KAROLINA SYPNIEWSKA
www.karolinasypniewska.pl


<< „No worries, mate” (z ang. „nie ma sprawy, stary”) powtarzają ciągle Australijczycy z uśmiechem na twarzy. Ten popularny zwrot pokazuje ich beztroskie podejście do przeciwności losu. W Australii każdy jest „mate” – kolegą, kumplem, dobrym znajomym. Z drugiej strony ten kontynent wydaje się bardzo niebezpiecznym miejscem dla człowieka. Czyhają tu na niego rekiny, włochate pająki i najbardziej jadowite na świecie węże. Czy jednak naprawdę powinniśmy się bać? Nie dowiemy się, jeśli nie zaryzykujemy. Zapraszam do niezmiernie interesującej krainy kangurów! >>

W II w. n.e. na mapie Ptolemeusza, greckiego astronoma, matematyka i geografa, pojawił się tajemniczy ląd, którego istnienie uczony założył na podstawie teorii mówiącej, że północny region świata musi równoważyć na południu jakaś ziemia. Zaczęto określać go mianem Terra Australis bądź Terra Australis Incognita (z łac. Ziemia Południowa, Nieznana Ziemia Południowa). To właśnie od tego wyrażenia wywodzi się nazwa najmniejszego na naszej planecie kontynentu (8,6 mln km² powierzchni) oraz 6. pod względem wielkości państwa na świecie (zaraz po Rosji, Kanadzie, Chinach, USA i Brazylii), które na nim leży. W kraju tym żyje prawie 24 mln ludzi, z czego 85 proc. mieszka w odległości 50 km od wybrzeża. Suchy i nieprzyjazny interior zasiedla rdzenna ludność tych stron – wyjątkowo wytrzymali Aborygeni.


Zanim Australię opanowali Europejczycy, do jej brzegów prawdopodobnie już ok. 50 tys. lat temu przypłynęły ludy z Azji Południowo-Wschodniej. Prowadziły one koczowniczy tryb życia, jednak konkretne klany związane były z danym regionem oraz posługiwały się własnym językiem lub dialektem. Liczebność Aborygenów znacznie spadła po przybyciu osadników z Europy, a dopiero od połowy XX w. powoli rozpoczęto przyznawać im prawa przysługujące innym obywatelom. Dziś ich populację szacuje się na ok. 670 tys. ludzi, czyli niecałe 3 proc. wszystkich mieszkańców kraju. Spotkamy ich nie tylko w rezerwatach, ale również (choć rzadko) w australijskich miastach i miasteczkach. Co ciekawe, wszyscy Aborygeni – zarówno ci pochodzący z terenów pustynnych, lasów deszczowych, jak i ci żyjący na wybrzeżu czy w cieniu ośnieżonych szczytów górskich – wierzą w istnienie tzw. Czasu Snu, czyli rodzaju miejsca lub epoki sprzed stworzenia świata. Według aborygeńskiej mitologii nadal można się tam dostać lub porozumieć z przebywającymi w nim duchami.

MIEJSCE ZESŁANIA
Odkrywcy z Europy docierali na antypody już od XVII w., ale żadna z ekspedycji nie zatrzymywała się tu na dłużej. Dopiero w 1770 r. angielski żeglarz kapitan James Cook (1728–1779) dopłynął do wschodniego wybrzeża kontynentu, nazwał okoliczne tereny Nową Południową Walią i włączył do Królestwa Wielkiej Brytanii. Na nowym lądzie Brytyjczycy utworzyli kolonię karną. Tzw. Pierwsza Flota (ang. First Fleet), która ostatecznie zacumowała w zatoce Port Jackson (znanej też jako Sydney Harbour), liczyła 11 statków z ok. 1400 osobami na pokładzie, z czego połowę stanowili więźniowie. 26 stycznia 1788 r. pasażerowie wyszli na brzeg Sydney Cove, gdzie zbudowali pierwszą osadę – obecnie niemal 5-milionowe Sydney. Tak rozpoczęła się brytyjska kolonizacja.

AUSTRALIA DAY
Dziś Australijczycy 26 stycznia obchodzą swoje święto narodowe i wspominają powstanie Związku Australijskiego. W tym czasie na pięciu wyznaczonych plażach w pięciu stanach (Australia Południowa, Australia Zachodnia, Nowa Południowa Walia, Wiktoria i Queensland) odbywa się Thong Challenge, czyli Wyzwanie Klapków – chyba najpopularniejszego obuwia w Australii.

FOT. KAROLINA SYPNIEWSKA/WWW.KAROLINASYPNIEWSKA.PL

Australijczycy biorący udział w Thong Challenge 26 stycznia

 

Wygrywa ten region administracyjny, na którego terenie zostanie pobity rekord w liczbie osób pływających na wielkich dmuchanych materacach w kształcie japonek. Brzmi to komicznie, ale widok setek ludzi unoszących się na wodzie w dużych grupach przywodzi na myśl ofiary katastrofy statku. Na szczęście to tylko pozory – na plaży trwa impreza przy dźwiękach muzyki i wszyscy świetnie się bawią.

GIGANTYCZNE ODLEGŁOŚCI
W Australii zaskakuje zupełnie inna niż europejska skala odległości między danymi punktami na mapie. Lot z Sydney do Perth, czyli ze wschodniego wybrzeża na zachodnie (ponad 4 tys. km), trwa mniej więcej 5 godz., z Brisbane do Melbourne (prawie 1700 km) – 2,5 godz. Sami Australijczycy potrafią przejechać 100 km tylko na krótką wizytę u znajomych. W trakcie poruszania po tym kraju musimy pamiętać, że obowiązuje w nim ruch lewostronny, o czym przypominają nam znaki drogowe, m.in. na popularnej wśród przyjezdnych Great Ocean Road niedaleko Melbourne. Wzdłuż tej malowniczej drogi ciągnącej się nad oceanem zobaczymy wiele niezwykłych formacji skalnych, np. Dwunastu Apostołów, Wąwóz Loch Ard czy Łuk Londyński.

FOT. KAROLINA SYPNIEWSKA/WWW.KAROLINASYPNIEWSKA.PL

Piękne krajobrazy w rejonie miasta Albany w Australii Zachodniej

Każda część Australii zresztą ma mnóstwo do zaoferowania. Wśród 6 australijskich stanów, 2 terytoriów federalnych i jednego stołecznego największym i jednocześnie najmniej zaludnionym obszarem jest Australia Zachodnia (Western Australia). Jej powierzchnia wynosi ponad 2,5 mln km², na których żyje zaledwie 2,5 mln osób. Jest to kraina złota i rajskich plaż, najlepszych miejsc do uprawiania surfingu, najwyższych drzew, największej liczby wielorybów i najsmaczniejszych ostryg. Tak przynajmniej twierdzą jej mieszkańcy. Funkcję stolicy Australii Zachodniej pełni największe jej miasto – niemal 2-milionowe Perth. Im dalej od niego, tym okolica wygląda na spokojniejszą, wręcz bezludną, i tym częściej można spotkać w niej dzikie kangury. Na trasie natkniemy się również na tzw. road trains (z ang. „pociągi drogowe”) – sznury kilku złączonych ze sobą przyczep ciągniętych przez jeden ciągnik siodłowy, mierzące nierzadko nawet 50 m długości i ważące do 200 t. To idealny środek transportu długodystansowego, szczególnie na nizinie Nullarbor (Nullarbor Plain). Wiedzie przez nią autostrada Eyre Highway z najdłuższym prostym odcinkiem drogi w Australii – przez ok. 150 km nie trafia się na niej żaden zakręt.

AUSTRALIJSKIE BEZDROŻA
Tysiące kilometrów bezludnych autostrad, suche tereny, pustynia i niesamowite formacje skalne – taki jest dziki australijski Outback, położony daleko od cywilizacji. Nocą niebo nad nim rozświetlają miliony gwiazd. Symbol Australii stanowi święta dla Aborygenów skała Uluru (Ayers Rock), która wznosi się ok. 400 km na południowy zachód od 30-tysięcznego Alice Springs. To jeden z największych monolitów na świecie (palmę pierwszeństwa dzierży Góra Augustus w Australii Zachodniej), mierzy prawie 350 m wysokości, a naukowcy twierdzą, że w ponad połowie znajduje się jeszcze pod ziemią. Cały obszar Parku Narodowego Uluru-Kata Tjuta (Uluru-Kata Tjuta National Park) należy do aborygeńskich ludów Pitjantjatjara i Yankunytjatjara.

FOT. KAROLINA SYPNIEWSKA/WWW.KAROLINASYPNIEWSKA.PL

Uluru (Ayers Rock), święta skała Aborygenów, ma obwód 9,4 km

 

Krajobrazy rozciągające się z licznych szlaków dookoła Ayers Rock oraz innych grup skalnych, np. Kata Tjuta – Mount Olga, czy Kanionu Królów (Kings Canyon), na długo zapadają w pamięć. W zależności od pory dnia Uluru mieni się odcieniami pomarańczu, czerwieni i brązu. Widok skały o zachodzie słońca dosłownie zapiera dech w piersiach. Dla turystów organizuje się tutaj poczęstunki z deską serów i wędlin oraz szampanem, a nawet wykwintne kolacje. Najlepszą porą na odwiedzenie okolic Alice Springs będzie polskie lato, czyli australijska zima (okres od czerwca do września). Naszej wyprawy nie uprzykrzą nam wtedy za bardzo wszechobecne owady, a temperatury powietrza (dochodzące do ok. 20°C) nas nie zmęczą.

WODNE KRÓLESTWO
Do cudów natury Australii zalicza się także Wielką Rafę Koralową (Wielką Rafę Barierową) na Morzu Koralowym, leżącą wzdłuż północno-wschodniego wybrzeża kontynentu. Ta największa tego typu struktura na świecie tworzy pas o długości ponad 2,3 tys. km i szerokości dochodzącej do 150 km. Życie Australijczyków koncentruje się zresztą blisko linii brzegowej, która ma niemal 36 tys. km i jest urozmaicona tysiącami plaż. Przyjeżdżają na nie wielbiciele surfingu, wędkarstwa, pływania kajakiem czy snorkelingu, czyli nurkowania z maską, fajką (ang. snorkel) i płetwami. Eksploracja bogatego podwodnego królestwa stanowi jedną z najwspanialszych przygód, jakie przeżyjemy na antypodach. Po wyjściu z wody odpoczniemy natomiast na słonecznym piaszczystym brzegu.

FOT. KAROLINA SYPNIEWSKA/WWW.KAROLINASYPNIEWSKA.PL

FOT. KAROLINA SYPNIEWSKA/WWW.KAROLINASYPNIEWSKA.PL

 

Najpiękniejsza plaża w Australii Zachodniej nad Lucky Bay (Szczęśliwą Zatoką) w Parku Narodowym Przylądka Le Grand (Cape Le Grand National Park) odcina się swoją bielą od turkusowego Oceanu Południowego, a ten jedyny w swoim rodzaju widok ubarwiają jeszcze dzikie kangury wylegujące się na piasku. Podróżnikom pragnącym poznać bliżej tutejszą florę i faunę polecam nurkowanie z australijskimi lwami morskimi (uchatkami australijskimi), delfinami czy nawet żarłaczami białymi (rekinami ludojadami).

OKO W OKO Z REKINAMI
Na wschodzie kraju od początku czerwca do początku listopada można podziwiać długopłetwce (humbaki) – walenie osiągające do 16 m długości i wagę 35 t. Kto obawia się pływać razem z nimi w oceanie, na tego w znanej miejscowości wypoczynkowej Byron Bay czekają kajaki gotowe na wyprawę w poszukiwaniu tych wyjątkowych olbrzymów.
Odwiedziny na Półwyspie Eyre’a (Eyre Peninsula) w Australii Południowej stanowią z kolei okazję do zabawy z dzikimi australijskimi lwami morskimi i delfinami. Z rybackiej wioski Baird Bay wyrusza się najpierw do ujścia pobliskiej zatoki. Przed wejściem do wody nasz przewodnik zakłada na kostkę tzw. shark shield, czyli urządzenie wytwarzające pole elektromagnetyczne chroniące przed rekinami. Po chwili na wyciągnięcie ręki podpływają do nas delfiny, które zostają z nami na kilka chwil. To jednak nie koniec atrakcji. Kierujemy się do drugiej zatoki, gdzie na plaży wyleguje się stado lwów morskich. Gdy tylko się zanurzamy, natychmiast pojawiają się przy nas. Mówi się, że swoim zachowaniem przypominają one szczeniaki i rzeczywiście trudno nam się od nich opędzić. Dopiero kiedy zaczynamy dość mocno odczuwać przenikliwe zimno, przestajemy czuć stopy i dłonie, a zgrzytanie zębów przeszkadza nam w komunikacji między sobą, postanawiamy się z nimi pożegnać.
Miłośnicy mocnych wrażeń powinni wybrać się za to do Port Lincoln na spotkanie z żarłaczem białym – najniebezpieczniejszym gatunkiem rekina na świecie. Australia to jeden z niewielu krajów, gdzie wolno nurkować w klatkach w otoczeniu tych drapieżników, ale jedynie 3 firmy posiadają na to stosowne pozwolenie. Jedna przyciąga je krwistym mięsem, inna muzyką puszczaną z podwodnych głośników. Jednak tak naprawdę rekiny kusi ich największy przysmak: foki. Przypływają one tu przede wszystkim na żer. Niektóre okazy mają nawet do 6 m długości.

W OBJĘCIACH KOALI
Podczas pobytu w Australii nie sposób nie zapoznać się bliżej z jej najbardziej charakterystycznym mieszkańcem – puszystym koalą. Choć przypomina on bardzo swojskiego niedźwiadka, nie jest z nim spokrewniony, lecz należy do nadrzędu torbaczy. W ciągu dnia przez ok. 20 godz. drzemie wysoko na drzewach eukaliptusowych. Schodzi z nich tylko wtedy, gdy chce przejść na inne eukaliptusy lub by się rozmnażać. Wielu marzy, żeby potrzymać to wyjątkowe zwierzę na rękach chociaż przez chwilę. To życzenie spełnia się w rezerwacie Lone Pine Koala Sanctuary w Brisbane. Nie spodziewajcie się jednak miłego uścisku. Koala wbija swoje pazurki w ramiona człowieka tak, jakby te były gałęziami drzewa. Jego miękkie futerko za to pachnie olejkiem eukaliptusowym.
Na najmniejszym kontynencie na ziemi na każdym kroku natkniemy się na znaki drogowe ostrzegające przed kangurami, kolczatkami, emu czy nawet wężami. Należy więc zawsze rozglądać się wokół i patrzeć pod nogi, szczególnie po wyjściu z samochodu na bezdrożach czy w parkach. W trakcie moich studiów w Australii nie mogłam przyzwyczaić się do ciągłego widoku kangurów skaczących pomiędzy budynkami kampusu Uniwersytetu Słonecznego Wybrzeża (University of the Sunshine Coast) w stanie Queensland. Umieszczone wszędzie znaki przypominały studentom, aby nie podchodzić do nich za blisko, gdyż ich kopnięcie bywa śmiertelne w skutkach. Zagrożenie dla człowieka na antypodach stanowią też jadowite węże. Niektóre z nich, np. tajpan pustynny czy eastern brown snake (Pseudonaja textilis), potrafią zabić dorosłego, ale według statystyk takie przypadki są rzadkością.

RAJSKIE WYSPY
Największą na świecie piaszczystą wyspę Fraser (1840 km² powierzchni) Aborygeni nazywają K’gari, czyli Raj. W otoczeniu bujnego lasu deszczowego zanurzymy się na niej w krystalicznie czystych jeziorach słodkowodnych albo wyruszymy na poszukiwanie dzikich psów dingo. Na samą wyspę wjedziemy jeepem lub przylecimy awionetką, która często ląduje między jadącymi samochodami. Widoczne na plaży znaki informują o dozwolonej prędkości (80 km na godz.) oraz przylatujących na nią samolotach. 120 km wschodniego wybrzeża wyspy pokonamy autem z napędem na 4 koła, musimy jednak zwracać baczną uwagę na zmieniające się przypływy. Niejeden turysta z Europy stracił tu wynajęty przez siebie samochód, który porwały silne fale Oceanu Spokojnego.
Inną niezwykłą wyspą u wybrzeży Queensland jest Moreton. O zachodzie słońca można na niej karmić dzikie delfiny i obserwować gigantyczne wieloryby wyskakujące co jakiś czas z wody. Jej plażę upodobały sobie szczególnie pelikany. Swoim zakończonym ostrym haczykiem dziobem potrafią boleśnie skaleczyć człowieka w rękę, czego doświadczają wędkarze patroszący ryby nad samym brzegiem i próbujący się opędzić od natrętnych ptaków.

STUDENCKI ŻYWOT
Ludzie z różnych stron globu przybywają do Australii nie tylko w celach turystycznych, ale również po to, żeby się uczyć. Uczestnictwo w kursach językowych czy studia na uczelniach wyższych stwarzają duże możliwości rozwoju zawodowego. Studentom z zagranicy w tym kraju wolno także legalnie pracować 20 godz. w tygodniu, a w okresie wakacyjnym na tzw. pełen wymiar. Poza tym biorą udział w praktykach w międzynarodowych firmach i zdobywają doświadczenie cenione na całym świecie. Nic zatem dziwnego, że wielu z nich decyduje się na dłuższą emigrację, w którym to postanowieniu wspierają ich agencje edukacyjne. Osoby wykształcone i pracujące już pewien czas w swoim zawodzie stanowią każdego roku największą grupę imigrantów.
Liczne rankingi pokazują, że w Australii naprawdę warto się osiedlić, a obcokrajowcom nie bez powodu jawi się ona jako kraj marzeń. W 2014 r. kraina kangurów po raz czwarty z rzędu zdobyła tytuł miejsca, w którym żyje się najlepiej na świecie, według OECD Better Life Index. Pod uwagę brano 11 kryteriów, w tym wskaźnik zatrudnienia, dochody, stan środowiska naturalnego, bezpieczeństwo, działanie systemu opieki zdrowotnej oraz zadowolenie z życia. W zestawieniu porównywano 36 państw, a Polska uplasowała się na pozycji 27.
Dużą pomocą dla urządzających się dopiero studentów jest możliwość wyposażenia sobie mieszkania w rzeczy pozostawione na ulicy. Australijczycy przed wyrzuceniem mebli i sprzętów gospodarstwa domowego wystawiają je przed swoją posesję, aby każdy mógł wziąć to, czego potrzebuje. Mnie udało się w ten sposób znaleźć do mojego początkowo pustego drewnianego domku nad oceanem skórzaną kanapę, prawie nową pralkę, łóżko, stół i lodówkę.

SPOSOBY NA PODRÓŻOWANIE
Piękne krajobrazy, egzotyczne zwierzęta i nieodparty urok odległej krainy przyciągają do Australii wielu obcokrajowców, dlatego nikogo nie dziwią wysokie przychody tego kraju w sektorze turystyki. Ze względu na znaczne odległości po kontynencie najlepiej poruszać się samochodem lub samolotem. Większość turystów zatem wypożycza albo kupuje na miejscu auto, najczęściej kilkuosobowego vana, tzw. campervana, z miejscem do spania i aneksem kuchennym. Australijczycy uwielbiają spędzać czas aktywnie i blisko natury, dlatego często wybierają się na kempingi. Warto pójść za ich przykładem, szczególnie że ten sposób zwiedzania bywa dużo tańszy. Można także skorzystać z ofert wycieczek zorganizowanych. To dobre rozwiązanie również dla tych, którzy nie posługują się językiem angielskim. Infrastruktura turystyczna jest w Australii znakomicie rozwinięta, więc każdy na pewno znajdzie coś dla siebie i będzie tu wracał niejeden raz, aby wciąż odkrywać nowe niezwykłe zakątki tego najmniejszego kontynentu świata.

Artykuły wybrane losowo

Nieodparty urok Wysp Toskańskich

BEATA GARNCARSKA

 

<< Toskania to jedna z najpiękniejszych i najczęściej odwiedzanych części Włoch. Jednak większość turystów skupia się w niej na zwiedzaniu takich miast jak Florencja, Piza czy Siena lub regionu Chianti, który słynie z winnic, a zapomina o innych jej magicznych zakątkach. Należy do nich m.in. Arcipelago Toscano (po polsku Wyspy Toskańskie), wchodzący w skład przepięknego Parco Nazionale Arcipelago Toscano (Parku Narodowego Wysp Toskańskich). >>

Więcej…

Indie, jakich jeszcze nie znacie

Hampi Karnataka 1

Ruiny stolicy Imperium Widźajanagaru w wiosce Hampi w Karnatace

© MINISTRY OF TOURISM, GOVERNMENT OF INDIA/INDIA TOURISM FRANKFURT

 

ANNA MOLĘDA-KOMPOLT

 

Indii nie sposób ogarnąć umysłem, nie da się ich opisać tak po prostu i nie łatwo też je zrozumieć. Niezwykłe bogactwo sąsiaduje tu ze skrajną biedą, kilkunastomilionowe miasta stanowią jaskrawy kontrast dla nieskończonych przestrzeni wokół uśpionych wiosek, a zestawienie zapierających dech w piersiach szczytów Himalajów położonych na północy ze słonecznymi i piaszczystymi tropikalnymi plażami południa wydaje się abstrakcją. W powszechnej świadomości ten kraj kojarzy się na ogół z ubóstwem, Mahatmą Gandhim, świętymi krowami, zaklinaczami węży i dziwnie wyglądającymi joginami, ale to tylko część prawdy o nim. W rzeczywistości każdy znajdzie tutaj coś dla ciała i dla ducha.

 

Indie często budzą skrajne emocje i nigdy nie pozostawiają obojętnym. To kraj pełen tajemnic, kontrastów i zagadek. Rozwinęła się tu jedna z najstarszych kultur na świecie. Dzisiejsze Indie są prawdziwą mozaiką kulturową, o czym świadczą zabytki różnych epok, rozmaite rodzaje tańców i muzyki oraz charakterystyczne dla regionów zwyczaje. Jednak żeby się o tym przekonać, trzeba odwiedzić ten olbrzymi kraj i poznać go samemu. Niektórzy mówią, że można go albo pokochać, albo znienawidzić. Polecam otworzyć się na nowe doznania i dać się oszołomić feerią barw, dźwięków, zapachów i różnorodnością tej wyjątkowej krainy.

 

Republika Indii leży w Azji Południowej i zajmuje większość subkontynentu indyjskiego (niemal 3,3 mln km²). Jej północną granicę wyznaczają łańcuchy górskie – Karakorum i Himalaje. Najwyższym szczytem jest Kanczendzonga (8586 m n.p.m.), czyli trzeci najwyższy ośmiotysięcznik na świecie. Dalej na południe rozciąga się Nizina Hindustańska, na którą składa się pustynia Thar oraz niziny: Indusu, Gangesu i Brahmaputry wraz z deltą Gangesu i Brahmaputry. Niemal cały Półwysep Indyjski zajmuje wyżyna Dekan. Większość terytorium Indii leży w strefie klimatu zwrotnikowego monsunowego. W zachodnim rejonie Niziny Hindustańskiej występuje klimat zwrotnikowy suchy, a w Himalajach i Karakorum – podzwrotnikowy górski, chłodny. Zimy w kraju są łagodne, zwłaszcza w regionach południowych. W marcu, kwietniu i maju panują największe upały. Przed wyjazdem warto sprawdzić, czy nie zaskoczy nas pora deszczowa (od czerwca do września). Mnie za pierwszym razem spotkała właśnie taka niespodzianka.

 

KULTUROWA MIESZANKA

 

Indie to drugi pod względem liczby ludności kraj świata. Dziś mają ponad 1,3 mld mieszkańców. Każdego roku rodzi się tu niemal 26 mln dzieci. Większość ludzi zamieszkuje dolinę Gangesu i Nizinę Hindustańską. Indie są bardzo zróżnicowane etnicznie – o podziale na poszczególne grupy decyduje zwykle język. Ok. 54 proc. ludności kraju posługuje się hindi. Poza tym żyją tutaj jeszcze m.in. Bengalczycy, Telugowie, Marathowie, Tamilowie, Kannadowie, Gudźaratowie czy Keralczycy. Obowiązującym w państwie ustrojem jest republika związkowa. Kraj dzieli się na 29 stanów i 7 terytoriów (w tym jedno stołeczne). Panuje w nim system kastowy, który z góry określa przynależność osób do konkretnej grupy.

 

Większość mieszkańców Indii wyznaje hinduizm (ok. 80 proc.). Stanowi on właściwie zbiór różnych wierzeń. Niektórzy twierdzą, że istnieje aż 330 mln hinduistycznych bogów i bóstw. Korzenie hinduizmu sięgają rozwoju kultury Ariów, którzy z Azji Środkowej zawędrowali na terytorium dzisiejszego kraju. Tekstami sakralnymi hinduistów są Wedy (z sanskrytu „wiedza”). Jedną z nich jest Rygweda – sanhita (czyli zbiór) składająca się z 1028 hymnów zgromadzonych w 10 kręgach (mandala). Uchodzi ona za najstarszy zabytek literatury indoaryjskiej.

 

W Indiach funkcjonuje ponad 1700 języków i dialektów. Status oficjalnych dla całego kraju mają hindi i angielski. Poza tym uznaje się jeszcze 21 języków regionalnych, które pełnią funkcję urzędowych w poszczególnych stanach. Co ciekawe, konstytucja z 1950 r. zakładała wycofanie angielskiego z użytku i zastąpienie go hindi, tak się jednak nie stało. Obecnie większość mieszkańców północnych regionów jest dwu-, trzy-, a nawet czterojęzyczna.

 

Najpopularniejszy wśród turystów rejon Indii stanowi tzw. Złoty Trójkąt. Jego wierzchołki wyznacza Delhi oraz miasta: Agra z mauzoleum Tadź Mahal (jeden z 7 Nowych Cudów Świata) i Dźajpur (stolica Radżastanu, zwana też Różowym Miastem). Oprócz tego z pewnością warto zobaczyć m.in. ruiny w Hampi w stanie Karnataka, tamilskie świątynie Ćennaju (Madrasu) i Maduraju w Tamilnadu, zabytkowy zespół sakralny w Kadźuraho oraz Waranasi – miasto położone nad świętym Gangesem, do którego pielgrzymują miliony Hindusów. Ja jednak chciałabym polecić wycieczkę na ciekawe i barwne południe kraju.

 

MAGICZNE POŁUDNIE

 

Wszystkie stany Indii Południowych, tj. Karnataka, Tamilnadu, Kerala, Telangana i Andhra Pradeś, oraz terytoria Puduććeri, Lakszadiwy i Andamany i Nikobary rozciągają się wzdłuż tropikalnej strefy zwrotnika Raka. Takimi warunkami klimatycznymi można z pewnością wytłumaczyć niespieszne tempo życia w regionie, którego znakiem rozpoznawczym są strzeliste budowle sakralne, barwne przedstawienia taneczne, smukłe palmy i osiodłane słonie. W tutejszym krajobrazie dominują przede wszystkim rozległe równiny Dekanu, bujne lasy deszczowe Ghatów i długie wybrzeże. Lokalne świątynie atakują zmysły rozmaitością kształtów i kolorów. Każde przedstawienie bóstwa jest jaskrawo pomalowane, a strome dachy budowli zadziwiają ilością zdobień. Co ciekawe, na południu Indii dzięki jezuickiemu misjonarzowi św. Franciszkowi Ksaweremu (1506–1552), który w XVI w. opiekował się tu sporą społecznością chrześcijańską (m.in. kolonistami z Portugalii czy ludem Parava z terenu obecnego stanu Tamilnadu), przetrwało wiele kościołów.

 

W tym regionie kraju uprawia się głównie ryż. Podaje się go często na liściach bananowca – w tej wersji smakuje wykwintnie i jest specjalnością lokalnej kuchni. Zamiast typowego w Indiach napoju na bazie herbaty zwanego masala ćaj serwuje się tutaj zwykle wyśmienitą słodką kawę z delikatną pianką.

 

Większość języków używanych na południu wywodzi się z rodziny drawidyjskiej (np. telugu, kannada, tamilski i malajalam). Na szczęście niemal wszędzie można się porozumieć po angielsku.

 

Ten region Indii zachował nadal swój dawny urok, chociaż coraz śmielej wkraczają do niego nowoczesne technologie i przemysł komputerowy. Bengaluru, stolica stanu Karnataka, trzecie co do liczby ludności miasto w kraju (ponad 8,5-milionowe), nazywane bywa indyjską Doliną Krzemową. Tu powstał np. serwis Google Finance. Jednocześnie Ćennaj (stolica Tamilnadu) wciąż kultywuje swoje najlepsze tradycje muzyczne i taneczne. Kerala słynie ze słoni, ajurwedy i specyficznego rodzaju sztuk walki (kalarippayattu). Uchodzący za bramę południowych Indii Hajdarabad (stolica stanu Telangana) ze względu na kunszt miejscowych rzemieślników i zachwycający fort Golkonda zyskał sławę już za czasów Marca Pola (1254–1324). Opuszczone kamienne miasto w Hampi w Karnatace zachwyca ogromną, 49-metrową świątynią Wirupakszy poświęconą bogu Śiwie.

 

BAŚNIOWA KARNATAKA

 

Jog Falls

Wodospad Dźog stanowi jedną z naturalnych atrakcji stanu Karnataka

© MINISTRY OF TOURISM, GOVERNMENT OF INDIA/KARNATAKA TOURISM

 

Ten stan cieszy się dużym zainteresowaniem wśród turystów dzięki długiej i bogatej historii oraz zróżnicowanym krajobrazom. Karnataka zajmuje trzecie miejsce wśród najbardziej popularnych celów podróży w Indiach i drugie pod względem liczby zabytków (ponad 500!), które znajdują się pod ochroną władz centralnych (zaraz po stanie Uttar Pradeś). W jej granicach leżą obszary o różnym charakterze. Nadbrzeżny rejon zwany Kanara lub Karawali, sąsiadujący na zachodzie z Morzem Arabskim, a na wschodzie z wilgotnymi zboczami Ghatów Zachodnich, porasta tropikalny las złożony m.in. z wysmukłych palm, teków, bambusów i palisandrów indyjskich (drzew różanych). Góry chronią przed chmurami monsunowymi wyżynę Dekan położoną na średniej wysokości od 600 do 900 m n.p.m., która na wschodzie pokryta jest ciemnymi i jałowymi glebami wulkanicznymi. Jej granice wyznaczają Ghaty Zachodnie i Wschodnie (najwyższe ich szczyty to odpowiednio Anaj Mudi lub Anamudi w Kerali, 2695 m n.p.m., i Arma Konda lub Sitamma Konda w Andhra Pradeś, 1680 m n.p.m.). To drugie pasmo biegnie wzdłuż wybrzeża, w większości już poza granicami Karnataki. Na południowym zachodzie rozciągają się wzgórza i doliny dystryktu Kodagu, a wśród bujnej roślinności na południu można spotkać słonie indyjskie, tygrysy bengalskie, lamparty, gaury i sambary jednobarwne. Często odwiedzanym miejscem jest 253-metrowy wodospad Dźog na rzece Śarawati (dystrykt Śiwamogga). Ten stan Indii najlepiej odwiedzić w okresie od października do marca.

 

W Karnatace żyje blisko 65 mln ludzi. Jej mieszkańcy tworzą ciekawą mozaikę kulturową. Na północy osiedlili się przede wszystkim lingajaci – przedstawiciele ruchu religijnego założonego przez hinduskiego filozofa i poetę Basawannę (Basawę) w XII w. W południowym rejonie, należącym kiedyś do Królestwa Majsuru (Mysuru), przeważa bogata społeczność rolnicza Wokkaligów. Wybrzeże zamieszkują rybacy – potomkowie kupców, którzy prowadzili handel z Mezopotamią, Persją i Grecją. W portowym mieście Mangaluru widać też wpływy portugalskie. Adiwasi żyją przede wszystkim na północy i zachodzie, a grupy etniczne Kodawa i Kodagu Gowda – w dystrykcie Kodagu. W Karnatace używa się języka kannada, w którym powstały klasyczne utwory poetyckie i prozatorskie. O jego korzeniach świadczą chociażby inskrypcje z V w. i poradnik dla piszących Kawiradżamarga z IX w.

 

Istnieje prawdziwa przepaść między światem kosmopolitycznej i nowoczesnej stolicy stanu, Bengaluru, i stylem życia jej mieszkańców a codzienną rzeczywistością obszarów rolnych, wiosek i małych miasteczek. Główna metropolia Karnataki została założona w 1537 r. przez wodza Kempe Gowdę I (1510–1569). To piąta pod względem liczby ludności największa indyjska aglomeracja, w której mieszka ok. 9 mln ludzi. Dzięki położeniu na płaskowyżu Majsuru panuje tu bardziej umiarkowany klimat w porównaniu z innymi miastami południa kraju. Stolica Karnataki słynie ze swoich pięknych ogrodów botanicznych Lalbagh, które zajmują niemal 100 ha. Można w nich podziwiać prawie 1900 gatunków roślin tropikalnych i subtropikalnych, także rzadkie okazy pochodzące z Iranu, Afganistanu i Europy. Warto pamiętać, że w styczniu i sierpniu organizowane są tu bardzo efektowne wystawy kwiatów. Poza tym polecam zwiedzić drewniany pałac letni sułtana Tipu (znanego jako Tygrys Majsuru), pięknie ozdobiony rzeźbionymi łukami i balkonami. W jego pobliżu znajduje się twierdza wzniesiona w 1761 r. na miejscu starego fortu Kempe Gowdy I. Po drodze warto również zatrzymać się przy Pałacu Bengaluru i hinduistycznej świątyni, w której czci się Krysznę. Od kilkunastu lat stolica Karnataki, jak już wspomniałam, uchodzi za międzynarodowe centrum sektora informatycznego. To równocześnie najbardziej nowoczesne miasto indyjskie, co przekłada się na wysokie zarobki i zarazem wysoki koszt życia.

 

Na południowy zachód od Bengaluru leży bajkowe miasto Majsuru.Byłoononiegdyśstolicą królestwa o tej samej nazwie (od 1399 do 1950 r.), a dzisiajstanowi kulturalny ośrodek Karnataki. Słynie przede wszystkim z pięknego Lalitha Mahal, jedwabnych turbanów, wyrobów z drzewa sandałowego i sari. W 2010 r. Majsuru zostało wybrane drugim najczystszym miastem w Indiach (po Czandigarh). Wspomniany pałac maharadży (Lalitha Mahal), władcy z dynastii Wadijar, wzniesiono za ogromne pieniądze w 1921 r. według projektu brytyjskiego. Najlepszy moment na zwiedzanie okolicy stanowi zazwyczaj październik, kiedy odbywa się 10-dniowy festiwal Dasara (nazywany także Nawaratri), albo przełom października i listopada, gdy obchodzi się święto światła Diwali (Dipawali). W czasie tego ostatniego w uroczystej procesji, której przewodzi maharadża, oprócz ludzi uczestniczą słonie i konie. Wszędzie jest pełno kwiatów, wokół unosi się zapach kadzideł. Warto wziąć udział w tym niesamowitym wydarzeniu.

 

Koniecznie trzeba też odwiedzić małą magiczną wioskę Hampipołożonąna głębokiej prowincji. Kilkaset lat temu w tym miejscu biło serce Imperium Widźajanagaru (istniejącego w latach 1336–1646), jednego z najpotężniejszych w tej części świata. Tutejsi władcy uchodzili za wyjątkowo oświeconych. Wspierali rozwój sztuki, nauki, literatury, religii hinduistycznej i architektury. Pomiędzy zachowanymi zabytkami dawnej stolicy państwa – Widźajanagaru (w tłumaczeniu Miasta Zwycięstwa) – najlepiej przemieszczać się na rowerze, ponieważ odległości są spore, a droga nie zawsze bywa idealna. Trasa prowadzi przez plantacje bananowców, w pobliżu zielonej dżungli. Miasto otoczone było murem. Historycy podzielili umownie ten obszar na centrum święte i królewskie. O czasach swojej świetności wciąż przypomina Świątynia Kryszny, ogromna Świątynia Wirupakszy (w centrum ośrodka) poświęcona bogu Śiwie, Lotus Mahal, stajnie dla słoni i Świątynia Witthali (Withoby). Można tu spędzić kilka tygodni i wciąż nie zobaczyć wszystkiego. Imponujące ruiny w Hampi znajdują się od 1986 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Mieszkańcy wioski każdego ranka zbierają się na ghatach (kamiennych schodach) przy rzece Tungabhadra, aby się wykąpać, zrobić pranie, porozmawiać z sąsiadami czy umyć słonia bogini Lakszmi, który trzymany jest w świątyni. Wieczorem odprawiają rytuały i składają ofiary bogom. Tutaj wciąż można poczuć atmosferę dawnego Imperium Widźajanagaru.

 

Wartą odwiedzenia kolebkę hinduskiej architektury sakralnej stanowi miejscowość Ajhole, która leży ponad 130 km na północny zachód od Hampi. W V–VIII w. była to siedziba dynastii Ćalukjów. Znajduje się tu zespół świątyń hinduistycznych. Najstarsza jest Lad Khan z V stulecia wzniesiona na planie kwadratu. Poza tym na uwagę zasługuje świątynia bogini Durgi, powstała prawdopodobnie pod koniec VII w., wzorowana na buddyjskiej ćajtji, czy VII-wieczny kompleks Huczimalli. Kolejne miejsce wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO stanowi Pattadakal(położony ok. 10 km na południowy zachód od Ajhole) z wielkimi budowlami sakralnymi (9 świątyniami hinduistycznymi i 1 dźinijską). Ponad 20 km stąd znajduje się Badami z grotami świątynnymi i dawnym fortem.

 

WZGÓRZA KERALI

 

Już w czasach starożytnych Kerala słynęła z urodzajnej ziemi, bogatej kultury i barwnych tradycji. Jedna z legend mówi, że region ten powstał, kiedy Paraśurama, wcielenie Wisznu, wrzucił swój topór wojenny do Morza Arabskiego. Stan leży na południowym zachodzie Indii. Od zachodu oblewa go Morze Arabskie i Lakkadiwskie. Od wschodu i południa Kerala graniczy z rozległym terytorium Tamilnadu, które rozciąga się po Zatokę Bengalską. Regionalnym językiem urzędowym Keralczyków jest malajalam, mający własne pismo.

 

To jeden z najbardziej atrakcyjnych regionów Indii. Najciekawsze miejsca leżą wśród zboczy Wzgórz Kardamonowych, na Wybrzeżu Malabarskim czy w okolicy licznych rzek. Plantacje teków, pieprzu i kauczukowców są zawsze zielone dzięki monsunom wiejącym dwa razy w roku. W krajobrazie dominują palmy kokosowe, a wzniesienia Ghatów Zachodnich pokrywają uprawy kawy. Herbata rośnie w nieco wyższych partiach, a drzewa kauczukowe – na południowych obszarach. Żyzna gleba tego regionu pozwala również na zbiory ryżu dwa, a nawet trzy razy w roku oraz uprawianie nerkowców i kardamonu.

 

O Kerali mówi się, że przy tworzeniu świata Bóg zachował ten cudowny zakątek dla siebie. Nic więc dziwnego, że stała się ona kolebką starożytnej indyjskiej medycyny – ajurwedy, czyli w tłumaczeniu „wiedzy o życiu”. Naturalne bogactwo ziół i roślin leczniczych oraz umiarkowany i wilgotny klimat sprawiają, że jest to najlepsze miejsce do przeprowadzania zabiegów i masaży oraz zgłębiania tajników tego rodzaju leczenia. Z pewnością warto poddać się takiej odnowie w jednym z wielu tutejszych ośrodków.

 

Do dziś mieszkańcy Kerali stosują zasady ajurwedy, ponieważ przekazuje się je z pokolenia na pokolenie. Ta staroindyjska medycyna zachowała tu swoją najczystszą postać, najbliższą tej sprzed tysięcy lat. Warto podkreślić, że w porównaniu z Hindusami z innych regionów Keralczycy cieszą się najdłuższym i najzdrowszym życiem, a umieralność niemowląt i dzieci jest wśród nich najniższa w kraju. Ten stan stanowi idealne miejsce na błogi wypoczynek urozmaicony dobroczynną kuracją ajurwedyjską.

 

Turystów do Kerali przyciągają przepiękne krajobrazy, laguny, jeziora, plaże, a przede wszystkim słynne rozlewiska położone wzdłuż Wybrzeża Malabarskiego (backwaters). Przyjezdni przeprawiają się tu wąskimi kanałami i szerokimi jeziorami, które miejscowi pokonują codziennie w drodze do pracy. Okolica jest spokojna i malownicza. Polecam wybrać się w rejs tradycyjną łodzią kettuvallam po zielonych wodach między miastami Kollam a Alappuzha. Taka wycieczka może trwać nawet do 8 godz.

 

W głębi lądu, za gwarnym miasteczkiem Kottajamdrogi zaczynająsię wznosić w kierunku Ghatów Zachodnich, skąd pod koniec grudnia i na początku stycznia ogromne grupy wyznawców Ajjappana wyruszają na pieszą pielgrzymkę do świątyni w hinduistycznym kompleksie Sabarimala. Bóstwo to jest bardzo popularne na terenie Indii Południowych. Wyznające je osoby noszą czarne lub niebieskie ubrania i koraliki tulasi wokół szyi.

 

W Kerali koniecznie trzeba zatrzymać się w mieście Koczin, leżącym w środkowej części stanu i nazywanym Królową Morza Arabskiego. Już ok. 2 tys. lat temu kupcy greccy, rzymscy, żydowscy, arabscy i chińscy przybywali tutaj po przyprawy, takie jak kardamon, cynamon czy pieprz, oraz drzewo sandałowe. Koczin nadal pełni funkcję ważnego portu dla handlujących przyprawami, a lokalne magazyny są zawsze pełne życia. W wolnym czasie warto wybrać się na spacer po portowym nabrzeżu. Choć w jego okolicy nie przetrwało zbyt wiele śladów po kupcach arabskich lub chińskich, to o Portugalczykach, Holendrach i Brytyjczykach przypominają stare kościoły i inne budowle. Ciekawym obiektem w tym klimatycznym mieście jest Pałac Mattancherry, który został wzniesiony przez Portugalczyków ok. 1555 r. dla władcy Królestwa Koczinu, a odnowiony i rozbudowany przez Holendrów w 1663 r., przez co nazywa się go też Pałacem Holenderskim. Warto także zwiedzić rejon zwany Fortem Koczin z Kościołem św. Franciszka, najstarszą chrześcijańską świątynią zbudowaną w Indiach przez Europejczyków. Pierwotną drewnianą budowlę przekształcono w 1503 r. w murowaną. W tym miejscu w 1524 r. pochowany został słynny portugalski odkrywca Vasco da Gama, a jego grób zachował się do dziś. Jednak w 1539 r. szczątki żeglarza przewieziono do Portugalii.W granicach Fortu Koczin znajduje się również XVI-wieczna katolicka Bazylika św. Krzyża (Santa Cruz Cathedral Basilica). Stąd niedaleko już do dzielnicy żydowskiej z Synagogą Paradesi z 1568 r.

 

Środkowa i północna część Kerali zachwycają malowniczymi budowlami. W mieście Triśur można zwiedzić świątynię Wadakkunnathan, która według legendy została założona przez Paraśuramę i jest jedną z najważniejszych w tym stanie. Na uwagę zasługuje działające w niej niewielkie muzeum archeologiczne z ciekawymi zbiorami sztuki sakralnej. Za najświętsze miejsce w Kerali uchodzi Świątynia Kryszny w mieście Guruwajur (ok. 30 km od Triśuru). Warto pamiętać, że wstęp do większości keralskich kompleksów sakralnych mają tylko wyznawcy hinduizmu.

 

Na wypoczynek nad brzegiem Morza Arabskiego najlepiej udać się do stolicy stanu – Tiruwanantapuram (Triwandrum). Złote plaże tego miasta, z najsłynniejszą Kowalam, są oblegane przez zagranicznych turystów. Mahatma Gandhi (1869–1948) nazwał Tiruwanantapuram Wiecznie Zielonym Miastem Indii. Tutaj też uroczyście obchodzi się najważniejsze święta narodowe. Kerala szczyci się także niezmiernie bogatymi tradycjami teatralnymi i tanecznymi, które mają swoje korzenie w obrzędach i ceremoniach religijnych. Na przedstawienie dramatyczne katakali warto przybyć nieco wcześniej, żeby zobaczyć, jak artyści przygotowują się do roli. Jaskrawy makijaż, maski i zdobione kostiumy ważące nawet kilkadziesiąt kilogramów robią niezwykłe wrażenie.

 

Kerala to magiczny region, pachnący przyprawami, szczególnie kardamonem, wanilią i cynamonem. Oszałamiającą przyrodę tego stanu można podziwiać w Parku Narodowym Perijar, który przez wiele osób uważany jest za najpiękniejszy w całych Indiach. Jego główną atrakcję stanowią dość duże populacje słoni indyjskich i tygrysów bengalskich. Poza tym występuje tu mnóstwo innych zwierząt żyjących w tej części kraju, choćby białe tygrysy, gaury czy lutungi nilgiryjskie z rodziny koczkodanowatych.

 

SACRUM TAMILNADU

 

house boat 416

Malowniczy rejs tradycyjną łodzią kettuvallam po keralskich rozlewiskach

© DEPARTMENT OF TOURISM, GOVERNMENT OF KERALA

 

Wspaniała architektura sakralna to tylko jeden ze skarbów Tamilnadu rozciągającego się od piaszczystych wydm na wschodnim wybrzeżu po chłodne pasmo górskie Nilgiri na zachodzie. Typowymi elementami współczesnej kultury tamilskiej są przede wszystkim wyrazista kuchnia, upodobanie do kolorów, charakterystyczna muzyka i wyborna kawa. Na każdym kroku spotyka się tu jaskrawe plakaty z roztańczonymi aktorami i aktorkami, a w powietrzu czuć aromat palonych ziaren. Tamilowie uważają się za potomków Drawidów, którzy zamieszkiwali Półwysep Indyjski przed przybyciem Ariów i stworzyli własną cywilizację. Literatura tamilska (jedna z literatur narodowych Indii) zaczęła się rozwijać już w I w. p.n.e.

 

Najlepszą bazą wypadową do zwiedzania regionu jest stolica stanu – Ćennaj (do 1996 r. pod nazwą Madras). Miasto powstało w 1639 r. jako brytyjskie centrum handlu. Dziś pełni funkcję ważnego ośrodka przemysłowego, handlowego, kulturalnego i naukowego. Warto zobaczyć tu świątynię Kapaliśwarar wzniesioną ok. VII w., katolicką Bazylikę św. Tomasza, Fort św. Jerzego z 1644 r. i Górę św. Tomasza z Kościołem Matki Boskiej Oczekującej z 1523 r., z której roztacza się malowniczy widok na okolicę. W Ćennaju polecam też obejrzeć pokaz współczesnej wersji jednego z najstarszych tańców Azji Południowej bharatanatjam. W pobliżu miasta uprawia się już od ok. 380 lat odmianę herbaty indyjskiej o dosyć ostrym i wyrazistym smaku (Madras).

 

Jak już wspomniałam, wśród największych atrakcji Tamilnadu znajdują się świątynie. Ich zwiedzanie najlepiej rozpocząć w miejscowości Mahabalipuram (Mamallapuram, ponad 50 km na południe od Ćennaju), niegdyś głównym porcie Pallawów (dynastii drawidyjskiej). Zachowały się tutaj jedne ze starszych wykutych w skale zabytków Indii Południowych (pochodzące z VII i VIII w.). Na uwagę zasługują groty świątynne, rathy (konstrukcje w formie wieży bądź wozu) i sanktuaria, a także mnóstwo pięknych rzeźbień. Poza tym w Mahabalipuramie znajduje się złocista piaszczysta plaża. Oprócz tego w grudniu i styczniu odbywa się tu widowiskowy festiwal tańca (Mamallapuram Dance Festival). To niezmiernie urokliwe miejsce, umieszczone w 1984 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO, z pewnością warto odwiedzić.

 

Z cennych zabytków architektury sakralnej słyną również Kańćipuram, Tiruwannamalaj, Ćidambaram, Tańdźawur, Tiruwarur, Śrirangam i Maduraj. Choć każde z tych miast ma własny charakter, to pod pewnymi względami są do siebie podobne. Procesje ku czci bogów i bogiń odbywają się tu przy akompaniamencie głośnych orkiestr, a zniewalające aromaty kadzideł i jaśminu oraz ozdabiające niemal wszystko kwiatowe girlandy tworzą atmosferę świętości. W Maduraju znajduje się słynna Świątynia Minakszi – kompleks poświęcony bogini Parwati i jej małżonkowi Śiwie. Miasto to było stolicą drawidyjskiej dynastii Pandjów w VI–IX w. oraz w XIII i XIV stuleciu. Niezwykłe wrażenie wywołują gopury (bramy w kształcie wysokiej wieży) z jaskrawymi rzeźbami, a także przepięknie zdobiona Mandapa Tysiąca Kolumn. Świątynia Minakszi należy do najważniejszych ośrodków kultu w całym Tamilnadu. Według tradycji śaktyzmu uważana jest za jedno z tzw. miejsc mocy. Podczas pobytu na terenie świątynnym rzeczywiście można poczuć niesamowitą energię.

 

Jeden z najświętszych obiektów w Indiach stanowi świątynia Ramanathaswamy położona na wyspie Pamban, nazywanej też Rameśwaram (ok. 150 km na południowy wschód od Maduraju). Zgodnie z legendą założył ją Rama (wcielenie boga Wisznu) po powrocie ze Sri Lanki. Niestety, w grudniu 1964 r. cyklon zniszczył w dużym stopniu zarówno budowlę, jak i pobliskie miasto Rameśwaram. Na najdalej wysuniętym na południe krańcu Indii leży z kolei Kanjakumari (dawniej Przylądek Komoryn) przyciągające pielgrzymów czczących boginię Kumari. Warto pamiętać, że w dniu pełni księżyca w miesiącu ćajtra według kalendarza indyjskiego (co wypada w marcu lub kwietniu) można w nim obserwować wschodzący księżyc i zachodzące słońce w tym samym czasie. Miejscowość znajduje się na przylądku Komoryn, w okolicy którego, jak się przyjmuje, Morze Arabskie spotyka się z Lakkadiwskim i Zatoką Bengalską, co może być dodatkową atrakcją dla osób zwiedzających zabytki sakralne Tamilnadu.

 

Warto jeszcze wspomnieć o mieście Tiruwannamalaj (ok. 185 km na południowy zachód od Ćennaju). Tutejszy ogromny zespół świątynny zajmuje powierzchnię 10 ha i zachwyca czterema gopurami wzniesionymi w okresie potęgi Imperium Widźajanagaru (XIV–XVII w.).

 

Świątynie w Tamilnadu są imponujące i zadziwiają swoją wielkością i architekturą. Warto zatrzymać się w tym stanie na dłużej, aby spróbować wczuć się w panującą wokół nich atmosferę. Podczas takiej wyprawy zawsze można na chwilę zboczyć z drogi i zajrzeć do nadmorskich enklaw, górskich kurortów czy rezerwatów przyrody.

 

IMG 8160

Zabytkowy zespół świątyń w Mahabalipuramie nad brzegiem Zatoki Bengalskiej

© MINISTRY OF TOURISM, GOVERNMENT OF INDIA/TAMIL NADU TOURISM

 

 

Na progu pustyni – Zjednoczone Emiraty Arabskie i Oman

Joanna Pszonka

Adam Domagała

 

<< Oblewany wodami Zatoki Perskiej, Morza Arabskiego i Morza Czerwonego Półwysep Arabski pokrywają pustynie i półpustynie. Bogactwo jego krajów stanowi czarne złoto, czyli ropa naftowa, a religię w nich dominującą – islam. Dwa z nich: Zjednoczone Emiraty Arabskie i Oman przypominają grotę 40 rozbójników, którą przez przypadek odkrył Ali Baba. Skarby, jakie tam odkryjemy, zachwycą nie tylko nasze oczy. Nie zwlekajmy więc ani chwili: „Sezamie, otwórz się!” >>

Wizytówką Zjednoczonych Emiratów Arabskich jest Dubaj, mimo iż to nie on pełni funkcję stolicy państwa, a Abu Zabi (Abu Dabi). Właśnie tu znajdują się najwyższy wieżowiec świata, najlepsze hotele, w tym niezmiernie luksusowy Burdż Al Arab (Burj Al Arab) w kształcie żagla – wybudowany na specjalnie dla niego stworzonej wyspie na Zatoce Perskiej, imponujące budynki, potężne centra handlowe, ośnieżony stok narciarski na pustyni, a po ulicach jeżdżą najdroższe samochody. Dzięki temu wielkiemu rozmachowi świat zwrócił uwagę na to miejsce. Dziś Dubaj stanowi cel nie tylko wyjazdów biznesowych, ale też turystycznych. Maskat w sąsiednim Omanie to natomiast miasto zupełnie inne. Tutaj bogactwo widać przede wszystkim w jego architektonicznej całości, jednolitej w stylu zabudowie, która sprawia, że omańska stolica wygląda niczym wspaniała ilustracja do arabskiej baśni. Biel ścian odcinająca się od koloru nieba, starannie zaprojektowana zieleń miejska, pięknie oświetlone po zmroku nabrzeże nadają Maskatowi niepowtarzalnego charakteru sułtańskich włości.

Więcej…