MARIUSZ KAPCZYŃSKI
REDAKTOR NACZELNY PORTALU VINISFERA.PL

 

<< Wyprawy do Gruzji w ostatnich latach cieszą się wśród Polaków dużą popularnością. Trudno jednoznacznie stwierdzić, co tak szczególnego przyciąga ich w te strony: niesamowite krajobrazy, wiekowe zabytki kultury chrześcijańskiej, smaczna regionalna kuchnia i wyjątkowe wina czy wreszcie życzliwi mieszkańcy, traktujący gości jak członków rodziny. Być może zresztą wszystkie te aspekty razem wzięte sprawiają, że w tym niewielkim kraju skrytym w cieniu gór łatwo poczuć się jak w domu. >>

To rozciągnięte wzdłuż południowych zboczy Wielkiego Kaukazu państwo łączy w sobie ducha Europy i Azji. Sąsiaduje z Turcją, Armenią, Azerbejdżanem i Rosją. Jego zachodnie wybrzeże otwiera się na Morze Czarne. Stołeczne Tbilisi nad rzeką Kurą według legendy założył gruziński król (mepe) Kartlii (Iberii kaukaskiej) – Wachtang Gorgasali (ok. 440–502), gdy podczas polowania odkrył w tym rejonie gorące źródła. Ekspertyzy archeologiczne mówią jednak, że gród istniał na długo przed narodzinami władcy.
Jak powszechnie wiadomo, Gruzja winem stoi. Mimo to zanim zaczniemy zachwalać walory lokalnych szlachetnych trunków, zobaczmy, jakie poza tym atrakcje ma nam jeszcze do zaoferowania ojczyzna serdecznych Gruzinów.

 

DROGOCENNY SKARB
Najpiękniejszym gruzińskim miastem jest bez wątpienia Tbilisi. Ta niemal 1,5-milionowa stolica wznosi się we wschodniej części kraju. W jej bogatej historii, pełnej wielu dramatycznych zwrotów, splatają się wpływy perskie, arabskie, tureckie, rosyjskie i europejskie. Turysta, który zawitał do niej po raz pierwszy, może spokojnie poddać się intrygującemu rytmowi tego miejsca i zwiedzać je bez szczególnego planu, nie musi się też obawiać o swoje bezpieczeństwo. W tym malowniczo położonym na wzgórzach mieście nie brakuje galerii, muzeów, klimatycznych restauracji i kawiarni, starych łaźni siarkowych, pięknych cerkwi, zapomnianych przez wszystkich zakątków i domów z dużymi, misternie zdobionymi werandami i balkonami, będących chyba najbardziej charakterystycznym jego elementem. Sama przechadzka główną miejską arterią – aleją Szoty Rustawelego (Rustawelis Gamziri) – zajmie nam sporo czasu. Najlepiej rozpocząć ją od placu Wolności. Po drodze do placu Rewolucji Róż napotkamy m.in. Gruzińskie Muzeum Narodowe, gmach dawnego Parlamentu, świątynię Kaszweti, Teatr Dramatyczny im. Szoty Rustawelego oraz Państwowy Teatr Akademicki Opery i Baletu. W starej części Tbilisi – Dzweli Tbilisi – zachwycają twierdza Narikala z IV w., zabytkowa architektura oraz Katedra Sioni, cerkwie Anczischati (najstarszy obiekt sakralny w mieście, pochodzący z VI stulecia) czy Metechi (po drugiej stronie rzeki Kury). Warto wspiąć się na górę Mtacminda i wstąpić do Klasztoru św. Dawida (Mamadavitis Monasteri). Rozpościera się stąd również rozległa panorama stolicy, która robi olbrzymie wrażenie zwłaszcza nocą, gdy rozbłysną wszystkie światła.  

 

W GŁĘBI LĄDU I NA WYBRZEŻU
Drugie pod względem wielkości miasto Gruzji oraz siedzibę parlamentu stanowi 200-tysięczne Kutaisi. To na jego lotnisku lądują samoloty tanich linii lotniczych z Polski. Życie płynie tu spokojnie w sielskiej, nieco sennej atmosferze. Wiele miejsc zostało także odnowionych. Kilkanaście wieków temu było to centrum Królestwa Abchazji, a potem Królestwa Imeretii (od XV stulecia). Na uwagę zasługuje szczególnie pobliski XII-wieczny Monastyr Gelati, urzekający projektem architektonicznym oraz znakomicie zachowanymi naściennymi malowidłami i freskami. Zwiedzić trzeba też koniecznie Katedrę Bagrati z XI stulecia (obecnie po pracach rekonstrukcyjnych). Oba zabytki wpisano w 1994 r. na prestiżową Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.
   Trzecie na liście największych gruzińskich ośrodków miejskich (należące jednocześnie do najstarszych miejscowości w kraju) jest położone nad Morzem Czarnym ponad 160-tysięczne Batumi, stolica Adżarskiej Republiki Autonomicznej i siedziba Gruzińskiego Sądu Konstytucyjnego. Choć wciąż rozbudowuje się i unowocześnia, zachowało jednak charakter typowego nadmorskiego kurortu i miasta portowego. Kilkadziesiąt lat temu, za czasów ZSRR, Polacy chętnie przyjeżdżali tutaj na egzotyczny urlop. Batumi, ech, Batumi śpiewały wtedy popularne Filipinki. Na fali wracającej mody na Gruzję nie tak dawno, bowiem w 2011 r., odświeżono ten przebój, a jego nową wersję w bardziej współczesnej aranżacji zaśpiewała Natalia Lesz. Dziś rozległe herbaciane pola pozostają wspomnieniem (przetrwały jedynie nieliczne z nich, które są w dodatku dość zaniedbane), ale korzystny klimat i swoiście wakacyjna atmosfera nic się nie zmieniły. Turystów nigdy w adżarskiej stolicy nie brakuje, a w sezonie letnim na kamienistych plażach bywa naprawdę tłoczno.

 

UROK CZARNOMORSKIEGO KURORTU
W Batumi panuje duża różnorodność etniczna. Mieszkają tu Gruzini (86 proc.), Ormianie (7,5 proc.) czy Rosjanie (6,3 proc.). Na ten fakt wpłynęło na pewno usytuowanie nad Morzem Czarnym, co uczyniło je ważnym punktem na szlakach transportowych, handlowych i komunikacyjnych.  Nowoczesne, strzeliste hotele (np. Sheraton Batumi Hotel czy Radisson Blu Hotel) sąsiadują w kurorcie z dawnymi kupieckimi domami i pałacami. Wciąż powstają tutaj również kolejne inwestycje. O ich charakterze estetycznym można – oczywiście – dyskutować, niemniej dynamikę urbanistycznego rozwoju daje się podczas wizyty w mieście zauważyć bez trudu.
     W miejscowości Mtsvane Kontskhi (Zielony Przylądek), usytuowanej ok. 9 km od centrum Batumi, leży rozległy Ogród Botaniczny Batumi. Dzięki tutejszemu łagodnemu podzwrotnikowemu klimatowi hoduje się w nim egzotyczne rośliny z wielu zakątków świata. To jeden z największych obiektów tego typu na ziemi, dlatego na wycieczkę do niego powinno się przeznaczyć cały dzień. Założył go rosyjski botanik i geograf Andrzej Nikołajewicz Krasnow (1862–1914) na terenie, który otrzymał do zagospodarowania. Dzisiejszy ogród ma powierzchnię mniej więcej 111 ha i podzielony został na części według różnych stref klimatycznych.
     W samym kurorcie warto zobaczyć otoczony piękną zabudową plac Europy czy efektowny plac Piazza, na który wychodzą liczne bary, kawiarnie i restauracje. Poza tym trzeba przejść się do XIX-wiecznego meczetu, synagogi z początku XX stulecia i Parku Przymorskiego oraz – oczywiście – pospacerować długą promenadą i napić się wina w jednej z mnóstwa knajpek. Z kolei rodzinom z dziećmi spodoba się na pewno w delfinarium (Batumi Dolphinarium).
     Jednym ze współczesnych symboli stolicy Adżarii jest też ażurowa 130-metrowa Wieża Alfabetu z 33 literami wyjątkowego pisma gruzińskiego. Niedaleko portu znajduje się inna, 25-metrowa konstrukcja, zwana „Wieżą Czaczy”. Codziennie o godz. 19.00 z czterech jej dystrybutorów wypływa… destylat winogronowy, czyli czacza. Wieczorem przy nadmorskim deptaku rozbłyska światłem wysoki na 8 m, ruchomy pomnik autorstwa gruzińskiej artystki Tamary Kve¬si¬ta¬dze (ur. w 1968 r. w Tbilisi). Statuę tworzą postacie kobiety i mężczyzny, które to zbliżają się do siebie, to od siebie oddalają. W finalnym momencie para sprawia wrażenie, jakby się całowała. Inspiracją dla rzeźby stała się historia miłości między muzułmaninem z Azerbejdżanu i chrześcijanką z Gruzji, bohaterami powieści Lwa Nussimbauma (1905–1942), pseudonim Kur¬ba¬n Said, Ali i Nino (1937).

 

MIASTA UKRYTE WŚRÓD SKAŁ
Popularną gruzińską atrakcją są skalne miasta rozrzucone po całym kraju. Na południu, w regionie Samcche-Dżawachetia znajduje się Wardzia, wykuta w górze Eruszeli. Do dziś zachowało się w niej ok. 300 komnat, ale kiedyś na kilkunastu piętrach było ich mniej więcej 3 tys. Podczas najazdów Mongołów na te ziemie w średniowieczu mogło się tu schronić nawet do 50 tys. ludzi! Niestety, w XIII w. trzęsienie ziemi zniszczyło większą część olbrzymiego kompleksu. Obecnie tym osobliwym miejscem opiekuje się grupka mnichów, pobierających niewielką opłatę za zwiedzanie.
     Z kolei we wschodniej Gruzji, ok. 10 km na wschód od miasta Gori leży otoczone rezerwatem Upliscyche. Badania archeologiczne wskazują, że pierwsze tutejsze jaskinie mieszkalne powstały już w V w. p.n.e. Uchodzą one za jedne z najstarszych tego typu grot w granicach kraju. Ten ważny niegdyś ośrodek społeczny również nie oparł się trzęsieniu ziemi, z tym że temu z 1920 r. Wyjątkowo urokliwie w Upliscyche bywa poza sezonem – rozciąga się stąd wspaniały widok na rozległą równinę, a ciszę zakłóca tylko wiatr wpadający przez otwory w kamiennych ścianach.

FOT. GEORGIAN NATIONAL TOURISM ADMINISTRATION

Pozostałości skalnego miasta Upliscyche na brzegu rzeki Kury


     W centralnym regionie Imeretia, w wiosce Katskhi niedaleko 20-tysięcznego miasta Cziatura wznosi się wśród zieleni samotna skała Katskhi Pillar, wysoka na 40 m (przypominająca kształtem Maczugę Herkulesa z polskiego Ojcowskiego Parku Narodowego). Na jej szczycie wybudowano mały kościółek i pustelnię. Pokutuje i modli się tu od 20 już lat mnich Maxim Qavtaradze z Cziatury. Na wierzchołek prowadzi stara, 40-metrowa żelazna drabina. Dzisiaj jednak pustelnik bardzo rzadko przyjmuje gości, a kobiety nigdy nie miały wstępu do jego domostwa. Do kontaktu z ludźmi oraz dostaw produktów niezbędnych do przeżycia służy mu ręczna winda, zamontowana na drucie rozpiętym między szczytem a podnóżem skały.

 

W CUDOWNEJ KACHETII
Gruzja słynie ze swoich win i uchodzi za kolebkę tego trunku. Jego miłośnicy w trakcie podróży po tym kraju wcześniej czy później zawsze trafiają do Kachetii – jego największego i najważniejszego regionu winiarskiego, położonego na wschodzie. Uprawie winorośli sprzyjają w nim odpowiedni klimat i dobre gleby. Szczególnie wyróżnia się na tym obszarze duża dolina rzeki Alazani. Wśród odmian białych winogron prym wiedzie rkatsiteli, między czerwonymi króluje saperavi, dające gęste, taniczne i aromatyczne kompozycje. Dwie trzecie krajowych szlachetnych trunków pochodzi właśnie z Kachetii. Sami Gruzini bardzo szanują wino, pijają je chętnie i z równą ochotą się nim przy stole dzielą.
     Typowa infrastruktura enoturystyczna jeszcze się dobrze tutaj nie rozwinęła. Przyjezdni zatrzymują się więc zazwyczaj w którymś z prostych hoteli czy szukają hosteli lub noclegu w domach prywatnych. Pomału jednak przybywa winiarni, dbających o wygodę gości, takich jak leżąca za Telawi, w wiosce Vardisubani, otwarta we wrześniu 2011 r. posiadłość Chateau Mere. Stylizowany na mały zamek hotel dysponuje 15 pokojami, dużą salą konferencyjną, basenem zewnętrznym i restauracją serwującą specjały lokalnej kuchni. Z jego okien świetnie widać szczyty Kaukazu. Właściciele obiektu posiadają też stadninę koni, dlatego oferują konne przejażdżki do pobliskich starych monastyrów Sios Marani (VIII w.) i Ikalto (VI w.).
     Ok. 5 km od Telawi, w Kisiskhevi znajduje się winiarnia Schuchmann Wines Château, do której kompleksu należy także restauracja i komfortowo urządzone pokoje hotelowe. Rozpościerają się stąd przepiękne widoki. Tutejsze znakomite wina produkowane są zarówno metodami tradycyjnymi – z wykorzystaniem dużych glinianych amfor (kwewri) zakopanych w ziemi – jak i wedle współczesnych reguł enologii. Miejscowa obsługa organizuje na życzenie klientów wycieczki i zwiedzanie winnic.

 

WINIARSKI OŚRODEK
Na wschodnim krańcu Kachetii odwiedzić trzeba nieduże, ale niezmiernie urocze miasteczko Sighnaghi, położone na wzgórzu pasma Gombori na wysokości 790 m n.p.m. Słynie ono właśnie z produkcji szlachetnego trunku i ręcznie tkanych dywanów. Z jego dawnych murów obronnych rozciąga się fantastyczna panorama doliny rzeki Alazani. Spacer miejskimi uliczkami to czysta przyjemność, odnowione kamieniczki z charakterystycznymi balkonami wyglądają wręcz pocztówkowo i tworzą naprawdę romantyczną scenerię. Pewnie dlatego Sighnaghi nazywa się „małą Toskanią” albo „miastem zakochanych”. Warto spędzić w nim chociaż dwa dni. Funkcjonuje tu kilka hoteli butikowych (np. solidny Kabadoni Boutique Hotel), a także dość komfortowe domy gościnne.

FOT. GEORGIAN NATIONAL TOURISM ADMINISTRATION

Malownicze miasteczko Sighnaghi


     W okolicy możemy zwiedzić ważny dla Gruzinów Monastyr św. Jerzego w Bodbe z relikwiami św. Nino (ok. 301–332), apostołki i patronki Gruzji. Klasztor stanowi cel licznych pielgrzymek. Wśród winiarni w Sighnaghi polecam Pheasant’s Tears (przy ulicy Baratashvili 18). Prowadzi ją Amerykanin John Wurdeman, osiadły w Gruzji na stałe i interesujący się produkcją wina dawnymi metodami – w kwewri, które przechowuje w swojej 300-letniej piwnicy. Wyszukuje stare, zanikające odmiany winorośli, przywraca je do życia i z nimi eksperymentuje. Powstają z nich takie osobliwe gatunki trunków jak tavkveri, shavkapito, tsolikauri, chinuri. Johna Wurdemana fascynuje też tradycyjna muzyka gruzińska i typowy dla niej śpiew polifoniczny. Jego żona wykonuje tego rodzaju pieśni w zespole Zedashe. Jeżeli będziecie mieć szczęście, traficie na jego kameralny występ w restauracji.

 

W TROCHĘ INNYM ŚWIECIE
Jak wspomniałem, Batumi pełni funkcję stolicy Adżarskiej Republiki Autonomicznej, leżącej na południowym zachodzie, tuż przy granicy z Turcją. To specyficzny obszar na mapie kraju. Dość dużą część populacji stanowią w nim muzułmanie (niecałe 30 proc.). W Gruzji dominującą religią jest prawosławie – ok. 84 proc. wiernych, przy mniej więcej 65 proc. w Adżarii. Ta statystyka wynika z tego, że w czasie okupacji tureckiej w XVI i XVII w. większość Adżarów zmuszona została do przejścia na islam (odłam sunnicki). Mimo to nie zasymilowali się oni z Turkami, nadal kultywowali gruzińskie zwyczaje i kulturę oraz zachowali swój język. W czasach najnowszych, bo w 1991 r., Adżaria pod rządami popieranego przez Rosję Asłana Abaszydze (ur. w 1938 r. w Batumi), zwanego „czerwonym sułtanem”, stała się praktycznie niepodległym państwem. Po rewolucji róż, w maju 2004 r. groźba interwencji zbrojnej ze strony nowego prezydenta Micheila Saakaszwilego zmusiła adżarskiego przywódcę do opuszczenia gruzińskich granic.

FOT. GEORGIAN NATIONAL TOURISM ADMINISTRATION

Wieczorna panorama nadmorskiego kurortu Batum


     W tym malowniczym regionie, nizinnym przy wybrzeżu Morza Czarnego i łagodnie górzystym i mocniej zalesionym w głębi lądu, panuje łagodny, umiarkowanie subtropikalny klimat. Przy gdzieniegdzie kamienistych plażach znajdziemy znane kąpieliska (np. Machindżauri lub Cichisdziri) i uzdrowiskowe kurorty (m.in. popularne Kobuleti). Ze względu na korzystne warunki uprawia się tutaj bambusy, eukaliptusy, herbatę, tytoń, awokado czy znakomitej jakości owoce cytrusowe. W lokalnych winnicach największą popularnością cieszą się czerwone szczepy chkhaveri, ojaleshi i biała odmiana tsolikauri.
     Turyści chcący spróbować win w adżarskim stylu powinni wybrać się do Adjarian Wine House za miejscowością Khelvachauri (niedaleko Batumi). Na gości czeka w tym miejscu dobry hotel i restauracja z regionalnymi daniami (spróbujemy w niej np. chaczapuri przyrządzanego po adżarsku, z serem i jajkiem). Za dobór win odpowiada w niej francuski enolog. Do tutejszych ciekawostek należy musujący trunek ze szczepu chkhaveri. W pobliżu, w wiosce Vaio w pięknej dolinie rzeki Adjaristskali działa dwóch tradycyjnych winiarzy Lado Shavishvili i Malkhaz Gorgiladze.
     W Adżarii warto samemu poszukać małych, rodzinnych winiarni. Ja w ten sposób w miejscowości Gegelidzeebi trafiłem do lokalnego wytwórcy Nuri Sirabidze. Zresztą tak naprawdę całą Gruzję powinniśmy odkrywać właśnie tak, krok po kroku…

Artykuły wybrane losowo

Peru i Boliwia – esencja kontynentu

ROMAN WARSZEWSKI

www.warszewski.info

 

FOT. MAREK ŁABA

<< Wysokie Andy i wilgotne lasy równikowe nie wydają się stwarzać sprzyjających warunków do życia dla człowieka. A jednak na dzisiejszej peruwiańskiej i boliwijskiej ziemi przez setki lat mieszkali ludzie. Musieli więc znaleźć tutaj coś, co przekonało ich do osiedlenia się w tym zakątku świata i uczynienia z niego swojego domu. Odpowiedzi na pytanie, co to takiego, spróbujemy poszukać wspólnie w bieżącym wydaniu magazynu „All Inclusive”. >>

Jeśli ktoś jedzie do Ameryki Południowej po raz pierwszy, to za cel podróży powinien obrać właśnie Peru i Boliwię. Jeżeli planuje wielokrotnie powracać na ten pasjonujący kontynent, jego wybór – paradoksalnie – powinien być taki sam.

Więcej…

Armenia – powabna córa Kaukazu

KINGA BIELEJEC

www.gadulec.me

 

« Armenia bywa często niesłusznie niedoceniana i omijana w trakcie wypraw na Kaukaz na rzecz swojej słynnej sąsiadki, Gruzji. Jednak ten niewielki kraj, położony na pograniczu Europy i Azji, zupełnie sobie na to nie zasłużył. Na turystów, którzy mimo wszystko do niego trafią, czekają fascynująca stolica – Erywań, przepyszne jedzenie, niekończące się toasty, jedna z najlepszych brandy świata, ogromne jezioro Sewan czy liczne monastyry. W dodatku terytorium państwa wynosi niecałe 30 tys. km², więc w 10–14 dni da się zobaczyć główne tutejsze atrakcje. »

Więcej…

Niezapomniana Kuba

LESZEK NAROWSKI

 

<< Kuba to niezwykła wyspa na Karaibach. Nie bez przyczyny już hiszpańscy kolonizatorzy nazywali ją perłą Karaibów. Za sprawą bogatej historii, bujnej, tropikalnej przyrody, gorącego klimatu, wspaniałej architektury i przede wszystkim pogodnych, otwartych, gościnnych i pełnych ciepła mieszkańców tego kraju wizyta w nim jest niezapomnianym przeżyciem. >>

Jednak Kuba ma również swoje wiadome problemy natury ekonomicznej i finansowej. Na tę sytuację wpływa m.in. opisywana ostatnio szeroko w mediach amerykańska blokada gospodarcza, finansowa i handlowa wyspy, utrzymywana już od ponad pół wieku (ustanowiona oficjalnie 7 lutego 1962 r., za prezydentury Johna F. Kennedy’ego). Potępia ją od dłuższego czasu Zgromadzenie Ogólne ONZ, które popiera rezolucje domagające się zniesienia embarga wobec Kuby. Zagraniczni turyści nie odczuwają jednak tych kłopotów, z jakimi Kubańczycy borykają się na co dzień. Obsługa ruchu turystycznego jest zorganizowana w taki sposób, aby wszyscy goście mieli okazję spędzić wspaniałe, beztroskie wakacje na pełnej kolorów i radosnej muzyki karaibskiej wyspie.

 

Widok z Palacio de Valle na zatokę Cienfuegos

© LESZEK NAROWSKI

 

Bardzo trudno pojechać na Kubę bez wcześniejszych wyobrażeń o tym miejscu. Jednak po wizycie tutaj jej obraz staje się o wiele ciekawszy i bardziej różnorodny. Słodki rum, aromat najlepszych na świecie cygar, dźwięk bębnów, tętniące życiem kluby nocne, wieczory z salsą, muzyka dobiegająca niemal zewsząd i bajeczne plaże nie pozwalają pozostać obojętnym na urok tej magicznej wyspy.

 

KRÓTKI RYS HISTORYCZNY

Nie sposób zrozumieć Kubańczyków i wielu sytuacji, z którymi zetkniemy się podczas zwiedzania miejsc wewnątrz Kuby, bez znajomości chociaż podstawowych faktów z jej bogatej i burzliwej historii. Kiedy w październiku 1492 r. podczas swojej wyprawy w poszukiwaniu morskiej drogi do Indii Krzysztof Kolumb (1451–1506) dotarł do brzegów wyspy, był nią tak zachwycony, że ogłosił ją najpiękniejszą krainą na ziemi. Zapewne nie spodziewał się, że to odkrycie będzie początkiem dziejów całkiem nowego kraju. Śladem słynnego żeglarza i podróżnika podążyli hiszpańscy żołnierze i misjonarze. Mniej więcej 20 lat po przybyciu Krzysztofa Kolumba na podbój Kuby wyruszył konkwistador Diego Velázquez de Cuéllar (1465–1524). On i jego ludzie założyli osiem osad na wyspie: Baracoę, Bayamo, Santiago de Cuba, Trinidad, Camagüey, Sancti Spíritus, Hawanę i San Juan de los Remedios. Te historyczne miasta stanowiły oś mojej podróży po tym kraju. W pierwszej połowie XVI w. rozpoczęto sprowadzanie na Karaiby niewolników z Afryki, którzy wykorzystywani byli głównie do pracy na plantacjach, m.in. trzciny cukrowej. Z czasem Kuba stała się głównym producentem cukru i jednym z najlepiej rozwiniętych miejsc w regionie.

W XIX stuleciu zaczęły formować się ruchy niepodległościowe. Ich największym symbolem i bohaterem został kubański intelektualista, poeta, pisarz i polityk José Martí (1853–1895). W 1868 r. wybuchło antykolonialne powstanie, które zapoczątkowało wojnę dziesięcioletnią na Kubie zakończoną porażką rebeliantów. W grudniu 1898 r. Stany Zjednoczone w wyniku konfliktu z Hiszpanią uzyskały całkowitą kontrolę nad wyspą. Okupowały ją do 1902 r., kiedy to 20 maja kraj ogłosił niepodległość. Jednak Amerykanie zapewnili sobie prawo do ingerencji w wewnętrzne sprawy nowego państwa i utworzenia bazy wojskowej koło miasta Guantánamo (istniejącej od 1903 r.).

W lipcu 1953 r. młodzi partyzanci Fidela Castro (1926–2016) zaatakowali koszary wojskowe Moncada (Cuartel Moncada) w Santiago de Cuba, co uznano później za początek ruchu rewolucyjnego. W grudniu 1958 r. Ernesto Che Guevara (1928–1967) wygrał kluczową bitwę z siłami rządowymi pod miastem Santa Clara. W wyniku tego Fidel Castro wkroczył triumfalnie do Hawany, stolicy Kuby, i na początku 1959 r. przejął władzę w kraju. Tak rozpoczął się okres rewolucji, podczas którego znacjonalizowano kluczowe przedsiębiorstwa, przeprowadzono reformę rolną oraz kampanię edukacyjną i zdrowotną, zerwano stosunki dyplomatyczne ze Stanami Zjednoczonymi i nawiązano współpracę gospodarczą i wojskową ze Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich.

Po upadku ZSRR w grudniu 1991 r. karaibskie państwo nie mogło już liczyć na pomoc swojego sojusznika. Przemysł zaczął podupadać, brakowało wielu kluczowych dóbr, m.in. żywności i paliw. Kuba zmuszona była otworzyć się na turystykę, co wcześniej czyniła dość niechętnie.

 

Cygara to nieodłączna część kubańskiej kultury

© LESZEK NAROWSKI

 

SANTIAGO DE CUBA

Pierwszą kubańską stolicą (1515–1556) stało się Santiago de Cuba. Jest przepięknie położone u stóp pasma Sierra Maestra otaczającego je niemal ze wszystkich stron. Znajduje się nad wcinającą się ostro w głąb lądu zatoką o tej samej nazwie, usytuowaną na południowo-wschodnim wybrzeżu kraju. Santiago to chyba najbardziej egzotyczny i zróżnicowany ośrodek na Kubie. Ma bardziej karaibski niż kubański charakter. Uchodzi również za kolebkę rewolucji.

Sercem najstarszej części miasta jest Parque Céspedes: barwny, z zadbaną zielenią i autentyczną kolonialną zabudową, wśród której na kilka budowli szczególnie warto zwrócić uwagę.
Nad całą okolicą góruje Katedra Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny (Catedral Basílica de Nuestra Señora de la Asunción).

Obok katedry znajduje się Hotel Casa Granda z 1914 r. (obecnie 4-gwiazdkowy obiekt należący do sieci IBEROSTAR Hotels & Resorts), niegdyś ulubiony punkt spotkań kubańskiej elity, gdzie spędzała ona czas przy rumie i cygarach. W latach 50. XX w. zbierała się w nim szczególna klientela: amerykańscy szpiedzy i kubańscy rebelianci. Gościem hotelu był też angielski pisarz Graham Greene (1904–1991), który opisał go w powieści kryminalnej Nasz człowiek w Hawanie (1958).

Przy Parque Céspedes stoi także najstarsza rezydencja na wyspie i podobno nawet w całej Ameryce Łacińskiej (powstała w latach 1515–1530) – Casa de Diego Velázquez, dzisiaj muzeum sztuki kolonialnej (Museo de Ambiente Histórico Cubano). Ta kamienna budowla z XVI stulecia przyciąga uwagę eleganckimi, drewnianymi balkonami w arabskim stylu i ogromnymi okiennicami. Mieszkał w niej i urzędował wspomniany wcześniej pierwszy gubernator Kuby Diego Velázquez de Cuéllar.

Szczególne miejsce na mapie Santiago, które uznano za bastion ruchu niepodległościowego, stanowi Cementerio Santa Ifigenia. Na tym otwartym w 1868 r. cmentarzu pochowani są sławni i zasłużeni Kubańczycy. Najokazalszy i najczęściej odwiedzany jest grobowiec Joségo Martí. W grudniu 2016 r. pod wielką skałą złożono tutaj prochy Fidela Castro.

Na wschód od najstarszej części miasta znajduje się jedna z najbogatszych jego dzielnic, gdzie uwagę zwraca duża bryła nowoczesnego, 5-gwiazdkowego hotelu Meliã Santiago de Cuba. To najlepszy – moim zdaniem – obiekt hotelowy na Kubie, w którym miałem okazję nocować podczas tegorocznego zwiedzania wyspy. Na moją ocenę wpłynęły nie tylko świetny wystrój i infrastruktura, wrażenie zrobiła na mnie przede wszystkim jakość obsługi. Tutejsza restauracja oferuje szeroki wybór dań kuchni hiszpańskiej i kubańskiej. Smaku świeżych ryb i tropikalnych owoców długo nie zapomnę, poza tym jadłem w niej najlepsze awokado w swoim życiu. W pobliżu znajduje się targ, pomnik poświęcony bohaterom rewolucji i popularny, 3-gwiazdkowy Hotel Islazul Las Américas, zbudowany w 1975 r.

W okolicach Santiago warto odwiedzić malowniczo położoną hiszpańską twierdzę – Castillo del Morro (Castillo de San Pedro de la Roca), która wznosi się na wysokiej skarpie nad zatoką Santiago de Cuba, ok. 10 km na południowy zachód od centrum miasta. Ta imponująca budowla pochodząca z XVII w. zadziwia skomplikowanym układem bastionów, mostów zwodzonych, fos i schodów wykonanych z budzącą podziw dokładnością. W wilgotnych i ciemnych celach w przeszłości przetrzymywano niewolników z Afryki przeznaczonych do sprzedania, a od 1775 r. – więźniów politycznych. Znajduje się tu ciekawe urządzenie służące do transportu kul z magazynu do stojącej znacznie wyżej armaty. Po zachodzie słońca co wieczór z fortecy słychać wystrzały.

Gdy idzie się alejką z parkingu w kierunku twierdzy, mija się po drodze stoiska z pamiątkami i restaurację, która szczyci się wizytami słynnych gości, m.in. odwiedzinami angielskiego muzyka Paula McCartneya. Warto wstąpić do niej nie tylko ze względu na smaczne potrawy z owoców morza, ale przede wszystkim z racji rozpościerających się stąd wyjątkowo pięknych widoków na morze i fortecę.

 

Kultowe krążowniki szos z lat 40. i 50. XX w. dumnie przemierzające ulice Kuby

© LESZEK NAROWSKI

 

EL COBRE

Najbardziej znanym obiektem w regionie jest Basílica Santuario Nacional de Nuestra Señora de la Caridad del Cobre – sanktuarium położone ok. 20 km na zachód od Santiago de Cuba. To miejsce święte dla Kubańczyków, ale pielgrzymują do niego również mieszkańcy innych krajów Ameryki Łacińskiej. Miasteczko El Cobre zawdzięcza swoją nazwę pierwszej kopalni miedzi na terenie obu Ameryk (działającej w latach 1544–1998), zaopatrującej fabryki amunicji.

Dziś miejscowość znana jest bardziej z powodu drewnianej figurki, którą wyłowiono z morza w 1612 lub 1613 r. w zatoce Nipe na północnym wschodzie wyspy. To ok. 40-centymetrowa podobizna Matki Boskiej z dzieciątkiem Jezus na lewym ramieniu i złotym krzyżem w prawej dłoni (Virgen de la Caridad del Cobre, Nuestra Señora de la Caridad del Cobre, Caridad del Cobre lub po prostu Cachita). Według jednej z legend figurka dryfowała przez mniej więcej 100 lat, od czasu, gdy miejscowy wódz, obdarowany nią przez jednego z konkwistadorów, wrzucił ją do morza, aby uchronić ją przed innymi, niezbyt przyjaźnie nastawionymi do chrześcijaństwa lokalnymi przywódcami.

Przez wieki modlono się tu do Matki Boskiej o wsparcie, cuda i uzdrowienie. Na wniosek weteranów wojny o niepodległość papież Benedykt XV w maju 1916 r. ogłosił ją świętą patronką Kuby, a sanktuarium zostało uroczyście otwarte w 1926 r. Ponieważ kult Maryi jest powszechny, w dniu jej święta na Kubie (8 września) wśród tysięcy katolickich pielgrzymów pojawiają się także wyznawcy synkretycznej religii santería (yoruba), w której utożsamia się Matkę Boską z boginią Oszun (Oshún, Oxum, Ochun). W styczniu 1998 r. sanktuarium odwiedził papież Jan Paweł II, czym podkreślił jego duże znaczenie na mapie ośrodków maryjnych w Ameryce Łacińskiej.

 

BAYAMO

Założone w listopadzie 1513 r. przez Diega Velázqueza de Cuéllara Bayamo miało korzystne położenie – było na tyle oddalone od morza, że nie musiało obawiać się ataków piratów, a przepływająca tu rzeka Bayamo, połączona z najdłuższą na wyspie rzeką Cauto (343 km), zapewniała sprawny transport wodny. Do dziś zachował się w nim kolonialny charakter ulic, na chętnych czekają tradycyjne konne dorożki, a w ostatnim czasie otwarto niewielkie muzeum figur woskowych.

Miasto sławę zyskało dzięki roli, jaką odegrało w czasie walk o niepodległość. Szczególnie związane jest z jednym z bohaterów tego okresu – Carlosem Manuelem de Céspedesem, który urodził się w Bayamo w kwietniu 1819 r. W październiku 1868 r. jako pierwszy w kraju uwolnił swoich niewolników pracujących na plantacji cukru La Demajagua w Manzanillo i ogłosił bunt przeciwko hiszpańskim rządom na Kubie. Był to początek pierwszej wojny o niepodległość.

W Bayamo na zainteresowanie zasługuje spalony w czasie walk (jak większość miasteczka) i później odbudowany kościół – Iglesia San Salvador de Bayamo, w którym po raz pierwszy została wykonana dla powstańców poruszająca pieśń La Bayamesa skomponowana przez Perucha Figuereda (1818–1870), dzisiejszy hymn państwowy. W okolicy, na północny wschód od miasta, leży Dos Ríos. To szczególnie czczone miejsce na Kubie. W bitwie pod Dos Ríos zginął 19 maja 1895 r. największy kubański bohater – José Martí.

 

GUARDALAVACA

Leżąca na północnym-wschodzie Guardalavaca jest spokojną nadmorską miejscowością, wokół której powstał obszar idealny do wypoczynku i spędzania czasu na wodzie. Można tu m.in. popływać z delfinami, wybrać się na połów ryb lub rejs katamaranem. W ostatnich latach w okolicy wybudowano hotele typu all inclusive o wysokim standardzie i z nowoczesną infrastrukturą, takie jak 4-gwiazdkowe Sol Río de Luna y Mares (sieci Meliã Hotels International), Brisas Guardalavaca (należący do Hoteles Cubanacan), Memories Holguín Beach Resort (Blue Diamond Resorts), Hotel Playa Costa Verde (Gaviota Hoteles) czy wreszcie 5-gwiazdkowe IBEROSTAR Holguín (IBEROSTAR Hotels & Resorts), Hotel Playa Pesquero z serwisem klasy premium (Gaviota Hoteles) i Paradisus Río de Oro Resort & Spa (Meliã Hotels International). Ten ostatni jest pięknie położony, przeznaczony jedynie dla dorosłych, znajdują się w nim też liczne krystalicznie czyste baseny. Paradisus Río de Oro Resort & Spa wyróżnia się specjalną formą zakwaterowania (Royal Service) – dla gości przygotowano na prywatnym piętrze hotelowym luksusowe pokoje i apartamenty z ekskluzywnym wyposażeniem, fantastycznym widokiem na morze, odrębną recepcją i wykwintną restauracją. Poza tym czekają na nich również eleganckie Garden Villas z sauną, basenem, jacuzzi i bezpośrednim dostępem do plaży Las Caleticas.

Kurorty w tym rejonie naprawdę potrafią oczarować nawet najbardziej wymagających turystów. Przyciągają wyjątkowo przejrzystym morzem, wspaniałymi plażami z niezwykle białym piaskiem oraz bujną tropikalną roślinnością. Nie mają rozmachu słynnego Varadero, ale za to są spokojniejsze, bardziej malownicze i mniej oblegane, a miejsce to stanowi świetny punkt wypadowy do zwiedzania atrakcyjnej okolicy.

 

CAMAGÜEY

Stolica prowincji Camagüey, nosząca tę samą nazwę i położona na szerokiej rolniczej równinie, została założona w lutym 1514 r. jako Santa María del Puerto del Príncipe (Puerto Príncipe). Kompletnie zniszczone przez walijskiego korsarza Henry’ego Morgana w marcu 1668 r. miasto odbudowano w formie dość ciekawego gąszczu wąskich uliczek. Ten osobliwy labirynt miał zapewne utrudnić atak potencjalnym najeźdźcom.

Camagüey na tle sąsiednich stolic prowincji wyróżnia się malowniczą architekturą historycznego obszaru. Urzeka krętymi i wąskimi uliczkami leżącymi nad rzeką, domami w kolorach tęczy i pełnymi zieleni podwórkami. Miasto kojarzy się z wielkimi, ceramicznymi naczyniami (tinajones), wzorowanymi na hiszpańskich baryłkach na wino i oliwę, a wykorzystywanymi jako zbiorniki na wodę podczas okresów suszy. Naczynia te czasem są ogromne, a choć zostały często wykonane przed 100 laty, nadal służą mieszkańcom.

 

SANCTI SPÍRITUS

Swoją wyjątkową atmosferę Sancti Spíritus (stolica prowincji o tej samej nazwie) zawdzięcza być może temu, że znajduje się z dala od utartych szlaków. Jego mieszkańcy są bardzo przyjaźnie nastawieni do turystów. To kolejna z osad założonych przez Diega Velázqueza de Cuéllara (w czerwcu 1514 r.). Początki miasta były naprawdę trudne. Ze względu na atak występujących tu mrówek (tzw. carniceras) musiano zmienić nieco jego pierwotną lokalizację, następnie ośrodek został dwukrotnie spalony i złupiony przez piratów (w 1586 i 1667 r.), dlatego większość jego zabytków nie ma aż tak długiej historii.

Główna atrakcją Sancti Spíritus jest piękny kościół parafialny (Iglesia Parroquial Mayor del Espíritu Santo). Pierwotną budowlę wzniesiono tutaj z drewna w 1522 r. Po zniszczeniu przez piratów odbudowano ją z kamienia w 1680 r. Dzisiaj uchodzi za najstarszą świątynię na Kubie. Poza tym warto przejść się po moście na rzece Yayabo, pochodzącym z pierwszej połowy XIX stulecia, który stanowi jedyną tego typu ceglaną przeprawę na wyspie zachowaną z czasów kolonialnych. Kościół i most są obiektami zaliczonymi do dziedzictwa narodowego Kuby (Monumento Nacional de Cuba).

 

TRINIDAD

Jednym z najcenniejszych klejnotów w kraju jest wpisany w 1988 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO zabytkowy Trinidad (razem z pobliską Doliną Cukrowni – Valle de los Ingenios). Zarówno kolonialna architektura historycznego centrum, jak i atmosfera tego miejsca potrafią zachwycić. Dlatego miasto często służy jako plan filmowy lub tło do zdjęć. Nie jest jednak skansenem, jego mieszkańcy prowadzą normalne życie. Trinidad słynie z doskonale zachowanych, pastelowych zabudowań krytych czerwoną dachówką, brukowanych uliczek, mahoniowych balustrad, dużych, drewnianych bram, a także wspaniałych muzeów.

Dobry stan swojej oryginalnej architektury miasto zawdzięcza temu, że historia wyjątkowo łagodnie się z nim obeszła. Kiedy piraci łupili w XVI i XVII w. położoną ok. 60 km na wschód stolicę prowincji Sancti Spíritus, Trinidad pozostawili nietknięty. W tym czasie bogacił się on na dochodowym handlu niewolnikami i przede wszystkim produkcji cukru. W XVII i XVIII stuleciu mieszkali tu zamorscy piraci (holenderscy, brytyjscy i francuscy), mile widziani przez tych mieszkańców Trinidadu (trinitarios), którzy dzięki nim zarabiali na kontrabandzie.

Sercem historycznego centrum miasta jest Plaza Mayor. Przy tym malowniczo położonym placu znajduje się większość ważnych budynków, galerii i muzeów. Te ostatnie mieszczą się w eleganckich rezydencjach z pięknymi balkonami (Galería de Arte Universal Benito Ortiz w Casa Ortiz z początku XIX w., Museo de Arquitectura w Casa Azul, Museo Romántico w Palacio Brunet). Nad okolicą góruje Iglesia Mayor Santísima Trinidad (Iglesia de la Santísima Trinidad) z XIX stulecia (wznoszona przez 75 lat, od 1817 do 1892 r.), jeden z największych zabytków architektury sakralnej na Kubie i jedyny z konstrukcją pięcionawową. Umieszczona w świątyni figura Chrystusa (Señor de la Vera Cruz, Cristo de la Veracruz) pierwotnie miała trafić do Meksyku. Jezus z tutejszego kościoła jest do dziś patronem Trinidadu.

Nieopodal, przy Calle Real del Jigüe, tawerna „La Canchánchara” zaprasza na doskonały koktajl przygotowywany na bazie aguardiente (miejscowego rumu po pierwszej destylacji), miodu, limonki i lodu. Tym słynnym drinkiem (zwanym cancháncharą), wymyślonym w czasie wojny dziesięcioletniej na Kubie (1868–1878), można delektować się tu przy muzyce na żywo.

 

CIENFUEGOS

Założone w kwietniu 1819 r. Cienfuegos jego mieszkańcy nazywają Perłą Południa (Perla del Sur). Uroku dodają mu z pewnością piękne parki, eleganckie bulwary i kolumnady oraz zróżnicowana kolonialna zabudowa, dziś w pełni odrestaurowana. Przy pewnej dozie wyobraźni miasto może przywodzić na myśl skojarzenia z Paryżem, co zapewne było zamiarem francuskich fundatorów. Cienfuegos rozkwitało dzięki handlowi i przetwórstwu trzciny cukrowej, którą w szczytowym okresie (w latach 1918–1919) przerabiano na blisko 410 tys. t cukru.

Najbardziej efektowna i wyróżniająca się zabudowa powstała w okolicy Parque José Martí. Przy placu tym wznosi się Katedra (Catedral de Cienfuegos, Catedral de Nuestra Señora de la Purísima Concepción) z XIX w., prawdopodobnie z najbogatszym wystrojem wnętrza na wyspie. Na przeciwległym końcu stoi łuk triumfalny (Arco de Triunfo) z datą 20 maja 1902 r., upamiętniający narodziny Republiki Kuby. Pobliski teatr nosi imię Tomása Terry’ego (Teatro Tomás Terry), dawnego magnata cukrowego, urodzonego w Caracas w Wenezueli, znanego jako Creso Cubano, czyli „Kubański Krezus” (1808–1886). W rejonie Parque José Martí znajduje się również elegancki gmach Palacio Ferrer (Casa Provincial de la Cultura).

Ciekawy spacer można odbyć centralną ulicą Cienfuegos – Calle 37, zwaną Paseo del Prado. To najdłuższy deptak w kraju (niemal 2-kilometrowy). Jego część dochodząca do pięknej zatoki zwie się Malecón. Najbardziej niezwykłą i oryginalną budowlą w mieście (a według mnie i na całej wyspie) jest Palacio de Valle. Ukończony w 1917 r. pałac w stylu hiszpańsko-mauretańskim łączy w sobie jeszcze wpływy architektury gotyckiej, romańskiej, barokowej i sztuki mudéjar. Przeznaczony był dla rodziny bogatego kupca, który nazywał się Acisclo del Valle (1865–1919). Obecnie działa w nim wyśmienita włoska restauracja, serwująca znakomite potrawy z owoców morza i desery. Z tarasu na dachu budynku można przy szklaneczce mojito z lokalnego baru podziwiać malownicze zachody słońca nad zatoką.

 

SANTA CLARA

Stolicę prowincji Villa Clara założyli w lipcu 1689 r. mieszkańcy San Juan de los Remedios (Remedios) uciekający przed częstymi atakami piratów. Dzisiaj Santa Clara tętni życiem m.in. dzięki licznej grupie studentów oraz ze względu na gwarne, kolorowe targi świeżych owoców i warzyw stanowiące popularne miejsce spotkań.

Jak w każdym większym mieście, tak i tutaj znajduje się główny plac. Parque Vidal przyciąga zielenią i pomnikiem Leoncia Vidala (1864–1896), bohatera wojny o niepodległość Kuby. Monument stanął w miejscu, gdzie mężczyzna zginął. Plac otaczają budynki z przełomu wieków, m.in. zabytkowy Teatro La Caridad z 1885 r. oraz całkowicie niepasujący do jego zabudowy Hotel Islazul Santa Clara Libre (przed 1959 r. Hotel Hilton Santa Clara), który znany jest z tego, że na fasadzie nosi ślady rewolucyjnych kul z grudnia 1958 r.

Santa Clara, zwana bramą na Wschód, w czasie wojen miała strategiczne znaczenie. Dzięki zdobyciu miasta Ernesto Che Guevara otworzył rewolucjonistom drogę do stolicy. Na przedmieściach znajduje się mauzoleum z ogromnym pomnikiem Argentyńczyka, uznawanego za największego bohatera rewolucji kubańskiej. Postać Che przedstawiona jest z bronią i ręką na temblaku, na pamiątkę ran odniesionych w czasie walk o Santa Clarę. Na dole wykuto napis Hasta la Victoria Siempre! („Zawsze do zwycięstwa!”).

 

HAWANA

Stolica Kuby wywiera niemal na każdym olbrzymie wrażenie. Wydaje się być jednym z najbardziej fascynujących miejsc na świecie. Szczególne położenie, wspaniałe kamienne fortyfikacje i kolonialna architektura obszaru La Habana Vieja, czyli Stara Hawana, stanowią o wyjątkowych walorach tego miasta. Przypominają też o jego bogatej historii i przywołują czasy, kiedy Hawana była perłą w koronie hiszpańskiego imperium.

Stolicy Kuby nie da się opisać w jednym rozdziale. Aby oddać wyjątkowy charakter miasta, trzeba poświęcić mu cały artykuł. Jest tego naprawdę warte.

 

VARADERO

Półwysep Hicacos (Península de Hicacos), leżący w odległości mniej więcej 130 km na wschód od Hawany, to ok. 20-kilometrowy pas plaż z licznymi hotelami, restauracjami i klubami nocnymi. Powstał na nim słynny kurort Varadero (w grudniu 1887 r.). Spotkać w nim można wielu Kanadyjczyków, Latynosów, Niemców i Włochów, a także Polaków. Kubańczyków jest tu z kolei jak na lekarstwo, a większość z nich pracuje w ośrodkach wypoczynkowych.

Varadero stanowi mniejszy, kubański odpowiednik amerykańskiego Miami Beach. To miejsce idealne na beztroskie wakacje ze względu na rozległe, piaszczyste i porośnięte wysmukłymi palmami plaże, uznawane za jedne z najlepszych na Karaibach, luksusowe hotele z bogatą infrastrukturą i wiele fakultatywnych atrakcji. Poza pływaniem katamaranem lub łodzią motorową, łowieniem ryb, snorkelingiem, nurkowaniem, żeglarstwem, kajakarstwem, surfingiem i kitesurfingiem możemy tutaj odwiedzać typowe lokalne hacjendy, jeździć konno czy korzystać z innych sposobów spędzania wolnego czasu.

Jedną z ciekawszych wycieczek w moim przypadku było zwiedzanie starej fabryki rumu w pobliskim mieście Cárdenas. Założył ją w 1878 r. José Arechabala Aldama. Zróżnicowany proces produkcji i leżakowania trunku pozwala otrzymywać bardzo wiele jego gatunków. Oprócz znanej w Europie marki Havana Club oferuje się tu wiele innych rumów, takich jak Santiago de Cuba, Ron Cubay, Ron Arecha, Ron Perla del Norte, Ron Legendario czy Ron Varadero. Ceny za butelkę wahają się od 5 do nawet 1 tys. pesos kubańskich wymienialnych (CUC), czyli od ok. 19 do 3,8 tys. złotych.

Podczas pobytu w Varadero zaproszeni byliśmy na uroczystą galę z okazji 40-lecia działalności jednego z największych operatorów turystycznych w kraju – Havanatur. Bajecznie kolorowe zespoły prezentowały tańce i muzykę kubańską, a kuchnia serwowała najlepsze dania z ryb i mięsa przyrządzane według lokalnych przepisów. Część oficjalną uświetniła przemowa Evelyn Guilarte Arencibii, dyrektor generalnej Havanatur, poświęcona rozwojowi turystyki na Kubie.

Położony na samym końcu Hicacos 5-gwiazdkowy hotel Meliã Marina Varadero, w którym mieliśmy przyjemność nocować, jest jednym z bardziej luksusowych na półwyspie. Wyróżnia się bogatą i różnorodną infrastrukturą oraz jakością serwisu. Restaurację hotelową „El Pescador” przy piaszczystej plaży umieszczono na wolnym powietrzu i na małym wzgórzu po to, aby podmuch bryzy morskiej chłodził gości przy wysokich temperaturach powietrza i stwarzał komfortowe warunki do zjedzenia posiłku. Restauracja „El Pilar” w marinie otoczona jest z czterech stron wodą, idealnie czyste baseny sąsiadują z bufetami. Wygody zapewniane przez Meliã Marina Varadero pozwalały zapomnieć o wszelkich problemach i skoncentrować się jedynie na błogim relaksie.

 

GARŚĆ CIEKAWOSTEK

Najpopularniejszy sport na wyspie stanowi baseball, mimo iż największe sukcesy Kubańczycy odnosili w boksie i siatkówce. Na Kubie funkcjonują jednocześnie dwa rodzaje waluty: peso kubańskie wymienialne (CUC) oraz peso kubańskie (CUP). Internet jest powszechnie dostępny w kraju dopiero od kilku lat (obecnie ma do niego dostęp ponad 40 proc. ludności wyspy), turyści w praktyce korzystają z bezprzewodowego połączenia z siecią w hotelach i większych restauracjach.

Pora deszczowa, przypadająca od maja do października, zazwyczaj bywa nie tak uciążliwa (zwłaszcza na jej początku), jak mogłoby się wydawać. Temperatura powietrza podnosi się tylko o kilka stopni (na ogół oscyluje w granicach 30°C), a jego wilgotność zwiększa się o ok. 10 proc. w stosunku do pory suchej. Deszcz pada zwykle popołudniu. Opady są dosyć krótkie, ale intensywne. Należy jedynie pamiętać o tym, że w okresie od końca czerwca do początku listopada istnieje dość duże prawdopodobieństwo huraganów, a gwałtowne burze występują głównie we wrześniu i październiku.  

Wśród zagranicznych turystów odwiedzających Kubę największą grupę stanowią Kanadyjczycy. W 2017 r. na wyspę dotarło ponad 1,1 mln obywateli Kanady. Polacy zajmują 18. miejsce w tym zestawieniu. W minionym roku na wyspę jak wulkan gorącą zawitało prawie 41 tys. naszych rodaków. Na sezon zimowy 2018/2019 zaplanowano trzy loty czarterowe z Polski (Warszawy) na Kubę: dwa biura podróży Itaka – na Cayo Santa María i Cayo Coco (obsługiwane przez samoloty czeskiej linii Travel Service), jeden firmy Rainbow – do Varadero (Boeingiem 787 Dreamliner Polskich Linii Lotniczych LOT).

Mimo wielu lat komunistycznych rządów mniej więcej 60 proc. Kubańczyków uważa się za katolików. Wiarę praktykuje regularnie jedynie ok. 5 proc z nich.

Czwórka dzieci Ernesta Che Guevary do dzisiaj żyje na Kubie – Aleida, Camilo, Celia i Ernesto. Nie pełnią jednak żadnych politycznych ani urzędowych funkcji. José Martí jest jedynym bohaterem narodowym szanowanym przez polityków ze wszystkich ugrupowań. Wciąż pozostaje symbolem kraju. Jego wielkości jako człowieka czynu i pióra nikt nie kwestionuje. W każdej, nawet najmniejszej kubańskiej miejscowości znajduje się popiersie tej wyjątkowej dla historii wyspy postaci.

***

Wielu turystom Kuba kojarzy się przede wszystkim z Hawaną i Varadero, głównymi celami wyjazdów wypoczynkowych. Jednak w odróżnieniu od innych, bardziej turystycznych miejsc na Karaibach ten pasjonujący kraj jest czymś więcej. Zachwyca kolorami, bogatą historią, wspaniałymi zabytkami, budzi namiętności i nie pozwala o sobie zapomnieć. Warto to sprawdzić osobiście.

 

Wydanie jesień-zima 2018