MAGDALENA ZDRENKA

 

Izrael to wciąż miejsce mistyczne. Jego bogata kultura nierozerwalnie łączy się z ogromnym znaczeniem religijnym. Jednak ten kraj posiada również urokliwe plaże, sprzyjający klimat i ciepłe morze. Podróż w te strony jest więc idealnym połączeniem wyprawy śladami korzeni wielkich monoteistycznych religii świata z błogim wypoczynkiem w promieniach słońca.

Według Żydów to Bóg podarował im krainę, w której mieli zamieszkać, ich ziemię obiecaną. Przez wieki istnienia narodu szczęście nie sprzyjało losom państwa izraelskiego. Jego tereny były obszarem targanym konfliktami, przechodzącym z rąk do rąk. Od lat też miejsce to fascynowało wszelkiego rodzaju artystów. Wyprawę do Ziemi Świętej podjął przecież nawet nasz słynny poeta Juliusz Słowacki. Dziś sami możemy się przekonać, jak wielka siła przyciągania tkwi w Izraelu.

 

Choć kraj ten zajmuje zaledwie nieco ponad 20 tys. km2 powierzchni, to nie byłoby przesadą stwierdzenie, że życie ludzkie jest zbyt krótkie, aby go naprawdę poznać. Dlatego planując naszą podróż, musimy wybrać to, co chcielibyśmy zobaczyć najbardziej, a mamy przed sobą cały wachlarz możliwości: od celu pielgrzymek wyznawców trzech wielkich religii – Jerozolimy, przez historyczne miasto portowe Jafa po dobroczynnie oddziałujące na ciało słone wody Morza Martwego…

 

Święta Jerozolima

W środkowej części Izraela, wśród gór Judei, znajduje się największa metropolia kraju – 800-tysięczna Jerozolima. Jej hebrajska nazwa brzmi Jeruszalaim i powstała z połączenia dwóch wyrazów: jerusza, oznaczającego miasto lub spadek oraz szalom, czyli pokój. Dlatego, mimo trwającego od lat sporu z Palestyńczykami, Izraelczycy określają Jerozolimę mianem „Miasta Pokoju”. Zgodnie z izraelskim prawem to właśnie ona pełni funkcję stolicy. Jednak ze względu na konflikt palestyńsko-izraelski większość państw na świecie oraz Organizacja Narodów Zjednoczonych (ONZ) nie uznają tej decyzji. Pomimo wielu zawirowań na arenie politycznej Jerozolima nadal jest miejscem szczególnym nie tylko dla Żydów, ale również dla przybywających licznie z całego świata wyznawców chrześcijaństwa i islamu.

  FOT. MINISTRY OF TOURISM, GOVERNMENT OF ISRAEL

Na stolicę Izraela składają się Stare Miasto, Wschodnia Jerozolima oraz dynamicznie rozwijające się wokół nich Nowe Miasto. W tym pierwszym, okolonym murami wzniesionymi w XVI w. za panowania sułtana Sulejmana Wspaniałego, przeplatają się elementy kultury Wschodu i Zachodu. Obecnie prowadzi do niego osiem bram: Damasceńska, Heroda, św. Szczepana (Lwów),  Złota, Gnojna, Syjońska, Jafy i dobudowana w XIX stuleciu Brama Nowa. Znajdziemy tu cztery dzielnice: Ormiańską, Muzułmańską, Żydowską oraz Chrześcijańską, w której na wzgórzu Golgota usytuowana została Bazylika Grobu Świętego, obowiązkowy punkt pielgrzymek. Tutaj również kończy się Droga Krzyżowa (Via Dolorosa). Stąpał po niej kiedyś Jezus idący na ukrzyżowanie. W Dzielnicy Żydowskiej napotkać możemy słynną Ścianę Płaczu, nazywaną także Murem Zachodnim, ponieważ stanowi pozostałość zachodniej części zewnętrznych murów Drugiej Świątyni Jerozolimskiej, wybudowanych w I w. p.n.e. za czasów Heroda Wielkiego. Dla Żydów to najświętsze miejsce, obiekt kultu, gdzie opłakują swoich przodków oraz zniszczenie ich najważniejszej sakralnej budowli. Wierzą, że jest uświęcone obecnością Boga, tak jak kiedyś świątynia, toteż w szczelinach muru zostawiają zapisane na kartkach modlitwy i prośby z nadzieją na ich spełnienie.

Kiedy Ściana Płaczu należała do terytorium Jordanii, Żydzi tłumnie odwiedzali tzw. grób króla Dawida na górze Syjon, leżącej poza obrębem Starego Miasta. To symboliczne miejsce pochówku przywódcy narodu żydowskiego znajduje się pod salą Wieczernika (tu odbyła się Ostatnia Wieczerza), który stał się pierwszym kościołem chrześcijańskim. Oryginalny budynek został jednak zniszczony w VII w. przez Persów i odbudowany w XII stuleciu przez krzyżowców. W późniejszych czasach był w tym miejscu meczet. Dziś spotykają się tutaj wyznawcy judaizmu, chrześcijaństwa i islamu. Na terenie Starego Miasta znajduje się również miejsce święte dla muzułmanów (trzecie pod względem ważności po Mekce i Medynie) – Wzgórze Świątynne z Kopułą na Skale, upamiętniającą wniebowstąpienie proroka Mahometa i jego objawienia, oraz Meczetem Al-Aksa, wzniesionym w VII w.

W Jerozolimie działa także wiele ciekawych placówek muzealnych. Wśród nich na uwagę zasługują Muzeum Izraela wraz z Sanktuarium Zwojów, gdzie przechowywane są teksty biblijne odnalezione nad Morzem Martwym w połowie XX w., Muzeum Archeologiczne Rockefellera oraz Muzea Ortodoksyjnego Patriarchatu Jerozolimskiego i Patriarchatu Ormiańskiego. Warto także w swoim planie zwiedzania uwzględnić usytuowaną na wschód od miasta Górę Oliwną, na której położony jest najstarszy, a zarazem największy cmentarz żydowski. Wniesiono tu również liczne kościoły i kaplice, a widok, jaki się stąd rozpościera na Jerozolimę, powinien zobaczyć każdy, kto spacerował wcześniej jej uroczymi uliczkami.

 

„Białe Miasto”

Znajdujący się u wybrzeży Morza Śródziemnego Tel Awiw-Jafa jest najmłodszym i najbogatszym miastem kraju. Wiele państw uznaje go obecnie za stolicę Izraela. Składa się z powstałego w 1909 r. Tel Awiwu oraz Jafy, niegdyś ważnego palestyńskiego portu. Swoje siedziby mają tu najważniejsze międzynarodowe przedsiębiorstwa, a także Giełda Papierów Wartościowych. Obecnie jest to drugi co do wielkości (ponad 400-tysięczny) ośrodek miejski tego kraju. Nie bez przyczyny nazywa się go „Białym Miastem”. To właśnie tutaj znajduje się największa na świecie liczba modernistycznych białych budynków (w stylu Bauhaus), wpisanych w 2003 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Centrum życia turystycznego Tel Awiwu-Jafy koncentruje się wokół położonej przy plaży ulicy HaYarkon, wzdłuż której wzniesiono najwyższej klasy hotele. Na placu Ziny Dizengoff stoi natomiast niezmiernie widowiskowa grająca Fontanna Ognia i Wody autorstwa Yaacova Agama.

 

Starożytna Jafa

Pełna tajemnic Jafa była kiedyś samodzielnie funkcjonującym arabskim miastem, a zarazem, za sprawą króla Salomona, jednym z najważniejszych portów Palestyny. W ciągu swojego istnienia znajdowała się w rękach krzyżowców i Arabów. Pod koniec XIX w. stała się główną bramą wjazdową dla masowo emigrujących z Europy Żydów. Gwałtowny napływ społeczności żydowskiej spowodował w XX w. liczne konflikty z arabskimi mieszkańcami. Dopiero w 1948 r. Arabowie ostatecznie przekazali miasto Żydom. Dwa lata później Jafa została oficjalnie włączona do Tel Awiwu jako jego dzielnica.

Przepiękne widoki i artystyczna atmosfera tego miejsca co roku przyciągają miliony turystów zarówno z kraju, jak i zagranicy. Wzdłuż malowniczych uliczek z nazwami znaków zodiaku ciągną się sklepy z pamiątkami, galerie sztuki, urocze kawiarenki i wyśmienite restauracje, w których warto spróbować świeżych owoców morza oraz posłuchać miejscowych legend. Według nich to tu Jonasz wyszedł na brzeg z paszczy wielkiej ryby, a Perseusz ocalił przykutą do skały Andromedę. Nad odrestaurowanym centrum Jafy dominuje pomalowany na pomarańczowo Kościół św. Piotra. To właśnie w tym mieście apostoł dokonał jednego ze swoich cudów – wskrzesił kobietę o imieniu Tabita. Niedaleko świątyni znajduje się Dom Szymona Garbarza, w którym uczeń Chrystusa mieszkał po swoim przybyciu w te strony. Przypuszcza się, że z czasów św. Piotra pochodzą też studnia i kamienny sarkofag na pobliskim dziedzińcu.

Będąc w Jafie, warto zwiedzić także niesamowity Meczet Mahmudiya oraz Muzeum Starożytności mieszczące się w budynku dawnego osmańskiego ośrodka administracyjnego i aresztu. Tuż obok niego wznosi się porośnięte trawą wzniesienie z Ogrodami HaPisga. Ze zbudowanego tutaj niewielkiego amfiteatru rozciąga się niezapomniany widok na wybrzeże Tel Awiwu-Jafy. Nieopodal natrafimy na wykopaliska – fragmenty budowli z czasów Egipcjan, Izraelitów, Greków i Rzymian. Na wzgórzu stoi też biała rzeźba zwana Bramą Wiary, której autorem jest Daniel Kafri. Stylem nawiązuje ona do sztuki Majów i przedstawia upadek Jerycha, ofiarę z Izaaka i sen Jakuba. Symbolizuje wrota do ziemi Izraela.

Piękno arabskiej architektury sprawiło, że serce tego starego miasta stało się atrakcją turystyczną przynoszącą spore zyski. Jednak mimo gwaru grup wycieczkowych i obecności zakochanych par, spotykających się na kolacji przy blasku świec w tutejszych klimatycznych kafejkach, wieczorami Jafa bywa spokojna i pusta.

 

Hajfa na stokach góry Karmel

W odległości ok. 90 km na północ od Tel Awiwu-Jafy leży trzecie pod względem wielkości miasto Izraela – 270-tysięczna Hajfa. Ośrodek ten słynie z prężnie rozwijającego się przemysłu, a także z licznych malowniczych plaż. Usytuowany jest na zapierających dech w piersiach zielonych zboczach góry Karmel (525 m n.p.m.), której podnóże stanowi brzeg zatoki Morza Śródziemnego. W XII w. na jej szczycie założono katolicki zakon – karmelitów. Pozostałością po nich są kościół i szpital zakonny. W XIX w. wzniesiono tu również klasztor. Nieopodal znajduje się Grota Proroka Eliasza, w której podobno mieszkał. Według Biblii właśnie na górze Karmel kazał uśmiercić 450 kapłanów kultu Baala, wprowadzonego w królestwie przez króla Achaba za namową jego żony Izebel.

                                                                                                             FOT. MINISTRY OF TOURISM, GOVERNMENT OF ISRAEL

Obecnie Hajfa jest jednym z dwóch głównych światowych ośrodków duchowych bahaizmu – monoteistycznej religii wyznawanej przez ok. 6 mln ludzi, założonej w XIX w. w Persji przez Baha’u’llaha (1817–1892). Wierzenia bahaickie oparte są na naukach szyitów. Wyłoniły się z babizmu, który stworzył Ali Muhammad z Szirazu (1819–1850). W 1844 r. ogłosił się on Babem, czyli „bramą do Allaha”. Jego szczątki wierni spalili i złożyli w wybudowanym w 1909 r. na górze Karmel Mauzoleum Bába (budynek ukończono w 1953 r.), którego kopuła została przykryta złotem. Miejsce na grobowiec wskazał im wcześniej Baha’u’llah. Otaczają go piękne ogrody bahaickie. Nieopodal znajduje się siedziba Powszechnego Domu Sprawiedliwości – głównego organu administracyjnego bahaitów. Niestety, ten piękny gmach jest zamknięty dla zwiedzających. 

Tutejszy śródziemnomorski klimat sprzyja odpoczynkowi w promieniach słońca na miejscowych dobrze przygotowanych plażach. Ciągną się one na długości 5 km i noszą nazwy: Bat Gallim, HaShaqet, HaCarmel, North Dado, South Dado i Qiryat Hayyim. Wzdłuż plaż ciągnących się w kierunku pobliskiego zabytkowego miasta Akka leżą urocze promenady z wieloma kafejkami, restauracjami i specjalnymi atrakcjami dla dzieci.

 

Morze Martwe

O niezwykłej aurze Morza Martwego, najniższego punktu na kuli ziemskiej, decyduje jego położenie (423 m poniżej poziomu morza). Wzniesienia Wyżyny Judejskiej i Płaskowyżu Moabskiego osłaniają je od wiatru, co sprawia, że tuż nad taflą wody unosi się tajemnicza mgiełka. Morze Martwe, zwane po hebrajsku „Morzem Soli” (Yam HamMelah), stanowi jeden z najbardziej słonych akwenów wodnych na naszej planecie. Średnie zasolenie wynosi tutaj 33,7 proc. Mimo swej nazwy w rzeczywistości jest ono bezodpływowym jeziorem o powierzchni ponad 800 km2. Jego głębokość dochodzi do 380 m i według naukowców ma tendencję do dalszego zwiększania się. Jedna z legend głosi, że na dnie Morza Martwego spoczywają pozostałości Sodomy i Gomory, biblijnych miast zniszczonych przez Boga. Było ono kiedyś prawie 5 razy większe niż obecnie, lecz naturalną równowagę zakłóciło stworzenie ogólnokrajowego systemu nawadniającego zasilanego przez rzekę Jordan. Dzisiaj ten słynny akwen dzieli się na dwie zupełnie odmienne części. Basen północny jest głęboki i ponad trzykrotnie większy od południowego, który charakteryzuje się natomiast mocniejszym zasoleniem. To właśnie w nim można obserwować intensywną krystalizację soli z wytworami przypominającymi lodowe góry.

  FOT. MINISTRY OF TOURISM, GOVERNMENT OF ISRAEL

Przy tak dużym zasoleniu nawet najsłabszy pływak beztrosko unosi się na powierzchni wody. Podczas odpoczynku nad Morzem Martwym warto skorzystać z dobrodziejstw okładów z czarnego błota. Muł pochodzący z głębin akwenu bogaty jest w cenne dla zdrowia minerały. Jego odżywcze i regenerujące właściwości docenili już w IV w. p.n.e. Nabatejczycy. Robili oni z błota z Morza Martwego lecznicze i pielęgnacyjne okłady. Poza tym sprzedawali go Egipcjanom jako istotny materiał do balsamowania zwłok.

W odległej o ponad 1 km od północno-zachodniego brzegu akwenu miejscowości Kumran (Qumran) natrafimy na wykopaliska, w których znaleziono słynne Zwoje znad Morza Martwego, uważane za jedno z najważniejszych odkryć w historii narodu żydowskiego. Wybierając się nad „Morze Soli”, warto też zaplanować spędzenie kilku godzin na szczycie góry Masada. Z ponad 400 m n.p.m. można podziwiać zapierającą dech w piersiach panoramę. Rozciąga się ona aż po leżący po stronie jordańskiej wschodni brzeg Morza Martwego. Na górę najlepiej dostać się kolejką linową, ale dostępne jest także podejście piesze. Na szczycie czekają na zwiedzających pozostałości słynnej starożytnej żydowskiej twierdzy, którą kazał rozbudować jako schronienie na wypadek rewolty lub najazdu król Judei Herod Wielki po tym, jak w 40 r. p.n.e. schronił się tutaj podczas ucieczki przed Partami.

 

Ejlat dla miłośników podwodnego świata

U wybrzeży Morza Czerwonego, nad zatoką Akaba, położoną między półwyspem Synaj i Półwyspem Arabskim, znajduje się leżące najdalej na południe miasto Izraela – Ejlat (Eilat). Temperatury panujące w tym regionie wahają się pomiędzy 21°C zimą a 40°C latem. Ze względu na wilgotne powietrze i bliskość morza panujący tu klimat sprzyja ruchowi turystycznemu przez cały rok.

Ejlat jest zdecydowanie największym i najbardziej luksusowym kurortem Izraela. W pobliskim międzynarodowym porcie lotniczym Ovda (ok. 60 km na północ od miasta) lądują samoloty z turystami spragnionymi ciepłej wody, gorącego słońca i rozrywek. Do Ejlatu można dostać się również lotem z Tel Awiwu czy Hajfy, samochodem, autobusem lub pociągiem, a także przypłynąć promem lub jachtem (tutejsza nowoczesna marina ma 250 miejsc do cumowania). Zaletą wypoczynku w tym regionie są przepiękne plaże, krystalicznie czysta woda i aż prawie 360 słonecznych dni w roku. Nic więc dziwnego, że ściągają tutaj tłumnie amatorzy sportów wodnych z całego świata. Do interesujących atrakcji Ejlatu należą też m.in. wyprawy na wielbłądach czy jeep safari po pustyni Negew i dolinie Timna oraz skoki spadochronowe dla odważnych. Popularnością cieszy się także położona nad malowniczą zatoczką Rafa Delfinów (o powierzchni 10 tys. m²). Hoduje się tu te sympatyczne ssaki (butlonosy) z zamiarem późniejszego wypuszczenia ich na otwarte wody Morza Czerwonego. Każdego dnia chętni mogą obejrzeć pokazy i treningi, pomóc trenerowi podczas karmienia czy popływać i ponurkować z tymi wspaniałymi zwierzętami.

Usytuowana za portem kilometrowa kamienista Plaża Koralowa przyciąga miłośników nurkowania i snorkelingu. Zaraz przy brzegu zaczyna się podwodny rezerwat przyrody (Coral Beach Nature Reserve) – królestwo bajecznych koralowców i kolorowych gatunków ryb. Na osoby, które chciałyby rozpocząć przygodę z nurkowaniem pod fachowym okiem instruktora lub poprawić dotychczasowe umiejętności, czekają tutaj renomowane szkoły, oferujące swoje usługi turystom (głównie w języku angielskim, francuskim, rosyjskim i niemieckim). Dodatkową atrakcją dla bardziej zaawansowanych wielbicieli podwodnych przygód, posiadających odpowiednie uprawnienia, są kilkudniowe wycieczki nurkowe połączone z rejsem w rejonie półwyspu Synaj.

Na południowym krańcu Plaży Koralowej mieści się fascynujące Podwodne Obserwatorium i Park Morski (Underwater Observatory Marine Park). To tu na głębokości 5 m p.p.m. można oglądać cudowny koralowy świat oraz egzotyczne, kolorowe ryby w ich naturalnym środowisku, a w oceanarium odbyć wirtualne wycieczki podwodne. Niesamowitym przeżyciem jest rejs żółtą łodzią Coral 2000. Jej 48 okien znajduje się pod poziomem wody, dzięki czemu pasażerowie czują się niczym w batyskafie. Morskie stworzenia można też podglądać podczas wyprawy statkiem o specjalnym szklanym dnie, wypływającym codziennie z portu w Ejlacie.

Niezapomnianych wrażeń dostarczają również wycieczki do pobliskich Kopalni Kamieni i Centrum Diamentowego, podczas których wyświetlane są multimedialne pokazy ze specjalnymi efektami trójwymiarowymi, prezentujące wytwarzanie biżuterii z kamieni szlachetnych i metali. Jeśli zjedziemy windą górniczą 70 m w głąb ziemi, będziemy mogli usłyszeć nawet ryk wysadzanych w poszukiwaniu diamentów skał.

Na wschód od Ejlatu, w miejscu, gdzie tysiące ptaków przelatuje każdej wiosny (ich migracja odbywa się od końca lutego do końca maja) podczas powrotu na północ, utworzone zostało Międzynarodowe Centrum Obserwacji i Badań Ptaków (International Birding & Research Center). W sezonie pojawia się tutaj ponad 30 gatunków ptaków drapieżnych i prawie 400 gatunków ptaków śpiewających i wodnych. Aby móc je podziwiać na żywo (wstęp do parku jest bezpłatny), wytyczono specjalne trasy wycieczkowe z licznymi punktami obserwacyjnymi.

Izrael to miejsce, gdzie historia ludzka nierozerwalnie wiąże się z położeniem geograficznym, klimatem i elementami geologicznymi. Od tysięcy lat środowisko naturalne było tu stymulatorem dla rozwoju cywilizacji i kultury, których bogactw nie sposób poznać, jeśli odwiedzimy ten kraj tylko raz. Jedno jest pewne – zobaczyć Izrael z pewnością warto.    


 

Artykuły wybrane losowo

Rekordy Singapuru

JĘDRZEJ SAPTOWSKI

www.malyglobtroter.pl

 

<< Niewielka Republika Singapuru uzyskała niepodległość w 1965 r., aby wkrótce stać się jednym z azjatyckich tygrysów, niemal rokrocznie odnotowującym imponujące wzrosty gospodarcze. Dzięki stabilnym fundamentom ekonomicznym i rozwojowi całego regionu należy dziś do najważniejszych centrów finansowych na świecie. Poza tym zalicza się też do najzamożniejszych państw na naszym globie. >>

Ze względu na niewielkie terytorium (ok. 720 km² powierzchni) władze Singapuru od lat 70. XX w. wdrażają w życie nowoczesne koncepcje urbanistyczne. Znaczący budżet pozwala im na zatrudnianie światowej sławy architektów, wśród których znalazł się m.in. Polak Krystyn Olszewski (1921–2004). Jednocześnie dba się tu o zachowanie tożsamości lokalnych dzielnic (Little India czy Chinatown).

 

Taras na szczycie hotelu Marina Bay Sands

© Singapore Touris m Board /Andrew JK Tan

 

Singapur z racji swojego położenia na południowym krańcu Półwyspu Malajskiego sąsiaduje z Malezją i Indonezją. Stanowi więc świetną bazę wypadową na pobliskie wyspy, takie jak indonezyjskie Bintan i Batam w archipelagu Riau, uchodzące za raj dla kitesurferów i miłośników gry w golfa. Zapraszamy na krótką podróż śladami symboli rozkwitu tego wyjątkowego państwa-miasta.

 

NAJLEPSZE LOTNISKO ŚWIATA

Międzynarodowy Port Lotniczy Changi (Changi Airport) to dla większości turystów brama do Singapuru. Jest niczym dawne wrota starożytnych miast i świątyń, które miały za zadanie zadziwiać przekraczających ich progi. W 2018 r. został po raz szósty z rzędu nagrodzony tytułem Najlepszego lotniska świata (World’s Best Airport) w prestiżowym rankingu brytyjskiej firmy konsultingowej Skytrax. Co ważne, podstawę do tego wyróżnienia stanowią oceny osób odbywających tutaj loty.

Pierwsze, co rzuciło nam się w oczy, gdy zawitaliśmy do tego szóstego najruchliwszego międzynarodowego portu lotniczego na świecie (i drugiego w Azji!), który obsłużył w 2017 r. ponad 62 mln pasażerów z całego globu, to zieleń okalająca ściany terminalu przylotów oraz inne obiekty wewnątrz budynku. Poza tym na plus zaskoczyły nas szybka odprawa, doskonałe oznaczenia i bliskość wszystkich niezbędnych punktów, których poszukuje przybywający w nieznane miejsce turysta. Nie czuliśmy zagubienia czy niepewności. Wszystkie etapy podróży po wyjściu z samolotu przebiegały bezproblemowo, bez pośpiechu i opóźnień. Kiedy szliśmy po wygodnej wykładzinie, prostą i krótką drogą prowadzącą do stacji kolejki MRT (Mass Rapid Transit), którą mieliśmy dojechać do centrum, towarzyszyły nam tylko pozytywne emocje. Wszystkie zalety lotniska mogą w pełni docenić osoby spędzające na nim więcej czasu. Dzięki działającemu całą dobę kinu, basenowi, strefie relaksu, salonowi gier, placom zabaw dla dzieci, tematycznym ogrodom czy w końcu setkom sklepów najważniejszych światowych marek kolejne godziny oczekiwania mijają w tych komfortowych warunkach bardzo szybko.

W przyszłym roku (pod koniec marca) planowane jest otwarcie połączonego z terminalami 1, 2 i 3, wielkiego centrum handlowo-rozrywkowego Jewel. Wiszące ogrody i najwyższy na świecie wodospad wewnątrz budynku (40-metrowy) to tylko dwa przykłady atrakcji, jakie znajdą się w tym wspaniałym, oszklonym obiekcie zaprojektowanym przez światowej sławy architekta Moshe Safdiego, autora m.in. koncepcji singapurskiego resortu Marina Bay Sands. Lotnisko Changi pełni również funkcję bazy Singapore Airlines, którym w 2018 r. nadano tytuł Najlepszych linii lotniczych świata (World’s Best Airline według Skytrax). Uruchomione przez tego przewoźnika w październiku br. połączenie pomiędzy Singapurem i Newark koło Nowego Jorku (15 344 km) jest obecnie najdłuższym dostępnym (niemal 19-godzinnym) bezpośrednim lotem komercyjnym.

 

Bussorah Mall – sklepy, restauracje i kawiarnie w dzielnicy muzułmańskiej Kampong Glam

© Singapore Touris m Board

 

HINDUSI I MUZUŁMANIE

Z portu lotniczego do centrum dotarliśmy w ciągu godziny kolejką MRT. Po drodze mieliśmy jedną przesiadkę na stacji Tanah Merah, polegającą na przejściu na drugą stronę peronu do pociągu East West Line, którym dojechaliśmy do Bugis, gdzie przesiedliśmy się znowu, aby dojechać do Little India. W tej hinduskiej dzielnicy, na którą miejscowi mówią Tekka, zarezerwowaliśmy wcześniej noclegi. Po Singapurze poruszaliśmy się zazwyczaj pieszo i pociągami MRT, ale świetnym i niedrogim rozwiązaniem są przejazdy oferowane przez firmy Uber lub Grab. Ze względu m.in. na horrendalne ceny samochodów ruch na tutejszych ulicach jest jak na metropolię bardzo przyjazny, a korzystanie z tego typu taksówek stanowi najszybszy sposób dotarcia do dalej położonych atrakcji.

Ponad 500 tys. Hindusów tworzy trzecią pod względem liczebności grupę narodowościową w tym kraju (po Chińczykach i Malajach). Dzielnicę Little India założyli pierwsi robotnicy przybywający z subkontynentu indyjskiego do Singapuru pod koniec XVIII w. Dystrykt jest niewielki i aby go zwiedzić, wystarczy dwugodzinna przechadzka. Do tego należy zarezerwować sobie nieco czasu na wizytę w jednej z wielu fantastycznych restauracji. Najbardziej znana tutejsza świątynia to poświęcona bogini Kali Sri Veeramakaliamman z 1881 r. Kolorowa budowla, wyglądająca z zewnątrz na niewielką, zaskakuje liczbą zaułków i nisz z wizerunkami hinduskich bóstw. Warto tutaj dotrzeć w trakcie odbywających się cztery razy dziennie modlitw. Podczas spaceru po okolicznych uliczkach zajrzeliśmy na dziedziniec ukończonego w 1910 r. meczetu Abdul Gaffoor (Masjid Abdul Gaffoor). Ta żółto-zielona budowla z wieloma minaretami i ornamentami stanowi przykład architektury łączącej w sobie wpływy mauretańskie, europejskie i południowoindyjskie. Wielobarwna zabudowa dzielnicy nie robi oszałamiającego wrażenia, ale wyróżnia ją spośród innych części państwa-miasta. Ci, którzy znają Indie, uznają, że jest tu wyjątkowo czysto. Osoby oceniające to miejsce z perspektywy Singapuru dostrzegą nieznośny bałagan. Jednak chyba dla wszystkich świetnym kulinarnym doświadczeniem będzie zapoznanie się z tutejszą kuchnią, którą gorąco polecamy.

Aby dostać się do Kampong Glam, położonej po drugiej stronie kanału Rochor dzielnicy muzułmańskiej, można przejechać dwie stacje pociągiem MRT (z Little India do Bugis), ale my proponujemy niedługi spacer i obserwowanie zmieniającego się otoczenia. Do serca dzielnicy prowadzi Arab Street, przekształcająca się z początkowo dużej arterii w znacznie węższą uliczkę otoczoną niską zabudową. Idąc wzdłuż licznych sklepów z tkaninami i dywanami, dochodzimy do skrzyżowania z Baghdad Street, przy której znajduje się wiele polecanych restauracji. Stąd jest już niedaleko do najbardziej rozpoznawalnego rejonu Kampong Glam, czyli deptaków Bussorah i Muscat leżących tuż przy największym singapurskim meczecie – Masjid Sultan. Otwarto go oficjalnie w grudniu 1929 r. w miejscu świątyni z pierwszej połowy XIX w. Co ciekawe, obecną, przykrytą złotymi kopułami budowlę zaprojektował architekt Denis Santry z firmy Swan and Maclaren, która opracowała koncepcję głównego budynku słynnego hotelu Raffles Singapore. Dzielnicę muzułmańską warto odwiedzić ze względu na jej niezliczone kafejki, restauracje i sklepy oraz panującą w niej wieczorami żywą i pełną różnorodności atmosferę.

 

OGRÓD POD KOPUŁĄ

W deszczowe popołudnie szybko przemknęliśmy przez Dragonfly Bridge i zielony park wokół Supertree Grove (Gardens by the Bay). Spiesząc się do Kwiatowej Kopuły (Flower Dome) na wyznaczoną godzinę, wskazaną na zakupionym przez internet bilecie, spoglądaliśmy na olbrzymich rozmiarów futurystyczne konstrukcje i zawieszoną nad naszymi głowami kładkę o długości 128 m (OCBC Skyway). Mieliśmy nieodparte wrażenie, że choć na superdrzewach posadzono niemal 163 tys. roślin z ponad 200 gatunków z całego świata, to nadal jest to struktura wykreślona na architektonicznych deskach, dla której środowisko naturalne stanowi jedynie daleką inspirację. Po drodze zaglądaliśmy do ogrodów malajskiego, chińskiego i indyjskiego, aż wreszcie dotarliśmy do górującej nad zielenią Flower Dome. Ta największa na świecie szklana cieplarnia (o powierzchni ponad 1,2 tys. km²!), wpisana w 2015 r. do Księgi rekordów Guinnessa, kryje tysiące gatunków roślin. Podzielono ją na kilka części, prezentujących roślinność charakterystyczną dla obszarów klimatycznych Morza Śródziemnego, Kalifornii, Australii, Ameryki Południowej i Afryki. Zobaczymy tu m.in. gaj oliwny, baobaby, sukulenty, a w strefie kwiatów – niezliczone gatunki storczyków. W ogrodzie stoi też wiele wykonanych z kwiatów, drewna i metalu ciekawych rzeźb i pomników. To miejsce bardzo popularne wśród turystów i trudno w nim niestety znaleźć chwilę spokoju, dlatego warto odwiedzić je w godzinach porannych.

Po wyjściu z Flower Dome przeszliśmy na drugą stronę niewielkiego zadaszonego dziedzińca, żeby zajrzeć do Mglistego Lasu (Cloud Forest). Wewnątrz tej również imponującej szklanej konstrukcji znajduje się 35-metrowy wodospad na sztucznej górze pokrytej tropikalną roślinnością. Pierwsze wrażenie jest niesamowite. Kaskadowo spadająca woda i niezliczone gatunki flory ogląda się przez lekką mgłę unoszącą się wokół. Podczas spaceru wiszącymi kładkami poprowadzonymi naokoło i wewnątrz zielonej konstrukcji można z bliska podziwiać np. orchidee czy rośliny mięsożerne. Na szczycie góry usytuowano Zaginiony Świat (Lost World) – obszar z roślinnością występującą na wysokości ok. 2000 m n.p.m. Roztacza się stąd także piękny widok na zatokę Marina (Marina Bay).

Do wieczornego muzyczno-świetlnego spektaklu Garden Rhapsody w okolicy superdrzew mieliśmy jeszcze trochę czasu, który ku radości dzieci spędziliśmy na położonym tuż obok wodnym placu zabaw. Bieganie z rówieśnikami między podświetlanymi strumieniami tak wciągnęło maluchy, że dopiero dalekie odgłosy muzyki uświadomiły nam rozpoczęcie się widowiska. Pokazy odbywają się codziennie o 19.45 i 20.45 i przyciągają tłumy widzów. Stojąc pod superdrzewami, obserwowaliśmy feerię barw, która wraz z muzyką tworzyła magiczną atmosferę. Trochę żałowaliśmy, że nie jesteśmy na położonej 22 m wyżej kładce (OCBC Skyway), bo widowisko musiało z niej wyglądać spektakularnie. Po zakończeniu spektaklu przeszliśmy rozpiętym tuż nad wodą drewnianym pomostem w stronę słynnej rzeźby Planet. Polecamy taki krótki, wieczorny spacer ze względu na niesamowity widok na oświetlony resort Marina Bay Sands kontrastujący z ciszą i spokojem panującymi wokół. Przez kilkadziesiąt minut minęło nas raptem kilka osób. W pobliskich Gardens by the Bay jest ponad 40 rzeźb stworzonych przez znanych artystów. Szczególnie zależało nam, żeby zobaczyć tę autorstwa Brytyjczyka Marca Quinna. To długa na 9 m i wysoka na 3 m figura z pomalowanego na biało brązu, przedstawiająca dziecko, syna twórcy, Lucasa. Wspierająca się jedynie na dłoni postać sprawia wrażenie wiszącej w powietrzu.

 

HOTEL Z INSTAGRAMA

Marina Bay Sands był w 2017 r. najczęściej fotografowanym obiektem hotelowym na świecie, którego zdjęcia pojawiały się w serwisie Instagram. Wyprzedził m.in. Bellagio czy MGM Grand z Las Vegas. Swoją popularność zawdzięcza niesamowitej architekturze oraz luksusowym warunkom i atrakcjom, które czekają na gości. Jednak na pewno głównym powodem tej sławy jest niemal już ikoniczny basen położony na tarasie Sands SkyPark (na 57. piętrze). Wśród ponad 80 restauracji, które znajdują się w kompleksie, warto wymienić „Waku Ghin”, uważaną za jedną z najlepszych w całej Azji i oznaczoną dwoma gwiazdkami Michelin, serwującą dania kuchni japońskiej i europejskiej. Poza tym działa tu również lokal Wolfganga Pucka „CUT” oraz zajmujące kilka pięter, luksusowe centrum handlowe zdobywające najlepsze oceny wśród odwiedzających je klientów – po przecinającym je kanale można pływać łódką. Całe założenie architektoniczne stało się jedną z wizytówek Singapuru. Zobaczymy je także w niejednej filmowej superprodukcji.

 

MUZEUM W KWIECIE LOTOSU

Do kompleksu Marina Bay Sands należy ArtScience Museum. Budynek zaprojektowany w kształcie kwiatu lotosu gości wiele wystaw czasowych, ale znajduje się w nim też stała ekspozycja Future World: Where Art Meets Science. Ze względu na dużą popularność muzeum wybraliśmy się do niego o poranku, aby jako jedni z pierwszych rozpocząć zwiedzanie.

Wizyta tu jest niesamowitym przeżyciem szczególnie dla dzieci. Kolejne pomieszczenia wprowadzają nas w świat kolorowych, świetlnych iluzji, w których uczestniczymy i które możemy kreować. Na wielkim na całą ścianę ekranie pojawiają się narysowane przed momentem na kartce przez zwiedzających i zeskanowane obrazki. W salach animowane rysunki poruszają się w takt muzyki i reagują na obecność gości. Są tutaj ogromne, świecące piłki do skakania, świetlny wodospad imitujący wodę czy w końcu pomieszczenie roziskrzone maleńkimi diodami LED umocowanymi na długich przewodach zwisających z sufitu i tworzących labirynt. Wszystko to zadziwia i sprawia wspaniałe wrażenie.

Po wyjściu z muzeum warto skierować się w stronę Helix Bridge, skąd z czterech punktów widokowych można podziwiać niesamowitą panoramę Singapuru. Ten przeznaczony dla pieszych most został zaprojektowany na wzór struktury DNA i w roku otwarcia (2010) zdobył główną nagrodę w kategorii transport na największym festiwalu architektury na świecie – World Architecture Festival. Konstrukcja wykonana ze stali i szkła prowadzi nas do trybun przy pływającej na wodach zatoki platformie, na której odbywają się najważniejsze wydarzenia w tym państwie-mieście. Wzdłuż widowni przejeżdżają również bolidy Formuły 1 w trakcie organizowanego rokrocznie Grand Prix Singapuru (na torze Marina Bay Street Circuit) – pierwszego w historii tych zawodów wyścigu rozgrywanego w nocy przy sztucznym oświetleniu. Tu także doszło do niechlubnego incydentu uważanego za największy skandal Formuły 1. W 2008 r. prowadzący bolid Renault Brazylijczyk Nelsinho Piquet na polecenie swojego zespołu rozbił samochód, umożliwiając w ten sposób uzyskanie dogodnej pozycji na torze swojemu partnerowi i późniejszemu triumfatorowi Hiszpanowi Fernandowi Alonso. Po drugiej stronie pobliskich mostów znajduje się najwyższy w Azji diabelski młyn (165 m) – Singapore Flyer. To kolejna atrakcja, która pozwala spojrzeć na państwo-miasto z góry.

Stąd Deptak Królowej Elżbiety (Queen Elizabeth Walk) doprowadził nas do przeprawy położonej przy ujściu rzeki Singapur. Wybudowany w 2015 r. Most Jubileuszowy (Jubilee Bridge) jest częścią pieszego traktu upamiętniającego uzyskanie niepodległości przez republikę. Szlak ten (o długości 8 km) łączy historię z nowoczesnością. Podczas spaceru można oglądać budynki i miejsca istotne z punktu widzenia rozwoju Singapuru. My dotarliśmy nim do Merliona, czyli tryskającej wodą statui przedstawiającej pół lwa, pół rybę. Postać tę zaprojektował brytyjski ichtiolog Alec Frederick Fraser-Brunner (1906–1986). Była ona wykorzystywana od 1964 do 1997 r. jako logo Singapore Tourism Board, a konsekwentnie prowadzone działania marketingowe utrwaliły ją w świadomości nie tylko Singapurczyków.

 

NOWOCZESNE ZOO

Aby dostać się do Singapore Zoo, najlepiej skorzystać z taksówki lub usług Ubera. Bilety w cenie 35 i 23 dolarów singapurskich (odpowiednio dla dorosłych i dzieci, czyli ok. 95 i 63 złotych) możemy kupić przez internet (wówczas są ze zniżką i kosztują 29,75 i 19,55 dolarów singapurskich) lub na miejscu. Przy wejściu otrzymaliśmy dokładną mapę ogrodu i ruszyliśmy ścieżką prowadzeni przez świetnie zaprojektowane drogowskazy – zamiast strzałek zakończone są one podobiznami zwierząt, do których wiodą.

Początkowo trasa wiła się wśród roślinności. Przechodziliśmy przez drewniane mostki i ścieżki. W oddali słychać było pokrzykiwania małp. Zgodnie z planem chcieliśmy zdążyć na pierwsze karmienie słoni, bo mogą w nim uczestniczyć goście. Wczesna pora i deszcz sprawiły, że mijaliśmy pojedynczych turystów, a gdy doszliśmy do małej, drewnianej widowni przed wielkim wybiegiem, towarzyszyło nam kilka osób i tyle samo opiekunów zwierząt. Dzieci trzymające w rękach koszyczki z pokarmem stały przy balustradzie. Podeszły pod nią trzy słonie, które chętnie wyciągały trąby, odbierały od maluchów banany i wykonywały polecenia opiekunów równocześnie przybliżających zwyczaje tego gatunku. Oczywiście, radości było co niemiara, a my mieliśmy poczucie, że zwierzęta znajdują się tu pod dużo lepszą opieką niż w cieszących się złą sławą miejscach z innych części Azji.

Ponieważ rozpadało się na dobre i zakończyła się pora karmienia, skierowaliśmy się w stronę amfiteatru, gdzie zaplanowano na 10.30 Splash Safari Show z udziałem uszanki kalifornijskiej. Pierwsze rzędy podczas pokazu zarezerwowane są dla miłośników wodnych atrakcji. Dzieci, lekko już zmoczone ciepłym deszczem, z chęcią wskoczyły na wybrane miejsca, żeby po chwili przemoczyć się zupełnie. Uszanka kalifornijska wykonywała polecenia treserki, co jakiś czas efektownie wskakiwała do przeszklonego basenu i rozpryskiwała wodę, ochlapując roześmianą widownię. Po pokazie mokrzy, ale jeszcze bardziej radośni odwiedzaliśmy kolejne wybiegi. Na szczęście przestało padać.

W zoo znajduje się powyżej 2,4 tys. zwierząt z ponad 300 gatunków, z których ok. 34 proc. to gatunki zagrożone. Ogród, ceniony wśród odwiedzających, ma także renomę placówki dbającej o najwyższe standardy opieki nad zwierzętami, prowadzi doskonałe programy edukacyjne, zapewnia leczenie weterynaryjne i realizuje projekty hodowlane. Łącznie zajmuje powierzchnię 26 ha, a odwiedza go rocznie mniej więcej 1,9 mln turystów. Z każdą godziną podczas naszej wizyty wzrastała liczba gości, ale teren zoo jest tak rozległy, że z łatwością znajdowaliśmy miejsca, w których w samotności podziwialiśmy zwierzęta. Ogromne wrażenie zrobił na nas spacerujący po wybiegu i prezentujący dostojną sylwetkę biały tygrys. Z kolei krążący kilka centymetrów za szklaną przegrodą gepard grzywiasty aż przestraszył dzieci swoim spojrzeniem. W ciszy obserwowaliśmy nieruchome żółwie olbrzymie. Uśmiech na naszych twarzach wywołały lemury i kameleony, hipopotamy karłowate czy pingwiny. W wielu miejscach zwierzęta są tu niemal na wyciągnięcie ręki. Bliskie obcowanie z przyrodą sprawiło nam niesamowitą frajdę, dlatego wszystkim gorąco polecamy singapurski ogród zoologiczny. Szczególnie że jego mieszkańcy mają naprawdę znakomitą opiekę. Po obejrzeniu większości zwierząt i całkowitym wysuszeniu ubrań dzieci znowu chciały się trochę ochłodzić i z radością wskoczyły pod strumienie na tutejszym wodnym placu zabaw.

 

AKWARIUM NA WYSPIE

W czerwcu 2018 r. oczy całego politycznego świata zwrócone były na niewielką wyspę Sentosa (ok. 5 km² powierzchni), gdzie w luksusowym, 5-gwiazdkowym hotelu Cappella Singapore doszło do historycznego spotkania amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa z przywódcą Korei Północnej Kim Dzong Unem. Oby podpisane porozumienie i wymiana grzeczności stały się zapowiedzią trwałych i rewolucyjnych zmian na Półwyspie Koreańskim, równych metamorfozie, jaką przeszła w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat wspomniana Sentosa.

Ten niewielki skrawek lądu był w trakcie II wojny światowej świadkiem udręki wielu australijskich i brytyjskich więźniów z usytuowanego tu japońskiego obozu jenieckiego. Dopiero po odzyskaniu niepodległości władze Singapuru zaplanowały utworzenie na Sentosie kurortu z luksusowymi hotelami i atrakcjami turystycznymi. Wybudowano kolejkę gondolową (Singapore Cable Car) oraz most łączący wyspy. Zaprojektowano sztuczne plaże i powstanie nowoczesnych kompleksów rozrywki. Hasło promujące Sentosę jako The State of Fun w pełni oddaje charakter tego miejsca.

Można się tutaj dostać samochodem, kolejką lub autobusem. My wybraliśmy autokar, który dowiózł nas na podziemny parking w okolicach parku rozrywki Universal Studios Singapore. Po wyjściu na powierzchnię przeszliśmy przez okrągły i otoczony restauracjami plac (The Bull Ring), na którym stoi wirujący globus – symbol wytwórni. W pobliżu znajdują się także drzewa z różnej wielkości lizakami. To obowiązkowy punkt na wykonanie pamiątkowego zdjęcia dla każdego rodzica z dziećmi.

Nasz cel stanowiło S.E.A. Aquarium, w którym mieszka powyżej 100 tys. morskich zwierząt reprezentujących ponad tysiąc gatunków. Kilka lat temu zostało ono uznane przez użytkowników serwisu TripAdvisor za jedno z trzech najlepszych akwariów w Azji. Maluchy po raz kolejny były wniebowzięte, a my również poczuliśmy się niemal jak w bajkowym świecie z polsko-brytyjskiego filmu familijnego Wodne dzieci. Ogromne przeszklone zbiorniki, w których toczyło się życie, zadziwiały i przyciągały jak magnes. Moglibyśmy wpatrywać się godzinami w mureny, płaszczki, skrzydlice, delfiny, setki meduz, ławice kolorowych rybek, wielkie i małe ośmiornice. Stojąc w szklanym tunelu, obserwowaliśmy pływające nad naszymi głowami kilkadziesiąt rekinów, które w porze karmienia szybko pałaszowały wrzucane przez obsługę sporych rozmiarów kąski. W każdej sali odnajdywaliśmy dokładne opisy zwierząt i żałowaliśmy, że z braku czasu nie możemy wziąć udziału w programach edukacyjnych organizowanych przez akwarium. Wyjątkową propozycją jest np. spędzenie nocy w Galerii Otwartego Oceanu (Open Ocean Gallery) połączone ze zdobywaniem wiedzy o zachowaniach tutejszych stworzeń po zmroku.

Oczywiście, kilkudniowy pobyt w tym kraju nie wystarczy, aby poznać wszystkie jego atrakcje. Gdy wyjeżdżaliśmy, mieliśmy przeświadczenie, że to doskonałe miejsce na azjatycką podróż z dziećmi. Jest tu oczywiście bardzo czysto i bezpiecznie, a bary i restauracje z różnorodną kuchnią ułatwiają znalezienie potraw odpowiednich dla naszych pociech. Singapur bije wiele rekordów. Bardzo wysoki poziom edukacji, stałe promowanie innowacyjnych rozwiązań, konsekwentnie prowadzona polityka rozwoju i współpraca z najważniejszymi ośrodkami naukowymi na świecie gwarantują, że wkrótce usłyszymy o kolejnych osiągnięciach tego niewielkiego państwa-miasta. Czy będą to architektoniczne, inżynieryjne, kulturalne czy informatyczne nowości? Nie jest wykluczone, że Singapurczycy zaskoczą w wielu dziedzinach swoją pomysłowością lub umiejętnym wykorzystaniem pomysłów zatrudnionych tutaj specjalistów.

 

Wydanie jesień-zima 2018

Belize – etniczna mozaika

NATALIA ŚWIĘCHOWICZ

<< Na niewielkim skrawku lądu leżącym na popularnym półwyspie Jukatan nad Morzem Karaibskim odnajdziemy zupełnie inny świat, nie przypominający tętniących typowo latynoamerykańskimi rytmami swoich sąsiadów – Meksyku i Gwatemali. Tu poczujemy klimat Karaibów – spotkamy na ulicy sobowtórów Boba Marleya, będziemy bawić się do białego rana w klubach reggae na koralowych wysepkach, odkryjemy tajemniczą kulturę Garifuna i zapomniane przez wszystkich ruiny Majów. To, co fascynuje w tym kraju podróżników, to przede wszystkim różnorodność kulturowa i wielość grup etnicznych, które funkcjonują obok siebie w zgodzie na tak małej przestrzeni. Poza tym znajdziemy tutaj dziewicze tereny, parki narodowe i rezerwaty oraz wybrzeże strzegące największych skarbów podwodnego królestwa. >>

W rodzinie państw Ameryki Środkowej Belize jest niczym mała zbuntowana siostra, która na przekór rodzeństwu postanowiła urządzić wszystko po swojemu. Toteż na swoje majańskie ziemie zaprosiła wygnany z Małych Antyli lud Garifuna, sprowadziła kontraktowych robotników z Chin i Indii, aby na końcu zwołać do wspólnego stołu holenderskich amiszów. Te skolonizowane przez Wielką Brytanię tereny, nazywane od 1862 r. Hondurasem Brytyjskim, stanowiły jedyną brytyjską kolonię w tej części Ameryki. Ostatecznie niepodległość kraj uzyskał we wrześniu 1981 r., kiedy to stał się monarchią konstytucyjną należącą do Wspólnoty Narodów (The Commonwealth). Funkcję języka urzędowego pełni angielski, a z belizeńskich dolarów (BZD) do dziś spogląda na nas młode oblicze królowej Elżbiety II w towarzystwie ryb, skorupiaków, tukana i tapira.

Więcej…

Kuba pełna atrakcji

 

EWA SERWICKA

www.dalekoniedaleko.pl

 

68 CatedralNueva Havanna 14x8 F1

Imponująca barokowa fasada hawańskiej Katedry z XVIII stulecia

© CUBA TOURIST BOARD

 

Stara Hawana z zabytkowymi kolorowymi kamienicami, malownicze uliczki miasta Trinidad, klub salsy z unoszącym się dymem kubańskich cygar i zapachem rumu, długa, biała plaża z wysmukłymi palmami kokosowymi i krystalicznie czysta, błękitna woda, amerykańskie samochody z ubiegłego wieku na drogach i ludzie uśmiechnięci pomimo trudów życia – tak wygląda Kuba. W tym karaibskim kraju można jednak zobaczyć o wiele więcej. Wyspa jak wulkan gorąca to idealne miejsce na urlop pełen wrażeń.

 

Terytorium Republiki Kuby (ok. 110 tys. km² powierzchni) otaczają wody Zatoki Meksykańskiej, Cieśniny Jukatańskiej, Cieśniny Florydzkiej, Cieśniny Wiatrów (Zawietrznej), Kanału Starobahamskiego i Morza Karaibskiego. W ciągu roku występuje tu pora sucha i deszczowa. Główna wyspa, nieco przypominająca swoim kształtem jaszczurkę, i sąsiadujące z nią mniejsze wysepki wchodzą w skład archipelagu Wielkich Antyli podobnie jak Jamajka, Portoryko czy Haiti (Hispaniola). Funkcję stolicy pełni położona u północno-zachodnich wybrzeży ponad 2,1-milionowa Hawana, zwrócona w stronę półwyspu Floryda, należącego do Stanów Zjednoczonych.

 

Kuba jest krajem fascynującym, pełnym kontrastów, nieco zanurzonym w przeszłości. Zachwycą się nim zarówno miłośnicy zabytków i ciekawostek historycznych, jak i osoby chcące odpocząć na rajskich plażach czy amatorzy sportów wodnych. Serdeczność, otwartość i radość życia Kubańczyków sprawią, że każdy będzie się tu czuł jak miły gość.

 

SPACER PO STAREJ HAWANIE

 

Serce Kuby bije w starej części Hawany – La Habana Vieja. Wypełniają ją zabytkowe place, kolonialne kamienice i uliczki, po których jeżdżą amerykańskie krążowniki szos z lat 40. i 50. XX w. Ubrane w kolorowe stroje Kubanki pozują z turystami do zdjęć. La Habana Vieja ma swój wyjątkowy urok.

 

To kubańskie miasto zostało założone na początku XVI stulecia przez konkwistadora z Hiszpanii – Diega Velázqueza de Cuéllara – jako port handlowy. Niecałe 100 lat później stało się stolicą kolonii hiszpańskiej na Kubie. Ponieważ szybko się rozwijało, wkrótce zaczęło pełnić funkcję najważniejszego portu w tej okolicy. Dzieje Hawany są dość burzliwe – często padała celem ataków piratów, przez krótki czas należała do Wielkiej Brytanii (w okresie wojny siedmioletniej, w latach 1762–1763), a na przełomie XIX i XX w. znajdowała się pod okupacją amerykańską. W 1902 r. miasto ogłoszono stolicą Republiki Kuby, a 8 stycznia 1959 r. Fidel Castro praktycznie przejął w nim władzę w państwie.

 

Wpisane w 1982 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO historyczne centrum Hawany i jego system fortyfikacji powinien obowiązkowo odwiedzić każdy, kto trafi na wyspę. Spacer można zacząć przy placu Broni (Plaza de Armas). Przylega do niego pierwsza twierdza miasta – Castillo de la Real Fuerza. Zaczęto ją budować w 1558 r. na ruinach starszych umocnień zniszczonych trzy lata wcześniej przez francuskich korsarzy. Tuż obok znajduje się El Templete, świątynia upamiętniająca miejsce założenia Hawany w listopadzie 1519 r. Środek placu stanowi niewielki skwer, wokół którego rozkładają swoje towary sprzedawcy książek, plakatów i płyt winylowych. Dominuje tematyka rewolucyjna, a z okładek nierzadko spoglądają dumnie wielcy przywódcy rewolucji kubańskiej z lat 1953–1959 – Fidel Castro i Ernesto Che Guevara.

 

Nieopodal leży plac św. Franciszka z Asyżu (Plaza de San Francisco de Asís), przy którym wznosi się barokowa bazylika pod wezwaniem tego świętego. Kościół i pobliski klasztor wybudowano pod koniec XVI w. Na obrzeżu placu znaleźć można niewielki pomnik Fryderyka Chopina, a przy wejściu do świątyni stoi brązowy posąg Kawalera z Paryża (El Caballero de París), przedstawiający zmarłego w 1985 r. pacjenta tutejszego szpitala psychiatrycznego. José María López Lledín całymi dniami kręcił się po ulicach Hawany. Nie wiadomo, skąd wziął się jego przydomek, ale podobno jednoczesne złapanie posągu za brodę i palec przynosi szczęście.

 

Przepiękny jest także plac Stary (Plaza Vieja). Co ciekawe, kiedy utworzono go w 1559 r., nadano mu nazwę plac Nowy (Plaza Nueva). Przez lata odbywały się w jego okolicy liczne fiesty, walki byków, procesje i egzekucje oglądane przez zamożnych mieszkańców z pobliskich balkonów. Później przez jakiś czas działał tutaj popularny targ miejski. Dzisiaj przy placu funkcjonują kawiarenki. Turyści spacerują po nim i przyglądają się częściowo odrestaurowanym fasadom starych kolonialnych budynków.

 

Przy placu Katedralnym (Plaza de la Catedral) dominuje sylwetka wybudowanej w barokowym stylu Katedry (Catedral de La Habana). W jej pobliżu można często spotkać starsze Kubanki, chętnie pozujące do zdjęć z cygarem w dłoni lub ustach w zamian za kilka peso. Tuż za rogiem znajduje się jeden z dwóch ulubionych barów amerykańskiego pisarza Ernesta Hemingwaya (przynajmniej według narosłych wokół niego legend) – „La Bodeguita del Medio”. Warto też przespacerować się pod Hotel Ambos Mundos, w którym pomieszkiwał w latach 1932–1939 słynny Amerykanin, a następnie przejść się wzdłuż głównego deptaka Starej Hawany – ulicy Obispo, ciągnącej się od placu Broni prawie po Park Centralny.

 

Parque Central to oaza zieleni. Wzdłuż niego biegnie reprezentacyjna hawańska aleja – Paseo de Martí (Paseo del Prado). To w tej okolicy znaleźć można jedne z najdroższych hawańskich hoteli. W tym rejonie również stoi Kapitol (Capitolio de La Habana) z 1929 r., wzorowany na waszyngtońskim gmachu Kongresu Stanów Zjednoczonych, Panteonie w Paryżu i Bazylice św. Piotra na Watykanie. Do rewolucji był siedzibą rządu kraju. Nieopodal natrafimy także na postój starych amerykańskich samochodów. Przejażdżka takim autem będzie na pewno ciekawym doświadczeniem.

 

PISARZ I RUM

 

Kuba była ukochaną wyspą Ernesta Hemingwaya. Po raz pierwszy zawitał on tutaj przypadkiem w 1928 r., kiedy parowiec, którym wracał z Francji do Stanów Zjednoczonych, z przyczyn technicznych musiał zatrzymać się w Hawanie. Tak zaczęło się szczególne przywiązanie pisarza do kraju będącego jeszcze wówczas pod ogromnymi wpływami amerykańskimi. Uważany za awanturnika, człowieka rozrywkowego i nie wylewającego za kołnierz Amerykanin doskonale czuł się w luźnej atmosferze miasta. Chętnie przypływał tu łodzią rybacką Pilar, a zwykł zatrzymywać się w swoim ulubionym pokoju numer 511 Hotelu Ambos Mundos, leżącego w starej części Hawany. To właśnie w tym miejscu zaczęła powstawać nominowana do Nagrody Pulitzera powieść Komu bije dzwon (ukończona w 1940 r.), na której ponoć wzorował się Fidel Castro przy organizowaniu działań rewolucyjnej partyzantki.

 

Z Hemingwayem i jego silnymi związkami z Kubą kojarzy się przypisywane mu powiedzenie Moje mojito w „Bodeguicie”, moje daiquiri we „Floridicie”, chociaż wielu twierdzi, że tak naprawdę pisarz pił wszystko, co miało w składzie alkohol. Te dwa kubańskie koktajle znane są na całym świecie. Mojito to drink przygotowywany w wysokiej szklance, do której wsypuje się łyżeczkę brązowego cukru trzcinowego lub wlewa guarapo – sok z trzciny cukrowej. Następnie dodaje się liście mięty, sok z limonki, kostki lodu, biały rum i wodę gazowaną. Z kolei daiquiri jest koktajlem na bazie kruszonego lodu z dodatkiem cukru, soku z limonki i – oczywiście – białego rumu. W barze „Floridita”, znajdującym się przy ulicy Obispo, można spróbować różnych wariantów tego drinka, w tym ulubionej wersji Hemingwaya – Papa Hemingway (Papa Doble), z sześcioma kroplami likieru maraschino, sokiem grejpfrutowym, podwójnym rumem i bez cukru.

 

W OBŁOKACH DYMU

 

Kuba słynie też z produkcji cygar doskonałej jakości. Plantacji tytoniu tu nie brakuje. Warto wybrać się do żyznej doliny Viñales (Valle de Viñales), położonej w zachodniej części wyspy, w prowincji Pinar del Río. Na tym obszarze tytoń uprawia się tradycyjnymi metodami, bez użycia maszyn. Nierzadkim widokiem jest tutaj byk ciągnący pług. Podczas wizyty na jednej z takich tradycyjnych plantacji jej pracownik opowiada i pokazuje, jak wygląda cały proces produkcji: od zasiewu małych nasion przypominających nieco zmieloną kawę aż po skręcanie cygara.

 

Ciekawa będzie także wizyta w którejś z fabryk rozsianych po Kubie. Tu wszystko z reguły zaczyna się od pomieszczenia, gdzie kilka kobiet selekcjonuje liście i usuwa z nich grube żyłki. Jakość cygara zależy właśnie od liści użytych do jego produkcji. W głównej sali pracują zwijacze. Na jednym z jej końców znajduje się miejsce dla czytacza – to osoba, która czytaniem gazet czy książek umila innym nudną i monotonną pracę. Cygara rolowane są błyskawicznie na drewnianych pulpitach zarówno przez kobiety, jak i mężczyzn. Najsprawniejsze osoby potrafią wykonać dziennie nawet kilkaset sztuk o identycznej jakości.

 

Dolina Viñales to jednak nie tylko plantacje tytoniu. Charakterystycznym elementem jej krajobrazu są mogoty – malownicze skalne ostańce będące częścią pasma górskiego Sierra de los Órganos. Te stare formacje krasowe powstały w okresie jury pod wpływem erozji. Woda wypłukała bardziej miękkie fragmenty skał wapiennych, w efekcie czego ukształtowały się ogromne kopułowate lub stożkowate wzgórza. Porastają je gęste, intensywnie zielone zarośla i drzewa. To idealne miejsce na piesze wędrówki, przejażdżki konne czy wspinaczkę. Już samo podziwianie okolicy z punktu widokowego sprawia wielką przyjemność.

 

MALOWNICZE MIASTO

 

W pobliżu miasta Trinidad znajduje się inna przepiękna kubańska dolina – Valle de los Ingenios. Trzcina cukrowa, która przecież tak mocno kojarzy się z Karaibami, na Kubie pojawiła się wraz z przybyciem kolonizatorów. Pierwsze sadzonki przywiózł tu w 1511 r. Diego Velázquez de Cuéllar i od razu okazało się, że wilgotny tropikalny klimat, żyzne gleby i stosunkowo płaski teren stanowią doskonałe warunki do uprawy tej rośliny. Mimo to początkowo cukier produkowano wyłącznie na rynek lokalny. Dopiero w 1762 r. okupujący wyspę Brytyjczycy wprowadzili nowe technologie. W dodatku błyskawicznie podwojono liczbę sprowadzanych na Kubę niewolników i – niestety – zaczęto zmuszać ich do dużo cięższej pracy. Przyczyniło się to do szybkiego wzrostu produkcji, a kraj stał się jednym z największych eksporterów cukru, dzięki czemu właściciele plantacji z Doliny Cukrowni opływali w dostatki.

 

Dzisiaj o tym dobrobycie przypomina Trinidad. Miasto uznawane jest obecnie za jedno z najpiękniejszych na wyspie. Założony w 1514 r. ośrodek bardzo długo cieszył się swojego rodzaju autonomią ze względu na położenie na uboczu i brak dobrych dróg łączących go z innymi częściami Kuby. Okres jego świetności przypadł na XVIII stulecie i związany był właśnie z produkcją cukru. Cukrowi baronowie mieli w mieście wspaniałe rezydencje. W jednej z nich (Palacio Cantero) urządzono muzeum (Museo Municipal de Trinidad) pokazujące, jak wyglądało życie w tamtych czasach. Warto również zwrócić uwagę na szerokie, brukowane ulice – kamienie sprowadzono aż z Bostonu, co dla ówczesnych zamożnych mieszkańców nie stanowiło dużego wydatku. Polecam przejść się tymi ulicami. Stoją przy nich pomalowane na jasne, ciepłe i radosne kolory domy z charakterystycznymi zakratowanymi oknami – to kolejna pamiątka po okresie kolonialnej świetności. Pięknie wyglądają na ich tle stare samochody.

 

AMERYKAŃSKIE KRĄŻOWNIKI

 

Wspomniane już kilka razy oldtimery nieodłącznie kojarzą się z Kubą. Rzeczywiście na ulicach kubańskich miast można spotkać wiele takich zabytkowych pojazdów, choć coraz częściej pojawiają się też nowoczesne samochody. Skąd stare amerykańskie krążowniki szos wzięły się na wyspie? Przed rewolucją większość sprowadzanych aut pochodziła z USA. Przywożono tu popularne wówczas chevrolety, fordy, buicki, chryslery, oldsmobile, plymouthy, dodge’e czy cadillaki. Gdy do władzy doszedł Fidel Castro, Stany Zjednoczone wprowadziły embargo na eksport do Kuby. Jednocześnie w państwie ustanowiono prawo, które zezwalało na posiadanie prywatnie jedynie samochodów nabytych jeszcze przed zwycięską rewolucją (przed 1959 r.).

 

Po wprowadzeniu obostrzeń dotyczących importu aut i części zamiennych z USA zaczęto sprowadzać pojazdy głównie z zaprzyjaźnionych krajów komunistycznych, najczęściej ze Związku Radzieckiego, dlatego dzisiaj na kubańskich ulicach można zobaczyć również łady, wołgi albo nasze polskie maluchy. Ponieważ jednak zakup nowego samochodu przez dłuższy czas był mocno utrudniony, Kubańczycy starali się dbać o swoje stare wozy, żeby służyły im jak najdłużej.

 

W trakcie spaceru po tutejszych miastach nieraz zauważymy wypolerowane, dopieszczone i błyszczące historyczne pojazdy, które jeżdżą głównie jako taksówki wożące turystów. Taka przejażdżka jest na pewno ogromną atrakcją, w szczególności dla miłośników motoryzacji. Oprócz zadbanych stylowych oldtimerów można także dostrzec nadgryzione zębem czasu, poddane licznym prowizorycznym naprawom i połatane gruchoty. Z daleka nadal wyglądają na auta z klasą, ale z bliska widać, że lakier się łuszczy, karoseria rdzewieje, a samochód właściwie powinien trafić na złomowisko, a nie jeździć po drogach. Takich pojazdów bywa więcej na prowincji niż w głównych ośrodkach Kuby.

 

ZWIEDZANIE WYSPY

 

Chociaż to Hawana i Trinidad wiodą prym wśród miast najchętniej odwiedzanych przez turystów wypoczywających na pełnej kolonialnych zabytków gorącej kubańskiej ziemi, w tym karaibskim kraju jest wiele równie pięknych i ciekawych miejscowości. Dobry przykład stanowi Cienfuegos, nazywane Perłą Południa (La Perla del Sur), założone w 1819 r. przez francuskich imigrantów. Przywieźli oni ze sobą kolejne unowocześnienia produkcji cukru i szybko sprawili, że to właśnie to miasto odebrało Trinidadowi miano stolicy cukrowej Kuby. W trakcie spaceru tutejszymi ulicami od razu można zauważyć odmienny charakter okolicy i ślady po Francuzach. Dzisiaj eleganckie i finezyjne budynki przykrywa warstwa kurzu, ale mimo to nadal przypominają o dawnej kolonialnej świetności Cienfuegos, którego historyczne centrum zostało wpisane w 2005 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

 

Urokliwe jest też blisko 350-tysięczne miasto Camagüey, pełne niewielkich, co chwilę rozwidlających się uliczek łączących miejskie place, czasem prowadzących do ślepych zaułków. Ma ono wyjątkowy plan urbanistyczny, niespotykany w innych kolonialnych ośrodkach, które zazwyczaj charakteryzują się geometrycznym układem ulic i budynków. Camagüey wygląda, jakby rozwijało się bez żadnego projektu, zupełnie chaotycznie, ale to tylko pozory. Oryginalną osadę założono bliżej północnego wybrzeża w lutym 1514 r. i nosiła ona wówczas nazwę Santa María del Puerto del Príncipe. Ciągłe ataki piratów i grabieże sprawiły, że przeniesiono ją w głąb lądu i tak zaplanowano ulice, aby stanowiły one labirynt, w którym atakujący gubiliby się, stając się łatwym celem dla znających doskonale plątaninę zaułków mieszkańców.

 

W planie zwiedzania nie można pominąć prawie półmilionowego Santiago de Cuba, powstałego jako piąta z kolei osada założona przez Diega Velázqueza de Cuéllara na Kubie 25 lipca 1515 r. Nazwa miasta pochodzi od patrona tego dnia – św. Jakuba Większego (hiszp. Santiago el Mayor). Zostało ono stolicą hiszpańskiej kolonii, lecz pełniło tę funkcję tak naprawdę dość krótko, jedynie do 1556 r., kiedy to ówczesny gubernator Diego de Mazariegos przeniósł swoją oficjalną rezydencję do Hawany. Oprócz spaceru po przepięknych ulicach warto odwiedzić także koszary Moncada, gdzie 26 lipca 1953 r. niejako rozpoczęła się rewolucja kubańska. Tego dnia młodzi i niedoświadczeni członkowie organizacji Fidela Castro zaatakowali wojskowy obiekt, żeby zdobyć broń do walki z dyktaturą Fulgencia Batisty. Ponieśli jednak sromotną klęskę, niektórzy stracili życie, wielu aresztowano i torturowano. Do więzienia trafił sam Fidel Castro. Zwolniono go w 1955 r. Wyjechał więc do Meksyku, gdzie stworzył Ruch 26 Lipca (Movimiento 26 de Julio). W Santiago de Cuba trzeba również zajrzeć do tutejszego potężnego zamku (Castillo de San Pedro de la Roca, znanego też jako Castillo del Morro), od 1997 r. znajdującego się na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Z twierdzy rozciąga się bardzo ładny widok na zabudowania miejskie z zatoką Santiago de Cuba na pierwszym planie.

 

Warto także odwiedzić urokliwe Sancti Spíritus, jedno z najstarszych kubańskich miast, założone 4 czerwca 1514 r. Wyróżnia je przepiękny stary most zbudowany na rzece Yayabo w 1815 r. Konstrukcję o długości 85 m wzniesiono w całości z cegieł, a środkowy z pięciu łuków ma aż 9 m wysokości. Z wieży tutejszego kościoła (Iglesia Parroquial Mayor del Espíritu Santo) rozciąga się zapierający dech w piersiach widok na okolicę. Sancti Spíritus jest nieco rzadziej odwiedzane przez turystów, ale na pewno nie można mu odmówić dużego uroku.

 

Poszukiwacze wspaniałych punktów widokowych powinni też udać się na Wzgórze Krzyża (Loma de la Cruz, 261 m n.p.m.). Rozpościera się z niego fantastyczna panorama miasta Holguín. Doskonale widać stąd, jak jego precyzyjnie rozplanowane ulice przecinają się pod kątem prostym. Ze szczytu wzniesienia w dół prowadzi 458 schodów. Na północny wschód od Holguín znajduje się zatoka Bariay, która pretenduje do miana miejsca, gdzie Krzysztof Kolumb przybył 28 października 1492 r. i pierwszy raz postawił stopę na przepięknej kubańskiej ziemi. W swoich dziennikach wspomina on o charakterystycznym wzgórzu przypominającym kowadło, a taki właśnie kształt ma górujące nad nią wzniesienie.

 

NA WSCHODZIE

 

O status pierwszego miejsca na Kubie, do którego dotarł odkrywca Ameryki, konkuruje z zatoką Bariay położone na wschodnim końcu wyspy miasto Baracoa. Tu również znajduje się wzgórze wyglądające jak kowadło, taką zresztą nosi nazwę – El Yunque (575 m n.p.m.). Baracoa, leżąca na peryferiach kraju, jest bardziej zaniedbana i uboższa niż Hawana czy Trinidad, ale warto ją odwiedzić. Przez wiele lat była faktycznie odcięta od reszty Kuby, gdyż jeszcze do czasów rewolucji nie prowadziły do niej żadne porządne drogi.

 

Być może nigdy nie uda się ostatecznie ustalić, gdzie na wyspie po raz pierwszy Krzysztof Kolumb zszedł na ląd. Jedno jest jednak pewne – Baracoa to najstarsze kubańskie miasto i pierwsza stolica kolonii. Diego Velázquez de Cuéllar założył ją 15 sierpnia 1511 r. W późniejszych stuleciach Hiszpanie wznieśli tutaj kilka potężnych fortyfikacji, m.in. twierdzę Matachín (w 1802 r.), w której działa obecnie muzeum prezentujące eksponaty związane z historią okolicy (Museo Municipal de Baracoa). Od fortecy wzdłuż wybrzeża biegnie dwukilometrowa ulica zwana Malecón, podobnie jak słynny nadmorski bulwar w Hawanie (z tym że ten w stolicy Kuby ma długość 8 km). Tutejsza promenada jest na pewno mniej reprezentacyjna i cztery razy krótsza niż stołeczna, ale nadal czarująca. Stoją przy niej mocno podniszczone kolorowe budynki. Niektóre z nich znajdują się w trakcie renowacji po wysokiej fali, jaka kilka lat temu zalała nabrzeże.

 

Baracoa nie może się poszczycić piękną piaszczystą plażą, ale nieopodal leży Playa Maguana, ulubione miejsce wypoczynku kubańskich rodzin z okolicy. Wygląda zupełnie jak kadr z rajskiej wyspy – miękki, jasny piasek kontrastuje z błękitną, krystalicznie czystą wodą. Zachwycająca jest dzikość Maguany – brak tu wysokich hoteli i barów plażowych z dudniącą muzyką. W pobliskiej prowizorycznej knajpce można zamówić grillowaną langustę i cieszyć się jej smakiem w błogim spokoju.

 

71 Sailing 2584 2 14x9 M1

Modny kurort Varadero na półwyspie Hicacos

© CUBA TOURIST BOARD

 

RAJSKIE PLAŻE

 

Miłośnicy zapierających dech w piersiach piaszczystych plaż powinni bez wątpienia odwiedzić niewielki archipelag Sabana-Camagüey leżący u północnych wybrzeży Kuby, znany bardziej jako Ogrody Króla (Jardines del Rey). Składa się on z koralowych wysepek (cayos) usytuowanych wzdłuż brzegu. Jedną z najpiękniejszych jest Cayo Coco (370 km² powierzchni), słynąca z luksusowych kompleksów hotelowych. Dodatkową atrakcją w tym rejonie są zachwycające rafy koralowe, które przyciągają płetwonurków z całego świata.

 

Cudownych plaż nie brakuje także na położonej w pobliżu południowo-zachodniego wybrzeża Cayo Largo (Cayo Largo del Sur). Coś dla siebie znajdą tu zarówno osoby oczekujące rozbudowanej infrastruktury i zaplecza do uprawiania sportów wodnych, jak i ci, którzy wolą odpoczywać w dziewiczym otoczeniu. Północną część tej wysepki o powierzchni 37,5 km² porastają przepiękne lasy namorzynowe.

 

Najsłynniejszy kubański kurort stanowi niemal 30-tysięczne Varadero na półwyspie Hicacos, uznawane za jedną z największych miejscowości wypoczynkowych na całych Karaibach. Nie ma się co dziwić, gdyż w okolicy turyści mogą odpoczywać na 22 km piaszczystych plaż, przy których znajdują się hotele dopasowane do najprzeróżniejszych wymagań turystów. Wśród atrakcji tutejszego półwyspu warto wymienić też jaskinie (np. Muzułmanów – Cueva de los Musulmanes), niewielkie wysepki czy wspaniałe rafy koralowe.

 

90 Scenic bay El Junque Baracoa  NOY4451 F1

Zatoka koło najstarszego kubańskiego miasta Baracoa ze wzgórzem El Yunque w tle
© CUBA TOURIST BOARD