie to miasto uznaje się za najpopularniejszy marokański kurort. Rozbudowana baza noclegowa i bogata oferta wycieczek w te strony czynią z niego najłatwiej chyba dostępne miejsce w Maroku. Osoby planujące podróże samodzielnie również bez problemu zorganizują swój wyjazd do Agadiru nad Oceanem Atlantyckim.


Wspomniany napis może posłużyć do krótkiej charakterystyki tego północnoafrykańskiego państwa. To kraj islamski, ale zamieszkany też przez chrześcijan i żydów. Przedstawiciele różnych religii żyją tu jednak ze sobą w zgodzie. Także muzułmanów nie obowiązują restrykcyjne nakazy. Nie są zmuszeni modlić się pięć razy dziennie – do meczetu udają się ci, którzy odczuwają taką potrzebę. Jeśli ktoś woli pozostać przy swojej pracy czy innych zajęciach, nie ponosi za to żadnych konsekwencji. Wielu Marokańczyków chwali sobie taką wolność w wypełnianiu praktyk religijnych. Oczywiście, turyści odwiedzający Królestwo Marokańskie powinni respektować obyczaje i przestrzegać zasad dotyczących chociażby ubioru, jednak nie muszą popadać przy tym w zbytnią przesadę.


Maroko jest dziedziczną monarchią konstytucyjną, a obecnie panuje w nim Muhammad VI (ur. w 1963 r. w Rabacie). Ze względu na napiętą sytuację w tym regionie Afryki warto poruszyć kilka kwestii politycznych. Zasiadający na tronie od 1999 r. marokański król cieszy się powszechnym szacunkiem, stabilności państwa nie zagrażają więc rozruchy czy wojna domowa. W 2011 r., w trakcie antyrządowych demonstracji Marokańczyków, zarządził m.in. podniesienie płacy minimalnej i zaproponował przeprowadzenie referendum konstytucyjnego. Znowelizowana konstytucja osłabiła nieco jego pozycję i wzmocniła uprawnienia premiera oraz parlamentu. Muhammad VI dał się poznać jako reformator, jeszcze zanim wybuchła arabska wiosna (2010–2013). Jego działania miały na celu nie dopuścić do eskalacji protestów – rzadka to postawa wśród władców z tych stron, którzy niepokoje przywykli tłumić siłą. Jako potomek Mahometa (dynastia Alawitów wywodzi się od wnuka proroka – Al-Hasana) posiada uzasadnione religijnie prawo do tronu. Król w nowej konstytucji zrezygnował jednak ze statusu „świętego” i zadowolił się tytułem „nietykalny”. Poza tym zmodernizował kodeks cywilny, znacznie poszerzając prawa kobiet. Marokanki zaczęły zasiadać w parlamencie oraz radzie ministrów, jak również pełnić ważne funkcje publiczne. Jego żona, księżniczka Lalla Salma, to pierwsza w historii kraju małżonka królewska, która została publicznie przedstawiona oraz reprezentuje swego męża na całym świecie jako pierwsza dama. Jest założycielką fundacji wspierającej walkę z rakiem, a także inicjatorką wielu działań w dziedzinie ekologii i zrównoważonego rozwoju. Poprzedniczki Lalli Salmy musiały się zadowolić rolą matki książąt.


Od brzegu oceanu do górskich szczytów


Wróćmy do Agadiru. To wyjątkowe miejsce, w którym ocean niemalże spotyka się z górami. Rozległa piaszczysta plaża robi na turystach oszałamiające wrażenie. Spotkałem się nawet z opinią, że to mniejsza wersja słynnej brazylijskiej Copacabany z Rio de Janeiro. O tutejszych spektakularnych falach krążą wręcz legendy, a informacje o najlepszych punktach znają tylko wtajemniczeni surferzy. Ocean przypadnie do gustu również amatorom kąpieli. Jego wielokilometrowy brzeg idealnie nadaje się też do spacerów – promenada ciągnie się wzdłuż niemal całej strefy turystycznej Agadiru, gdzie znajdziemy liczne butiki, bazary, restauracje, kawiarnie i kilka klubów. Życie kwitnie tu także i nocą.


Z miasta warto wybrać się na bliższe lub nieco dalsze wycieczki, np. do oddalonych o 3–4 godziny drogi Marrakeszu czy Essaouiry (As-Sawiry). Przedtem dobrze jest jednak poznać malownicze okolice Agadiru. Leży on niemal u stóp Atlasu Wysokiego (najwyższy szczyt Dżabal Tubkal, 4167 m n.p.m.), wchodzącego w skład pasma Atlasu, do którego zalicza się również: Atlas Średni (najwyższy szczyt Dżabal Bu Nasir, 3356 m n.p.m.), Antyatlas (tutaj króluje Dżabal Sirwa, 3304 m n.p.m.), Rif (najwyższy punkt to Dżabal Tidighin, 2456 m n.p.m.), Atlas Tellski (z najwyższym szczytem Tamkut Lalla Chadidża, 2308 m n.p.m.) i Atlas Saharyjski (na czele z Dżabal Chelia, 2328 m n.p.m.). Marokańskie góry są więc naprawdę potężne! Przejażdżka wysoko położonymi, krętymi drogami (mówi się, że mają ponad tysiąc zakrętów), nierzadko bezpośrednio sąsiadującymi z zapierającymi dech w piersiach przełęczami i przepaściami, dostarcza wielu mocnych wrażeń. W jednym z najpiękniejszych zakątków regionu – Rajskiej Dolinie – urzekną nas lasy palmowe i wodospady. Polecam też zatrzymać się w którejś z knajpek przy trasie, gdzie zjemy świeżo pieczony chleb z oliwą i doskonałym, aromatycznym miodem. Ten wyrób z lokalnej pasieki będziemy mogli tu także kupić.

Do ciekawszych miejscowości w tym rejonie należą Tafraoute (Tafrawut), Tiznit czy Taroudant (Tarudant). Mnie najbardziej do gustu przypadła ta ostatnia, zwana również „babcią Marrakeszu”. Przydomek ten zawdzięcza przepięknym, otoczonym palmami murom obronnym przywodzącym na myśl to położone w południowym Maroku miasto. Ze względu na usytuowanie w urodzajnej dolinie rzeki Sus, Tarudant było przedmiotem żywego zainteresowania kolejnych władców. Współcześnie stanowi ważny ośrodek handlowy kraju, choć liczy sobie tylko ok. 75 tys. mieszkańców. Na jednym z dwóch tutejszych arabskich targowisk (suków) zaopatrzymy się w owoce, warzywa, przyprawy, ubrania, biżuterię, dywany, pamiątki czy „płynne złoto Maroka” – olej arganowy. Miasto spodoba się szczególnie tym, którzy chcą zobaczyć, jak wygląda prawdziwe życie zwykłych Marokańczyków, a nie jego wyobrażenie przygotowane specjalnie pod turystów. Przed zrobieniem komuś zdjęcia zalecam jednak spytać o zgodę, a w razie odmowy nie próbować fotografowania z ukrycia.


Płynne złoto Maroka

W regionie Agadiru napotkamy tysiące drzew oliwnych i arganowych. To właśnie olej wytłaczany z owoców arganii żelaznej (dokładnie z nasion ukrytych w pestkach), jeden z najdroższych i najbardziej cenionych na świecie, uchodzi za największy skarb Maroka. Posiada on właściwości kosmetyczne oraz lecznicze, wspomaga choćby naturalną odporność organizmu. Wydaje się to niebywałe, ale nigdzie poza tym krajem drzewa tego gatunku nie przyjęły się na tyle dobrze, aby owocować.


Podczas wytwarzania oleju arganowego do celów kosmetologii pestki z owoców arganii żelaznej rozłupuje się, ręcznie miażdży, a z powstałej masy na zimno wyciska się gęsty płyn o złocistym kolorze. Natomiast do użytku spożywczego najpierw się je suszy, praży, a dopiero potem miele i przeznacza do tłoczenia. Produkt finalny w tym drugim przypadku posiada ciemniejszą, lekko brązową barwę. Różni się też nieco zapachem. Aby uzyskać 1 l oleju tradycyjną metodą tłoczenia na zimno, potrzeba mniej więcej 30–35 kg nasion i aż 8 godzin pracy. Dodatkowo zbiory odbywają się w okresie męczących upałów w lipcu, sierpniu i wrześniu. To wszystko wystarczająco już podnosi wartość „płynnego złota Maroka”, a to jeszcze nie koniec. Otóż ten wyjątkowy olej wzmacnia system immunologiczny, obniża poziom cholesterolu we krwi, poprawia krążenie, reguluje ciśnienie, spowalnia procesy starzenia, wspomaga regenerację komórek, łagodzi bóle mięśni i stawów. Jego regularne spożywanie zmniejsza ryzyko zawału serca, miażdżycy czy rozwinięcia się nowotworów oraz chorób Alzheimera i Parkinsona, a także schorzeń dermatologicznych. Stosowany zewnętrznie nawilża i ujędrnia skórę, poprawiając jej elastyczność. Łagodzi również objawy trądziku czy alergii. Wyśmienicie działa poza tym na włosy i paznokcie, a pozytywne rezultaty można dostrzec już po kilku zastosowaniach.


Czymś normalnym w Maroku jest widok chodzących po drzewach arganowych kóz. Owoce i liście arganii żelaznej stanowią prawdziwy przysmak tych zwierząt. Choć cenne pestki wypluwają lub w całości wydalają, to – niestety – zostawiają po sobie tylko gołe gałęzie. Aby zapobiec całkowitemu wyniszczeniu drzew arganowych, w miejsce jednego wyciętego okazu sadzi się dwa nowe. W 1998 r. obszar między Agadirem a Essaouirą (zajmujący ok. 80 proc. regionu Sus-Massa-Dara, tj. ponad 25,5 tys. km²), na którym rosną arganie żelazne, otrzymał status Rezerwatu Biosfery UNESCO.


Wśród czerwonych murów

Musicians_at_Marrakech_Festival_-MNTO_fotoseeker.jpg

Muzycy z miejscowości Tissa i Taounate podczas festiwalu w Marrakeszu

©MOROCCAN NATIONAL TOURIST OFFICE/FOTOSEEKER.COM


Z Agadiru i jego malowniczych okolic przenosimy się do Marrakeszu, zwanego też „Czerwonym Miastem” ze względu na rdzawy kolor starych murów. Legenda głosi, że gdy w XII w. wznoszono Meczet Kutubijja, w kraju toczyła się właśnie tak krwawa wojna, że wszystkie zabudowania i drogi przybrały barwę czerwieni. Marokańczycy trochę na wyrost nadają mu także miano tysiącletniego miasta. Tak naprawdę założył je w 1071 r. Jusuf ibn Taszfin (1009–1106) – władca Maroka z dynastii Almorawidów. Marrakesz swoje tysięczne urodziny będzie więc obchodzić dopiero za niemal 60 lat. Ten czwarty co do wielkości ośrodek w państwie (ok. 930 tys. mieszkańców), po Casablance, Rabacie i Fezie, co roku odwiedzają rzesze turystów z całego świata. Jego serce stanowi plac Dżemaa el-Fna (Jemaa el-Fna). Stał się on jednym z symboli miasta od początku jego rozwoju w XI stuleciu. W 1985 r. wpisano go wraz z całym zabytkowym centrum Marrakeszu (medyną) na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Każdego popołudnia i wieczoru odbywa się na nim wielki targ z owocami, usługami noszenia wody oraz wypożyczania lampionów. Wokół straganów gromadzą się berberyjscy kuglarze i opowiadacze historii, bębniarze, muzycy Gnawa, tancerze, zaklinacze węży, połykacze szkła, treserzy zwierząt oraz inni artyści. Występy trwają do późnych godzin nocnych i przyciągają tłumy gapiów. Oferowana jest tu również szeroka gama usług – gastronomicznych, stomatologicznych, medycznych, wróżbiarskich, kaznodziejskich, astrologicznych czy tatuażu henną. Otoczony licznymi restauracjami, sklepami, galeriami, hotelami i budynkami użyteczności publicznej plac stał się popularnym miejscem spotkań, niezmiernie twórczym centrum językowym, muzycznym, artystycznym i literackim. Potrafi oszołomić i zahipnotyzować nawet najbardziej wybrednych podróżników. Jego kosmopolityczny charakter znajduje odbicie w obecnej tutaj mieszaninie języków i dialektów – zarówno z całego Maroka, jak i świata. Niepowtarzalną atmosferę placu Dżemaa el-Fna tworzą muzyka na żywo i unoszące się w powietrzu wspaniałe orientalne zapachy. Można na nim przesiedzieć wiele godzin, wpatrując się w rozgrywające się dookoła sceny. Warto pamiętać o tym, żeby miejscowych artystów wynagrodzić za ich ciekawe występy, to w końcu źródło ich zarobku. Nikogo więc nie powinien dziwić fakt, że w 2008 r. przestrzeń kulturowa placu Dżemaa el-Fna znalazła się na Liście Reprezentatywnej Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.


Po jej opuszczeniu momentalnie gubimy się w niezmiernie wąskich i krętych uliczkach medyny. Taka kontrolowana utrata orientacji sprawi, że nasza wizyta w Marrakeszu z pewnością będzie niezapomniana. Wśród tej niewiarygodnej wręcz plątaniny przejść między przylegającymi do siebie domami napotkamy setki sklepików, warsztatów i knajpek. Nie musimy się obawiać przesadnej nachalności sprzedawców. Jeżeli nie jesteśmy zainteresowani zakupami, wystarczy nasza stanowcza odmowa. Marokańscy handlarze do swoich potencjalnych klientów podchodzą zwykle z należytym szacunkiem. Oczywiście, cena wyjściowa od finalnej może się różnić nawet o kilkaset procent, ale w końcu właśnie na tym polega cały urok targowania się.


Za jedną z głównych marrakeszeńskich atrakcji uważa się wspomniany już XII-wieczny Meczet Kutubijja. Z jego 69-metrowej wieży (minaretu) rozciąga się wspaniały widok na niemal całe miasto. Warto odwiedzić też Meczet Alego ibn Jusufa, najstarszy w Marrakeszu, wzniesiony w I połowie XII stulecia, nazwany tak na cześć marokańskiego władcy z dynastii Almorawidów – Alego ibn Jusufa (1083–1143). Znajduje się przy nim ufundowana w XIV w. medresa – największa szkoła teologiczna w Maghrebie (na ponad 800 uczniów). Cudowna architektura i wystrój tego miejsca robią niesamowite wrażenie. Polecam usiąść przy jednym z filarów na głównym dziedzińcu, poczekać, aż odpłynie fala turystów, i wsłuchać się w szum wody.


Na zainteresowanie zasługuje także Ogród Majorelle (Jardin Majorelle), niewielki, ale przepiękny ogród botaniczny, zaprojektowany w latach 20. XX w. przez francuskiego malarza Jacques’a Majorelle’a (1886–1962). Przekraczając jego progi, nagle z upalnej i gwarnej ulicy trafiamy do wspaniałej zielonej oazy, dającej orzeźwienie nawet w bardzo gorące dni. W jej sercu znajdziemy również małe muzeum, które przybliża swoim gościom kulturę berberyjską.


Miasto dobrej pogody

Po wizycie w pełnym atrakcji Marrakeszu proponuję udać się ok. 180 km na zachód do Essaouiry (As-Sawiry). W tym prześlicznym 80-tysięcznym mieście nad Oceanem Atlantyckim wiele osób zakochuje się od pierwszego wejrzenia. Tutejsza szeroka plaża zachwyca amatorów kąpieli słonecznych. Średnia temperatura roczna wynosi tu ponad 17°C. Miejscowość jest raczej spokojna, większego ruchu turystycznego powinniśmy spodziewać się w okolicy starej jej części z ogromną liczbą sklepików z interesującymi wyrobami marokańskiego rzemiosła artystycznego. W 2001 r. zabytkową medynę w Essaouirze wpisano na prestiżową Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Z XVIII-wiecznego fortu Sqala de la Kasbah (Sqala de la Ville) rozpościera się przepiękny widok na Wyspy Purpurowe (Îles Purpuraires). Polecam przespacerować się też po porcie: przyjrzeć się rybakom w pracy i wsłuchać w obijające się o skały fale i śpiew setek krążących nad naszymi głowami mew. Essaouira cieszy się także zasłużoną popularnością wśród miłośników surfingu, kite- i windsurfingu oraz innych sportów wodnych.


To jednak tylko kilka z najciekawszych – według mnie – miejsc w Maroku. Do zwiedzenia w tym fascynującym kraju pozostają jeszcze np. Fez, Casablanca czy jego stolica Rabat. Gdziekolwiek pojedziemy, czekają tutaj na nas niezmiernie urokliwe krajobrazy, wyśmienita kuchnia i mili ludzie. Dzięki temu trudno nie poczuć się naprawdę dobrze na gościnnej marokańskiej ziemi. Opalony słońcem Maghrebu, z uśmiechem na ustach wracam do Warszawy. Na pewno jeszcze zawitam do Maroka, chociażby po to, aby spróbować ujarzmić wspaniałe fale, napić się pysznej miętowej herbaty i poznać bliżej cudowne właściwości oleju arganowego.