Marcin Wesołowski

www.wesolowski.co 

« Gdy samolot zbliża się do Sir Seewoosagur Ramgoolam International Airport, jedynego międzynarodowego lotniska na Mauritiusie leżącym na Oceanie Indyjskim, oczom pasażerów ukazuje się coś, co wielu określiłoby mianem raju na ziemi. Ten mały kraj stanowi część Afryki, choć od jej kontynentalnych wybrzeży dzieli go ok. 2 tys. km. Najbliżej stąd do francuskiego Reunionu. »

 

To kraina wspaniałych plaż, lazurowej wody, pięknych gór i szczęśliwych ludzi. Mauritius jest wielokulturowy i kolorowy. Wiele można powiedzieć na jego temat, ale co do jednego nie sposób mieć wątpliwości – warto go odwiedzić, aby spędzić tu idealne wakacje.

Przez setki lat wyspa Mauritius, położona daleko od rozwijającego się kolonialnego świata, pozostawała ziemią nietkniętą ręką człowieka. Była schronieniem dla nielotnych ptaków dodo (wymarłych ok. 1662 r.) i gigantycznych żółwi lądowych z rodzaju Cylindraspis żyjących czasami ponad 200 lat. Pierwsi przybysze docierali do niej powoli i jakby nieśmiało. 

 

NA PERYFERIACH

Przytoczenie skróconej historii kraju pomoże go lepiej poznać. Pierwsi osadnicy pojawili się na wyspie Mauritius w początkach XVI w., gdy przez kilka kolejnych lat zatrzymywali się na niej portugalscy żeglarze przemierzający oceany w poszukiwaniu nowych lądów. Stulecie XVII upłynęło pod znakiem rządów Holendrów, którzy szybko zużywali miejscowe naturalne bogactwa, w skutek czego przyczynili się do wyginięcia wspomnianego endemicznego dodo, do dziś pozostającego jednym z symboli republiki. Sprowadzili oni tu jednak trzcinę cukrową. Jej uprawa odgrywa współcześnie ważną rolę w gospodarce kraju. Holendrzy nadali też temu miejscu nazwę od imienia księcia Mauritsa van Nassau (Maurycego Orańskiego, 1567–1625). Obecnie to jedno z 25 państw na świecie nazwanych na cześć jakiejś osoby. 

W stuleciu XVIII kolonią zarządzali Francuzi, a w XIX i przez większość XX w. Mauritius znajdował się w rękach Brytyjczyków. To właśnie wpływy francuskie i brytyjskie są najlepiej widoczne na wyspie. Współczesny kraj ogłosił niepodległość w marcu 1968 r. Oprócz wyspy Mauritius w granicach republiki leżą również wyspy: Rodrigues, Cargados Carajos (Saint Brandon) i Agalega.

Jak widać, Mauritius wciąż przechodził z rąk do rąk. Poza tym sprowadzano tu także niewolników z Afryki. Po zniesieniu niewolnictwa w latach 30. XIX stulecia Brytyjczycy przywozili ze sobą służbę z subkontynentu indyjskiego. Wszystko to sprawiło, że dziś Mauritius charakteryzuje się niesamowitą mozaiką języków, obyczajów i kultur. Jego mieszkańcy żyją ze sobą w zgodzie. W kraju, którego populacja liczy blisko 1,3 mln ludzi, mówi się głównie trzema językami: lokalnym kreolskim (morisien, maurytyjskim), angielskim i francuskim. Spotkamy w nim wyznawców wszystkich największych religii świata (hinduizmu, chrześcijaństwa, islamu i buddyzmu). Sama wyspa Mauritius ma powierzchnię ok. 1,9 tys. km2. Od czasu uzyskania niepodległości w 1968 r. w republice nie doszło do żadnego powstania, przewrotu ani puczu wojskowego.

 

MAURYTYJSKIE CUDA

Nieziemsko piękna natura to jeden z głównych powodów, dla których coraz więcej podróżnych dociera na wulkaniczny Mauritius otoczony długim pasem piaszczystych plaż. Do wspanialszych skarbów wyspy należy majestatyczne drzewo zwane płomieniem Afryki, rozkwitające tutaj jedynie w okresie Bożego Narodzenia. Wianowłostka królewska, bo taką ma nazwę systematyczną, naturalnie występuje w lasach położonego nieopodal Madagaskaru. Na Mauritiusie natrafimy na nią w wielu miejscach. Jednak roślinę, która w dużej mierze wpłynęła na wygląd wyspy, stanowi wspomniana już, soczyście zielona trzcina cukrowa.

Afrykę można odkryć w głębi lądu. Kto wybierze się do dystryktu Rivière Noire (inaczej Black River; w południowo-zachodniej części Mauritiusu), trafi m.in. na uprawy kawy. Nieopodal wioski Chamarel znajduje się też jedno z wielu miejsc, w których produkuje się lokalny niezwykle lekki, biały rum. Bujna roślinność wyspy mogła się rozwinąć dzięki specyficznemu mikroklimatowi regionu. On również sprzyja wysokiej wydajności upraw. W grudniu na plaży wczasowicze cieszą się pełnią lata, lazurową wodą Oceanu Indyjskiego i boskim błękitnym niebem. W tym samym czasie kilkanaście kilometrów dalej, wewnątrz Mauritiusu, pada lekki, tropikalny deszcz, który nawadnia wybujałą florę. 

Wspomniana destylarnia to Rhumerie de Chamarel. Można w niej poznać wyjątkową historię kraju i spróbować jednego z jego największych skarbów – maurytyjskiego białego rumu należącego do najlepszych na świecie. Także w tej okolicy kryje się inna interesująca atrakcja, czyli geologiczna formacja Ziemia Siedmiu Kolorów (Seven Coloured Earth, Terre des Sept Couleurs). Powstała ona w wyniku osadzania się na skale wulkanicznej piasków o różnej barwie. Co ciekawe, mimo ulewnych deszczy kolorowe warstwy nie spływają i nie mieszają się ze sobą. 

Poza tym w centrum wyspy, z dala od rajskich plaż, znajduje się świątynia wybudowana ku czci hinduistycznego boga Śiwy. Wzniesiono ją nad jeziorem Grand Bassin (Ganga Talao), które powstało w wygasłym kraterze wulkanicznym. Z położonego w pobliżu świątyni szczytu roztacza się wspaniały widok na Mauritius i jego linię brzegową. Jednak w tej okolicy najbardziej dominującym elementem jest ogromny, 33-metrowy posąg Śiwy (Mangal Mahadev). Podczas święta Mahaśiwaratri (wypadającego pod koniec lutego lub na początku marca) wyznawcy hinduizmu, którzy stanowią niemal połowę populacji wyspy, pielgrzymują licznie do tego miejsca. Zamienia się ono wtedy w niesamowicie kolorową krainę, a zewsząd słychać szmer modlitw.

Mauritius to jednak przede wszystkim piękne plaże i cudowne widoki na ocean. Dystrykt Rivière Noire znajduje się na południowy zachód od ponad 150-tysięcznej stolicy kraju, Port Louis. Od tego regionu właśnie można rozpocząć podróż dookoła wyspy w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara. Warto zatrzymać się w miejscowości Flic en Flac i wypożyczoną motorówką wybrać się z doświadczonym specjalistą od nurkowania z delfinami w głąb tutejszej zatoki. Ci, którzy wynajęli łodzie na dłużej, płyną po lazurowych wodach oceanu w kierunku Île aux Bénitiers, niewielkiej, bezludnej wysepki położonej tuż przy południowo-zachodnich brzegach Mauritiusu. To z niej rozciąga się wspaniały widok na słynną bazaltową górę na półwyspie Le Morne Brabant. Półwysep ten jest jedną z najbardziej luksusowych części wyspy, wypełniają go ekskluzywne hotele i pola golfowe. Właśnie na nim wiele zakochanych par z Europy i Stanów Zjednoczonych postanawia przyrzec sobie wieczną miłość. Z racji prostych przepisów i przyjaznego podejścia do gości z zagranicy Mauritius stał się miejscem niezmiernie popularnym wśród osób, które wolą zorganizować kameralną ceremonię ślubną w egzotycznej okolicy niż ogromne przyjęcie w swoim kraju.

Tutejsza charakterystyczna góra Le Morne Brabant (556 m n.p.m.) uchodzi za symbol związany z historią wyspy. Według legendy na początku XIX w. półwysep stał się schronieniem dla uciekających niewolników. W dniu zniesienia niewolnictwa na Mauritiusie, 1 lutego 1835 r., wysłano tu grupę funkcjonariuszy policji, którzy mieli poinformować ukrywających się, że zostali wyzwoleni. Jednak niewolnicy źle zinterpretowali widok sił policyjnych u podnóża góry. Ponieważ obawiali się schwytania, wspięli się na szczyt, a następnie skoczyli z niego w akcie samobójstwa. Od 1987 r. 1 lutego miejscowi świętują zniesienie niewolnictwa. Choć nie ma żadnych dowodów na potwierdzenie tej historii, pozostaje ona żywa. Góra Le Morne Brabant symbolizuje tragiczny los niewolników, którzy nie widzieli wyjścia ze swojej dramatycznej sytuacji. 

Podążający dalej drogą lądową wzdłuż południowego wybrzeża wyspy powinni odwiedzić Gris Gris, jej najbardziej na południe wysunięty kraniec. W tej części kraju zobaczymy zupełnie inny ocean – otwarte przestrzenie, odsłonięte brzegi bez lagun. Okolica stanowi istny raj dla tych, którzy uprawiają kitesurfing, a także… rekinów, od czasu do czasu pojawiających się w pobliżu. 

Mauritius słynie nie tylko z bajecznych widoków, ale również z trzciny cukrowej i wytwarzanego z niej rumu. Dlatego w trakcie jego zwiedzania nie można pominąć wizyty w istniejącej od 1819 r. fabryce rumu w Saint Aubin (Rhumerie de Saint Aubin). Pięknie utrzymany kolonialny dom (należący do przybyłej z Francji rodziny Guimbeau), przypominający o okresie panowania francuskiego imperium, stoi w otoczeniu wypielęgnowanej zieleni. Mieszkał w nim kiedyś maurytyjski poeta, dziennikarz i dyplomata Édouard Maunick (urodzony we wrześniu 1931 r. w dystrykcie Flacq). Posiadłość sąsiaduje z rozległymi uprawami trzciny cukrowej, herbaty i wanilii. 

W południowej części wyspy warto też odwiedzić Park Przyrodniczy La Vanille w Rivière des Anguilles, gdzie podziwiać można żółwie olbrzymie i inne gatunki zwierząt. Przed przybyciem Holendrów, obok słynnego ptaka dodo, Mauritius zamieszkiwały gigantyczne żółwie (Cylindraspis inpeta), które były bardzo przyjazne, ciekawskie i nie bały się ludzi. Kolonizatorzy z Europy przyczynili się do ich wyginięcia. Z głównej wyspy zniknęły najprawdopodobniej ok. 1700 r., a z większości okolicznych wysepek – do 1735 r. Dziś we François Leguat Reserve na Rodrigues żyje łącznie ponad 3 tys. żółwi promienistych i olbrzymich. Te pierwsze uważane są za jedne z najpiękniejszych na świecie. Z kolei żółwie olbrzymie należą do ostatnich żyjących przedstawicieli gigantycznych żółwi, które kiedyś zamieszkiwały wyspy Oceanu Indyjskiego.

Osoby lubiące się bawić i korzystać z uroków życia nocnego powinny udać się na północny kraniec Mauritiusu do Grand Baie, gdzie znajdują się najlepsze kluby w kraju. Przy okazji warto zatrzymać się jeszcze w okolicy Cap Malheureux, żeby odwiedzić najbardziej urokliwy kościół na wyspie (Notre-Dame Auxiliatrice z 1938 r.). W końcu, jak w życiu, także i tu sacrum ciągle miesza się z profanum. 

Port Louis jest miastem pełnym życia i kolorów. Turyści zazwyczaj nie spędzają w nim zbyt dużo czasu. To przede wszystkim główny ośrodek administracyjny, biznesowy i kulturalny kraju. Z tego względu może sprawiać wrażenie zatłoczonego i głośnego. Serce stolicy stanowi wielki targ położony w jej centrum, na którym mieszkańcy zaopatrują się w świeże produkty z całego Mauritiusu. W mieście żyje niemal 15 proc. populacji republiki. Planem przypomina ono ośrodki miejskie w Europie – wokół historycznej części na przestrzeni wieków powstawały kolejne dzielnice. W dzisiejszym Port Louis mieszają się ze sobą wpływy europejskie, indyjskie, arabskie czy chińskie. Większość turystów po krótkiej wizycie na nabrzeżu noszącym nazwę Caudan Waterfront, gdzie działa wiele ciekawych kawiarni, barów i restauracji, rusza dalej, aby odkrywać najbardziej ujmujące zakątki wyspy.

 

PODĄŻAJĄC ZA SMAKIEM

Znakomitym sposobem na poznanie kraju jest zaznajomienie się z jego kulinariami. Kuchnia Mauritiusu należy do najsmaczniejszych na świecie. Uchodzi za jedną z najlepszych kuchni kreolskich i słynie z naprawdę dobrego jedzenia ulicznego. Przez wieki imigranci z Chin, Europy (zwłaszcza Francji), Indii i Afryki osiedlali się na wyspie i przywozili ze sobą przepisy ze swoich rodzinnych stron. Elementy z różnych tradycji kulinarnych mieszały się z lokalnymi recepturami, w wyniku czego powstawały tutejsze potrawy. 

Oto kilka dań maurytyjskiej kuchni, bez których żadna podróż do tego kraju nie będzie pełna. Na uwagę zasługuje szczególnie curry z Mauritiusu. Ważne są w nim wszystkie składniki. Warto spróbować kreolskiego curry lub udać się do restauracji „Chez Rosy” w Souillac na curry z ośmiornicy czy świeżego homara.

Kolejną tradycyjną maurytyjską potrawą jest fish vindaye. To bardzo aromatyczne danie, należące do najbardziej znanych na wyspie. Główne jego składniki mogą się różnić w zależności od wersji. Wyjątkowy smak nadają mu dodatki w postaci pikantnej cebuli, kurkumy, nasion gorczycy, czosnku i sosu imbirowego. 

Poza tym koniecznie trzeba tu spróbować boulet dim sum, czyli pierożków na parze z kolczochem jadalnym (warzywem w kształcie gruszki), kurczakiem, owocami morza lub warzywami, podawanych w bulionie z chili i szczypiorkiem. Ten przysmak można znaleźć na większości straganów i w wielu restauracjach na całej wyspie. Dużą popularnością cieszy się również bol renversé. Kurczaka lub krewetkę, smażone warzywa, chińskie sosy i ryż układa się w misce i odwraca do góry nogami podczas podawania. Na koniec na wierzchu kopuły układa się jajko sadzone.

Żadnego turysty nie powinno także dziwić, gdy w menu znajdzie sałatkę z owoców tropikalnych. To jednak odmienna jej wersja niż ta, którą zwykle można zjeść w innych miejscach na świecie. Tutaj do owoców, takich jak ananas, mango, liczi, guawa (gujawa) czy jabłko (niekiedy dorzuca się nawet odrobinę ogórka), dodaje się pikantny sos z tamaryndowca, chili i sól, co zmienia charakter tego pozornie prostego dania i czyni je naprawdę pysznym specjałem. 

Podczas długich spacerów po plaży warto też pamiętać o piciu świeżej wody kokosowej. Jest jednym z najsmaczniejszych napojów do ugaszenia pragnienia. Słońce grzeje tu bardzo mocno, więc o nawadnianiu zdecydowanie nie wolno zapomnieć. 

 

INFORMACJE PRAKTYCZNE

Położony zaledwie 20° na południe od równika Mauritius promuje się jako cel podróży idealny przez cały rok, choć wielu Europejczyków kojarzy go głównie jako świetne miejsce dla osób uciekających przed mroźną zimą. Szczyt sezonu turystycznego na wyspie przypada na okres od października do kwietnia. Jest wówczas gorąco, wilgotnie i deszczowo. Od stycznia do marca występuje niewielkie ryzyko cyklonów. Zima trwa tutaj od maja do końca września. To pora ciepła i sucha. Wyspa ma swój charakterystyczny mikroklimat – kiedy w jednym rejonie pada, kilka kilometrów dalej z bezchmurnego nieba świeci słońce. 

Na Mauritius leci się z Polski tradycyjnymi liniami lotniczymi mniej więcej 12 godz., najczęściej z przesiadką w Dubaju, Rzymie, Londynie, Paryżu, Frankfurcie nad Menem czy Wiedniu. Ze względu na stosunkowo niedużą różnicę czasu nie grożą nam konsekwencje jet lagu. Międzynarodowy Port Lotniczy Sir Seewoosagura Ramgoolama leży w pobliżu Mahébourg na południowym wschodzie wyspy. Dojeżdżające do niego autobusy ekspresowe kursują z Port Louis i Mahébourg wiele razy dziennie. Poza tym można też skorzystać z taksówki. Hotele często oferują transfer z lotniska i na nie, zazwyczaj za dodatkową opłatą. Większość miejsc na Mauritiusie dzieli od portu lotniczego przynajmniej godzina jazdy.

Funkcję komunikacji publicznej pełnią na wyspie autobusy, które są zwykle niezawodne, choć poruszają się nieco powoli. Usługę świadczą różni przewoźnicy (w zależności od regionu). Korzystanie z tego środka transportu należy do najtańszych sposobów podróżowania po Mauritiusie. Można także wypożyczyć samochód. Kierowcy muszą posiadać międzynarodowe prawo jazdy i mieć ukończone 23 lata. Na ulicach obowiązuje ruch lewostronny (pamiątka po brytyjskim panowaniu).

Walutą kraju jest rupia maurytyjska (MUR). Na miejscu można bez problemu wymienić na nią dolary amerykańskie i euro czy inne najpopularniejsze na świecie waluty. Karty płatnicze są akceptowane w hotelach, dużych sklepach i restauracjach. W większości miast i miejscowości turystycznych znajdują się bankomaty. 

Mieszkańcy Mauritiusu to ludzie bardzo gościnni. Często oferują poczęstunek przyjezdnym. Wyspa jest niezmiernie zróżnicowana pod względem kulturowym i religijnym, dlatego spotkamy się na niej z rozmaitymi zwyczajami i zachowaniami. Choć mieszkańcy na pierwszy rzut oka wydają się preferować zachodni styl życia, w rzeczywistości są bardziej konserwatywni. Dlatego jeśli np. wybieramy się do miejsc kultu religijnego, powinniśmy zadbać o odpowiedni strój, nieodkrywający zbyt dużo ciała (kobietom przyda się chusta lub szal na głowę). Na plażach publicznych nie należy opalać się nago i topless.

Mauritius jako cel wyjazdów wypoczynkowych cieszy się popularnością przede wszystkim wśród obywateli krajów Unii Europejskiej, Republiki Południowej Afryki czy Rosji. W związku z tym wybrzeże wyspy jest wypełnione luksusowymi enklawami hotelowymi. Jeśli akurat zatrzymamy się w jakimś urokliwym hotelu butikowym lub wynajętej willi, a chcielibyśmy skorzystać z jednych z piękniejszych plaż, powinniśmy sprawdzić, gdzie znajdują się większe obiekty o wysokim standardzie. Na Mauritiusie najlepsze plaże należą zazwyczaj do ekskluzywnych kompleksów hotelowych. Są upiększone dosypanym piaskiem i zasadzonymi palmami, bo te przywieźli ze sobą biali kolonizatorzy, aby stworzyć tu dla siebie raj. Często, żeby wejść na teren 5-gwiazdkowego hotelu, trzeba po prostu uiścić niewielką opłatę. Na plaże publiczne warto zabrać ze sobą specjalne buty do pływania. Brzeg oceanu bywa pokryty małymi kamieniami. 

 

TYDZIEŃ NA WYSPIE

Jeśli udajemy się na Mauritius na pobyt w formule all inclusive lub zorganizowane zwiedzanie, nie musimy sobie specjalnie zaprzątać głowy planowaniem wyjazdu. Jeżeli jednak zamierzamy poznawać wyspę na własną rękę, mamy się nad czym zastanowić. Oto moja propozycja, jak spędzić tutaj tygodniowy urlop.

Pierwszy dzień po długim locie z Europy najlepiej przeznaczyć na relaksowanie się na plaży lub nurkowanie w pięknym Oceanie Indyjskim. Dzięki temu odpoczniemy nieco po trudach podróży. Wieczorem polecam odwiedzić lokalne knajpki i spróbować dań pysznej maurytyjskiej kuchni i wyśmienitego lokalnego rumu. 

Drugiego dnia warto wybrać się na zwiedzanie południowej części wyspy. Na początek należy udać się pod wspomnianą wcześniej bazaltową górę Le Morne Brabant, której kulturowy krajobraz (Le Morne Cultural Landscape) został wpisany w 2008 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Kolejnym punktem wycieczki powinny być malownicze wzgórza Chamarel. Lunch najlepiej zjeść w jednej z pobliskich restauracji. Potem można jeszcze odwiedzić utworzony w 1994 r. Park Narodowy Wąwozów Rzeki Czarnej (Black River Gorges National Park), a wyprawę zakończyć podziwianiem zachodu słońca z panoramicznej restauracji „Le Chamarel”, z której roztaczają się niesamowite widoki.

Osoby lubiące różnego rodzaju aktywności mogą trzeci dzień spędzić na grze w golfa, wędkowaniu na otwartych wodach, trekkingu lub przejażdżkach rowerem (górskim czy szosowym). Dużym zainteresowaniem cieszą się także rejsy wokół wyspy lub pływanie z delfinami. Na południowo-zachodnim wybrzeżu Mauritiusu panują znakomite warunki do uprawiania surfingu. 

Czwartego dnia można wybrać się na wycieczkę do miasta, chociażby stolicy kraju. Po spacerze po kolonialnym centrum Port Louis proponuję wstąpić na lunch na otworzony w 1812 r. tor wyścigów konnych Champ de Mars (najstarszy na półkuli południowej i jeden z najstarszych na świecie) lub posilić się przysmakami z ulicznych stoisk. Pamiątki z Mauritiusu zakupimy np. na Caudan Waterfront. 

Na dzień piąty warto zaplanować zwiedzanie północy wyspy, przede wszystkim rozległego Ogrodu Botanicznego Sir Seewoosagura Ramgoolama (Sir Seewoosagur Ramgoolam Botanic Garden) w Pamplemousses, który jest jednym z najznakomitszych na świecie. Obiad można zjeść w Grand Baie, głównej miejscowości turystycznej Mauritiusu. Potem polecam udać się na przemierzanie dzikiej północy, szczególnie okolic miasteczka Grand Gaube. 

Ostatnie dwa dni, szósty i siódmy, najlepiej przeznaczyć na odwiedzenie różnych parków, jak chociażby wspomnianego już Parku Przyrodniczego La Vanille, gdzie żyją liczne żółwie olbrzymie i ponad 100 krokodyli nilowych. Poza tym warto też skorzystać z uroków najpiękniejszych plaż świata. To dobry moment, aby ogrzać się promieniami ciepłego słońca przed powrotem do Europy.

***

Wielu uważa, że ​​amerykański pisarz Mark Twain (1835–1910) opisał Mauritius jako raj na ziemi po swojej wizycie w 1896 r. W wydanej rok później ponad 700-stronicowej książce Following the Equator zawarł takie zdanie: This is the only country in the world where the stranger is not asked “How do you like this place?” (To jedyny kraj na świecie, w którym nieznajomemu nie zadaje się pytania: „Jak podoba ci się to miejsce?”.). Za każdym razem, gdy spoglądałem na innych ludzi, którzy przybyli do tego magicznego zakątka Afryki, odnosiłem wrażenie, że bardzo im się tutaj podoba. Wracające stąd osoby same zresztą to przyznają. Wielu naszych rodaków postanowiło nawet zostać na Mauritiusie na stałe. Miałem ich przyjemność spotkać, kiedy odwiedziliśmy ten kraj z moją przyszłą żoną, aby na czarującej plaży na romantycznej wysepce Bénitiers powiedzieć sobie sakramentalne tak

 

 

 

Artykuły wybrane losowo

Meksyk i trzeci ocean

MAGDALENA LASOCKA

<< Jeśli lubicie przygody i nowe doznania, na pewno nie będziecie zawiedzeni podróżą do Meksyku. Zwłaszcza jeżeli tak jak ja kochacie wodę i sporty wodne. W tym kraju czas płynie wolniej, zmysły odbierają więcej, słońce świeci jaśniej, a ludzie uśmiechają się radośniej. Jedyne ryzyko jest takie, że zakochacie się w tym miejscu od pierwszego wejrzenia i zapragniecie pozostać w nim na zawsze. >>

Więcej…

Macedonia – nieodkryte Bałkany

 

Kinga Nowotniak

www.odkrywamyinterior.pl

 

 W porównaniu ze swoimi bałkańskimi sąsiadami Macedonia jest w Polsce stosunkowo mało popularna. Uchodzi raczej za kraj tranzytowy w drodze do Grecji. Polacy ignorują ją jednak bardzo niesłusznie, bo znajduje się tu znacznie więcej niż tylko ładne górskie widoki, jakie rozpościerają się z autostrady wiodącej do przejścia granicznego.

 

Choć może to się wydać zaskakujące, do Macedonii całkiem łatwo dotrzeć z Polski samochodem (odległość z Warszawy do Skopje wynosi ponad 1500 km). Praktycznie całą drogę pokonamy autostradami, co znacznie skraca czas podróży i czyni ją dużo wygodniejszą. Już na miejscu z pewnością docenimy wybór tego właśnie środka lokomocji. Dzięki własnemu autu dojedziemy do najbardziej nawet oddalonych rejonów. Jest to o tyle istotne, że główną atrakcją Macedonii są małe miasteczka i wsie oraz nie naznaczona ludzką obecnością przyroda. Niestety, jeśli nie będziemy się poruszać po kraju samochodem, zwiedzanie okaże się nieco trudniejsze. O ile do większych miast dostaniemy się autobusami, o tyle w przypadku niewielkich miejscowości musimy korzystać z taksówek (a i tymi nie wszędzie dotrzemy).

 

Osobom, które zdecydują się na podróż samolotem, pozostaje wypożyczenie auta na miejscu. Jeżeli chcemy zobaczyć jak najwięcej, to na pewno warto je wynająć. Do macedońskiej stolicy Skopje nie ma na razie bezpośrednich połączeń lotniczych z Polski. Zarówno tradycyjni przewoźnicy, jak i ci niskobudżetowi oferują loty z przesiadkami. Zdarzają się jednak nawet takie super promocje, w ramach których dolecimy na skopijskie lotnisko już za ok. 200–300 zł. Możemy też dotrzeć bezpośrednio do Belgradu, stolicy Serbii, i w nim wypożyczyć samochód na wyprawę do Macedonii. Oczywiście, zostaje nam jeszcze wycieczka autobusem. Poza tym z naszego kraju samoloty kursują bezpośrednio do Sofii w Bułgarii. Stąd autobusem lub autem również przekroczymy macedońską granicę. Niestety, ze względu na drogi podróż nie będzie tak wygodna jak z Belgradu, z którego do Skopje prowadzi całkiem przyzwoita autostrada.

 

Miasto pomników

 

Niezależnie od wybranego środka transportu, zwiedzanie warto zacząć od macedońskiej stolicy. Często zwycięża ona w rankingach na najbrzydsze i najmniej ciekawe miasto stołeczne na świecie. Jednak mimo wielu negatywnych opinii Skopje ma swój osobliwy urok, na który składają się m.in. tysiące pomników w zasięgu wzroku. To zdecydowanie niedoceniane miejsce.

 

Nagromadzenie rozmaitych monumentów jest efektem projektu Skopje 2014, na realizację którego wydano ponoć ponad 500 mln euro (!). Najwięcej pieniędzy przeznaczono na posągi większości macedońskich postaci historycznych. Projekt miał na celu zmodernizowanie miasta i nadanie mu nowego wyglądu, który przyciągnąłby turystów. W lipcu 1963 r. aż ok. 80 proc. zabudowy stolicy Macedonii zostało zniszczone przez potężne trzęsienie ziemi. Skopje trzeba było zaprojektować praktycznie od nowa. O 40 latach borykania się ze skutkami tego tragicznego wydarzenia przypomina pomnik wystawiony w centrum, w pobliżu Muzeum Miasta Skopje. Ten monument architektonicznie jeszcze się broni, ale nie można już tego powiedzieć np. o rzeźbach innych naturalistycznie przedstawionych postaci. Twarze bohaterów macedońskich patrzą na turystów i mieszkańców z każdego budynku rządowego i z kilku mostów przewieszonych nad rzeką Wardar. Spacer po stolicy to odkrywanie coraz to nowych pomników porozrzucanych po całym mieście. Warto je zobaczyć ze zwykłej ciekawości, bo same w sobie nie przedstawiają raczej zbyt dużej wartości artystycznej.

 

Po zwiedzaniu współczesnej części Skopje najlepiej wyruszyć na poszukiwania atmosfery dawnych czasów. Znajdziemy ją w rejonie noszącym nazwę Stary Bazar (Stara čaršija), gdzie łatwo zgubić się wśród wąskich uliczek, wzdłuż których ciągną się sklepy z antykami i małe manufaktury macedońskich rzemieślników. Z witryn spoglądają na turystów manekiny ubrane w cekinowe suknie balowe zaprojektowane według lokalnych kanonów mody, ale również wspaniałe dzieła tutejszych jubilerów. Ich umiejętności w wytwarzaniu srebrnej biżuterii budzą zachwyt, ceny są jednak adekwatne do wysokiej jakości wyrobów. Stary Bazar to także najlepsze miejsce na spróbowanie narodowej potrawy Macedonii – tawcze grawcze. Ta zapieczona w glinianej miseczce fasola z cebulą i czerwoną papryką w intensywnie pomidorowym sosie serwowana z dodatkiem mięsa przypomina trochę fasolkę po bretońsku. W wersji macedońskiej, zgodnie ze starym zwyczajem, zapiekana jest w piecach w naczyniach z pewnością zakupionych u tutejszych handlarzy. Wszystkie miski mają prawdopodobnie swoje dzieje, a jedli z nich zarówno turyści, jak i miejscowi Bośniacy, Turcy, Serbowie, Romowie i Albańczycy, którzy mieszkają w okolicznych niskich domkach stojących wzdłuż wąskich uliczek. Tawcze grawcze warto zagryźć świeżym chlebem i popić białym winem Smederevka z regionu winiarskiego Tikveš.

 

Latem temperatury w Macedonii bywają wysokie, dlatego dla ochłody można wybrać się do kanionu Matka (po macedońsku Łono), położonego nie tak daleko od stolicy. Znajduje się w nim jezioro o tej samej nazwie. Tak naprawdę jest sztucznym zbiornikiem, powstałym po wybudowaniu w 1937 r. zapory na rzece Treska. Z jednej strony kanionu wznoszą się wysokie zbocza góry Wodno (1066 m n.p.m.), a z drugiej – strome ściany masywu Osoj (Kowaczica). Wzdłuż jeziora prowadzi wykuta w skałach ścieżka, którą dochodzi się aż do zapory. Oprócz tego można tu wsiąść w romantyczną łódkę i popłynąć do jednej z najgłębszych jaskiń w Europie – Wrelo (Vrelo). Do kanionu dostaniemy się zarówno autobusem miejskim, jak i… na dwóch kółkach! Z wynajęciem tego ostatniego środka transportu nie powinno być problemu, bo w Skopje funkcjonuje miejski system wypożyczania rowerów z dość symbolicznymi opłatami. Trasa nad jezioro Matka jest bezpieczna, a kierowcy samochodów, inaczej niż w sąsiednich krajach bałkańskich, są tutaj przyzwyczajeni do rowerzystów.

 

Warto też wybrać się na pieszą wycieczkę na wspomnianą już górę Wodno, która znajduje się zaraz obok południowo-zachodniej granicy stolicy i stanowi naturalną barierę oddzielającą ją od akwenu w kanionie. Ze szczytu rozpościera się wspaniała panorama miasta i okolicy. Stoi na nim również ogromny Krzyż Milenijny (66 m), wyższy od słynnej figury Chrystusa Odkupiciela z Rio de Janeiro w Brazylii i podobnego pomnika z polskiego Świebodzina. Ma on upamiętniać 2000 lat rozwoju chrześcijaństwa w Macedonii i na świecie oraz symbolizować wejście w nowe tysiąclecie. Albańczycy, którzy są znaczną grupą wśród obywateli republiki (ponad 25 proc. całej populacji), uważają jednak, że monumentalna konstrukcja jest znakiem niechęci prawosławnej społeczności południowosłowiańskiej (stanowiącej w kraju większość) do muzułmańskiej mniejszości pochodzenia albańskiego. Ten pogląd nie wydaje się bezpodstawny, bo krzyż postawiono w 2002 r., tuż po zakończeniu konfliktu zbrojnego w Tetowie.

 

Charakterystyczny obiekt na szczycie góry pełni poza tym bardzo praktyczną funkcję. Uchodzi za najlepszy drogowskaz podczas spacerów po Skopje i wręcz uniemożliwia zgubienie się w mieście. Nocą podświetlony krzyż błyszczy na niebie niczym gwiazda i jest z daleka widoczny z autostrady, dzięki czemu służy jako punkt orientacyjny. Ze względu na tę rolę przypomina latarnię morską, ale umieszczoną w głębi lądu. Z samym wzniesieniem wiąże się pewna ciekawostka. Podobno jego rejon jeszcze niedawno był powszechnie znany jako popularne miejsce dla par umawiających się na seks w samochodzie. Lokalne władze wprowadziły kilka lat temu nawet specjalny zakaz takich aktywności w tej okolicy, za którego złamanie grozi kara pieniężna do 1500 euro. Zwyczaj przyjął się na tyle mocno, że zwrot byliśmy na Wodnie w niektórych sytuacjach interpretowano jako przyznanie się dwójki osób do kontaktów seksualnych.

 

Niezbyt wysoka góra nie robi wrażenia na amatorach trekkingu. Wielki krzyż zdaje się być na wyciągnięcie ręki. Wiedzie tu asfaltowa droga, którą można pokonać samochodem lub nawet autobusem miejskim (dwupoziomowym!). Następnie z parkingu na szczyt idzie się już pieszo wyznaczonym szlakiem lub wjeżdża nowoczesną koleją gondolową z 2010 r. W trakcie wędrówki mija się zazwyczaj wielu Macedończyków, którzy bardzo lubią spędzać weekendy aktywnie. Ustawione przy samym krzyżu stoliki oblegają z reguły liczne grupy ludzi. Piknik możemy zorganizować nawet na małych drewnianych tarasach widokowych przyklejonych do zboczy. Na szczycie znajduje się także wiele restauracji, w których warto zamówić mocno gazowaną wodę Pelisterkę w dużej szklanej butelce, dokładnie takiej, jakich używano w latach 80. XX w. w Polsce. Z pewnością znakomicie zaspokoi ona nasze pragnienie, szczególnie po letniej wspinaczce na tę niepozorną górę, gdy temperatura powietrza sięga 30°C.

 

Noworoczne fajerwerki nad placem Macedonia w centrum stolicy kraju

37 - Ploshtad Makedonija - Zoran Sekerov

© AGENCY FOR PROMOTION AND SUPPORT OF TOURISM OF REPUBLIC OF MACEDONIA

 

Górskie krajobrazy

 

Kiedy obejrzymy już wszystkie największe atrakcje stolicy, powinniśmy odpowiedzieć sobie na pytanie, co tak naprawdę lubimy. Jeśli wolimy spędzać czas nad wodą, czekają na nas przepiękne macedońskie jeziora, np. Jezioro Ochrydzkie (358,2 km² powierzchni) lub Prespa (276,2 km²), nad którymi odpoczniemy w cichych, zapomnianych wioskach. Jeżeli jesteśmy aktywni, a górskie wędrówki nie są nam obce, zapewne spodoba nam się zdobywanie malowniczych szczytów.

 

Wielbicielom gór Macedonia ma niezmiernie wiele do zaoferowania. Co najważniejsze, tutejsze szlaki nie należą do ciężkich i niebezpiecznych. Wyprawy trekkingowe po dobrze oznaczonych trasach wymagają raczej odrobiny lepszej kondycji. Najbliżej Skopje (ok. 50 km) leży ośrodek Popowa Szapka (Popova Sapka – 1780 m n.p.m.), w okolicy którego zimą pojeździmy na nartach na stokach pasma Szar Płanina (Szarska Płanina). Latem natomiast stanowi on doskonałą bazę wypadową na najwyższy miejscowy szczyt, czyli Titow Wrw (2747 m n.p.m.). Podczas wędrówek trzeba jednak uważać na psy pasterskie, często osobniki rasy sarplaninac (szarplaninac), które od wiosny do jesieni przebywają na halach, gdzie pilnują owiec. Niestety, nie zawsze można liczyć na szybką interwencję pasterza. Dlatego w macedońskich górach (nie dotyczy to wszystkich masywów górskich) trzeba być przygotowanym na takie spotkanie i wiedzieć, jak reagować. Przede wszystkim najbezpieczniej chodzić w większej grupie, wtedy czworonożni strażnicy stad nie powinni nas niepokoić. Jeżeli jednak wybieramy się sami lub we dwójkę, warto wziąć ze sobą kije trekkingowe (albo inne) i kilka niedużych kamieni. Psy pasterskie często uciekają, gdy tylko widzą gest zamachnięcia się, więc w razie potrzeby wystarczy jedynie udawać rzucanie.

 

Niedaleko Skopje (ok. 95 km) znajduje się kolejny urokliwy górski kurort, szczególnie popularny zimą, a mianowicie Mawrowo (Mavrovo – 1230 m n.p.m.). Ze względu na piękną okolicę i sztuczne jezioro warto przyjechać tu o każdej porze roku. Jedną z atrakcji tego niezmiernie malowniczego zakątka jest Kościół św. Mikołaja z 1850 r., który przy wysokim stanie wody wygląda, jakby unosił się na powierzchni zbiornika. Latem i jesienią udaje się nawet dojść pod świątynię suchą stopą, ponieważ tafla obniża się na tyle, że brzeg przesuwa się w głąb jeziora.

 

Malowniczy rejs przez wypełniony szmaragdową wodą kanion Matka

46 - Kanjon Matka

© AGENCY FOR PROMOTION AND SUPPORT OF TOURISM OF REPUBLIC OF MACEDONIA

 

Nad błękitnymi wodami

 

Zarówno wielbicielom pocztówkowych akwenów, jak i osobom niezdecydowanym, co chciałyby robić w Macedonii, z pewnością spodobają się wspomniane jeziora Ochrydzkie i Prespa. Oddziela je od siebie Park Narodowy Galiczica (Galicica – ok. 250 km² powierzchni), przez który można przejechać samochodem. Trasę między oboma zbiornikami pokonamy w mniej więcej godzinę, a przy okazji będziemy podziwiać wspaniałe widoki, jakie rozpościerają się z przełęczy Livada (1568 m n.p.m.). Z tego ostatniego miejsca wyruszymy także na Magaro, najwyższy szczyt w parku (2254 m n.p.m.). Przy dobrej pogodzie da się z niego dostrzec oba akweny.

 

Znajdujące się nad Jeziorem Ochrydzkim miasto Ochryda (695–740 m n.p.m.) to perełka Macedonii i jedna z najstarszych osad ludzkich w Europie. W większości została zbudowana między VII i XIX w. Wznosi się tutaj pierwszy w dziejach słowiański klasztor (poświęcony św. Pantaleonowi), który powstał ponoć już w 863 r. Miasto słynie z tego, że miało niegdyś aż 365 kościołów, po jednym na każdy dzień roku. Dlatego też bywa nazywane „Jerozolimą Bałkanów”. Wielkie walory przyrodnicze i kulturalne regionu Ochrydy doceniła organizacja UNESCO, która umieściła go na swojej prestiżowej Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości. Na pewno spotkamy tu mnóstwo turystów. Nie ma się zresztą czemu dziwić. Zabytkowe miasto jest przepięknie położone, a spacer po jego wąskich, kamiennych uliczkach stanowi wyjątkową przyjemność. W sezonie i w weekendy Ochryda tętni życiem. Restauracje są wypełnione, nad wodą zbierają się prawdziwe tłumy. Niestety, nie znajdziemy tutaj piaszczystych plaż, a jedynie wąskie pasy kamieni, kilka pomostów w centrum i trawnik obok nich. Dlatego na plażowanie i kąpiel lepiej wybrać się do jednego z miasteczek leżących przy trasie wiodącej wzdłuż jeziora w kierunku granicy z Albanią. Warto również wynająć domek stojący tuż przy kamienistym brzegu, gdzie nikt nie będzie nam przeszkadzał. Odpoczniemy w nim w ciszy i spokoju. W pobliskiej restauracji natomiast zjemy świeżą rybę prosto z Jeziora Ochrydzkiego.

 

Kiedy znudzi nam się opalanie, możemy odwiedzić założony w 905 r. Monastyr św. Nauma, który znajduje się niedaleko albańskiej granicy. Dotrzemy do niego zarówno samochodem, jak i statkiem turystycznym, odpływającym z Ochrydy. Wokół tutejszego malowniczo położonego klasztoru przechadzają się pawie. Są dosłownie wszędzie i trzeba uważać, aby się z nimi nie zderzyć, ponieważ lubią wlatywać na dach monastyru i okolicznych budynków. Oprócz tego powinniśmy także spróbować smacznych dań podawanych w miejscowych restauracjach.

 

Równie piękne, ale dużo mniej popularne, jest jezioro Prespa, znajdujące się po drugiej stronie Parku Narodowego Galiczica, u zbiegu granic Macedonii, Grecji i Albanii. Poza sezonem czasem na tutejszych plażach nie ma nikogo. Jedynie w gęstych zaroślach przy brzegu, w wykarczowanych przecinkach lokalni rybacy zostawiają swoje łodzie. Nad tym niezmiernie urokliwym zbiornikiem żyją pelikany, kormorany i czaple. Najlepiej zatrzymać się w jednej z malowniczych wiosek leżących trochę wyżej, w górach, tuż przy granicy Parku Narodowego Pelister (171,5 km² powierzchni). W miejscowościach takich jak Brajčino (ok. 1000 m n.p.m.) i Ljubojno (mniej więcej 900 m n.p.m.) można odciąć się od otaczającego świata i doświadczyć prawdziwej macedońskiej gościnności. Znajduje się w nich kilka kameralnych pensjonatów, są też pokoje do wynajęcia. Taki wypoczynek urozmaica wyśmienita domowa kuchnia. Sałatka szopska i dania z grillowanego mięsa nigdzie nie smakują tak świetnie jak u miejscowych gospodarzy.

 

Na wschód od brzegów jeziora Prespa i dalej aż na terytorium północnej Grecji rozciąga się pasmo górskie Baba. Charakterystycznym elementem tutejszego krajobrazu są gołoborza. Stoki jedynie gdzieniegdzie porasta las iglasty, m.in. z endemiczną bałkańską sosną rumelijską, nazywaną sosną macedońską. Najwyższym szczytem jest Pelister (2601 m n.p.m.). Przy sprzyjających warunkach atmosferycznych łatwo go zdobyć, ale nawet lekkie oblodzenie uniemożliwia osiągnięcie celu, choć wierzchołek widać ze szlaku jak na dłoni. Pokonanie niektórych tras zajmuje nawet 13 godz. i wymaga przejścia po śliskich kamieniach. W okolicy samego szczytu leżą dwa małe górskie akweny zwane Pelisterski Oczi: Wielkie Jezioro (Golemo Ezero, 2218 m n.p.m.) i Małe Jezioro (Маlo Ezеrо, 2180 m n.p.m.). Wyprawę do nich najlepiej rozpocząć spod wyciągu narciarskiego w miejscowości Niżepołe (Nižepole), położonej niedaleko zabytkowej Bitoli – drugiego co do wielkości miasta w Macedonii (ponad 75 tys. mieszkańców). Według informacji na drogowskazach z tego punktu czeka nas jedynie 4 godz. marszu na odcinku 9 km. Szlak biegnie początkowo drogą gruntową, a później wchodzi w las i zygzakami wiedzie ostro w górę.

 

W tektonicznym jeziorze Prespa występuje aż 9 endemicznych gatunków ryb

41 - Prespansko ezero - nace popov

© AGENCY FOR PROMOTION AND SUPPORT OF TOURISM OF REPUBLIC OF MACEDONIA

 

Wyprawy winne

 

Oprócz wspaniałych jezior i majestatycznych gór oraz niezwykłej gościnności swoich mieszkańców Macedonia słynie również z doskonałego wina. Najbardziej znane krajowe winnice – Tikveš (jej historia sięga 1885 r.) i Popova Kula – leżą na południu. Do obu można wybrać się w odwiedziny, aby skosztować produkowanych przez nie szlachetnych trunków i specjalnie dobranych do nich przekąsek. Wśród nich są najlepsze macedońskie sery i wędliny. Osoby z większym apetytem nasycą głód tradycyjnymi daniami regionu. Warto wiedzieć, że jedynie w winnicy Popova Kula działa komfortowy hotel, w którym na gości czekają 33 pokoje. Jeżeli na degustację przyjedziemy samochodem i nie zapewnimy sobie transportu powrotnego, lepiej skorzystajmy z możliwości noclegu. Tutejsze wina smakują wyśmienicie i trudno poprzestać tylko na jednym kieliszku. Budynek hotelowy stoi na wzgórzu wśród winorośli, a z jego okien rozpościera się przepiękny widok na położone w dole zabytkowe miasteczko Demir Kapija. Na miejscu wypożyczymy także rowery lub weźmiemy udział w zorganizowanym spływie kajakowym po rzece Wardar.

 

Warto wspomnieć, że Macedończycy, podobnie jak mieszkańcy Bałkanów w ogóle, uwielbiają biesiadować. W trakcie spotkań przy wspólnym stole chętnie rozmawiają i śpiewają. Co najważniejsze w obecnych czasach, rzadko zerkają wtedy na telefon, a skupiają się raczej na swoim towarzystwie. Wizyta w restauracji lub kafanie (po macedońsku kafeanie), czyli rodzaju karczmy w krajach byłej Jugosławii, ma też bardziej oczywiste zalety. Macedońskie potrawy są wyjątkowo smaczne, a Polacy nie od dziś przecież cenią sobie bałkańską kuchnię. Dodatkowo ceny dań bywają niezmiernie atrakcyjne dla turysty. W knajpkach podaje się również wyśmienitej jakości regionalne wina, za które zapłacimy już od 20 zł za butelkę.  

  

Niezależnie od tego, czy zdecydujemy się na wycieczki górskie, sielski odpoczynek nad jeziorami, czy odkrywanie zapomnianych miasteczek, Macedonia na długo pozostanie w naszej pamięci. To niewątpliwie zasługa niezwykle gościnnych Macedończyków, tutejszego wspaniałego jedzenia i jeszcze lepszych trunków. A jeśli będziemy chcieli przypomnieć sobie podróż w te malownicze strony, wystarczy, że wyjmiemy przywieziony ze sobą słoik z pyszną pastą warzywną ajwar i butelkę macedońskiego wina, a ich wyborny smak jak za skinieniem magicznej różdżki wyczaruje w naszym domu cudowną atmosferę tego naprawdę wyjątkowego bałkańskiego kraju.

 

Dania ze świeżych ryb podawane nad jeziorem Dojran na granicy z Grecją

14 - Hrana riba Dojran

© AGENCY FOR PROMOTION AND SUPPORT OF TOURISM OF REPUBLIC OF MACEDONIA

 

Droga do tajskiego raju

DAWID ZASTROŻNY


Ulotka na lotnisku, przewodnik w plecaku, film na ekranie pokładowego monitora: zanim nasze stopy dotkną tajskiej ziemi, sądzimy, że wiemy, czego się spodziewać. Znamy już uśmiech Leżącego Buddy ze świątyni Wat Pho, naszą wyobraźnię rozpala złoto Wielkiego Pałacu Królewskiego w Bangkoku. Nowoczesny terminal lotniska w stolicy Tajlandii jest przyjaźnie rozplanowany i wiemy dokąd iść. Nie jesteśmy tylko przygotowani na to, co czeka na nas na zewnątrz.

Bangkok pędzi, a pierwsze spotkanie z nim jest niczym czołowe zderzenie. Tajska metropolia domaga się uwagi powodzią neonów, których znaczenia nie pojmujemy. Wszystko, co na pierwszy rzut oka wydaje się znajome, wcale takie nie jest. Warto więc zostać tu kilka dni, żeby się oswoić i bez pośpiechu chłonąć energię tego ogromnego miasta.

Więcej…