MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Ten północno-wschodni stan Brazylii zapewnia turystom całą paletę barw, malownicze, dziewicze krajobrazy i mnóstwo możliwości wypoczynku. Jego rajskie plaże oblewane spokojnymi i płytkimi wodami stanowią doskonałe miejsce do kąpieli, a tutejsze silne, stałe wiatry przyciągają miłośników wind- i kitesurfingu. Cumbuco, Taíba, Flecheiras, Baleia, Jericoacoara, Paracuru, Porto das Dunas, Morro Branco, Praia das Fontes, Canoa Quebrada, Ponta Grossa czy Redonda oferują różnego rodzaju atrakcje – od największego aquaparku w Ameryce Łacińskiej do cichych i uroczych wiosek rybackich. Znajdziemy tu szeroki wybór zakwaterowania, m.in. luksusowe ośrodki wypoczynkowe albo czarujące pensjonaty, czyli modne w Brazylii „pousadas”. Smakoszy zachwycą miejscowe świeże ryby i owoce morza. Ceará znana jest jako „Terra da Luz” – „Ziemia Światła”. Zawdzięcza to dużej liczbie słonecznych dni w roku, a także temu, że była pierwszym stanem w federacji brazylijskiej, który zniósł niewolnictwo, cztery lata przed słynną „Lei Áurea” –  „Złotą Ustawą” z 1888 r. Dzisiaj ta radosna ziemia pełna światła stanowi jeden z najpiękniejszych rejonów Brazylii, gdzie odkryjemy nietknięte ręką człowieka cuda natury, niepowtarzalne krajobrazy oraz poznamy niezmiernie sympatycznych, przyjaznych i gościnnych ludzi.

 FOT. DIVULGACAO/SECRETARIA DO TURISMO DO CEARA

Ceará ma powierzchnię niemal 150 tys. km², czyli ok. 60 proc. większą niż Portugalia! Na jej terytorium żyje obecnie 8,5 mln mieszkańców. Stolicą tego stanu i jednocześnie największym miastem jest Fortaleza. W tym rejonie Brazylii znajduje się największy park wodny w Ameryce Łacińskiej – Beach Park na plaży Porto das Dunas. Ten olbrzymi kompleks turystyczny zajmujący łącznie 30 km², z czego na aquapark przypada 13, odwiedza każdego roku ok. 1 mln osób. W Cearze wznosi się również czwarty pod względem wielkości stadion piłkarski w kraju – świeżo przebudowany Estádio Governador Plácido Castelo, bardziej znany pod nazwą Castelão, który może pomieścić 67 037 widzów. Ten brazylijski stan słynie jednak przede wszystkim ze swojego pięknego wybrzeża i dużej religijności miejscowej ludności. Jeden z jego głównych symboli stanowi jangada – tradycyjna jednomasztowa łódź żaglowa wykonana z drewna używana od wieków przez rybaków z północno-wschodniej Brazylii. Na terenie Ceary znajduje się pokaźna część brazylijskiej caatingi (katingi, sawanny kolczastej) – unikatowej w skali świata formacji roślinnej, która obejmuje w sumie aż 850 tys. km² obszaru kraju.

 

Nazwa Ceará oznacza prawdopodobnie śpiew papug Jandaia (znanych w Polsce jako Aratinga), występujących tutaj w dużej liczbie. Dziennikarz, polityk, adwokat, pisarz i dramaturg José de Alencar (1829–1877), słynny syn tej ziemi, urodzony w Fortalezie, w dzielnicy Messejana, nazywany często „ojcem literatury brazylijskiej”, autorytet w temacie języków tupi-guarani, twierdzi, że rdzenna ludność tego zakątka globu określała niegdyś tym słowem turkusowe lub zielone wody. Istnieją także teorie mówiące o tym, że nazwa tego stanu może pochodzić od Siriará, co miało nawiązywać do krabów zamieszkujących wybrzeże. Ta „Ziemia Światła” wcale nie leży tak daleko od Europy i Polski, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Wystarczy jedynie 6,5-godzinny lot z Lizbony, żeby znaleźć się w Fortalezie. Ze Starego Świata do stolicy Ceary latają codziennie portugalskie linie lotnicze TAP Portugal.      

 

CHAPADA DO ARARIPE – ZAGINIONY ŚWIAT

Dzisiaj Ceará jest najbardziej znana ze swojej długiej (573-kilometrowej!) piaszczystej linii brzegowej oraz przeciętnie aż 2800 słonecznych godzin w roku. Może pochwalić się również malowniczymi górami oraz dolinami, gdzie uprawia się owoce tropikalne. Na jej południu, na granicy ze stanami Piauí i Pernambuco, rozciąga się magiczny, dziewiczy płaskowyż Chapada do Araripe. Obejmuje on m.in. las narodowy (po portugalsku floresta nacional), utworzony w 1946 r., i geopark, który powstał w 2006 r. Obszar ten stanowi jedno z najsłynniejszych stanowisk paleontologicznych na świecie, co zawdzięcza odkrytym tu doskonale zachowanym skamieniałościom wielkich latających gadów – pterozaurów. Na terenie Chapada do Araripe w Formacji Santana (Formação Santana), koło miejscowości Santana do Cariri, znaleziono też w 1996 r. szczątki niewielkiego dinozaura – santanaraptora (Santanaraptor placidus). Żył on w okresie wczesnej kredy (ok. 120–100 mln lat temu) w Ameryce Południowej. Długość jego ciała wynosiła mniej więcej 1,2–2,5 m, a wysokość – 50 cm. Ważył ok. 20 kg. Nazwa Santanaraptor placidus znaczy „rabuś Placido z Santany”, gdzie Placido odnosi się do socjologa, profesora i polityka Plácido Cidade Nuvensa, syna tej ziemi, założyciela Muzeum Paleontologii w Santana do Cariri i rektora Regionalnego Uniwersytetu Cariri – Universidade Regional do Cariri (URCA) – z siedzibą główną w mieście Crato. Na obszarze Chapada do Araripe odkryto także w tym samym roku szczątki innego dinozaura – Angaturama limai. Żył on mniej więcej 115–110 mln lat temu w Brazylii. Jego nazwa pochodzi z języka żyjącego na tych terenach plemienia Tupi i oznacza „szlachetny” lub „odważny”. Angaturama osiągał długość 5–8 m, ważył ok. 500–700 kg i miał 3 m wysokości. W Formacji Santana znaleziono również w 1996 r. unikatowe pozostałości irritatora. Ten rybożerny dinozaur zamieszkiwał ten obszar w okresie wczesnej kredy. Osiągał przypuszczalnie długość mniej więcej 8 m i wysokość 3 m. Wielu paleontologów uważa, że należy do taksonu (jednostki pokrewieństwa ewolucyjnego) niezmiernie podobnego Angaturama limai, który żył w tym samym miejscu i czasie. Wreszcie odkryto tutaj też jedyne na świecie szczątki niewielkiego, mięsożernego dinozaura miriszja (Mirischia asymmetrica). Pojawił się on we wczesnej kredzie, miał długość ciała ponad 2 m, wysokość ok. 80 cm i ważył mniej więcej 10–30 kg.

  FOT. DIVULGACAO/SECRETARIA DO TURISMO DO CEARA  

Açude do Cedro – zapora powstała w latach 1890–1906 w mieście Quixadá

 

Jak więc widać, Chapada do Araripe i tutejsza Formacja Santana, formacja geologiczna składająca się ze skał osadowych, w basenie Araripe (Bacia do Araripe), mogą pochwalić się licznymi bezcennymi skamieniałościami. Tereny te w okresie kredy pokrywała prawdopodobnie rozległa nadmorska delta rzeczna. Odkryto tu wiele szczątków organizmów słodkowodnych, bezkręgowców i ryb, ale ten zakątek Brazylii znany jest najbardziej z dużej różnorodności znalezionych w tym miejscu pozostałości pterozaurów. Jak się przypuszcza, obszar delty stanowił legowiska tych wielkich latających gadów. Nic więc dziwnego, że dziewiczy płaskowyż Chapada do Araripe określa się dziś mianem „zaginionego świata”. Spotkamy tutaj rzadkie gatunki ptaków, ssaków, gadów i owadów. W tym rejonie stanu Ceará (w okolicach miejscowości Barbalha, Crato i Missão Velha) odkryto w 1996 r. endemicznego hełmogłowika białego, znanego również jako skoczek królewski (Antilophia bokermanni). Dla Brazylijczyków to soldadinho-do-araripe. Ten gatunek ptaka jest krytycznie zagrożony wyginięciem. Jego populację szacuje się jedynie na ok. 250 osobników.

 

SŁONECZNA I NOWOCZESNA FORTALEZA

Stolicą stanu Ceará jest założona 13 kwietnia 1726 r. Fortaleza. To obecnie piąte pod względem liczby mieszkańców miasto Brazylii (po São Paulo, Rio de Janeiro, Salvadorze i Brasílii). Żyje w nim, w tropikalnym klimacie, 2,5 mln ludzi (w regionie metropolitalnym – 3,7 mln). W 2004 r. Fortaleza zdobyła tytuł najbardziej pożądanego kierunku turystycznego w kraju, według ABAV – Associação Brasileira de Agências de Viagens (Brazylijskiego Stowarzyszenia Agencji Turystycznych). Obecnie zajmuje drugie miejsce pod tym względem, zaraz po Rio de Janeiro, a przed Salvadorem. Do jej głównych atrakcji należy m.in. micareta Fortal, czyli „karnawał poza epoką”. Ta wielka 4-dniowa impreza odbywa się już od 1992 r., zawsze pod koniec lipca. To największa micareta w zamkniętym pomieszczeniu w całej Brazylii. Miasto Fortal (Cidade Fortal), jak przyjęło się nazywać miejsce tego hucznego i radosnego wydarzenia, odwiedza wówczas ok. 500 tys. osób z kraju i ze świata. Poza tym tłumy turystów przyciąga do Fortalezy największy park wodny w Ameryce Łacińskiej – Beach Park, położony w pobliskim Aquiraz. W 2010 r. – według statystyk serwisu rezerwacji hotelowych Hotéis.com, partnera firmy Expedia – stolica stanu Ceará była najczęściej poszukiwanym kierunkiem wakacyjnym przez brazylijskich turystów. Osoby spragnione nocnych imprez mogą bawić się tutaj codziennie aż do białego rana, a ci, którzy poszukują chwili wytchnienia, ciszy i spokoju – zaszyć się w urokliwych domkach na okolicznych rajskich plażach i cieszyć się bliskim kontaktem z naturą. Warto dodać, że jest to położona najbliżej kontynentalnej Europy brazylijska metropolia. Dzieli ją od Lizbony jedynie 5600 km. Aby odwiedzić ten uroczy zakątek Brazylii, nie potrzebujemy wiz ani żadnych szczepień. Co istotne, w Fortalezie działa polski konsulat honorowy. Przedstawicielem tej ważnej dla turystów z Polski placówki jest Hanna Zborowska-Neves. To najmłodszy konsul w historii naszego kraju. Ukończyła studia na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Obecnie pracuje na rynku nieruchomości w Cearze, należąc do kadry zarządzającej firmy Escala Properties. Zajmuje się pomocą Europejczykom (zwłaszcza Polakom), którzy zdecydowali się przenieść ze Starego Świata na tę brazylijską „Ziemię Światła”. Dzięki niej wielu naszych rodaków kupiło posiadłości w miasteczku Paracuru. Posiada licencję doradcy ds. nieruchomości wydaną przez FENACI (Federação Nacional dos Corretores de Imóveis, czyli Narodową Federację Agentów Nieruchomości). Jest doskonałym kontaktem dla wszystkich polskich turystów czy inwestorów wybierających się do stanu Ceará. Można ją znaleźć w biurze Escala Properties w Fortalezie przy Avenida Dom Luís 880 w dzielnicy Aldeota.

FOT. MARCELLO ARRAMBIDE/WWW.WANDERINGTRADER.COM 

Lagoa do Paraíso (Rajskie Jezioro) koło Jericoacoary nazywa się „brazylijskimi Karaibami”

 

Przybywający tu goście z całego świata lądują na Aeroporto Internacional de Fortaleza – Pinto Martins (Międzynarodowy Port Lotniczy Fortalezy im. Pinty Martinsa). Nazwano go tak na cześć lotnika Euclidesa Pinty Martinsa (1892–1924), urodzonego na tej ziemi, w mieście Camocim, który wykonał na początku lat 20. XX w. pionierski lot nad Oceanem Atlantyckim, z Nowego Jorku do Rio de Janeiro. BR-116, główna brazylijska droga o długości ok. 4500 km (największa w kraju całkowicie wyasfaltowana), rozpoczyna się właśnie w Fortalezie i biegnie aż do miejscowości Jaguarão w stanie Rio Grande do Sul, położonej tuż przy granicy z Urugwajem. Można nią dotrzeć do tak ważnych miast, jak choćby Porto Alegre, Kurytyba, São Paulo czy Rio de Janeiro. Nowoczesne Centro Dragão do Mar de Arte e Cultura (CDMAC), czyli Centrum Sztuki i Kultury Dragão do Mar, otwarte w kwietniu 1999 r., ma aż 30 tys. m² powierzchni i gościło już wiele międzynarodowych wydarzeń artystycznych. Obecnie jest to główna placówka kulturalna w stolicy Ceary, w której mieszczą się m.in. muzea poświęcone kulturze tej „Ziemi Światła” i sztuce współczesnej (Memorial da Cultura Cearense – MMC i Museu de Arte Contemporânea – MAC), doskonale wyposażona sala teatralna, amfiteatr, audytorium, kina, biblioteka publiczna oraz Planetarium Rubensa de Azevedo. To ostatnie nazwano tak na cześć urodzonego w Fortalezie w 1921 r. (i zmarłego tu w 2008 r.) astronoma i pisarza. Z kolei cały kompleks ochrzczono imieniem Dragão do Mar na pamiątkę historycznego bohatera, znanego także jako Chico da Matilde lub Francisco José do Nascimento (1839–1914), miejscowego abolicjonisty, szefa flotylli jangad i uczestnika ruchu przeciwko niewolnictwu (tzw. Movimento Abolicionista Cearense).

FOT. DIVULGACAO/SECRETARIA DO TURISMO DO CEARA

Planetarium Rubensa de Azevedo

 

Aktualnie cała Ceará przywiązuje dużą wagę do turystyki rodzinnej. Poza wspomnianym już przeze mnie parkiem wodnym Beach Park na plaży Porto das Dunas, w stanowej metropolii buduje się w tej chwili największe w Ameryce Łacińskiej, niezmiernie nowoczesne akwarium i oceanarium – Acquário Ceará (przy słynnej nadbrzeżnej promenadzie Avenida Beira Mar, na wysokości malowniczej Praia de Iracema). Będzie to wspaniały obiekt o powierzchni 21,5 tys. m² i pojemności aż 15 mln litrów wody. Władze Ceary spodziewają się, że rocznie przyciągnie on 1,2 mln zwiedzających z całego świata. Znajdą się w nim m.in. trzy poziomy, restauracje, kino 4D, akwarium z pingwinami czy symulator łodzi podwodnej.   

Ostatnio w Fortalezie zaczęto również mocno inwestować w rozwój turystyki biznesowej. Otwarto Centro de Eventos do Ceará – drugie pod względem wielkości centrum kongresowe w Ameryce Łacińskiej (po Riocentro w Rio de Janeiro) i najnowocześniejsze w tej części świata. Może się w nim zmieścić aż 30 tys. uczestników ważnych wydarzeń. Ma łączną powierzchnię ponad 150 tys. m², z czego 5 tys. stanowią sale konferencyjne, oraz 3200 miejsc parkingowych. Dysponuje też lądowiskiem dla helikopterów. Posiada dwa pawilony, w których może odbywać się jednocześnie 18 dużych wydarzeń biznesowych. Architektura tego centrum nawiązuje do lokalnego krajobrazu i rękodzieła ludowego. Na jego otwarciu, 30 czerwca 2012 r., wystąpiły tak znane artystki, jak np. Ivete Sangalo czy Jennifer Lopez. Oficjalna inauguracja Centro de Eventos do Ceará miała miejsce 15 sierpnia minionego roku, uświetnił ją swoim koncertem słynny hiszpański tenor Plácido Domingo. Natomiast pod koniec września odbył się tu finał konkursu Miss Brasil 2012.

Stolica Ceary może pochwalić się 27-kilometrową linią brzegową. Za najmodniejszą tutejszą plażę uchodzi zadbana Praia do Futuro (Plaża Przyszłości). To ulubione miejsce mieszkańców Fortalezy i turystów do kąpieli słonecznych i relaksu w przyjemnie ciepłej wodzie, a także do uprawiania surfingu oraz wind- i kitesurfingu. Praię do Futuro uważa się za największą miejską plażę w całej Brazylii. Ciągnie się przez ponad 7 km, a wzdłuż niej rozlokowało się ok. 100 gustownie urządzonych barracas (barów i restauracji z tradycyjnymi, regionalnymi specjałami, z pysznymi świeżymi rybami i owocami morza) – od prostych, pozbawionych większych wygód, aż po niezmiernie rozbudowane, luksusowe, ze wspaniałymi basenami, salonami piękności, saunami czy specjalnie wydzielonymi miejscami dla VIP-ów (np. kompleks CrocoBeach). Pogoda jest tutaj łagodna i stabilna (nawet w czasie pory deszczowej, nazywanej lokalnie inverno, czyli „zimą”, trwającej zazwyczaj od stycznia do lipca), ze średnią temperaturą powietrza 27°C i orzeźwiającą bryzą znad oceanu. W krajobrazie wybrzeża Fortalezy dominują lasy namorzynowe oraz wydmy porośnięte skąpo roślinnością krzaczastą (tzw. restinga). Na terenie miasta znajduje się też niezmiernie zielony Park Ekologiczny Rzeki Cocó (Parque Ecológico do Rio Cocó). Chroni on namorzyny rosnące u ujścia rzeki Cocó do Oceanu Atlantyckiego.  

Fortaleza to nowoczesna metropolia, jedna z najszybciej rozwijających się w całej Brazylii, oferująca mnóstwo rozrywek każdego dnia. Posiada rozbudowaną infrastrukturę miejską, z szerokim wyborem usług hotelowych (łącznie oddano tu do dyspozycji gości niemal 30 tys. łóżek, a w regionie metropolitalnym prawie 55 tys.), gastronomicznych czy kulturalnych, co czyni z niej wspaniały kierunek turystyczny przez okrągły rok. Jej wielki atut stanowi uprzywilejowane położenie geograficzne, ułatwiające łączność nie tylko z Europą (wspomniane już przeze mnie 6,5 godz.!), ale i z Ameryką Północną (również 6,5 godz. lotu z Atlanty czy Miami), Afryką (jedynie 3,5-godzinna podróż z Wysp Zielonego Przylądka) czy wszystkimi dużymi portami lotniczymi w Ameryce Południowej (np. 5,5 godz. z Buenos Aires). Nic więc dziwnego, że stolica stanu Ceará została wybrana jednym z gospodarzy Pucharu Konfederacji FIFA w czerwcu 2013 r. i jubileuszowych, XX Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej w Brazylii w 2014 r., które zostaną rozegrane od 12 czerwca do 13 lipca, zwłaszcza iż w tych miesiącach jest tutaj bardzo małe prawdopodobieństwo wystąpienia opadów deszczu.      

FOT. DIVULGACAO/SECRETARIA DO TURISMO DO CEARA

Cumbuco to światowa mekka kitesurfingu

 

REGION WAŻNYCH PORTÓW

Region metropolitalny (i nie tylko!) daje ogromne możliwości biznesowe. Zawdzięcza to wysoko rozwiniętej infrastrukturze, w tym m.in. nowoczesnym portom morskim. Jednym z nich jest Terminal Portuário do Pecém, bardziej znany jako Porto do Pecém. Otwarto go w 2002 r. Znajduje się w mieście São Gonçalo do Amarante, leżącym ok. 60 km od stołecznej Fortalezy. Na jego terenie powstaje właśnie strefa wolnocłowa.

                Najważniejszy port stanu Ceará stanowi Porto do Mucuripe lub Porto de Fortaleza. Według wielu historyków, tutejszy przylądek Ponta do Mucuripe był świadkiem pierwszego przybicia Europejczyków do brzegu dzisiejszego terytorium Brazylii. Miała tego dokonać w styczniu 1500 r. hiszpańska ekspedycja pod wodzą Vicente Yáñeza Pinzóna (ok. 1462–1514). Porto do Mucuripe należy do najbardziej ruchliwych portów handlowych w Brazylii. Obecnie wznosi się tu nowoczesny Terminal Marítimo de Passageiros (Morski Terminal Pasażerski), który już wkrótce będzie mógł przyjmować ogromne statki wycieczkowe. Władze Ceary, z okazji Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej w Brazylii w 2014 r., spodziewają się ich w Fortalezie naprawdę bardzo wielu. W terminalu zaplanowano miejsce na sklepy, restauracje i kawiarnie. Na jego terenie pasażerowie będą mieli dostęp do internetu, a w razie jakichkolwiek kłopotów zdrowotnych – do ambulatorium. W pobliżu, na malowniczo położonej Praia Mansa (plaży o powierzchni 70 tys. m²), przewidziano strefy przeznaczone na odpoczynek i rekreację. Powstają także szerokie drogi dojazdowe do terminalu oraz parking dla samochodów i autobusów. Całość zajmie powierzchnię 20 tys. m². Poza tym ta potężna inwestycja obejmuje też m.in. nowe nabrzeże o długości 350 m i dwukrotnie większy od pasażerskiego terminal kontenerowy. Już niedługo zobaczymy więc pierwsze luksusowe statki wycieczkowe, prawdziwe pływające hotele, zatrzymujące się w porcie w Fortalezie…      

 

RĘKODZIEŁO ARTYSTYCZNE – CHLUBA CEARY

Będąc w Fortalezie, koniecznie trzeba przespacerować się najpopularniejszą arterią miasta, umieszczaną często na pocztówkach – Avenida Beira Mar. Ciągnie się ona od Praia de Meireles aż do dzielnicy Mucuripe, której główny punkt stanowi duży i nowoczesny port. To modne miejsce do joggingu i bywania. Przy tej nadbrzeżnej alei znajduje się największa koncentracja hoteli i luksusowych restauracji w stolicy Ceary. Odbywa się tutaj również każdego dnia wieczorem najbardziej znany targ lokalnego rękodzieła artystycznego – tzw. Feirinha de Artesanato, Feirinha da Beira Mar czy Feirinha do Náutico (przy plaży Meireles). Turyści przebywający na Avenida Beira Mar mogą podziwiać wspaniały spektakl w wykonaniu miejscowych jangadeiros. Niezmiernie malowniczy jest widok używanych przez tych rybaków tradycyjnych łodzi, przypominających tratwy z żaglem, nazywanych jangadas, ściągających z połowów na oceanie na tutejszy targ rybny. Obfitujący w moc atrakcji dzień w Fortalezie warto zakończyć w otwartym w kwietniu 2011 r. uroczym Ogrodzie Japońskim (Jardim Japonês). Stworzono go w celu uhonorowania pierwszego imigranta z Japonii, który przybył do stolicy stanu Ceará w 1923 r. – Jussaku Fujita (przechrzczonego w Brazylii na Francisco Guilherme Fujita), oraz z okazji 285. rocznicy założenia miasta.   

                Za doskonałe miejsce, gdzie można obejrzeć szeroki wybór lokalnego rękodzieła artystycznego, uważa się ulokowaną w gmachu dawnego więzienia siedzibę Emcetur (Empresa Cearense de Turismo). W tym budynku z połowy XIX stulecia funkcjonuje obecnie Centro de Turismo de Fortaleza, czyli Centrum Turystyczne Fortalezy. Poza przyjmowaniem turystów i dostarczaniem im informacji, gości ono także wiele sklepów sprzedających produkty tutejszych twórców i artystów ludowych. Dawne cele więzienne pełnią teraz rolę stoisk, na których wystawia się wyroby rękodzieła artystycznego. W centrum mieszczą się też placówki kulturalne – Museu de Arte Popular (Muzeum Sztuki Ludowej) i Museu de Mineralogia (Muzeum Mineralogiczne). Inną interesującą atrakcją jest Mercado Central de Fortaleza (Główny Targ Fortalezy), położony obok Catedral Metropolitana de Fortaleza (Katedry Metropolitalnej Fortalezy) z 1978 r. i XVII-wiecznej Fortaleza de Nossa Senhora da Assunção (Fortecy Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny). On również specjalizuje się w wytworach rękodzielniczych. Znajduje się tu ponad 550 straganów, które zajmują pięć pięter. Na tym dużym targu, zajmującym łącznie ponad 9 tys. m² powierzchni, spotkamy zawsze licznych turystów poszukujących atrakcyjnych pamiątek z Brazylii.     

W celu rozwoju i promocji lokalnego rękodzieła artystycznego stworzono w 1979 r. Centro de Artesanato do Ceará – CEART (Centrum Rękodzieła Artystycznego Ceary). W należących do niego sklepach prezentowane są najwyższej klasy wyroby sztuki ludowej, m.in. rzeźby z drewna, ceramika, produkty ze skóry i wiele innych. Przekonamy się w nich szybko, że niezmiernie oryginalne dzieła miejscowych twórców i artystów ludowych charakteryzują się wpływami trzech kultur: indiańskiej, europejskiej i afrykańskiej. Dzięki temu stanowią niepowtarzalną mozaikę kolorów, wzorów i form. Reprezentacyjna galeria CEART mieści się w bogatej dzielnicy Fortalezy, za jaką uchodzi Aldeota (przy jej głównej alei handlowej – Avenida Santos Dumont). To jeden z najlepszych adresów, jeśli chcemy kupić atrakcyjne rękodzieło ludowe z Ceary, które cieszy się zasłużoną sławą w całej Brazylii. 

 W samym sercu Aldeoty, przy Avenida Desembargador Moreira, znajdziemy także Jardins Open Mall – luksusowe centrum handlowe na świeżym powietrzu z ponad 30 ekskluzywnymi sklepami i punktami gastronomicznymi. Wyróżnia się ono rozległymi strefami rozrywki otoczonymi uroczymi tropikalnymi ogrodami oraz bogatym programem kulturalnym. Kupimy tutaj też najwyższej jakości wyroby rękodzielnicze, brazylijską biżuterię, obuwie, ubrania czy tak potrzebne w Cearze akcesoria plażowe. W Jardins Open Mall działają również trzy doskonałe restauracje: argentyńska – Cabaña del Primo, specjalizująca się w mięsach z grilla, orientalna – Misaki, oferująca sushi i inne przysmaki współczesnej kuchni japońskiej, oraz Geppos, gdzie na gości czeka szeroki wybór różnych pizz i sałat. Z pewnością można tu odpocząć i spędzić miło czas.

 

MIASTO FUTBOLU

Mecze Pucharu Konfederacji FIFA w czerwcu 2013 r. i XX Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej w Brazylii w 2014 r. odbywać się będą w Fortalezie na Estádio Governador Plácido Castelo, stadionie znanym powszechnie jako Castelão. Gruntowną przebudowę tej areny piłkarskiej ukończono w grudniu 2012 r. Teraz jest to niezmiernie nowoczesny, ekologiczny obiekt, przyjazny dla osób niepełnosprawnych, z dużą restauracją z widokiem na boisko (i 3 mniejszymi), doskonale wyposażonym centrum prasowym i salą konferencyjną. Pojemność trybun wynosi 67 037 miejsc (wszystkie pod dachem i zapewniające 100-procentową widoczność), co czyni z Castelão największy stadion w północno-wschodniej Brazylii i czwarty pod względem wielkości w całym kraju. Spełnia on wszystkie międzynarodowe standardy bezpieczeństwa i posiada 1900 stanowisk postojowych. Podczas imprez FIFA (Fédération Internationale de Football Association – Międzynarodowej Federacji Piłki Nożnej), organizowanych w 2013 i 2014 r. m.in. w Fortalezie, na tej arenie piłkarskiej rozegranych zostanie 9 meczów. W ramach Pucharu Konfederacji FIFA 2013 odbędą się tutaj 3 spotkania: 2 fazy grupowej (Brazylia-Meksyk w dn. 19 czerwca i Hiszpania-Nigeria w dn. 23 czerwca) oraz półfinał w dn. 27 czerwca. Z kolei w czasie XX Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej w Brazylii w 2014 r. zawodnicy wybiegną na murawę Castelão aż 6 razy, w tym 17 czerwca reprezentanci brazylijskiej drużyny narodowej, a 4 lipca uczestnicy jednego z ćwierćfinałów. Stadion w stolicy stanu Ceará dysponuje całą niezbędną infrastrukturą i technologią, żeby gościć dwie tak duże międzynarodowe imprezy sportowe. Poza tym może przyjąć także reprezentacje olimpijskie i paraolimpijskie, które chciałyby się zaaklimatyzować przed piłkarskimi turniejami w ramach XXXI Letnich Igrzysk Olimpijskich i XV Letnich Igrzysk Paraolimpijskich, które będą miały miejsce w 2016 r. w Rio de Janeiro. Fortaleza ma do tego doskonałe warunki. Nie tylko dysponuje już nowoczesną infrastrukturą sportową, ale także – co ważne – jej przyjazny klimat jest zbliżony do tego, jaki panuje w mieście gospodarzu najbliższej olimpiady i paraolimpiady.

 

CEARÁ CZEKA NA POLAKÓW

Na koniec naszej pierwszej wizyty w tym uroczym północno-wschodnim stanie Brazylii warto jeszcze dodać, że ponad 30-tysięczne Paracuru, leżące ok. 85 km od stolicy Ceary (niecałe 2 godz. jazdy samochodem), powoli staje się polskim miasteczkiem… Nie zdziwmy się, jeśli na tutejszej plaży lub ulicy usłyszymy dość często naszą mowę ojczystą. Swoje domy w tej prawdziwej mekce dla miłośników surfingu oraz kite- i windsurfingu ma już kilkudziesięciu Polaków. Nic więc dziwnego, że Brazylijczycy z Paracuru uczą się mówić po polsku, a menu w niektórych miejscowych lokalach gastronomicznych jest dwujęzyczne. Stanowi to zawsze wielką niespodziankę dla tych turystów z Polski, którzy odwiedzają ten rajski zakątek Brazylii po raz pierwszy. Zaskakują ich również niezmiernie pozytywnie mieszkańcy Ceary. Na co dzień serdeczni, mili, pomocni i uprzejmi. Potrafiący cieszyć się z życia, jak chyba nikt inny na świecie...    

 

POLECANE HOTELE W STANIE CEARÁ

Poniżej podajemy Państwu listę 8 sprawdzonych przez nas hoteli w Fortalezie i jej okolicach, które oferują wysoki standard i profesjonalną obsługę i do których można śmiało się wybrać:

- Aquaville Resort – w Aquiraz, obok słynnego Beach Parku, ale jest tu za to bardziej kameralnie i sympatycznie, są 4 baseny i sztuczna rzeka, po której można pływać kajakiem, obiekt idealny dla rodzin – www.aquaville.com.br

- Marina Park Hotel – 5-gwiazdkowy rozległy ośrodek wypoczynkowy w Fortalezie, przy modnej Praia de Iracema, z własną 200-metrową plażą (Praia Formosa), nowoczesną mariną na 150 jachtów, pierwszy hotel w Cearze, który otrzymał akredytację FIFA na oficjalny obiekt Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej w Brazylii w 2014 r. – www.marinapark.com.br

- Seara Praia Hotel – 5-gwiazdkowy flagowy obiekt sieci Hotéis Seara, położony przy popularnej Avenida Beira Mar i uroczej Praia do Futuro, z basenem z kaskadą i jacuzzi na dachu, ze wspaniałym widokiem na morze i Fortalezę – www.hotelseara.com.br

- Ponta Mar Hotel – nowoczesny, komfortowy, 4-gwiazdkowy hotel, leżący też przy Avenida Beira Mar i Praia do Futuro, doskonały zarówno dla turystów indywidualnych, jak i biznesmenów, idealny na organizację konferencji czy kongresów (z 22 salami mogącymi pomieścić do 2 tys. osób) – www.pontamar.com.br  

- Magna Praia Hotel – wyróżnia się nowoczesną i przyjazną atmosferą, posiada 75 proc. komfortowych pokoi z widokiem na morze, leży przy Praia de Iracema, koło najlepszych restauracji, barów i klubów nocnych Fortalezy – www.magna.com.br

- Carmel Charme Resort – niedawno otwarty, luksusowy, niezmiernie klimatyczny ośrodek wypoczynkowy, wybrany w 2012 r. „Nowością Roku” w stanie Ceará, usytuowany przy malowniczej Praia do Barro Preto w Aquiraz (ok. 40 km od Fortalezy), z ekskluzywnymi apartamentami i bungalowami z prywatnym jacuzzi na werandzie – www.carmelcharme.com.br   

- Coliseum Hotel – architektura tego imponującego obiektu, wznoszącego się przy rajskiej Praia das Fontes w miejscowości Beberibe (ok. 85 km od Fortalezy), wzorowana jest na słynnym rzymskim Koloseum, są tutaj 2 baseny, sauna, doskonała kuchnia oparta na świeżych rybach i owocach morza itd. – www.coliseumhotel.com.br

- Hotel Parque das Fontes – ośrodek wypoczynkowy przy uroczej Praia das Fontes w Beberibe, idealny dla rodzin z dziećmi, z jeziorem do wędkowania i rozległym parkiem wodnym, z 11 salami konferencyjnymi – www.hotelparquedasfontes.com.br

Artykuły wybrane losowo

Panama z dwóch stron

taboga Island 2

Statki w Zatoce Panamskiej u brzegów Tabogi

© HOVER TOURS

 

MARCIN WESOŁY

www.caribeya.pl

 

Słowo „Panama” ma w sobie siłę i melodię. Ilekroć je słyszę, zawsze pobudza moją wyobraźnię. Przed oczami staje mi scena, w której w tropikalnym klimacie literat pracuje nad swoją książką. Na suficie szumi wiatrak, na kolonialnym biurku stoi maszyna do pisania i butelka postarzonego rumu. Panamska rzeczywistość oczarowała pisarzy takich jak choćby Graham Greene, Joseph Conrad czy John le Carré. Ten ostatni zresztą tutaj właśnie umieścił akcję swojej powieści „Krawiec z Panamy”.

 

Kiedy trafiła się więc okazja, aby pojechać do tego kraju w Ameryce Środkowej, natychmiast z niej skorzystałem. Ta wyprawa dała mi mnóstwo radości. Odnajdywałem ją wszędzie: w ludziach, języku, na stoiskach z ulicznym jedzeniem i w przebogatej przyrodzie, której wcześniej nie znałem. Codziennie wstawałem o 5.00 lub 6.00, żeby nowa przygoda nie musiała na mnie czekać, i ciągle nabierałem apetytu na więcej. Na pierwszy rzut oka Panama wydaje się krajem lepiej zorganizowanym niż np. Dominikana. Ale bez obaw! Nie brakuje w niej naturalnego luzu. Wciąż odnajdziemy tu jedyny w swoim rodzaju, uroczy latynoski rozgardiasz. Do Polski wróciłem ogrzany promieniami słońca, naładowany pozytywną energią oraz wzmocniony witaminami ze świeżych soczystych owoców tropikalnych i życzliwością Panamczyków.

 

Z wyprawy do Panamy z największym sentymentem wspominam wizyty na dwóch wyspach: Taboga (Isla de Taboga) i Kolumba (Isla Colón). Pierwszą z nich oblewają wody Oceanu Spokojnego (Zatoki Panamskiej), a druga należy do archipelagu Bocas del Toro na Morzu Karaibskim. Udało mi się więc poznać ten kraj od strony obu jego wybrzeży.

 

Z MIASTA NA WYSPĘ KWIATÓW

 

Mieszkańcy miasta Panama i przyjeżdżający w odwiedziny do tej tętniącej życiem, ale też niezmiernie głośnej, chaotycznej i dzień w dzień potwornie zakorkowanej panamskiej stolicy mają wiele szczęścia. Z tej wielkomiejskiej przestrzeni naznaczonej gęstym lasem połyskujących w słońcu drapaczy chmur, wypełnionych filiami chyba wszystkich kluczowych banków świata czy kancelarii prawniczych, miejsca przypominającego do złudzenia betonową dżunglę Hongkongu albo Singapuru, dosyć łatwo się wydostać. Wystarczy 30 min. i 10 dolarów amerykańskich w kieszeni, aby dopłynąć do wyspy Taboga leżącej w Zatoce Panamskiej (ok. 20 km od wybrzeża kontynentu). Niebiesko-biały katamaran armatora Taboga Express lawiruje co i rusz między majestatycznymi stalowymi bestiami, czyli ogromnymi statkami flot handlowych. Większość z tych wyczekujących wejścia do Kanału Panamskiego wielotonowych kontenerowców, drobnicowców, tankowców czy masowców zarejestrowano w krajach tzw. tanich bander, jak choćby Bahamy, Antigua i Barbuda, oczywiście, Panama i daleka, położona w Afryce Zachodniej Liberia (w jej stolicy, Monrowii, rejestruje się najwięcej jednostek pod względem liczby i tonażu).

 

Na Tabodze dzięki jej wulkanicznemu pochodzeniu i żyznym glebom rozwinęła się niesamowicie bogata przyroda. Tutejsze wzniesienia pokryte są bujnym tropikalnym lasem. Najwyższe z nich – Cerro Vigía – mierzy 307 m wysokości. Wzgórze Krzyża (Cerro de la Cruz) osiąga z kolei 169 m, a wieńczy je okazały sześciometrowy krzyż. Podczas II wojny światowej oba służyły amerykańskim żołnierzom jako punkty obserwacyjne. Stany Zjednoczone ulokowały na wyspie bazę wojskową, co ponoć poprawiło znacznie status ekonomiczny jej mieszkańców. Obecnie na szczyty wzniesień prowadzą ścieżki, których pokonanie wymaga mniejszego lub większego wysiłku. Zmieniające się nachylenie terenu i duchota, panująca szczególnie na odcinkach zadrzewionych, stanowią czasem nie lada wyzwanie. Jednak warto podjąć ten trud dla późniejszych widoków, które po prostu zachwycają. Nieco niepokojący wydaje się fakt, że nad głowami osób wchodzących na górę krążą pojedynczo lub stadnie urubu czarne (sępniki czarne), padlinożerne ptaki z rodziny kondorowatych, zwane w Panamie gallotes lub gallinazos (Coragyps atratus). Monitorują kondycję wchodzących, jakby wyczekiwały swojej szansy.

 

Niemal jedna trzecia powierzchni lądu została tu objęta obszarem chronionym. Taboga zwana jest również całkiem zasadnie Wyspą Kwiatów (Isla de las Flores). Zapach tychże dolatuje do nozdrzy, gdy tylko człowiek postawi nogę na molo niewielkiej przystani promowej – ta woń od razu upaja, wprawia w dobry nastrój, zwiastuje przyjemność wakacyjnej laby. Potem zaczyna się zauważać, że kwiaty rosną wszędzie. Mury i balustrady pokrywają bugenwille w kolorze szaty biskupiej, swoje okazałe kielichy kierują do słońca hibiskusy o barwie stroju kardynalskiego. Rośliny kwitną tu bez przerwy, soczystą, radującą oczy zieleń urozmaica mnóstwo wielobarwnych akcentów. Kwiaty zdobią pobocza wąskich uliczek, jakże spokojnych i urokliwych, upiększają domowe tarasy i przydrożne, zadbane kapliczki, których na wyspie nie brakuje. Najokazalsze z tych ostatnich poświęcone są Matce Boskiej z góry Karmel (Nuestra Señora del Carmen), patronce rybaków. Co roku 16 lipca na jej cześć odbywa się zachwycająca procesja na morzu. Świętuje wówczas cała wyspa. Wokół rozbrzmiewa muzyka, wszyscy tańczą do utraty tchu, a wieczorne niebo roziskrzają pokazy sztucznych ogni.

 

Colon Island 3

Kolorowe domy na karaibskiej Wyspie Kolumba

© HOVER TOURS

 

HISZPAŃSCY KONKWISTADORZY

 

Według legendy przekazywanej od pokoleń Matka Boska miała uwolnić miejscowych od najazdów piratów, którzy nękali tę okolicę w XVI w. Ponoć ukazała się intruzom na plaży jako przywódczyni zbrojnej grupy gotowej na odparcie ataku. Piraci zlękli się i wycofali. Wyspiarze pobiegli więc do kościoła, żeby podziękować Bogu za ten cud. W świątyni ujrzeli ślady mokrych stóp prowadzące do ołtarza. Stojący na nim posąg Maryi był mokry i pokryty piaskiem. Wtedy ludzie zrozumieli, komu ten cud zawdzięczają. Dlatego też czczą swoją patronkę do dziś z niesłabnącym oddaniem.

 

Wspomniany Kościół św. Piotra (Iglesia de San Pedro) jest podobno drugą najstarszą świątynią na półkuli zachodniej. Obecnie pieczołowicie odrestaurowany wyróżnia się bielą murów, jednak wyraźnie chropowatych, pamiętających odległą przeszłość. Mimo wielu budynków stojących w sąsiedztwie kościół już z daleka daje się namierzyć po typowej wieży z dzwonnicą. Wygląda niezmiernie malowniczo. Przed nim rozpościera się niewielki plac, gdzie starsi przychodzą, aby przysiąść i poplotkować, a młodsi, żeby pograć w koszykówkę. Świątynia powstała niedługo po tym, jak w 1524 r. przybył na wyspę hiszpański ksiądz Hernando de Luque i nad brzegiem oceanu założył osadę San Pedro. Najpierw była tu mała kaplica, w której m.in. przed wyprawą konkwistadorską komunię przyjęli poddani Królestwa Hiszpanii Diego de Almagro i Francisco Pizarro. Później, jak głosi historia, ten pierwszy odkrył Chile, a drugi podbił Peru. Datę odkrycia samej Tabogi, której nazwa pochodzi od słowa aboga znaczącego w języku dawnej rdzennej ludności „obfitość ryb”, podaje ceramiczna tablica umieszczona na urokliwym skwerku tuż przy nadmorskiej promenadzie. Według niej czynu tego dokonał w 1513 r. najbardziej kojarzony z Panamą konkwistador – Vasco Núñez de Balboa. Jako pierwszy Europejczyk pokonał Przesmyk Panamski i dotarł do Oceanu Spokojnego, któremu nadał nazwę Mar del Sur – Morze Południowe. Z Santo Domingo na wyspie Hispaniola (gdzie mieszkał i popadł w długi) dostał się do ówczesnej Złotej Kastylii, czyli północnego wybrzeża dzisiejszej Panamy, w nadzwyczaj zuchwały sposób. Ukrył się w beczce na solone mięso.

 

Ciudad de Panama-DSC 8755

Avenida Balboa i drapacze chmur stojące wzdłuż wybrzeża (Ciudad de Panamá)

© AUTORIDAD DE TURISMO DE PANAMÁ

 

WYDŁUŻAJĄCA SIĘ PLAŻA

 

Taboga przyciąga zarówno Panamczyków, jak i obcokrajowców sielskością i wciąż odczuwalną atmosferą czasów kolonialnych. Najwięcej turystów z kontynentu gości w trakcie świąt i weekendów. Dla tych, którzy odwiedzają kosmopolityczne miasto Panama w interesach lub innym celu i marzą, aby choć przez moment odprężyć się poza stolicą, ta wyspa stanowi najwłaściwszy wybór. Znajdują się na niej całkiem przyjemne plaże, obmywane łagodnymi falami Pacyfiku, jak Playa Honda i Playa La Restinga. Wyjątkową cechą tej drugiej jest to, że podczas odpływu można z niej przejść na inną, znacznie mniejszą, pagórkowatą wysepkę zwaną El Morro. Nadal da się tu dostrzec ślady dawnej stoczni. Warto nadmienić, że w połowie XIX stulecia Taboga pełniła funkcję znaczącego panamskiego portu. Miejsce obfituje w owoce tropikalne i owoce morza. Papaje i karambole dojrzewają dziko i w przydomowych ogrodach. Serwowane w lokalnych knajpkach ryby, jak podawana na różne sposoby corvina (Cilus gilberti), będąca panamską specjalnością, czy wszelakie owoce morza są tu zawsze świeże i wyśmienite. Smażona corvina najlepiej smakuje z także smażonymi bananami warzywnymi – platanami (plátanos verdes), popijana lodowatym piwem Balboa albo Panama. Wśród dań z owoców morza prawdziwą rozkosz dla podniebienia stanowią almejas al ajillo – delikatne małże z czosnkiem duszone w winie, doprawione odrobiną ostrej papryki i pietruszki. Uśmiech na niejednej twarzy wywoła na pewno rachunek wypisany odręcznie na kawałku tektury, będącej fragmentem jakiegoś opakowania.

 

UROKI SAN PEDRO

 

Po wyśmienitym posiłku warto udać się na sjestę albo pospacerować po okolicy. Już na obrzeżach San Pedro tutejsza nieposkromiona natura daje o sobie znać. Wszędzie coś rośnie, wije się, pleni. Co chwilę słychać chrobot w konarach drzew, ptasie trele i kwilenie, szelest pośród opadłych, wysuszonych liści lub gdzieś w trawie. Człowiek ma ciągle wrażenie, że nie jest sam, że coś mu dotrzymuje kroku i go obserwuje. Pełno tu jaszczurek śmigających między plamami słońca a cieniem. Jedne są małe i szybkie jak pocisk, inne – całkiem spore, wolniejsze i leniwe. Czasem trafi się wąż, lecz zaraz odpełza w swoją stronę.

 

Po powrocie do miasteczka trafimy na kury grzebiące w cieniu bananowców i na gallos de pelea, czyli koguty bojowe zamknięte w klatkach, odkarmione i zadziorne. Wśród nich znajduje się pewnie przyszły el campeón – czempion. Wtedy skojarzymy, że to, co wcześniej widzieliśmy i co przypominało okrągły basen dla dzieci, ze szczątkami piór zamiast wody, jest w istocie areną do kogucich walk. San Pedro ma też cmentarz. Nekropolie w tropiku zawsze sprawiają wrażenie osobliwych, hipnotyzują. Tworzą przestrzeń z pogranicza jawy i snu, gdzie realizm magiczny, który słynny kolumbijski pisarz Gabriel García Márquez zaklął w swoich powieściach, wkracza do rzeczywistości. Najmocniej intrygują mnie takie nieco chaotyczne, skromne cmentarze. Złożone są one z białych jak wyschnięte piszczele grobowców z typowymi niszami, w które wsuwa się trumny. Część z grobów jest zapadnięta, część powleczona pajęczyną czarnych zacieków, bo wilgoć wypełza w tropiku z każdego kąta. Czasem widać tylko gołe krzyże wyrastające z suchej ziemi. Nie mogę się napatrzeć na takie cmentarze. Fascynuje mnie ten ich jakiś letargiczny charakter, pociągają te wszystkie tajemnice pozaszywane w cieniach i zapisane w osobliwych epitafiach.

 

W drodze do hotelu obowiązkowo należy zajrzeć do sklepu, gdzie Chińczyk mówiący po hiszpańsku płynnie i bez akcentu sprzedaje wyborny panamski rum Abuelo trzy razy drożej niż w kontynentalnej części kraju i narodowy trunek wysokoprocentowy z trzciny cukrowej Seco Herrerano w normalnej cenie. Co ciekawe, chińska społeczność w Panamie jest najliczniejsza w całej Ameryce Środkowej (między 135 tys. a 200 tys. mieszkańców, czyli ok. 4 proc. ludności tej ponad 4-milionowej republiki). Nie zaszkodzi zakupić oba trunki i jeszcze kilka limonek, zupełnie innych niż te, jakie znamy. Skórkę mają odrobinę zbrązowiałą, lecz ledwo przekrojone pachną jak marzenie bukietem aromatów pomarańczy i cytryn. Poza tym można z nich wycisnąć pyszny sok do drinka z rumem i coca colą, jeśli ktoś chciałby napić się cuba libre w wolnej Panamie. W hotelu, w położonym na najwyższym piętrze pokoju z wiatrakiem na suficie patrzę z balkonu na rozświetlony wieczorem Pacyfik – dziesiątki statków wyczekują wejścia do Kanału Panamskiego. O zmierzchu rozbrzmiewają żabie serenady. Niesforne psy ganiają się po sąsiednich podwórkach. Wreszcie przychodzi zasłużony sen.

 

O poranku wschodzące słońce odbija się pomarańczowo w otwartych na oścież drzwiach balkonowych. Na śniadanie dostaję smażone jajka, tosty i kawę, jak zawsze przepyszną. Na plaży na krótko przed wejściem na powrotny prom do Panamy wypijam jeszcze wodę z wielkiego, zielonego, dobrze schłodzonego orzecha kokosowego, w którym zmieściłyby się trzy szklanki płynu. Spoglądam na urzekającą Tabogę i żegnam się z nią: Hasta la próxima! („Do następnego razu!”).

 

WIECZÓR W TROPIKU

 

Po wizycie nad Pacyfikiem trafiam dla odmiany na Wyspę Kolumba (Isla Colón) leżącą na Morzu Karaibskim w prowincji Bocas del Toro (w archipelagu o tej nazwie). Jest późne popołudnie, prawie wieczór. Palmy kokosowe, zalane złotym kolorem zachodzącego słońca strzelają ponad skorodowane rdzą dachy z blachy falistej. Czaple białe wzbijają się nad gęste korony namorzynów, zataczają dwa, może trzy kręgi i siadają. Po drugiej stronie ulicy rozgrywa się scena jak z powieści Gabriela Garcíi Márqueza. Tęga doña z wałkami we włosach, odziana w bufiastą, pstrokatą sukienkę, spoczywa na bujanym fotelu przed domem i chłodzi się wachlarzem. Czasem ofuknie dzieciaki próbujące zwaśnić psa z kotem, jakby obu było mało kłótni na co dzień. W klatce o rozmiarach kredensu kuśtyka po drążku papuga o zielonożółtej głowie z czerwonymi policzkami, zapewne rudosterka żółtoskrzydła, występująca tu pod nazwą cotorra catana (Pyrrhura hoffmanni). Ptak skrzeczy, jakby chciał komuś naubliżać. Trzy młode Mulatki, ubrane w mundurki szkolne, kartkują jakąś opasłą książkę, coś w niej zaznaczają, trajkoczą i śmieją się. W tle za nimi znajduje się bananowy zagajnik, wyrośnięty mangowiec jeszcze bez owoców i drzewo chlebowe z owocami wielkimi jak bomby. Zapalają się pierwsze światła domowych lamp. Woda w zatoce mieni się najpierw złotem, potem różem i fioletem, odbijając kolory gasnącego nieba. Kiedy w tropiku kończy się dzień, wiadomo, że zmierzch zapadnie szybko.

 

Na Wyspie Kolumba warto wybrać się na Plażę Gwiazd (Playa de las Estrellas) z piaskiem drobnym i jasnym jak mąka, gdzie w płytkiej, przezroczystej wodzie niemal przy samym brzegu wylegują się okazałe rozgwiazdy: pomarańczowe, czerwone, żółte, nakrapiane. Są ich tu dziesiątki, leżą czasem jedna obok drugiej, w tercetach, kwartetach… Aby je podziwiać, trzeba podjechać lokalnym minibusem z Bocas Town (Bocas del Toro) do osady zwanej Boca del Drago (bilet kosztuje 5 dolarów amerykańskich) i dalej powędrować ścieżką biegnącą blisko namorzynów, kryjących setki pociesznych krabów. Idzie się pośród gajów palmowych, migdałowców i powykręcanych konarów kokkoloby gronowej (Coccoloba uvifera), której hiszpańska nazwa brzmi uva de playa, czyli „winogrono plażowe”. Po nacieszeniu się widokiem rozgwiazd można zamówić smażoną rybę z dodatkami w przyplażowej restauracyjce. Przeważnie w ofercie jest pargo rojo, czyli lucjan czerwony (Lutjanus campechanus), który smakuje znakomicie za każdym razem (zwłaszcza ze zmrożonym panamskim piwem). Warto zerknąć najpierw na świeże sztuki, dopiero co przyniesione z łodzi, i wybrać tę najbardziej nam odpowiadającą, szczególnie z uwagi na cenę.

 

HOTEL NA PALACH

 

Ostatniego dnia pobytu na Wyspie Kolumba wychodzę na werandę hotelu o lirycznej nazwie Olas de la Madrugada (Fale Wczesnego Poranka). Przy barze zwisa malowniczo kiść miniaturowych bananów. Wybieram dwa dojrzałe owoce, obieram nieśpiesznie i zjadam. Gdzieś w oddali puszczają w radio panamski reggaeton. Ta muzyka jest z natury głośna, rytmiczna i dość erotyczna, zwłaszcza jeśli chodzi o teksty i choreografię w teledyskach. Zrodziła się w wyniku wymiany kulturalnej i muzycznej między Panamą i Portoryko w latach 90. XX w. Zdaniem wielu badaczy reggaeton, nazywany wcześniej reggae po hiszpańsku (reggae en español), pochodzi właśnie z okolic Przesmyku Panamskiego. Dźwięki utworów tego szaleńczego latynoskiego gatunku muzycznego rozchodzą się po wodzie niewielkiej zatoki, ale dystans sprawia, że do moich uszu docierają cichsze, łagodniejsze, co staje się całkiem przyjemnym doznaniem. Pamiętam jeden z usłyszanych kawałków – nazywa się Muchachita. Nagrał go w 2015 r. Fernando Cabrera Guzmán, znany jako Mr. Saik. To dominikański artysta, który zrobił karierę w Panamie.

 

Spoglądam przed siebie. Widzę domy w pastelowych kolorach osadzone na palach, niektóre świeżo pomalowane, inne już nieco zmurszałe, lecz wciąż bijące jakąś radością. Podobnie wygląda mój hotel: żółto-niebieski, trzymający się na filarach zagłębionych w dnie zatoki. Woda jest tu uderzająco przejrzysta i nie brakuje w niej ławic drobnych ryb. Przypomina mi się fragment z Wojny futbolowej Ryszarda Kapuścińskiego, w którym autor opisuje swój tymczasowy dom w stolicy Ghany – Akrze. Mieszkam na tratwie, w bocznej uliczce handlowej dzielnicy Akry. Tratwa stoi wyniesiona na słupach do wysokości pierwszego piętra i nazywa się Hotel Metropol. W porze deszczów ten dziwoląg architektoniczny gnije i pleśnieje, a w miesiącach suszy – rozsycha się i trzeszczy. Ale się trzyma! Pośrodku tratwy stoi zabudowanie podzielone na osiem przegród. To nasze pokoje. Reszta miejsca objęta rzeźbioną balustradą nazywa się werandą. Tam mamy wielki stół do posiłków i kilka małych stolików, przy których pijemy whisky i piwo. Poza tym, że moja kwatera cechuje się zdecydowanie lepszym stanem, ten opis nawet by do niej pasował. Co najwyżej whisky zamieniłbym na wyśmienity panamski rum.

 

KARAIBSKIE REFLEKSJE

 

Ciężko było mi wyjeżdżać z Bocas Town (Bocas del Toro) na Wyspie Kolumba, a szczególnie żegnać się z tym miejscem o świcie. Za dobrze się tu czułem. Klimat Karaibów potrafi niezmiennie człowieka rozczulić. Niebywałe, jak umie go także zmienić przez pokazanie mu innego życia, często bardzo skromnego, choć kto wie, czy nie lepszego, pełniejszego, bliższego ludzkim sprawom. Wielu wraca z karaibskich tropików, myśląc, że być może mieć mniej znaczy mieć więcej. Dużo jest w tej krainie serdeczności, przyjaznych spojrzeń, pomocnych gestów. Ciągle odczuwa się potrzebę bliskości, towarzystwa drugiego człowieka niezbędnego do tańczenia, gry w domino, wypicia szklaneczki rumu. Poza tym wszyscy cały czas pragną tutaj rozmawiać. Na Karaibach komunikacja jest podstawą codziennego życia. Te rozmowy nigdzie tak szybko nie ujawniają charakteru rozmówców, ich temperamentu i emocji. Dyskutuje się głośno, bez umiaru, gestykulując przy tym żywiołowo. Czy rozmawiają dwie sędziwe matrony w zatłoczonym busie, czy nastolatki jazgoczące do swoich wymuskanych telefonów komórkowych – każdy wykazuje ogromne zaangażowanie. O tym właśnie najbardziej marzą ludzie uciekający z poukładanej północy na bezładne, nieprzewidywalne południe. Chcą doświadczyć obfitości życia i jego barwności we wszystkim, pociągającego luzu i braku pośpiechu, tej chwilowej, ale wyczekiwanej wolności.

 

DESZCZ NA POŻEGNANIE

 

O 5.00 lało jak z cebra. O 6.30 deszcz nie ustawał. Z nieba, jaśniejącego z oporem, spadały krople wielkości awokado. To była prawdziwa tropikalna ulewa. Nie chciała wypuścić mnie z hotelu i wyspy. Właściwie nie czułem się tym zmartwiony. Samolot linii Air Panama odlatywał za ponad godzinę, a do lotniska miałem niespełna 800 m. Najpierw planowałem dotrzeć na nie piechotą i po drodze spojrzeć ostatni raz na malownicze, budzące się domy. Jednak w tym potopie mój plan wydawał się bez sensu. Wyskoczyłem na ulicę i pobiegłem do centrum miasteczka, aby złapać taksówkę. Kierowca tej jedynej w zasięgu wzroku zaczynał dopiero dzień. Dopijał kawę w żółtym kubku z logo „Café Durán”, najpopularniejszej sieci w Panamie. Byłem jego pierwszym pasażerem, do tego przemokniętym do suchej nitki. Podrzucił mnie na miejsce, bo mu się nawinąłem, lecz wyczułem, że chętnie przedłużyłby sobie ten kawowy poranek.

 

Na lotnisku ociekający wodą turbośmigłowy samolot Fokker 50 czekał na poprawę pogody. Tą maszyną miałem odlecieć do stolicy. W końcu przestało padać i wyszło słońce. Ściana deszczu zwykle zmienia widoki w tropiku w coś na kształt kontrolnego obrazu z telewizora. Na szczęście promienie słoneczne przywróciły wszelkie utracone barwy. Rozejrzałem się – miałem przed sobą niewielkie lotnisko, mały samolot i krótki pas startowy. Za to karta pokładowa w mojej dłoni była długa jak spory rachunek z supermarketu. W bliskim sąsiedztwie pasa rosły bananowce i palmy. Natomiast tam, gdzie się kończył, zaczynało się boisko do baseballu i piłki nożnej. Niedawno Panama po raz pierwszy w historii awansowała na mundial (mistrzostwa świata odbędą się w Rosji w czerwcu i lipcu 2018 r.). Można więc przypuszczać, w co chętniej będą teraz grać wyspiarze koło lotniska. Lot z Wyspy Kolumba do Ciudad de Panamá trwał 45 min. W odwrotnym kierunku podróżowałem nocnym autobusem linii Tranceibosa (jedynej obsługującej bezpośrednie połączenie) przeszło 10 godz. Co więcej, klimatyzacja w pojeździe była chyba ustawiona na mrożenie pasażerów. Nie pomogła piersiówka z panamskim rumem. Potem, już o świcie, na przystani w miasteczku Almirante wskoczyłem do szybkiej łodzi płynącej do Bocas Town. Przyznam jednak, że pokonałbym tę całą trasę ponownie, każdym środkiem transportu, bo warto dotrzeć na czarujący archipelag Bocas del Toro, w ten czy inny sposób. To w końcu Karaiby!

 

5  Buceo Bocas del Toro1

Malowniczy bar z pomostem na Wyspie Kolumba zbudowany na palach na wodzie

© AUTORIDAD DE TURISMO DE PANAMÁ

 

BYSTRE OKO KINOMANA

 

Kiedy oglądam film i widzę w różnych scenach urzekające tropikalne plenery, jak choćby parujący las deszczowy, wybrzeże usiane wysmukłymi palmami kokosowymi albo fragment wiekowej kolonialnej zabudowy, natychmiast zaczynam szukać w internecie informacji, gdzie nakręcono te ujęcia. Szczególnie gdy tropik prezentuje się wyjątkowo realnie i niemal czuć ten bijący z ekranu żar, jaki oblepia aktorów – czoła im błyszczą, a włosy skręcają się w sprężynki od niepojętej wilgoci. Tego nie można sfabrykować. Jeśli tropik jest prawdziwy, od razu to wiadomo.

 

Tak było z filmem Escobar: Historia nieznana z 2014 r. z Benicio del Toro w roli tytułowej, do tego bardzo wyrazistej i przekonującej. Ten wszechstronny portorykański aktor grał dotąd m.in. wilkołaka, baseballistę czy Ernesta Che Guevarę, a w końcu wcielił się w postać kolumbijskiego barona narkotykowego. Jednak we wspomnianym filmie nie ujrzymy tak naprawdę Kolumbii. Zastąpiła ją Panama, czyli sąsiadka zza miedzy (nawiasem mówiąc, niezmiernie szerokiej, bagnistej i malarycznej, jeśli uznamy za nią przesmyk Darién oddzielający oba kraje). Panamskie pejzaże zostały tutaj zaprezentowane tak, że człowiek od razu nabiera ochoty, aby znaleźć się w okolicy z kadrów. Panama jest wyjątkowo fotogeniczna i skutecznie kusi nieujarzmionym interiorem. Najbardziej cieszy mnie powtórne – choć tym razem ograniczone do filmowych scen – odkrywanie miejsc, które już widziałem na własne oczy. Nieraz zdarzają się niespodzianki. Ostatnio okazało się, że Benicio del Toro gościł wraz z ekipą filmowców na... Bocas del Toro! Właśnie tam jeździłem rowerem: wzdłuż długiej i spektakularnej plaży Bluff na Wyspie Kolumba albo w Bocas Town. Oba miejsca pokazano w filmie kilka razy. Benicio del Toro na Bocas del Toro – brzmi to niesamowicie i zabawnie. Uwielbiam takie odkrycia. A Panama jest po prostu piękna!

 

W ciepłym toskańskim słońcu

BEATA GARNCARSKA

<< Dzisiejsza Toskania – jedno z najpiękniejszych krajobrazowo miejsc we Włoszech, gdzie zagęszczenie zabytków na 1 km² przekracza wszelkie normy światowe, nazywana była niegdyś Etrurią bądź Tuscią. Od północy graniczy ona z Ligurią i Emilią-Romanią, od wschodu – z zieloną Umbrią i Marche, na południu – z majestatycznym Lacjum z Rzymem, a zachodnie jej krańce oblewają wody Morza Tyrreńskiego. Poza tym należą do niej także Wyspy Toskańskie, m.in. Elba, Giglio, Capraia, Montecristo czy Gorgona. >>

Więcej…

Przepis na karaibski koktajl

MARCIN WESOŁY

<< Karaiby przypominają barwny i ożywczy koktajl, którego poszczególne składniki rozpoznaje się stopniowo, łyk po łyku, choć wymieszane razem znakomicie się dopełniają. Kto raz go spróbuje, nigdy nie zapomni jego wyjątkowego smaku, przywodzącego na myśl słoneczne poranki, skwarne popołudnia oraz przynoszące orzeźwiającą ulgę wieczory. Żadna jego ilość nie zaspokoi jednak potem naszego pragnienia, wciąż wzrastającego już od pierwszej kropli. >>

Więcej…