MARCIN WESOŁY

 

<< Różnorodność przyrody w Republice Dominikańskiej potrafi człowieka wprawić w osłupienie. W ciągu kilku godzin, w drodze z północnego wschodu na południowy zachód tego kraju możemy na własne oczy przekonać się, jak szybko zmieniają się tutaj krajobrazy. Bujna zieleń środkowej części kraju przechodzi w niekończące się pola ryżowe doliny Cibao albo w plantacje bananów. Na półwyspie Samaná mijamy rozległe gaje palm kokosowych, które osiadły na łagodnie pofałdowanych wzgórzach. Im bliżej granicy z Haiti natomiast, tym tereny bardziej przypominają Meksyk czy Afrykę – ogromne połacie ziemi, czerwonej od boksytu, porastają spłaszczone drzewa akacjowe, wybujałe kaktusy oraz karłowate, typowo preriowe krzewy. W okolicach miast Jarabacoa i Constanza w prowincji La Vega pejzaż jest za to bardziej górzysty, a klimat chłodniejszy. Na Dominikanie nie sposób zatem nie znaleźć swojego miejsca. To raj praktycznie dla każdego. Spróbujmy sami się o tym przekonać. >>

Państwo to leży na wyspie La Española na Morzu Karaibskim (znanej w Polsce jako Haiti lub Hispaniola) i stanowi drugi co do wielkości kraj w jego akwenie (po Kubie). Funkcję stolicy pełni Santo Domingo, założone przez brata Krzysztofa Kolumba – Bartłomieja – w 1496 r., ze wspaniałą dzielnicą Ciudad Colonial (Zona Colonial) wpisaną na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Przed erą kolonizacji tereny te zajmowali Tainowie. Dziś Dominikańczycy posługują się językiem hiszpańskim, którego odmiana nieco różni się od tej używanej w Europie.

Dominikana cieszy się dużą popularnością wśród turystów. Większość z nich podąża jednak utartymi szlakami. Ten, kogo interesuje obraz kraju inny niż ze zdjęć w biurach podróży, musi spróbować opracować własny plan zwiedzania. Dla takich poszukiwaczy przygód mam kilka propozycji.

 

Spotkanie z wielorybami

Aby dostać się do plaży Rincón na półwysepie Samaná, muszę wybrać w Las Galeras jedną z dwóch tras: lądową lub morską. Decyduję raczej spontanicznie, gdyż odpowiadają mi oba warianty. Potrzebuję motocykla lub łodzi. Dojazd tym pierwszym jest dłuższy, karkołomny i tańszy. Przeprawa tą drugą będzie trzy razy droższa, pozornie bezpieczna i względnie krótsza. Nieraz jechałem z duszą na ramieniu rozklekotanym jednośladem, wspinając się po lokalnych stromiznach tuż po deszczu albo co rusz boksując w czerwonym błocie wiejskiej, szutrowej drogi. Mijałem liczne plantacje ananasów i bananów – kwadraty owocowych pól wkomponowane w fałdy wzniesień tak naturalnie i miękko, jak zegary Salvadora Dalego w surrealistyczny pejzaż. Płynąłem już także świeżo odmalowaną łodzią z silnikiem Yamahy, tak szeroką, jak balia. Gdy jej kadłub mierzwił grzywy napierających, jakby na krótko przed sztormem, bałwanów, pokład odchylał się pod kątem czterdziestu pięciu stopni, a ja wpadałem w odrętwienie czy też stan podobny medytacji. Czułem, jak gubię umysł w idyllicznym kalejdoskopie lazurowej toni morskiej i soczystej zieleni kokosowego wybrzeża. Za każdym razem jednak wyprawa stanowiła tylko oczekiwanie na zjawiskowe widoki na jej końcu.

FOT.MARCIN WESOŁY

Magiczna rybacka miejscowość Las galeras nad zatoką Rincón

 

Półwysep Samaná jedynie z pozoru wygląda jak raj dla leniuchów. W rzeczywistości ten jeden z najpiękniejszych rejonów w Republice Dominikańskiej zachęca wręcz do aktywnego wypoczynku, szczególnie indywidualnych turystów. Do połowy XIX w. na francuskich i hiszpańskich mapach miejsce to przedstawiano jako prawie osobną wyspę, na którą najłatwiej było dostać się łodzią. Dawniej ten kawałek lądu od reszty Dominikany oddzielało rozległe pasmo bagien, mokradeł i kanałów, wykorzystywane przez piratów jako kryjówki. Dziś także w czasie pory deszczowej niektóre obszary chłoną wodę niczym gąbka, w wyniku czego powstają naturalne laguny. Tutaj w styczniu 1493 r. zawitał ze swoją flotą Krzysztof Kolumb. Jednak Indianie zamiast przywitać go z otwartymi ramionami, unieśli łuki i wypuścili grad strzał, które przysłoniły niebo. Odkrywca uzupełnił swoje podróżne notatki o nową krainę. Ochrzcił ją mianem Golfo de Las Flechas, czyli „Zatoki Strzał” (nie zostały ostatecznie rozstrzygnięte spory co do tego, czy obecnie jest to zatoka Rincón, czy zatoka Samaná).

W bezpośrednim sąsiedztwie półwyspu Samaná  co roku od stycznia do marca gromadzą się ogromne humbaki (Megaptera novaeangliae). Przypływają z dalekiej i mroźnej północy, aby w cieplejszych wodach południowego Atlantyku odbyć gody i wydać na świat potomstwo. Ich miłosnym serenadom rokrocznie przysłuchują się tłumy turystów. Dla nich właśnie organizuje się tu specjalne, ściśle regulowane rejsy, cieszące się niezmiennie dużą popularnością. Jako pierwsi prawdopodobnie podglądali humbaki Indianie, którzy wymalowali wielorybie sylwetki na ścianach jaskiń w pobliskim Parku Narodowym Los Haitises (Parque Nacional Los Haitises). Również Krzysztof Kolumb wspomniał o nich w swoim dzienniku pokładowym.

FOT. NARODOWY URZĄD TURYSTYCZNY REPUBLIKI DOMINIKAŃSKIEJ

Plaża Rincón nad zatoką o tej samej nazwie na półwyspie Samaná

 

Podobno do wybrzeży Dominikany przybywa co roku do 1,5 tys. waleni (głównie z okolic wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych, Kanady, Grenlandii i Islandii). W czasie migracji utrzymują łączność za pomocą systemu specjalnie opanowanych dźwięków, służących zarówno do komunikacji, jak i do przywabiania partnerek. Gdy rodzą się młode, matki skupiają się jedynie na ich karmieniu, a muszą dostarczyć im do 200 l mleka dziennie. Małe wielorybiątka rosną w niesłychanym tempie 45 kg na dobę, aby móc powrócić wraz z rodzicami na daleką północ. Z pewnością warto udać się na półwysep Samaná poobserwować humbaki podczas zalotów. Wyskakujący z oceanu 40-tonowy olbrzym stanowi niezapomniany widok, który na długo pozostanie w naszej pamięci. Pamiętajmy tylko o zabraniu ze sobą lornetek!

 

Dominikański western

Bardzo lubię jeździć do zachodniej części Dominikany. Jest mało turystyczna, a w powietrzu czuć jakąś wibrującą magię. Dobrze mi się tu oddycha, również w sensie nieco metafizycznym. Im bliżej granicy z Haiti, tym robi się ciekawiej, przestronniej, podróż osiąga jakiś konkretny wymiar. Zawsze wyczekuję chwili, żeby tutaj wrócić. Ten region żyje dla siebie, a nie dla przyjezdnych. Zresztą ciągle niewielu turystów zagląda w te strony, które pod względem ekonomicznym raczej odstają od reszty kraju. Sam mówię o tym rejonie Dziki Zachód, lecz bez żadnych złośliwych czy negatywnych podtekstów. Jego dzikość naprawdę wciąga z nieodpartą siłą. Wyjazd w ten fascynujący zakątek odkładam przeważnie na koniec każdej wyprawy, zostawiam go sobie niejako na deser. Najczęściej docieram do miasteczka Enriquillo. Leży ono na styku prowincji Barahona i Pedernales. Sam dojazd (nierzadko na pace terenowego auta) bywa niezwykle widowiskowy. Długi odcinek trasy prowadzi wzdłuż wybrzeża z pięknymi zatokami, kamienistymi plażami i wydmami. Niestety, w sezonie huraganów (zazwyczaj od sierpnia do października) często robi się w Enriquillo niebezpiecznie. Gdy żywioł przesuwa się nad Haiti, znów jest spokojnie i zjawiskowo...

Do miasta Barahona (Santa Cruz de Barahona) ze stołecznego Santo Domingo wyjeżdżam przeważnie wcześnie rano, pierwszym możliwym autobusem. Zawsze realizuję ten sam scenariusz. Biorę taksówkę, bowiem inne środki transportu jeszcze nie zdążyły rozpocząć kolejnego dnia. Ulice stolicy są puste, a przyjemny chłód wnika do auta przez uchylone okna. Szofer czasem coś powie, czasem o coś zapyta, a często tylko włączy radio. Gdy sprawia wrażenie, jakby nie chciał rozmawiać, nie narzucam się. Sącząca się z głośników muzyka przyjemnie wpada w ucho. Kiedy zaczynają się wiadomości, kierowca całkiem przycisza odbiornik albo zmienia kanał, jakby spodziewał się czegoś złego, jakiejś nieprzyjemnej informacji, której ani on, ani jego pasażer nie mają ochoty wysłuchiwać o tak wczesnej porze. Czasem gwałtownie zatrzeszczy CB-radio. Zmierzam na dworzec autobusowy Caribe Tours.

Kiedy powoli nastaje wielkomiejski świt i koloruje wyłaniające się z mroku Santo Domingo, najchętniej jechałbym taksówką bez wysiadania, słuchając wciąż bachaty, merengue albo salsy (coraz bardziej popularnej na Dominikanie). Jednak w końcu trzeba zapłacić i wysiąść. Uwielbiam terminal Caribe Tours, tę komunikacyjną aortę latynoskiej metropolii. Co więcej, zaszedłbym tam o każdej porze, nawet bez konkretnych wyjazdowych planów, a to z jednego powodu: w miejscu tym można dostać najlepszą kawę na świecie – aromatyczną, mocną, słodką i laną do plastikowego kubka wielkości naparstka prosto z termosu. W domu zaparza ją leciwa señora, aby sprzedawać ją potem za kilka pesos obok głównego wejścia na dworzec. Na peronach zawsze zalega duszne powietrze, wymieszane ze spalinami. Kierowcy zostawiają autobusy na chodzie. Lepiej posiedzieć w poczekalni i obejrzeć skróty bejsbolowych rozgrywek albo powtórki wybranej telenoweli. Pasażerowie mogą wygodnie rozsiąść się podczas podróży. Niektóre z najnowszych modeli busów dysponują fotelami lepszymi od lotniczych. Caribe Tours dociera prawie wszędzie, nie kursuje tylko do wschodniej Dominikany, gdzie transport zorganizowano inaczej.

Jestem zatem w drodze do miasta Barahona. Za ponad 3 godz. dojadę na miejsce. W autobusie podano informację, że spożywanie posiłków jest zabronione, ale niektórzy coś tam dojadają bez względu na zakaz. Kierowca, bardzo elegancki pan w żółtej, firmowej koszuli, niczego nie widzi. Siedzi szczelnie odizolowany od rzeszy pasażerów za domkniętymi drzwiami. Wszystko po to, aby mogła działać klimatyzacja, tj. ciągły nawiew lodowatego powietrza. Proszę mi wierzyć, w tropikach przydaje się czasem bluza z polaru za dnia! Gdyby chociaż muzyka dodawała kilka stopni ciepła… Nie usłyszymy tu jednak salsy, merengue, bachaty czy reggae, a same ckliwe romantyczne melodie.

Na szczęście, za oknem widać już pierwsze sukulenty, bo krajobraz w okolicach miejscowości Azúa zaczyna się mocno zmieniać i wygląda jak kadry z westernów. Różnorodność dominikańskiej flory potrafi zadziwić i zdezorientować. W zachodniej Dominikanie nie ma ryżowych pól, plantacji bananów czy gajów palmowych. Im dalej na zachód, tym zdecydowanie bardziej sucho – pejzaż przypomina meksykańską prerię albo afrykańską sawannę. W okolicach Barahony znowu wyrastają grzywiaste kokosowe palmy, aby potem zniknąć, gdy w tle wystrzelą góry prowincji Baoruco lub kiedy zastąpi je pole trzciny cukrowej czy bananowy zagajnik.

FOT. NARODOWY URZĄD TURYSTYCZNY REPUBLIKI DOMINIKAŃSKIEJ

Playa de Paraíso koło miejscowości Paraíso (Raj), prowincja Barahona

 

Myślę, że wiele filmów produkowanych w Hollywood mogłoby powstać taniej właśnie w Republice Dominikańskiej. Ten kraj stanowi bardzo fotogeniczny plener. Przekonał się o tym niegdyś np. Francis Ford Coppola. Większość scen z Czasu apokalipsy poleciał kręcić na Filipiny, które miały grać Wietnam. Resztę jednak reżyser nagrał już na Dominikanie nadrzekąChavón. Niektóre fragmenty Ojca chrzestnego II również powstały na wyspie Haiti (Hispanioli). Poza tym ten karaibski kraj upatrzyli sobie także tacy twórcy, jak Sydney Pollack (Hawana), Robert De Niro (Dobry agent), czy Andy García (Hawana, miasto utracone).

W Barahonie wysiadam ok. 9.00. To dobra pora, żeby zjeść drugie śniadanie. Biorę to samo, co kilka godzin wcześniej na stołecznym dworcu: empanadas (rodzaj lokalnych smażonych pierogów z farszem). Do Enriquillo jadę na nieco chybotliwej pace małej ciężarówki marki Daihatsu. Załapałem się jako autostopowicz. Kierowca prowadzi szybko, ale pewnie. Widać, że zna dobrze tę trasę, miejscami dość karkołomną. Zakręty mija z nabytą wprawą. Klaksonem przegania opieszałych. Czasem trąbi, jakby kogoś pozdrawiał. Wiatr coraz mocniej smaga moją twarz, ledwo łapię oddech, chowam się więc za kabiną, siadam tyłem do kierunku jazdy i patrzę… Po drodze, w miejscowości Paraíso, czyli Raj, zmieniam środek transportu. Kiedy zbliżamy się do celu, jeden ze współpasażerów siedzących koło mnie w minibusie pyta znienacka, czy byłem już kiedyś w Enriquillo. Po czym dodaje, że tam jest jak w… niebie, że za moment sam zobaczę. Tak to właśnie ujmuje. Wydaje się wyraźnie przejęty tym, co mi powiedział. To chyba szczera rekomendacja. Nagle oślepia mnie jasność oceanu. Czy faktycznie tak wygląda niebo – pięknie rozświetlone słońcem, a przy tym bardzo ludzkie, pełne życzliwych, otwartych ludzi, którzy od razu częstują kawą, jaka jeszcze niedawno suszyła się na jednym z podwórek albo bezpośrednio na jezdni? W Enriquillo nikt się nie śpieszy. Tutaj człowiek zaczyna odpoczywać.

 

Smoki z La Descubierta

Gdy wróciłem do Barahony, postanowiłem wybrać się nad jezioro Enriquillo. W pobliżu lokalnego mercado (rynku) rozglądam się za transportem. W dużych miastach, jak np. Santo Domingo czy Santiago de los Caballeros (największa miejscowość regionu Cibao), rynek przeważnie pełni swoją podstawową funkcję targowiska (nierzadko jednego z wielu). W mieścinach pokroju Barahony mercado jest pępkiem świata, barwnym, rozkrzyczanym ulem. Tu każdy chciałby załatwić wiele spraw na raz, wszystkiego się dowiedzieć i z każdym poplotkować. Kiedy człowiek wstanie rano bez pomysłu na to, czym wypełnić swój dzień, najlepiej niech idzie na targ: tam ciągle coś się dzieje. Co więcej, zawsze stanowi on znaczący węzeł komunikacyjny.

Wkrótce, jako pasażer mocno wyeksploatowanego, lecz wciąż sprawnego busa, nazywanego tutaj guagua, wydostaję się z Barahony. Kieruję się do miejscowości Neiba i potem jeszcze dalej – na dziki dominikański zachód. La Descubierta znaczy „Odkryta” i niedaleko tego właśnie miasteczka, blisko północnego brzegu ogromnego, słonego jeziora Enriquillo, odkryłem iguany, a ściślej legwany nosorogie. Kierowca busa jadącego z centrum Neiby do przygranicznego Jimaní dokładnie wie, gdzie mnie wysadzić. Jednak nie daję mu spokoju przez większość trasy. Trzymając mapę na kolanach, wciąż pytam: czy będą w Villa Jaragua? Nie? A tutaj, w Los Ríos? Nie? W Postrer Río? Też nie?. Wreszcie przestaję go męczyć, a on zatrzymuje wóz. – Znajdziesz je tutaj – mówi spokojnie – wyskakuj i zrób dużo zdjęć! Pozostali pasażerowie pozdrawiają mnie z uśmiechem, życząc mi powodzenia w czasie dalszej wyprawy. Zostaje sam na poboczu drogi w tumanie białego pyłu. Rozglądam się i z rozczarowaniem stwierdzam, że miejsce przypomina wejście do rezerwatu przyrody z kasą z biletami. Przysiadam na rozgrzanym głazie, patrzę na aparat. Wokół mnie panuje zadziwiająca cisza, ani żywego ducha. Wtedy zauważyłam przybitą do drzewa niedużą, zieloną deskę, a na niej nakaz wypisany dosyć niedbale żółtą farbą: Chroń iguany!. Może jednak czeka mnie samotna wyprawa w poszukiwaniu dominikańskich smoków… Moje nadzieje nie okazują się płonne. Wystarczyło przejść kilkanaście metrów w gęstwinie parnego buszu, aby na nie trafić tu, na krańcu świata, cichym i wyludnionym popołudniową porą.

 

Czarne piaski Las Salinas

Z Santo Domingo do ciemnych piasków Las Salinas prowadzi prosta droga, trzeba tylko wiedzieć, jak jechać. Dlatego warto wybrać się z kimś, kto tę wiedzę posiada i ma własny samochód, najlepiej terenowy. Obieramy kierunek na San Cristóbal, a obwodnica pozwala ominąć nam miasto. Potem pędzimy trasą numer 2 aż do Baní, stolicy prowincji Peravia. Można w niej zarządzić postój i spróbować najsłodszego owocu na świecie – tutejszej odmiany mango zwanej banilejo. Sezon na nią panuje w maju. Dalej droga prowadzi do Azúa, a później aż do granicy z Haiti w prowincji Elías Piña. Jednak aby dojechać do Las Salinas, w Baní musimy odbić na południe. Miasto nie jest rozległe, lecz podejrzanie łatwo się w nim zgubić. Zamiast kręcić się na ślepo po ulicach, lepiej od razu poprosić o pomoc kogoś miejscowego. Co ważne, na Dominikanie warto znać nazwy różnych punktów przelotowych na naszej trasie. Wtedy ktokolwiek zapytany, otrzymawszy podstawowe informacje, będzie się mniej głowił i szybciej wskaże nam właściwy kierunek. W Baní szukamy wylotu na drogę numer 510 (Carretera Máximo Gómez), która przecina Villę Sombrero i mknie do Matanzas. Dalej leży miejscowość Las Calderas, a zaraz za nią niewielka baza marynarki i stocznia o tej samej nazwie. Kiedy nawierzchnia się skończy, jesteśmy u celu – przy plaży Las Salinas nad zatoką Las Calderas.

FOT. NARODOWY URZĄD TURYSTYCZNY REPUBLIKI DOMINIKAŃSKIEJ

Wydmy Baní (Dunas de Baní) w okolicy Las Salinas i Las Calderas

 

Dla amatorów jazdy autem z napędem na cztery koła tu dopiero zaczyna się przygoda. Przed nami rozpościera się pole ciemnego, grubego piasku. Na obrzeżach parkingu wisi prowizoryczny szlaban w postaci sznurka na dwóch kołkach. Jeśli chcemy wjechać na plażę, musimy przekonać strażnika, żeby nas przepuścił. Kilka uśmiechów i argument, że ciężko przejść całe Las Salinas na piechotę powinno zmienić jego nastawienie. Nawet bardzo pryncypialny Dominikańczyk na służbie zrozumie, że długie spacery mijają się z celem. Pamiętajmy, że rodowici mieszkańcy Dominikany z reguły nie chodzą, tylko jeżdżą.

Pokonujemy spory odcinek, czasem nieco boksując w piasku, i wreszcie stajemy w jakimś punkcie rozległej przestrzeni, gdzie człowiek od razu czuje, że poprawia mu się nastrój. Przed nami błękitna i pomarszczona tafla Morza Karaibskiego, które bardziej tutaj mruczy niż szumi. Pod kołami mamy wciąż ciemny, ziarnisty piasek, ponadziewany kamieniami różnej wielkości i koloru i gdzieniegdzie przyszpilony zasuszonym konarem, wyrzuconym na brzeg. Nie jest to pocztówkowa plaża, a raczej księżycowa i dość surowa (niestety, już z wyraźnymi śladami bytności ludzkiej), z zachwycającymi dunas, czyli wydmami. Jednak tylko taka wydaje się tu idealnie pasować. Daleko stąd, po drugiej stronie morza, znajduje się wybrzeże Wenezueli. O wiele bliżej majaczą na pozór ponure wzniesienia, przynależne jakby do innej, nieodległej wyspy. To wciąż ląd dominikański, stąd ledwo widoczny, bo zamglony – najpewniej zatoka Neiba… Bardziej na północ zbierają się natomiast wody Bahía de Ocoa (zatoki Ocoa). Już w samolocie, gdy przelatując nad Dominikaną, w dole rozpoznałem charakterystyczny kształt haczykowatego dzioba półwyspu Las Calderas z plażą Las Salinas, pomyślałem, że kiedyś chętnie powrócę w to urokliwe miejsce...

 

W cieniu palm

Niedaleko rzeki Ocoa leży Palmar de Ocoa, miejscowość, która zachowała urok karaibskiej rybackiej wioski, żyjącej po swojemu rytmem pracy, sjesty oraz fiesty. Za jej patronkę uchodzi Virgen del Carmen (Matka Boska z Góry Karmel). Raz do roku obchodzi się tutaj jej święto. Palmar słynie przede wszystkim z palm kokosowych. Najwięcej tych drzew zobaczymy w drodze do wioski od strony miasteczka Sabana Buey. Warto mieć pretekst do przejechania tamtędy w okolicach godz. 17.00. Wtedy słońce oświetla zielono-żółte grzywy palm w niezwykły sposób. Gdy las mocno się przerzedza, pokazują się zabudowania, za którymi ciągnie się już tylko plaża usypana z czarnego piasku i zastawiona rybackimi łodziami. Na niej właśnie biesiadowało kilka rodzin, kiedy się pojawiłem. W powietrzu rozchodził się zapach smażonego mięsiwa, ktoś pogłośnił muzykę. W głowie oprócz zbawiennego w upale piwa Presidente zaszumiała pieśń sławnego dominikańskiego barda – Juana Luisa Guerry. Usiadłem w przyplażowym barze, niedaleko grilla i chłonąłem tę wspaniałą karaibską atmosferę.  

Wcale niełatwo przychodzi rozstanie z Palmar de Ocoa… Zresztą na Dominikanie jest wiele takich miejsc, wciąż mało znanych, kameralnych, gdzie człowiek chętnie zatrzymałby się na dłużej, zrelaksował w otoczeniu dziewiczej przyrody i przyjaznych mieszkańców, aby z nową energią wrócić do swojego codziennego życia.

 

 

Artykuły wybrane losowo

Gwatemala – wulkaniczna ziemia Majów

 Arco_de_Antigua.jpg

Arco de Santa Catalina w Antigu

©INSTITUTO GUATEMALTECO DE TURISMO (INGUAT)

 


KAROLINA SYPNIEWSKA-WIDA

www.karolinasypniewska.pl

W tym niezwykłym kraju usianym wulkanami świątynie Majów wyrastają ponad korony drzew tropikalnej puszczy. Ekstremalna przejażdżka po lokalnych drogach odbyta „chicken busem” w towarzystwie kolorowo ubranych Gwatemalczyków dostarcza wielu wrażeń i satysfakcji prawdziwym podróżnikom. Kto zawita do Gwatemali, nie zazna spokoju, dopóki nie wróci do niej po raz kolejny, aby znów zanurzyć się w ten niesamowity świat.

Więcej…

W Gwatemali, kraju wiecznej wiosny

NATALIA ŚWIĘCHOWICZ

 

<< Określana mianem kraju wiecznej wiosny tajemnicza Gwatemala, kipiąca zielenią i zachwycająca piramidami otulonymi mistyczną mgłą lasu deszczowego to niewielka kraina ludzi o ogromnych sercach. Niezmiennie od lat przyciąga ona podróżników szukających kontaktu z wciąż żywą kulturą Majów. Lawirując pomiędzy jej przeszłością i teraźniejszością, odkrywamy jej unikatowy na skalę światową charakter, tak różnorodny jak paleta barw majańskiej chusty. >>

Więcej…

Kanaryjska lista przebojów

JOANNA CYBULSKA-MIKA

www.wyspy-szczesliwe.pl

 

<< Wyspy Kanaryjskie to archipelag kontrastów. Każda z nich potrafi zaskoczyć czymś innym. Są tu wydmy i piaszczyste plaże, góry i pola zastygłej lawy, plantacje bananów i lasy wawrzynowe. Nikt nie powinien więc czuć się zawiedziony, że wybrał się na wypoczynek właśnie do tego słonecznego regionu Hiszpanii. W tym wydaniu magazynu „All Inclusive” prezentujemy 10 naszym zdaniem największych atrakcji na każdej z siedmiu głównych wysp – Fuerteventurze, Lanzarote, Teneryfie, Gran Canarii, La Gomerze, La Palmie i El Hierro. Mamy nadzieję, że poniższe zestawienie zachęci Was, drodzy Czytelnicy, do odwiedzenia tego pełnego atrakcji hiszpańskiego archipelagu. Być może po wizycie na nim sami stworzycie własną listę przebojów. Gorąco Was do tego zachęcamy. >>

 

TENERYFA

Największa wyspa archipelagu, Teneryfa (ok. 2035 km² powierzchni i 900 tys. mieszkańców), charakteryzuje się najbardziej zauważalnym zróżnicowaniem mikroklimatów. Zimą temperatura na szczycie Teide bywa nawet o 30°C niższa niż na plażach południowego wybrzeża.

  1. W Parku Narodowym Teide można podziwiać wulkaniczne krajobrazy podczas wycieczki szlakami pieszymi (do wyboru jest ich 41). Wiosną warto tutaj poszukać stożkowych kwiatostanów endemicznego dla tego obszaru żmijowca (tajinaste rojo). Na znajdujący się na terenie parku wulkan Teide (3718 m n.p.m.), najwyższą górę Hiszpanii, wjeżdża kolejka linowa (Teleférico del Teide). Nie dowozi jednak swoich pasażerów na sam szczyt (jedynie do stacji La Rambleta – 3555 m n.p.m.). Na wierzchołek można wejść wyłącznie po uzyskaniu odpowiedniego pozwolenia. Pico del Teide zdobędziemy też podczas wycieczki zorganizowanej. Przykładowo biuro Travel Tenerife oferuje trekking z noclegiem w schronisku Altavista (Refugio de Altavista – 3260 m n.p.m.), skąd o wschodzie słońca wyrusza się na szczyt, aby oglądać najdłuższy na świecie cień rzucany na morze.
  2. Znakomita przejrzystość powietrza i odpowiedni klimat sprzyjają na Teneryfie prowadzeniu obserwacji astronomicznych. U stóp Teide znajduje się największe na świecie słoneczne obserwatorium astrofizyczne (Observatorio del Teide – 2390 m n.p.m.), należące do Instytutu Astrofizyki Wysp Kanaryjskich (Instituto de Astrofísica de Canarias – IAC). Można umówić się na jego zwiedzanie i poszerzyć swoją wiedzę o kosmosie. W okolicy wykonamy też piękne zdjęcia nocnego nieba.
  3. W mieście La Laguna (San Cristóbal de La Laguna), którego historyczne centrum figuruje od 1999 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO, aż 627 budynków jest objętych ochroną. Reprezentują one różne style architektoniczne z okresu od XVI do pierwszej połowy XX w. (m.in. mudejar, neoklasycyzm czy modernizm).
  4. Park Krajobrazowy Anaga (Parque Rural de Anaga), mający status rezerwatu biosfery UNESCO, słynie z występowania największej liczby endemitów na 1 km2 w Europie. Można tu oglądać lasy wawrzynowe, tunele z korzeni i gałęzi pokrytych mchem, wąwozy, skały o ciekawych kształtach, tarasowe uprawy oraz wioski z tradycyjnymi kamiennymi domami. W ciszy odpoczniemy na wulkanicznej plaży Benijo. Na południu półwyspu Anaga leży Playa de Las Teresitas, która zaskakuje jasnym piaskiem sprowadzonym z Sahary.
  5. W Santa Cruz de Tenerife, ponad 200-tysięcznej stolicy wyspy, warto wybrać się na spacer szlakiem architektury współczesnej. Uwagę zwracają dwa najwyższe budynki archipelagu – Torres de Santa Cruz (120 m, projektu miejscowego architekta Juliána Valladaresa). Są one jednocześnie najwyższymi wieżami bliźniaczymi w Hiszpanii. Tutejsze Auditorio de Tenerife „Adán Martín”, zaprojektowane przez słynnego Santiaga Calatravę, przypomina operę w Sydney. Położony nad oceanem Parque Marítimo César Manrique kojarzy się z karaibską laguną. W dawnym zbiorniku rafinerii urządzono centrum kultury (Espacio Cultural El Tanque, autorstwa miejscowego architekta Fernanda Menisa), a na rekultywowanym wysypisku śmieci powstał 12-hektarowy ogród botaniczny (Palmetum).
  6. Do stolicy Teneryfy koniecznie trzeba przyjechać w okresie zimowym. Organizowany w niej karnawał uchodzi za jedną z najpopularniejszych i najbardziej znanych tego typu imprez na świecie (po Rio de Janeiro w Brazylii).
  7. Położona w zielonej dolinie La Orotava jest najprawdopodobniej najpiękniejszym miastem wyspy. Jej pałace miejskie, kościoły, ostro nachylone, brukowane uliczki i malownicze ogrody pochodzą z XVI w. i stuleci późniejszych. Warto tutaj wstąpić do „Casa Egon”, najstarszej cukierni na archipelagu (istniejącej od 1916 r.). W regionie Valle de La Orotava koniecznie trzeba również odwiedzić którąś z prowadzonych przy rodzinnych winnicach sezonowych jadłodajni, zwanych guachinches.
  8. Puerto de la Cruz zachwyca historycznymi parkami. Znajdują się w nim Jardín de Aclimatación de La Orotava, Jardín Sitio Litre, gdzie wypoczywali m.in. Alexander von Humboldt, Agatha Christie i Richard Francis Burton, Parque Taoro z wodospadami czy wodne ogrody Risco Bello. Hotele sąsiadują tu z zabytkowymi kamienicami, a turyści jadają w restauracjach odwiedzanych przez miejscowych. Atrakcję dla wielu osób stanowi ogród zoologiczno-botaniczny Loro Parque.
  9. W Icod de los Vinos zobaczymy najprawdopodobniej największy okaz draceny smoczej na świecie. Drago Milenario ma aż ok. 18 m wysokości. Poza tym do miejscowości turystów przyciąga też jedna z najdłuższych wulkanicznych jaskiń na ziemi – Cueva del Viento (mniej więcej 18-kilometrowa).
  10. Na północno-zachodnim krańcu Teneryfy leży region Isla Baja z Parkiem Krajobrazowym Teno (Parque Rural de Teno). Tutaj, w górskim wąwozie, znajduje się wioska Masca z tradycyjnymi kanaryjskimi domami z bielonego kamienia wulkanicznego. Na półwyspie Teno można podziwiać zachody słońca czy widoki na olbrzymie klify koło miejscowości Acantilados de Los Gigantes oraz wyspy La Gomera i La Palma. Perełką regionu jest miasteczko Garachico z zabytkami pochodzącymi z XVI stulecia i kolejnych. Jego wygląd zmieniła erupcja wulkanu Trevejo (Arenas Negras) z 1706 r. Gorąca lawa zalała wtedy miejscowy port, wówczas najważniejszy na Teneryfie.

Według tradycji Drago Milenario z Icod de los Vinos liczy sobie ponad tysiąc lat

© PROMOTUR TURISMO CANARIAS, S.A./Alex Martín Ros

 

LA GOMERA

Nazywana Wyspą Kolumba (Isla Colombina) La Gomera gościła w 1492 r. słynnego odkrywcę Ameryki przed jego pierwszą podróżą przez ocean. Obecnie uchodzi za obszar o największej w Europie liczbie endemicznych gatunków flory przypadających na 100 km2.

  1. W stołecznym mieście San Sebastián de La Gomera warto poszukać śladów wielkiego podróżnika. Na podwórku Casa de la Aduana znajduje się studnia (Pozo de la Aguada), z której Krzysztof Kolumb zaczerpnął wody do chrztu Nowego Świata. Mówi się również, że darzył on odwzajemnioną miłością feudalną władczynię wyspy – Beatriz de Bobadillę (1462–1504). W domu, w którym rzekomo mieszkał (Casa de Colón), działa muzeum sztuki prekolumbijskiej. Czasy odkrywcy pamięta także Torre del Conde, najstarsza forteca na archipelagu (wzniesiona między 1447 a 1450 r.).
  2. Park Narodowy Garajonay (Parque Nacional de Garajonay) to wpisany w 1986 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO relikt ekosystemu trzeciorzędowego wypartego z Europy w wyniku zmian klimatycznych. Na powierzchni prawie 40 km2 występuje niemal 2 tys. gatunków roślin. Zadziwiają tutaj porośnięte mchami i spowite mgłą drzewa wawrzynowe, paprocie i mlecze sięgające wysokości człowieka oraz tzw. poziome deszcze.
  3. Na La Gomerze można podziwiać skalne pomniki przyrody. Procesy erozyjne odkryły na wyspie twory magmowe uformowane przez lawę miliony lat temu. Najbardziej charakterystyczne z nich to Roque de Agando (1250 m n.p.m.), Fortaleza de Chipude (1243 m n.p.m.), Roque Cano i Los Órganos.
  4. Ciekawą atrakcję stanowi tu wędrówka dawnymi traktami komunikacyjnymi przecinającymi wąwozy (barrancos), gdzie można obcować z przyrodą niemal nietkniętą ręką człowieka. W Barranco de Tajonaje rośnie Drago de Agalán, kilkusetletnia dracena smocza.
  5. La Gomera słynie z języka gwizdów (silbo gomero), którym dawni mieszkańcy wyspy posługiwali się do komunikacji między zboczami wąwozów. Zachował się on do dziś, a dzieci uczą się go w szkołach. Silbo gomero wpisano również w 2009 r. na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.
  6. Zapierające dech w piersiach widoki można podziwiać w trakcie wycieczki szlakiem miradores (punktów widokowych). Szczególnie warto odwiedzić Mirador de Los Roques w okolicach Roque de Agando, Mirador de Igualero z pomnikiem języka gwizdów, Mirador de La Punta na plantacji bananów nad oceanem w Hermigua oraz Mirador de Abrante z panoramiczną restauracją.
  7. Wioska Agulo nazywana bywa balkonem Wysp Kanaryjskich, ponieważ rozpościera się z niej rozległa panorama Teneryfy z sylwetką wulkanu Teide. Ze względu na okoliczne zielone pola tarasowe i plantacje bananów oraz zadbane historyczne zabudowania z XVIII w. prezentuje się wyjątkowo malowniczo.
  8. Na zainteresowanie zasługuje też ceramika z El Cercado. W tej wypełnionej tradycyjnymi domami osadzie nadal wytwarza się naczynia w sposób praktykowany przed przybyciem Hiszpanów, bez użycia koła garncarskiego.
  9. Valle Gran Rey zaskakuje zboczami poprzecinanymi kamiennymi murkami, wznoszonymi, aby utworzyć tarasy uprawne. W kurorcie o tej samej nazwie mimo ładnych plaż i słonecznej pogody nadal więcej jest plantacji bananów niż hoteli.
  10. Na La Gomerze trzeba spróbować tzw. miodu palmowego (miel de palma canaria). Powstaje on z zagęszczonego soku (guarapo) pozyskiwanego z kanaryjskich palm.

 

LA PALMA

Zielona La Isla Bonita (Piękna Wyspa) zwana była San Miguel de La Palma. Jest najbardziej wilgotna i górzysta z całego archipelagu.

  1. Park Narodowy Kaldery Taburiente (Parque Nacional de la Caldera de Taburiente) powstał na obszarze kaldery o średnicy 7 km i wysokich brzegach. Można tutaj zaobserwować fascynujące zjawisko przykrywającego zbocza morza chmur. Poza tym w parku zachwycają także liczne wodospady, szczególnie Cascada de los Colores.
  2. Na krawędzi kaldery Taburiente znajduje się najwyższy szczyt na wyspie – Roque de Los Muchachos (2426 m n.p.m.). Ze względu na idealne warunki zbudowano w tym miejscu jedno z najlepszych obserwatoriów na półkuli północnej, czyli Observatorio del Roque de los Muchachos (2396 m n.p.m.). Widoczność polepsza jeszcze fakt, że w rejonie wprowadzono strefę Reserva Starlight, w której wymusza się zminimalizowanie zanieczyszczeń świetlnych. Wysokogórski klimat służy rozwojowi endemicznego żmijowca różowego (tajinaste rosado).
  3. Podczas wędrówki Ruta de los Volcanes można napotkać sosnę kanaryjską, dzielnie stawiającą czoła silnym wiatrom i odradzającą się po częstych pożarach. Ten 23,7-kilometrowy szlak prowadzi z wnętrza wyspy aż na samo wybrzeże, do Faro de Fuencaliente.
  4. Na La Palmie warto wybrać się do Bosque de Los Tilos. Na terenie tego malowniczego lasu znajduje się ukryty wśród drzew wodospad – Cascada de Los Tilos.
  5. W stolicy wyspy, Santa Cruz de La Palma,uwagę przykuwają znane z pocztówek charakterystyczne balkony przy nadmorskiej promenadzie. Powstaje tu nawiązująca do Alei Gwiazd z Los Angeles Aleja Gwiazd Nauki (Paseo de las Estrellas de la Ciencia), gdzie uhonorowano m.in. Stephena Hawkinga, Aleksieja Leonowa i Takaakiego Kajitę. Ponieważ wielu mieszkańców La Palmy ma krewnego lub znajomego, który wyemigrował kiedyś na Kubę lub do Wenezueli, w mieście odbywa się huczny festiwal Los Indianos, upamiętniający powrót Kanaryjczyków z Ameryki.
  6. Również w stolicy w czasie obchodzonych co pięć lat uroczystości ku czci patronki wyspy (Nuestra Señora de las Nieves – Matki Boskiej Śnieżnej) organizuje się Taniec Karłów (Danza de los Enanos). Można wtedy zobaczyć, jak rośli tancerze potrafią w ciągu kilku chwil przeobrazić się w niepozorne postacie o wzroście dziecka. To, w jaki sposób dokonują tej przemiany, jest najbardziej strzeżoną tajemnicą La Palmy.
  7. Na wyspie należy odwiedzić Los Llanos de Aridane, aby zobaczyć murale, rzeźby i obrazy w centrum miasteczka. Przy okazji dobrze zajrzeć do pobliskiej galerii szkła Artefuego.
  8. Na zachodzie La Palmy zauroczy nas Tazacorte. Miejscowość bywa nazywana małym Paryżem. Zaskakuje w niej to, w jakich miejscach potrafią rosnąć banany.
  9. W okolicy Fuencaliente można przyjrzeć się świeżym śladom ostatniej lądowej erupcji na archipelagu (z 1971 r. z otworu wulkanicznego Teneguía – 439 m n.p.m.). W pobliżu znajdują się także malownicze saliny oraz winnice, z których pochodzą wyróżnione nagrodami wina.
  10. Podczas wizyty na La Palmie musimy koniecznie spróbować lokalnych słodyczy. Popularne są cukrowe rożki rapaduras, masa z mielonych migdałów bienmesabe i migdałowe ciastka almendrados.

 

EL HIERRO

Najmniejsza w archipelagu El Hierro (ok. 270 km² powierzchni i blisko 11 tys. mieszkańców) szczyci się największą liczbą wulkanów (ok. 1 tys.). Działają na niej tylko jedne światła uliczne, za to aż 61 proc. energii pozyskuje się ze źródeł odnawialnych.

  1. W dolinie El Golfo zobaczymy plantacje ananasów i najmniejszy hotel świata, wpisany do Księgi rekordów Guinnessa w 1984 r. (Puntagrande). Spacerowym szlakiem wzdłuż lawowego wybrzeża przejdziemy się do kąpieliska La Maceta, gdzie strefa rekreacyjna z grillami zachęca do urządzenia sobie pikniku nad oceanem. Amatorzy robienia zdjęć powinni przyjechać na wyspę w październiku, gdy odbywa się na niej coroczny konkurs fotografii trekkingowej Fototrek.
  2. 2.Mirador de La Peña to zaprojektowana przez Césara Manrique, dwupiętrowa platforma usytuowana na wysokości ok. 700 m n.p.m. Rozpościerają się z niej panoramiczne widoki na dolinę El Golfo i przybrzeżną formację Roques de Salmor.
  3. W rejonie El Sabinar znajduje się osobliwy las powykręcanych przez wiatr, ogromnych jałowców. Jeden z nich, La Sabina, ma ok. 3,5 m wysokości, mniej więcej 500 lat i należy do symboli wyspy.
  4. Bajada de La Virgen de Los Reyes odbywa się co cztery lata. W trakcie tego święta miejscowi w towarzystwie tradycyjnych tancerzy przenoszą figurkę patronki El Hierro z ukrytego wśród pastwisk sanktuarium na płaskowyżu La Dehesa (La Dehesa de Sabinosa) do tutejszej stolicy La Villa de Valverde.
  5. W położonej najdalej na zachód miejscowości Hiszpanii, Sabinosie, można napić się wody ze Studni Zdrowia (Pozo de la Salud), której właściwości lecznicze odkryto w XIX w. Warto spróbować też wytwarzanego tradycyjnymi metodami i leżakującego w ponad 100-letnich beczkach wina z winnicy HM Las Vetas.
  6. W miejscowym lagartarium prowadzi się restytucję endemicznego gatunku jaszczurki z El Hierro (lagarto gigante de El Hierro, Gallotia simonyi), która osiąga długość 60 cm. To jedno z nowoczesnych centrów propagujących wiedzę o przyrodzie, geologii, wulkanologii i historii wyspy najlepiej zwiedzić z tzw. Paszportem El Hierro (Pasaporte El Hierro).
  7. W strefie archeologicznej El Julán po przejściu ok. 11 km w towarzystwie przewodnika można przyjrzeć się inskrypcjom wykonanym na jęzorze lawowym przez Bimbaczów (pierwotnych mieszkańców wyspy) oraz pozostałościom budowli z ich czasów. Wycieczkę wieńczy degustacja win i quesadillas, tradycyjnych ciastek z koziego sera wypiekanych tu od kilku pokoleń.
  8. Na Punta de la Orchilla znajduje się pomnik południka zerowego. Kiedyś wytyczono go właśnie w tym wysuniętym najbardziej na zachód punkcie Hiszpanii. W 1884 r. południk zerowy wyznaczono w Greenwich pod Londynem, a w 1984 r. po dokładniejszych badaniach przesunięto jeszcze o ok. 100 m.
  9. Na El Hierro można odwiedzić święte drzewo Garoé. Tutaj dowiemy się, jak w ciągu stuleci pozyskiwano na wyspie wodę z mgieł.
  10. La Restinga stanowi mekkę nurków i pasjonatów podwodnej fotografii. W małym Muzeum La Restingolita zebrano fragmenty lawy wyrzucone na powierzchnię podczas wybuchu w październiku 2011 r. najmłodszego kanaryjskiego podwodnego wulkanu – Tagoro.

La Sabina – jałowiec uformowany przez wiatr

© PROMOTUR TURISMO CANARIAS, S.A./Ale x Bram well -Lex Thoonen

 

GRAN CANARIA

Na zajmującej powierzchnię 1560 km2 Gran Canarii znajdziemy miasta, wioski, góry, doliny, pustynię, oazę, kaldery, plaże, klify, wąwozy, lasy i zalewy. Z tego powodu wyspa nazywana jest kontynentem w miniaturze.

  1. Las Palmas de Gran Canaria, największa metropolia archipelagu i dziewiąta co do wielkości w Hiszpanii (ok. 380 tys. mieszkańców), wyróżnia się prawdopodobnie najlepszym klimatem na ziemi. Szczyci się też historycznym obszarem Vegueta z ciekawymi zabytkami i muzeami. W okolicy porównywanej do brazylijskiej Copacabany plaży Las Canteras usytuowane są restauracje z daniami z rozmaitych regionów świata.
  2. Jardín Botánico Canario „Viera y Clavijo” ma powierzchnię 27 ha. To największy ogród botaniczny Hiszpanii. Zebrano w nim endemiczne rośliny z Wysp Kanaryjskich i Makaronezji oraz okazy z całego globu.
  3. Położona we wnętrzu ogromnej kaldery osada Tejeda należy do Stowarzyszenia Najpiękniejszych Wiosek Hiszpanii (Los Pueblos más Bonitos de España). Zachwyca tradycyjną zabudową i widokami na wyróżniające się formacje Roque Nublo i Roque Bentayga. Słynie także ze słodkich wypieków z migdałów.
  4. Caldera de Bandama kryje cenne pozostałości lasu termofilnego i jaskinie Canarios (Cuevas de Los Canarios). Stanowi również niezwykłe otoczenie dla Real Club de Golf de Las Palmas, założonego w 1891 r. pierwszego pola golfowego na terytorium Hiszpanii.
  5. Jaskinia z przedhiszpańskimi rysunkami (Cueva Pintada) i przypominający gigantyczny plaster miodu spichlerz (Cenobio de Valerón) to dwa znamienite przykłady licznych obiektów archeologicznych na wyspie. Domy jaskiniowe przetrwały do dziś w wąwozie Guayadeque (Barranco de Guayadeque), w wiosce Artenara i nad oceanem w osadzie Tufia.
  6. Reserva Natural Especial de Las Dunas de Maspalomas, czyli Specjalny Rezerwat Przyrody Wydm Maspalomas, o powierzchni 403,9 ha, obejmuje przypominający pustynię rozległy teren wydm wraz z otoczonym palmami rozlewiskiem. Stanowi oazę dla wielu chronionych gatunków flory i przylatujących ptaków oraz endemicznych, niewystępujących w innych miejscach owadów.
  7. W mieście Arucas znajduje się największa i najstarsza destylarnia rumu w Europie (Destilerías Arehucas, założona w 1884 r.). Warto zwiedzić w nim też zbudowany z bazaltowego kamienia w kolorze szaroniebieskim kościół (Iglesia de San Juan Bautista), nazywany katedrą z Arucas.
  8. Dolina Agaete to jedyne miejsce w Europie z uprawami kawy. Koniecznie trzeba także udać się do pobliskiego Puerto de las Nieves, aby zobaczyć pozostałości skały Dedo de Dios (Palec Boży) uszkodzonej podczas tropikalnej burzy Delta w listopadzie 2005 r.
  9. Presa de Chira jest jednym z 69 dużych zalewów zbudowanych w celu gromadzenia wody spływającej wąwozami. Zagraniczni turyści przyjeżdżają tutaj łowić karpie – średnie okazy ważą 9 kg, a doświadczonym wędkarzom udaje się złapać nawet 17-kilogramowe sztuki. Co zaskakuje, to liczba tego typu zbiorników (razem z mniejszymi jest ich aż 167!) na stosunkowo niewielkiej Gran Canarii.
  10. Puerto de Mogán nazywane bywa Wenecją Wysp Kanaryjskich. Dzieje się tak nie bez powodu, bo centrum historyczne tego nadmorskiego miasteczka przecinają kanały.

 

FUERTEVENTURA

Miano plaży Wysp Kanaryjskich Fuerteventura zawdzięcza ponad 150 km pięknych, w większości złocistych plaż. Kojarzy się również z silnym wiatrem (hiszp. fuerte – „silny” i viento – „wiatr”).

  1. W Parku Przyrodniczym Corralejo (ok. 2670 ha powierzchni) możemy podziwiać największe wydmy na archipelagu. Zbudowane są one z drobno pokruszonych pancerzy organizmów morskich. Na pobliskiej wysepce Lobos spędzimy kilka godzin na opalaniu się na piaszczystych plażach, kąpieli w naturalnych basenach, spacerach przez pola lawy porośnięte krzewami tabaiba sięgającymi wysokości 2 m, obserwowaniu ptaków i wspinaczce na najwyższy tutejszy szczyt La Caldera (127 m n.p.m.).
  2. Na miłośników wind- i kitesurfingu idealne warunki do uprawiania tych sportów czekają na płytkiej (zależnej od pływów) lagunie, jaka tworzy się w rejonie zjawiskowej plaży Sotavento. Już od 34 lat działa przy niej nowoczesne centrum René Egli by Meliã.
  3. El Cotillo to znakomite miejsce dla surferów. Znajdują się tu też płytkie, rajskie zatoczki z białym piaskiem, nadające się do kąpieli z małymi dziećmi.
  4. Długa, malownicza plaża Cofete rozciąga się wzdłuż pasma najwyższych gór na wyspie. W odległości ok. 50 m od oceanu leży w tej okolicy niewielki, stary cmentarz. Pobliska posiadłość niemieckiego inżyniera Gustava Wintera (Casa Winter lub Villa Winter) została wybudowana w latach 40. XX w. na terenie półwyspu Jandía, odgrodzonego wtedy przez Niemców od reszty Fuerteventury. Do dziś nie do końca wiadomo, jaką funkcję miała pełnić. Podobno często odwiedzali ją naziści, a niedaleko krążyła łódź podwodna. Niektórzy uważają, że zbudowano tutaj także podziemne korytarze łączące willę z oceanem.
  5. Mekką miłośników historii jest założona na początku XV stulecia Betancuria, pierwsza stolica wyspy (do 1834 r.). Warto przespacerować się zabytkowymi uliczkami w pobliżu Kościoła Matki Boskiej z Betancurii (Iglesia de Santa María de Betancuria).
  6. W miejscowości La Oliva uwagę zwraca XVII-wieczny Dom Pułkowników (Casa de los Coroneles). Stanowi on jeden z obiektów na turystycznej trasie opracowanej w formie przedstawienia teatralnego.
  7. Na Fuerteventurze koniecznie należy spróbować wybornego koziego sera majorero. Od 1996 r. jest on chroniony zastrzeżonym znakiem pochodzenia (denominación de origen). W 2018 r. półtwardy maxorata z papryką produkowany przez Grupo Ganaderos de Fuerteventura uzyskał tytuł najlepszego na świecie w swojej kategorii (kozich serów smakowych półtwardych).
  8. Charakterystyczne dla wyspy są stare wiatraki (molinos). Jest ich ok. 1 tys., a 23 najlepiej zachowane wpisano na miejscową listę dóbr kultury. Kiedyś służyły do wydobywania wody i mielenia ziarna. Żyjąca obecnie z turystyki Fuerteventura była w XVII–XIX w. bardzo intensywnie wykorzystywana rolniczo i pełniła funkcję spichlerza dla całego archipelagu.
  9. Okolice miejscowości Tiscamanita i Valles de Ortega zdobią uprawy wysokiej jakości aloesu. Sok aloesowy ma wiele zastosowań, m.in. łagodzi oparzenia słoneczne, o które łatwo na wyspie. Niektóre z plantacji można zwiedzać, również z polskim przewodnikiem (np. AVISA w Tiscamanicie).
  10. Dzieci i dorosłych przyciąga tropikalny ogród zoologiczno-botaniczny Oasis Park Fuerteventura. Znajdują się w nim ponad 3 tys. zwierząt reprezentujących 250 różnych gatunków oraz największe w Europie hodowla wielbłądów i kolekcja kaktusów.

 

Laguna Sotavento z centrum René Egli by Meliã

© Rene Egli

 

LANZAROTE

Wyspa wulkanów, jak mówi się o Lanzarote, zawdzięcza tę nazwę śladom aktywności wulkanicznych z XVIII i XIX stulecia. Tutejsze drogi sprawiają wrażenie wylanych przez lawę. Nie ma przy nich tablic reklamowych, a okoliczne domy budowane są do wysokości dwóch pięter.

  1. Park Narodowy Timanfaya (Parque Nacional de Timanfaya) przypomina powierzchnię Marsa (także pod względem geologicznym). Dlatego na jego terenie szkoli się astronautów. Na obszarze Islote de Hilario, gdzie średnia temperatura wewnątrz ziemi na głębokości 13 m wynosi nawet ponad 600°C, przygotowano dla turystów pokazy zjawisk geotermicznych. W lokalnej restauracji „El Diablo” przyrządza się potrawy na grillu opalanym wulkanicznym ogniem.
  2. W regionie La Geria winorośle sadzi się w osłoniętych kamiennymi murkami dołkach z popiołów lapilli (picón), zbierających cenną na wyspie wodę. W tych surowych warunkach działa jedna z 10 najstarszych winnic Hiszpanii (założona w 1775 r. El Grifo) oraz najczęściej odwiedzana winnica w tym kraju (Bodega La Geria – średnio ok. 300 tys. gości rocznie).
  3. W Parku Przyrodniczym Wulkanów (Parque Natural de Los Volcanes) na wybrzeżu Los Hervideros gorąca lawa wpływająca do Atlantyku utworzyła poszarpane klify i jaskinie. Znajduje się tu Charco Verde – zbiornik na powierzchni krateru otwartego na ocean, któremu zielony kolor nadaje gromadzący się w nim plankton.
  4. Projekty Césara Manrique (1919–1992) są przykładem symbiozy architektury i sztuki z naturą. W ukrytym w skałach Mirador del Río można popijać kawę, kontemplując widoki na archipelag Chinijo. Wewnątrz lawowych jęzorów architekt stworzył w 1968 r. swoją rezydencję (Taro de Tahíche, obecnie siedziba Fundacji Césara Manrique), a w dole po tufach zaprojektował Ogród Kaktusów (Jardín de Cactus). Jaskinię kompleksu Jameos del Agua zamieszkują endemiczne ślepe kraby (cangrejitos ciegos de los Jameos), a w jego audytorium odbywają się koncerty. W muzeum Monumento al Campesino można poznać rzemiosło wyspy. Trzeba również zwiedzić ostatni dom artysty – Casa del Palmeral.
  5. Museo Atlántico to pierwsze podwodne muzeum sztuki współczesnej w Europie. Brytyjski rzeźbiarz Jason deCaires Taylor umieścił tutaj na głębokości ok. 12 m i powierzchni 2,5 tys. m2 12 instalacji z materiałów przyjaznych dla morskiej fauny i flory.
  6. W obecnej stolicy wyspy, Arrecife,warto udać się do historycznego centrum z oceanicznym jeziorkiem (Charco de San Ginés) i na kamienny most z 1771 r. (Puente de Las Bolas). W dawnej stolicy Lanzarote (do 1847 r.), Teguise, można podziwiać zabytkowe budynki kościołów i klasztorów oraz muzea.
  7. Plaża Famara stanowi mekkę surferów. Zachwyciła też hiszpańskiego reżysera Pedra Almodóvara, który kręcił na niej sceny do filmu Przerwane objęcia (2009 r.).
  8. A Casa José Saramago, muzeum Joségo Saramago (1922–2010), urządzono w domu w Tías, gdzie portugalski noblista mieszkał przez ostatnie 17 lat swojego życia. W kuchni każdy gość częstowany jest kawą, zupełnie jak wtedy, gdy pisarz jeszcze żył.
  9. Półwysep Papagayo zachwyca rozległymi plażami o złocistym piasku. Znajdziemy na nim m.in. osłoniętą klifami w odcieniach brązu Papagayo z przejrzystą, turkusową wodą.
  10. La Graciosa leży w odległości ok. 2 km od Lanzarote. Ta ósma wyspa archipelagu (ok. 29 km² powierzchni i 750 mieszkańców) jest jedyną zamieszkałą europejską wyspą bez dróg asfaltowych.

Wydanie jesień-zima 2018