KINGA BIELEJEC

www.gadulec.me

 

« Armenia bywa często niesłusznie niedoceniana i omijana w trakcie wypraw na Kaukaz na rzecz swojej słynnej sąsiadki, Gruzji. Jednak ten niewielki kraj, położony na pograniczu Europy i Azji, zupełnie sobie na to nie zasłużył. Na turystów, którzy mimo wszystko do niego trafią, czekają fascynująca stolica – Erywań, przepyszne jedzenie, niekończące się toasty, jedna z najlepszych brandy świata, ogromne jezioro Sewan czy liczne monastyry. W dodatku terytorium państwa wynosi niecałe 30 tys. km², więc w 10–14 dni da się zobaczyć główne tutejsze atrakcje. »

 

Mogłoby się wydawać, że Armenia to tylko zabytkowe monastyry i odwieczne konflikty, ale nie ma bardziej mylnego przypuszczenia. Owszem, prawdopodobnie na całym świecie nie istnieje kraj z większą liczbą klasztorów przypadającą na 1 km2. Te przepiękne sakralne budowle zachwycą jednak absolutnie każdego. W dodatku warto tutaj przyjechać chociażby ze względu na wyśmienitą kuchnię (wiele osób uważa, że jest ona lepsza niż gruzińska) oraz wyjątkowo gościnnych mieszkańców. Nie wolno też zapomnieć o wybornej brandy, fantastycznej kawie i owocowej wódce oghi. A tragiczne, choć jednocześnie potrafiące budzić wielkie zainteresowanie, losy tej krainy kontrastów miały znaczący wpływ na historię Europy i tego regionu Azji.

 

To właśnie władca Armenii, król Tiridates III, jako pierwszy na świecie ustanowił chrześcijaństwo religią państwową. Doszło do tego już w 301 r. (jest to data tradycyjna – ostatnie badania wskazują, że mogło to mieć miejsce w 314 r.). Warto dodać, że obecnie większość mieszkańców kraju (ponad 93 proc.) należy do Ormiańskiego Kościoła Apostolskiego. Siedziba jego głównego patriarchy znajduje się w mieście Wagharszapat (Eczmiadzyn).

NIEFORTUNNE POŁOŻENIE

W latach świetności Armenia zajmowała 10 razy więcej powierzchni niż obecnie. Mniej więcej 2,1 tys. lat temu stała się wielkim mocarstwem obejmującym całą Wyżynę Armeńską, z dostępem do Morza Śródziemnego. Dziś od północy graniczy z Gruzją, od południa – z Iranem i azerską Nachiczewańską Republiką Autonomiczną, od wschodu – z Azerbejdżanem, a od zachodu – z Turcją. Jej położenie prowokowało mnóstwo konfliktów. Zaborczy sąsiedzi szukali sposobu na przejęcie atrakcyjnego dla nich obszaru. Dzięki temu Persja czy Turcja mogłyby naturalnie domknąć swoje terytoria od strony Kaukazu.

 

Niewiele krajów na świecie ma tak krwawą i tragiczną przeszłość. Długo po rozpadzie imperium mongolskiego Erywań kilkanaście razy przechodził na zmianę z rąk tureckich do perskich. Następnie w latach 20. XIX w. wschodnia Armenia trafiła pod panowanie rosyjskie. Zachodnia jej część znalazła się pod rządami Turków. W latach 1915–1923 dokonali oni rzezi Ormian. Według szacunków zginęło wówczas ok. 1,5 mln ludzi.

 

Mimo iż 21 września 1991 r. kraj odzyskał niepodległość (uwolnił się od zwierzchnictwa ZSRR), nie może w pełni cieszyć się pokojem. Między Armenią i sąsiednim Azerbejdżanem wciąż trwa konflikt o Górski Karabach. Z kolei wojny i kryzysy ekonomiczne sprawiły, że zdecydowana większość Ormian mieszka poza granicami ojczyzny. Osiedlili się głównie w Rosji, USA, Francji, Gruzji, Libanie, Iranie, Niemczech, Argentynie, Ukrainie i Brazylii. W kraju żyje ponad 3 mln obywateli, poza nim – podobno nawet 10 mln Ormian.

 

POTOMKOWIE NOEGO

Nazwa „Armenia” pochodzi od słów Armanestân, Armina i Arman znalezionych w staroperskich inskrypcjach. Tym pierwszym wyrazem określano jedną z prowincji starożytnego państwa Urartu (istniejącego mniej więcej między 860 a 590 r. p.n.e.) położonego na Wyżynie Armeńskiej. Sami Ormianie na swoją ojczyznę mówią Hajastan. Sufiks -stan w języku perskim oznacza „kraj”. Można więc powiedzieć, że Hajastan to kraj Hajów. Według popularnej hipotezy wyraz ten pochodzi od imienia praprawnuka Noego – Haika. W końcu zgodnie z biblijną Księgą Rodzaju właśnie na świętej górze Ararat (5137 m n.p.m.), która wznosi się dzisiaj w Turcji, ale przez wiele lat znajdowała się na terytorium Armenii, osiadła arka z ocalałymi z potopu ludźmi i zwierzętami.

 

WŚRÓD GÓR

Najwyższym szczytem Armenii w jej obecnych granicach jest wygasły wulkan Aragac, który ma wysokość 4090 m n.p.m. Co ciekawe, aż ok. 90 proc. kraju leży na wysokości ponad 1000 m n.p.m. (zaledwie 3 proc. – poniżej 650 m n.p.m.). Oznacza to, że latem panują w nim przyjemne temperatury, a nieznośne upały nie utrudniają podróżowania. Oczywiście bywają dni, kiedy w Erywaniu termometry pokazują 40°C, ale w lipcu czy sierpniu wskazują średnio 24–26°C.

 

Z kolei najsłynniejsze armeńskie jezioro (zarazem największe na Kaukazie) to Sewan. Leży ono w rowie tektonicznym, na wysokości 1900 m n.p.m. (należy do najwyżej położonych jezior na świecie). Ma powierzchnię 1260 km² i głębokość do 83 m. Z racji braku dostępu do morza Sewan jest chętnie odwiedzane przez miejscowych w czasie wakacji czy weekendów.

 

ŻYCIE CODZIENNE

W Armenii dominuje tradycyjny model rodziny. Kobiety dość rzadko pracują, głównie zajmują się prowadzeniem domu i wychowywaniem dzieci. Ormianki piją mało alkoholu i bardzo rzadko palą papierosy (za wyjątkiem typowo europejskich klubów i barów w stolicy). Za to mężczyźni nie stronią od piwa czy wódki, a większość z nich jest uzależniona od tytoniu (papierosy kosztują tu w przeliczeniu średnio niecałe 4 złote za paczkę). 

 

W Erywaniu powoli odchodzi się od wyraźnych podziałów na kobiece i męskie obowiązki. Mieszkanki stolicy stają się coraz bardziej wyzwolone i samodzielne. Jednak wciąż 25-latka bez męża uchodzi za starą pannę. Warto dodać, że śluby i wesela odbywają się w Armenii codziennie, nie tylko w weekendy. Najczęściej obchodzi się je z wielką pompą, a na przyjęciu mężczyźni tańczą tradycyjny ormiański taniec. Według zwyczaju za ślub płaci pan młody i jego rodzina.

 

Ormianie są radosnym i bardzo gościnnym narodem. Chętnie dzielą się z przyjezdnymi historiami i ciekawostkami na temat swojego kraju. Armenia jest niezbyt zamożnym państwem (średnia miesięczna pensja to obecnie równowartość mniej więcej 300 dolarów amerykańskich, a bezrobocie utrzymuje się na poziomie ok. 15,7–18,2 proc.), ale jej mieszkańcy zawsze z dumą wypowiadają się o przodkach, a więzi rodzinne uważają za najważniejsze.

 

W kraju funkcjonuje obowiązek odbycia służby wojskowej. Każdy zdrowy mężczyzna w wieku 18 lat musi spędzić w wojsku 2 lata. W maju 1994 r. Armenia i Azerbejdżan podpisały jedynie zawieszenie broni, ale wojna o Górski Karabach nie została zakończona. W ciągu kolejnych 25 lat zginęło podobno co najmniej 987 armeńskich żołnierzy. Tylko 287 z nich poległo w walkach. Pozostali stracili życie w wyniku morderstw, zamachów, samobójstw i nieszczęśliwych wypadków. Szacuje się, że zgonów tak naprawdę może być nawet dwa razy więcej. Sprawiedliwości, a przede wszystkim prawdy domagają się rodzice, których synowie zginęli w trakcie służby wojskowej, choć nie brali udziału w starciach zbrojnych. 

 

NA TALERZU

Typowe dla kuchni Armenii potrawy są połączeniem smaków europejskich i wschodnich – gruzińskich, tureckich, arabskich, perskich i rosyjskich. Najpopularniejszą przystawką jest lawasz, czyli cienki chleb podobny do tortilli. Rozwałkowane ciasto przykleja się do ścianek specjalnego glinianego pieca o stożkowatym kształcie i tak wypieka. Lawasz podaje się bez dodatków lub z grillowanym mięsem albo serem i warzywami. Idealnie komponuje się z humusem i różnego rodzaju pastami. Przygotowanie, formę i znaczenie tradycyjnego ormiańskiego chleba lawasz wpisano nawet w 2014 r. na prestiżową Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.  

 

Popularnością cieszy się również dolma – mięso z ryżem zawijane w liście winogron. Odmianę tego dania stanowi summer dolma, bardzo podobna do polskich gołąbków, choć nieco inaczej przyprawiona.

 

Doskonałą i tanią przekąską jest lahmadżun (lagmajo, lahmacun, lahmajoun). To znany z Turcji placek z mocno rozdrobnionym mięsem mielonym. Podany z serem przypomina w smaku pizzę. Dlatego też bywa nazywany ormiańską pizzą. 

 

Do najsłynniejszych potraw należy chorawac – grillowana wieprzowina, baranina, wołowina lub mięso drobiowe z dodatkiem cebuli, przypraw i pomidorów. Za tradycyjne danie uchodzi także hasz, czyli gęsty gulasz mięsny, przyrządzany głównie na wsiach w czasie zimy.

 

Jeśli chodzi o desery, to i tutaj, podobnie jak w Gruzji, popularne są churchele (czurczele), znane w Armenii pod nazwą sudżuch,nawleczone na nitkę orzechy zamoczone w owocowym sosie. Inny miejscowy specjał stanowią owocowe lawasze. Powstają one w specjalny sposób – najpierw z owoców, np. malin, wiśni, moreli bądź winogron, wyciska się sok, następnie rozlewa się go na dnie płaskiego naczynia i wystawia na słońce, aby wysechł. Potem tę zaschniętą, cienką warstwę zdziera się i roluje. Ten ormiański przysmak jest niezmiernie zdrowy, bo nie zawiera dodatku cukru i konserwantów. Przy okazji warto wspomnieć, że morele uważa się za narodowe owoce Armenii.

Wspólne gotowanie tradycyjnego dania kchuch, czyli zapiekanki przyrządzanej w glinianym naczyniu

© myarmeniaprogram

W EUROPEJSKIM STYLU

Duża część turystów zaczyna swoją podróż po tym kraju w Erywaniu. Jest on jednym z najstarszych wciąż istniejących miast świata. W stolicy i równocześnie największym ośrodku miejskim Armenii żyje mniej więcej 40 proc. wszystkich obywateli państwa (blisko 1,1 mln mieszkańców). Początki Erywania sięgają czasów wzniesienia w jego miejscu twierdzy (na polecenie króla Urartu Argisztiego I, panującego w latach 786–764 p.n.e.). Powstała ona w 782 r. p.n.e. pod nazwą Erebuni (29 lat wcześniej niż według tradycji założono Rzym!). Na pierwszy rzut oka armeńska stolica ma prawdziwie europejski charakter. Leży nad wypływającą z jeziora Sewan rzeką Hrazdan, będącą lewym dopływem Araksu, na wysokości 865–1390 m n.p.m.

 

To miasto z szerokimi ulicami, licznymi placami i dużą ilością zieleni. Obecny wygląd zawdzięcza neoklasycystycznemu architektowi Aleksandrowi Tamanianowi (1878–1936). Gdy tworzył swój projekt w latach 20. XX w., wzorował się m.in. na Nowym Delhi w Indiach, australijskiej Canberze i ośrodkach radzieckich.

 

W samym centrum Erywania jest czysto, przytulnie i elegancko. Bez problemu można zwiedzić je na piechotę. Koniecznie należy wspiąć się po 572 stopniach Kaskad, żeby przy odrobinie szczęścia móc podziwiać panoramę miasta z Araratem w tle. Ośnieżony masyw wulkaniczny ma dwa szczyty (Wielki – 5137 m n.p.m. – i Mały Ararat – 3896 m n.p.m.). Wewnątrz Kaskad mieści się otwarte w listopadzie 2009 r. muzeum Centrum Sztuki Cafesjiana (Cafesjian Center for the Arts – CCA) z ekspozycją sztuki nowoczesnej. Na placu przed całym kompleksem oraz na tarasach ustawiono intrygujące rzeźby.

 

Tuż obok leży Park Zwycięstwa i stoi pomnik Matki Armenii projektu Ary Harutiuniana (1928–1999). Powstał on w 1967 r., a postać kobiety (wysoka na 22 m), symbolizująca siłę i jedność Ormian, zastąpiła wizerunek Józefa Stalina, który górował nad Erywaniem przez 12 lat (od listopada 1950 r. do wiosny 1962 r.). W 33-hektarowym, malowniczym parku znajdują się również wesołe miasteczko, sztuczne jezioro Areni i stoły bilardowe.

 

Jeśli spod Kaskad pójdziemy w przeciwną stronę, ulicą Tamaniana, dotrzemy do placu Wolności i Opery (A. Spendiarian Opera and Ballet National Academic Theatre). Pobliski park z pomnikiem Martirosa Sariana (1880–1972) opanowali malarze. W weekendy odbywa się tu targ obrazów, a na co dzień funkcjonują kawiarenki i klimatyczne bary.

 

Wokół ukończonej w listopadzie 2007 r. alei Północnej rozciąga się najbardziej ekskluzywna część stolicy. To tutaj, pomiędzy placami Wolności i Republiki, wznoszą się wysokie biurowce i znajdują luksusowe butiki, kawiarnie, restauracje, hotele i kluby. Plac Republiki, znany wśród mieszkańców Erywania jako Hraparak, to centralny punkt miasta. Niegdyś (w latach 1940–1991) stał na nim pomnik Włodzimierza Lenina, a plac nosił jego imię. Obecnie w tej okolicy usytuowane są budynek Galerii Narodowej i Muzeum Historii Armenii, luksusowy Armenia Marriott Hotel Yerevan, Poczta Główna (HayPost) oraz gmach rządowy z elegancką wieżą zegarową (Government House). Miejsce to warto odwiedzić zarówno w ciągu dnia, jak i wieczorem, ponieważ od wiosny do jesieni od ok. 21.00 można tu oglądać niezwykły pokaz grających i podświetlanych fontann.

 

Za Galerią Narodową, wzdłuż ulic Aram i Buzand, w weekendy odbywa się pchli targ – tzw. Wernisaż (Vernisazh). Sprzedaje się na nim ręcznie tkane dywany, stare monety, biżuterię, instrumenty muzyczne, naczynia, ceramikę, wyroby z drewna, książki, plastikową chińszczyznę i wszystko, czego dusza zapragnie. Sympatyczni Ormianie chętnie zagadują turystów odwiedzających bazar – żadna bariera językowa nie jest im straszna. Koniecznie trzeba się tutaj wybrać.

 

Poza centrum Erywań nie prezentuje się aż tak nowocześnie i elegancko. Dominuje w nim architektura z wielkiej płyty, czyli smutne, szare i rozpadające się blokowiska. Widoki nie są zbyt wesołe, ale te kontrasty sprawiają, że miasto nabiera charakteru i intryguje.

 

KIELISZEK BRANDY

W stolicy koniecznie należy udać się do fabryki i muzeum jednej z najlepszych brandy świata. Trunek oczywiście nazywa się Ararat, podobnie jak duża część armeńskich firm. Zwiedzanie trwa mniej więcej godzinę i jest połączone z degustacją trzech rodzajów brandy. Duże wrażenie robi sala pełna beczek – zgodnie z tradycją każdy celebryta, który odwiedza Armenię (a przy okazji fabrykę), otrzymuje symboliczną beczkę, przechowywaną w tym pomieszczeniu. Podobno w każdej chwili może tu wrócić i napić się trunku prosto ze swojej beczki.

 

STAROŻYTNA ŚWIĄTYNIA

Zaledwie ok. 30 km na wschód od Erywania, na wysokim, urwistym brzegu kanionu rzeki Azat znajduje się Garni – miejscowość z grecko-rzymską świątynią ku czci boga słońca Mitry (Mihry). Budowla została wzniesiona najprawdopodobniej przez króla Armenii Tiridatesa I, panującego mniej więcej w latach 52–88, w I stuleciu n.e. i zniszczona w czerwcu 1679 r. przez trzęsienie ziemi. Zrekonstruowano ją przy użyciu oryginalnego budulca dopiero w drugiej połowie XX w. Jest jedyną zachowaną pogańską świątynią i budynkiem w stylu klasycznym z kolumnadami na całym Kaukazie. Wyglądem przypomina nieco ateński Partenon, chociaż oczywiście w dużo mniejszej skali.

 

W okolicy warto zobaczyć także ruiny murów obronnych sprzed 5 tys. lat, pozostałości rzymskiej łaźni oraz wiszap z VIII w. p.n.e. (pierwowzór chaczkarów, czyli ormiańskich kamiennych płyt upamiętniających wydarzenia albo osoby). W oddali można dostrzec w połowie zniszczony monastyr Hawuc Tar z XI–XIII stulecia i kościół św. Wartana (Surp Vartan).

 

Na północny wschód od Garni (ok. 10 km), u podnóża stromego zbocza, znajduje się zespół klasztorny Geghard. Legenda głosi, że pierwotnie mieścił się on w jaskini, dlatego jego dawna nazwa brzmi Ajriwank (Ayrivank – Monastyr Jaskini). Po zniszczeniu przez Arabów w pierwszej połowie X w. klasztor wznowił działalność 200 lat później. Obecnie najstarszym obiektem wchodzącym w skład kompleksu jest wydrążona w skale Kaplica św. Grzegorza Oświeciciela, zbudowana przed 1177 r. Na zespół klasztorny składają się również m.in. kościoły Katoghike i Awazan. Drzewa na terenie monastyru są obwieszone kolorowymi skrawkami materiału, które umieszcza się na pamiątkę modlitw odmawianych w konkretnej intencji. W 2000 r. klasztor w Geghard i Dolina Górnego Azatu zostały wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. 

Według tradycji kompleks Geghard założył na początku IV w. Grzegorz Oświeciciel, apostoł Armenii

© StatetouriSmCommitteeoftherepubliCofarmenia

NAD BRZEGIEM JEZIORA

Największy i najpopularniejszy kurort nad jeziorem Sewan stanowi 20-tysięczne miasto o tej samej nazwie. Większość jego hoteli, kawiarni i restauracji działa tylko w okresie letnim. Uroczyste otwarcie sezonu odbywa się 23 czerwca, a zakończenie – w ostatni weekend szkolnych wakacji. 

 

Główna, piaszczysta plaża znajduje się na południowym wybrzeżu półwyspu Sewan. Latem jest tutaj tłoczno i głośno, gdyż Armeńczycy uwielbiają grać w piłkę nożną plażową i siatkówkę, dużo jeść i pić. Nieco spokojniej bywa na plaży położonej bliżej kurortu. Co ciekawe, do jeziora wpływa aż 28 rzek, ale wypływa z niego tylko jedna – Hrazdan.

 

Nad Sewan koniecznie trzeba wspiąć się na wzgórze, na którym założono Monastyr Sewański (Sewanawank). Obecnie w kompleksie są dwa kościoły (Świętych Apostołów i Matki Bożej), niedawno odrestaurowane. Jak głosi zachowana inskrypcja, powstały one na wyspie (dziś półwyspie) w 874 r. z polecenia księżniczki Mariam, córki Aszota I, pierwszego króla Armenii z dynastii Bagratydów, panującego mniej więcej w latach 885–891. Z góry rozpościera się przepiękny widok na całą okolicę.

 

W pobliżu leży też Noratus, czyli cmentarz z czasów średniowiecza z największą liczbą zabytkowych chaczkarów w kraju. Ponoć jest ich tu ponad 800. Najstarsze pochodzą z IX w.

ORMIAŃSKI WATYKAN

Jak już wspomniałam, siedziba najwyższego patriarchy Ormiańskiego Kościoła Apostolskiego, noszącego tytuł Katolikosa Wszystkich Ormian, znajduje się w mieście Wagharszapat (dawniej Eczmiadzynie), położonym ok. 20 km na zachód od Erywania. Świątynię (obecną Katedrę w Eczmiadzynie) według tradycji zaczęto tutaj budować w 301 r., a ukończono ją raptem dwa lata później. Legenda głosi, że miejsce na kościół wskazał św. Grzegorzowi Oświecicielowi (ok. 257–331), uważanemu za tego, który przyczynił się do wprowadzenia chrześcijaństwa w kraju, sam Jezus Chrystus. Dlatego nazwę Eczmiadzyn (Ejmiatsin) tłumaczy się na Zstąpienie Jednorodzonego. Katedra robi ogromne wrażenie zarówno wewnątrz, jak i z zewnątrz. Zachwyca ona sufitem pokrytym kolorowymi freskami, bogato zdobionym ołtarzem, tronami patriarszymi, zabytkowymi rękopisami, ikonami, rzeźbami i krucyfiksami oraz innymi cennymi pamiątkami i relikwiami przechowywanymi w skarbcu (muzeum). Za najcenniejsze eksponaty uchodzą grot Włóczni Przeznaczenia (Włóczni Lucjana), którą według tradycji chrześcijańskiej rzymski legionista Kasjusz (po nawróceniu i przyjęciu chrztu Longin lub Lucjan) przebił ciało Chrystusa przed zdjęciem z krzyża, i fragment arki Noego. Na terenie kompleksu przykatedralnego znajdują się również pomnik ludobójstwa dokonanego przez Turków w 1915 r., Pałac Katolikosa, Muzeum Starej Rezydencji oraz trzy kościoły: św. Rypsymy (z 618 r.), św. Gajane (niezmiernie urokliwy) i Szoghakat (Shoghakat; wyróżniający się swoją architekturą).

 

POCZTÓWKA Z MONASTYREM

Ośnieżony szczyt Araratu góruje nad monastyrem Chor Wirap (Khor Virap). Malownicza okolica i wyjątkowe położenie sprawiły, że klasztor stał się niejako wizytówką całego kraju. Sami Armeńczycy bardzo chętnie wybierają to miejsce na zorganizowanie ślubu lub chrztu. 

 

Legenda głosi, że pogański król Armenii Tiridates III, panujący mniej więcej w latach 298–330, uwięził tu św. Grzegorza Oświeciciela i przetrzymywał go aż 13 lat na dnie studni (chor wirap, khor virap znaczy „głęboki dół”). W tym czasie władca popadł w obłęd. Uzdrowił go właśnie więziony święty. Z tego powodu Armenia nawróciła się na chrześcijaństwo. Dziś w trakcie zwiedzania monastyru można po starych, metalowych stopniach zejść do głębokiej na 60 m studni. Główny kościół klasztorny pochodzi z XVII stulecia. W okolicy kompleksu zobaczymy pozostałości po starożytnym mieście Artaszat (Artaxata), założonym w II w. p.n.e.

Chor Wirap uchodzi za miejsce uwięzienia św. Grzegorza Oświeciciela przez króla Tiridatesa III

© StatetouriSmCommitteeoftherepubliCofarmenia

W DAWNYM KURORCIE

Pięknie położony, 20-tysięczny Dilidżan (w prowincji Tawusz) w czasach radzieckich był najchętniej odwiedzanym kurortem w tym rejonie kontynentu. Część jego obszaru leży w granicach utworzonego w 2002 r. Dilidżańskiego Parku Narodowego o powierzchni 240 km². W mieście warto wstąpić do rezerwatu historyczno-kulturalnego (to tu mieli pracownie znani rzeźbiarze Garnk Alikhanian i Rewik Howsepian) i przespacerować się wąskimi, brukowanymi uliczkami pomiędzy drewnianymi domami o stromych dachach. Okolica przypomina nieco alpejskie uzdrowisko.

 

W pobliżu Dilidżanu znajduje się kilka monastyrów. Dwa najsłynniejsze to Hagharcin (Haghartsin) i Goszawank. Pierwszy budowano w X–XIII w. Podobno powstał w miejscu, w którym dwaj bracia zobaczyli na niebie dwa bawiące się orły. Monastyr Goszawank wzniesiono w XII lub XIII stuleciu. Ufundował go żyjący w latach 1130–1213 ormiański duchowny, myśliciel i pisarz Mychitar Gosz (Mechitar Gosz), którego tutaj pochowano. Ten klasztor miał znacznie mniej szczęścia niż nigdy nie będący celem ataków Hagharcin. Był wielokrotnie napadany i niszczony. Został odnowiony w czasach sowieckich, między 1957 i 1966 r., a w 1972 r. stworzono tu niewielkie muzeum. Kolejne renowacje miały już miejsce po odzyskaniu niepodległości przez Armenię, w pierwszej dekadzie XXI w.  

 

MALOWNICZY KANION

Jednym z najpiękniejszych zakątków kraju jest głęboki i fragmentami bardzo wąski kanion rzeki Debed, która płynie pomiędzy stromymi, zalesionymi wzgórzami. W okolicy znajduje się wiele zabytkowych monastyrów, m.in. Hachpat (Haghpat) i Sanahin, wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

 

Ten pierwszy klasztor stoi u podnóża góry Surplicz, na wysokości 1212 m n.p.m. Zbudowano go w X stuleciu. W czasach średniowiecza tutejsi mnisi przepisywali na język ormiański różnego rodzaju dzieła pochodzące z całego świata. Hachpat od zawsze rywalizował z sąsiednim monastyrem, co ułatwiło Mongołom zdobycie i zniszczenie obu budowli w 1235 r. 

 

Sanahin powstał również w X w. Jego nazwa w tłumaczeniu na polski brzmi Starszy niż Tamten. Dlatego uważa się, że prawdopodobnie zbudowano go nieco wcześniej niż Hachpat. Monastyr przechodził m.in. przez ręce tureckie, gruzińskie, mongolskie i perskie. Cały zespół klasztorny składa się z czterech kościołów, kaplicy św. Grzegorza, dwóch narteksów (w architekturze wczesnochrześcijańskiej krytych przedsionków przy frontowej ścianie świątyni), seminarium duchownego, biblioteki, dzwonnicy, dwóch grobowców rodowych (książąt Zakarianów, Zacharidów i rodziny Argutinskich-Dołgorukich) oraz pozostałości murów obronnych. Na jego terenie można znaleźć kilkadziesiąt chaczkarów, w tym słynną, misternie wykonaną płytę wotywną z czerwonego tufu.

 

NA SKRZYDŁACH

Goris, drugie pod względem wielkości miasto prowincji Sjunik, liczy ok. 20 tys. mieszkańców. Słynie z wytwarzanej tu owocowej wódki o nazwie oghi, zwanej inaczej watsun („sześćdziesiątką”) lub aragh. To bardzo mocny, mniej więcej 60-procentowy alkohol. Produkuje się go z jabłek, gruszek, winogron, granatów, brzoskwiń, dereniu, morw, wiśni, moreli i fig. Oghi najlepiej kupować bezpośrednio od mieszkańców (ale ze sprawdzonych źródeł) – wódka ze sklepu jest słabsza i mniej smaczna.

 

Jeden z symboli Armenii stanowi wznoszący się niedaleko miasta Goris monastyr Tatew, który należy do najpiękniej położonych klasztorów w tym kraju. Jedna z legend mówi, że jego nazwa wzięła się od słów budowniczego. Gdy zabrakło mu dalszych pomysłów, rzekł: Togh Astavac indz ta-tev, czyli „Boże, dodaj mi skrzydeł”. 

 

Do monastyru można dojechać krętą drogą lub skorzystać z jednej z największych atrakcji Armenii – otwartej w październiku 2010 r. kolejki linowej Skrzydła Tatewu (Tatevi tever, TaTever). Łączy ona dwie krawędzie kanionu (wioskę Halidzor i klasztor Tatew). Jako najdłuższa na świecie jednosekcyjna, dwukierunkowa, pasażerska kolej linowa trafiła do Księgi rekordów Guinnessa. Trasę o długości 5752 m wagonik z pasażerami pokonuje na ogół w niecałe 12 minut. Najwyższy jej punkt znajduje się na wysokości 320 m nad ziemią.

 

Monastyr Tatew powstał w IX stuleciu. W średniowieczu był ważnym ośrodkiem piśmiennictwa oraz najlepszym i największym uniwersytetem w kraju. W tym okresie na szczycie góry studiowało nawet ponad tysiąc mnichów! Los nie oszczędzał klasztoru – napadali go Turcy i Mongołowie, kilkukrotnie zabudowania niszczyły trzęsienia ziemi. Obecnie panuje tutaj niepowtarzalna, mistyczna atmosfera, której nie są w stanie zmącić nawet największe tłumy turystów.

 Monastyr Tatew, perła prowincji Sjunik, powstał na krawędzi głębokiego wąwozu rzeki Worotan

© StatetouriSmCommitteeoftherepubliCofarmenia

 

Artykuły wybrane losowo

Wenezuela – świat piękna

salto_angel_en_alta.jpg

Najwyższy na świecie wodospad Salto Ángel spływa z Auyantepui

© HOVER TOURS

 

Karolina Sypniewska-Wida

www.karolinasypniewska.pl

 

Niezmiernie barwna Wenezuela zaskakuje różnorodnością. Zdobędziemy w niej potężne andyjskie szczyty, zrelaksujemy się na rajskiej karaibskiej plaży, odwiedzimy idylliczne wysepki, zachwycimy się soczyście zielonymi równinami nad majestatycznymi rzekami Amazonką i Orinoko czy przemierzymy niekończącą się sawannę poprzecinaną górami stołowymi („tepuyes”). Oprócz tego możemy tutaj choćby zjechać na linie z najwyższego wodospadu na świecie, pojeździć konno po Andach, eksplorować tajemnicze jaskinie, wybrać się na trekking i nurkowanie, spróbować swoich sił w kite- i windsurfingu, polatać na paralotni albo skoczyć ze spadochronem z mostu, wieżowca lub urwiska (BASE jumping). Jedynym ograniczeniem w tym kolorowym królestwie będzie nasza wyobraźnia. 

Więcej…

Dotrzymać kroku Jamajce

TOMASZ ŁADA
www.najamajke.pl

<< Na hasło „Jamajka” wyobraźnia najczęściej podsuwa nam obraz egzotycznego, porośniętego palmami kraju, leżącego gdzieś na końcu świata i zamieszkanego przez wyluzowanych, beztroskich i kolorowo ubranych ludzi z dredami i tlącym się w ustach papierosem z marihuany. Poza tym ta karaibska wyspa kojarzy się także z Bobem Marleyem, muzyką reggae, rajskimi plażami, piratami i najszybszymi sprinterami na ziemi (na czele z Usainem Boltem, rekordzistą na dystansie 100 i 200 m). Taki właśnie jej wizerunek jest bardzo bliski rzeczywistości, z którą spotykają się każdego roku przybywający tu turyści. Zapraszamy na krótką podróż po liczącej blisko 3 mln mieszkańców Jamajce, odkrytej w 1494 r. przez Krzysztofa Kolumba i uznanej przez niego za najpiękniejsze miejsce, jakie kiedykolwiek widział. >>

To karaibskie państwo, zajmujące jedną z wysp Wielkich Antyli (do archipelagu należą też Kuba, Hispaniola – Haiti i Portoryko), uzyskało niepodległość dopiero w sierpniu 1962 r. Dzisiaj znaczące dochody przynosi mu turystyka. Funkcje stolicy pełni w nim Kingston, założone na południowo-wschodnim wybrzeżu Jamajki pod koniec XVII w. Oficjalny język kraju to angielski, ale Jamajczycy posługują się najczęściej kreolskim Jamaican Patois (jamajski patois).

Więcej…

Finlandia w blasku zorzy polarnej

snowland-igloo-restaurant-northern-lights-rovaniemi_9294.jpg

Zorza polarna nad lodową restauracją Lumimaa (Snowland) w Rovaniemi

©VISIT FINLAND MEDIA BANK

 

Karolina Paduszyńska

WWW.ZASTRZYKINSPIRACJI.PL

 

Zimą w Finlandii czas można spędzić bardzo ciekawie. Najlepiej zacząć od spaceru po nowoczesnych Helsinkach, potem wybrać się na przejażdżkę skuterem śnieżnym, pojechać do Laponii na podziwianie zorzy polarnej, zanocować w lodowym hotelu, a na koniec rozgrzać się w saunie, po czym wskoczyć do lodowatego jeziora. Takiej podróży nie sposób zapomnieć.

Więcej…