MAGDALENA CIACH-BAKLARZ

www.italiapozaszlakiem.com

 

<< Sycylia, Sardynia i Elba są trzema największymi włoskimi wyspami. Okalają Morze Tyrreńskie oblewające Półwysep Apeniński od południowego zachodu. Każda z nich ma zupełnie inny charakter. Aby je naprawdę poznać, nie wystarczy wpaść z krótką wakacyjną wizytą, trzeba zostać na dłużej lub wracać w ich gościnne progi wielokrotnie. >>

 

Temperamentna Sycylia pachnie portem, czekoladą i cytrusami, tętni życiem niczym gorąca magma wulkanu. Splątana w sieci mafiosów, jest wręcz odurzająco piękna i biedna niczym Kopciuszek. Pełna wdzięku i zarazem tajemnicza Sardynia kusi turkusem morza i bielą plaż, ale jej serce bije w interiorze, wśród malowniczych górskich szlaków, ryczących wodospadów i głębokich wąwozów. Na pierwszy rzut oka może przypominać bogatą snobkę na jachcie z lądowiskiem dla helikopterów. Waleczna Elba niczym rzymski pretorianin pilnuje okolicy. Ma wysokie mury obronne, sprawnie działające porty, szybkie statki. Jest przy tym zniewalająca i pełna miłości niczym Wenus, która właśnie tu zgubiła perły ze swojego naszyjnika.

 

Te trzy włoskie wyspy to nieco inna Italia niż ta kontynentalna. Nie można jednak odmówić im przynależności do tego zróżnicowanego pod wieloma względami kraju. Są jak dalsze krewne, które choć rzadziej widywane i trochę odmienne, nadal należą do wielkiej włoskiej rodziny.

 

POD OKIEM WULKANU

Sycylia jest największą wyspą na Morzu Śródziemnym (ok. 25,5 tys. km²), od Półwyspu Apenińskiego oddziela ją Cieśnina Mesyńska. Już starożytni Rzymianie rozważali tutaj budowę mostu, do dziś jednak takowy nie powstał. Najwyższy miejscowy szczyt stanowi niespokojny duch Sycylii, wulkan Etna (3326 m n.p.m.). Wyspę charakteryzuje krajobraz górzysty, a jej piękno podkreśla śródziemnomorska roślinność – wybuchające kolorami bugenwille, oleandry i owocujące opuncje, a także drzewa cytrusowe i oliwki porastające rozległe plantacje.

 

Symbolem Sycylii jest triskelion, tzw. trinacria – głowa Meduzy, z trzema nogami zgiętymi w kolanach, trzema kłosami pszenicy i skrzydłami. Ma przynosić szczęście i pomyślność, dlatego można ją znaleźć niemal wszędzie, na sycylijskiej fladze, ceramice użytkowej, ścianach domów.

 

W STOLICY

Palermo, zamieszkiwane przez 666 tys. ludzi, jednych zachwyca, innych odrzuca. Stolica wyspy to miasto mafii, przenikających się wpływów arabskich, normańskich i bizantyjskich, fascynującej architektury i pysznego jedzenia ulicznego. Niektórzy widzą w nim tylko śmieci na ulicach, szemrane towarzystwo w ciemnych zaułkach, popadające w ruinę budynki, inni uwielbiają jego niesamowitą różnorodność, wspaniałe kawiarnie i pomarańcze sprzedawane wprost z ciężarówki. Najlepiej zatrzymać się tu na kilka dni i odwiedzić historyczne targowiska (Il Capo, La Vucciria, Lattarini lub Ballarò) oraz wspaniałą Cattedrale di Palermo, spróbować genialnej kawy i takich przysmaków, jak sycące arancini, cannoli i brioche con gelato (bułka z lodami), czy specjalności Palermo, czyli pani cà meusa – miękkiej bułki z sezamem z ugotowaną i podsmażoną cielęcą śledzioną i płucami. 

 

NAJCIEKAWSZE MIEJSCOWOŚCI

Na Sycylii znajduje się wiele zachwycających, choć czasem zapomnianych, małych miasteczek. Do Termini Imerese koło Palermo nie docierają turyści. Jego historyczna część leży nieco powyżej reszty zabudowań. Starsi mężczyźni siedzący na ławkach chętnie wskażą nam drogę. Zwykły dzień w tym ozdobionym kwiatami w doniczkach mieście wygląda całkiem normalnie. Jego mieszkanki dyskutują w sklepikach o jakości pomidorów, niedawno zmarłych znajomych i planach na obiad. Dziewczynki w różowych fartuszkach wracają ze szkoły, a robotnicy odpoczywają w cieniu, paląc papierosy i przeglądając gazetę.

 

Na wyspie trzeba też zajrzeć do Cefalù. Niestety wieść o urodzie miasteczka poszła w świat, więc w sezonie jego wąskie uliczki zapełniają się turystami. Całe szczęście jest tu fantastyczna plaża. Wzdłuż niej ciągnie się rząd kamienic z restauracjami i apartamentami ze wspaniałym widokiem na morze. Nad otoczeniem góruje Rocca di Cefalù, wysoka skała (268 m n.p.m.), z której rozpościera się zapierająca dech w piersiach panorama. Cefalù znajduje się na prestiżowej liście najpiękniejszych miasteczek Włoch tworzonej przez stowarzyszenie I Borghi più belli d’Italia.

 

Schody obstawione kolorowymi donicami z rozrośniętą opuncją, różowe bugenwille opierające się o terakotową ścianę domu, oszałamiające ruiny grecko-rzymskiego Teatro Antico, a w tle nieskończony błękit morza – tak wygląda piękna, barwna i pełna słońca Taormina. Trzeba w niej z pewnością wybrać się na przechadzkę Corso Umberto I, ale zachęcam do większego wysiłku, ok. 60–90-minutowego spaceru z centrum do Castello di Monte Tauro, skąd można podziwiać cudowne widoki na Golfo di Naxos i Etnę. Miasto najlepiej zwiedzać przed sezonem lub po nim z uwagi na ogromną liczbę turystów. Miłośnikom filmu Wielki błękit Luca Bessona podpowiem, że było tutaj kręconych kilka scen do tej produkcji, m.in. w luksusowym kompleksie San Domenico Palace Hotel, w którym nurkowie przebywali podczas zawodów (obecnie przechodzi on gruntowny remont, a ponownie otwarty zostanie najprawdopodobniej w 2020 r.).

 

Nie ma lepszego miejsca dla osób chcących zobaczyć Etnę z bliska niż Katania. Wulkan w przeszłości nie oszczędzał miasta. W trakcie erupcji w 1669 r. zostało częściowo zalane lawą, a w styczniu 1693 r. blisko dwie trzecie jego mieszkańców zginęły na skutek silnego trzęsienia ziemi (ok. 12–16 tys. osób). Dziś zbudowaną częściowo na lawie Katanię warto zwiedzać niespiesznym krokiem. Po drodze można od czasu do czasu zatrzymać się na kawę i coś słodkiego. Tradycyjnym wyrobem jest tu cassatella di Sant’Agata, powszechnie zwana piersią dziewicy. To ciastko biszkoptowe nadziane ricottą, czekoladą i kandyzowanymi owocami, pokryte białym lukrem i uwieńczone kandyzowaną wiśnią. Za symbol Katanii uchodzi słoń Liotro wykonany z lawy. Ma za zadanie chronić mieszkańców przed kolejnymi wybuchami Etny. 

 

Syrakuzy to miasto Archimedesa (ok. 287–212 r. p.n.e.), słynnego greckiego filozofa przyrody i matematyka. Chciałabym się cofnąć do okresu starożytności i zobaczyć je wówczas, gdy kwitło i odgrywało ważną rolę w tej części wyspy. Historyczne centrum leży na wysepce Ortygia (Ortigia), oddzielonej od reszty obszaru miejskiego tylko wąskim kanałem. Miasto jest szalenie piękne, pełne zabytków, trzeba w nim zostać przynajmniej dwa dni. Jego okolice są niesamowicie ciekawe pod względem przyrodniczym. Nieopodal znajdują się Chroniony Obszar Morski Plemmirio (Area Marina Protetta del Plemmirio) oraz rezerwat kanionu rzeki Cassibile (Riserva Naturale Orientata Cavagrande del Cassibile). W obu tych miejscach można spędzić czas aktywnie lub po prostu odpocząć od miejskiego gwaru. W Syrakuzach nakręcono kilka scen do filmu Malena z Monicą Bellucci w roli głównej (poza tym nad produkcją pracowano również w Mesynie, Taorminie i Noto).

 

Ragusa, podobnie jak Katania, bardzo ucierpiała w trakcie silnego trzęsienia ziemi z 1693 r. W jego wyniku miasto zostało podzielone na dwie części. Dolną, Iblę, bardzo zniszczoną na skutek wstrząsów, po latach udało się odbudować, a nawet powiększyć o fragment nawiązujący stylem do dawnej zabudowy. Dziś historyczne centrum stanowi prawdziwą perełkę, co poświadcza wpisanie go na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Jeśli miałabym wskazać jedno miejsce, które na Sycylii koniecznie trzeba zobaczyć, byłaby to Ragusa Ibla.

 

Do Noto przyjeżdża się, aby podziwiać dzieło mistrzów baroku i najlepszych urbanistów tamtego okresu. Nie ma drugiego takiego miasta na wyspie, ale też powstało ono nie bez przyczyny. Noto uległo niemal całkowitemu zniszczeniu po trzęsieniu ziemi z 1693 r., tym samym, w którym ucierpiały pobliskie Ragusa, Palazzolo Acreide, Modica i Scicli. Gdy zabrano się za jego odtworzenie, Europa od ponad 100 lat szalała na punkcie stylu barokowego. Miasto odbudowano w miejscu oddalonym blisko 10 km od poprzedniej lokalizacji (Noto Vecchio). Od 2002 r. Noto znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

 

Jeśli ktoś w trakcie swoich podróży przede wszystkim szuka zabytków, interesuje się ich historią i tajemnicami, powinien odwiedzić Agrygent (Agrigento) i będącą pod ochroną organizacji UNESCO Dolinę Świątyń (Valle dei Templi). Niedaleko miasta usytuowane jest kolejne niesamowite miejsce – wznoszące się nad samym morzem białe Schody Turków (Scala dei Turchi).

 

Trapani potrafi chwycić za serce, choć niektórzy potrzebują nieco więcej czasu, żeby się w nim zakochać. W trakcie spaceru wśród historycznej zabudowy wprawne oko dostrzeże mieszankę stylów, wpływy Kartagińczyków, Rzymian, Bizantyjczyków, Arabów, Normanów i Aragończyków. Miasto słynęło z handlu solą, koralem i tuńczykiem. Dziś jego znaczenie nie jest już tak duże. Trapani stanowi jednak znakomitą bazę wypadową do zwiedzania zachodniej Sycylii.

 

Niedaleko znajduje się miasteczko znacznie piękniejsze, wręcz zapierające dech w piersiach. To Erice, do którego turyści zaglądają nie tylko ze względu na jego średniowieczny charakter, ale także z powodu cudownych widoków. Bywa tutaj dość chłodno, dlatego warto mieć pod ręką coś cieplejszego. Miasto umieszczono na wspomnianej już liście najpiękniejszych włoskich miasteczek, którą tworzy stowarzyszenie I Borghi più belli d’Italia.

 

Sycylia wielu osobom kojarzy się z filmem Ojciec chrzestny Francisa Forda Coppoli i słynnym miasteczkiem Corleone leżącym w jej zachodniej części. Jednak to nie w nim kręcono sceny do tej amerykańskiej produkcji. Za tło w kadrach posłużyła niewielka Savoca, znajdująca się po przeciwnej stronie wyspy, w prowincji Mesyna. Reżyser uznał, że znacznie lepiej oddaje charakter miasteczka z powieści Maria Puzo. Kultowy, porośnięty winoroślą „Bar Vitelli” istnieje naprawdę. Jego ściany zdobi mnóstwo zdjęć upamiętniających pracę nad filmem, zachowały się w nim też liczne rekwizyty z planu. Kilka scen kręcono także w położonej na południe stąd miejscowości Forza d’Agrò oraz usytuowanym nieco dalej (koło Katanii) Fiumefreddo di Sicilia.

Antyczny teatr grecko-rzymski w Taorminie

© MICHELANGELOOP/ISTOCK/GETTYIMAGES

 

SYCYLIJSKIE WYSPY

U brzegów Sycylii leży mnóstwo prześlicznych wysepek, które są najczęściej pamiątką po aktywności wulkanicznej tych rejonów. Nie wszystkie jednak mają takie pochodzenie. Podczas wizyty na zachodzie wyspy warto zarezerwować sobie jeden dzień na odwiedzenie Egad (Isole Egadi, Wysp Egadzkich). Zbudowana z białego wapienia Favignana jest idealna na przejażdżkę rowerem czy skuterem, sąsiednia zielono-ruda Levanzo zachwyca swoją urodą, Marettimo najlepiej opłynąć łodzią. Na archipelag dostaniemy się z portu w Trapani. 

 

W odległości mniej więcej 60 km od Palermo znajduje się stworzona przez wulkan Ustica. Słynie ze wspaniałych murali, pięknej ceramiki, cennych odkryć archeologicznych i świetnych baz nurkowych. Z uwagi na niezwykłą budowę dna morskiego i wyjątkowość flory i fauny w 1986 r. został wokół niej założony pierwszy podwodny rezerwat we Włoszech (Area Marina Protetta Isola di Ustica). Jednak w pamięci Włochów Ustica to przede wszystkim miejsce katastrofy lotniczej z 27 czerwca 1980 r., w której wyniku śmierć poniosło 81 osób. Wciąż istnieje bardzo wiele hipotez próbujących wyjaśnić jej przyczyny.

 

Miłośnicy wulkanów powinni udać się w stronę Wysp Liparyjskich (Wysp Eolskich). Jednego dnia można odwiedzić Lipari, zażyć zdrowotnych kąpieli błotnych na Vulcano, popłynąć na Salinę, gdzie kręcono część zdjęć do filmu Listonosz (Il Postino) z 1994 r. W wiosce Pollara nadal znajduje się filmowy dom chilijskiego poety Pabla Nerudy (1904–1973). Tak intensywnie rozpoczęty dzień najlepiej zakończyć podziwianiem nocą aktywnego wulkanu Stromboli (926 m n.p.m.) – z jego zbocza (podczas kilkugodzinnej, wyczerpującej wspinaczki) lub pokładu statku.

 

Na południe od Egad leży prawdziwa perła – Pantelleria, największa z wysp sycylijskich (ponad 80 km² powierzchni). Jej skarbem jest jezioro o kształcie serca i szmaragdowej wodzie, Zwierciadło Wenus (Specchio di Venere), ze źródłami termalnymi. Tutejsze tradycyjne białe domy – dammusi – w wielu przypadkach przekształcono w luksusowe wille z oszałamiającym widokiem na morze. Niezwykłe krajobrazy Pantellerii urozmaicają gaje oliwne i cytrusowe.

 

Najdalej na południe wysuniętym zakątkiem regionu Sycylia (Regione Siciliana) i tym samym Europy są Lampedusa i sąsiednia Linosa (należące do Wysp Pelagijskich, Isole Pelagie). Ze względu na ich położenie (pomiędzy Maltą a Tunezją) od ponad 20 lat przybywają na nie uchodźcy z krajów afrykańskich. Lampedusa jest przyrodniczym rajem. Na wyspie znajduje się jedna z najpiękniejszych plaż świata – Spiaggia dei Conigli, na której wykluwają się żółwie karetta. Wyczekują ich i pilnie strzegą wolontariusze stowarzyszenia Legambiente. Na Lampedusie i Linosie kręcono kilka filmów, m.in. Respiro i Terraferma, które reżyserował Emanuele Crialese.

Jachty u brzegów Lampedusy (Isole Pelagie)

© RCAUCINO/ISTOCK/GETTYIMAGES

SYCYLIA – INFORMACJE PRAKTYCZNE

Okres wiosenny zaczyna się na Sycylii już na początku marca, od Święta Kwitnących Migdałów (Sagra del Mandorlo in Fiore) w Agrygencie, ale sezon trwa tu od drugiej połowy kwietnia do końca października. Zdecydowanie najlepszą porą na odwiedziny na wyspie jest wiosna lub jesień. Lepiej unikać sierpnia, bo właśnie wtedy większość Włochów przyjeżdża na nią na urlop, a ceny szybują w górę. Jeśli planujemy zatrzymać się tutaj zimą, powinniśmy upewnić się, że w miejscu noclegowym będzie ogrzewanie – w wielu sycylijskich domach go nie ma. Popularne wśród turystów miasta, takie jak Taormina, przyjemniej zwiedzać poza sezonem, gdy nie trzeba przeciskać się w tłumie, aby dotrzeć do najciekawszych atrakcji.

 

Z Polski dolecimy bezpośrednio do Palermo z Wrocławia samolotami Ryanair, a do Katanii z Krakowa, Katowic i Warszawy z Wizz Airem. Możemy także zarezerwować lot do Mediolanu lub Rzymu, skąd mamy do wyboru liczne połączenia lotnicze z wyspą. Jeśli zdecydujemy się na jazdę samochodem z Polski, czeka nas długa podróż i przeprawa promowa (odległość z Warszawy do Palermo wynosi ok. 2690 km).

 

Po Sycylii najlepiej poruszać się autem, lecz wycieczkę samochodową po samej stolicy wyspy stanowczo odradzam. Palermo przyjemniej przemierzać pieszo albo korzystać w nim z komunikacji miejskiej lub taksówek, bo zaoszczędzi nam to mnóstwo stresu. Jeżeli preferujemy transport publiczny, na Sycylii mamy do wyboru pociągi i autobusy. Połączenia kolejowe możemy sprawdzić w serwisie www.trenitalia.com (sieć kolejowa nie jest szczególnie rozbudowana). Rozkłady autobusów znajdziemy na stronie internetowej interbus.it (kursy realizowane we wschodniej części wyspy) i www.segesta.it(połączenia między dużymi miastami i w zachodnim rejonie Sycylii).

 

SZMARAGDY I GRANIT

Sardynia, druga co do wielkości wyspa na Morzu Śródziemnym, ma ok. 24,1 tys. km² powierzchni. Znacznie bliżej z niej na francuską Korsykę niż do kontynentalnych Włoch. Leżą tu jedne z najpiękniejszych plaż w całej Europie.

 

Włoska Sardynia jawi się jako wyspa ekskluzywna, oaza dla milionerów w supernowoczesnych jachtach, prujących wody okalające Szmaragdowe Wybrzeże (Costa Smeralda). Ich mekką jest Porto Cervo i jego okolice, np. Poltu Quatu. Zwiedzanie tej części Sardynii jachtem to wspaniały pomysł z uwagi na liczne zaciszne zatoczki. Woda w ich rejonie ma kolor turkusowoszmaragdowy, a granitowe, wyrzeźbione przez wiatr i deszcz skały przybierają niesamowite zwierzęce kształty. Całe szczęście ten snobistyczny fragment wyspy, choć zdecydowanie warty odwiedzenia, nie odzwierciedla w pełni jej charakteru. 

 

Magiczna Sardynia z domami wróżek, grobami olbrzymów i nuragami wyróżnia się wyjątkowym karnawałem i kuchnią. Język sardyński nie jest łatwy – nazwy potraw czy miejsc bywają trudne do wymówienia dla obcokrajowców. Chociaż wyspa słynie przede wszystkim ze swoich rajskich plaż, jej serce stanowi górzyste wnętrze: region Barbagia, masyw Gennargentu ze szczytem Punta La Marmora (1834 m n.p.m.), nigdy nie wycinany las dębowy z drzewami wysokimi na 30 m czy Gorroppu (Gorropu) – jeden z najgłębszych wąwozów w Europie (ok. 500-metrowy). Tu, gdzie nie dociera zbyt wielu turystów, Sardyńczycy wiodą spokojne życie i dożywają nawet ponad 100 lat. 

 

W STOLICY

Sardyńską stolicą jest ponad 150-tysięczne Cagliari, portowe miasto zbudowane nad Zatoką Aniołów (Golfo degli Angeli). Jego najpiękniejsza część to dzielnica Castello (po sardyńsku Casteddu de Susu). Za najważniejszy zabytek uchodzi tutaj częściowo wykuty w skale rzymski amfiteatr, który niegdyś służył jako arena walk gladiatorów i dzikich zwierząt. Aby dowiedzieć się czegoś więcej o historii miasta, warto zajrzeć do strefy archeologicznej powstałej pod Kościołem św. Eulalii w dzielnicy Marina. Cagliari tętni życiem, jest pełne ludzi, sklepów, butików, knajpek, restauracji i straganów. W labiryncie uliczek, schodów, przejść i skrótów można się jednak dość szybko połapać. Wspaniała miejska plaża Poetto ciągnie się przez ok. 7 km. W sąsiadujących z nią lagunach spokojnie brodzą flamingi. 

 

NAJCIEKAWSZE MIEJSCOWOŚCI

W miasteczkach na Sardynii widoczne są ślady upływającego czasu. Sypiące się tynki utrzymują na miejscu wijące się po murach wisterie (glicynie), bugenwille czarują kolorem, oleandry olśniewają kwiatami, jaśminy i tysiące donic z cytrusami i sukulentami odurzają zapachem. Ściany budynków upiększają również murale. Wiele z nich jest szalenie realistycznych i przedstawia prawdziwe sceny z życia Sardyńczyków. Naściennymi malowidłami przyciągają Orgosolo, San Gavino Monreale, Fonni, Esterzili, Ìsili, Goni, Gergei, Iglesias, a nawet trochę bezbarwna Carbonia.

 

Wśród miasteczek położonych na południu Sardynii warto wymienić Carloforte i Portoscuso, oba słynące z tradycji połowów tuńczyka, a także średniowieczne Iglesias z malowniczym centrum historycznym. Miłośnicy archeologii powinni zjechać ze szlaku, żeby zobaczyć Tempio di Antas, ruiny kartagińsko-rzymskiej świątyni koło Fluminimaggiore. Okolica Oristano i półwyspu Sinis to kolejne miejsce, które ukochały sobie flamingi. Tutejsze rozlewiska są pełne ptactwa wodnego. Poza tym na zainteresowanie w tej części wyspy zasługują pozostałości fenickiej kolonii Tharros z VIII w. p.n.e. i niezwykła plaża Is Arutas. 

 

Kolorowa Bosa jest perełką zachodniego wybrzeża. To rybackie miasteczko rozrosło się u stóp średniowiecznego zamku (Castello di Serravalle). Z Bosy dojedziemy do Alghero, nazywanego Barcelonetą (małą Barceloną). Należy ono do najpiękniejszych miast na Sardynii. Nieopodal znajdują się urzekające Groty Neptuna (Grotte di Nettuno) ze słonym jeziorem, wyżłobione w czerwonym wapieniu. Stąd warto udać się do Stintino i na wysepkę Asinara. Raj na ziemi zaczyna się wraz z archipelagiem La Maddalena, gdzie koniecznie trzeba odwiedzić wyspy La Maddalena, Caprera, Santo Stefano, Spargi, Budelli, Razzoli i Santa Maria. Dalej leży już Costa Smeralda, gdzie swoje wille mają najbogatsi i najbardziej wpływowi ludzie świata. 

 

Jednym z ważniejszych portów na Sardynii jest 60-tysięczna Olbia. Tu żyje się szybciej i głośniej, choć w centro storico wszystko toczy się leniwym rytmem południa. Jeśli chcemy lepiej poznać burzliwą historię wyspy i problemy jej mieszkańców, powinniśmy pojechać do miasteczka Orgosolo w regionie Barbagia di Nuoro, gdzie opowiedzą nam o nich liczne murale.

Ruiny starożytnej fenickiej kolonii Tharros w pobliżu dzisiejszych miast Cabras i Oristano

© UFFICIO STAMPA DELLA REGIONE AUTONOMA DELLA SARDEGNA

NAJPIĘKNIEJSZE PLAŻE

Do najwspanialszych i najbardziej niedostępnych sardyńskich plaż należy Spiaggia Rosa na Budelli w archipelagu La Maddalena. Możemy ją obecnie podziwiać tylko z bezpiecznej odległości, ponieważ na skutek działań turystów, którzy zabierali ze sobą piasek, słynna Różowa Plaża niemal straciła swój wyjątkowy kolor. Isola Budelli wchodzi w skład Parku Narodowego Archipelagu La Maddalena.

 

Na Costa Smeralda znajduje się Spiaggia del Principe. Biały, piaszczysty łuk otacza głęboką zatokę, ochranianą przez różowy, granitowy cypel. Na południowy wschód od Olbii leży wiele pięknych miejsc, np. najmniejsze królestwo świata, czyli wyspa Tavolara (regno di Tavolara). Została ona królestwem w pierwszej połowie XIX w. na mocy decyzji ówczesnego króla Sardynii Karola Alberta (1798–1849). Pierwszym władcą był Giuseppe Bertoleoni. Wyspa ma prawie 6 km2 powierzchni, jej najwyższy punkt to Monte Cannone (565 m n.p.m.). U stóp wzniesienia rozciąga się długa, piaszczysta plaża. 

 

Dalej na wschodnim wybrzeżu znajduje się kolejny sardyński klejnot – Cala Brandinchi. Morze jest tutaj spokojne i płytkie, a piasek drobny i niemalże biały. Można odnieść wrażenie, że to prawdziwe tropiki. Za kolejną gwiazdę tej części wybrzeża uchodzi plaża Berchida w okolicach Siniscoli. Piaszczysty półksiężyc o długości 5 km oblewa krystalicznie czysta woda.

 

Z miasteczka Cala Gonone można wyruszyć na poszukiwanie najbardziej niezwykłych, choć trudno dostępnych, zakątków na nadmorskim brzegu. Na plaże zatoki Orosei (Golfo di Orosei) w znakomitej większości dostaniemy się wyłącznie od strony morza lub po pokonaniu górskiego szlaku trekkingowego. Warte uwagi są tu Cala Mariolu, Cala Goloritzé, Cala Sisine czy Cala Luna. Ze wszystkich czterech bardziej przestronna jest jedynie ta ostatnia, znana ze swoich jaskiń, w których można ukryć się przed prażącym słońcem. Cały tutejszy obszar leży w granicach Parco Nazionale del Golfo di Orosei e del Gennargentu. 

 

Jeśli skierujemy się dalej na południe, dotrzemy do Costa Rei, czyli wyjątkowego Królewskiego Wybrzeża, gdzie znajduje się Spiaggia dello Scoglio di Peppino. Ta spokojna, piaszczysta plaża cieszy się popularnością wśród rodziców z małymi dziećmi ze względu na rozległą płyciznę i zwierzęce kształty otaczających ją skał.

Ostatni przystanek na wschodnim wybrzeżu to kurort Villasimius. Tuż obok rozlewiska odwiedzanego przez flamingi leży tu Spiaggia di Porto Giunco. Plaża jest długa i pokryta piaskiem, przyciąga miejscowych i turystów. 

 

Na samym południu Sardynii znajduje się Su Giudeu. Atrakcją tej złotej plaży są dwie pobliskie małe wysepki, na które można się dostać pieszo przez wodę. Niedaleko położona jest kolejna rajska plaża, Tuerredda.

 

Na zachodnim wybrzeżu zachwyca Cala Domestica w okolicach Buggerru. Ukryta wśród wysokich białych klifów i śródziemnomorskich zarośli plaża urzeka obłędnie turkusową wodą. Kiedyś pracowali tu górnicy, dlatego na brzegu wciąż stoją stare maszyny, a w pobliżu zachowały się wykopane przez nich tunele. Na obszarze całej południowo-zachodniej Sardynii wydobywano rudy żelaza, minerały i węgiel, ale kopalnie zostały już zamknięte. 

 

Ciekawym miejscem jest Spiaggia di Is Arutas w Cabras. Pokrywające brzeg duże, różnokolorowe ziarenka piasku wyglądają niezwykle w promieniach słońca. Za jedną z najpiękniejszych plaż w Europie uchodzi długa, szeroka, piaszczysta La Pelosa w Stintino, w sezonie bardzo oblegana. Można z niej podziwiać pobliską wysepkę Asinara i XVI-wieczną wieżę (Torre della Pelosa).

 

SARDYNIA – INFORMACJE PRAKTYCZNE

Na Sardynię warto udać się o każdej porze roku, ale jeśli planujemy plażować i korzystać z kąpieli morskich, najlepszym okresem na urlop będą późna wiosna, lato i wczesna jesień. Najwyższe temperatury powietrza panują od czerwca do września. Woda w morzu jest długo ciepła, można w nim pływać jeszcze pod koniec września, a nawet na początku października. Zimą i wiosną wieje tutaj północno-zachodni wiatr (mistral), czasami dość mocny, ale zwykle suchy i łagodny. Na wyspie notuje się średnio ok. 300 słonecznych dni w roku. Okres deszczowy przypada na jesień i zimę, opady śniegu występują zazwyczaj w górach.

 

Na Sardynię najszybciej i najwygodniej dostaniemy się samolotem. Z Polski bezpośrednie połączenia oferuje Ryanair (z Krakowa i Modlina do Cagliari) i Wizz Air (od połowy czerwca do połowy września z Warszawy i Katowic do Alghero). Na wyspę dotrzemy też z przesiadką np. w Mediolanie bądź Rzymie. Jeśli wybierzemy podróż samochodem, musimy skorzystać z promu (stolica Polski oddalona jest od Cagliari o ok. 2,2 tys. km). Najlepiej dojechać do portu w Genui, Livorno, Piombino lub Civitavecchii. Najkrótszy rejs (mniej więcej 5,5 godz. za dnia) odbywa się między tym ostatnim miastem a sardyńską Olbią. Promy kursują przez cały rok, a liczba połączeń zwiększa się od czerwca do września. 

 

Najlepszym sposobem podróżowania po Sardynii jest przemieszczanie się samochodem. Odległości są duże, a transport publiczny nie wszędzie dociera. W przypadku połączeń kolejowych z pomocą przyjdzie nam wspomniany już serwis www.trenitalia.com. Pociągi jeżdżą na trasach Cagliari – Sassari, Cagliari – Olbia, Sassari – Olbia, Cagliari – Iglesias. Kursowanie autobusów miejskich i międzymiastowych sprawdzimy na stronie www.arst.sardegna.it. Tę nieco ubogą siatkę połączeń rekompensuje oferta prywatnych linii autobusowych (www.sunlineseliteservice.com, www.caredduautoservizi.com, www.gruppoturmotravel.com, www.autoservizi.com, www.tourbaire.it).

 

ŚRÓDZIEMNOMORSKI RAJ

Trzecia co do wielkości włoska wyspa – Elba – to jednocześnie największa (ok. 224 km² powierzchni) z Wysp Toskańskich (Arcipelago Toscano). Cały archipelag znajduje się pod ochroną parku narodowego (od 22 lipca 1996 r.). Górzysta Elba zbudowana jest z granitów i skał osadowych. Najwyższy jej punkt stanowi Monte Capanne (1019 m n.p.m.). Na szczyt można wjechać w 14 minut oryginalną kolejką linową (Cabinovia Monte Capanne), która wyrusza z Marciany (375 m n.p.m.).

 

Na tej niezmiernie urokliwej wyspie nie sposób się nudzić. Oprócz wspaniałych plaż, nierzadko porównywanych z karaibskimi, są tu liczne szlaki trekkingowe i trasy idealne dla miłośników kolarstwa (zarówno szosowego, jak i górskiego), świetne miejsca do nurkowania i bazy wypożyczające sprzęt nurkowy. Można jeździć konno, grać w golfa, żeglować, pływać kajakiem, uprawiać snorkeling lub wind- i kitesurfing, a także odkrywać górniczą przeszłość Elby czy też jej fortece. To również raj dla wielbicieli turystyki kulinarnej, których przyciągają winnice, gaje oliwne i serowarnie. Tutejsza kuchnia jest aromatyczna, używa się w niej liści mirtu, jałowca, werbeny cytrynowej, dzikiego kopru włoskiego, majeranku, rozmarynu i kaparów.

 

Historią wyspy inspirowany był czteroodcinkowy miniserial z 2016 r. Elba – L’Eredità di Napoleone. Obejrzymy go na stronie www.elbamovie.com oraz w serwisie YouTube na kanale Visit Elba IT.

 

W STOLICY

Do stolicy Elby, 12-tysięcznego Portoferraio, dostaniemy się np. promem z Piombino. Taki rejs trwa niespełna godzinę. Wzrok wpływających do spektakularnego portu przykuwa widok potężnych, XVI-wiecznych fortów Stella i Falcone oraz wieży Linguella (Torre della Linguella). Zaciekawieni turyści udają się do Villi dei Mulini (znanej też pod nazwą Palazzina dei Mulini), w której w trakcie swojego zesłania (od 4 maja 1814 r. do 26 lutego 1815 r.) mieszkał Napoleon Bonaparte. Pełnił on w tym czasie funkcję gubernatora wyspy, towarzyszył mu dwór i własna gwardia, w tym polscy szwoleżerzy pod dowództwem majora Pawła Jerzmanowskiego (tzw. Szwadron Elby), uważani za najwierniejszych żołnierzy cesarza. Jego letnia rezydencja znajduje się ok. 5 km od Portoferraio, w San Martino (Villa di San Martino).

 

Najpotężniejszą twierdzą na Elbie był Fort Falcone. U jego stóp usytuowany jest dziś punkt widokowy. Wspaniała panorama rozciąga się także z Fortu Stella, górującego nad historycznym centrum. W stolicy warto zobaczyć konsekrowaną w 1554 r. Katedrę (Duomo di Portoferraio) wznoszącą się przy Piazza della Repubblica oraz przespacerować się elegancką promenadą Calata Mazzini wzdłuż mariny aż do muzeum archeologicznego (Museo Archeologico della Linguella), do którego należą m.in. wieża Linguella i ruiny rzymskiego domu. Portoferraio to miasto schodów, trzeba być więc gotowym na pokonywanie kolejnych stopni. Naprzeciwko portu, w pobliżu miejskiego parku leży piękna plaża Ghiaie pokryta drobnymi kamieniami.

 

NAJCIEKAWSZE MIEJSCOWOŚCI

Zbudowana na zboczu Monte Capanne Marciana jest jednym z najstarszych miasteczek na wyspie. Znajduje się w niej m.in. XII-wieczna twierdza obronna i muzeum archeologiczne (Museo Civico Archeologico di Marciana). W Santuario della Madonna del Monte lubił przesiadywać cesarz Francuzów. Tutejszy kamień w kształcie krzesła zwie się Krzesłem Napoleona. Poniżej miasteczka leży Marciana Marina z XVI-wieczną Torre degli Appiani. Niedaleko tych miejscowości ukrywa się malownicze Poggio, do którego turyści zwykle nie docierają. To prawdziwy sekret wyspiarzy.

 

Marina di Campo, największy kurort na wyspie, uważana jest przez wielu za najładniejsze miejsce na Elbie. Dlatego też w okolicy powstały liczne hotele, rezydencje i komfortowe kempingi. Poza tym znajduje się tu również akwarium (Acquario dell’Elba) z żółwiami morskimi i rekinami.

 

Rio Marina nosi ślady górniczej przeszłości wyspy – domy i ulice upstrzone są płatkami hematytu. Rudy żelaza wydobywano w tym rejonie już w czasach Etrusków. Przez wieki było to główne zajęcie miejscowej ludności. Warto zajść do Muzeum Minerałów Elby i Sztuki Górniczej (Museo dei Minerali dell’Elba e dell’Arte Mineraria), w którym zebrano ok. 1 tys. okazów minerałów i kamieni z wyspy. Dziś miasteczko żyje głównie z turystyki. 

 

Prześliczne Porto Azzurro leży w głębokiej, wąskiej zatoce na wschodnim brzegu Elby. Oblewają je wody kanału Piombino. Na zainteresowanie zasługuje Fort Longone zbudowany na początku XVII w. przez Hiszpanów, barokowe Sanktuarium Matki Boskiej z Montserrat (Santuario della Madonna di Monserrato) oraz hiszpańska Kaplica Najświętszego Serca Maryi (Cappella del Sacro Cuore di Maria) z pierwszej połowy XVIII stulecia.

 

Ze szczytu wzgórza (167 m n.p.m.), na którym położone jest klimatyczne Capoliveri, rozpościera się zachwycający widok na Porto Azzurro i zatokę Stella. Serce miasteczka stanowi Piazza Giacomo Matteotti. W okolicy znajdują się dawne kopalnie oraz ponad 100 km tras przygotowanych specjalnie dla miłośników jazdy rowerem górskim (Capoliveri Bike Park).

Miasteczko Marciana Marina z niedużą, lecz komfortową mariną (Circolo della Vela Marciana Marina)

© R.RIDI

NAJPIĘKNIEJSZE PLAŻE

Na Elbie nawet w pobliżu Portoferraio usytuowane są piękne plaże, więc odpoczynkiem nad brzegiem morza można się cieszyć już podczas jednodniowej wycieczki. Za prawdziwą wizytówkę wyspy uchodzi Padulella. Tuż obok niej leży równie wspaniała Capo Bianco. Obie są żwirowe i kamieniste (z odrobiną piasku) i w połączeniu z turkusem wody tworzą zjawiskowe pejzaże. Jedną z niewielu piaszczystych plaż w północnej części Elby jest zachwycająca, 600-metrowa Biodola. Można z niej podziwiać widok na Monte Capanne. W pobliżu znajdują się jej mniejsze sąsiadki: zaledwie 140-metrowa Spiaggia di Scaglieri oraz spokojna Spiaggia del Forno o długości 120 m.

 

Na południu wyspy czeka na nas więcej piaszczystych plaż. Jedną z największych i najbardziej znanych jest Lacona (blisko 1,2-kilometrowa!). Ciągnie się wzdłuż miasteczka o tej samej nazwie (w gminie Capoliveri), które stanowi centrum ruchu turystycznego. Nieco dziksza Laconella przypadnie do gustu osobom lubiącym spokój. Poza tym okolice Capoliveri to przede wszystkim Zuccale i Barabarca, kameralna Felciaio oraz spora (niemal 460-metrowa) i dość zatłoczona w sezonie Lido di Capoliveri. 

 

W południowo-zachodniej części Elby warto udać się w pobliże miasteczek Cavoli, Seccheto i Fetovaia. Bardzo duża plaża jest w Marinie di Campo (największa na wyspie – aż 1,3-kilometrowa). Wszystkie są piaszczyste i oblewane przez krystalicznie czyste wody.

 

Zjawiskowa północno-zachodnia Elba przyciąga plażami Sant’Andrea i Cotoncello. Mimo iż brzeg pokrywa tutaj piasek, przydadzą się buty do chodzenia po morskim dnie. Miłośnicy łączenia zwiedzania z odpoczynkiem powinni zainteresować się także malowniczym miasteczkiem Marciana Marina, choć miejscowe plaże są przede wszystkim kamieniste. Największa w jego okolicach jest piękna, piaszczysta Procchio (860-metrowa).

 

ELBA – INFORMACJE PRAKTYCZNE

Elbę najlepiej zwiedzać od wiosny do jesieni. Najwyższe temperatury odnotowuje się od czerwca do końca września. Znakomitą porą na wycieczkę będzie również maj lub październik. Na wyspie rosną lasy piniowe i dębowe oraz kasztanowce, są gaje oliwne i winnice. Latem przystrajają ją pachnące kwiaty w intensywnych kolorach.

Do Portoferraio na Elbie wiele razy dziennie (z największą częstotliwością w sezonie letnim) odpływają statki z Piombino. Można się tu też dostać wodolotem. Poza tym z Piombino promy wyruszają także do Cavo i Rio Mariny.

 

Na wyspie działa niewielki port lotniczy (Elba Airport), ale obecnie realizowane są jedynie połączenia ze Szwajcarią (Lugano) w trakcie trwania sezonu. Dlatego najlepiej przylecieć na jedno z włoskich lotnisk (w rejonie Pizy, Florencji czy Rzymu), a następnie wynająć samochód lub skorzystać ze środków transportu publicznego, aby dotrzeć do Piombino, skąd kursują promy.

 

Po Portoferraio zdecydowanie najwygodniej poruszać się pieszo, ewentualnie autobusami miejskimi. Jeśli jednak chcemy zwiedzić całą Elbę, powinniśmy postawić na auto. Na wyspie można wynająć zarówno samochód, jak i motocykl, skuter, jacht lub rower. Między miasteczkami jeżdżą autobusy linii 116 (na trasie Portoferraio – La Pila), 117 (z Portoferraio do Cavo) i 118 (łączy Portoferraio, Bagnaię i Laconę). Od czerwca do września uruchamiane są dodatkowo tzw. Marebusy, które ułatwiają dojazd do atrakcyjnych plaż w okolicach Portoferraio, Rio nell’Elba, Porto Azzurro, Capoliveri, Marciany i Rio Mariny.

 

Artykuły wybrane losowo

Kambodża śladami Lary Croft

MAŁGORZATA GAŁKOWSKA-BŁĄDEK

www.myfengstyle.com

                                      

<< Kiedy Europejczyk słyszy o Kambodży, często przed oczami stają mu pola minowe i zasieki, a na myśl przychodzi bieda i śmierć setek tysięcy ludzi za krwawych rządów Czerwonych Khmerów. Za tą nazwą kryje się jednak przepiękny krajobrazowo kraj o niezwykłej kulturze, szczycący się wieloma wspaniałymi zabytkami, w tym słynnym kompleksem Angkor ze świątynią Ta Prohm, gdzie Lara Croft w filmie „Lara Croft: Tomb Raider” zwinnie przeskakiwała z jednej komnaty do drugiej. Większość osób nie ma pojęcia o tym, jak bardzo jest interesujący. Kambodża dopiero zaczyna zyskiwać popularność jako cel podróży. Dlatego warto ją odwiedzić, aby wyrobić sobie własną opinię. Najlepiej wyruszyć w drogę już teraz, póki jeszcze wszystkie magiczne zakątki nie zostały zadeptane przez tłumy turystów. Również i mnie przyciągnęła tu właśnie ciekawość. >>

 

Deptak Pub Street w mieście Siem Reap tętni życiem zwłaszcza po zmroku

© MAŁGORZATA GAŁKOWSKA-BŁĄDEK/WWW.MYFENGSTYLE.COM

 

Przekraczanie kambodżańskiej granicy już samo w sobie stanowi przygodę. Od turystów pobierane są odciski palców, fotografuje się także twarze przybywających. Obywateli Polski obowiązują wizy, ale można je bez problemu załatwić przy wjeździe do kraju. Trzeba być jednak przygotowanym na długie kolejki. My przyjechaliśmy do Kambodży z Tajlandii, przez tajlandzkie miasto graniczne Aranyapradet (Aranyaprathet). Sama przeprawa z urzędnikami może trwać wiele godzin albo… niecałą godzinę. Podobnie jak w większości krajów tak i tutaj odpowiednia suma pieniędzy otwiera każde drzwi. Nieoficjalna zasada każe wręczyć pewną kwotę obsłudze, aby przyspieszyć odprawę bagażu. Po przekazaniu datku pojawia się życzliwy człowiek z wozem drabiniastym, na który ładuje się walizki, żeby odebrać je już po właściwej stronie granicy. Nie mam pojęcia, czy ktoś w ogóle ogląda bagaże. Prawdopodobnie (sądząc po ilości czasu) nikt ich nie sprawdza, są przewożone wprost przez przejście. Słyszeliśmy za to opowieści o turystach, którzy chcieli oszczędzić na tej łapówce i spróbować przejść całą procedurę normalnie. Niewykluczone, że wciąż jeszcze czekają na wszystkie swoje walizki, torby czy plecaki…

Gdy wreszcie przekraczamy w Poipet (sąsiadującym z Aranyapradet) bramę z napisem Królestwo Kambodży, towarzyszy nam niezwykłe uczucie. Już sam wjazd zapowiada krainę piękna, tajemniczości i przygód. Przed nami otwiera swoje podwoje wspaniały kraj, z ciekawą, choć smutną, historią i życzliwymi, pracowitymi mieszkańcami.

 

KAMBODŻAŃSKA CODZIENNOŚĆ

Naszym celem był kompleks Angkor i okolice miasta Siem Reap (Siĕm Réab). Poza tym nastawiliśmy się na chłonięcie tutejszej atmosfery. Zdaję sobie sprawę, że nie widzieliśmy różnych innych ciekawych miejsc ani stolicy czy pozostałych miast, ale to, co zobaczyliśmy, i tak wystarczyło, aby Kambodża zapadła nam mocno w pamięć i na zawsze zamieszkała w naszych sercach. Przede wszystkim zwróciliśmy uwagę na ludzi: drobnych, ze zmęczonymi, ale nieraz pięknymi twarzami, bardzo uczynnych, wręcz usłużnych. Co ciekawe, nie spotkaliśmy osób żebrzących. Dostrzegaliśmy biedę panującą wokół, lecz też poczucie godności i zaradność mieszkańców. Zamiast usiąść na ulicy i żebrać każdy coś ze sobą niósł czy ciągnął: obwoźną garkuchnię, wyciskarkę soków lub towary do sprzedania. Potrawy przygotowywane na takich prowizorycznych stoiskach są niezmiernie smaczne i można je bezpiecznie jeść. Wybór jest bardzo szeroki – spróbujemy zarówno miejscowych specjałów, takich jak szaszłyki z larw, pająków i różnych owadów, jak i bardziej tradycyjnych zup lub pieczonych mięs i ryb. Gdziekolwiek trafiamy, zawsze staramy się zaznajomić z lokalną kuchnią, bo w ten sposób bliżej poznaje się dane miejsce.

                Lepiej też odwiedzać lokale, gdzie jadają Kambodżanie, niż te nastawione na turystów. Kuchnia kambodżańska jest zbliżona do tajskiej, wiele w niej słodkich smaków, ale również ostrych przypraw. Koniecznie trzeba spróbować miejscowych lodów zamrażanych na płycie i zwijanych w rulonik – niebo w gębie! Przeróżne soki świeżo wyciskane z tropikalnych owoców znakomicie gaszą pragnienie podczas upału. Jednak prawdziwym przebojem w gorące dni jest dobrze schłodzona woda kokosowa podawana w orzechu z wetkniętą słomką. Jeden taki napój wystarczy, aby się nieco orzeźwić i odzyskać siły. Sprzedawcy kokosów są niemal wszędzie, stoją praktycznie na każdym rogu ulicy, spotkamy ich nawet przy świątyniach kompleksu Angkor.

 

Uliczne stoisko z przysmakami – szaszłykami z larw, pająków i owadów

© MAŁGORZATA GAŁKOWSKA-BŁĄDEK/WWW.MYFENGSTYLE.COM

 

NA PROWINCJI

Jeśli zamierzamy przywieźć z naszej podróży pamiątki, pomyślmy o czymś niestandardowym. Warto zatrzymać się po drodze przy wiejskiej chacie i kupić świeży kambodżański ryż, prawie prosto z pola. Ma zupełnie inny aromat i smak niż ten ze sklepu. Można także przyjrzeć się, jak miejscowi robią cukierki z owoców palmy cukrowej (arengi pierzastej) i przy okazji zakupić trochę takich słodyczy. Przy domach często znajdują się stoły z wystawionymi na sprzedaż naczyniami i ozdobami wyplatanymi z liści palmy czy z trzciny. Mieszkańcy Kambodży w ten sposób zarabiają na życie i dzięki kupującym mogą stanąć na nogi i polepszyć swój byt. W wielu miejscach sprzedaje się też niezwykłą kambodżańską herbatę w różnych smakach i kolorach. Odwiedziliśmy jeden z takich prywatnych domów i gospodarze z radością pokazali nam jego wnętrze oraz nową, umieszczoną na zewnątrz „łazienkę”, gdzie z dumą wskazali na pompę wodną, stanowiącą luksus na prowincji. Dostęp do świeżej wody wciąż jest tu utrudniony. Po wielu latach wojny część brzegów rzek i pola są nadal zaminowane. Co roku wiele osób ginie od min przeciwpiechotnych podczas uprawiania ziemi lub czerpania wody. Swoje uprawy miejscowi podlewają często wodą przyniesioną z daleka, każda zwyczajna czynność bywa więc okupiona dużym trudem, ale nikt nie okazuje niezadowolenia czy zniechęcenia. Mieszkańcy kambodżańskiej wsi ciężko pracują i nie mają czasu na narzekanie. O dziwo, do życia są nastawieni optymistycznie i życzliwie odnoszą się do innych. To jest właśnie niesamowite w tym kraju. Wielu lokalnych przewodników wycieczek prowadzi wśród turystów zbiórki niewykorzystanych hotelowych kosmetyków czy jednorazowych szczoteczek do zębów i grzebieni. Potem te podarki jadą na wieś, a w zamian można otrzymać woreczek świeżego ryżu. Czyż to nie cudowna wymiana?

 

SMUTEK I RADOŚĆ

Aby lepiej zrozumieć Kambodżę, jej mieszkańców i ich problemy, warto udać się do Muzeum Min Lądowych w pobliżu miasta Siem Reap. Założył je Aki Ra, który jako dziecko został siłą wcielony do wojska Czerwonych Khmerów. Później walczył przeciwko nim, a po wojnie poświęcił się szukaniu i rozbrajaniu min. W muzeum można dowiedzieć się, jakiego ogromu cierpienia ten naród doświadczył w przeszłości i – niestety – znaleźć też akcent polski: granaty i miny produkowane w Polsce…

                Z tego miejsca wychodzi się przygnębionym, ale na szczęście potem niemal od razu wtapiamy się w różnokolorowy, optymistyczny i pracowity tłum w Siem Reap. To całkiem duże miasto (ok. 200-tysięczne) i stanowi wspaniałą bazę wypadową do kompleksów świątynnych. Znajdują się w nim przyjemne, a nawet eleganckie hotele, wiele sklepów (m.in. wielki sklep bezcłowy, świetnie zaopatrzony i z korzystnymi cenami), a także Pub Street – deptak słynący z bogatego nocnego życia, mnóstwa knajpek i ulicznych występów. To właśnie przy nim działa znany klub „Angkor What? Bar”, gdzie drinki serwowane są w… wiadrach.

                Pub Street najlepiej odwiedzić wieczorem, ponieważ wtedy otwierają się puby, restauracje, przeróżne kluby i sklepy. Wszystko rozbłyskuje kolorowymi światłami. Deptak zastawiony jest przenośnymi garkuchniami i rozmaitymi stoiskami, a wszędzie dookoła przelewa się rzeka ludzi mówiących w niezliczonych językach. Czasem turystę zaczepi właściciel tutejszej knajpki czy klubu i wręczy ulotkę z aktualnymi promocjami. Trochę dalej ktoś gra na jakimś instrumencie, magik pokazuje sprytne sztuczki. W innym miejscu znów skąpo ubrane hostessy zapraszają do klubu go-go. Na Pub Street zagraniczni goście spędzają wiele godzin, ani chwili się nie nudząc. Można tu wtopić się w wielobarwny tłum i płynąć łagodnie z punktu do punktu albo zasiąść w którejś z knajpek na tarasie i obserwować żywą rzekę z góry, sącząc jakiegoś drinka lub zajadając się lokalnym rarytasem. Nie trzeba się przejmować brakiem miejscowej waluty, ponieważ podstawowym środkiem płatniczym jest tutaj dolar amerykański, a ceny są bardzo przystępne.

 

W CIENIU ZABYTKÓW

W Siem Reap zatrzymaliśmy się w miejscu, które szczerze polecam – to Mémoire d’Angkor Boutique Hotel. Wnętrza wyglądają przepięknie, urządzono je ze smakiem, a obsługa staje na rzęsach, aby goście byli zadowoleni. Codziennie w pokoju pojawia się też taca z owocami i butelkowana woda. Picie tej ostatniej jest w Kambodży koniecznością. Należy pamiętać o tym, że lokalna woda nie nadaje się dla zagranicznych turystów. Miejscowi są przyzwyczajeni do specyficznej flory bakteryjnej i jakości tutejszej wody, przyjezdni po jej spożyciu mogą – niestety – cierpieć na nieprzyjemne dolegliwości. Co zaskakujące, bezprzewodowy internet działa w hotelach i pubach bardzo dobrze. Wynika to z tego, że infrastruktura sieci komunikacyjnych została w kraju zbudowana niedawno i zastosowane rozwiązania nadal uchodzą za w miarę nowoczesne.

Jednak najciekawsze i najcenniejsze w Kambodży są świątynie i dawne miasta. To prawdziwe perły architektury, ukryte głęboko w dżungli. Wśród nich znajduje się kompleks Angkor – kiedyś głośny i zatłoczony, dziś opuszczony i poprzerastany niezwykłymi drzewami i pnączami. Natura, zgodnie z odwiecznym prawem, zaczęła w nim powracać na swoje. Tutejsze budowle były niemym świadkiem historii i ludzkich dramatów. Z niewiadomych przyczyn mieszkańcy porzucili to miejsce, aby już nigdy do niego nie powrócić. Przez wieki świątynie okradano, później niszczyły je przechodzące tędy oddziały Czerwonych Khmerów. Historycy mówią, że gdyby materiały wybuchowe były bardziej dostępne, z pewnością cały kompleks zostałby wysadzony w powietrze, na zawsze grzebiąc pod gruzami ten fragment dziejów Kambodży. Na szczęście tak się nie stało, chociaż w wielu miejscach widać ślady po kulach. Dżungla i deszcze dokonały reszty zniszczeń. To, co ocalało, wciąż robi jednak ogromne wrażenie. Angkor został w 1992 r. wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO i obecnie napędza rozwój turystyki w kraju. Sylwetka Angkor Wat (najbardziej znanej tutejszej świątyni) znajduje się nawet na fladze Kambodży.

 

Ruiny wspaniałej świątyni buddyjskiej Bajon

© MAŁGORZATA GAŁKOWSKA-BŁĄDEK/WWW.MYFENGSTYLE.COM

 

NAJCENNEJSZY SKARB

Angkor warto odwiedzić o świcie. Budowle oświetlają wtedy ciepłe promienie słońca. Wieże Angkor Wat odbijają się przepięknie w wodach stawu. Do kompleksu wchodzi się długim mostem. Z Siem Reap można tu dojechać wypożyczonym rowerem lub popularnym w Azji tuk-tukiem. Droga jest całkiem przyzwoita i dobrze oznaczona.

                Cały kompleks zajmuje dość rozległy teren, ale największe zainteresowanie wzbudza główna świątynia – Angkor Wat – do której prowadzą bardzo strome schody. U ich stóp strażnicy kontrolują strój wchodzących. Trzeba pamiętać, że obowiązuje tutaj zwyczaj zakrywania ramion, dekoltów i kolan u kobiet. Również mężczyźni nie wejdą w szortach. Należy także zapomnieć o klapkach (sandały nie będą źle widziane). Miejsce to nadal uchodzi za święte i wciąż składa się w nim ofiary, pali kadzidła i wznosi modły.

Podczas wędrówki po labiryncie komnat za każdym narożnikiem można odkryć coś ciekawego: ukryty w małej wnęce posąg Buddy z palącymi się przed nim kadzidełkami lub fragment dziedzińca z porozrzucanymi kawałkami murów dekorowanych pięknymi reliefami. Ściany zdobią płaskorzeźby przedstawiające boginie, bóstwa i tancerki w niezwykłych pozach. Tu też znajduje się jeden z największych skarbów Angkoru – kamienny relief mający ponad 900 m długości i prezentujący sceny z indyjskich eposów: Ramajany i Mahabharaty.

                Świątynię zaczęto budować w pierwszej połowie XII w., za panowania władcy Imperium Khmerskiego Surjawarmana II (1113–1150), i pierwotnie była poświęcona hinduistycznemu bogu Wisznu. Potem przez pewien czas służyła buddystom, aż w końcu przywrócono jej pierwotny charakter. Wiele osób uważa, że Angkor Wat jest najpiękniejszą budowlą sakralną świata. Oczywiście, to raczej kwestia gustu, ale niewątpliwie ta niepowtarzalna świątynia, tajemnicza i magiczna, potrafi zachwycić swoją surowością i majestatem.

 

MIASTO I FILMOWA SŁAWA

Innym wspaniałym i równie ciekawym obiektem w okolicy są pozostałości miasta Angkor Thom, ostatniej stolicy państwa Khmerów. Prowadzi do niej most i pięknie zdobiona Brama Południowa. Po obu stronach tego pierwszego umieszczono posągi strażników strzegących wjazdu do stolicy.

                Obecnie z dawnej świetności zostało już niewiele, ale u schyłku średniowiecza Angkor Thom było jednym z najludniejszych miast świata i miało mniej więcej 150 tys. mieszkańców. Właśnie tutaj znajduje się przepiękna świątynia buddyjska Bajon ze słynnymi wieżami ozdobionymi głowami Awalokiteśwary, za którego wcielenie uważał się król Imperium Khmerskiego Dżajawarman VII (panujący w latach 1181–1218). Spacer pośród krzyżujących się spojrzeń kamiennych twarzy z zastygłym delikatnym uśmiechem dostarcza niezapomnianych wrażeń.

                Z miasta zostały już tylko ruiny. Większość budynków jest zawalonych i poprzerastanych korzeniami drzew, ale cały ten obszar stanowi niesamowity labirynt, w którym czas się zatrzymał.

Niedaleko świątyni Bajon znajduje się Taras Słoni długi na niemal 350 m i wysoki na ok. 4 m. Jego mur pokrywają realistyczne płaskorzeźby słoni. Stąd oglądano parady wojskowe, zawody sportowe i widowiska. Podczas oficjalnych wizyt i audiencji taras zamieniał się w trybunę. Prawdopodobnie stanowił część pałacu królewskiego, ale sam pałac zachował się tylko w szczątkowym stanie. Pozostały z niego ruiny, rzeźby, piękne schody i fragmenty takich udogodnień jak łaźnia. Ponieważ dużo zabudowań było drewnianych, niestety, nie przetrwały do naszych czasów. Wciąż jednak wzrok przyciągają tu piękne zdobienia w formie kwiatów i ślady po fosie broniącej dostępu do pałacu.

                Kolejna świątynia, choć niewielka, jest niemal tak samo znana jak Angkor Wat. Nazywa się Ta Prohm i to właśnie w niej kręcono w 2000 r. słynne sceny do filmu Lara Croft: Tomb Raider z Angeliną Jolie w roli Lary Croft. Tropikalna roślinność rozsadza tutaj korzeniami każdy mur i podważa każdy kamień. Tak wygląda prawdziwa walka z naturą. Dżungla skutecznie sięga po swoją własność. Przy Ta Prohm zbiera się zazwyczaj wielu turystów i trzeba zaczekać w kolejce, aby móc ją uwiecznić na fotografii. Powstały na przełomie XII i XIII stulecia obiekt służył nie tylko jako świątynia. Znajdował się tu również buddyjski uniwersytet, biblioteka i świetnie zaopatrzony skarbiec. Przechowywano w nim podobno 5 t srebra, diamenty i tysiące drogocennych kamieni szlachetnych. Warto zejść z głównego szlaku i pochodzić wśród murów i rozrzuconych brył. Gdy uważnie się patrzy, można czasem wśród wijących się jak węże korzeni drzew odnaleźć twarz tancerki zdobiącą oderwany kawałek reliefu.

 

NIEPOZORNY KLEJNOT

Mniej więcej 25 km od Angkor Wat i Angkor Thom znajduje się jeszcze jedna przepiękna świątynia, zwana Twierdzą Kobiet – Banteay Srei. Została ona wzniesiona w X w., jednak nie na polecenie khmerskich władców – jak te już wspomniane – a dwóch braminów i doradców królewskich. Jeśli ktoś widział misterne arabskie ornamenty wyrzeźbione w drewnie, od razu dostrzeże tę samą precyzję w wykonaniu tutejszych zdobień w kamieniu. Ta mała świątynia jest prawdziwą perełką. Zbudowano ją w większości z czerwonego piaskowca, co nadaje jej niezwykły wygląd. Szczególnie wspaniale prezentuje się o zachodzie słońca, gdy jego promienie nasycają czerwień ścian, a koronkowe reliefy pokrywające dosłownie każdy metr muru zachwycają bardziej niż w innych porach dnia. Całość stanowi ciekawą kompozycję przestrzenną – wiele bram występuje tutaj w szeregu. Ma się zatem wrażenie, jakby oglądało się widoki otoczone podwójną czy nawet potrójną ramą obrazu. W Banteay Srei uprawiano kult hinduistycznego boga Śiwy, ale dlaczego budowlę nazwano Twierdzą Kobiet (w innych źródłach – Cytadelą Kobiet lub Cytadelą Piękna), niestety, nie wiadomo. Być może nazwa ta nawiązuje do delikatnych, jakby utkanych kobiecą ręką wzorów na kamiennych ścianach…

                Na tyłach świątyni jest piękny staw otoczony bujną roślinnością. Zazwyczaj panuje nad nim cisza, bo nie docierają tu tłumy turystów skupionych głównie na bramach i komnatach po drugiej stronie. W tym cichym zakątku można więc w spokoju kontemplować magiczne piękno tego miejsca.

 

Kambodżańskie tancerki podczas wykonywania tradycyjnego tańca khmerskiego

©MAŁGORZATA GAŁKOWSKA-BŁĄDEK/WWW.MYFENGSTYLE.COM

 

WSKAZÓWKI DLA ZWIEDZAJĄCYCH

Podczas pobytu w okolicy poza zwiedzaniem świątyń warto wybrać się na organizowane w Siem Reap przedstawienia i pokazy dawnych tańców khmerskich. Polecam szczególnie „Restaurację Koulen”, w której podaje się wspaniałe potrawy lokalnej kuchni. Odbywają się w niej występy taneczne i prezentacje różnych miejscowych rytuałów. Takie pokazy najlepiej oglądać po wizycie w Angkor Wat i Angkor Thom oraz pozostałych wspomnianych obiektach. Wtedy ma się wrażenie, że apsary – przepiękne i zwinne indyjskie boginki zaklęte w reliefach na murach świątyń – ożywają na naszych oczach. Na moment zapomina się o codziennym życiu i zanurza w świecie magicznych ceremonii, bajecznie kolorowych strojów i poruszających się z ogromnym wdziękiem khmerskich tancerek. Na zakończenie można zrobić sobie z nimi pamiątkowe zdjęcie.

                Jaki okres jest najlepszy na zwiedzanie Kambodży? My podróżowaliśmy w porze deszczowej, w czerwcu. Deszcz padał raz dziennie, około południa, potem wychodziło słońce. Co kilka dni zdarzała się wieczorna ulewa trwająca mniej więcej godzinę lub dwie, ale nie przypominała opadów, jakie obserwujemy w Polsce. Z nieba spływała ściana wody, a ulice zamieniały się w rwące potoki. Sam deszcz nie stanowi problemu, bo można go gdzieś przeczekać. Dużo bardziej uciążliwa jest wysoka wilgotność powietrza powodująca, że po kilku krokach człowiek staje się cały mokry od potu. Osoby odwiedzające częściej tę część Azji twierdzą jednak, że pora sucha znacznie bardziej daje się we znaki, bo ze względu na upał ciężko zwiedzać cokolwiek. Dla nas istotny był fakt, że w porze deszczowej do Kambodży przyjeżdża mniej turystów i dzięki temu przyjemniej poznaje się ten kraj. Mniej jest kolejek i tłumów, a ceny bywają nieco niższe. Zamiast peleryn przeciwdeszczowych lepiej jednak zabrać ze sobą parasol, ponieważ przy wysokich temperaturach i wilgotności pod nieprzepuszczającym powietrza materiałem człowiek przemaka od… potu. Nie zaszkodzi też krem do opalania z filtrem i dobry środek odstraszający komary (przeznaczony do używania w warunkach tropikalnych). Tych ostatnich nie ma zbyt wiele i w okolicy głównych atrakcji Kambodży nie trzeba obawiać się zagrożenia chorobami przez nie przenoszonymi. Tak zaopatrzeni możemy śmiało ruszać na odkrywanie tego tajemniczego kraju.

 

Wydanien Lato 2018

Cała prawda o Jamajce

PRZEMYSŁAW BOCZARSKI

<< Jamajka jest niewielką wyspą pośrodku Morza Karaibskiego, która uzyskała niepodległość zaledwie 56 lat temu – 6 sierpnia 1962 r. W ciągu tego czasu nie rozwinęła się znacząco gospodarczo ani kulturalnie. Szczerze mówiąc, nie dzieje się tu za wiele. Mimo to Jamajczycy uważają siebie za naród wybrany, a swoją ojczyznę za centrum wydarzeń kulturalnych i kraj kreujący trendy. >>

 

Zjeżdżalnia wodna w kompleksie na Mystic Mountain w Ocho Rios

© JAMAICA TOURIST BOARD

 

Jamajka to jedna z mniej znanych Polakom wysp Karaibów. Chociaż znajduje się w samym centrum archipelagu Wielkich Antyli, a z wielu europejskich miast regularnie kursują na nią samoloty, wciąż wydaje się mało dostępna i położona trochę za daleko. Faktem jest, że urlop w tym kraju kosztuje nieco więcej niż w przypadku popularnych wśród polskich turystów Dominikany czy Kuby. Trudniej także dolecieć z Polski na wyspę poza sezonem zimowym, w którym funkcjonuje bezpośrednie połączenie czarterowe z Warszawy. Poza tym okresem zazwyczaj Polacy muszą przesiadać się na jednym z lotnisk europejskich, co wiąże się – oczywiście – z wydłużonym czasem podróży.

Na niekorzyść Jamajki działa też ciągnąca się za nią opinia miejsca niezbyt bezpiecznego. Sytuacji nie poprawia fakt wprowadzenia w styczniu 2018 r. stanu wyjątkowego w Montego Bay. Został on ogłoszony z powodu wzrostu przestępczości w tej turystycznej stolicy wyspy. Mimo iż w praktyce sprowadza się głównie do rewidowania samochodów wjeżdżających i opuszczających miasto, co nie jest zbyt uciążliwe i nie wpływa w żaden znaczący sposób na życie mieszkańców czy turystów, widok żołnierzy uzbrojonych w karabiny M16 wywołuje uczucie niepewności i wzbudza ciekawość. Oczywiście, pojawienie się w Montego Bay dodatkowych patroli komentują wszystkie media i użytkownicy na portalach dla podróżników. Jednak choć w mieście odnotowano wzrost przestępczości, turyści nie mają się czego obawiać. Wyspa żyje z turystyki, z czego doskonale zdaje sobie sprawę większość Jamajczyków, którzy starają się nie niepokoić niepotrzebnie przyjezdnych.

 

NA MIEJSCU

Mimo iż Jamajkę uważa się za dość niebezpieczne miejsce, prawda wygląda nieco inaczej. Mieszkam tutaj od 11 lat i chociaż to kraj trzeciego świata, większość przewodników turystycznych wyolbrzymia zagrożenie. Wyspa jest zupełnie inna niż zazwyczaj myślą odwiedzający ją po raz pierwszy turyści. Jamajka zachwyca kolorami, ale również zaskakuje kontrastami i absurdami, które dostrzec można w każdym aspekcie życia Jamajczyków już kilka chwil po przylocie.

Moje pierwsze wspomnienia z tego kraju sięgają 2006 r., kiedy przyjechałem tu do pracy jako przewodnik. Najpierw spadł na mnie lejący się z nieba żar – ten gorący klimat od dawna przyciąga podróżników z całego świata. Potem przyszło nieprzyjemne uczucie zimna panującego w klimatyzowanych pomieszczeniach. Jamajczycy mają w zwyczaju ustawiać klimatyzatory na najniższą temperaturę, co stwarza wręcz komiczny kontrast między chłodem wewnątrz a upałem na zewnątrz. Turyści nie do końca są zadowoleni z takiego stanu rzeczy. Niskie temperatury utrzymuje się nie tylko w hotelach, lecz także w autokarach. Miejscowi korzystają z dobrodziejstw klimatyzacji, ile mogą.

 

ROZMOWY JAMAJCZYKÓW

Do zderzenia z obcą kulturą dochodzi np. przy próbach komunikowania się, ponieważ na wyspie angielski wcale nie jest powszechnie używany. Mimo iż pełni funkcję języka urzędowego, między sobą Jamajczycy zwykle porozumiewają się w patois (jamajskim kreolskim), który powstał na bazie angielskiego z wpływami języków afrykańskich, jakimi posługiwali się niewolnicy sprowadzeni z Afryki do pracy na plantacjach. Podczas pobytu za granicą często za trudności w nawiązaniu rozmowy z miejscowymi obwiniamy siebie, a to ze względu na nasze niedostateczne umiejętności językowe. Warto więc zdawać sobie sprawę, że na Jamajce możemy znaleźć się raczej w odwrotnej sytuacji. Nie wszyscy Jamajczycy potrafią mówić poprawnie po angielsku i nie zawsze rozumieją wypowiedzi w tym języku. Większość z nich wplata w rozmowie słowa pochodzące z patois, co skutkuje tym, że komunikacja bywa bardzo często utrudniona. W rzeczywistości rzadko można spotkać miejscowych, którzy rozmawiają ze sobą na co dzień w języku angielskim, ponieważ się z nim nie identyfikują. To patois odgrywa rolę nośnika ich kultury i zwyczajów, spaja tutejsze społeczeństwo – słychać go w telewizji, teatrze i coraz częściej w szkołach, napisy w nim pojawiają się na reklamach w miastach. Sam język jest niezmiernie ciekawy i niezwykle ekspresywny. Jamajczycy wspierają się w czasie rozmowy elementami niewerbalnymi takimi jak gestykulacja. Bardzo często oprócz słów posługują się dźwiękami, które oznaczają m.in. lekceważenie, niezadowolenie czy brak porozumienia z drugą osobą. Patois trudno się nauczyć, dlatego że funkcjonuje on głównie w formie ustnej i brak jest jakichkolwiek materiałów, które pomogłyby w jego opanowaniu.

Turyści mają często wrażenie, że Jamajczycy mówią wyjątkowo szybko i robią to celowo, aby nie zdradzać szczegółów swoich dyskusji. Ponieważ miejscowi są w większości osobami bilingwalnymi, potrafią płynnie przechodzić z jednego tutejszego języka urzędowego na drugi. Przykładowo w sklepach z pamiątkami mają zwyczaj zwracania się do klientów w patois nawet w przypadku obcokrajowców. Czasami robią to z nadzieją, że zagadany kupujący może przepłaci. W swoje wypowiedzi Jamajczycy nagminnie wplatają wyrażenie Yeah, mon!, którego da się użyć niemal w każdej sytuacji. W zależności od kontekstu oznacza ono różne rzeczy, bywa zarówno potwierdzeniem, jak i zaprzeczeniem. Z tego powodu turyści wychodzą z założenia, że Yeah, mon! ma bardzo wiele znaczeń i na każde pytanie miejscowych odpowiadają właśnie za pomocą tego wyrażenia.

  

Stoisko ze świeżymi owocami i warzywami

© JAMAICA TOURIST BOARD

 

NA TARGU

Zazwyczaj obcokrajowcy są również zaskoczeni lokalnymi metodami płacenia za towary i usługi. Mimo iż na Jamajce obowiązującą walutę stanowi dolar jamajski (JMD), praktycznie wszędzie przyjmuje się dolary amerykańskie (USD). Turystów dziwi jednak fakt, że resztę wydaje się w dolarach jamajskich. Przelicznik jest dość egzotyczny i wielu ludzi gubi się w kalkulacjach. Sporo mówi on na temat sytuacji ekonomicznej w kraju. Dolar jamajski traci często na wartości z dnia na dzień – obecnie za 1 USD otrzymuje się w banku ok. 125 JMD. Oczywiście, gdy wartość lokalnej waluty spada, ceny w sklepach stają się wyższe. Dzieje się tak ze względu na to, że większość produktów Jamajka importuje. Obcokrajowcom nierzadko wydaje się, że wyspa stanowi prawdziwy raj dla rolników z racji tropikalnego klimatu i wysokich temperatur powietrza. Jednak jamajska ziemia bogata jest w boksyt (rudę glinu) i dlatego nie charakteryzuje się zbytnią żyznością. Uprawia się tutaj m.in. słodkie ziemniaki, dynię, cebulę oraz ignam (pochrzyn) i maniok – warzywa bulwowe bogate w skrobię i podawane do śniadania czy obiadu. Popularnością cieszą się przeróżne odmiany papryki, w tym ostra scotch bonnet (karaibska czerwona papryka), która wchodzi w skład marynaty do przyprawiania kurczaka lub wieprzowiny w stylu jerk w lokalnych restauracjach.

Owoce dostępne na wyspie smakują naprawdę wspaniale. Tutejsze ananasy, papaje i banany są po prostu nieporównywalnie lepsze niż te sprzedawane w Polsce. Mają bardzo słodki smak, zresztą wszystko, co Jamajczycy piją bądź jedzą, bywa z reguły dosładzane. Turyści często narzekają na przesłodzone drinki, soki z koncentratu oraz desery, do których dodaje się więcej cukru niż potrzeba. Wyspiarze lubią słodkie i na przekąskę czy drugie śniadanie dla dzieci serwują bułki i ciasta. Owoce są tu jednak przepyszne i każdy, kto dotrze na wyspę, powinien koniecznie spróbować tych oferowanych na lokalnym targu lub przydrożnym straganie. Import produktów, co oczywiste, kosztuje i ceny w sklepach bywają bardzo wysokie.

  

Jamajczyk sprzedający rękodzieło przy pomoście nad brzegiem morza

© MAGAZYN ALL INCLUSIVE

 

KURCZAK W MARYNACIE

Jamajczycy spoza stołecznego Kingston – m.in. mieszkańcy innych największych miast w kraju: Montego Bay i Ocho Rios – zazwyczaj nie odwiedzają zbyt często restauracji z dwóch powodów. Po pierwsze, jest w nich drogo. W nielicznych lepszych lokalach za danie trzeba zapłacić ok. 30 USD. Po drugie, nie ma ich zbyt dużo. Większość turystów nie opuszcza swoich rozbudowanych hoteli oferujących pobyty typu all inclusive, a miejscowych nie stać na stołowanie się w restauracjach. Popularne i niezmiernie smaczne jedzenie kupuje się w małych barach, które serwują kurczaka czy wieprzowinę jerk. Pikantne mięso piecze się na grillu opalanym drewnem z korzennika lekarskiego (jego owoce występują pod nazwą ziela angielskiego). Najlepszą taką knajpką jest według mnie „Scotchies” (Falmouth Road, Montego Bay), gdzie można przypatrzeć się, jak przygotowuje się takie danie. Jamajczycy nie mają w zwyczaju krojenia na plasterki – kurczaka bądź wieprzowinę porcjuje się tasakiem łącznie z kośćmi. Mięso podaje się z dodatkami: smażonymi kluskami z mąki kukurydzianej, maniokiem, warzywami duszonymi na parze, słodkimi ziemniakami lub smacznym ryżem gotowanym z grochem i mlekiem kokosowym. Potrawa smakuje przepysznie, dlatego polecam przywiezienie ze sobą z Jamajki przypraw do marynaty jerk – są one dostępne w postaci suchej, jak i mokrej.

Ciekawostkę stanowi fakt, że mieszkańcy tego wyspiarskiego w końcu kraju nie spożywają dużo ryb ani owoców morza. Można je dostać u lokalnych rybaków, którzy chwalą się swoimi zdobyczami przy drodze, ale kosztują one o wiele więcej niż mięso. Przyrządza się głównie krewetki w sosie curry, na ostro, smażone z mlekiem kokosowym i podawane z ryżem. Miłośnicy świeżych owoców morza będą rozczarowani wyborem, ale na pewno zostaną miło zaskoczeni smakiem. Najpopularniejszą rybą jest lucjan czerwony (northern red snapper), którego smaży się lub gotuje na parze z warzywami. Bezapelacyjnie w miejscowej kuchni króluje jednak kurczak, przygotowywany na bardzo wiele sposobów i przy różnych okazjach. Do niego trzeba koniecznie wypić naprawdę dobre jamajskie piwo Red Stripe. Sprzedaje się je w szklanych butelkach, które przypominają te, w jakich kiedyś kupowało się syropy w polskich aptekach. Lokalne piwo, tak jak rum, z pewnością docenią wszyscy.

 

Z GÓR NAD WODOSPADY

Jamajczycy z reguły nie są zbyt zamożni. Zarabiają niewiele, a koszt życia znacznie przewyższa ich zarobki. Dlatego często dorabiają sobie na boku lub utrzymują się z napiwków, które zostawiają turyści. Choć przyjęło się, że drobne kwoty pieniędzy oferuje się po wykonaniu usługi, na Jamajce wręcza się je raczej na początku, co niejednokrotnie przyśpiesza bądź w ogóle umożliwia zrealizowanie czegokolwiek. Warto podzielić się dolarem z kierowcą, zwłaszcza autobusu, ponieważ oni pracują naprawdę długo i dosyć ciężko. W kraju nie ma transportu publicznego, z miasta do miasta można dostać się jedynie lokalnymi taksówkami, a warunki podróży daleko odbiegają od europejskich standardów. Kierowcy pokonują długie i męczące trasy, bo choć wyspa jest niewielka (10 991 km² powierzchni), stan dróg pozostawia sporo do życzenia – pełno na nich dziur i są bardzo kręte. Jednak tutejsze widoki zapierają dech w piersiach, więc zdecydowanie warto wybrać się na wycieczkę.

Wbrew pozorom na Jamajce nie ma aż tak wielu atrakcji. Większość z nich to miejsca ciekawe pod względem przyrodniczym i krajobrazowym: wodospady, rzeki (na których organizuje się spływy tratwami z bambusa) czy zatoki. Poza tym jedną z ważniejszych pozycji na liście rejonów do odwiedzenia są Góry Błękitne (z najwyższym szczytem Blue Mountain Peak, 2256 m n.p.m.), w których uprawia się słynną arabicę nazywaną Jamaican Blue Mountain Coffee. Wyjątkową jakość tej kawy doceniają smakosze z całego świata. Podczas zwiedzania plantacji można podziwiać niezapomniane widoki i odetchnąć powietrzem o wiele bardziej rześkim niż to w dole. Góry Błękitne są naprawdę doskonałe na spacery czy dłuższe wędrówki. Chociaż wciąż pozostają stosunkowo mało popularne, powoli wchodzą do ofert lokalnych biur podróży. Wizyta w tym rejonie Jamajki pozwala poznać ją z trochę innej strony, nie tej prezentowanej na zdjęciach z turystycznych folderów. Jest także okazją, aby na chwilę odpocząć od tłumów turystów na plaży oraz zgiełku miasta. Okolicę gór można również przemierzać na rowerze, co na pewno przypadnie do gustu osobom lubiącym aktywnie spędzać czas.

Inną atrakcją, której nie wolno ominąć w trakcie pobytu na Jamajce, są spektakularne wodospady. Warto tu odwiedzić nie tylko te najsłynniejsze, czyli Dunn’s River Falls koło Ocho Rios, ale też mniej popularne Reach Falls, Mayfield Falls, Bath Fountain lub Reggae Falls, które prezentują się równie zjawiskowo. W takich miejscach trudno nie zachwycić się pięknem jamajskiej przyrody,

 

RUM I MUZYKA

Poza kawą z Jamajki zdecydowanie warto przywieźć lokalny rum. To duma każdego Jamajczyka. W radiu czy telewizji co chwilę puszczane są reklamy z hasłem We are rum people, które znakomicie oddaje przywiązanie miejscowych do tego trunku. Rum stanowi integralny element tutejszej kultury. Jamajczykom towarzyszy na co dzień i od święta od wielu lat.

Pod pewnym względem rum przypomina wino – im starszy, tym lepszy. Warto wiedzieć, że jedyną kobietą na świecie będącą specjalistką od niego jest właśnie Jamajka – Joy Spence (pracująca dla Appleton® Estate), która zajmuje się tworzeniem unikatowych blendów, czyli mieszanek różnych gatunków tego trunku. Poza rumami wyborowymi na wyspie można dostać też likiery na bazie rumu. Zadowolą one każdego smakosza słodkich alkoholi. Likiery rumowe przypominają słynny irlandzki Baileys, jednak są o wiele łagodniejsze i delikatniejsze. Występują w różnych smakach, np. bananowym, kokosowym, kawowym albo czekoladowym.

                Na Jamajce oprócz wszelkich standardowych pamiątek, np. magnesów i koszulek z podobiznami Boba Marleya i Usaina Bolta bądź z napisem Jamaica, można kupić ciekawe rękodzieło artystyczne. Obok popularnych masek czy wazoników sprzedaje się tu wyroby z mahoniu, drewna mango lub cedru takie jak długopisy, breloczki i podstawki na stół. Z wyspy warto przywieźć również popularne ostatnio w Polsce płyty winylowe. W Kingston, w domu należącym niegdyś do Boba Marleya (56 Hope Road), znajduje się historyczna siedziba wytwórni Tuff Gong (założonej w 1970 r.), w której nagrywał i tworzył król reggae (od ponad 30 lat mieści się tutaj muzeum artysty). Po odwiedzeniu jej można zaopatrzyć się w winyle z piosenkami legendarnego wokalisty, gitarzysty i kompozytora, które na pewno będą oryginalnym prezentem z Karaibów. Wytwórnia Tuff Gong działa w dalszym ciągu w jamajskiej stolicy, ale już pod adresem 220 Marcus Garvey Drive. Nowe studio, nadal zajmujące się nagrywaniem płyt, udostępniono też do zwiedzania.

Muzyka jest na Jamajce niezmiernie ważna. Oprócz legendarnego Boba Marleya pochodzą stąd także Sean Paul czy Shaggy, gwiazdy rozpoznawalne na całym świecie. Płyty z lokalnymi utworami można nabyć praktycznie na każdym parkingu, gdzie wśród zaparkowanych samochodów miejscowi wykonawcy sprzedają swoje składanki w cenie ok. 200 JMD (w przeliczeniu ponad 1,5 USD). Muzyka ta brzmi naprawdę ciekawie. Takie płyty kupują sami Jamajczycy, którzy zazwyczaj słuchają ich później z odpowiednio zmodyfikowanych odtwarzaczy w swoich samochodach.

 

NIECO INNE PAMIĄTKI

Z Jamajki przywieziemy też interesujące książki. W tutejszych księgarniach można znaleźć prawdziwe perełki pochodzące z utworzonego w 1948 r. Uniwersytetu Indii Zachodnich (University of the West Indies), który jest wiodącą tego typu placówką w anglojęzycznej części Karaibów i jedną ze swoich trzech obecnych siedzib ma właśnie w tym kraju (w podmiejskim obszarze Kingston – położonej u podnóża Gór Błękitnych Monie; poza tym działa jeszcze filia w Montego Bay). Wśród nich są pozycje na temat kolonizacji, rewolucji niewolników czy tożsamości Jamajczyków. Wszystkie napisali lokalni uczeni i choć książki nie należą do tanich, będą ciekawą pamiątką dla tych, którzy chcą zapamiętać Jamajkę na dłużej i dowiedzieć się o niej znacznie więcej niż zawierają kolorowe przewodniki turystyczne. Wiele publikacji dotyczy także karaibskiej sztuki kulinarnej – na pewno spodobają się miłośnikom gotowania. W przypadku większości dań trzeba korzystać z miejscowych produktów, ale po małych modyfikacjach uda się je przygotować również i w Polsce.

                Jeszcze innym pomysłem na ciekawą pamiątkę z wyspy są kosmetyki z dodatkiem lokalnych produktów, np. mydła na bazie oleju kokosowego, papai czy aktywnego węgla. Na Jamajce, podobnie jak i w wielu krajach na świecie, rozpowszechniła się ostatnio moda na naturalną pielęgnację. Do najbardziej interesujących składników zalicza się – oczywiście – wspomniany już olej kokosowy, który pozyskiwany jest na zimno z uprawianych na miejscu kokosów. Dodaje się go do mydeł i kremów sprzedawanych w aptekach i drogeriach. Balsamy z ekstraktami z mango, ananasa, aloesu czy trawy cytrynowej stanowią obowiązkowe wyposażenie kosmetyczki każdej jamajskiej kobiety. Warto przywieźć ze sobą do domu takie ręcznie produkowane naturalne specyfiki, na pewno będą oryginalniejsze niż magnes na lodówkę bądź kolejny otwieracz do butelek.

Niestety, tak jak życie na wyspie również pamiątki są dość drogie, ale za to można je kupić w większości sklepów w miastach oraz w sklepikach działających przy popularnych atrakcjach turystycznych. Sami Jamajczycy chętnie o nich opowiadają i z pewnością doradzą nam w czasie zakupów. Dobrze pamiętać, że nie musimy decydować się na importowane z Chin magnesy lub koszulki, które dominują na jamajskich straganach. Poza tym targować można się praktycznie wszędzie, oczywiście, oprócz sklepów spożywczych i hipermarketów.

 

Pocztówkowe bliźniacze zatoki w Port Antonio

© JAMAICA TOURIST BOARD

 

NIEZNANA WYSPA

Mimo iż Jamajkę dosłownie zalewają turyści, co widać zwłaszcza na jej północnym wybrzeżu, gdzie usytuowana jest większość komfortowych hoteli i rozległych resortów, wciąż są tutaj miejsca, które zachwycą osoby szukające błogiego spokoju. Należy do nich niewątpliwie nieopanowany jeszcze przez masową turystykę region Portland, położony na wschód od miasta Ocho Rios. Znajdują się w nim wille największych hollywoodzkich sław, w tym posiadłość znanego amerykańskiego aktora, producenta filmowego i rapera Willa Smitha. Nie ma w tej okolicy olbrzymich resortów all inclusive ani zbyt wielu hoteli, są za to małe pensjonaty czy domki, w których można wynająć pokój na kilka dni, aby rozkoszować się odgłosami Morza Karaibskiego i śpiewem ptaków. Poza tym organizuje się tu też jednodniowe wycieczki dla tych, którzy chcą zobaczyć, jak wygląda nieturystyczna Jamajka. Niewielkie dziewicze plaże, ukryte w gąszczu wysmukłych palm, wydają się być miejscami nie istniejącymi na mapach czy w informatorach turystycznych. W Portland znajdują się wioski, w których mieszkańcy handlują owocami i warzywami z okolicznych upraw – to tutaj leży większość plantacji bananów, ananasów, kokosów, mango i bligii pospolitej (ackee). Stolicą regionu jest Port Antonio. Miasto upodobał sobie amerykański aktor australijskiego pochodzenia Errol Flynn (1909–1959). W marinie nazwanej jego imieniem cumują luksusowe jachty i łodzie. Malowniczy zachód słońca nad zatoką można podziwiać przy szklaneczce rumu z coca-colą z pobliskiego baru lub po prostu filiżance doskonałej kawy z Gór Błękitnych. Osoby zainteresowane lokalną kuchnią powinny spróbować tutejszych deserów. Warto wybrać się do położonej nieopodal przystani lodziarni „Devon House I-Scream”, w której podaje się olbrzymie porcje naprawdę bardzo dobrych lodów.

Pobyt w urokliwym Portland – niestety – ma swoją cenę, którą jest dość ciężki dojazd. Region leży na wschód od modnych kurortów, dlatego na dotarcie do niego samochodem trzeba przeznaczyć ok. 5 godz. Jeśli jednak ktoś chce zobaczyć mniej popularne oblicze Jamajki, taka niedogodność nie powinna go odstraszyć. Tę pasjonującą karaibską wyspę warto poznać z każdej strony.

 

Wydanie Wiosna 2018

Gwatemala – wulkaniczna ziemia Majów

 Arco_de_Antigua.jpg

Arco de Santa Catalina w Antigu

©INSTITUTO GUATEMALTECO DE TURISMO (INGUAT)

 


KAROLINA SYPNIEWSKA-WIDA

www.karolinasypniewska.pl

W tym niezwykłym kraju usianym wulkanami świątynie Majów wyrastają ponad korony drzew tropikalnej puszczy. Ekstremalna przejażdżka po lokalnych drogach odbyta „chicken busem” w towarzystwie kolorowo ubranych Gwatemalczyków dostarcza wielu wrażeń i satysfakcji prawdziwym podróżnikom. Kto zawita do Gwatemali, nie zazna spokoju, dopóki nie wróci do niej po raz kolejny, aby znów zanurzyć się w ten niesamowity świat.

Więcej…