ANNA KŁOSSOWSKA

italiannawdrodze.blogspot.com

 

« Mam wrażenie, że Cypr serwuje swoje atrakcje turystyczne niczym przystawki w tawernie. Podaje je w małych porcjach i po kolei. Ich smakowanie w ulubionym na wyspie rytmie „siga-siga”, czyli niespiesznie, budzi apetyt na kolejne. »

 

 

Domy stojące przy ulicach cypryjskich miasteczek zdobią często donice z kwitnącymi roślinami

© DEPUTYMINISTRYOFTOURISMOFTHEREPUBLICOFCYPRUS

 

Z Polski na Cypr samolot przenosi mnie w nieco tylko ponad 3 godz. Na miejscu przesuwam zegarek o godzinę do przodu. Trzecia co do wielkości po Sycylii i Sardynii wyspa Morza Śródziemnego (zajmująca powierzchnię 9251 km²), usytuowana na styku Europy, Azji i Afryki, leży zaledwie 75 km od wybrzeży Turcji, ok. 110 km od plaż Libanu i aż 800 km od kontynentalnej Grecji, z którą historycznie i kulturowo tak dużo ją łączy. Dziś zamieszkuje ją zresztą wielu Greków – stanowią mniej więcej 77 proc. jej obywateli. Mimo iż północno-wschodnia część Cypru znajduje się od 1974 r. pod okupacją turecką, Republika Cypryjska uznawana jest przez społeczność międzynarodową za jedyne legalne państwo sprawujące suwerenną władzę nad całym terytorium wyspy. Kraj ten należy do Unii Europejskiej i jako miejscową walutę wprowadził już euro.

 

Z Larnaki, gdzie wylądowałam, wyruszam w objazd wygodną, dwupasmową drogą szybkiego ruchu, doskonale oznakowaną dużymi tablicami z nazwami miast i liczbą dzielących mnie od nich kilometrów. Obowiązujący tu ruch lewostronny, odziedziczony po Brytyjczykach, ostatnich kolonizatorach wyspy (do 1960 r.), sprawia, że czuję się nieswojo. To wrażenie potęguje jeszcze fakt, iż wraz z przewodniczką, Ewą, poruszamy się samochodem z kierownicą umiejscowioną również po stronie przeciwnej niż w autach przystosowanych do jazdy po kontynentalnej Europie.

 

NAJDŁUŻSZY OBRUS

Znajdujemy się w sercu Cypru. Tak określana jest wioska Skarinu, ponieważ w niej krzyżują się drogi prowadzące do Nikozji, Limassol i Larnaki. W liczącej zaledwie 400 mieszkańców osadzie położonej na malowniczym wzgórzu zakochuję się od pierwszego wejrzenia. Delikatnie meandrujące, pnące się coraz wyżej uliczki okalają stare domy z obrobionych skał wapiennych. Drewniane drzwi otwierają się na małe podwórka, gdzie w cieniu owocujących cytryn swojsko suszy się pranie rozwieszone na sznurach. Z glinianych donic wyrastają kwiaty, palmy i sążniste agawy. W wielu z tych domów gospodarze stworzyli obecnie apartamenty dla turystów. Zaglądam do jednego z nich. Na podłogach z kamiennej terakoty stoją drewniane, rzeźbione łóżka, pod nimi leżą dywaniki, na bielonych ścianach wiszą makatki, dzieła pań domu, oraz pożółkłe zdjęcia drogich nieobecnych w starych ramkach. Łazienki i wyposażenie w kuchni są już nowoczesne. Jest też ogrzewanie. 

 

Plotkujące przy stole właścicielki zapraszają mnie z miejsca na kawę – na migi, bo nie znam języka, ale i tak się rozumiemy. Gościnność Cypryjczyków, z jaką spotykam się na każdym kroku, wręcz mnie rozczula. Gdy w pobliskim sklepiku kupuję dwie butelki oliwy, sprzedawca zaraz dodaje mi trzecią gratis. Puderniczkę zdobioną haftem dostaję od Anny Kosmy, prowadzącej butik Tsimpi Shop. To haft z Lefkary, miejscowości koronczarek w górach Troodos, ale chcę ci pokazać coś wyjątkowego – zapowiada kobieta, uśmiechając się tajemniczo. Po chwili trzymam w ręku podobnie dekorowany obrus z holenderskiego płótna. Mierzy 8,4 na 1,8 m, a umieszczenie na nim geometrycznego wzoru w powtarzające się gwiazdy i krzyże jerozolimskie zabrało Pantelicie Kosmie pięć lat. Ten trud został nagrodzony – dzieło babki Anny figuruje w Księdze rekordów Guinnessa jako najdłuższy obrus świata. Zdjęcie artystki wraz z kopią dyplomu i samą pracą zostały wyeksponowane na honorowym miejscu w sklepie – na blacie wiekowej komody. Tuż obok, w równie starej szafie, tłoczą się mniejsze obrusy czy serwetki, a nawet mięciutkie ręczniki obrębione haftem. Lefkaritikę, czyli koronkę z Lefkary, wykonuje się, jak widać, nie tylko w miejscowości jej pochodzenia. Artystki mogą wybierać z przeszło 650 motywów, których wspólną cechą jest powtarzalność geometrycznych wzorów. Sięgającą co najmniej XIV w. tradycję wpisano w 2009 r. na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

 

WENUS W SPODNIACH

Afrodytę czcigodną, zwieńczoną złotem i piękną będę opiewał – jej to morskiego Cypru warownie los dał w udziale, bo tam ją wilgotny podmuch Zefira uniósł, płynącą na fali przez morze szumiące rozgłośnie, w pianie łagodnej. Wersety hymnu Homera w tłumaczeniu Włodzimierza Appela przypominają mi się dokładnie w momencie, kiedy z punktu widokowego przy drodze szybkiego ruchu z Pafos do Limassol po raz pierwszy spoglądam na Skały Afrodyty. Majestatycznie wynurzają się z przybrzeżnej morskiej toni. Sąsiadujące z formacją mniejsze skały sprawiają wrażenie wręcz ustawionych w rzędzie – od najmniejszej do największej, w równych od siebie odstępach, jakby uszeregowane kaprysem greckich bogów. 

 

Kilka kilometrów dalej zjeżdżamy z Ewą z głównego traktu na niewielki parking z przytulonym do niego barem-sklepikiem. Skreślone wyrazistym, z daleka widocznym pismem reklamy zachęcają do posilenia się i zakupu pamiątek. Oczywiście jak niemal wszędzie na wyspie napisy są wykonane cyrylicą. W czasie kryzysu w strefie euro to Rosjanie nadal przyjeżdżali tutaj na wypoczynek i w ten sposób uratowali turystykę na Cyprze – wyjaśnia Ewa. 

 

Blask odbijającego słońce lustra wody, spotęgowany bielą niezliczonych kamieni, jakimi usiana jest plaża prowadząca do Skał Afrodyty, sprawia, że na chwilę mrużę oczy. Jeśli znajdziesz tu kamień w kształcie serca, czeka cię miłość – obiecuje Ewa. Czy mogę liczyć, że Afrodyta mi ją ześle? To bogini uczucia zmysłowego. Według Theogonii (Narodzin bogów) Hezjoda Afrodyta Afrogeneja wyłoniła się z morskiej piany, a jej imię pochodzi od greckiego słowa aphros, czyli „piana morska”. Ta ostatnia wezbrała wokół odciętych i wrzuconych w morze genitaliów Uranosa, w mitologii greckiej będącego personifikacją nieba, który wraz ze swoją małżonką (i jednocześnie matką) Gają, uosabiającą Ziemię, począł wcześniej legion kolejnych bogów. Kastracji dokonał najmłodszy syn wspomnianego, Kronos. Uranos stracił władzę nad światem, a niebo już na zawsze oddzieliło się od ziemi. Piękna Afrodyta zyskała w wyniku tak spektakularnych narodzin u wybrzeży Cypru wiele przydomków: Kallipygos – O Pięknych Pośladkach, Urania – Niebiańska, Pandemos – oznaczający patronkę miłości wszechogarniającej, ale też grupowej, wulgarnej i nierządnej, czy Thalassia – czyniący z niej opiekunkę żeglugi.

 

Szukam na plaży mojej miłości, brodząc w wypolerowanych milionami przypływów kamieniach. Schylam się, gdy dostrzegam nagle charakterystyczny sercowaty kształt, aby podnieść znalezisko ku słońcu. W tym momencie słyszę koło ucha szept: Chodź, Wenus w spodniach w kratkę, zrobię ci zdjęcie… Ulegam pokusie i wręczam komórkę przystojnemu blondynowi stojącemu obok. To jednak nie Adonis, a Sasza z Moskwy, który błysnąwszy w uśmiechu złotym zębem, oddaje mi po chwili telefon i odjeżdża czarnym mercedesem ku 5-gwiazdkowym hotelom kurortu Limassol. 

 

Gwoli ścisłości bogini wyłoniła się z piany przy Skałach Afrodyty, tych trzech jaśniejszych: małej, średniej i dużej, oraz wyrastającej tuż obok, ciemniejszej, o nazwie Petra tou Romiou, czyli Skała Rzymianina – tłumaczy tymczasem moja cicerone. Ponoć jeśli opłynie się trzykrotnie Skały Afrodyty, można zapewnić sobie nieprzemijającą urodę, płodność i wieczną miłość – dodaje. Trudno się dziwić, że miejsce narodzin greckiej bogini jest turystyczną atrakcją numer jeden na Cyprze. Nazwa formacji budzi jednak spory, bo jedni określają mianem Skał Afrodyty wszystkie tutejsze skały, inni z kolei wyróżniają wśród nich osobną Skałę Rzymianina. Wiąże się to z różnymi wersjami legend, które narosły wokół tego zakątka.

 

Skały przy południowo-zachodnim wybrzeżu wyspy, gdzie miała wyłonić się z piany bogini Afrodyta

© DEPUTYMINISTRYOFTOURISMOFTHEREPUBLICOFCYPRUS/AGISAGISILAOU

 

GLADIATOR CELEBRYTA

Nie przeszywa mnie wzrokiem niczym Russell Crowe z filmu Ridleya Scotta, bo ma twarz… ludzika Lego. Potężne ramiona chroni napierśnik, łydki – nagolenice. Dzielnie wywija krótkim mieczem. Musiał być piękny i sławny. Nie na darmo nosił imię Margarites – Perłowy. Ten „celebryta”, jak określa go zabawnie Ewa, przetrwał do naszych czasów na jednej z mozaik w Kurionie. Wykopaliska archeologiczne ze stanowiskami malowniczo rozsianymi na wapiennym wzgórzu nad zatoką Episkopi leżą tylko 13 km na zachód od Limassol i stanowią obowiązkowy punkt na liście cypryjskich atrakcji. W starożytności Kurion był jednym z najważniejszych miast-królestw w regionie. Według legendy zamieszkiwali go potomkowie Argonautów, uczestników wyprawy po złote runo. To na scenie wzniesionego w czasach greckich, a przebudowanego już za Rzymian teatru z panoramicznym widokiem na morze gladiatorzy tacy jak Margarites walczyli ze sobą albo dzikimi bestiami. Gdy w chwili zagrożenia nie udawało się im umknąć do skrytki wydrążonej w kamieniu pod pierwszym stopniem widowni, mogli zostać rozszarpani. Aby wskoczyć do tej umieszczonej tuż przy ziemi jamy, trzeba było wyjątkowej sprawności.

 

Szelest piewików, jak Homer określał cykady, łączy tamte odległe czasy z teraźniejszością. W spiekocie wiosennego słońca przechodzę starannie wytyczonymi ścieżkami do ruin kolejnych willi, w których zachowały się mozaikowe posadzki. Podziwiam również estetykę nowoczesnych, drewnianych konstrukcji dachów osłaniających zabytki przed słońcem i deszczem. Rzymską agorę zdobi jedyna ocalała kolumna. Okres prosperity w Kurionie przerwały silne trzęsienia ziemi z lat 365–370. Blisko trzy stulecia później najazdy Arabów dokończyły dzieła zniszczenia, a mieszkańcy porzucili to miejsce na zawsze.

Na początku III w. teatr w Kurionie przystosowano do walk gladiatorów i polowań na dzikie bestie

© DEPUTYMINISTRYOFTOURISMOFTHEREPUBLICOFCYPRUS/KIRILLMAKAROV

 

ZIOŁA I CZARY

Żywopłot z błyszczących liści laurowych prowadzi nas z Ewą prosto do parterowego budynku. Na białym tynku fasady widnieją dwa fantazyjnie namalowane, pełne sęków pnie drzew oplecione bluszczem. Łączą się korzeniami i konarami, a pośrodku pozostawiają okrągłą przestrzeń. Wychylające się z tej jasnej plamy lisek, muchomorek i ptaszki zdają się zapraszać do innego wymiaru: świata przepojonego zapachem ziół i magią baśni. Witajcie w Cyherbii! – zwraca się do nas właścicielka i menedżerka tego 2-hektarowego ogrodu botanicznego. Nosi imię Miranda, zupełnie jak córka Prospera, prawowitego władcy Mediolanu, z Burzy Szekspira. Witaj Afrodyto! – mam ochotę odpowiedzieć, bo kobieta przypomina mi postać Wenus z obrazu Sandra Botticellego, tyle że ubraną bezpretensjonalnie w wytarte dżinsy i dresową bluzę. Wchodzimy do środka. W rogu jedna z pracownic doczepia do manekina eukaliptusowe witki, tworząc w ten sposób krynolinę. Na rozłożonym na stole dywanie z mchu tryska minifontanna, kwitną papierowe róże, a mała syrenka z plastiku wypoczywa znudzona w dziecinnym foteliku. Tu każdy przedmiot jest elementem większej, artystycznej wizji Mirandy. W rodzinnej Holandii byłam malarką – zaczyna swoją opowieść. Potem z mężem, Adamem, przeprowadziliśmy się na Cypr. Nasza córeczka Melina od małego ciągle chorowała. Lekarstwa całkowicie zniszczyły jej system immunologiczny. Postanowiłam szukać alternatywnych kuracji. Włączyłam do menu Meliny dużo warzyw i napary z ziół. Odkryłam, że zwykła szałwia, mięta pieprzowa i tymianek sprzyjają wzmocnieniu organizmu, jakby przeganiają choroby. Nasza córka wyzdrowiała, a ja skończyłam studia z zakresu medycyny naturalnej oraz kursy pozwalające przygotowywać produkty na bazie ziół. W międzyczasie na zakupionej ziemi metodą prób i błędów stworzyłam ten ogród i stale go rozwijam, udoskonalam – kończy Miranda i prowadzi nas do swojego królestwa. Najpierw wchłania nas labirynt z żywopłotu, tak przepastny, że łatwo się w nim zagubić. Jedno z wyjść prowadzi na wieżę widokową pozwalającą ogarnąć wzrokiem cały park. Okazuje się, że grupa cyprysów w jego rogu układa się w kształt Cypru. Na wijącej się wzdłuż tej naturalnej granicy ścieżce Miranda umieściła fotografie największych atrakcji turystycznych kraju. Znajduje się tutaj też aż 10 ogródków ziołowych. Dokładnie opisane, służą celom poznawczym zarówno w przypadku dużych, jak i małych gości, bo Cyherbia z założenia jest parkiem dla całej rodziny. Można się tu bawić na dorocznym Festiwalu Czarów, podczas którego poszukuje się skarbów, łapie sny czy robi czarodziejskie różdżki, w ulubionych kostiumach obchodzić Halloween, a w fioletowych strojach zawitać na Festiwal Lawendy czy wziąć udział w wielkanocnym poszukiwaniu jaj. W tych 10 ogrodach zaopatruję się w zioła, które przetwarzam potem w moim laboratorium – tłumaczy Miranda. Jest ono niewielkim pokoikiem znajdującym się na tyłach znanego nam już białego budynku. Mieści się w nim destylarnia olejków eterycznych z lawendy, oregano, tymianku, rozmarynu i liści laurowych. W przyległym do niego sklepiku można kupić je razem z ziołowymi mieszankami do picia czy płukania, kremami, maseczkami, mydłami i innymi artykułami. Ja decyduję się na olejek z rozmarynu – już jedna jego kropla umieszczona w kominku zapachowym ma stymulować umysł (sprawdziłam, to prawda!). Podobnie działa zaserwowana nam herbata z rozmarynu. Początkowo jej smak wydaje się dziwny, ale ostry i intensywny aromat zioła spotęgowany dodatkiem różowego pieprzu łagodzi kora cynamonu. Rozmaryn ma także właściwości antyalergiczne, tak jak cypryjski miód. Pełna zapału Miranda prowadzi również na oficjalnej stronie internetowej Cyherbii blog z poradami. Park znajduje się na obrzeżach wioski Awgoru, położonej ok. 35 km od Larnaki. Drugą część dnia spędzam leniwie na złotej plaży Nissi w kurorcie Ajia Napa, słynącej z czystej wody, co potwierdza oznaczenie Błękitną Flagą.

 

SŁODKA ŁYŻECZKA

Przed nami Troodos, najwyższe na Cyprze pasmo górskie, położone w środkowej części wyspy. Formowało się miliony lat – opowiada Ewa. Najpierw wydarzyła się erupcja podwodnego wulkanu. Na poduszki zastygłej lawy nakładały się warstwy dna morskiego. Wreszcie w wyniku tarcia dwóch płyt tektonicznych, euroazjatyckiej i afrykańskiej, wypiętrzyły się góry Troodos. Na stokach, które mijamy, zobaczysz magmowe jaśki – dodaje. Widziałam już takie w naszych Górach Kaczawskich, ale te są znacznie większe, wręcz kilkumetrowe. 

 

Jednopasmówka prowadzi nas prosto do Kakopetrii. Ta wioska położona w dolinie Solea, zamieszkana już od VI w., liczy dziś 1,3 tys. mieszkańców. Jej centrum wypełnia huk wartko płynącej w dole górskiej rzeki Klarios (Karkotis) – ponoć jedynej na Cyprze, która nie wysycha w ciągu roku. Brak słodkiej wody bywa na wyspie problemem. Domy stojące tuż nad rzeką zbudowane są na wielometrowych podstawach wspartych na palach – nowszych z betonu i dawniejszych z drewna. Stara część Kakopetrii przyciąga tradycyjną architekturą, odmienną od tej, jaką widziałam wcześniej. Na solidnych parterach z otoczaków wznoszą się tynkowane piętra, którym lekkości dodają drewniane ściany i balkony. Niemal na każdym ganku stoi regał wypełniony litrowymi słojami z kolorową zawartością. To wytwarzane w domach glyka tou kutaliou – cypryjskie „słodkości na łyżeczce”, czyli wszelkiego rodzaju owoce (z sadu i leśne) w syropie, ale też dżemy i marmolady. Zaglądam jeszcze do XVI-wiecznego Kościoła Przemienienia Zbawiciela (Metamorfosis tou Sotiros) z równie starymi ikonami i rzeźbionym w drewnie ikonostasem, a potem do przylegającego do tego samego podwórka minimuzeum przedstawiającego historię wytwarzania oliwy – nikt go nie pilnuje i nie pobiera opłat za wstęp. Opis po cypryjsku i angielsku tłumaczy, że proces produkowania oliwy był właściwie bardzo prosty: najpierw rozgniatano oliwki, a potem za pomocą kamienia młyńskiego wyciskano z nich olej.

Pasmo górskie Troodos (najwyższe na wyspie) z atrakcjami dla turystów o każdej porze roku

© DEPUTYMINISTRYOFTOURISMOFTHEREPUBLICOFCYPRUS/OLGAPANASENKO

ALICJA OD DACHU

Po drodze ku Troodos Square zaglądamy do wpisanego na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO razem z dziewięcioma innymi malowanymi cerkwiami regionu Troodos bizantyjskiego Kościoła św. Mikołaja od Dachu (Agios Nikolaos tis Stegis). Swoją nazwę kamienna świątynia z rozpościerającym się przed nią dywanem z trawy, chroniona od tyłu i z boków ścianą lasu, zawdzięcza właśnie niebanalnej konstrukcji zadaszenia. Poleciła je wykonać Alicja z Szampanii, królowa Cypru w latach 1210–1218, która podczas swojego krótkiego panowania kazała zastosować to nowe, przyjęte z Bizancjum rozwiązanie w co najmniej kilku kościołach. Sklepienie apsydy lub nawy, zazwyczaj kolebka bądź kopuła, było przykrywane dodatkowym, dwuspadowym dachem, krytym dachówką karpiówką, chroniącym całość budynku. Identyczne zadaszenie mają także inne świątynie: Panagia tis Asinou (Panagia Forviotissa) w Asinu i Panagia tou Araka (lub Arakos) koło wsi Lagudera. O cennym wkładzie królowej Alicji nie tylko w architekturę pisze francuska mediewistka Régine Pernoud (1909–1998) w książce Kobieta w czasach wypraw krzyżowych. 

 

Mnie jednak bardziej niż osobliwy dach fascynują ścienne malowidła wewnątrz kościoła. Z najstarszych, XI-wiecznych nie zachowało się zbyt wiele, ale głębokie spojrzenie przepastnych oczu archanioła Gabriela i apostołów zdradza wpływy macedońskiego renesansu odziedziczonego po bizantyjskich miniaturzystach. Bardziej wyrafinowane wydają się freski z XII stulecia, ukazujące m.in. ojców Kościoła. Choć są nadszarpnięte zębem czasu, miejscami wyblakłe, łuszczące się czy wręcz wybrakowane, zachwycają mnie kolorystyką i tylko pozornie statycznym przedstawieniem postaci. Każda z nich żyje. Patron świątyni, św. Mikołaj, tak jak na wielu innych obrazach, trzyma księgę w lewej dłoni, a prawą czyni znak błogosławieństwa. Jest siwy i brodaty, ale czoło marszczy mu wyraźnie surowy grymas. Czyżby dlatego, że wielu uczonych śmiało wątpić w jego istnienie…?

 

WINO NA STÓŁ!

Przejeżdżamy Troodos Square, skupisko kiczowatych hotelików i pawilonów z fast foodami. Plac ten warto jednak zobaczyć ze względu na rozciągające się stąd panoramiczne widoki. Potargane wichrami sosny tworzą idealny pierwszy plan dla ciągnących się w dalszej perspektywie szczytów, zimą ośnieżonych. Góry sprawiają wrażenie dzikich i niedostępnych, czym kuszą wspinaczy. Zimową porą przyciągają narciarzy. Najwyższy szczyt, Olimpos (Olimbos lub Chionistra), wznosi się jednak jedynie na 1952 m n.p.m.

 

Po drodze w dół zatrzymujemy się w popularnej turystycznej wiosce Omodos. Sklepiki działające w domach kamiennych lub tynkowanych na biało, czyli tych lepszych, oferują m.in. lukumi – słodkie, galaretowate kostki wytwarzane ze skrobi pszennej lub mąki ziemniaczanej, o smaku różnych owoców bądź różanym, oraz orzechowe pałki oblewane żelem z soku owocowego, oliwki, oliwę i trunki. Degustuję naturalnie słynne cypryjskie wino deserowe commandaria smakujące rodzynkami, a potem zasiadam do lunchu w stylowej tawernie „To Katoi”. Na stół wjeżdżają partiami przekąski, czyli mezedes. Są wśród nich znane mi tzatziki i humus, pasta sezamowa tahini, grillowany ser halloumi, grillowany bakłażan, tradycyjna sałatka grecka, a do tego ciepła pita i wino. Stawiam na lokalne białe xinistéri o delikatnym, cytrusowym smaku. Poznałam je dwa dni wcześniej nieopodal Limassol, w rodzinnej winnicy Zambartas, skąd wina eksportuje się nawet do Łodzi, Kartuz czy Gdyni.

 

ŚLADAMI POLSKICH BADACZY

Wisienką na torcie podczas mojej podróży jest Pafos, Europejska Stolica Kultury 2017. W połowie lat 60. XX w. zaczęła tu prace polska misja archeologiczna pod egidą wybitnego egiptologa i twórcy polskiej szkoły archeologii śródziemnomorskiej prof. Kazimierza Michałowskiego (1901–1981). Na głowę siąpi mi deszcz – rzadkość na wyspie, a ja mimo to nie potrafię oderwać wzroku od odkrytej przez naszych naukowców mozaiki przedstawiającej labirynt, a w jego środku Tezeusza próbującego mieczem pokonać Minotaura. Sprawdziłam, niebieskie kamyczki wyprowadzą cię niczym nić Ariadny z tej plątaniny korytarzy – zapewnia Ewa, wskazując na mozaikowe dzieło sztuki. Jest ono jednym z wielu, po których obejrzeniu dochodzę do wniosku, że kunsztem i bogactwem tematyki, ale i różnorodnością zastosowanych technik przewyższają te z Pompejów. W wielohektarowym, do dziś eksplorowanym przez kolejne ekipy naukowców Parku Archeologicznym Pafos spotykają się mozaiki z czasów hellenistycznych, jak ta w Domu Dionizosa, czarno-biała, ukazująca przemianę Scylli w morskiego potwora opisanego przez Homera w Odysei, i nawet pięć wieków późniejsze. Miejsce olimpijskich bóstw zajmują sceny z polowań oraz symbolika chrześcijańska, gdyż nowa wiara pojawiła się na wyspie już w I w. za sprawą św. Pawła i św. Barnaby, uznawanego za pierwszego biskupa Cypru (od 45 r.). Osada Nowe Pafos (Pafos Nea) założona została w IV w. p.n.e. Pielgrzymi przybywali tutaj, aby w pobliskim Palepafos (Starym Pafos) oddać hołd Afrodycie, bogini, która i mnie objawiła się tyle razy podczas tej podróży.

 

Artykuły wybrane losowo

Dominikana – raj dla każdego

MARCIN WESOŁY

<< Dominikana odcisnęła głęboki ślad w mojej duszy chyba za sprawą emocji, jakie towarzyszą zazwyczaj inicjacji. Pierwszy raz ujrzałem ją ponad 8 lat temu. Wtedy była dla mnie poniekąd tropikalnym zauroczeniem, po którym chce się od razu więcej. Z wprawą prawdziwej łamaczki serc usidliła mnie, oszołomiła i zatrzymała przy sobie na dłużej. Do dzisiaj zresztą pozostaję jej wierny. Dlatego opowiadam o mojej miłości z niegasnącym entuzjazmem. >>

Więcej…

Bawaria mlekiem i piwem stoi

Dominika Rotthaler
polkawmonachium.blogspot.com

 

<< Powszechnie Bawaria kojarzy się ze świętem Oktoberfest, odbywającym się corocznie w Monachium, z piwem, charakterystycznym strojem ludowym, Alpami, zamkami Ludwika II i może jeszcze z barokowymi kościołami. Popełniłby jednak błąd ten, kto chciałby na tym zakończyć jej opis. Największy kraj związkowy w Niemczech, zajmujący ok. 20 proc. ich terytorium, jest niezwykle zróżnicowanym, ciekawym regionem, bogatym w walory przyrodnicze i rozwiniętym pod względem kulturowym i przemysłowym. >>

Doskonałe położenie geograficzne – zarówno bezpośrednie sąsiedztwo Austrii, Czech i Szwajcarii, jak i bliskość Włoch – sprawiają, że Bawaria stanowi chętnie odwiedzany land, a Monachium – jedno z najczęściej wizytowanych niemieckich miast. Bawarczycy posługują się aż pięcioma różnymi dialektami. Język niemiecki z akcentem bawarskim uchodzi natomiast za bardzo trudny do zrozumienia dla niewprawionego ucha. Jednak serdeczność mieszkańców i ich życzliwość w stosunku do przybyszów jest w stanie pokonać językowe trudności i pomaga przełamać pierwsze lody.

Więcej…

Gdy sport staje się pasją

SYLWIA JEDLAK-DUBIEL

 

<< Mogłoby się wydawać, że Polska to kraj, który piłką nożną stoi. Trudno nie odnieść takiego wrażenia zwłaszcza, gdy przychodzi czas mistrzostw świata czy Europy i nawet osoby nie interesujące się na co dzień sportem zmieniają się w zagorzałych kibiców. Jednak prawda wygląda tak, że zawodnicy z innych dyscyplin dają nam ostatnio dużo więcej powodów do dumy. Nie od dziś znaczące sukcesy na arenie światowej odnoszą polscy siatkarze, znakomicie radzą sobie też nasi lekkoatleci. Z ostatnich Mistrzostw Europy w Lekkoatletyce, które odbyły się w sierpniu 2018 r. w Berlinie, wróciliśmy z aż siedmioma złotymi medalami. Tyle samo razy pierwsze miejsce zajęli Brytyjczycy. To właśnie Polska i Wielka Brytania zdobyły największą liczbę złotych medali podczas tych zawodów. >>

Polacy dość chętnie uprawiają sport, choć większość z nich traktuje tego typu aktywność jako rekreację. Z powodu braku czasu zwykle ograniczają się do wyjazdów połączonych z surfowaniem, wycieczkami rowerowymi, kajakowymi, konnymi, grą w golfa czy jazdą na nartach i snowboardzie. Aby zadbać o zdrowie, zapisują się do klubów fitness lub na siłownię albo zaczynają regularnie biegać, ćwiczyć, jeździć na rowerach (szosowym i górskim). Sport potrafi być jednak prawdziwą pasją. Poświęcenie czasu na treningi uczy cierpliwości i pokory, pozwala lepiej poznać możliwości organizmu. Nie bez znaczenia jest także satysfakcja, jaką daje stawanie się coraz lepszym w tym, co się robi. Nie można również zapomnieć o wydzielaniu się podczas wysiłku fizycznego endorfin, czyli hormonów szczęścia. Kto chce na poważnie zająć się jakąś dyscypliną sportową, wcale nie musi od razu zostawać zawodowcem. W Polsce, podobnie jak na całym świecie, organizuje się coraz więcej zawodów dla amatorów czy półprofesjonalistów. Branie w nich udziału przynosi podobną przyjemność co uczestniczenie w letnich lub zimowych igrzyskach olimpijskich.

 

Obóz Wavecamp na greckiej wyspie Karpatos

© Olek Pobikrowski/WaveCamp

 

Najłatwiej chyba zarazić pasją sportową dzieci. W dobie rozwoju nowych technologii, które angażują człowieka raczej intelektualnie niż fizycznie, wydaje się to szczególnie ważne. Lekarze nie od dziś podkreślają, że ruch jest niezmiernie ważny dla zdrowia. Jednak im człowiek starszy, tym trudniej go przekonać do uprawiania jakiejś aktywności ruchowej. A przecież sport to nie tylko pot, łzy i wyrzeczenia. Dzięki niemu możemy spotkać ludzi o podobnych zainteresowaniach, znaleźć swoje miejsce w społeczności pasjonatów i… odwiedzić mnóstwo ciekawych zakątków świata. Zapalonych narciarzy i snowboardzistów przyciągają ośnieżone stoki Alp, surferzy, wind- i kitesurferzy wyjeżdżają nad Atlantyk, żeby mierzyć się z falami. Na szczęście, większość rodzajów sportu da się uprawiać i w Polsce, i za granicą. Musimy jedynie wybrać taki typ aktywności, który będzie nam sprawiał największą przyjemność i najlepiej pasował do naszego charakteru.

 

PROFESJONALNE PRZYGOTOWANIE

Rozbudowaną bazę sportowo-szkoleniową oferuje Centralny Ośrodek Sportu (COS). Do jego głównych zadań należy zapewnienie odpowiednich warunków do prowadzenia treningów organizowanych przez polskie związki sportowe oraz przygotowywanie kadry narodowej (zarówno seniorów, jak i juniorów) do startowania w międzynarodowych zawodach (w tym igrzyskach olimpijskich i paraolimpijskich, mistrzostwach Europy i świata). Poza tym w kręgu jego działań znajduje się też organizacja wydarzeń sportowych i obsługa zgrupowań polskich sportowców. W siedmiu obiektach COS można trenować np. lekkoatletykę, narciarstwo zjazdowe i biegowe oraz skoki narciarskie, łyżwiarstwo, hokej na lodzie, siatkówkę, koszykówkę, piłkę nożną, tenis, judo, boks, podnoszenie ciężarów, kajakarstwo, żeglarstwo czy wioślarstwo. Położone są one w Cetniewie (dzielnicy Władysławowa), Giżycku (nad jeziorem Kisajno), Spale (w województwie łódzkim), Szczyrku (w Beskidzie Śląskim), Wałczu (nad jeziorem Raduń), Warszawie i Zakopanem. W tym ostatnim w skład kompleksu wchodzą m.in. Wielka Krokiew i inne skocznie narciarskie, lodowisko (największe na Podhalu), tor lodowy, trasy dla narciarzy biegowych, stadion lekkoatletyczny, boiska i korty tenisowe oraz hala wielofunkcyjna, kryta pływalnia i sale o różnym przeznaczeniu. W Warszawie COS zarządza halami Torwar I i Torwar II Lodowisko przy ulicy Łazienkowskiej. Odbywają się tu np. różnego rodzaju zawody sportowe czy treningi łyżwiarskie i hokejowe. W Wałczu znajduje się tor wioślarsko-kajakowy, stadion lekkoatletyczny, pływalnia „Delfin”, boisko do gry w hokeja na trawie i inne boiska oraz sale sportowe (w tym sala z ergometrami wioślarsko-kajakowymi). Szczyrk to przede wszystkim ośrodek narciarski na górze Skrzyczne (1257 m n.p.m.) z ponad 10 km tras narciarskich (w tym jedną z homologacją FIS), czteroosobową linową kolejką kanapową i dwoma wyciągami orczykowymi. Oprócz tego są tutaj także skocznie narciarskie, pływalnia, boiska do siatkówki plażowej, hale sportowe, stadion czy korty tenisowe. W Spale można uprawiać m.in. szermierkę, sporty zespołowe lub pływanie, jak również doskonalić się w konkurencjach lekkoatletycznych i podnoszeniu ciężarów. COS Giżycko zaprasza do hal sportowych (dużej i małej), na ściankę wspinaczkową czy kort tenisowy mogący służyć też jako boisko. W pobliżu znajduje się port jachtowy z wypożyczalnią sprzętu (łodzi, kajaków, rowerów wodnych). W Cetniewie czekają korty tenisowe, pływalnia „AQUARIUS”, stadion lekkoatletyczny, rozmaite hale i boiska (także stanowiska do rzutu młotem, dyskiem, kulą i oszczepem). Jak widać, mamy więc w Polsce gdzie trenować.

 

POWIEW DALEKIEGO WSCHODU

Warto również z pewnością wspomnieć o pewnym nietypowym miejscu w naszym kraju. Tu nietrudno poczuć się jak w zupełnie innym zakątku świata. Mowa o Centrum Japońskich Sportów i Sztuk Walki „Dojo – Stara Wieś” położonym w województwie łódzkim, na południowy wschód od Piotrkowa Trybunalskiego. Powstało ono na drodze porozumienia między Fundacją Rozwoju Karate Tradycyjnego a Polskim Związkiem Karate Tradycyjnego.

Umieszczony wśród polskich pejzaży obiekt nawiązuje do tradycyjnej architektury japońskiej. Został stworzony do treningów dalekowschodnich sportów walki i zajmuje powierzchnię 60 ha. W budynku treningowym znajdują się trzy sale ze specjalistyczną podłogą, matami do karate i judo, lustrami i workami treningowymi oraz trzy szatnie z natryskami, podgrzewaną podłogą i jacuzzi (japońskie ofuro). Po drugiej stronie kompleksu stoi pawilon herbaty, w którym odbywają się pokazy tradycyjnej ceremonii jej parzenia. Otoczenie sprzyja nie tylko odpoczynkowi i delektowaniu się aromatycznym naparem. Herbaciarnia leży nad małym zbiornikiem wodnym, sąsiadującym z większym i budynkiem do odnowy biologicznej z sauną i salą z leżankami. W środkowej części terenu centrum usytuowana jest jadalnia wyposażona zarówno w zwykłe stoły, jak i te w stylu japońskim (mogąca pomieścić 120 osób). W pobliżu wybudowano 16 domków noclegowych z futonami do spania (tradycyjnymi japońskimi materacami wypełnionymi bawełną), kominkami i połączeniem z internetem. Do wyboru mamy wersję standard lub VIP. W ośrodku organizuje się też dodatkowe zajęcia prezentujące kulturę Japonii, takie jak warsztaty przyrządzania sushi, kaligrafii, ikebany (sztuki układania kwiatów), origami i kitsuke (sztuki zakładania kimona). Centrum Japońskich Sportów i Sztuk Walki „Dojo – Stara Wieś” leży w malowniczym otoczeniu Przedborskiego Parku Krajobrazowego. Oprócz dwóch połączonych ze sobą sztucznych jezior znajdują się tu kamienne ogrody. Samo dojo (miejsce przeznaczone na treningi) położone jest na wzgórzu. Szczególna harmonia, z jaką został zaprojektowany ten obszar, ma sprzyjać doskonaleniu umiejętności w ciszy i spokoju.

 

NA POŁUDNIU EUROPY

Klimat, w granicach którego leży Polska, nie sprzyja uprawianiu niektórych dyscyplin sportowych przez cały rok. Jednak aby utrzymać odpowiednią formę, nie można zaprzestać treningów w okresie zimowym. Dlatego dobrym wyjściem w tej sytuacji jest wybranie się w rejony o bardziej korzystnych warunkach pogodowych. Zresztą obecnie Polacy coraz częściej mogą sobie pozwolić nie tylko na wakacyjne wyjazdy za granicę, lecz także te profilowane. Korzystają więc z możliwości uprawiania ulubionego sportu w innych krajach. Chętnie odwiedzane miejsce stanowią np. południowe regiony Europy. Znajdują się nie tak daleko od Polski, a zima jest w nich łagodna.

                Zagraniczne wyjazdy sportowe to świetna propozycja nie tylko dla dorosłych. Dla dzieci sport bywa nie mniej ważną pasją, a jeśli chcą związać z nim swoją przyszłość, muszą ciągle doskonalić umiejętności. Z drugiej strony wielu rodziców chce, aby ich pociechy spędzające dużo czasu na treningach nie traciły okazji do poznawania świata. W młodym wieku chłonie się najwięcej i to nie tylko w trakcie nauki. Niektóre dyscypliny sportowe w Polsce są dofinansowywane przez Ministerstwo Sportu i Turystyki, co stanowi znaczne ułatwienie w przypadku wysyłania dzieci na obozy za granicę.

                Dużą popularnością w przypadku tego typu wyjazdów cieszy się słoneczna Hiszpania. Na południu kraju zimą można trenować na świeżym powietrzu, bo temperatury utrzymują się tu na poziomie 15–20°C. Dla Polaków to z pewnością miła odmiana. Obozy sportowe w tej części Europy organizuje m.in. polskie biuro podróży Iberotravel z siedzibą w Katalonii. Zajmuje się ono tym już od pięciu lat. Oferuje wyjazdy na Dzikie Wybrzeże (Costa Brava) i w okolice Barcelony, a także do innych części Hiszpanii, np. do Andaluzji. Współpracuje z Polskim Związkiem Lekkiej Atletyki (PZLA), klubami piłki nożnej, siatkówki, nordic walkingu i nie tylko. Najwięcej obozów Iberotravel organizuje w mieście Lloret de Mar. To jeden z najpiękniejszych kurortów Costa Brava. Słynie m.in. z malowniczych plaż. Na klifie nad brzegiem morza wznosi się tutaj średniowieczny Zamek św. Jana (Castell de Sant Joan). Lloret de Mar jest bardzo korzystnie położone – znajduje się niedaleko portów lotniczych leżących w rejonie Barcelony i Girony. Od Polski dzieli kurort na tyle nieduża odległość (z Warszawy – ok. 2,3 tys. km), że dzieci i młodzież mogą pokonać ją również autokarem. W centrum miasta usytuowane są nowoczesne obiekty sportowe: stadion lekkoatletyczny, boiska piłkarskie, hale, basen olimpijski, siłownie. Biuro Iberotravel zajmuje się wszystkimi kwestiami dotyczącymi wyjazdu. Rezerwuje hotele i obiekty sportowe, organizuje transport i dodatkowe atrakcje (takie jak wycieczki do Barcelony, niezmiernie interesującej stolicy wspólnoty autonomicznej Katalonia). Na miejscu zapewnia opiekę polskiego rezydenta. Ponieważ ma siedzibę w Lloret de Mar, jego pracownicy mogą na bieżąco koordynować wszelkie sprawy związane z obsługą każdej grupy. Warto też podkreślić, że koszty obozów sportowych w Hiszpanii w okresie zimowym są dość niskie, porównywalne do cen w Polsce.

 

UJARZMIĆ FALE

Polacy chętnie zajmują się także różnorodnymi sportami wodnymi. Choć przez większość roku woda w Bałtyku i jego zatokach nie ma szczególnie przyjemnej temperatury, wiele osób uprawiających wind- i kitesurfing odwiedza Mierzeję Helską, aby doskonalić umiejętności. To często jedno z pierwszych miejsc, gdzie próbują swoich sił w ślizgu na falach. W sezonie letnim miejscowe szkoły organizują kursy i obozy zarówno dla dzieci i młodzieży, jak i dorosłych. Jednak ze względu na warunki klimatyczne surferów, wind- i kitesurferów z Polski coraz częściej przyciągają inne regiony na świecie. W tym przypadku ogromne znaczenie ma nie tylko temperatura powietrza i wody. Ważna jest również siła wiatru. Dlatego dużym zainteresowaniem cieszą się m.in. Wyspy Kanaryjskie, atlantyckie wybrzeże Maroka czy okolice miasta Tarifa na Wybrzeżu Światła (Costa de la Luz) w hiszpańskiej Andaluzji. Osoby pasjonujące się sportami wodnymi chętnie odwiedzają też miejsca, gdzie odbywają się międzynarodowe zawody, aby sprawdzić się w warunkach, w których walczą profesjonalni sportowcy. Przybywają więc m.in. na słoneczną Fuerteventurę. Na tej drugiej największej z Wysp Kanaryjskich (ok. 1660 km² i ponad 110 tys. mieszkańców), w rejonie pięknej plaży Sotavento rozgrywa się już od 33 lat na przełomie lipca i sierpnia Fuerteventura Windsurfing & Kitesurfing World Cup. Organizatorem tej widowiskowej imprezy jest tutejsze prężne, profesjonalne centrum René Egli by Meliã. Warto dodać, że sporty wodne stają się coraz bardziej znaczącymi dyscyplinami na świecie. Na XXXII Letnich Igrzyskach Olimpijskich w 2020 r., zaplanowanych w Tokio, po raz pierwszy pojawi się surfing. Zmagania zawodników będą rozgrywać się w okolicy plaży Tsurigasaki w mieście Ichinomiya (prefektura Chiba). Do programu kolejnych Igrzysk XXXIII Olimpiady (w 2024 r. w Paryżu) ma zostać włączony kitesurfing.

                Na zagraniczne szkolenia windsurfingowe Polacy mogą wyjechać np. z firmą Wavecamp. Firma powstała z inicjatywy Macieja Kapusty Kapuścińskiego, instruktora Polskiego Stowarzyszenia Windsurfingu (PSW), współorganizatora i pomysłodawcy zawodów windsurfingowych rangi mistrzostw Polski. Pierwszy taki wyjazd zorganizował on w maju 2010 r. i od tamtej pory dzieli się doświadczeniem i pasją z kolejnymi ludźmi chcącymi spróbować swoich sił w tej dyscyplinie. Obecnie oferta Wavecamp skierowana jest do osób na każdym poziomie zaawansowania: od początkujących przez średnio zaawansowanych do zaawansowanych. W części kursów mogą uczestniczyć także dzieci. Szkolenia prowadzą znakomici polscy instruktorzy, którzy nie tylko mają świetne umiejętności, ale potrafią również odpowiednio przekazywać wiedzę. Kursanci uczą się i trenują m.in. na Wyspach Kanaryjskich (np. Fuerteventurze, Gran Canarii, Teneryfie), na greckiej wyspie Karpatos, położonej u zachodnich brzegów Afryki São Vicente (w archipelagu Wysp Zielonego Przylądka, w grupie Wysp Zawietrznych) czy na południowo-wschodnim wybrzeżu Wietnamu, w Mỹ Hòa koło miasta Long Xuyên w prowincji An Giang. W grudniu można z Wavecampem spędzić windsurfingowego sylwestra właśnie w wietrznej Republice Zielonego Przylądka. Maciej Kapuściński na stronie internetowej swojej firmy prowadzi też blog, na którym pisze o różnych kwestiach związanych z windsurfingiem i o zrealizowanych kursach.

                Na brak możliwości nie powinni także narzekać amatorzy kitesurfingu. Różne atrakcyjne rejony naszego globu odwiedzą m.in. dzięki KiteWyjazdy.pl Marcina Remplewicza – znanej marce w świecie kite’owym. Firma już od 10 lat zabiera swoich klientów do Brazylii (np. do miejscowości Cumbuco, Jericoacoara, Ilha do Guajirú, Guajiru), Egiptu (Soma Bay), Grecji, Kenii, na Kubę (Playa El Paso na Cayo Coco i Playa Pilar na Cayo Guillermo), Mauritius i Fuerteventurę. Przygotowuje też wyjazdy kitesurfingowe do dowolnego, oczywiście odpowiednio wietrznego, miejsca na świecie, jeżeli zgłosi się większa liczba osób chcących spróbować swoich sił w tym widowiskowym sporcie. Oferta obejmuje wszystkie aspekty wyprawy (ubezpieczenie, lot, zakwaterowanie, transfery), a dodatkowo zawiera również czasem wycieczki turystyczne. KiteWyjazdy.pl organizuje profesjonalne szkolenia kitesurfingowe dla osób indywidualnych, grup i firm. Warto też wspomnieć o założonej w 2001 r. przez Piotra Szewlakowa szkole Kite Park z Mierzei Helskiej. Właśnie w tym rejonie w sezonie letnim działa jej baza. Oprócz kursów kitesurfingu oferuje szkolenia z windsurfingu, wakeboardingu, surfingu, skimboardingu i stand up paddlingu (SUP) oraz udostępnia wypożyczalnię sprzętu do uprawiania sportów wodnych. Jednym z instruktorów tego centrum jest Victor Borsuk, siedmiokrotny zdobywca tytułu mistrza Polski i czterokrotny wicemistrz Polski w kitesurfingu, który trenuje dzieci i młodzież od 8. roku życia (osoby początkujące i zaawansowane) w ramach Borsuk CAMPS. Kite Park ma na swoim koncie również organizację wyjazdów do Brazylii, Wietnamu, Wenezueli, Egiptu, na Rodos, Zanzibar, Filipiny, Grenadyny czy Sardynię. Na zainteresowanie zasługuje poza tym profesjonalna polska baza kite- i windsurfingu SKYHIGH znajdująca się we Włoszech, w sardyńskiej miejscowości Porto Botte. Dostępne są w niej także kursy surfingu i wakeboardingu. Dodatkowo otwarto tutaj też wypożyczalnię rowerów.

 

Obozy jogi w Los Angeles w Kalifornii z Fun Travel

© Żaneta Auler/FUNtravel

 

TEST NA WYTRZYMAŁOŚĆ

Jednym z najmodniejszych tematów z dziedziny szeroko rozumianego sportu jest w Polsce od kilku lat również fitness i inne rodzaje zajęć, które ogólnie zaliczylibyśmy do gimnastyki (takie jak crossfit czy joga). Choć ta forma aktywności kojarzy się raczej z odwiedzaniem siłowni i klubów oraz dbaniem o zachowanie sprawności ruchowej, potrafi naprawdę wciągnąć i stać się prawdziwą pasją. Poza tym osoby regularnie uprawiające tego typu ćwiczenia często zmieniają swój dotychczasowy tryb życia i starają się żyć zdrowiej, zaczynają zwracać uwagę na to, co jedzą, i jak spędzają czas wolny. Niewątpliwie wpływ na wzrost zainteresowania fitnessem wśród Polek i Polaków miały znane obecnie trenerki, które wyczuły trend i wyrobiły sobie na nim swoją markę, przekształcając tę dziedzinę w dochodowy biznes. Trudno jednak nie dostrzec w tej popularności samych plusów – w końcu wszystko sprowadza się do tego, aby ruszać się więcej i nie spędzać całych dni za biurkiem. Inną niezmiernie modną w ostatnich latach aktywnością jest bieganie. I nie chodzi tu o zwykły, codzienny jogging, ale o sport związany z realizacją wyznaczonych sobie celów i ciągłym doskonaleniem się. W wielu miejscach w Polsce organizuje się obecnie różnego rodzaju biegi, w których może wziąć udział praktycznie każdy. Obok amatorów pojawiają się jednak na nich także osoby przygotowujące się do kilku takich zawodów w roku, trenujące mocno przed każdym wyścigiem, interesujące się tym, jak polepszyć swoją technikę, i stawiające na bicie własnych rekordów. Podobne podejście da się zaobserwować w przypadku odbywających się też w całym kraju imprez rowerowych (m.in. TAURON Tour de Pologne Amatorów, Lang Team Race, Vienna Life Lang Team Maratony Rowerowe, Cisowianka Mazovia MTB Marathon czy Maratony Rowerowe Kellys Cyklokarpaty). Polacy chętnie zajmują się sportem w zupełnie nieamatorski sposób, nawet jeśli nie walczą o stanięcie na podium w mistrzostwach o randze krajowej, kontynentalnej czy światowej.

                Oferta wyjazdów sportowych skierowana jest również do osób uprawiających tego typu aktywności. Połączenie zagranicznej podróży z poświęcaniem się swojej pasji stanowi znakomity sposób na poznanie innych krajów i ich mieszkańców od nieco odmiennej strony. Na maratony w różnych miejscach na świecie zabierają klientów np. biuro Logos Travel Marek Śliwka z Poznania, które opracowało program Maratony na 7 kontynentach, MK Tramping Travel & Incentive z Krakowa (pod sportową marką MK Active Sport), Biuro Podróży GRYF i Travel2Run z Katowic, Albatros Travel (przedstawicielstwo największego skandynawskiego organizatora wycieczek objazdowych) oraz Venga Travel i Tritraveler (specjalizujące się też w wyjazdach na triatlony) z Warszawy czy RAZevent ze Szczecina. Turystyką aktywną zajmuje się m.in. polska firma turystyczna Fun Travel ze Stanów Zjednoczonych Ameryki (USA). Jej założycielka, Żaneta Auler, jest także właścicielką klubu fitness YogaCycle w Los Angeles w Kalifornii, gdzie odbywają się zajęcia z różnego rodzaju jogi i spinningu (jazdy na rowerze stacjonarnym) oraz treningi TRX, do których wykorzystuje się specjalny zestaw regulowanych pasów i taśm. To właśnie do USA zaprasza swoich klientów. Oferta Fun Travel obejmuje rozmaite sposoby aktywnego spędzania czasu. Znajdują się w niej np. obozy jogi w Los Angeles i mieście Sedona (w północnej części stanu Arizona), wycieczki rowerowe po dolinie Napa (Napa Valley) pokrytej licznymi winnicami, w których produkuje się wyśmienite kalifornijskie wina, wyprawy na narty do Kolorado i Utah. Firma służy też pomocą w organizacji wyjazdów na maratony (w Nowym Jorku, Los Angeles czy Bostonie) i triatlony (łącznie ze słynnym Ironmanem). Poza tym oferuje pobyty szkoleniowe dla trenerów i właścicieli klubów fitness w Polsce, podczas których zapoznają się oni z nowymi trendami i spotykają z osobami z branży w Stanach Zjednoczonych. Z Fun Travel można również wybrać się na zwiedzanie USA urozmaicone zajęciami jogi lub spinningu czy jazdą na rowerze w plenerze.

 

W ramach programu Maratony na 7 kontynentach Logos Travel można wyjechać do Jerozolimy

© Logos Travel

 

ZOSTAĆ MISTRZEM STOKU

Na koniec należy z pewnością poruszyć jeszcze jeden temat, a mianowicie sporty zimowe. Polacy mają swoje góry, które zimą odwiedzają bardzo chętnie, ale na prawdziwe śnieżne szaleństwo wybierają się głównie w rejon Alp. Tu od lat wśród ulubionych miejsc naszych rodaków królują Włochy. W sezonie zimowym przybywa ich do tego kraju tak wielu, że w niektórych górskich miejscowościach można natknąć się w lokalach gastronomicznych na polskie menu. Nie ma się zresztą co temu dziwić, warunki do jazdy na nartach lub snowboardzie na północy Italii są znakomite, zarówno ze względu na ukształtowanie terenu i pogodę, jak i rozbudowaną infrastrukturę (także hotelową), a Włosi uchodzą za wyjątkowo sympatycznych i otwartych ludzi. Ogromną popularnością cieszy się zwłaszcza okolica Marmolady (3343 m n.p.m.) – najwyższego szczytu Dolomitów. W rejonie słynnej Doliny Słońca (Val di Sole) w Trentino znajduje się jedna z najlepszych i najdłuższych nartostrad w Europie. Co ważne, w Dolomitach można w sezonie zimowym korzystać z jednego skipassu. Pomiędzy poszczególnymi ośrodkami kursują specjalne busy i autobusy. Do najpopularniejszych kurortów w regionie należą Madonna di Campiglio czy elegancka Cortina d’Ampezzo.

                Ze względu na ogromne zainteresowanie oferta zagranicznych obozów i wyjazdów narciarskich do Włoch (i nie tylko) przygotowana przez polskie firmy jest naprawdę bardzo szeroka. Każdy z pewnością znajdzie więc coś dla siebie. Do wyboru są propozycje dla dorosłych, dzieci i młodzieży na wszystkich poziomach zaawansowania. Można też zdecydować się na sportową wyprawę rodzinną. Na ośnieżone włoskie stoki udamy się np. z warszawskim Klubem Tenisowym, Narciarskim i Żeglarskim Sporteum. W sezonie 2018/2019 oferuje on wyjazdy do Carezzy w Tyrolu Południowym, Monte Bondone i Folgarii w Trentino czy miejscowości w okolicy Val di Sole – Passo Tonale, Madonna di Campiglio i Pinzolo. Poza tym prowadzi specjalną sportową sekcję narciarską dla dzieci w każdym wieku, która organizuje treningi i obozy oraz przygotowuje chętnych do startowania w zawodach. Dorośli mogą trenować jazdę na nartach w ramach przeznaczonej dla nich grupy Sporteum Masters.