Magdalena Moll-Musiał

 

 FOT. MINISTERIO DE TURISMO DE VENEZUELA (MINTUR)

<< Wenezuela to kraj kontrastów - kipiące zielenią wilgotne lasy równikowe delty Orinoko, krystalicznie czysta woda i wspaniałe karaibskie plaże, nieziemskie góry stołowe, nazywane tu „tepuyes”, oraz Salto Ángel, najwyższy wodospad świata. Na jego terytorium mieszkają otwarci, roztańczeni ludzie, pielęgnujący swoje niezliczone tradycje. Z drugiej strony mamy tutaj zaniedbaną gospodarkę, niepohamowaną inflację i ubóstwo, co szczególnie rzuci nam się w oczy, jeśli zdecydujemy się na dłuższą wyprawę po kontynentalnej części tego południowoamerykańskiego państwa. Z pewnością jednak różnorodność pejzaży, smaków, zapachów i innych doznań sprawia, że ojczyzna jednych z najpiękniejszych kobiet na ziemi posiada nieodparty urok dla poszukiwaczy przygód. >>

 

Stać, kontrola! – krzyczy wojskowy, zatrzymując naszego busa. Wchodzi do środka, sprawdza dokumenty.  – Pani nie ma ważnego paszportu – zwraca się do jaskrawo ubranej Wenezuelki. – Tak, niestety, nie mam… – odpowiada ona, nieśmiało wtykając w dłoń mężczyzny zawiniątko boliwarów. Ten wsuwa banknoty do kieszeni i mówi: Można jechać! Pokonanie odległości 90 km od granicy z Kolumbią do wenezuelskiego miasta Maracaibo zajmuje nam 7 godz. Po drodze podobnych kontroli mamy aż 14, ale nie wszystkie są tak błyskawiczne. Podczas każdej pani bez paszportu uiszcza opłatę, która umożliwia jej kontynuowanie podróży. Gdy kończy się jej gotówka, cały bus wykazuje imponującą solidarność – pasażerowie zrzucają się na odpowiednią łapówkę, abyśmy mogli pojechać dalej. Wojskowi i policja nie sprawdzają niczego poza dokumentami – w bagażach prawdopodobnie da się przewieźć wszystko, czego dusza zapragnie, pewnie nawet i kolumbijską kokainę… Dla kontrolujących znalezienie podróżnego bez odpowiednich papierów to prosty i pewny zarobek.

 

Dzielnie znosimy trudy tej społecznie edukującej przeprawy, aby wreszcie dotrzeć do serca Wenezueli, poznać jej mieszkańców, kulturę i piękno. Wędrówka przez ten kraj ma niewątpliwie znamiona prawdziwej przygody z nutką nieprzewidywalności. Żartujemy, że odkrywamy te ziemie prawie jak włoski żeglarz w służbie hiszpańskiej Amerigo Vespucci (1454–1512). Dla niego również przeprawa przez kontynent była wyjątkowo trudna, tyle że nie z powodu przygranicznych kontroli, lecz ze względu na łańcuchy wysokich Andów. Vespucci dotarł podobnie jak my nad jezioro Maracaibo, gdzie spostrzegł domy zbudowane nad wodą na palach (palafitos). Dlatego też nazwał tę krainę „małą Wenecją”, co po hiszpańsku oddaje wyraz Venezuela.

 

Prawdziwe skarby przyrody

Dzisiaj Wenezuela przyciąga swoimi warunkami naturalnymi. Największą popularnością cieszy się wyspa Margarita, którą co roku odwiedza ponad 2,5 mln ludzi. To właśnie do jej brzegów w sierpniu 1498 r. dopłynął Krzysztof Kolumb. Jej okolica to znakomite miejsce do uprawiania wszelkich sportów wodnych: nurkowania, surfingu oraz wind- czy kitesurfingu. Liczne hiszpańskie fortyfikacje na wyspie opowiadają natomiast dawną historię pirackich porachunków. Ciekawą atrakcją na Margaricie są tzw. Piersi Maríi Guevary (Las Tetas de María Guevara) – dwa niewielkie bliźniacze wzgórza położone na południe od jeziora La Restinga. Lokalna legenda głosi, że ich nazwa pochodzi od imienia i nazwiska kobiety, która bohatersko walczyła w wojnie o niepodległość Wenezueli (1810–1823) i została pochowana pomiędzy wzniesieniami.

Miejsce niezwykle piękne stanowi Park Narodowy Canaima (Parque Nacional Canaima). To tutaj w sercu dżungli znajduje się osławiony wodospad Salto Ángel, wypływający z płaskiego jak stół wierzchołka Auyantepuy („Góry Diabła”). Ma on aż 979 m wysokości, czyli 19 razy więcej niż Niagara! Nazwano go na cześć Jamesa Crawforda Angela (1899–1956), amerykańskiego lotnika, który w 1933 r. jako pierwszy przeleciał nad tym cudem natury. Zakochał się w nim do tego stopnia, że zapragnął, aby po śmierci rozsypać nad wodospadem jego prochy. Dziś Salto Ángel przyciąga nie tylko miłośników przyrody, lecz również entuzjastów sportów ekstremalnych, szczególnie amatorów BASE jumping, czyli skoków spadochronowych z wieżowców, mostów, masztów, urwisk górskich itp. Warto przypomnieć, że właśnie w kwietniu br. Karolina Sypniewska, Agnieszka Grudowska i Piotr Sudoł po udanej wspinaczce do źródeł kaskady przez dwa dni (z noclegiem na półce skalnej) zjeżdżali na linach w dół wzdłuż wodospadu (tzw. rappelling). To pierwsi Polacy, którzy odbyli tego typu wyprawę na szczyt Auyantepuy.

 FOT. MINISTERIO DE TURISMO DE VENEZUELA (MINTUR)

Playa El yaque na Margaricie – mekka wind- i kitesurferów

 

Przy planowaniu ekspedycji do Salto Ángel trzeba wybrać odpowiednią porę roku. Dociera się do niego drewnianą curiarą – rodzajem długiego czółna Indian Pemon. Od czerwca do grudnia rzeki są na tyle głębokie, że pozwalają przepłynąć swobodnie. W porze suchej, od grudnia do marca, często łodzie trzeba pchać po piachu, bo poziom wód jest za niski.

Park Narodowy Canaima kryje jednak w sobie jeszcze więcej wspaniałości. Można powiedzieć, że natura stworzyła tu jedne z najbardziej zadziwiających budowli na ziemi. Wspomniani miejscowi Indianie Pemon nazywają je tepuyes, co oznacza „domy bogów”. Te nierzadko spowite mgłą góry stołowe (z najwyższą Roraimą – 2810 m n.p.m.) pochodzą z ery prekambru. Wykształciły się w ciągu milionów lat pod wpływem erozji. Niczym kamienne drapacze chmur wyrastają nawet 1000 m ponad poziom otaczającej dżungli. W parku znajduje się ok. 115 szczytów, z których bierze swój początek wiele drobnych rzek.

 

W chatkach Warao

Podróżnicy o zainteresowaniach etnograficznych prawdopodobnie odkryją swoje eldorado przy ujściu Orinoko do Atlantyku, o ile tylko zaakceptują miejscową wersję luksusu (na turystów czekają tutaj domy, w których rolę ścian pełnią moskitiery, dachy pokryte są palmowymi liśćmi, a prysznic działa na wodę z deszczówki). To druga co do wielkości (po Amazonce) delta rzeczna w Ameryce Południowej. Mówi się, że należy do najbardziej dziewiczych regionów świata. Te tereny zamieszkują Indianie Warao, czyli „Ludzie Łodzi”. Doskonale zaaklimatyzowali się oni w tych trudnych warunkach. Plątaninę odgałęzień i odnóg rzeki Orinoko pokonują tradycyjnymi czółnami. Czasem można zobaczyć, jak dzieci Warao uczą się pływać, zanim jeszcze zaczną chodzić. Niektórzy twierdzą, że przed postawieniem pierwszych kroków maluchy potrafią już wiosłować. Kanały dzielą deltę na niezliczone podmokłe wysepki pokryte gęstym lasem deszczowym i bujną roślinnością. Indianie żyją w małych osadach złożonych z charakterystycznych domków na palach. Prowadzą oni bardzo proste życie. W chatach zobaczymy zazwyczaj tylko rozwieszone hamaki i sznurki z kolorowym praniem. Jednak ich mieszkańcy wyglądają na szczęśliwych. Pokażą nam, jak cieszyć się każdą chwilą, nie martwić o przyszłość i radować z rzeczy zwyczajnych. W takim otoczeniu nie jest to zresztą aż tak trudne. W gęstwinach drzew ukrywają się tu niezliczone tropikalne ptaki – papugi ary, kolibry, tukany i setki innych, które bez przerwy wyśpiewują codzienną pieśń natury. Przy odrobinie szczęścia w wodach Orinoko spostrzeżemy też różowe delfiny (inie), a na brzegu zobaczymy pociesznego gryzonia – wielką włochatą kapibarę. Wraz z Indianami złowimy także kilka piranii i to przy pomocy najprostszej na świecie wędki – patyka z nadzianą przynętą.

FOT. MAGAZYN ALL INCLUSIVE

Indianie Warao żyją na obszarze delty orinoko od ok. 8–9 tys. lat

 

Warao ucieszą się, jeśli zakupimy od nich jakieś pamiątki. Dzięki temu zarobią choć parę groszy. Mimo iż nadal żyją w zgodzie z rytmem przyrody, ich świat wygląda inaczej niż za czasów ich przodków. Orinoko została już tak zanieczyszczona przez odpady przemysłowe z centralnej Wenezueli, że nie mogą oni polegać na jej darach. Warto więc zabrać ze sobą na wycieczkę paczkę dla nich z wodą pitną czy nieprzetworzonym jedzeniem o przedłużonym terminie ważności. Na pewno odwdzięczą się nam za to na swój sposób, np. zaproszą na ucztę z serc palmy (palmitos) – bogatych w witaminy A i C rdzeni pnia młodego drzewa, a nawet poczęstują nas winem palmowym (czyli naturalnym sokiem roślinnym z palmy poddanym procesowi fermentacji). Niestety, w związku z dewastacją środowiska Indianie żyją krótko i ich populacja kurczy się. Dziś ocenia się ją na ok. 40 tys. osób. Dodatkowe spustoszenia w ich społeczności wyrządza gruźlica, na którą dość często zapadają i której nie potrafią skutecznie leczyć. Warto podkreślić, że uznają oni śmierć za bardzo naturalne zjawisko, więc łatwo godzą się z przewlekłą chorobą i nie szukają pomocy.

Warao wierzą, że pochodzą od żądnego przygód Pierwszego Łowcy. Mieszkał on w niebie wraz z istotami podobnymi do ludzi i ptakami. Pewnego dnia wziął swój łuk i zestrzelił jednego z tych ptaków, a jego towarzysze zlecieli się w miejsce, gdzie upadł, i rozdrapali podłogę z chmur. Przez powstałą dziurę Pierwszy Łowca spostrzegł, że na dole rozpościera się przepiękny ląd, z żyzną ziemią i wspaniałymi owocami. Zszedł przez chmury po linie i zdecydował się opuścić na zawsze niebiańską krainę. Osiadł w delcie Orinoko, a jego ród to właśnie Warao. Do dziś wierzą oni w trzypoziomowy podział wszechświata – pośrodku znajduje się ziemia, nad nią niebo, a pod nią królestwo podziemia, zamieszkane odpowiednio przez dobre i złe duchy. Szamani mają moc kontaktowania się z nimi, kiedy wprowadzą się w trans. Pomaga im w tym zwykły tytoń.

Wnikliwy obserwator z pewnością dostrzeże oryginalne indiańskie instrumenty. Wolno je fotografować, ale nie radzę ich kupować, bo wyrabia się je z części odzwierzęcych, więc ich przewóz do Europy jest nielegalny. Najpopularniejsze to flet muhusemoi (muhu znaczy „kość”, semoi – „instrument dęty”), skrzypce sekeseke oraz bęben ehuru. Flety są wytwarzane z piszczeli jeleni. Usuwa się z nich szpik kostny (najpierw nożem, resztę wyjadają karaluchy) i drąży się trzy otworki oraz ustnik w kształcie siodełka. Prawdziwych koncertów fletowych posłuchamy podczas tanecznego festiwalu z okazji zbioru plonów. Skrzypce sekeseke, według legendy, po raz pierwszy zbudowała małpa. Przyśniło jej się, jak je zrobić, a gdy się obudziła, metodą prób i błędów odtworzyła instrument. Dzięki swojemu talentowi muzycznemu uniknęła zjedzenia przez pana dżungli – jaguara. Dlatego do dziś Indianie wierzą w ochronny wpływ tych skrzypiec. Ehuru powstaje natomiast z dwóch rozciągniętych na drewnianych obręczach skór wyjców, jeleni lub jaguarów. W środku przywiązuje się struny z kolcami, które powodują charakterystycznie drgający dźwięk. Bębnów używało się podczas marszu przez dżunglę, aby wszyscy dobrze słyszeli, gdzie znajduje się przewodnik.

 

Wenezuelskie życie

Tym, którzy lubią muzykę i taniec, spodoba się nie tylko w gościnie u Warao. W wenezuelskich miastach kluby taneczne otwarte są 7 dni w tygodniu, przez całą noc aż do wczesnego rana i prawie zawsze można spotkać w nich tłumy ludzi. Gdy docieramy do stołecznego Caracas, nasz wenezuelski przyjaciel Ivan, dowiedziawszy się, że lubimy z mężem salsę, tak planuje nam każdy wieczór, abyśmy bawili się wyłącznie w miejscach, gdzie gra się i śpiewa na żywo. Wenezuelczycy uwielbiają też merengue, calipso i reggaeton. Ich dźwięki słychać niemal wszędzie – w sklepikach, autobusach, barach. Co ciekawe, większość (przynajmniej tych napotkanych przez nas) mieszkańców Wenezueli ma czysty głos i nie fałszuje, warto więc wybrać się z nimi na karaoke.

Być może to właśnie muzyka daje ludziom poczucie szczęścia i zapomnienia… Jeśli zamieszkamy w hotelu sieciowym, nie dotkną nas problemy, z jakimi borykają się Wenezuelczycy, jednakże warto zdawać sobie z nich sprawę. Ostatnio rząd wprowadził ograniczenia zakupu papieru toaletowego – tylko jedna rolka dziennie na rodzinę (jeszcze w maju 2013 r. były to 4 rolki na osobę). W tym południowoamerykańskim państwie do towarów deficytowych należy też pasta do zębów, mydło, szampon, proszek do prania czy mleko. Miejscowym bywa więc naprawdę trudno. Pamiętajmy o tym podczas pobytu w Wenezueli.

FOT. MINISTERIO DE TURISMO DE VENEZUELA (MINTUR)

XVII-wieczny zamek San Carlos de Borromeo nad zatoką Pampatar

 

Zwiedzanie wenezuelskiej ziemi proponuję zatem zacząć od Margarity. Już wyjaśniam dlaczego. Podobno w czasach kolonialnych hiszpańska brygantyna Santa Lucía, która transportowała wizerunek ukrzyżowanego Chrystusa z Hiszpanii do Santo Domingo, musiała zatrzymać się na wyspie z powodu nagłej awarii. Przybito do brzegu w miejscowości Pampatar. Załoga poprosiła kapitana, aby podczas naprawy statku krzyż zawiesić w lokalnej kaplicy. Tak też uczyniono. Minęło kilka tygodni, usunięto usterki i wszystko było gotowe do dalszej drogi. Cenny ładunek znów umieszczono na pokładzie. W księgach okrętowych odnotowano idealną pogodę. Jednak gdy tylko kapitan odbił od brzegu, rozpętała się gwałtowna burza. Ulewa, grad i pioruny uniemożliwiały bezpieczną żeglugę. Załoga zaczęła przeglądać ładunek. Ktoś otworzył skrzynię ze świętym wizerunkiem. Twarz Chrystusa wydawała się tak przejęta i smutna, jak nigdy dotąd. Zdecydowano się więc na powrót do portu. Krucyfiks znów zawieszono w Pampatar, a niebo rozchmurzyło się i morze stało się spokojne. W ten sposób Jezus z Hiszpanii zamieszkał na uroczej wyspie i zasłynął jako Chrystus od Dobrej Podróży – Cristo del Buen Viaje. W 1748 r. zbudowano mu mały kościółek. Do dziś modlą się w nim miejscowi, którzy planują oddalić się od rodzinnych stron, oraz podróżni. Z jego opieką nawet na najdalszym krańcu fascynującej wenezuelskiej ziemi włos nam z głowy nie spadnie.

 

Artykuły wybrane losowo

Do Panamy po panamę

SYLWIA JEDLAK 

 

<< Kanał Panamski i słynny biały kapelusz panama mogą śmiało uchodzić za najbardziej rozpoznawalne symbole tego małego kraju Ameryki Środkowej. Są też zapewne pierwszymi skojarzeniami, z którymi turyści z innych części świata przekraczają jego granice. Gdy jednak opuszczają gościnne progi Panamy, w ich głowach nie ma już śladu po tej prostej, stereotypowej symbolice. Od tego momentu we wspomnieniach podróżników zdecydowanie ważniejsze miejsce zajmują chociażby przepiękne, wielobarwne „molas” – tradycyjne, bogato zdobione ubrania Indian Kuna. >>

  FOT. VISITPANAMA

Na mapie terytorium Panamy wygląda jak mały haczyk łączący ze sobą Amerykę Północną z Południową. Na wschodnim i zachodnim krańcu państwa leżą dziewicze obszary chronionej przyrody: Park Narodowy Darién (Parque Nacional Darién) przy granicy z Kolumbią oraz Międzynarodowy Park La Amistad (Parque Internacional La Amistad) przy granicy z Kostaryką. Bogactwo flory i fauny jest zresztą jedną z panamskich atrakcji turystycznych, a możemy się nim zachwycać nie tylko na lądzie, lecz także pod wodą. Poza tym na powierzchni 78 200 km2, oprócz Metysów, Mulatów, ludności pochodzenia europejskiego i przedstawicieli rasy czarnej, żyją tutaj unikalne plemiona indiańskie, które przetrwały kolonizację hiszpańską, i do dziś zachowały swoją kulturę i obyczaje.

Chyba niewiele osób wie o tym, że popularne kapelusze typu panama, oryginalnie wyplatane z włókien łyczkowca palmiastego (Carludovica palmata), pochodzą tak naprawdę z Ekwadoru. Jednak pod koniec XIX w. to właśnie w Panamie ekwadorscy producenci tych nakryć głowy znaleźli dużo większy rynek zbytu na swoje towary niż we własnej ojczyźnie. Dziś wielu turystów chętnie zabiera ze sobą pamiątkowy egzemplarz kapelusza, aby przypominał im o panamskiej podróży w zaciszu domowym.

Więcej…

W Gwatemali, kraju wiecznej wiosny

NATALIA ŚWIĘCHOWICZ

 

<< Określana mianem kraju wiecznej wiosny tajemnicza Gwatemala, kipiąca zielenią i zachwycająca piramidami otulonymi mistyczną mgłą lasu deszczowego to niewielka kraina ludzi o ogromnych sercach. Niezmiennie od lat przyciąga ona podróżników szukających kontaktu z wciąż żywą kulturą Majów. Lawirując pomiędzy jej przeszłością i teraźniejszością, odkrywamy jej unikatowy na skalę światową charakter, tak różnorodny jak paleta barw majańskiej chusty. >>

Więcej…

Z wizytą na południu Francji

 20159095

Modny kurort Saint-Tropez, widok z XVII-wiecznej cytadeli

© ATOUT FRANCE/ROBERT PALOMBA

 

ALEKSANDRA ŚWISTOW

www.pojechana.pl

                               

Francja kojarzy się wielu osobom głównie z winem i serami (wszak Francuzi sami się chwalą, że mają inny gatunek sera na każdy dzień roku, choć w rzeczywistości istnieje ich jeszcze więcej). Co ciekawe, ten kraj wciąż nie należy do tych najchętniej wybieranych przez Polaków na cel podróży. Wyjątek stanowi – oczywiście – Paryż, europejska stolica miłości, mody, kultury i wykwintnej kuchni, która cieszy się niezmiennie ogromną popularnością. Jednak we Francji jest znacznie więcej do zobaczenia niż tylko słynne miasto zakochanych.

 

20097929

Abbaye Notre-Dame de Sénanque otoczone polami kwitnącej lawendy

© ATOUT FRANCE/EMMANUEL VALENTIN

 

Gdy przychodzą pierwsze przymrozki zwiastujące zimę, wielu miłośników szaleństw na białym puchu zaczyna planować wyjazd na ośnieżone francuskie stoki Alp. Chamonix-Mont-Blanc z widokiem na najwyższy szczyt Europy czy region narciarski Trzy Doliny (Les Trois Vallées) to doskonały wybór na pierwsze rendez-vous z południem Francji. Warto rozwijać tę znajomość, gdyż ta część kraju naprawdę potrafi zauroczyć.

 

Do najciekawszych rejonów należą tutaj Alpy, Prowansja, Lazurowe Wybrzeże czy Oksytania. Właśnie je chciałabym tym razem Wam przybliżyć, drodzy Czytelnicy magazynu All Inclusive. Południe Francji można odwiedzić o każdej porze roku, bo zawsze prezentuje się niezmiernie atrakcyjnie.

 

 20101026163213-90eea71b

Katedra i górująca nad nią bazylika w Lyonie

© GALERIE LYON FRANCE/JULIA BIDAULT

 

WIDOK NA SZCZYTY

 

Najbardziej rozpoznawalną górą francuskich Alp jest Mont Blanc (4808,72 m n.p.m.). Wznosi się ona na granicy z Włochami, ale jej najwyższy wierzchołek znajduje się właśnie na terytorium Francji (przynajmniej tak twierdzą źródła francuskie). Śmiałkowie pragnący zdobyć ten najwyższy szczyt Europy zjeżdżają do położonej u jego podnóży urokliwej miejscowości Chamonix-Mont-Blanc przez cały rok. Nie trzeba być jednak znakomitym alpinistą, żeby przybyć w te strony i podziwiać słynny ośnieżony masyw. Z centrum miasteczka w 20 min. wjedziemy kolejką linową na szczyt Aiguille du Midi (3842 m n.p.m.), oddalony zaledwie 8 km od Mont Blanc, który widać stąd jak na dłoni. Można tu wystawić na próbę swoje nerwy i stanąć na szklanej platformie nad przepaścią oraz zjechać na nartach lub snowboardzie jedną z najpiękniejszych tras w Europie (a według niektórych osób nawet na świecie), wijącą się przez 20 km w Białej Dolinie (Vallée Blanche). Zbocza masywu najwyższej góry Alp pokrywają liczne lodowce. Największy z nich, Morze Lodu (Mer de Glace), ma ok. 7 km długości! Pod jego południowy kraniec, do stacji Montenvers (1913 m n.p.m.) od niemal 110 lat jeździ z Chamonix-Mont-Blanc kolej zębata (Chemin de fer du Montenvers). Tuż obok znajduje się wejście do jednej z lokalnych atrakcji – wykutej w Mer de Glace jaskini z lodowymi rzeźbami i korytarzami.

 

Jednak prawdziwą gratką dla miłośników białego szaleństwa jest we Francji obszar Trzy Doliny (Les Trois Vallées), położony w Sabaudii. Zajmuje pierwsze miejsce na świecie pod względem łącznej długości tras dostępnych bez zdejmowania nart (według lokalnych wyliczeń wynosi ona ok. 600 km). Znajduje się tu również leżąca najwyżej w Europie stacja narciarska (Val Thorens – 2300 m n.p.m.). To właśnie dzięki usytuowaniu na dużej wysokości w okolicy najważniejszych stacji Trzech Dolin (są to Courchevel, Orelle, La Tania, Méribel, Les Menuires, Saint-Martin-de-Belleville i Brides-les-Bains) można korzystać z doskonałych warunków od połowy grudnia do końca kwietnia. W rejonie Val Thorens zdecydowana większość tras jest położona powyżej 2000 m n.p.m., a osiem przełęczy i szczytów – powyżej 3000 m n.p.m., dlatego poszusujemy tutaj nawet od połowy listopada do pierwszych dni maja. Co ważne, tereny narciarskie Les Trois Vallées są dostosowane do różnych poziomów zaawansowania. Początkujący narciarze mają duży wybór oślich łączek i łatwych stoków. Liczne szerokie, dobrze przygotowane trasy zadowolą średnio zaawansowanych. Najbardziej wymagający mogą spróbować swoich sił na trasach czarnych, wśród których największą sławą cieszy się Combe de Caron, rozpoczynająca się na wysokości 3200 m n.p.m. i zachwycająca wspaniałymi widokami.

 

Francuskie Alpy to jednak nie tylko kurorty narciarskie. Znajduje się tu także mnóstwo szlaków trekkingowych, poza tym panują świetne warunki do uprawiania wspinaczki, paralotniarstwa, speleologii, kanioningu, wędkarstwa, kolarstwa i jazdy konnej w malowniczych parkach krajobrazowych, takich jak Naturalny Park Regionalny Masywu Bauges (Parc naturel régional du Massif des Bauges), mający status geoparku UNESCO. Oprócz tego region urozmaicają przepiękne jeziora polodowcowe. Są idealne na wyprawy kajakowe i rejsy łodzią żaglową, można na nich uprawiać wakeboarding, kitesurfing i inne sporty wodne. Jednym z najczystszych w Europie jest jezioro Annecy (o powierzchni ponad 27,5 km2 i głębokości sięgającej miejscami nawet 82 m). W jego turkusowej wodzie odbijają się górskie szczyty, w tym Tournette (2351 m n.p.m.). Na północnym krańcu jeziora znajduje się urokliwe górskie miasto, które również zwie się Annecy. Ze względu na przepiękne centrum poprzecinane kanałami bywa ono nazywane alpejską Wenecją. Koniecznie należy w nim wejść do jednej z restauracji, aby spróbować lokalnych przysmaków: fondue, czyli sera roztopionego w białym winie, tartiflette – ziemniaków zapiekanych z boczkiem i alpejskim serem reblochon oraz opiekanych plastrów sera raclette podawanych z gotowanymi ziemniakami, szynką parmeńską, korniszonami i marynowanymi grzybami.

 

W regionie Rodan-Alpy znajduje się też ponad 500-tysięczny Lyon, położony malowniczo nad Rodanem i Saoną. To jedno z najstarszych miast we Francji (założone przez Rzymian w 43 r. p.n.e. jako Lugdunum) szczyci się rozległym historycznym centrum, wpisanym w 1998 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Trzeba tu zdecydowanie zwiedzić romańsko-gotycką Katedrę św. Jana Chrzciciela, zobaczyć panoramę Lyonu rozpościerającą się ze schodów XIX-wiecznej Bazyliki Najświętszej Marii Panny z Fourvière, zgubić się w labiryntach przejść zwanych traboules i przespacerować po placu Terreaux (Place des Terreaux), na którym szczególną uwagę warto zwrócić na budynek Ratusza (Hôtel de Ville de Lyon). Miłośnicy nowoczesnej architektury muszą koniecznie odwiedzić powstałą na terenach poprzemysłowych dzielnicę La Confluence, a osoby lubiące sztukę – liczne galerie na ulicy Burdeau (rue Burdeau). W mieście spodoba się również amatorom wykwintnych kulinariów: znajduje się w nim sześć restauracji słynnego francuskiego szefa kuchni Paula Bocuse’a („Le Nord”, „Le Sud”, „L’Est”, L’Quest”, „Marguerite” i „Argenson”). Ci, którzy preferują tradycyjne dania, powinni zajrzeć do „Café Comptoir Abel” (lokalu gastronomicznego typu bouchon). Po zaspokojeniu głodu najlepiej wybrać się na drinka na jedną z barek zacumowanych wzdłuż brzegu Rodanu lub do baru „L’Antiquaire”, gdzie pracują najlepsi barmani we Francji.

 

SIELSKA KRAINA LAWENDY

 

Chociaż Alpy dochodzą aż do wybrzeża Morza Liguryjskiego, to nie z nimi kojarzy się Prowansja, a z ciągnącymi się po horyzont polami lawendy, winnicami i gajami oliwnymi, przytulnymi kamiennymi miasteczkami, w których wąskich uliczkach aż chce się zgubić, pachnącą ziołami kuchnią i pełnymi wrzawy targowiskami ze świeżymi warzywami, winami, wędlinami, serami, chrupiącymi wypiekami i wyrobami lokalnego rękodzieła artystycznego. Na tych ostatnich można spróbować pieczywa fougasse z rozmarynem, oliwek po prowansalsku i słynnego koziego sera z Banon owiniętego w liście kasztanowca, kupić pachnące lawendą mydła, białe naczynia ceramiczne w tradycyjne prowansalskie wzory i oliwę z Les Baux-de-Provence. Po udanych zakupach warto napić się szklaneczki anyżowego likieru pastis i wyruszyć na zwiedzanie niezmiernie urokliwej Prowansji.

 

Tutejsze miasteczka łączy sielankowa atmosfera niespiesznego celebrowania prostej codzienności. W każdym z nich czekają nas inne widoki i atrakcje. Nad miejscowością Sisteron, zwaną Bramą Prowansji, góruje monumentalna skała o spiczastych graniach (Rocher de la Baume), w którą wrosła okazała Cytadela Sisteron (Citadelle de Sisteron). W Orange, tzw. Mieście Książąt, można podziwiać doskonale zachowane pozostałości świetności imperium rzymskiego: Łuk Triumfalny z czasów panowania cesarza Oktawiana Augusta (27 r. p.n.e.–14 r. n.e.) i starożytny teatr z wykutą w zboczu wzgórza widownią na ponad 9 tys. osób. Roussillon to spokojne miasteczko w kolorze ochry położone na rdzawych wzniesieniach, których ziemia bogata jest w związki żelaza.

 

W leżącym nad Rodanem Arles, w charakterystycznym Żółtym Domu mieszkał i tworzył urzeczony prowansalskimi krajobrazami malarz Vincent van Gogh. To tu namalował swoje najsłynniejsze dzieła i stracił ucho. Nie jest to jedyna gratka dla wielbicieli sztuki w tym uroczym mieście – jak mówi legenda, na tutejszym cmentarzu Alyscamps spoczywa główny bohater Pieśni o Rolandzie, a sama nekropolia została opisana przez Dantego Alighieri w Boskiej komedii. W Arles znajdują się też ruiny antycznego teatru i doskonale zachowana rzymskaarena (Arènes d’Arles) wybudowana między 80 a 90 r., na której niegdyś odbywały się walki gladiatorów i wyścigi rydwanów oglądane przez nawet 25 tys. widzów, a dziś organizowane są walki byków. Za nie lada atrakcję okolicy uchodzi miasteczko L’Isle-sur-la-Sorgue zbudowane na wyspach i zwane prowansalską Wenecją, a słynące z handlu antykami. W pierwszą niedzielę sierpnia odbywa się tu coroczny pływający targ, podczas którego rzeka i kanały zapełniają się łódkami ze świeżymi warzywami i owocami, miodem lawendowym i innymi specjałami.

 

Podczas wizyty w Prowansji nie wolno ominąć Awinionu, dawnej siedziby papieży (w latach 1309–1377). Tutejszy Pałac Papieski (Palais des Papes) stojący w centrum otoczonej wysokimi murami historycznej części miasta to jedna z największych gotyckich budowli Europy. Kolejnym symbolem Awinionu i słynną atrakcją turystyczną jest częściowo zachowany XII-wieczny most św. Benedykta (pont Saint-Bénézet, znany również jako pont d’Avignon – most Awinioński), który podziwiać można np. z ogrodów papieskich. Zawsze pełne turystów miasto nabiera szczególnego charakteru w lipcu, kiedy odbywa się teatralny Festival d’Avignon, należący do najważniejszych wydarzeń tego rodzaju na świecie.

 

W tym rejonie Francji wartoteżodwiedzić zbudowaną na tarasach wykutych w wapiennej skale miejscowość Gordes z potężnym renesansowym zamkiem. Jednak to nie XVI-wieczna budowla stanowi tu największą atrakcję. Turystów przyciąga amfiteatralne położenie Gordes i zabudowa z jasnego kamienia, a także brukowane uliczki zachęcające do spacerów oraz fakt, że niedaleko leży najbardziej znany symbol Prowansji – Abbaye Notre-Dame de Sénanque, czyli założone w 1148 r. opactwo cysterskie otoczone polami lawendy.

 

Kolejnym słynnym kamiennym miasteczkiem położonym malowniczo na prowansalskich wzgórzach jest Bonnieux z przepięknymi rezydencjami z XVI, XVII i XVIII stulecia. Roztacza się stąd wspaniały widok na okolicę – dostrzec można Gordes, Roussillon i Mont Ventoux (1911 m n.p.m.), wietrzną górę, na której już 10 razy kończyły się etapy Tour de France. Choć wieją tu silne, nieprzyjemne wiatry (ich prędkość na szczycie często dochodzi do 100 km/godz., a notowano nawet wartości powyżej 300 km/godz.), warto się wybrać na Mont Ventoux, bo należy do tych niewielu miejsc, z których przy dobrej widoczności da się zobaczyć jednocześnie Morze Śródziemne, Alpy i Pireneje.

 

WYBRZEŻE SKĄPANE SŁOŃCEM

 

Kojarzoną głównie z palmami, złotym piaskiem i luksusem Riwierę Francuską co roku odwiedza ponad 10 mln turystów. Senne miasteczka sąsiadują na niej z głośnymi kurortami, pełne przepychu wydarzenia filmowe odbywają się koło wprawiających w zadumę nad uciekającym czasem wystaw w galeriach sztuki i muzeach. Trekkingowe ścieżki prowadzą na punkty widokowe, z których z jednej strony podziwiać można zapraszające do wypoczynku plaże, z drugiej – ośnieżone alpejskie szczyty. Na przystaniach luksusowych jachtów słychać echa gwaru lokalnych bazarów, szampan leje się na zmianę z wodą sodową. Na Côte d’Azur każdy z pewnością znajdzie coś dla siebie.

 

Stolicą Lazurowego Wybrzeża okrzyknięto położoną nad Zatoką Aniołów 350-tysięczną Niceę, gdzie słońce świeci 320 dni w roku. Symbolem miasta jest nadmorska Promenada Anglików (Promenade des Anglais), wzdłuż której ciągnie się kamienista plaża. Koniecznie należy w nim odwiedzić Muzeum Masséna(Musée Masséna), funkcjonujące w zabytkowej willi, i Muzeum Narodowe Marca Chagalla (Musée National Marc Chagall) otwarte przez samego artystę w 1973 r. Warto też udać się na słynny targ kwiatowo-warzywno-owocowy na Cours Saleya.

 

Zaledwie mniej więcej 30 km od Nicei leży jedno z najważniejszych miast światowej kinematografii – Cannes, goszczące w maju międzynarodowy filmowy Festival de Cannes. Co roku zgromadzona na Lazurowym Wybrzeżu publiczność ogląda nowe filmy. Przy pełnym przepychu bulwarze Croisette (Boulevard de la Croisette) stoją drogie luksusowe hotele: InterContinental Carlton Cannes, Grand Hyatt Cannes Hôtel Martinez i Hôtel Barrière Le Majestic Cannes, w których zatrzymują się największe gwiazdy Hollywoodu zjeżdżające nad Morze Śródziemne, aby pojawić się na czerwonym dywanie Pałacu Festiwali i Kongresów (Palais des Festivals et des Congrès de Cannes). Po drodze do Cannes warto zatrzymać się w Antibes i Juan-les-Pins, widowiskowo wrośniętych w nadmorskie skały.

 

Z kinem związane jest też inne miasto Riwiery Francuskiej, a mianowicie Saint-Tropez, znane głównie ze względu na komiczną postać żandarma granego przez legendarnego Louisa de Funèsa. To ulubiony letni kurort sław i bogaczy, z bajecznie kolorowymi fasadami domów zwróconymi do portu, w którym cumują luksusowe łodzie. Będzie idealnym miejscem na popołudniowy kieliszek szampana. W okolicach Saint-Tropez leżą dwie słynne piaszczyste plaże: Pampelonne i L’Escalet (obie usytuowane są w Ramatuelle).

 

Być na Lazurowym Wybrzeżu i nie odwiedzić 860-tysięcznej Marsylii byłoby dużym błędem, gdyż w tym malowniczo położonym kosmopolitycznym mieście znajduje się mnóstwo atrakcji. Należy do nich przepięknie zdobionaBazylika Najświętszej Marii Panny z La Garde (Basilique Notre-Dame-de-la-Garde)z drugiej połowy XIX w.,imponujące wielkością Opactwo św. Wiktora (AbbayeSaint-Victor) z zabytkowymi kryptami i liczne ogrody miejskie z kojącym widokiem na morze, m.in. Parc Valmeri Jardin des Vestiges, w którym zachowały się pozostałości antycznego portu. Po zwiedzaniu warto zajrzeć do pełnej tawern i restauracji starej dzielnicy portowej i spróbować lokalnych przysmaków, np. słynnej zupy rybnej bouillabaisse.

 

W SĄSIEDZTWIE HISZPANII

 

Regionem Francji wysuniętym najdalej na południe jest Oksytania, od południowego wschodu ograniczona przez Morze Śródziemne, nad którym leży ponad 200 km skąpanych w słońcu plaż. Wzdłuż granicy z Hiszpanią rozciągają się dla odmiany Pireneje. To z tej części kraju pochodzą znane na cały świat francuskie specjały, takie jak ostry ser owczy roquefort (z miasteczka Roquefort-sur-Soulzon), anchois de Collioure czy ostrygi z Bouzigues. Historyczna kraina Oksytania słynie także z winnic położonych w rejonie Corbières, Minervois i Cahors. Prawdziwi smakosze powinni też spróbować winiaku armagnac.

 

Funkcję stolicy regionu pełni 470-tysięczna Tuluza, nazywana Różowym Miastem ze względu na charakterystyczny kolor cegieł, z jakich powstała większość budynków w centrum. Choć jest czwartym pod względem liczby mieszkańców miastem we Francji i jednym z największych ośrodków akademickich w kraju, nie przytłacza wielkością. Na co dzień tętni życiem, zaprasza w progi przytulnych kawiarenek i gwarnych pubów. Do najważniejszych zabytków Tuluzy należy romańska Bazylika św. Saturnina (Basilique Saint-Sernin), będąca ważnym miejscem na szlaku pielgrzymkowym prowadzącym do Santiago de Compostela w hiszpańskiej Galicji, i ogromny gotycki kościół przy klasztorze jakobinów (Couvent des Jacobins). Centralny punkt historycznej części miasta stanowi plac Kapitolu (place du Capitole), przy którym stoi Kapitol (Capitole), obecnie siedziba rady miejskiej i teatru (Théâtre du Capitole). Niektóre z sal są otwarte dla zwiedzających (m.in. wypełniona dziełami sztuki Salle des Illustres). Warto też odwiedzić Muzeum Augustianów (Musée des Augustins) we wnętrzach XIV-wiecznego klasztoru, a następnie spróbować tradycyjnego dania o nazwie cassoulet, przyrządzanego z białej fasoli i mięsa i pieczonego w glinianym naczyniu (cassole).

 

Niedaleko Tuluzy przepływa wpisany w 1996 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO Kanał Południowy (Canal du Midi) łączący rzekę Garonnę z Étang de Thau – akwenem nad Morzem Śródziemnym. Ma on długość 241 km. Wybudowano go w XVII stuleciu z wykorzystaniem najnowszych osiągnięć inżynierii (w okolicy stanowiska archeologicznego Oppidum d’Ensérune przechodzi przez długi na 173 m tunel Malpas przebity pod wzgórzem, co było pierwszym tego typu rozwiązaniem w Europie). Dziś Canal du Midi pełni głównie funkcje rekreacyjne, a najlepiej można mu się przyjrzeć podczas rejsu komfortową barką turystyczną. Po drodze warto zatrzymywać się na degustacje serów i win oraz zwiedzanie malowniczych miast Oksytanii, takich jak słynne Carcassonne z przepięknym średniowiecznym centrum i potężnymi fortyfikacjami czy Muzeum Sztuk Pięknych (Musée des Beaux-Arts) z bogatymi zbiorami europejskiego malarstwa od XVII w. do dziś.

 

W tym francuskim regionie na zainteresowanie zasługuje także Montpellier. Jego średniowieczne uliczki (rue de la Valfère, rue du Bras-de-Fer czy rue de l’Argenterie) urzekają turystów z całego świata. Jedną z największych atrakcji miasta jest Musée Fabre. Muzeum to szczyci się bogatą kolekcją obrazów malarzy francuskich, włoskich, hiszpańskich, flamandzkich i holenderskich z okresu od renesansu aż do czasów obecnych. W Montpellier znajduje się również bardzo interesujące centrum sztuki współczesnej La Panacée, w którym odbywają się liczne wystawy.

 

Nie można też zapomnieć o oksytańskim antycznym mieście i byłej rzymskiej kolonii (Colonia Nemausus), czyli Nîmes, zwanym francuskim Rzymem. Rzymianie zostawili w nim po sobie m.in. wzniesiony w drugiej połowie I w. amfiteatr na nawet 24 tys. widzów (Arènes de Nîmes) i świątynię Maison Carrée – obydwie budowle są dziś jednymi z najlepiej zachowanych zabytków starożytnych na całym świecie. Park (Jardins de la Fontaine) założony w XVIII stuleciu przy dawnym sanktuarium kryje takie skarby jak świątynia Diany i ponad 30-metrowa wieża Magne. Przez cały rok odbywają się tu liczne festiwale, koncerty, spektakle teatralne i rekonstrukcje historyczne. Ciekawostkę stanowi fakt, że Pont du Gard, rzymski akwedukt sprzed 2 tys. lat, uważany za jeden z najatrakcyjniejszych francuskich zabytków, został wybudowany po to, aby dostarczać wodę właśnie do Nîmes.

 

Oksytania to nie tylko niezmiernie urokliwe miasta o długiej historii. Zachwycają w niej również piękne krajobrazy i niezwykłe cuda natury. W podróż do środka Ziemi zabiera jaskinia Gouffre de Padirac w dolinie rzeki Dordogne. Ma aż 103 m głębokości i 35 m średnicy i jest uznawana za największą ciekawostkę geologiczną Francji. Jej pierwszego badacza, Édouarda-Alfreda Martela (1859–1938), uważa się za twórcę nowoczesnej speleologii. Do jaskini można dostać się schodami z 208 stopniami, windą lub... na linie. W środku czeka nas rejs po podziemnej rzece, która zamienia się w przepiękne jezioro. Potem przechodzi się do sali nazywanej Grand Dôme. To wielka podziemna katedra o wysokości 94 m, udekorowana wspaniałymi naturalnymi rzeźbami.

 

Dla odmiany przy samej granicy z Hiszpanią znajduje się Cirque de Gavarnie, czyli cyrk lodowcowy o średnicy ok. 6 km, który leży w Parku Narodowym Pirenejów (Parc National des Pyrénées). Na parkowym terenie nad rwącym strumieniem na wysokości mniej więcej 1500 m n.p.m. wnosi się też monumentalny kamienny most (Pont d’Espagne). Okolica doskonale nadaje się na piesze wędrówki, wspinaczkę, jazdę na rowerze czy loty na paralotni, a także do uprawiania wszelkich sportów zimowych, w tym wspinaczki po zamarzniętych wodospadach. Jak widać, pełne wspaniałych atrakcji południe Francji zaprasza o każdej porze roku.

 

 

 

CRTMP 0019893 MD - Gavarnie 

Szlak w okolicy Cirque de Gavarnie w Parku Narodowym Pirenejów

© CRT MIDI-PYRÉNÉES/PATRICE THEBAULT