salto_angel_en_alta.jpg

Najwyższy na świecie wodospad Salto Ángel spływa z Auyantepui

© HOVER TOURS

 

Karolina Sypniewska-Wida

www.karolinasypniewska.pl

 

Niezmiernie barwna Wenezuela zaskakuje różnorodnością. Zdobędziemy w niej potężne andyjskie szczyty, zrelaksujemy się na rajskiej karaibskiej plaży, odwiedzimy idylliczne wysepki, zachwycimy się soczyście zielonymi równinami nad majestatycznymi rzekami Amazonką i Orinoko czy przemierzymy niekończącą się sawannę poprzecinaną górami stołowymi („tepuyes”). Oprócz tego możemy tutaj choćby zjechać na linie z najwyższego wodospadu na świecie, pojeździć konno po Andach, eksplorować tajemnicze jaskinie, wybrać się na trekking i nurkowanie, spróbować swoich sił w kite- i windsurfingu, polatać na paralotni albo skoczyć ze spadochronem z mostu, wieżowca lub urwiska (BASE jumping). Jedynym ograniczeniem w tym kolorowym królestwie będzie nasza wyobraźnia. 

 Gran_S-Kukenan_Tepuy_at_Sunset.jpg

Szczyt Kukenán (2680 m n.p.m.) w Parku Narodowym Canaima

©HOVER TOURS

 

 

 

Wenezuelę odwiedza obecnie znacznie mniej przybyszów z zagranicy niż inne kraje Ameryki Południowej. Istniejącą na jej obszarze infrastrukturę turystyczną wykorzystują głównie tutejsi mieszkańcy. Mówi się, że Wenezuelczycy uwielbiają dobrze się bawić, a ich pogoda ducha jest zaraźliwa. Od śmierci charyzmatycznego Hugo Cháveza w marcu 2013 r. przyszłość socjalistycznej rewolucji boliwariańskiej pozostaje nieznana. Niezależnie od tego, jaka ideologia zatriumfuje ostatecznie na wenezuelskiej ziemi, bez kontrowersyjnego przywódcy nigdy już nie będzie tak samo.

Oficjalna nazwa tego państwa, położonego w północnej części kontynentu, brzmi Boliwariańska Republika Wenezueli. Od zachodu graniczy ono z Kolumbią, od południa – z Brazylią, a od wschodu – z Gujaną. Należące do niego wybrzeże Morza Karaibskiego ciągnie się przez 2718 km, a Oceanu Atlantyckiego – przez 556 km. Sąsiadują z nim liczne wyspy, z których największa jest Margarita (1072 km² powierzchni), nazywana również „Perłą Karaibów”, „Karaibską Księżniczką” czy „Hawajami Wenezueli”. Zachodnią część wenezuelskiego terytorium zajmują przede wszystkim Andy z najwyższym szczytem Bolívar (Pico Bolívar, 4981 m n.p.m.). Na tych terenach natkniemy się też na trochę winnic, szczególnie w stanach Lara (okolice miast Barquisimeto, Cabudare, El Tocuyo i Carora) i Zulia (na obszarze metropolitalnym Maracaibo). W centrum kraju znajduje się Nizina Orinoko, pocięta gęstą siecią rzek i miejscami zabagniona. Stąd aż do południowej i wschodniej granicy rozciąga się Wyżyna Gujańska. Wenezuela leży w strefie klimatów równikowego i podrównikowego (w Andach występuje odmiana górska), a pora deszczowa przypada na okres od maja do listopada. Średnie roczne temperatury powietrza utrzymują się na poziomie 24–28°C. Chłodniej jest w miejscowościach górskich. Wybrzeże opływa ciepły Prąd Karaibski. Roczna suma opadów charakteryzuje się dość dużym zróżnicowaniem, zależy od ukształtowania terenu i położenia poszczególnych regionów. Największą wenezuelską rzekę stanowi Orinoko, tworząca razem ze swoimi dopływami rozległy system i połączona przez Casiquiare (canal del Casiquiare) i Río Negro z Amazonką. Przy ujściu do Atlantyku rozlewa się w szeroką deltę. W kraju funkcjonuje wiele elektrowni wodnych. Ich budowie sprzyjają liczne progi, katarakty i wodospady występujące na rzekach.

Dawniej i dziś

Przed odkryciem przez Europejczyków terytorium współczesnej Wenezueli zamieszkiwały koczownicze plemiona indiańskie, których potomkowie żyją tutaj do dziś. W sierpniu 1498 r. u ujścia Orinoko pojawił się Krzysztof Kolumb (ok. 1436 albo 1451–1506). W latach 1499–1500 nieznany ląd badali Alonso de Ojeda (ok. 1468–1515) i Amerigo Vespucci (ok. 1451–1512), którzy trafili nad jezioro Maracaibo. Gdy ujrzeli należące do Indian chaty wzniesione na palach (palafitos), ochrzcili tę część Ameryki „małą Wenecją” (po włosku Venezziola, po hiszpańsku Venezuela), jak według najpopularniejszej z teorii tłumaczy się nazwę „Wenezuela”. Na wyspie Cubagua już w 1500 r. Hiszpanie założyli pierwszą osadę w Ameryce Południowej, która 28 lat potem otrzymała rangę miasta i nazwę Nowy Kadyks (Nueva Cádiz). Zaczęli oni również wykorzystywać tutejszych Indian Guaiquerí (Waikerí), wyśmienitych rybaków i nurków, do połowów pereł. Wymagało to od tych ostatnich morderczo długiego przebywania pod wodą i schodzenia na duże głębokości. Z kolei pierwszym miastem ufundowanym przez Europejczyków na kontynentalnym wybrzeżu Ameryki jest Cumaná, która powstała oficjalnie 27 listopada 1515 r. Ta 500-letnia stolica stanu Sucre w swojej bogatej historii była wielokrotnie niszczona przez rdzenną ludność indiańską i trzęsienia ziemi. W ciągu kolejnych wieków tereny te znajdowały się pod władzą Hiszpanii, a w 1717 r. włączono je do Wicekrólestwa Nowej Granady ze stolicą ustanowioną w dzisiejszej kolumbijskiej Bogocie.

Kolonizatorzy zakładali liczne plantacje, m.in. bawełny, trzciny cukrowej, tytoniu, kakaowca czy kawy. Pracowali na nich najpierw miejscowi Indianie, a potem także niewolnicy z Afryki. Na początku XIX stulecia rozgorzały walki o wyzwolenie spod panowania hiszpańskiego. Ich inicjatorem był Francisco de Miranda (1750–1816). Sukces na tym polu odniósł jednak dopiero jego następca, Simón Bolívar (1783–1830). Dzięki niemu 8 listopada 1823 r. Wenezuela wywalczyła pełną niepodległość. Tego dnia zajęto ostatni bastion korony hiszpańskiej na jej ziemiach – Puerto Cabello. Na kongresie w Angosturze (obecnie Ciudad Bolívar) w lutym 1819 r. proklamowano utworzenie republiki federacyjnej Wielka Kolumbia (Gran Colombia). W skład tego państwa wchodziły na początku terytoria dzisiejszej Kolumbii i Wenezueli. Później przyłączono do nich Panamę (1821 r.) i Ekwador (1822 r.).

Ostatecznie po śmierci Bolívara federacja rozpadła się i w 1830 r. wyodrębnił się oddzielny kraj. Nastały rządy dyktatorów i okres wojen domowych. Wenezuelski system polityczny uległ demokratyzacji dopiero po śmierci prezydenta Juana Vicente Gómeza (1857–1935). Na początku XX w. odkryto na terytorium państwa wielkie złoża ropy. Dzięki temu pod koniec lat 20. Wenezuela stała się największym wydobywcą tego surowca w Ameryce Południowej, co spowodowało szybki wzrost gospodarczy. Sytuacja polityczna nie należała jednak do spokojnych i wciąż dochodziło do zamachów stanu. W październiku 1958 r. Akcja Demokratyczna, Partia Społeczno-Chrześcijańska i Republikańska Unia Demokratyczna zawarły porozumienie w Punto Fijo (tzw. Pacto de Punto Fijo) mające na celu ustabilizowanie kraju pod wspólnymi rządami. Niestety, w sierpniu 1973 r. rozpoczął się kryzys naftowy, który wpłynął bardzo niekorzystnie także na wenezuelską gospodarkę. Gwałtowny wzrost cen i wprowadzone w jego wyniku reformy wywołały niezadowolenie szczególnie biedniejszej części społeczeństwa. Dochodziło często do zamieszek i demonstracji. W 1992 r. Hugo Chávez (1954–2013) przeprowadził nieudany zamach stanu, po którym został osadzony w więzieniu na 2 lata. Uwolnił go nowy prezydent Rafael Caldera Rodríguez (1916–2009). W 1998 r. w wyborach parlamentarnych zwyciężył Ruch Piątej Republiki założony przez socjalistę Cháveza, a on sam zasiadł w fotelu prezydenckim, zdobywając 6 grudnia 56,20 proc. głosów Wenezuelczyków. Sprawował ten urząd do swojej śmierci w dniu 5 marca 2013 r. Odsunięto go od władzy jedynie na 2 dni na skutek zamachu stanu w kwietniu 2002 r.

Obecnie to południowoamerykańskie państwo znowu dotknął głęboki kryzys gospodarczy i polityczny, który sprawił, że ludzie ponownie wyszli na ulice w lutym 2014 r. Postawa rządu wobec demonstrantów pogorszyła wizerunek kraju na arenie międzynarodowej. Po ustaniu protestów i zamieszek rozpoczęto próby uleczenia sytuacji i obniżenia bardzo wysokiej inflacji.

Królestwo ropy naftowej

W Wenezueli żyje powyżej 33 mln ludzi. Ponad połowę populacji stanowią Metysi, a kolejne 43 proc. – osoby rasy białej pochodzące z Europy lub Bliskiego Wschodu. Pozostali mieszkańcy należą do rasy czarnej, są Indianami albo Azjatami. Według statystyk 79 proc. Wenezuelczyków to katolicy, a 13 proc. – protestanci.

W latach 60. i 70. XX w. kraj zwano „Wenezuelą Saudyjską”, a to z uwagi na fakt, że był on wówczas znaczącym eksporterem ropy naftowej. Ta stabilna sytuacja gospodarki załamała się w kolejnej dekadzie, gdy konkurenci na rynku światowym – USA i Arabia Saudyjska – zaczęli produkować więcej tego surowca, którego ceny dzięki temu osiągnęły historycznie niski poziom. Wysokość PKB przypadająca na jednego mieszkańca bardzo się zmniejszyła. Pod koniec lutego 1989 r. nastąpił kryzys społeczny, znany pod nazwą Caracazo, a 5 lat później – bankowy. Wprowadzone w tym czasie reformy pogłębiły tylko dysproporcje między bogatymi a biednymi. Od tamtej pory niezadowolenie Wenezuelczyków z ich sytuacji ekonomicznej wciąż się nie zmniejsza. Co jakiś czas wybuchają protesty i strajki. Obecnie nadal podstawą gospodarki państwa jest eksport ropy naftowej – pod tym względem zajmuje ono 1. miejsce w obu Amerykach (przed Kanadą i Meksykiem) oraz 8. na świecie. Wydobywa się tutaj również gaz ziemny, węgiel, diamenty, złoto, boksyt, rudy żelaza, manganu, niklu i wolframu.

Rolnictwo wytwarza tylko 5 proc. PKB. Uprawia się głównie trzcinę cukrową, pszenicę, kukurydzę, banany, kokosy, pomarańcze, ananasy, melony, ryż, maniok, ziemniaki, kawę, kakao, słoneczniki, bawełnę, agawę sizalową, soję warzywną, sezam indyjski, fasolę czy tytoń. Na Nizinie Orinoko i w Andach hoduje się bydło domowe, świnie, owce, kozy, konie i drób. Mimo iż Wenezuela nie znajdowała się nigdy wśród krajów najczęściej odwiedzanych przez podróżników, ten trend się zmienia. Główne ośrodki turystyczne to Mérida, wyspa Margarita i sąsiednia Coche, stolica Caracas, archipelag Los Roques, parki narodowe – Sierra Nevada, Morrocoy, Mochima, Canaima, Los Médanos de Coro i El Guácharo, region Los Llanos, Amazonia czy delta rzeki Orinoko. Sieć komunikacyjna stale się rozwija. Przeważa transport samochodowy i lotniczy (w państwie istnieje ok. 360 lotnisk, z czego 11 ma status międzynarodowych) oraz żegluga śródlądowa na Orinoko i jej dopływach. Trwający ostatnio proces rozbudowy i unowocześniania infrastruktury nie przeszkadza w zwiedzaniu Wenezueli, szczególnie że do jednej z jej największych atrakcji, płaskich wierzchołków tepuyes, dociera się samolotem.

Tajemnicze szczyty

 

039-DSC_0259.jpg

Obóz rozbity na noc na półce skalnej w drodze na szczyt Auyantepui

©KAROLINA SYPNIEWSKA-WIDA 


Tepuyes, czyli osobliwe formacje skalne charakterystyczne dla Wyżyny Gujańskiej, nazywane górami stołowymi, wznoszą się jak wieże na 1000 m nad nieprzeniknione selwy porastające tutejszą Gran Sabanę (Wielką Sawannę). Stanowią pozostałość płaskowyżu z prekambryjskiego piaskowca, który pokrywał granitową płytę położoną pomiędzy dorzeczem Amazonki i Orinoko. Piaskowcowe skały ulegały stopniowej erozji i tak powstały samotne szczyty, które niczym baszty strzegą okolicy.

Przez większą część roku tepuyes zasłaniają chmury. Takie warunki sprzyjają utrzymaniu stałego poziomu wilgotności i zacienienia. Strome, prawie pionowe ściany utrudniają ludziom dostęp na wierzchołki, co powoduje, że znaczna ich liczba wciąż nie została zbadana. Ten właśnie fakt najbardziej fascynuje przybyszów, odwiedzających jedną z najpopularniejszych gór – Roraimę (2810 m n.p.m.), która zainspirowała brytyjskiego pisarza Artura Conana Doyle’a (1859–1930). W swojej powieści przygodowej z 1912 r. pt. Zaginiony świat przedstawił on ukrytą przed ludźmi krainę zamieszkaną przez prehistoryczne zwierzęta. Niektóre szczyty są tu tak niedostępne, że pomysł twórcy postaci Sherlocka Holmesa wcale nie wydaje się zbytnio szalony. W lutym 2012 r. wyprawa naukowo-eksploracyjna pod przewodnictwem Michała Kochańczyka (ur. 1950 r.) dotarła na wierzchołek dotąd niezdobytej góry Tramen Tepui (2726 m n.p.m.) leżącej niedaleko granicy z Gujaną. Odkryto wtedy trzy nieznane wcześniej gatunki motyli oraz endemiczny gatunek ropuchy.

Niezwykła kraina płaskich niczym stół formacji, zwana też „wyspami na niebie”, stanowi fragment prakontynentu Gondwana, czyli jeden z najstarszych regionów naszej planety. Ten swoisty zaginiony świat ekscytuje każdego podróżnika kochającego bliskie spotkania z dziewiczą naturą. W Wenezueli najwięcej tepuyes znajdziemy w olbrzymim Parku Narodowym Canaima (30 tys. km² powierzchni, czyli tyle, ile cała Belgia!), wpisanym w 1994 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Jego atrakcją jest także ogromna liczba wodospadów. Do najsłynniejszych z nich należą Salto Ángel, Salto El Sapo, Salto Cuquenán, Salto del Yuri, Salto Kamá czy Salto Aponwao.

Sukces polskiej wyprawy

Za najbardziej znany symbol Wenezueli uchodzi wspomniany wodospad Salto Ángel, najwyższy na świecie (aż 979-metrowy!). Odkrył go w listopadzie 1933 r. amerykański lotnik James Crawford Angel (1899–1956), gdy przelatywał awionetką nad wyżyną Gran Sabana i szczytem Auyantepui (Auyantepuy – 2535 m n.p.m.), największą pod względem powierzchni górą stołową w kraju (ok. 700 km2).

W marcu i kwietniu 2013 r. miałam przyjemność uczestniczyć w pierwszej polskiej wyprawie, której główny cel stanowił zjazd na linach z pionowej granitowej ściany (tzw. rappeling) wzdłuż tego właśnie wodospadu. Razem z Agnieszką Grudowską z Warszawy i Piotrem Sudołem ze Szczecina odbyliśmy podróż Aqua Story – u źródeł nadwody. Zjechać z Auyantepui można tylko w porze suchej, w marcu i kwietniu. Takich projektów organizuje się rocznie ok. 10–12, co czyni to przedsięwzięcie dość wyjątkowym. Krawędź Salto Ángel jest też w tym samym czasie dostępna dla amatorów BASE jumpingu, którzy opisują swoje doświadczenie jako 8 dni wspinania – 50 sekund swobodnego lotu. Taka wyprawa obejmuje nie tylko dwudniowy zjazd ze ściany połączony z noclegiem na półce skalnej (na szczęście, nikt z naszego 9-osobowego zespołu nie lunatykował). Składa się na nią przede wszystkim trwający 8 dni wymagający trekking z 20-kilogramowym plecakiem na maksymalną wysokość 2500 m n.p.m. Była to niezwykła wędrówka do świata dziewiczych gór stołowych i do źródeł krystalicznie czystej wody. Ekscytującemu obcowaniu z niesamowitą naturą towarzyszyła walka ze zmęczeniem i spadkiem motywacji.

Oczywiście, do tego cudu wenezuelskiej ziemi można wybrać się także bez tak ekstremalnych planów. Najlepiej polecieć najpierw do malowniczej Canaimy, małej osady z lotniskiem położonej w Parku Narodowym Canaima. Stąd pod wodospad dostaniemy się na kilka sposobów, m.in. awionetką (to wyjście dla osób mających mało czasu, ale dysponujących większym budżetem) lub łodzią – po rejsie rzeką Churún (dopływ Caroní) trzeba wspiąć się na górę o własnych siłach. Wycieczka kończy się orzeźwiającą kąpielą.

Według praw natury

Podczas wyprawy na szczyt Auyantepui, z którego spada Salto Ángel, towarzyszyli nam jako tragarze chłopcy z grupy etnicznej Pemón. Mówi się, że tylko z tymi rdzennymi mieszkańcami ziem położonych na granicy Wenezueli z Gujaną i Brazylią powinno odbyć się trekking po Parku Narodowym Canaima. Cały obszar Gran Sabany należy właśnie do tych Indian, którzy zajmują go zgodnie z prawem. Dzielą się oni na trzy główne grupy: na południu mieszkają Taurepan, w centrum – Kamarakoto, a na północy – Arekuna. Nazwa Pemón oznacza „ludzie”. Przedstawiciele tej grupy etnicznej żyją w zgodzie z przyrodą i wielbią dwa główne bóstwa Canaimę (Kanaimę) i Makunaimę. Pierwsze odpowiedzialne jest za choroby, nieszczęścia i śmierć, drugie natomiast – za opiekę nad ludem. Bogom pomagają duchy lasu, np. ukąszenie pająka może być wytłumaczone jako działanie takiej istoty na polecenie Canaimy. Indianie polują na tapiry i mrówkojady oraz łowią ryby za pomocą patyka ze sznurkiem. Często używają rośliny barbasco, z której po rozgnieceniu wydziela się trujący sok. Gdy wrzuci się ją do wody, ryby wypływają otumanione na powierzchnię i dość łatwo wtedy je złapać.

Pemón posługują się swoim własnym językiem (z rodziny karaibskiej), w którym nowe słowa są zapożyczane z hiszpańskiego. Dobrym przykładem będzie tu wyraz „drzwi”. W indiańskich domach brak tego elementu, dlatego też nie było potrzeby utworzenia takiego określenia. Po wyżynie miejscowi poruszają się łodziami curiara. Każdy, kto zawita do Parku Narodowego Canaima, na pewno spotka tych niezwykle przyjaźnie nastawionych do turystów Indian.

W krainie nad rzeką

 

Venezuela_828.jpg

Warao to język izolowany, nie wykazujący pokrewieństwa z żadnym innym

©MAGAZYN ALL INCLUSIVE

 

Delta Orinoko zajmuje powierzchnię ponad 40 tys. km2 i jest drugą co do wielkości po amazońskiej deltą rzeczną w Ameryce Południowej. Ten rejon uchodzi za jeden z najbardziej dziewiczych obszarów na ziemi. Oprócz 110-tysięcznego miasta Tucupita, stolicy stanu Delta Amacuro, całkowicie pokrywają go mokradła, lasy tropikalne i mangrowe oraz liczne kanały. Żyją tutaj Indianie Warao (co znaczy „Ludzie Łodzi”), rdzenna ludność tych terenów. Podobno ich dzieci zanim nauczą się dobrze chodzić, potrafią już wiosłować. Nietrudno w to uwierzyć, kiedy widzi się trzylatki pływające po rzece pod opieką niewiele starszego rodzeństwa. Większość przedstawicieli tego ludu prowadzi tryb życia taki sam jak ich przodkowie. Mieszkają oni na skraju tropikalnych lasów w domkach ustawionych na palach (palafitos). W Delcie Orinoko żyje ok. 40 tys. Warao, którzy stanowią drugą pod względem liczebności społeczność indiańską w kraju (po Wayúu). Niewielu z nich zna dobrze język hiszpański.


Sam region ujścia rzeki do oceanu zachwyca różnorodnością fauny. Spotkamy tutaj w ich naturalnym środowisku jaguary, pumy, oceloty, wyjce, kapibary wielkie, paki nizinne, świnki morskie, różowe delfiny (inie), wydry oraz liczne gatunki ptaków, m.in. ary, tukany, czaple, jastrzębie, orły i kolibry. Oprócz tego występują w tym regionie rozmaite gady, płazy i ryby, w tym anakondy, boa dusiciele, węże koralowe, żmije, iguany, kajmany, żółwie, płaszczki czy piranie. Kobiety Warao znane są z plecenia koszy i hamaków z włókien palmy moriche (maurycji pogiętej). Dieta Indian składa się głównie z tego, co złowią w Orinoko i upolują w okolicznych lasach – ptaków i małych ssaków (unikają zabijania większych zwierząt, bo wierzą, że płynie w nich bratnia krew). W lecie spożywają również kraby. Poza tym uprawiają oni ocumo chino (kolokazję jadalną), banany, maniok i kukurydzę. Ze wspomnianej palmy moriche wyrabia się także rodzaj chleba oraz wydobywa bogate w białko larwy.

Warao uważają śmierć za coś zupełnie naturalnego. Przez lata nauczyli się, że życie polega właśnie na przemijaniu. Dzieci rodzą się, aby kiedyś umrzeć, czasem zdarza się to wcześniej. Kiedy w ich kręgu rozprzestrzenia się choroba, winią za to zwykle złe duchy. W wioskach panują przeważnie nie najlepsze warunki higieniczne, szpitale i przychodnie znajdują się daleko, brakuje lekarzy. Dlatego epidemie cholery czy gruźlicy nie są wśród Indian rzadkością. Chorzy nie mają też w zwyczaju zgłaszać się na badania lub leczenie. Warto zatem przed wizytą w okolicy Orinoko profilaktycznie zaszczepić się przeciw żółtej febrze, tężcowi, durowi brzusznemu, wirusowemu zapaleniu wątroby i zastosować leki przeciwmalaryczne.

Piękno niejedno ma imię

Wspaniałość przyrody Wenezueli może się równać z urokiem niejednej Wenezuelki, choć nie każdą z nich urodą obdarzyła matka natura. W Ameryce Południowej organizuje się setki konkursów piękności, ale idealne ciała ich uczestniczek bywają często efektem pracy chirurga. Większość Latynosek marzy o tym, aby wyglądać idealnie. Kiedy dziewczynka kończy 15 lat i obchodzi święto quinceañera, które symbolizuje w krajach latynoamerykańskich jej wejście w dorosłość, nierzadko w prezencie od rodziców dostaje… korektę nosa czy powiększenie piersi. Od ponad 20 lat w Wenezueli istnieją specjalne szkoły przygotowujące do roli kandydatki na miss. Posyła się do nich już pięciolatki. Uczennice chodzą na zajęcia jogi, baletu, pod okiem eksperta uczą się ładnie poruszać, a nawet robić makijaż.

Jedno jest pewne, w tym państwie nie potrzeba obrabiać zdjęć do magazynów, tu upiększa się kobiety przy użyciu skalpela i botoksu. Do najbardziej opłacalnych zawodów należy chirurg plastyczny i wstąpienie na tę ścieżkę kariery stanowi klucz do finansowego sukcesu. Podczas pobytu w Caracas moje zaskoczenie wywołały manekiny na wystawach, które miały biusty w naprawdę imponujących rozmiarach. Spotykane przeze mnie na ulicach Wenezuelki wyglądały niezmiernie atrakcyjnie. Co ciekawe, María Eugenia Bellorín, reprezentująca prorządową partię Podemos, wystąpiła w 2007 r. z pomysłem utworzenia funduszu socjalnego przeznaczonego na finansowanie operacji plastycznych dla najbiedniejszych kobiet. Mówi się, że mieszkanki Wenezueli wydają 30 proc. swojego budżetu na implanty, ponieważ wierzą, iż branie udziału w konkursach miss to nie zabawa, lecz zawód, który wymaga ciężkiej pracy tak samej kandydatki, jak i chirurgów oraz innych specjalistów od medycyny estetycznej. Trudno się dziwić takiemu podejściu, gdy weźmie się pod uwagę, jak wielu obywateli kraju żyje w nędzy i nie może liczyć na poprawę swojej sytuacji.

Wśród miejscowych

Przed podróżą w te strony warto poznać jeden pomocny wyraz chévere, oznaczający po prostu „super”. Dobrze go używać często, przyda się nie tylko podczas zakupów, ale też na szlaku. Jeśli podziękujecie miejscowym słowami gracias, chévere, na pewno ich zaskoczycie i ucieszycie. Wenezuelczycy to ludzie o pogodnym usposobieniu, uśmiechnięci, otwarci i bardzo towarzyscy. Szybko nawiążemy z nimi kontakt, oni także chętnie zagadują przybyszów i wydają się nie przejmować codziennymi problemami. Tutejsze społeczeństwo jest dość zróżnicowane. W Caracas zobaczymy nowoczesną młodzież naśladującą wzorce z USA. Na wenezuelskiej sawannie, w regionie Los Llanos, napotkamy kowbojów wypasających bydło. W Parku Narodowym Canaima poznamy wspomnianych Indian Pemón, a w dorzeczu Amazonki natkniemy się na lud Yanomami.

Ważną częścią życia Wenezuelczyków są znane również w Polsce telenowele. Co więcej, branża serialowa przenika się z muzyczną: piosenkarki zostają bohaterkami telewizyjnych romansów, a aktorzy śpiewają w teledyskach. Nieraz to umiłowanie świata z oper mydlanych przenosi się na rzeczywistość. Mężczyźni uwielbiają tu piękne kobiety i często dają się ponieść swojemu namiętnemu temperamentowi, nie zważając zupełnie na stan cywilny…

Nie da się zaprzeczyć, że Wenezuela to raj zarówno dla osób szukających przygód, jak i turystów chcących wypocząć. Ten kraj nazywa się też „księżniczką Ameryki Południowej”. Warto jednak samemu sprawdzić, czy aby na pewno zasługuje na to miano. Podobno urodą potrafi zachwycić każdego, nawet najbardziej wybrednego, podróżnika.

Artykuły wybrane losowo

Euro 2012 – szczęśliwa trzynastka

MICHAŁ DOMAŃSKI

 


   FOT STADION.LVIV.UA

Milowymi krokami zbliżają się XIV Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej 2012, oficjalnie UEFA EURO 2012™. Do ich rozpoczęcia pozostało już jedynie kilkadziesiąt dni. Odbędą się one w Polsce i na Ukrainie od 8 czerwca do 1 lipca br. Jest to największa impreza sportowa na Starym Kontynencie i trzecia – pod względem zainteresowania kibiców i widzów – na całym globie (po Letnich Igrzyskach Olimpijskich i Mistrzostwach Świata w Piłce Nożnej). Turniej zacznie się na Stadionie Narodowym w Warszawie i zakończy na Stadionie Olimpijskim w Kijowie. Mistrzostwa zagoszczą jeszcze na 6 innych obiektach piłkarskich: Stadionie Miejskim we Wrocławiu, PGE Arenie w Gdańsku, Stadionie Miejskim w Poznaniu, Donbass Arenie w Doniecku, Stadionie Metalist w Charkowie oraz Arenie Lwów we Lwowie. Większość z 8 miast gospodarzy UEFA EURO 2012™, a także centrów pobytowych, ośrodków treningowych reprezentacji narodowych uczestniczących w turnieju, jak np. Kraków, Kołobrzeg, Jachranka, Sopot czy Wieliczka, to popularne kierunki turystyczne. Podczas mistrzostw rozegranych zostanie 31 meczów, w tym 15 w naszym kraju. W imprezie uczestniczyć będzie 16 drużyn. W Polsce zamieszka w sumie 13 reprezentacji narodowych, a na Ukrainie tylko 3. Z tego powodu to właśnie do nas, a nie do naszych wschodnich sąsiadów, przyjedzie zdecydowanie więcej kibiców piłkarskich i turystów z całej Europy (i nie tylko!).

Więcej…

Fuerteventura – podmuch słońca

BARTEK JANKOWSKI

www.TropiKey.com

 

Do szerokiej, jasnej plaży zbliża się fala. Jej czoło przecina energicznie deska surfera. Lazurowy ocean zmienia się przy brzegu w przypominającą spienione mleko kipiel, w której beztrosko baraszkują dzieci. Trochę dalej przechadzają się niczym nieskrępowani nadzy ludzie w różnym wieku. Na horyzoncie majaczą barwne latawce kitesurferów niesionych wiatrem po gładkiej tafli płytkiej laguny... Tak oto wygląda pełna magii Fuerteventura w archipelagu Wysp Kanaryjskich. 

Więcej…

Czarodziejska moc Sardynii

URSZULA KRAJEWSKA

www.interpretareitalia.com

 

<< Sardynia staje się ostatnio miejscem coraz częściej odwiedzanym przez gości z całego świata. Prawdziwy boom turystyczny przyniósł wyspie miniony rok. Szacuje się, że w 2018 r. zostanie odnotowany ok. 15–20-procentowy wzrost zainteresowania atrakcjami oferowanymi przez lokalne agencje (wycieczkami jednodniowymi, wynajmem samochodów czy jachtów itp.). Oznacza to przede wszystkim, że dotychczas tajemnicza i nieodgadniona Sardynia jest dziś coraz bardziej rozpoznawalna. Nie uchodzi już tylko za modny kierunek dla bogaczy, którzy przybijają do Szmaragdowego Wybrzeża (Costa Smeralda) najdroższymi w Europie jachtami. Powoli wkupia się w łaski zwykłych turystów ciekawych historii, lubiących podziwiać przepiękne widoki czy spędzać czas na łonie natury. >>

 

Na wyspy archipelagu La Maddalena dostaniemy się m.in. łodziami z portu w Palau

© RENATA TRAVEL/WWW.RENATATRAVEL.COM

 

Turystyka na Sardynii zaczęła rozwijać się na dobre dopiero w latach 60. XX w., kiedy to książę Aga Chan IV, przywódca ismailickich nizarytów, zakochany w szmaragdowym kolorze wód oblewających północno-wschodnie wybrzeże wyspy, postanowił wykupić grunty w tym rejonie i rozsławić to miejsce, które uważał za raj na ziemi. Z jego inicjatywy powstało portowe miasteczko Porto Cervo (należące do gminy Arzachena), do dziś uchodzące za symbol luksusu. Odwiedzają je znane i zamożne osoby z całego świata. To dzięki Adze Chanowi IV ludzie, zafascynowani przede wszystkim bezkonkurencyjnymi plażami, zaczęli tłumnie ściągać w okolice położonej na wschodnim wybrzeżu Olbii, 60-tysięcznego miasta z przystanią promową i międzynarodowym portem lotniczym (Aeroporto di Olbia-Costa Smeralda). Z czasem na Sardynii pojawiły się też oferty nie tylko dla turystów z grubym portfelem.

Dzięki temu, że tanie linie lotnicze (Ryanair i Wizz Air) uruchamiają nowe połączenia, obecnie z Polski (Katowic, Krakowa, Warszawy i Modlina) można dostać się bezpośrednio na dwa sardyńskie lotniska – Cagliari i Alghero, a na trzecie z nich – pod Olbią – latają w sezonie letnim czartery polskich biur podróży. Do wyboru jest jeszcze inna ciekawa możliwość – podróż promowa z Półwyspu Apenińskiego. Dotarcie samochodem do jednego z portów zachodniego wybrzeża Włoch i rejs na Sardynię zajmuje zaledwie dwa dni. Coraz więcej turystów decyduje się na ten drugi sposób dostania się tutaj, a to ze względu na fakt, że podróżowanie swoim autem pozwala odkrywać wyspę na własną rękę. Jednak na stronach internetowych czy nawet w profesjonalnych przewodnikach brakuje szczegółowych informacji o mniej znanych sardyńskich atrakcjach. Dlatego zdecydowanie warto zwrócić się do lokalnych biur podróży o radę, jak w pełni wykorzystać urlop na czarującej Sardynii.

 

MIEJSCA DO ZOBACZENIA

Dla ciekawych, gdzie zaczęła się historia sardyńskiej turystyki, obowiązkowym przystankiem podczas zwiedzania będzie wspomniane Porto Cervo, eleganckie miasteczko z portem z luksusowymi jachtami, pełne ekskluzywnych butików, salonów samochodowych i wykwintnych restauracji. Niedaleko nabrzeża wznosi się biały Kościół Gwiazdy Morza (Chiesa di Stella Maris), idealnie wkomponowany w starannie zaprojektowane hotele i posiadłości, nazywany dziełem sztuki nowoczesnej. Został on zbudowany w typowo sardyńskim, surowym stylu przy użyciu surowców dostępnych na wyspie. Do wejścia do środka zachęca obraz Mater Dolorosa autorstwa El Greca.

Od lat wizytówką Sardynii pozostaje archipelag La Maddalena, znajdujący się na północnym wschodzie. Tworzy go 7 głównych, większych wysp (La Maddalena, Caprera, Santo Stefano, Budelli, Santa Maria, Razzoli i Spargi) i ponad 60 mniejszych. Zwane europejskimi Malediwami, przyciągają rzesze urlopowiczów. Mimo iż turyści przybywają tu przede wszystkim ze względu na słynące z przejrzystej, błękitnej wody i białego piasku plaże, warto zajrzeć także do stolicy archipelagu – 11-tysięcznego miasteczka La Maddalena. To urokliwa miejscowość z wąskimi uliczkami, połączona groblą z pobliską Caprerą, nazywaną wyspą Giuseppe Garibaldiego, gdyż ten włoski bohater narodowy właśnie na niej spędził ostatnie lata życia i zmarł w czerwcu 1882 r.

Na wschodnim wybrzeżu leży mniej znana, bo przyćmiona przez sławę La Maddaleny, zatoka Orosei (Golfo di Orosei), urzekająca zróżnicowaną linią brzegową o długości ponad 40 km. Wzdłuż niej ciągną się góry i lasy, poprzecinane trasami trekkingowymi, z których rozpościerają się zapierające dech w piersiach widoki. Większość plaż zatoki dostępna jest tylko od strony morza. Do niektórych można ewentualnie dotrzeć pieszo, ale taka wycieczka trwa ok. 3 godz. Najsłynniejsza z tutejszych plaż – Cala Luna – pojawia się często na zdjęciach reklamujących Sardynię. Jednak zatoka Orosei skrywa też kilka innych perełek, takich jak Cala Mariolu czy Cala Goloritzè.

Kolejnym ważnym punktem na turystycznej mapie wyspy jest zdecydowanie Alghero, zwane Barcelonetą, czyli małą Barceloną. To 44-tysięczne miasto ma prawdziwie hiszpański, a właściwie kataloński charakter. Można go dostrzec nie tylko w zabytkowej architekturze, ale także w lokalnej kuchni czy języku, którym posługują się miejscowi. Alghero słynie również z tego, że leży niedaleko (ok. 25 km) od cypla Caccia (Capo Caccia). U podnóży 110-metrowego klifu znajduje się tu jedna z najbardziej interesujących i unikatowych atrakcji Sardynii – Groty Neptuna (Grotte di Nettuno). Na tle innych europejskich jaskiń wyróżnia się ogromnym zróżnicowaniem form krasowych.

Podczas pobytu w okolicach Alghero większość osób decyduje się też na zahaczenie o miejscowość Stintino i plażę La Pelosa, która w 2013 r. zdobyła tytuł najpiękniejszej w całej Italii. W pobliżu znajdziemy także malownicze miasteczko Castelsardo słynące z wyrobu koszy wiklinowych. Swój urok zawdzięcza średniowiecznemu zamkowi wznoszącemu się nad zabudowaniami. Turystów przyciąga w te strony również zabytek przyrody – skała w kształcie słonia (La Roccia dell’Elefante). Innym urokliwym miastem położonym nieopodal jest Bosa, która oczarowuje kolorami ścian domów. Widok na nie często zdobi pocztówki z Sardynii. Pastelowe domy położone nad rzeką Temo to pochodzące z XVI stulecia warsztaty garbarzy, które według wielu odwiedzających przypominają Stary Most (Ponte Vecchio) z Florencji.

Na zachodzie wyspy znajdują się też pozostałości kolonii Tharros, założonej przez Fenicjan w VIII w. p.n.e. Miłośnicy archeologii wybierają jednak Sardynię ze względu na nuragi. Tych obiektów jest tu ok. 7 tys. Zbudowane z kamieni stożkowate wieże stanowią ślad po kulturze nuragijskiej. Choć do ich wzniesienia nie użyto żadnej zaprawy, zachowały się do dziś. Rzekomo właśnie tej cywilizacji mieszkańcy wyspy zawdzięczają fakt, że ich DNA jest inne niż Włochów. Najnowsze badania, z lutego 2017 r., pokazują, że Sardynia stanowi wyjątkowe miejsce na genetycznej mapie Europy. Prawie 80 proc. mitogenomów współczesnych Sardyńczyków nie występuje nigdzie indziej.

 

Zabytkowe Alghero podziwiane od strony morza

© UFFICIO STAMPA DELLA REGIONE AUTONOMA DELLA SARDEGNA

 

MAGIA, NATURA I DŁUGIE ŻYCIE

Jedno z najczęstszych haseł reklamujących wakacje w tym miejscu brzmi: Sardynia – wyspa magiczna. Większość osób ją wybierających jest przekonana, że określenie to wymyślono ze względu na przejrzystą wodę, białe plaże czy dziewiczy krajobraz. Jednak ta magiczność Sardynii dotyczy przede wszystkim wierzeń jej mieszkańców i ich zwyczajów. Mimo iż jak w całych Włoszech na wyspie największą grupę stanowią katolicy, to jeden z tych regionów Italii, gdzie zachowało się najwięcej lokalnych tradycji niezwiązanych z chrześcijaństwem. Większość z nich praktykuje się tylko podczas karnawału, ale odmienność miejscowych da się dostrzec na co dzień.

Osoby lubiące atmosferę magii powinny wybrać się do wnętrza Sardynii. Docierają tu nieliczni turyści, a mieszkańcy wiodą spokojne życie niewiele różniące się od tego, jakie było udziałem ich pradziadków. Będzie to wyprawa do kompletnie innego świata, gdzie oddycha się powietrzem nasyconym tradycjami, które Sardyńczycy traktują niezmiernie poważnie. W górzystym regionie Barbagia dawne zwyczaje praktykowane są nie tylko przez ludzi starszych, ale także i młodych, dumnych ze swojej kultury i pragnących zachować ją dla następnych pokoleń. Sardyńskie dziewczyny obwieszają się amuletami. Najbardziej znany z nich to su coccu, czyli okrągły obsydianowy kamień, który chroni przed złym spojrzeniem – klątwami rzucanymi przez osoby, które źle nam życzą. Na palcach u dłoni zarówno młode, jak i starsze kobiety noszą tzw. fede sarda. Ta cienka obrączka z kuleczkami oznaczającymi ziarna zboża to tradycyjny symbol płodności. Niektóre przedstawicielki płci pięknej udają się na prywatne sesje do szeptuchy, aby ta z oliwy wylanej na talerz odczytała, kto rzuca na nie złe uroki. Inne chodzą do fryzjera tylko wtedy, gdy księżyc znajduje się w ostatniej kwadrze, bo uważają, że podcięcie końcówek włosów w tym czasie sprawi, iż będą szybciej rosły.

Sardyńczycy są zresztą zdania, że wpływ księżyca na ludzki organizm jest znaczący. Od jego faz uzależniają również sadzenie i podcinanie roślin. Wyspiarze mają niezwykły kontakt z naturą, dlatego też wyjątkowo ją szanują. Na Sardynii nie zobaczymy zaśmieconych ulic jak w niektórych miejscach we Włoszech. Położone na północnym zachodzie wyspy Sassari w 2014 r. uzyskało tytuł najczystszego włoskiego miasta, a Nuoro (stolica Barbagii) i Oristano (leżące na zachodzie) zostały okrzyknięte miastami z najczystszym powietrzem w kraju. Sardyńczycy obsesyjnie przestrzegają zasad segregacji śmieci, a nade wszystko dbają o przetrwanie gatunków roślin i zwierząt zagrożonych wyginięciem. Wokół wybrzeża Sardynii dno morskie porasta posidonia, która nie tylko dezynfekuje wodę i sprawia, że jest ona przejrzysta niczym lustro. Gdy nadchodzi mistral – jeden z wiatrów dominujących w tej okolicy – wyrzucone na brzeg rośliny swoim ciężarem utrzymują piasek na ziemi. Dla mieszkańców wyspy to bardzo ważne. Już od wielu lat obowiązują tu ogromne kary pieniężne za wywożenie muszli, kamieni, żwiru czy piasku, dochodzące do kilku tysięcy euro. Niektórym takie podejście może się wydawać absurdalne, ale według oficjalnych danych zebranych przez lotnisko w Elmas (pod Cagliari) latem 2015 r. tylko w ciągu trzech miesięcy turyści odwiedzający Sardynię próbowali wywieźć ponad 5 t morskiego piasku! Dodatkowo w tym roku na jednej z najbardziej znanych plaż, La Pelosie leżącej niedaleko Stintino, wprowadzono zakaz rozkładania ręczników. Ma to zapobiec zbytniemu ugniataniu piasku, a także wynoszeniu go poza strefę przybrzeżną. Z każdym kolejnym sezonem letnim wydłuża się też lista plaż, na których obowiązują ograniczenia co do liczby przebywających na nich osób. Celem tych wszystkich decyzji administracyjnych jest – oczywiście – ochrona sardyńskich cudów natury przed zniszczeniem.

Jedno z największych wyróżnień, jakie spotkało tę drugą pod względem wielkości wyspę Morza Śródziemnego (po Sycylii), stanowi fakt, że należy ona do grupy pięciu istniejących na świecie Błękitnych Stref (Blue Zones). Oznacza to, że odnotowano tu znaczny odsetek stulatków. Co jeszcze ciekawsze, Sardyńczycy są społecznością z największą liczbą stuletnich mężczyzn. Mieszkańcy wyspy cieszą się dobrym zdrowiem i ponadprzeciętną kondycją fizyczną przez długie lata. Dan Buettner, amerykański badacz, który wprowadził termin Blue Zones, twierdzi, że długowieczność wyspiarzy wynika z właściwego odżywiania, odpowiedniej ilości czerwonego wina w diecie oraz prowadzenia aktywnego trybu życia.

Prowincję Ogliastra i Barbagię (tzw. Blue Zone) zamieszkuje duża liczba stulatków

© FOTOTECA ENIT

 

PROSTE PRZYJEMNOŚCI

Kuchnia Sardynii jest prosta i opiera się na lokalnych składnikach, dostępnych w danym okresie. Nie sprowadza się tu żywności z zewnątrz i nie korzysta z półproduktów. Miejscowi żartują, że na wyspie mieszka ponad 1,6 mln ludzi i ok. 4 mln owiec. Ma to swoje odbicie w diecie – na liście typowo sardyńskich produktów dominują sery owcze (w tym pecorino sardo). Sardynia jest regionem pasterskim. Do tradycyjnych lokalnych potraw można zaliczyć gotowaną w rosole jagnięcinę (pecora bollita). Najstarsze sardyńskie przepisy pochodzą z wnętrza wyspy, gdzie pasterze ukrywający się przed najeźdźcami zmuszeni byli do zaopatrywania się w produkty o długim terminie ważności. Mało kto jada tutaj zwykły, świeży chleb. Sardyńczycy zadowalają się pane carasau – cienkim plackiem, przypominającym podpłomyk, wypiekanym jedynie z mąki z pszenicy durum, drożdży, wody i soli. Jego ulepszona wersja to pane guttiau, nasączony oliwą i posolony chleb, często serwowany jako zamiennik chipsów. Za tutejszy unikatowy produkt uchodzą również miody, m.in. miele di asfodelo (ze złotogłowia), miele di cardo (z kwiatów ostu) czy miele di corbezzolo (z chruściny jagodnej). Ten ostatni charakteryzuje się gorzkim smakiem i jest często podawany z serami. W rejonie wybrzeża popularnością cieszy się też zdecydowanie bottarga, czyli suszona ikra cefala lub tuńczyka o intensywnym pomarańczowym kolorze. Najczęściej stanowi ona dodatek do makaronu, ale wielbiciele potraw rybnych jedzą ją także samą, pokrojoną w plasterki i w połączeniu np. z karczochami. Pierwsze miejsce wśród najdziwniejszych i najbardziej tradycyjnych produktów na wyspie zajmuje od lat casu marzu, znany bardziej jako tzw. ser z robakami. Mimo iż dyrektywy unijne zakazują oferowania degustacji i sprzedaży tego owczego przysmaku, to jego produkcja w gospodarstwach domowych nie została całkowicie wstrzymana. U niektórych pasterzy w Barbagii wciąż jeszcze kupimy go nieoficjalnie. Robaki, które się w nim znajdują, to żywe larwy muchówki gatunku Piophila casei (sernicy pospolitej).

Przy omawianiu lokalnej kuchni nie sposób nie wspomnieć też o wyrobach alkoholowych. Szczep cannonau rosnący w Olienie został przywieziony na Sardynię z Toskanii przez jezuitów. To z niego powstaje czerwone wino cannonau i nepente. Oba są wytrawne i charakteryzują się dość dużą zawartością alkoholu. O sardyńskim winie śpiewano, czyniono je tematem poematów i zachwycano się nim w całym kraju. Gabriele D’Annunzio (1863–1938), włoski pisarz i poeta pochodzący z Pescary, pisał: Tobie, o wino z wyspy, oddaje swe ciało, a także i duszę. (…) Obym mógł do ostatniego tchu mego cieszyć się twym zapachem i od twego koloru mieć nos na zawsze rumiany. Warto dodać, że cannonau zawiera bardzo dużą ilość polifenoli, czyli związków chemicznych uważanych za niezmiernie korzystne dla zdrowia. Przypisuje się im m.in. działanie przeciwnowotworowe. Jako napitek ułatwiający trawienie na Sardynii stosuje się likier mirto robiony z jagód mirtu. Na wyspie znajdziemy również lody mirtowe i marmoladę czy torrone, czyli kolejny sardyński przysmak, przygotowany na bazie miodu i migdałów zatopionych w masie z białka jaja kurzego, przypominający znany wszystkim nugat.

 

ZROZUMIEĆ SARDYŃCZYKA

Kolejną rzeczą wyróżniającą Sardynię na tle innych regionów Włoch jest język. Wbrew temu, co sądzi wiele osób, nie należy on do dialektów włoskiego. Dopiero w 1997 r. sardyński (limba sarda, sardu) stał się oficjalnym językiem urzędowym na wyspie. W 1999 r. uzyskał status języka mniejszościowego, co oznacza, że znacznie odróżnia się od oficjalnego języka państwa oraz języków imigrantów. Uważa się, że przypomina on mieszankę hiszpańskiego, greckiego i włoskiego. Na zachodzie Sardynii mówi się po katalońsku, czyli dokładnie tak jak np. w Barcelonie. Prawdziwy sardyński da się usłyszeć – oczywiście – w centrum wyspy. Na wybrzeżu spotkamy jego przeróżne odmiany, bo wyróżnia się tu mniej więcej sześć dialektów. Większość Sardyńczyków poznaje język włoski dopiero na pierwszych lekcjach w szkole. Można więc powiedzieć, że są narodem dwujęzycznym. W efekcie mieszkańcy wyspy mówią bardzo poprawnie po włosku i dogadamy się z nimi, jeśli także nauczyliśmy się języka z książek. Dzięki nowym projektom unijnym sardyński zostanie wprowadzony do szkół. Sardyńczycy czują się z tego powodu – oczywiście – niezmiernie dumni.

W Barbagii można poza tym spotkać jeszcze tenores – mężczyzn śpiewających a cappella w języku sardyńskim. Ich śpiew (canto a tenore, cantu a tenore) wpisano w 2008 r. na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Występy odbywają się zawsze w kwartecie (solista, bas, kontralt i baryton).

 

BOSKI ŚLAD

Poznanie wszystkich wspomnianych atrakcji wymaga aktywności i dociekliwości ze strony turystów, często też wsparcia doświadczonych miejscowych przewodników. Bardzo przydatna w tym przypadku jest również dobra znajomość języka włoskiego.

Ze względu na rozwój turystyki na Szmaragdowym Wybrzeżu do wyspy w ostatnich latach przylgnęła łatka drogiego, ekskluzywnego kierunku z rajskimi plażami dla milionerów. Taką Sardynię także można zobaczyć. Jednak z pewnością nie to stanowi jej największą atrakcję.

Im więcej tajemnic wyspy odkrywamy, tym bardziej nas ona wciąga i fascynuje. Jednocześnie zaczynamy rozumieć, na czym naprawdę polega jej magia. Jedna wizyta na pełnej kontrastów czarującej Sardynii nie wystarczy. Zresztą mało kto odwiedza ją tylko raz i nie marzy o powrocie.

Legend o powstaniu wyspy jest wiele. Według jednej z najbardziej znanych, gdy Bóg stworzył świat, zorientował się, że zostało mu w dłoni kilka kamieni. Rzucił je zatem gdzieś na środek morza, po czym przycisnął dokładnie stopą. Starogrecka nazwa Sardynii (w formie zlatynizowanej) – Ichnusa – oznacza właśnie stopę (sandał). Ponieważ Bóg widział, że jego nowe dzieło nie jest idealne, postanowił wziąć z każdego kontynentu to, co najpiękniejsze, i przenieść te cuda natury właśnie tutaj. Dlatego też do dziś Sardynię nazywa się wyspą siedmiu kontynentów albo małym kontynentem. Rzeczywiście, na powierzchni 24 tys. km2 znajdziemy tu po trochu wszystkiego i właśnie to osobliwe połączenie sprawia, że sardyńskie krajobrazy są jedyne w swoim rodzaju i coraz więcej osób chce na własne oczy przekonać się, czym zachwycają się wszyscy, którzy już odwiedzili ten magiczny zakątek Włoch.

 

Wydanie Lato 2018