MARYLA FOSSEN

www.addicted-to-passion.com

 

« Jeszcze całkiem niedawno podróż na Seszele była dla mnie niespełnionym marzeniem. Chciałam kiedyś ujrzeć ten rajski kawałek świata z kolorowych pocztówek, nieskazitelnie białe plaże pokryte ogromnymi głazami, wysmukłe palmy kłaniające się przed turkusowym oceanem. Teraz, gdy mój piękny sen się ziścił i mogłam na własnej skórze czuć dotyk seszelskiego słońca i delikatną bryzę, stąpać po miękkim piasku, próbować dań kreolskiej kuchni i cieszyć się życzliwymi uśmiechami wyspiarzy, marzę o tym, aby jak najszybciej wrócić w to wyjątkowe miejsce. »

 

 Rajskie seszele są wymarzonym miejscem na zorganizowanie niezapomnianej ceremonii ślubnej

OFFICEDuTOuRISMEDESSEyCHELLES/TORSTENDICKMANN

 

Seszele ujęły mnie swoją dziewiczością. Istnieje na nich jeszcze całe mnóstwo zakątków, gdzie możemy być zupełnie sami. Na wielu plażach poczujemy się jak Robinson Crusoe na swojej bezludnej wyspie. 

 

Ten kraj jest naprawdę przepiękny. Zachwyca magicznymi zachodami słońca, zapierającymi dech w piersiach widokami i soczyście zieloną, egzotyczną roślinnością. Grzbiety gór porośnięte palmami i schodzące do morza tworzą idealne krajobrazy. Jednego dnia można bujać się tutaj w hamaku w luksusowym hotelu, a drugiego – wybrać się na długi i pełen wrażeń trekking w głąb lasu tropikalnego. 

 

DOTYK LUKSUSU

Wielu osobom Seszele kojarzą się z drogimi hotelami, cudownie położonymi basenami i obsługą na najwyższym poziomie. To wszystko tu znajdziemy. Choć za 5-gwiazdkowy standard trzeba sporo zapłacić i nie każdy może sobie pozwolić na spędzanie wakacji w takich warunkach, uważam, że raz w życiu warto skusić się na odrobinę luksusu. Nie jestem w mojej opinii odosobniona, bo turyści często odwiedzają Seszele, aby świętować specjalne okazje. Wiele par wybiera się na nie w podróż poślubną. Klimat wysp sprzyja wyjazdom we dwoje. Jest tutaj ciepło, miło, spokojnie i romantycznie. Z mężem obchodziliśmy na Seszelach 10. rocznicę naszej znajomości, dlatego pierwsze kilka dni naszego pobytu spędziliśmy w 5-gwiazdkowym hotelu Hilton Seychelles Northolme Resort & Spa. Chcieliśmy poczuć dotyk słynnego seszelskiego luksusu.

 

Wybrany przez nas obiekt leży na północnym krańcu malowniczej zatoki Beau Vallon. Należy do pierwszych hoteli, które powstały na Mahé. Oczywiście od czasu, gdy go zbudowano, został całkowicie zmodernizowany i przekształcony w klimatyczny kompleks ze stylowymi, drewnianymi willami idealnie wkomponowanymi między granitowe głazy. Według mnie to bez wątpienia jeden z najpiękniej położonych obiektów hotelowych na wyspie. Znajduje się on 16 km od międzynarodowego lotniska, czyli jakieś pół godziny jazdy samochodem. Hotel usytuowany jest na wzgórzu, dzięki czemu ze wszystkich willi rozpościera się wspaniały widok na Ocean Indyjski. Nie powinno więc dziwić, iż kiedy Ian Fleming pisał książki o przygodach Jamesa Bonda, m.in. tutaj czerpał inspiracje do swoich powieści. Podczas codziennych spacerów wśród śpiewu ptaków i bujnej, egzotycznej roślinności zawsze rozpierała mnie tak ogromna radość, że chciałam zostać w tym miejscu na zawsze. 

 

Na terenie kompleksu Hilton Seychelles Northolme Resort & Spa znajduje się łącznie tylko 56 pokoi i apartamentów w luksusowych, drewnianych willach. Chociaż w trakcie naszego pobytu hotel był całkowicie obłożony, czasami czuliśmy się tak, jakbyśmy byli w nim sami. Powierzchnia wzgórza dzięki zabudowie kaskadowej jest dobrze wykorzystana. Wille rozmieszczone są w taki sposób, żeby zapewniały gościom prywatność. Przytulne wnętrza mają wystrój w stylu kolonialnym. Wyposażono je w wielkie, wygodne łóżka z baldachimem i moskitierą. W łazience za ogromnymi, przeszklonymi drzwiami znajduje się jacuzzi, w którym można wziąć kąpiel z widokiem na zachód słońca. Na tarasie apartamentów umieszczono basen do wyłącznej dyspozycji gości. Pobyt w takim miejscu to naprawdę niesamowite doświadczenie.

 

Co można robić w tego typu hotelu? My odpoczywaliśmy, delektowaliśmy się wspaniałymi widokami, sączyliśmy drinki o zachodzie słońca, czytaliśmy książki. Mieliśmy szansę oderwać się od świata i… internetu. Spacerowaliśmy więc i marzyliśmy o tym, żeby zostać tu na dłużej. Jeśli komuś znudzi się nicnierobienie w Hilton Seychelles Northolme Resort & Spa, może pójść rano na lekcję jogi lub siłownię, skorzystać z relaksującego masażu, popływać kajakiem po zatoce albo spróbować swoich sił w stand up paddlingu (stand up paddleboardingu). Sprzęt sportowy (kajaki, deski czy maski do nurkowania) udostępnia się bezpłatnie. Nad zatokę wybierzemy się również na snorkeling. Co prawda pobliska rafa koralowa została kilka lat temu kompletnie zniszczona przez gorące prądy, ale władze hotelu podjęły się jej odbudowania. Goście mogą się do tego przedsięwzięcia przyłączyć i zaopiekować się małym fragmentem rafy. Po dokonaniu opłaty w wysokości 25 dolarów amerykańskich dostaje się certyfikat poświadczający bycie opiekunem. Taka osoba co jakiś czas otrzymuje także zdjęcia pokazujące, jak rafa rośnie i się rozwija. 

 

W kompleksie znajdują się trzy restauracje. Śniadania jedliśmy codziennie w „Hilltop Restaurant” z przepięknym widokiem na turkusowe wody zatoki. Zawsze czekał na nas duży wybór ciepłych i zimnych dań, pyszna kawa, świeże soki i… szampan. Tutaj też serwowany był wieczorny posiłek w formie bufetu z przepyszną kuchnią kreolską. W porze lunchu zwykle wybieraliśmy „Ocean View Bar”. To również idealne miejsce na wypicie koktajlu przy zachodzie słońca, który można podziwiać z dolnego tarasu. Na kolację chodziliśmy do „Les Cocotiers”, restauracji z menu à la carte. Ze względu na wspaniałą atmosferę, gwieździste niebo rozpościerające się wieczorami nad głowami gości i wyszukane dania międzynarodowej kuchni świetnie nadaje się ona na świętowanie wyjątkowej okazji. 

 

PLAŻE MARZEŃ

Kiedy już znudzi nam się przyhotelowa plaża, możemy wypożyczyć samochód lub rower i pojechać na wycieczkę. Seszele składają się ze 115 wysp. Do największych należą Mahé (znajduje się na niej jedna z najmniejszych stolic na świecie – ok. 25-tysięczna Victoria), Praslin, Silhouette i La Digue. Warto tak zaplanować swój pobyt, aby odwiedzić każdą z nich. Nam udało się objechać dookoła Mahé, Praslin i La Digue. Zobaczyliśmy ponad 30 plaż i wybraliśmy 10 tych, które najbardziej nas zauroczyły. Chciałabym krótko je opisać, ponieważ są naprawdę cudowne.

 

Pierwsza na liście jest plaża na Grande Sœur, jednej z dwóch siostrzanych wysepek (Îles Sœurs; druga nazywa się Petite Sœur) położonych w pobliżu La Digue. Po przypłynięciu na nią w oczach stanęły mi łzy. Ze względu na bajeczny kolor wody i piasku oraz fakt, że poza nami nie było w tym miejscu nikogo, plaża ta wywarła na mnie największe wrażenie ze wszystkich, które widziałam na Seszelach. Być może stało się tak dlatego, że zupełnie nie spodziewałam się ujrzeć takiego widoku. Zaskoczył mnie niewiarygodnie przejrzysty Ocean Indyjski i brzeg wysypany czymś niezmiernie białym i miękkim niczym mąka. Na Grande Sœur dostaniemy się jedynie łodzią. Wysepka jest prywatna i nie wolno wchodzić na niej w głąb lądu. 

 

Kolejna plaża, tym razem na La Digue, to dość trudno dostępna Anse Marron. Nie da się na nią trafić bez przewodnika. Na szczęście na wyspie są osoby, które chętnie nas zaprowadzą. Wycieczka w obie strony trwa ok. 7 godz. Wszystko jednak zależy od tego, ilu uczestników liczy grupa i jak sobie poradzą z przeszkodami. Trasa nie jest bardzo trudna, ale dość wymagająca. Pierwszy odcinek wiedzie przez tropikalny las. Później dosyć długo wędruje się po kamieniach i głazach, często trzeba przeciskać się między skałami i balansować nad przepaściami. Kiedy jednak dotrzemy już na miejsce, widoki wynagrodzą nam cały trud. Cudowną zatokę otaczają ogromne głazy, o które efektownie rozbijają się fale. Aż trudno uwierzyć, że takie zakątki naprawdę istnieją. Po dotarciu na plażę możemy odpocząć i wykąpać się w oceanie. Przewodnik przygotuje dla nas posiłek. Drogę powrotną pokonuje się znacznie łatwiej. Jedynie ostatni odcinek trasy bywa trudniejszy, bo musimy iść zanurzeni po pachy w wodzie, z plecakiem na głowie. Ja bawiłam się przednio! 

 

Na La Digue leży również Anse Cocos. Zdecydowanie można ją nazwać ukrytym skarbem tej wyspy. Odwiedza ją mało osób, bo żeby się tu dostać, trzeba przebić się przez bujną roślinność. Dojście na plażę zajmuje ok. 30 minut. W pobliżu cudownie złotej Anse Cocos woda jest bardzo płytka. Tuż obok znajduje się palmowy gaj, tworzący idealną osłonę przeciwsłoneczną. To świetne miejsce dla osób, które oprócz plażowania lubią też długie spacery. Warto zabrać ze sobą pełne buty, najlepiej z podeszwą zapobiegającą ślizganiu, bo w tropikalnym lesie można natknąć się na różnego rodzaju stworzenia, które czasem zupełnie bezwiednie przecinają człowiekowi drogę. Poza tym nie wolno zapomnieć o zapasie wody i czymś do jedzenia, aby nie musieć zbyt szybko opuszczać tego kawałka raju.

 

Piękna Anse Cocos nadal bywa zazwyczaj omijana przez turystów, co stanowi jej dodatkowy atut

© OFFICEDuTOuRISMEDESSEyCHELLES

 

Najpopularniejsze zdjęcia z La Digue pochodzą z Anse Source d’Argent. Jeśli przed wyjazdem miałam w głowie obraz Seszeli, na pewno powstał on na podstawie widoków z tej właśnie plaży. Olbrzymie, ciemne, granitowe głazy, biały piasek i turkusowa woda tworzą kompozycję idealną. Anse Source d’Argent leży na terenie L’Union Estate, dlatego żeby się na nią dostać, trzeba zapłacić za wstęp 115 rupii seszelskich (ponad 30 złotych). To jedyna płatna plaża na Seszelach i naprawdę warto spędzić na niej cały dzień. Im wcześniej się tutaj pojawimy, tym większe będziemy mieć szanse na to, żeby podziwiać widoki w towarzystwie niewielu osób. Po 10.00 ruch się zwiększa, ale ze względu na dużą liczbę małych zatoczek nadal może nam się udać znaleźć dobre miejsce. My byliśmy na Anse Source d’Argent w sumie cztery razy. O każdej porze dnia wyglądała wspaniale. Na samej plaży można kupić soki, a zaraz przy parkingu rowerowym (bo właśnie na dwóch kółkach najlepiej się na nią dostać) działa restauracja. 

 

Z kolei na Praslin zdecydowanie najpiękniejsza jest Anse Lazio. Najlepiej wybrać się tu samochodem. W okolicy kursuje także autobus, ale nie dojeżdża do samej plaży, będziemy więc zmuszeni odbyć półgodzinny spacer. Na rozległej Anse Lazio nie odczujemy tłoku. Po wejściu na plażę radzę skręcić w lewo i przejść praktycznie do samego końca. W jednej z zatoczek otoczonych kamieniami powinniśmy znaleźć dla siebie ustronne miejsce. Przy Anse Lazio funkcjonuje kilka knajpek. Z całego serca polecam „Bonbon Plume”. To według mnie jedna z najlepszych restauracji na całych Seszelach. Koniecznie trzeba zamówić w niej krewetki z bananami. Nigdy wcześniej nie jadłam nic tak niesamowitego! 

 

Za drugą najwspanialszą plażę na Praslin uważam Anse Georgette. Ponieważ należy ona do luksusowego hotelu Constance Lemuria, żeby móc na nią wejść, musimy mieć pozwolenie. Najłatwiej załatwić je przez obiekt noclegowy, w którym zatrzymaliśmy się na Seszelach. Warto zrobić to przynajmniej dzień wcześniej, wówczas zostaniemy wpisani na listę i bez problemu dostaniemy się na teren hotelowy. Droga na plażę prowadzi przez 18-dołkowe pole golfowe klasy mistrzowskiej i jest bardzo malownicza. Bramę wejściową od brzegu oceanu dzieli niewielka odległość. Pokonanie jej zajmuje 15–20 minut. Warto wiedzieć, że na Anse Georgette nie kupimy ani jedzenia, ani napojów. Musimy więc zabrać je ze sobą. 

 

Na Mahé na zainteresowanie zasługuje Anse L’Islette. Znajduje się na niej najpiękniejsza huśtawka na całych Seszelach! Z plaży można popłynąć łodzią na pobliską wysepkę Thérèse. Podczas odpływu dojdziemy na nią pieszo. Miejsce to najcudowniej wygląda w trakcie przypływu. Kiedy woda się oddala, traci swój urok. Przy okazji odwiedzin na Anse L’Islette koniecznie trzeba wstąpić do baru i restauracji „Delplace”. Carpaccio z tuńczyka i krewetki z woka smakują wyśmienicie.

 

Niedaleko stąd (najwyżej 10 minut jazdy samochodem) znajduje się Anse Du Riz. Z parkingu samochodowego czeka nas 15-minutowy spacer, ale trasa jest niezmiernie malownicza i wiedzie wśród zielonej roślinności. Najpierw dochodzi się do Baie Ternay. Dopiero po chwili dociera się do małej Anse Du Riz. Po drodze mijamy przepiękne palmy i wzgórza, jednocześnie podziwiając turkusowy ocean. Mnie widoki te przywodziły na myśl Hawaje. To z pewnością jedno z moich ulubionych miejsc na całych Seszelach.

 

Na południu Mahé leży urocza Anse Soleil. Najbardziej podobała mi się jej prawa część. Mogłabym tu siedzieć godzinami i wpatrywać się w rozbijające się o skały fale. Poza nami na plaży były chyba trzy pary, więc mieliśmy ją prawie całą dla siebie. Na Anse Soleil znajdziemy idealny cień pod palmami i kokosy na wyciągnięcie ręki. Niestety nie kupimy na niej nic do jedzenia czy picia. Należy zatem zadbać o prowiant, jeśli planuje się zostać w tym zakątku na dłużej.

 

Ostatnią pozycję na liście zajmuje Baie Lazare, również położona na Mahé. To bardzo duża plaża rozciągająca się na brzegu zatoki. Została ona podzielona na dwie części. Jedna z nich jest publiczna. Druga należy do hotelu Kempinski Seychelles Resort Baie Lazare, ale można ją odwiedzać, jednak żeby się na nią dostać, trzeba podejść z drugiej strony. Przy kompleksie hotelowym rosną słynne pochylone palmy, które raczej trudno spotkać w innych miejscach. W drodze powrotnej z Baie Lazare polecam zajrzeć do knajpki „Maria's Rock Cafeteria”. Goście sami smażą tu sobie niewielkie kawałki mięsa oraz ryb i owoców morza na maśle szafranowym na specjalnym gorącym kamieniu – ich smak jest obłędny.

 

ATRAKCJE WYSP

Oczywiście poza plażami na wyspach znajduje się jeszcze całe mnóstwo wartych odwiedzenia miejsc. Seszele leżą w strefie klimatu równikowego. Wilgotność powietrza jest na nich dość wysoka, występują też pory deszczowe. To wszystko sprawia, że wyspy są soczyście zielone. Porasta je ogromna liczba różnych gatunków tropikalnej roślinności, w tym wspaniałe palmy. Przepiękne naturalne krajobrazy zachęcają do pieszych wędrówek. Kilka miejsc w tym kraju skradło moje serce i o nich właśnie chciałabym wspomnieć.

 

W drodze na Anse Source d’Argent na La Digue nie sposób ominąć L’Union Estate, terenu należącego kiedyś do miejscowego plantatora. Po prostu aby dotrzeć do plaży, trzeba przez niego przejść lub przejechać na rowerze. Znajduje się tutaj m.in. zagroda z żółwiami olbrzymimi. Można się im z bliska przyjrzeć, a nawet nakarmić specjalnymi liśćmi, które bardzo lubią. To świetna atrakcja nie tylko dla dzieci, lecz także dorosłych. Wzdłuż drogi znajdują się plantacje ananasów i wanilii. W okolicy leżą również uprawy kokosów oraz historyczny cmentarz, który koniecznie trzeba zobaczyć. 

 

W samym sercu Praslin usytuowany jest Rezerwat Przyrody Doliny Mai (Vallée de Mai Nature Reserve). W 1983 r. wpisano go na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Charakteryzuje się prawdziwym bogactwem flory. Największy jego skarb stanowi lodoicja seszelska (inaczej coco de mer). Ta wyjątkowa palma występuje tylko na Seszelach. Rośnie pojedynczo, osiąga ponad 25 m wysokości i dożywa 20–50 lat. Dojrzałe owoce lodoicji seszelskiej ważą 15–30 kg i mają średnicę 40–50 cm. Palma ta jest rośliną dwupienną, co oznacza, że wyróżnia się osobniki żeńskie i męskie. Rezerwat najlepiej zwiedzać z przewodnikiem, ponieważ pokaże nam on najciekawsze rośliny i wiele o nich opowie.

 

Na koniec chcę jeszcze wymienić najpiękniejszy według mnie punkt widokowy na całych Seszelach, czyli Morne Blanc na Mahé. Co ciekawe, bardzo mało osób tu dociera, choć aby trafić w to miejsce, wystarczy odbyć zaledwie 40-minutowy trekking przez mistyczny las. Początek 3,2-kilometrowej trasy zaczyna się przy krętej drodze Sans Souci obok sklepu z herbatą. Im wyżej wchodzimy, tym roślinność robi się bardziej bujna, pojawia się coraz więcej mchu i olbrzymich paproci. Na wyprawę najlepiej wybrać się z samego rana, gdyż pogoda na Mahé, szczególnie na terenach górskich, potrafi być kapryśna. Istnieje więc duża szansa, że po południu wspaniałe widoki zasłonią nam chmury. 

 Na Seszelach żyją żółwie olbrzymie, niezwykłe roślinożerne gady narażone na wyginięcie

© OFFICEDuTOuRISMEDESSEyCHELLES/RAyMONDSAHuQuET

 

AKTYWNE ZWIEDZANIE

Jeśli ktoś lubi aktywny wypoczynek, Seszele przypadną mu do gustu. Są idealne na wszelkiego rodzaju wyprawy rowerowe. Szczególnie nadaje się na nie La Digue. Na tej wyspie obowiązuje całkowity zakaz poruszania się samochodami (za wyjątkiem pięciu taksówek, które rozwożą gości po hotelach). Wszyscy turyści i mieszkańcy jeżdżą rowerami lub przemieszczają się pieszo. Jednoślady można wynająć już przy samym porcie. Znajduje się tu kilka wypożyczalni. Także większość hoteli i pensjonatów ma na stanie rowery na użytek swoich gości. My korzystaliśmy ze sprzętu dostępnego w Bwaver Cottage (obiekcie typu guest house), gdzie spędziliśmy kilka nocy. Na La Digue polecam zatrzymać się właśnie u seszelskiej rodziny. Wówczas możemy nawiązać bliższy kontakt z mieszkańcami, lepiej poznać ich kulturę i obyczaje. Nasi gospodarze codziennie zabierali nas na wieczorne imprezy do znajomych. Byliśmy z nimi w kasynie i knajpce z pięknym widokiem. Widać było, że nie traktują turystów jedynie jako źródła dochodów, ale chcą im pokazać prawdziwe oblicze La Digue. Jeśli mamy więcej czasu, możemy na rowerze zwiedzać również inne wyspy. Warto jednak zdawać sobie sprawę z tego, że wysokie temperatury i ukształtowanie terenu (zwłaszcza w przypadku górzystych obszarów na Mahé) często utrudniają pokonywanie większych dystansów.

 

Podwodny świat Seszeli bez wątpienia przypomina raj. Każdy miłośnik nurkowania znajdzie tutaj coś dla siebie. Okolice wysp słyną z krystalicznie czystych wód, dlatego życie w oceanie można obserwować bez przeszkód. Na Seszelach spotkamy mnóstwo kolorowych, tropikalnych ryb, a także kraby, żółwie wodne, rekiny rafowe, ośmiornice, płaszczki, homary czy rekiny wielorybie. Sezon na nurkowanie trwa w tym regionie praktycznie przez cały rok, ale najkorzystniejsza pora przypada na okres od lutego do kwietnia. Wówczas woda jest najcieplejsza, ocean – spokojniejszy, a przejrzystość powietrza najlepsza. Najpiękniejsze punkty nurkowe znajdują się zazwyczaj w okolicy bezludnych wysepek.

 

Tylko 8 ze 115 seszelskich wysp jest stale zamieszkanych. Niektóre stanowią własność prywatną – najczęściej funkcjonują na nich jedynie ekskluzywne hotele i obowiązuje zakaz wstępu. Co ciekawe, wszystkie plaże na Seszelach mają status publicznych. Dlatego nawet na prywatnych wysepkach możemy korzystać ze słońca i wody na piaszczystym brzegu, nie wolno nam jedynie wchodzić w głąb lądu. Ze względu na to warto wypożyczyć tutaj łódź żaglową i wyruszyć na wyprawę wokół cudownych, niewielkich oaz rozrzuconych po oceanie. Nie ma chyba nic przyjemniejszego niż odkrywanie całkowicie dzikich plaż, na których będziemy rozkoszować się w ciszy i spokoju pięknem przyrody. Na żeglowanie po Seszelach najlepiej nie wybierać się w trakcie naszego, polskiego lata, czyli w lipcu i sierpniu, ponieważ wtedy wieją w tej okolicy silne wiatry (do 30 węzłów) utrudniające pływanie. Nie poleca się też wyruszania w rejs w grudniu i styczniu, kiedy na Seszelach występuje pora deszczowa. Czasami opady trwają nawet kilka dni. Poza tymi wyjątkami można żeglować bez przeszkód. Nawet jeśli trafi nam się jeden czy dwa dni deszczu, bo na to musimy być zawsze przygotowani, przyniesie on jedynie miłe orzeźwienie. Koniecznie należy zabrać ze sobą kremy z wysokim filtrem, gdyż na tej szerokości geograficznej słońce opala nawet przez chmury. Oprócz tego warto zaopatrzyć się w nakrycie głowy czy ubranie z długim rękawem do nurkowania. Jeśli odpowiednio zabezpieczymy się przed niekorzystnym działaniem promieni słonecznych, z pewnością nic nie popsuje nam pełnej wrażeń wyprawy wokół przepięknych seszelskich wysp.

 Tradycyjny taniec moutia wykonywany na plaży Beau Vallon przy akompaniamencie bębnów

© OFFICEDuTOuRISMEDESSEyCHELLES/GERARDLAROSE

 

 

Artykuły wybrane losowo

Na progu pustyni – Zjednoczone Emiraty Arabskie i Oman

Joanna Pszonka

Adam Domagała

 

<< Oblewany wodami Zatoki Perskiej, Morza Arabskiego i Morza Czerwonego Półwysep Arabski pokrywają pustynie i półpustynie. Bogactwo jego krajów stanowi czarne złoto, czyli ropa naftowa, a religię w nich dominującą – islam. Dwa z nich: Zjednoczone Emiraty Arabskie i Oman przypominają grotę 40 rozbójników, którą przez przypadek odkrył Ali Baba. Skarby, jakie tam odkryjemy, zachwycą nie tylko nasze oczy. Nie zwlekajmy więc ani chwili: „Sezamie, otwórz się!” >>

Wizytówką Zjednoczonych Emiratów Arabskich jest Dubaj, mimo iż to nie on pełni funkcję stolicy państwa, a Abu Zabi (Abu Dabi). Właśnie tu znajdują się najwyższy wieżowiec świata, najlepsze hotele, w tym niezmiernie luksusowy Burdż Al Arab (Burj Al Arab) w kształcie żagla – wybudowany na specjalnie dla niego stworzonej wyspie na Zatoce Perskiej, imponujące budynki, potężne centra handlowe, ośnieżony stok narciarski na pustyni, a po ulicach jeżdżą najdroższe samochody. Dzięki temu wielkiemu rozmachowi świat zwrócił uwagę na to miejsce. Dziś Dubaj stanowi cel nie tylko wyjazdów biznesowych, ale też turystycznych. Maskat w sąsiednim Omanie to natomiast miasto zupełnie inne. Tutaj bogactwo widać przede wszystkim w jego architektonicznej całości, jednolitej w stylu zabudowie, która sprawia, że omańska stolica wygląda niczym wspaniała ilustracja do arabskiej baśni. Biel ścian odcinająca się od koloru nieba, starannie zaprojektowana zieleń miejska, pięknie oświetlone po zmroku nabrzeże nadają Maskatowi niepowtarzalnego charakteru sułtańskich włości.

Więcej…

Zanurz się w kulturze na pograniczu Węgier i Austrii

Noémi Petneki

 

Po obu stronach granicy austriacko-węgierskiej i wzdłuż brzegów jeziora Nezyderskiego rozciąga się ten sam region. Dzisiejszy Burgenland (po węgiersku Őrvidék), najbardziej wysunięty na wschód i najmłodszy kraj związkowy Austrii, od XII w. był częścią historycznego Królestwa Węgier, które od XVI stulecia (po bitwie z Turkami pod Mohaczem w 1526 r.) dostało się pod panowanie Habsburgów i Cesarstwa Austriackiego. Dziś, po obaleniu żelaznej kurtyny i wstąpieniu Węgier do Unii Europejskiej w 2004 r., znów (jak za czasów Monarchii Austro-Węgierskiej) praktycznie nie zauważamy, kiedy przejeżdżamy tutaj przez granicę. Węgrzy (nasi bratankowie) i Austriacy nazywają siebie szwagrami – w ten sposób wszyscy jesteśmy ze sobą trochę spowinowaceni…

Więcej…

Indonezja – archipelag marzeń

Bali-_Tanah_Loot.jpg

Popularna balijska świątynia Tanah Lot

©TOURISMUS-INDONESIEN.DE

KAROLINA SYPNIEWSKA-WIDA

www.karolinasypniewska.pl

 

Indonezyjskie motto narodowe „Bhinneka Tunggal Ika”, czyli „Jedność w różnorodności”, idealnie określa to państwo położone na największym na ziemi Archipelagu Malajskim, złożonym z ponad 25 tys. wysp. Trudno znaleźć na naszym globie drugie takie miejsce, które może poszczycić się równie długą historią, bogactwem natury oraz wielokulturowością. Nowoczesne kurorty na znanej chyba każdemu na świecie wyspie Bali sąsiadują z historycznymi jawajskimi świątyniami. Z kolei wschodni kraniec kraju – Papua – to kraina rytuałów i wodzów wiosek, odcięta od rzeczywistości, jakby zatrzymana w czasoprzestrzeni. Jawa tętni życiem olbrzymiej stolicy Dżakarty, a sylwetki jej licznych wulkanów majaczą złowieszczo na horyzoncie. Poszukiwacze mocnych wrażeń będą mieli szansę zajrzeć w oczy słynnemu waranowi z Komodo. Zapaleni nurkowie zachwycą się wielobarwnym podwodnym królestwem okolic Bali. Czwarty najbardziej zaludniony kraj na ziemi to prawdziwy raj dla podróżników. 

Więcej…