pano2net.jpg

Widok na marinę w Alicante z Zamku św. Barbary na wzgórzu Benacantil

©AYUNTAMIENTO DE ALICANTE

MAGDALENA BARTCZAK


Choć wśród polskich turystów odwiedzających Hiszpanię wciąż największą popularnością cieszą się przede wszystkim Barcelona i region Costa Brava czy Wyspy Kanaryjskie – na czele z Fuerteventurą i Teneryfą – oraz Madryt, to warto pamiętać o tym, jak niezmiernie fascynującym miejscem jest południe tego kraju. Ten rozpalony słońcem fragment Półwyspu Iberyjskiego wypełniają piękne miasta i pokrywają liczne, wciąż jeszcze nieodkryte plaże. Koniecznie trzeba się o tym przekonać. 


Leżąca niemal na samym zachodnim krańcu Europy Hiszpania stała się prawdziwą turystyczną potęgą w latach 60. i 70. XX w., w okresie rządów generała Francisco Franco (1892–1975), który bardzo inwestował w rozwój turystyki, ponieważ uważał ją za ważną gałąź narodowego przemysłu. Szczyt jej największego rozkwitu przypadł na 1974 r., kiedy do kraju zawitało ponad 30 mln przybyszów z zagranicy, a więc dokładnie tyle, ile wynosiła wówczas jego populacja. Do dziś ojczyzna reżysera Pedra Almodóvara, zamieszkana obecnie przez ponad 46 mln obywateli, stanowi jedno z najchętniej odwiedzanych europejskich państw. Należy również do ulubionych kierunków podróży Polaków. W 2013 r. do Hiszpanii przyjechało aż 60,6 mln gości. Daje jej to trzecie miejsce na świecie pod względem liczby turystów zagranicznych – zaraz po Francji i Stanach Zjednoczonych. Sami Hiszpanie często lubią mówić o swoim kraju w liczbie mnogiej – Las Españas („Hiszpanie”). To słowo znakomicie oddaje bogactwo i różnorodność tutejszej kultury, wielość używanych języków i dialektów czy zróżnicowanie występujących na tym obszarze stref klimatycznych – od rześkiej i pełnej gęstych wrzosowisk północy po subtropikalne południe, przesycone słodkim zapachem granatów, mandarynek, pomarańczy i hibiskusów.

Tym, co łączy różne części Hiszpanii, posiadającej czwarte największe terytorium w Europie (po Rosji, Francji i Ukrainie), jest niesamowita witalność i energia, dostrzegalne tu niemal na każdym kroku i wpisane w krwiobieg całej krainy. Dają się one zauważyć w gwarnych kawiarniach i restauracjach, wśród tłumów ludzi korzystających z ciepłych wieczorów, w strzelistych budynkach barokowych kościołów oraz gotyckich katedr i wreszcie w języku hiszpańskim, melodyjnym i gorącym jak temperament Hiszpanów. Szczególnie mocno te cechy przejawiają się na południu – rozgrzanym upałem, cieszącym się niemal nieprzerwaną fiestą i zanurzonym w potężnym świecie wielokulturowych tradycji i niezwykłych legend.

Gotyckie zamki i zielone równiny

Naszą podróż po południowej Hiszpanii warto rozpocząć od autonomicznej Wspólnoty Walenckiej (Comunitat Valenciana), uważanej za jeden z najżyźniejszych obszarów w Europie, do którego można tanio i dość łatwo dotrzeć m.in. dzięki licznym promocjom lotniczym. Panuje w nim łagodny śródziemnomorski klimat, tutejsze pola wydają plony 3–4 razy do roku, a pobocza dróg wypełniają drzewa pomarańczowe i cytrynowe. Stolicę tej urodzajnej krainy stanowi 800-tysięczna Walencja, uznawana nieoficjalnie za ojczyznę płytek ceramicznych azulejos i rytmicznego tańca paso doble, rozsławiona w Cydzie Pierre’a Corneille’a (1606–1684). Tytułowym bohaterem tego XVII-wiecznego dramatu jest Rodrigo Díaz de Vivar (ok. 1043–1099), znany jako Waleczny (el Campeador), który po przybyciu do śródziemnomorskiego portu podobno oznajmił: Od dnia, w którym zobaczyłem to miasto, przypadło mi ono do serca. I zapragnąłem go, i poprosiłem Boga, żeby uczynił mnie jego panem. Tak właśnie się stało – rządzony przez muzułmanów od ponad 380 lat ośrodek w czerwcu 1094 r. trafił pod jego władzę. Po śmierci Rodriga Díaza de Vivara Walencja ponownie znalazła się pod jurysdykcją islamską i ten stan trwał do 1238 r., gdy włączono ją do Królestwa Aragonii. W 1262 r. zaczęto wznosić górującą nad zabudowaniami miasta Katedrę św. Marii (Catedral de Santa María de Valencia). Świątynia szybko stała się wizytówką tego miejsca. Jej najważniejszy punkt wyznacza 63-metrowa wieża El Miguelete (Micalet), z której można podziwiać panoramę okolicy. W gotyckich wnętrzach kościoła znajduje się XIV-wieczna Kaplica Świętego Kielicha (Capilla del Santo Cáliz) z legendarnym świętym Graalem, z którego miał korzystać Jezus podczas Ostatniej Wieczerzy.

Okres największego rozkwitu Walencja przeżywała w XV–XVI w. (tzw. Siglo de Oro Valenciano). To właśnie w tym okresie powstało wiele zdobiących ją obiektów architektonicznych. Należy do nich np. dawne Kolegium św. Piusa V (Colegio de San Pío V), w 1913 r. przemianowane na Muzeum Sztuk Pięknych Walencji (Museo de Bellas Artes de Valencia), i Lonja de la Seda (której nazwa w walenckim zapisie to Llotja de la Seda), od czasów renesansu pełniąca funkcję centrum handlu jedwabiem. Na początku XX stulecia naprzeciwko jej gmachu stanął Mercat Central (Mercado Central) – obecnie jedna z najdłużej działających hal targowych w Europie, mieszcząca nie tylko sklepy, ale też świetne restauracje. Dziś Walencja, trzeci po Madrycie i Barcelonie największy ośrodek w kraju, ponownie rozkwita i inwestuje w siebie. Wciąż pojawiają się w niej coraz nowocześniejsze ulice i osiedla, ruszają także kolejne śmiałe architektoniczne przedsięwzięcia. Jednym z nich jest Miasteczko Sztuki i Nauki (Ciudad de las Artes y las Ciencias), czyli zespół budynków okrzyknięty „dzielnicą przyszłości”. Zaprojektowany przez jednego z najbardziej znanych hiszpańskich architektów Santiaga Calatravę Vallsa, składa się m.in. z interaktywnego Muzeum Nauki Księcia Filipa (Museo de las Ciencias Príncipe Felipe) oraz ogromnej konstrukcji złożonej ze scen, na których wystawiane są opery i spektakle teatralne oraz odbywają się koncerty. Najciekawszą atrakcję futurystycznego kompleksu stanowi największe europejskie oceanarium (L’Oceanogràfic) o powierzchni 100 tys. m². Obejrzymy w nim ponad 40 tys. zwierząt reprezentujących 500 różnych gatunków, w tym umieszczone w specjalnie wydzielonym miejscu delfiny i uchatki (lwy morskie).

Walencja słynie też ze Święta Ognia (Fiesta de Las Fallas lub Las Fallas) – hucznie obchodzonego dnia św. Józefa (19 marca). Za jego charakterystyczny element uchodzą gigantyczne kukły z kartonu i drewna, nazywane ninots, które podczas procesji wynosi się na ulice i pali w ramach efektownego spektaklu. Choć najważniejsze wydarzenia wpisujące się w ten zwyczaj odbywają się w tygodniu, w którym wypada ten konkretny dzień, to miasto przygotowuje się do obchodów od początku miesiąca i codziennie organizuje pokazy pirotechniczne tzw. mascletà. Kulminacyjny punkt zabawy następuje 19 marca wieczorem, gdy wykonane specjalnie na tę okazję wielkie lalki trafiają na centralny plac miejski (Plaza del Ayuntamiento) i zaczynają płonąć wśród świateł, muzyki i sztucznych ogni. Występom w trakcie trwania Święta Ognia towarzyszą tańce, walki byków i koncerty muzyczne, idealnie wpisujące się w radosny charakter tutejszych fiest – prawdziwego sportu narodowego Hiszpanów, którzy są bardzo przywiązani do swoich tradycji i uwielbiają to okazywać w wyjątkowy, często dość spektakularny sposób.

ZŁOCISTE PIASKI COSTA BLANCA

Benidorm2.jpg

Miasto Benidorm chwali się prawdziwym lasem drapaczy chmur

©WIKIMEDIA COMMONS/SIOCAW



Ok. 150 km na południe od Walencji leży prowincja Alicante, której wschodnią granicę wyznacza Białe Wybrzeże (Costa Blanca). Chociaż jej nadmorskie miasteczka od lat cieszą się dużą popularnością wśród turystów, to nadal można tu znaleźć wiele ukrytych przed światem klifów, jaskiń, cypli i plaż, niemal nieskażonych obecnością człowieka. Jednym z miejsc, które zachowały taki autentyczny, niezmieniony przez ruch turystyczny klimat, jest 35-tysięczna miejscowość Villajoyosa (La Vila Joiosa), znana z urokliwego portu rybackiego, utrzymanej w soczystych kolorach zabudowy oraz wytwórni znakomitej czekolady. Odwiedzając „Radosne Miasto” (bo to właśnie oznacza jego oryginalna nazwa), nie sposób nie natknąć się wszędzie na ten lokalny specjał. Najlepiej spróbować go podanego razem z churros, czyli typowymi dla iberyjskiej kuchni smażonymi w głębokim tłuszczu pączkami (chrustami), najczęściej jadanymi przez Hiszpanów na śniadanie.

Jeszcze spokojniejsze i równie malowniczo położone są inne okoliczne miasteczka, m.in. Vall de Gallinera i Guadalest (El Castell de Guadalest), nad którym góruje XI-wieczny zamek (Castillo de San José) wybudowany jeszcze w czasach mauretańskich. Z ich sennym charakterem kontrastuje ożywiona atmosfera pobliskich kurortów. Do najchętniej odwiedzanych z nich należy bez wątpienia Benidorm, który jeszcze w latach 50. XX w. był niepozorną i zaciszną wioską rybacką. Dziś ta miejscowość słynie z licznych hoteli i wieżowców. Według międzynarodowych statystyk zajmuje ona drugie po Manhattanie miejsce na świecie pod względem liczby drapaczy chmur przypadających na 1 km² powierzchni i pierwsze – w przeliczeniu na jednego mieszkańca! Na terytorium niemal 39 km² żyje tu dziś niewiele ponad 69 tys. ludzi i stoi 40 tych wznoszących się pod niebo budynków (minimum 85-metrowych). Co więcej, właśnie w Benidormie znajduje się najwyższy hotel w całej Europie – mierzący 186 m śnieżnobiały Gran Hotel Bali.

Z tego gęsto zabudowanego miasta blisko już do równie ruchliwego i głośnego ponad 330-tysięcznego Alicante (Alacant), czyli założonego w 201 r. p.n.e. przez Rzymian portu (Lucentum), którego nazwa (Al-Laqant) oznacza po arabsku „Źródło Światła”. To poetyckie miano ma – oczywiście – historyczną genezę: od VIII do połowy XIII w. ośrodek należał do Maurów. Później został włączony do Królestwa Aragonii. Pobliski starożytny Zamek św. Barbary (Castillo de Santa Bárbara), szerokie nadmorskie paseos („pasaże”), pełne kawiarni ze stolikami na świeżym powietrzu, długie piaszczyste plaże i pięknie odnowiona stara część miasta, w której nie brakuje godnych uwagi zabytków – to wszystko sprawia, że niewątpliwie warto zatrzymać się w Alicante co najmniej na jeden dzień. Najlepiej przyjechać do niego na początku lata, gdy odbywa się tutaj najpopularniejsza lokalna fiesta zwana Fogueres de Sant Joan (Hogueras de San Juan), czyli Ognie św. Jana. Uroczystości trwają zazwyczaj od 20 do 24 czerwca. W tym czasie rozpala się na plaży ogniska, puszcza w niebo fajerwerki i zażywa morskich kąpieli. Głównymi bohaterami wydarzenia są zrobione z kartonów ogromne postaci (ninots), które ostatniego dnia obchodów zostają spalone (tzw. la cremà). Zgodnie z tradycyjnymi wierzeniami, rytualny ogień ma odpędzić złe duchy, stanowiące zagrożenie dla mieszkańców oraz ich rolniczych plonów.

Miłośników lokalnych świąt, regionalnej kuchni i architektury o wielokulturowym rodowodzie zachwyci także 440-tysięczna Murcja (Murcia), znajdująca się ok. 80 km na południowy zachód od Alicante. W tym założonym przez Maurów (25 lipca 825 r.) mieście jedną z najbardziej niezwykłych imprez jest tzw. pogrzeb sardynki (Entierro de la Sardina), obchodzony w sobotę po Wielkanocy (odmiennie niż w innych rejonach, gdzie kończy on zazwyczaj karnawał). Kiedyś podczas tego ludowego święta (uwiecznionego m.in. na płótnie Francisca Goi) organizowano procesje mieszkańców, którzy w przebraniach i z pochodniami szli nad rzekę, niosąc na czele pochodu wielką kukłę z rybą w ustach. Potem owiniętą w specjalne płótno sardynkę wkładali do skrzynki i puszczali na wodę, a lalkę palili na stosie. Współcześnie uczestnicy wydarzenia ograniczają się do spektakularnego podpalenia samej ryby, wykonanej najczęściej z papieru.

Do symboli tego wielokulturowego miasta należy budynek XIX-wiecznego kasyna (Real Casino de Murcia), które niegdyś było klubem miejskiej elity i pozostawało zamknięte dla turystów. Od kilku lat, po zakończonej w 2009 r. pieczołowitej restauracji, wnętrza udostępnia się zwiedzającym, a kryją one takie skarby, jak np. arabskie patio (Patio Árabe) z wejściem w orientalnym stylu mudéjar, neobarokową salę balową, bibliotekę, starą herbaciarnię i ozdobioną freskami damską toaletę. Za inny charakterystyczny obiekt w Murcji uchodzi potężna gotycko-renesansowo-barokowa Katedra (Catedral de Murcia), stojąca na fundamentach dawnego meczetu. Jej strzelista dzwonnica (Torre-Campanario) mierzy 98 m i jest trzecią najwyższą w całej Hiszpanii po słynnej Giraldzie w Sewilli i wieżach Świątyni Pokutnej Świętej Rodziny (Sagrada Família) w Barcelonie. Pod jej kopułą wisi aż 25 dzwonów, wybijających godzinę odpowiednią na obiad. Dobrych miejsc na zjedzenie posiłku w tym zabytkowym mieście nie brakuje. Na każdym kroku można tutaj znaleźć klimatyczne restauracje z lokalnymi przysmakami składającymi się na pyszną kuchnię Lewantu (jak określa się wschodnie wybrzeże Półwyspu Iberyjskiego, zwłaszcza region Murcji i Walencji), obfitującą przede wszystkim w wyśmienite owoce morza i warzywa. Właśnie z tej okolicy pochodzi zresztą jedna z najpopularniejszych obecnie hiszpańskich potraw, czyli paella(danie z ryżu współcześnie na ogół z dodatkiem owoców morza, szafranu i papryki – tzw. paella marinera). Należy jednak pamiętać o tym, że tradycyjna paella valenciana składa się z mięsa z kurczaka, kaczki i królika oraz ślimaków i warzyw. Równie smakowite pozycje z tutejszego menu, takie jak choćby pescaíto frito (rybę obtoczoną w mące i smażoną w głębokiej oliwie, podawaną z kawałkami cytryny) czy pochodzące z Malagi gazpachuelo (zupę rybną z majonezem czosnkowym, jajkiem, olejem z oliwek i ziemniakami), znajdziemy też w innych pobliskich miastach i miasteczkach, wypełniających Ciepłe Wybrzeże (Costa Cálida). Ta część regionu Murcja obfituje w przepiękne, wielokilometrowe plaże i laguny, wśród których wyróżnia się najefektowniejsza z nich lazurowa Mar Menor (Morze Mniejsze) słynąca m.in. ze znakomitych warunków do nurkowania i windsurfingu, nazywana „największym basenem na świecie”. W pobliżu leży także wart jednodniowej wizyty Park Regionalny Salin i Piasków San Pedro del Pinatar (Parque Regional de las Salinas y Arenales de San Pedro del Pinatar), dokąd na kilka miesięcy w roku przylatują flamingi różowe. Najwięcej tych uroczych ptaków spotkamy tu pod koniec lipca.  

Żar tropików i dźwięki flamenco

GRANADA-Alhambra.jpg

Alhambra w Granadzie to pełen wspaniałości warowny zespół pałacowy

©EMPRESA PÚBLICA PARA LA GESTIÓN DEL TURISMO Y DEL DEPORTE DE ANDALUCÍA, S. A



Wiele zachwycających pod względem przyrodniczym miejsc odkryjemy też w bardziej oddalonym na południe rejonie Hiszpanii – niemal przez okrągły rok rozpalonej słońcem Andaluzji. Jeśli ktoś lubi obcować z dziką naturą, to powinien odwiedzić tutaj leżący w prowincjach Huelva i Sewilla Park Narodowy Doñana (Parque Nacional de Doñana), największy w całym kraju (o powierzchni 54 252 ha) i imponujący różnorodnością fauny i flory. Wśród jego mokradeł, lasów, pustyń i wydm mieszkają np. rysie iberyjskie, jelenie, daniele, dziki i rozmaite gatunki gadów. Na surowość andaluzyjskich pejzaży ogromny wpływ ma upalny klimat, określany jako śródziemnomorski z elementami półpustynnego.

Innym znakiem rozpoznawczym tego regionu poza upałami jest fakt, że skupia on w sobie wszystko, z czym kojarzy się zwykle Hiszpania. Właśnie tu narodziło się rozdzierające serce flamenco – posiadający orientalne korzenie taniec andaluzyjskich Cyganów, wykonywany przy nieodłącznym akompaniamencie gitary i w romantycznym rytmie kastanietów. Z tym zmysłowym, artystycznym stylem wyrażania swoich emocji wiąże się zresztą całe zjawisko kulturowe, które obejmuje również śpiew, strój i zachowania. Flamenco to prawdziwa sztuka i filozofia życia. Nic więc dziwnego, że od 2010 r. znajdziemy je na Liście Reprezentatywnej Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Choć dziś ten gatunek muzyki cieszy się ogromną popularnością – kochają go już nie tylko Andaluzyjczycy, ale i cały świat – to jedno nie uległo zmianie: wielu jego wykonawców i wielbicieli nadal wywodzi się z uboższych warstw społecznych. Melancholijnymi i zarazem wyrazistymi dźwiękami flamenco rozkołysane są w Andaluzji restauracje, kawiarnie, bary i ulice. Wydaje się ono być stałym składnikiem tutejszego klimatu i pejzażu.

Z tego gorącego regionu pochodzi też inna słynna tradycja, z której Hiszpanie bywają jednak mniej dumni, czyli kontrowersyjna korrida (corrida de toros), sięgająca swoimi korzeniami do początków XII w. Krwawy spektakl od dłuższego czasu wzbudza dużo gorących dyskusji. Od lat zmniejsza się grono jego miłośników, a przeciwnikom coraz częściej udaje się doprowadzić do zakazania tego widowiska. Tak stało się w Katalonii w lipcu 2010 r., kiedy to miejscowy parlament (Parlament de Catalunya) zabronił świętowania walk byków na całym obszarze tej wspólnoty autonomicznej.

Na kolejny element tutejszej kultury, który jak w soczewce skupia w sobie różne cechy hiszpańskiej mentalności, składają się liczne ludowe zabawy i imprezy, znane jako fiestas, ferias i romerías. Do najciekawszych należą lutowy karnawał z pochodami przebierańców i koncertami flamenco (szczególnie ten z Kadyksu – Carnaval de Cádiz), Feria de Abril de Sevilla – barwne kwietniowe uroczystości w Sewilli (będące największym w Hiszpanii jarmarkiem), magiczne procesje organizowane w ramach Wielkiego Tygodnia (Semana Santa), majowa Feria del Caballo w Jerez de la Frontera, czerwcowo-lipcowe festiwale muzyczne, np. Festival de la Guitarra de Córdoba odbywający się w Kordobie, oraz sierpniowa Feria de Agosto w Maladze, nazywana „Wielką Fiestą Lata” (Gran Fiesta del Verano). Jedno jest pewne: 8,5-milionowa Andaluzja tętni życiem przez wszystkie dni w roku, chociaż – ze względu na warunki klimatyczne – przede wszystkim podczas mniej upalnych wieczorów.

Najbardziej ożywionym zakątkiem tej części kraju pozostaje niewątpliwie jej 700-tysięczna stolica Sewilla, bodaj najsilniej kuszące z miast południowej Hiszpanii. Uważa się ją przy tym za jeden z najgorętszych ośrodków Europy – średnie roczne temperatury powietrza sięgają w niej 19,2°C. Właśnie tu odnotowano prawdopodobnie najwyższy poziom słupka rtęci w historii całego kontynentu – 30 lipca 1876 r. termometry pokazały 51°C. Uroda tego miejsca została uczczona w refrenie dawnej lokalnej pieśni brzmiącym: Quien no ha visto Sevilla, no ha visto maravilla („Kto nie widział Sewilli, ten nie widział cudu”). W przeszłości to miasto cudów upodobało sobie wielu pisarzy i poetów. Właśnie tutaj swoje fikcyjne, pełne przygód życie prowadzili Carmen ze słynnej opery Georges’a Bizeta (1838–1875) oraz Don Juan z poematu George’a Gordona Byrona (1788–1824). Także współcześnie niezmiernie fascynująca Sewilla przyciąga miłośników literatury, muzyki, teatru i… pomarańczy. Największy andaluzyjski ośrodek nosi nieoficjalnie miano stolicy tych owoców, które można w nim spotkać właściwie na każdym kroku. Przekonamy się o tym szczególnie na wiosnę, kiedy tysiące sewilskich drzewek pokrywa się białymi kwiatami, a wszędzie unosi się słodki zapach cytrusów.

Wspaniałą Sewillę tworzą również zapierające dech w piersiach zabytki, m.in. Katedra Najświętszej Marii Panny (Catedral de Santa María de la Sede de Sevilla), uważana za jeden z największych i najświetniejszych budynków gotyckich na świecie. W swoich monumentalnych wnętrzach kryje liczne skarby, np. obrazy Bartolomé Estebana Murilla (1617–1682) i Francisca Goi (1746–1828) oraz krzyż wykonany z pierwszego złota, jakie Krzysztof Kolumb przywiózł z Ameryki do Europy. Niesamowite wrażenie robi też stanowiąca dziś serce sewilskiej bohemy stara dzielnica żydowska (Barrio de Santa Cruz) oraz okolice placu Hiszpanii (Plaza de España de Sevilla), ozdobionego wykonanymi z płytek ceramicznych (azulejos) herbami wszystkich prowincji kraju. Nie sposób także wyjechać z tego miasta bez wizyty w Alkazarze (Real Alcázar de Sevilla) – budynku dawnej mauretańskiej cytadeli, w którym przez blisko 700 lat mieszkali hiszpańscy królowie. Właśnie w jego murach podjęto decyzję o ekspedycji Ferdynanda Magellana (1480–1521) i to w nim Izabela I Katolicka (1451–1504) i Ferdynand II Katolicki (1452–1516) przyjęli Krzysztofa Kolumba po jego powrocie z Ameryki.

Podobne fascynujące historie związane są również z innymi pełnymi zabytków andaluzyjskimi miejscowościami, które warto odwiedzić, jeśli tylko jeszcze starczy nam czasu. Należy do nich bez wątpienia położona niezmiernie malowniczo, na wysokości ok. 680 m n.p.m., 240-tysięczna Granada, która była ostatnim bastionem i najtrwalszym ośrodkiem muzułmanów w Hiszpanii (do 2 stycznia 1492 r.). Ślady tego okresu odnajdziemy w atmosferze i budynkach miasta, szczególnie w jego starych dzielnicach Albaicín (Albayzín), Sacromonte czy Realejo-San Matías. Zdecydowanie największe wrażenie wywiera w nim potężna Alhambra, dawna mauretańska twierdza, która służyła jako siedziba władcy i dworu Emiratu Granady (Reino nazarí de Granada, Emirato de Granada) istniejącego w latach 1238–1492. Uznawana nieoficjalnie za jeden z cudów świata forteca zalicza się do szczytowych osiągnięć arabskiej architektury, inżynierii, wyobraźni i sztuki. Wygląda jak zamek z Księgi tysiąca i jednej nocy. Miłośników orientalnej kultury zachwycą też z pewnością 120-tysięczny Kadyks (Cádiz), założony w XII w. p.n.e. przez Fenicjan (jako Gádir) i będący jednym z najstarszych ośrodków na Półwyspie Iberyjskim, a także Ronda, 35-tysięczna miejscowość leżąca nad potężnym skalnym urwiskiem (Tajo de Ronda), które dzieli ją na dwie części połączone imponującym Nowym Mostem (Puente Nuevo) wzniesionym w latach 1759–1793.

Na pobliskim upalnym Wybrzeżu Słońca (Costa del Sol) istnieje zresztą mnóstwo równie urokliwych miast. Wiele z nich – tak jak elitarna i luksusowa 140-tysięczna Marbella czy większa, znacznie bardziej zatłoczona i gwarna Malaga (zamieszkiwana przez 570 tys. osób) – poza zabytkami szczyci się również rejonami idealnymi do beztroskiego wypoczynku. Niezaprzeczalną zaletą tego obszaru, podobnie zresztą jak całego południa kraju, jest też to, że z łatwością znajdziemy w nim dużo korzystnych ofert nieruchomości wakacyjnych do wynajęcia na kilka dni, tygodni i dłużej, jak także komfortowych willi czy apartamentów przeznaczonych na sprzedaż, jeżeli tylko chcemy posiadać swój drugi dom pod gorącym słońcem Hiszpanii. Warto tu skorzystać z pomocy doświadczonych firm, działających już na miejscu od wielu lat i zapewniających obsługę w języku polskim. Należą do nich m.in. Iberia Home, entradacasa, P&O Apartments w Marbelli na Costa del Sol, Costa Invest na Orihuela Costa w prowincji Alicante, Costa del Sol Rental z Malagi czy Star Nerja z miejscowości Nerja w historycznym regionie Andaluzji La Axarquía. Dużą popularnością cieszą się tutaj wakacyjne apartamenty i wille położone w takich kurortach, jak np. Altea, Dénia, Torremolinos, Almuñécar, Torrevieja czy Estepona, oraz okolicach Orihueli i Alicante, ale jeśli wybierzemy inne miasto, także bez problemu znajdziemy atrakcyjne lokum w dość przystępnej cenie. Niektóre agencje oferują wynajęcie mieszkania nawet za kwotę od 200 euro za tydzień, a czasem nieco taniej. Za bardziej luksusowe warunki trzeba – oczywiście – zapłacić znacznie więcej, ale urlop na pełnym atrakcji południu Hiszpanii, wśród ciepłych promieni słońca, wspaniałych zabytków, pachnących drzew owocowych i złocistych plaż, na pewno jest tego warty.

380.jpg

Gmach Ratusza wznoszący się przy placu Pomarańczy w kurorcie Marbella

©TURISMO Y PLANIFICACIÓN COSTA DEL SOL S.L.U

Artykuły wybrane losowo

Macedonia – nieodkryte Bałkany

 

Kinga Nowotniak

www.odkrywamyinterior.pl

 

 W porównaniu ze swoimi bałkańskimi sąsiadami Macedonia jest w Polsce stosunkowo mało popularna. Uchodzi raczej za kraj tranzytowy w drodze do Grecji. Polacy ignorują ją jednak bardzo niesłusznie, bo znajduje się tu znacznie więcej niż tylko ładne górskie widoki, jakie rozpościerają się z autostrady wiodącej do przejścia granicznego.

 

Choć może to się wydać zaskakujące, do Macedonii całkiem łatwo dotrzeć z Polski samochodem (odległość z Warszawy do Skopje wynosi ponad 1500 km). Praktycznie całą drogę pokonamy autostradami, co znacznie skraca czas podróży i czyni ją dużo wygodniejszą. Już na miejscu z pewnością docenimy wybór tego właśnie środka lokomocji. Dzięki własnemu autu dojedziemy do najbardziej nawet oddalonych rejonów. Jest to o tyle istotne, że główną atrakcją Macedonii są małe miasteczka i wsie oraz nie naznaczona ludzką obecnością przyroda. Niestety, jeśli nie będziemy się poruszać po kraju samochodem, zwiedzanie okaże się nieco trudniejsze. O ile do większych miast dostaniemy się autobusami, o tyle w przypadku niewielkich miejscowości musimy korzystać z taksówek (a i tymi nie wszędzie dotrzemy).

 

Osobom, które zdecydują się na podróż samolotem, pozostaje wypożyczenie auta na miejscu. Jeżeli chcemy zobaczyć jak najwięcej, to na pewno warto je wynająć. Do macedońskiej stolicy Skopje nie ma na razie bezpośrednich połączeń lotniczych z Polski. Zarówno tradycyjni przewoźnicy, jak i ci niskobudżetowi oferują loty z przesiadkami. Zdarzają się jednak nawet takie super promocje, w ramach których dolecimy na skopijskie lotnisko już za ok. 200–300 zł. Możemy też dotrzeć bezpośrednio do Belgradu, stolicy Serbii, i w nim wypożyczyć samochód na wyprawę do Macedonii. Oczywiście, zostaje nam jeszcze wycieczka autobusem. Poza tym z naszego kraju samoloty kursują bezpośrednio do Sofii w Bułgarii. Stąd autobusem lub autem również przekroczymy macedońską granicę. Niestety, ze względu na drogi podróż nie będzie tak wygodna jak z Belgradu, z którego do Skopje prowadzi całkiem przyzwoita autostrada.

 

Miasto pomników

 

Niezależnie od wybranego środka transportu, zwiedzanie warto zacząć od macedońskiej stolicy. Często zwycięża ona w rankingach na najbrzydsze i najmniej ciekawe miasto stołeczne na świecie. Jednak mimo wielu negatywnych opinii Skopje ma swój osobliwy urok, na który składają się m.in. tysiące pomników w zasięgu wzroku. To zdecydowanie niedoceniane miejsce.

 

Nagromadzenie rozmaitych monumentów jest efektem projektu Skopje 2014, na realizację którego wydano ponoć ponad 500 mln euro (!). Najwięcej pieniędzy przeznaczono na posągi większości macedońskich postaci historycznych. Projekt miał na celu zmodernizowanie miasta i nadanie mu nowego wyglądu, który przyciągnąłby turystów. W lipcu 1963 r. aż ok. 80 proc. zabudowy stolicy Macedonii zostało zniszczone przez potężne trzęsienie ziemi. Skopje trzeba było zaprojektować praktycznie od nowa. O 40 latach borykania się ze skutkami tego tragicznego wydarzenia przypomina pomnik wystawiony w centrum, w pobliżu Muzeum Miasta Skopje. Ten monument architektonicznie jeszcze się broni, ale nie można już tego powiedzieć np. o rzeźbach innych naturalistycznie przedstawionych postaci. Twarze bohaterów macedońskich patrzą na turystów i mieszkańców z każdego budynku rządowego i z kilku mostów przewieszonych nad rzeką Wardar. Spacer po stolicy to odkrywanie coraz to nowych pomników porozrzucanych po całym mieście. Warto je zobaczyć ze zwykłej ciekawości, bo same w sobie nie przedstawiają raczej zbyt dużej wartości artystycznej.

 

Po zwiedzaniu współczesnej części Skopje najlepiej wyruszyć na poszukiwania atmosfery dawnych czasów. Znajdziemy ją w rejonie noszącym nazwę Stary Bazar (Stara čaršija), gdzie łatwo zgubić się wśród wąskich uliczek, wzdłuż których ciągną się sklepy z antykami i małe manufaktury macedońskich rzemieślników. Z witryn spoglądają na turystów manekiny ubrane w cekinowe suknie balowe zaprojektowane według lokalnych kanonów mody, ale również wspaniałe dzieła tutejszych jubilerów. Ich umiejętności w wytwarzaniu srebrnej biżuterii budzą zachwyt, ceny są jednak adekwatne do wysokiej jakości wyrobów. Stary Bazar to także najlepsze miejsce na spróbowanie narodowej potrawy Macedonii – tawcze grawcze. Ta zapieczona w glinianej miseczce fasola z cebulą i czerwoną papryką w intensywnie pomidorowym sosie serwowana z dodatkiem mięsa przypomina trochę fasolkę po bretońsku. W wersji macedońskiej, zgodnie ze starym zwyczajem, zapiekana jest w piecach w naczyniach z pewnością zakupionych u tutejszych handlarzy. Wszystkie miski mają prawdopodobnie swoje dzieje, a jedli z nich zarówno turyści, jak i miejscowi Bośniacy, Turcy, Serbowie, Romowie i Albańczycy, którzy mieszkają w okolicznych niskich domkach stojących wzdłuż wąskich uliczek. Tawcze grawcze warto zagryźć świeżym chlebem i popić białym winem Smederevka z regionu winiarskiego Tikveš.

 

Latem temperatury w Macedonii bywają wysokie, dlatego dla ochłody można wybrać się do kanionu Matka (po macedońsku Łono), położonego nie tak daleko od stolicy. Znajduje się w nim jezioro o tej samej nazwie. Tak naprawdę jest sztucznym zbiornikiem, powstałym po wybudowaniu w 1937 r. zapory na rzece Treska. Z jednej strony kanionu wznoszą się wysokie zbocza góry Wodno (1066 m n.p.m.), a z drugiej – strome ściany masywu Osoj (Kowaczica). Wzdłuż jeziora prowadzi wykuta w skałach ścieżka, którą dochodzi się aż do zapory. Oprócz tego można tu wsiąść w romantyczną łódkę i popłynąć do jednej z najgłębszych jaskiń w Europie – Wrelo (Vrelo). Do kanionu dostaniemy się zarówno autobusem miejskim, jak i… na dwóch kółkach! Z wynajęciem tego ostatniego środka transportu nie powinno być problemu, bo w Skopje funkcjonuje miejski system wypożyczania rowerów z dość symbolicznymi opłatami. Trasa nad jezioro Matka jest bezpieczna, a kierowcy samochodów, inaczej niż w sąsiednich krajach bałkańskich, są tutaj przyzwyczajeni do rowerzystów.

 

Warto też wybrać się na pieszą wycieczkę na wspomnianą już górę Wodno, która znajduje się zaraz obok południowo-zachodniej granicy stolicy i stanowi naturalną barierę oddzielającą ją od akwenu w kanionie. Ze szczytu rozpościera się wspaniała panorama miasta i okolicy. Stoi na nim również ogromny Krzyż Milenijny (66 m), wyższy od słynnej figury Chrystusa Odkupiciela z Rio de Janeiro w Brazylii i podobnego pomnika z polskiego Świebodzina. Ma on upamiętniać 2000 lat rozwoju chrześcijaństwa w Macedonii i na świecie oraz symbolizować wejście w nowe tysiąclecie. Albańczycy, którzy są znaczną grupą wśród obywateli republiki (ponad 25 proc. całej populacji), uważają jednak, że monumentalna konstrukcja jest znakiem niechęci prawosławnej społeczności południowosłowiańskiej (stanowiącej w kraju większość) do muzułmańskiej mniejszości pochodzenia albańskiego. Ten pogląd nie wydaje się bezpodstawny, bo krzyż postawiono w 2002 r., tuż po zakończeniu konfliktu zbrojnego w Tetowie.

 

Charakterystyczny obiekt na szczycie góry pełni poza tym bardzo praktyczną funkcję. Uchodzi za najlepszy drogowskaz podczas spacerów po Skopje i wręcz uniemożliwia zgubienie się w mieście. Nocą podświetlony krzyż błyszczy na niebie niczym gwiazda i jest z daleka widoczny z autostrady, dzięki czemu służy jako punkt orientacyjny. Ze względu na tę rolę przypomina latarnię morską, ale umieszczoną w głębi lądu. Z samym wzniesieniem wiąże się pewna ciekawostka. Podobno jego rejon jeszcze niedawno był powszechnie znany jako popularne miejsce dla par umawiających się na seks w samochodzie. Lokalne władze wprowadziły kilka lat temu nawet specjalny zakaz takich aktywności w tej okolicy, za którego złamanie grozi kara pieniężna do 1500 euro. Zwyczaj przyjął się na tyle mocno, że zwrot byliśmy na Wodnie w niektórych sytuacjach interpretowano jako przyznanie się dwójki osób do kontaktów seksualnych.

 

Niezbyt wysoka góra nie robi wrażenia na amatorach trekkingu. Wielki krzyż zdaje się być na wyciągnięcie ręki. Wiedzie tu asfaltowa droga, którą można pokonać samochodem lub nawet autobusem miejskim (dwupoziomowym!). Następnie z parkingu na szczyt idzie się już pieszo wyznaczonym szlakiem lub wjeżdża nowoczesną koleją gondolową z 2010 r. W trakcie wędrówki mija się zazwyczaj wielu Macedończyków, którzy bardzo lubią spędzać weekendy aktywnie. Ustawione przy samym krzyżu stoliki oblegają z reguły liczne grupy ludzi. Piknik możemy zorganizować nawet na małych drewnianych tarasach widokowych przyklejonych do zboczy. Na szczycie znajduje się także wiele restauracji, w których warto zamówić mocno gazowaną wodę Pelisterkę w dużej szklanej butelce, dokładnie takiej, jakich używano w latach 80. XX w. w Polsce. Z pewnością znakomicie zaspokoi ona nasze pragnienie, szczególnie po letniej wspinaczce na tę niepozorną górę, gdy temperatura powietrza sięga 30°C.

 

Noworoczne fajerwerki nad placem Macedonia w centrum stolicy kraju

37 - Ploshtad Makedonija - Zoran Sekerov

© AGENCY FOR PROMOTION AND SUPPORT OF TOURISM OF REPUBLIC OF MACEDONIA

 

Górskie krajobrazy

 

Kiedy obejrzymy już wszystkie największe atrakcje stolicy, powinniśmy odpowiedzieć sobie na pytanie, co tak naprawdę lubimy. Jeśli wolimy spędzać czas nad wodą, czekają na nas przepiękne macedońskie jeziora, np. Jezioro Ochrydzkie (358,2 km² powierzchni) lub Prespa (276,2 km²), nad którymi odpoczniemy w cichych, zapomnianych wioskach. Jeżeli jesteśmy aktywni, a górskie wędrówki nie są nam obce, zapewne spodoba nam się zdobywanie malowniczych szczytów.

 

Wielbicielom gór Macedonia ma niezmiernie wiele do zaoferowania. Co najważniejsze, tutejsze szlaki nie należą do ciężkich i niebezpiecznych. Wyprawy trekkingowe po dobrze oznaczonych trasach wymagają raczej odrobiny lepszej kondycji. Najbliżej Skopje (ok. 50 km) leży ośrodek Popowa Szapka (Popova Sapka – 1780 m n.p.m.), w okolicy którego zimą pojeździmy na nartach na stokach pasma Szar Płanina (Szarska Płanina). Latem natomiast stanowi on doskonałą bazę wypadową na najwyższy miejscowy szczyt, czyli Titow Wrw (2747 m n.p.m.). Podczas wędrówek trzeba jednak uważać na psy pasterskie, często osobniki rasy sarplaninac (szarplaninac), które od wiosny do jesieni przebywają na halach, gdzie pilnują owiec. Niestety, nie zawsze można liczyć na szybką interwencję pasterza. Dlatego w macedońskich górach (nie dotyczy to wszystkich masywów górskich) trzeba być przygotowanym na takie spotkanie i wiedzieć, jak reagować. Przede wszystkim najbezpieczniej chodzić w większej grupie, wtedy czworonożni strażnicy stad nie powinni nas niepokoić. Jeżeli jednak wybieramy się sami lub we dwójkę, warto wziąć ze sobą kije trekkingowe (albo inne) i kilka niedużych kamieni. Psy pasterskie często uciekają, gdy tylko widzą gest zamachnięcia się, więc w razie potrzeby wystarczy jedynie udawać rzucanie.

 

Niedaleko Skopje (ok. 95 km) znajduje się kolejny urokliwy górski kurort, szczególnie popularny zimą, a mianowicie Mawrowo (Mavrovo – 1230 m n.p.m.). Ze względu na piękną okolicę i sztuczne jezioro warto przyjechać tu o każdej porze roku. Jedną z atrakcji tego niezmiernie malowniczego zakątka jest Kościół św. Mikołaja z 1850 r., który przy wysokim stanie wody wygląda, jakby unosił się na powierzchni zbiornika. Latem i jesienią udaje się nawet dojść pod świątynię suchą stopą, ponieważ tafla obniża się na tyle, że brzeg przesuwa się w głąb jeziora.

 

Malowniczy rejs przez wypełniony szmaragdową wodą kanion Matka

46 - Kanjon Matka

© AGENCY FOR PROMOTION AND SUPPORT OF TOURISM OF REPUBLIC OF MACEDONIA

 

Nad błękitnymi wodami

 

Zarówno wielbicielom pocztówkowych akwenów, jak i osobom niezdecydowanym, co chciałyby robić w Macedonii, z pewnością spodobają się wspomniane jeziora Ochrydzkie i Prespa. Oddziela je od siebie Park Narodowy Galiczica (Galicica – ok. 250 km² powierzchni), przez który można przejechać samochodem. Trasę między oboma zbiornikami pokonamy w mniej więcej godzinę, a przy okazji będziemy podziwiać wspaniałe widoki, jakie rozpościerają się z przełęczy Livada (1568 m n.p.m.). Z tego ostatniego miejsca wyruszymy także na Magaro, najwyższy szczyt w parku (2254 m n.p.m.). Przy dobrej pogodzie da się z niego dostrzec oba akweny.

 

Znajdujące się nad Jeziorem Ochrydzkim miasto Ochryda (695–740 m n.p.m.) to perełka Macedonii i jedna z najstarszych osad ludzkich w Europie. W większości została zbudowana między VII i XIX w. Wznosi się tutaj pierwszy w dziejach słowiański klasztor (poświęcony św. Pantaleonowi), który powstał ponoć już w 863 r. Miasto słynie z tego, że miało niegdyś aż 365 kościołów, po jednym na każdy dzień roku. Dlatego też bywa nazywane „Jerozolimą Bałkanów”. Wielkie walory przyrodnicze i kulturalne regionu Ochrydy doceniła organizacja UNESCO, która umieściła go na swojej prestiżowej Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości. Na pewno spotkamy tu mnóstwo turystów. Nie ma się zresztą czemu dziwić. Zabytkowe miasto jest przepięknie położone, a spacer po jego wąskich, kamiennych uliczkach stanowi wyjątkową przyjemność. W sezonie i w weekendy Ochryda tętni życiem. Restauracje są wypełnione, nad wodą zbierają się prawdziwe tłumy. Niestety, nie znajdziemy tutaj piaszczystych plaż, a jedynie wąskie pasy kamieni, kilka pomostów w centrum i trawnik obok nich. Dlatego na plażowanie i kąpiel lepiej wybrać się do jednego z miasteczek leżących przy trasie wiodącej wzdłuż jeziora w kierunku granicy z Albanią. Warto również wynająć domek stojący tuż przy kamienistym brzegu, gdzie nikt nie będzie nam przeszkadzał. Odpoczniemy w nim w ciszy i spokoju. W pobliskiej restauracji natomiast zjemy świeżą rybę prosto z Jeziora Ochrydzkiego.

 

Kiedy znudzi nam się opalanie, możemy odwiedzić założony w 905 r. Monastyr św. Nauma, który znajduje się niedaleko albańskiej granicy. Dotrzemy do niego zarówno samochodem, jak i statkiem turystycznym, odpływającym z Ochrydy. Wokół tutejszego malowniczo położonego klasztoru przechadzają się pawie. Są dosłownie wszędzie i trzeba uważać, aby się z nimi nie zderzyć, ponieważ lubią wlatywać na dach monastyru i okolicznych budynków. Oprócz tego powinniśmy także spróbować smacznych dań podawanych w miejscowych restauracjach.

 

Równie piękne, ale dużo mniej popularne, jest jezioro Prespa, znajdujące się po drugiej stronie Parku Narodowego Galiczica, u zbiegu granic Macedonii, Grecji i Albanii. Poza sezonem czasem na tutejszych plażach nie ma nikogo. Jedynie w gęstych zaroślach przy brzegu, w wykarczowanych przecinkach lokalni rybacy zostawiają swoje łodzie. Nad tym niezmiernie urokliwym zbiornikiem żyją pelikany, kormorany i czaple. Najlepiej zatrzymać się w jednej z malowniczych wiosek leżących trochę wyżej, w górach, tuż przy granicy Parku Narodowego Pelister (171,5 km² powierzchni). W miejscowościach takich jak Brajčino (ok. 1000 m n.p.m.) i Ljubojno (mniej więcej 900 m n.p.m.) można odciąć się od otaczającego świata i doświadczyć prawdziwej macedońskiej gościnności. Znajduje się w nich kilka kameralnych pensjonatów, są też pokoje do wynajęcia. Taki wypoczynek urozmaica wyśmienita domowa kuchnia. Sałatka szopska i dania z grillowanego mięsa nigdzie nie smakują tak świetnie jak u miejscowych gospodarzy.

 

Na wschód od brzegów jeziora Prespa i dalej aż na terytorium północnej Grecji rozciąga się pasmo górskie Baba. Charakterystycznym elementem tutejszego krajobrazu są gołoborza. Stoki jedynie gdzieniegdzie porasta las iglasty, m.in. z endemiczną bałkańską sosną rumelijską, nazywaną sosną macedońską. Najwyższym szczytem jest Pelister (2601 m n.p.m.). Przy sprzyjających warunkach atmosferycznych łatwo go zdobyć, ale nawet lekkie oblodzenie uniemożliwia osiągnięcie celu, choć wierzchołek widać ze szlaku jak na dłoni. Pokonanie niektórych tras zajmuje nawet 13 godz. i wymaga przejścia po śliskich kamieniach. W okolicy samego szczytu leżą dwa małe górskie akweny zwane Pelisterski Oczi: Wielkie Jezioro (Golemo Ezero, 2218 m n.p.m.) i Małe Jezioro (Маlo Ezеrо, 2180 m n.p.m.). Wyprawę do nich najlepiej rozpocząć spod wyciągu narciarskiego w miejscowości Niżepołe (Nižepole), położonej niedaleko zabytkowej Bitoli – drugiego co do wielkości miasta w Macedonii (ponad 75 tys. mieszkańców). Według informacji na drogowskazach z tego punktu czeka nas jedynie 4 godz. marszu na odcinku 9 km. Szlak biegnie początkowo drogą gruntową, a później wchodzi w las i zygzakami wiedzie ostro w górę.

 

W tektonicznym jeziorze Prespa występuje aż 9 endemicznych gatunków ryb

41 - Prespansko ezero - nace popov

© AGENCY FOR PROMOTION AND SUPPORT OF TOURISM OF REPUBLIC OF MACEDONIA

 

Wyprawy winne

 

Oprócz wspaniałych jezior i majestatycznych gór oraz niezwykłej gościnności swoich mieszkańców Macedonia słynie również z doskonałego wina. Najbardziej znane krajowe winnice – Tikveš (jej historia sięga 1885 r.) i Popova Kula – leżą na południu. Do obu można wybrać się w odwiedziny, aby skosztować produkowanych przez nie szlachetnych trunków i specjalnie dobranych do nich przekąsek. Wśród nich są najlepsze macedońskie sery i wędliny. Osoby z większym apetytem nasycą głód tradycyjnymi daniami regionu. Warto wiedzieć, że jedynie w winnicy Popova Kula działa komfortowy hotel, w którym na gości czekają 33 pokoje. Jeżeli na degustację przyjedziemy samochodem i nie zapewnimy sobie transportu powrotnego, lepiej skorzystajmy z możliwości noclegu. Tutejsze wina smakują wyśmienicie i trudno poprzestać tylko na jednym kieliszku. Budynek hotelowy stoi na wzgórzu wśród winorośli, a z jego okien rozpościera się przepiękny widok na położone w dole zabytkowe miasteczko Demir Kapija. Na miejscu wypożyczymy także rowery lub weźmiemy udział w zorganizowanym spływie kajakowym po rzece Wardar.

 

Warto wspomnieć, że Macedończycy, podobnie jak mieszkańcy Bałkanów w ogóle, uwielbiają biesiadować. W trakcie spotkań przy wspólnym stole chętnie rozmawiają i śpiewają. Co najważniejsze w obecnych czasach, rzadko zerkają wtedy na telefon, a skupiają się raczej na swoim towarzystwie. Wizyta w restauracji lub kafanie (po macedońsku kafeanie), czyli rodzaju karczmy w krajach byłej Jugosławii, ma też bardziej oczywiste zalety. Macedońskie potrawy są wyjątkowo smaczne, a Polacy nie od dziś przecież cenią sobie bałkańską kuchnię. Dodatkowo ceny dań bywają niezmiernie atrakcyjne dla turysty. W knajpkach podaje się również wyśmienitej jakości regionalne wina, za które zapłacimy już od 20 zł za butelkę.  

  

Niezależnie od tego, czy zdecydujemy się na wycieczki górskie, sielski odpoczynek nad jeziorami, czy odkrywanie zapomnianych miasteczek, Macedonia na długo pozostanie w naszej pamięci. To niewątpliwie zasługa niezwykle gościnnych Macedończyków, tutejszego wspaniałego jedzenia i jeszcze lepszych trunków. A jeśli będziemy chcieli przypomnieć sobie podróż w te malownicze strony, wystarczy, że wyjmiemy przywieziony ze sobą słoik z pyszną pastą warzywną ajwar i butelkę macedońskiego wina, a ich wyborny smak jak za skinieniem magicznej różdżki wyczaruje w naszym domu cudowną atmosferę tego naprawdę wyjątkowego bałkańskiego kraju.

 

Dania ze świeżych ryb podawane nad jeziorem Dojran na granicy z Grecją

14 - Hrana riba Dojran

© AGENCY FOR PROMOTION AND SUPPORT OF TOURISM OF REPUBLIC OF MACEDONIA

 

Portugalia – tam, gdzie Europa spotyka Atlantyk

GRZEGORZ MICUŁA

 

<< Portugalia (zaledwie ponad 92 tys. km2 powierzchni) powstała w wyniku walk z Maurami podczas rekonkwisty Półwyspu Iberyjskiego. W XV i XVI stuleciu portugalscy żeglarze odbyli wiele podróży morskich, odkryli nieznane lądy, założyli faktorie handlowe i kolonie, m.in. Indie Portugalskie, Brazylię, Portugalską Afrykę Zachodnią i Wschodnią oraz Gwineę Portugalską. Z dawnego ogromnego imperium kolonialnego dziś nic już nie zostało. Do Portugalii należą jednak do dziś urocze atlantyckie archipelagi Madera i Azory. >>

 

Latarnia morska (28-metrowa) na Przylądku św. Wincentego (Cabo de São Vicente)

©© REGIÃO DE TURISMO DO ALGARVE

 

W ojczyźnie mieszka obecnie prawie 10,3 mln Portugalczyków. Kraj jest dość jednolity pod względem narodowościowym. Niewielka liczba imigrantów żyje w Lizbonie i Porto. Miasta zamieszkuje tylko mniej więcej 64 proc. ludności. Z tego względu Portugalia należy do tych europejskich krajów, które charakteryzują się niższym wskaźnikiem urbanizacji.

Uprawia się tu głównie pszenicę i kukurydzę, a także winorośl, migdałowce, figowce, oliwki, drzewa owocowe i warzywa. W krajobrazie historycznej prowincji Alentejo dominuje dąb korkowy. Portugalia zajmuje pierwsze miejsce na świecie w eksporcie kory tego drzewa (ok. 50 proc. światowej produkcji). Ważnym elementem gospodarki jest rybołówstwo, a jednym z podstawowych dań kuchni portugalskiej są sardynki w różnej postaci. Ostatnio szybko rosną też dochody z turystyki, która rozwinęła się szczególnie na południu kraju w regionie Algarve, stołecznej Lizbonie i jej okolicy oraz na Maderze.

 

SŁONECZNE WYBRZEŻE

Algarve to jeden z najpiękniejszych zakątków Europy. Strome, różnokolorowe klify opadają tu do błękitnego Atlantyku. Pomiędzy nie wciśnięte są zatoczki z niewielkimi, malowniczymi plażami. Z fal oceanu sterczą stożkowate skały tworzące surrealistyczne kompozycje, a oślepiająco białe domy kryją się wśród gęstej zieleni podzwrotnikowych roślin. Algarve nie bez powodu nazywane jest ogrodem Portugalii. Drzewa cytrusowe, migdałowce i figowce rosną w nim wszędzie. Kwitnące krzewy oleandrów, bugenwilli, róż, jaśminów i geranium pokrywają każdy skrawek ziemi, wspinają się na mury...

U ujścia rzeki Douro (Duero) do Atlantyku leży Porto (od stojącej tu niegdyś rzymskiej fortecy Portus Cale pochodzi nazwa Portugalii). W okolicznych winnicach produkuje się słynne wino porto. Do najstarszych miast w kraju należy Coimbra. Znajduje się w niej pierwszy portugalski uniwersytet, założony w 1290 r. Uwagę zwraca tutaj okazała romańska katedra obronna (Sé Velha) stojąca na szczycie wzgórza zabudowanego piętrzącymi się domami o ceglastych dachach. Warto odwiedzić też ciekawy park tematyczny zwany Portugalią Maluchów (Portugal dos Pequenitos), gdzie można oglądać miniatury znanych zabytków i typowych budynków wiejskich ze wszystkich prowincji w kraju oraz dawnych portugalskich kolonii.

Najsłynniejsze sanktuarium znajduje się w Fatimie koło miasta Leiria. Troje pochodzących z niej dzieci, pasterzy owiec, 13 maja 1917 r. zobaczyło wśród gałęzi dębu postać Maryi z różańcem w dłoniach. Kult Matki Boskiej Fatimskiej dawno już przekroczył granice Portugalii. Każdego 13 maja i 13 października setki tysięcy pielgrzymów modlą się na olbrzymim placu przed strzelistą Bazyliką Matki Boskiej Różańcowej (Basílica de Nossa Senhora do Rosário). Pobliskie miasto Tomar znane jest z kolei z ogromnego Klasztoru Zakonu Chrystusa (Convento de Cristo) ze słynnym manuelińskim oknem, które zdobi niezwykłe bogactwo wykutych w kamieniu motywów.

Aby zobaczyć najpiękniejszy gotycki klasztor w Portugalii (Mosteiro de Alcobaça), trzeba odwiedzić miejscowość Alcobaça. Sprowadzeni z Francji cystersi wznieśli tu wspaniałą świątynię wzorowaną na nieistniejącym już kościele w opactwie Clairvaux i imponujące rozmiarem zabudowania klasztorne z kuchnią i refektarzem na 600 biesiadników oraz wirydarzem z krużgankami ozdobionymi kamienną koronką maswerków. Stąd blisko już do innego klasztoru (Mosteiro da Batalha), znajdującego się w miejscowości Batalha i powstałego jako podziękowanie Matce Boskiej za zwycięstwo nad armią króla Jana I Kastylijskiego (1358–1390) w bitwie pod Aljubarrotą w sierpniu 1385 r., oraz malowniczego, nadmorskiego miasteczka Nazaré, gdzie przy brzegu oceanu tworzą się gigantyczne fale. Z tego ostatniego przez kurorty wybrzeża można dotrzeć do stolicy kraju.

 

UROKI STOLICY

Lizbona leży w miejscu, gdzie rzeka Tag rozlewa się w szerokie ujście nazwane Słomianym Morzem (Mar da Palha) od złotego blasku odbijającego się w jego falach. Uważana jest za jedną z najpiękniejszych metropolii Europy. Najwspanialszy widok na miasto podziwiać można z pokładu płynącego po rzece statku. Pomiędzy wzgórzem zwieńczonym Zamkiem św. Jerzego (Castelo de São Jorge), na którego stokach wyrosła malownicza historyczna dzielnica Alfama, a Bairro Alto (czyli Górną Dzielnicą) rozciąga się handlowa Baixa. Bardziej na lewo leży Alcântara, dzielnica przemysłowo-portowa dochodząca do jednego z najdłuższych wiszących mostów w Europie (2277 m) – Ponte 25 de Abril. Dalej w kierunku oceanu rozciąga się Belém z Klasztorem Hieronimitów (Mosteiro dos Jerónimos), Pomnikiem Odkrywców (Padrão dos Descobrimentos) i Wieżą Betlejemską (Torre de Belém).

Ten naturalny port wykorzystywali podobno już żeglarze feniccy. Rzymianie wznieśli tu warowny gród Olisipo, przebudowany przez kolejnych zdobywców – Wandalów, Alanów, Swebów, Wizygotów i Maurów. Portugalczycy po wyparciu tych ostatnich w 1147 r. powiększyli mauretański zamek i postawili nowe mury miejskie z 77 wieżami i 36 bramami. Panujący w latach 1279–1325 król Dionizy I (Dinis I) rozbudował twierdzę i uczynił z niej wspaniałą rezydencję królewską.

Epoka wielkich odkryć geograficznych przyniosła gwałtowny rozwój miasta. Do portu w Belém (dziś dzielnicy Lizbony) przypływały karawele wypełnione egzotycznymi towarami, przyprawami i złotem. W połowie XVIII stulecia w stolicy Portugalii mieszkało już blisko 300 tys. ludzi. Miasto było jedną z najwspanialszych metropolii Europy.

Sądny dzień nadszedł 1 listopada 1755 r., w uroczystość Wszystkich Świętych. Lizbonę zniszczyło wtedy potężne trzęsienie ziemi. Budynki rozsypywały się jak domki z kart, walące się kościoły pogrzebały tłumy modlących się. Miasto ogarnęły pożary, a wzburzone fale zalały niżej położone dzielnice, pozbawiając życia kolejne tysiące ludzi. Szacuje się, że w katastrofie zginęło nawet ok. 90 tys. osób, kilka razy więcej zostało rannych. Zniszczeniu uległo podobno 15 tys. domów, 100 kościołów, 40 klasztorów i 300 pałaców, w tym wspaniały pałac królewski nad Tagiem (Paço da Ribeira). Dziś w jego miejscu znajduje się rozległy plac Handlowy (Praça do Comércio).

Panujący w latach 1750–1777 król Józef I (José I) podczas trzęsienia ziemi przebywał poza Lizboną i dzięki temu ocalał. Jego wszechwładny premier, markiz de Pombal (Sebastião José de Carvalho e Melo, 1699–1782), na pytanie załamanego władcy, co ma robić, odpowiedział: Pogrzebiemy zmarłych i nakarmimy żywych. To zdanie przeszło do historii jako symbol czynu. Markiz wykorzystał pełnomocnictwo króla i odbudował miasto według nowoczesnego planu urbanistycznego. Dziś Baixa, najniżej położona dzielnica Lizbony, pokryta siecią ulic krzyżujących się pod kątem prostym wciąż stanowi wierne odwzorowanie planu premiera. Partery odrestaurowanych kamienic zajmują nieprzerwane ciągi mających nieraz dwustuletnią tradycję sklepów, pracowni jubilerskich, kawiarni i restauracji oraz biura podróży i banki.

Praça do Comércio to jeden z najbardziej majestatycznych placów na świecie i klejnot w koronie miasta. Obecny wygląd nadano mu po wielkim trzęsieniu ziemi z 1755 r. Z trzech stron otaczają go arkady i wspaniałe fasady budynków, czwarty bok pozostaje otwarty na przepływający obok Tag. Na środku placu stoi rzeźba konna króla Józefa I z 1775 r. W arkadach po wschodniej stronie znajduje się wejście do Lisboa Story Centre. To innowacyjnie zagospodarowana przestrzeń poświęcona historii stolicy Portugalii, przybliżająca wydarzenia, które ukształtowały miasto. Podobnie jak bogato ilustrowana książka historyczna centrum zabiera zwiedzających w fascynującą podróż w czasie. Monumentalny neoklasycystyczny łuk triumfalny (Arco da Rua Augusta), na który można wjechać windą, prowadzi na wyłączoną z ruchu kołowego ulicę Augusta (Rua Augusta) i jest bramą do Baixy. Odbudowana po trzęsieniu ziemi dzielnica stała się jednym z pierwszych kompleksowych rozwiązań architektonicznych w Europie. Serce miasta bije na położonym w niej placu zwanym Rossio, ozdobionym fontanną i pomnikiem Piotra IV (1798–1834). Oficjalnie miejsce to nosi właśnie imię króla (Praça D. Pedro IV). Podobno jednak – według legendy miejskiej – pomnik przedstawia cesarza meksykańskiego Maksymiliana I (1832–1867). Portugalczycy mieli go kupić za grosze po rozstrzelaniu tego władcy.

Plac Rossio to ulubione miejsce spotkań lizbończyków. Jego północną stronę zajmuje neoklasycystyczny budynek Teatru Narodowego D. Marii II (Teatro Nacional D. Maria II). Obok wznosi się ozdobiony manuelińską fasadą dworzec kolejowy (Estação Ferroviária do Rossio), którego perony znajdują się kilkadziesiąt metrów wyżej. Jest tu także stacja metra i pętla autobusowa, dlatego na placu panuje ciągle wielki ruch. Stąd najszerszą ulicą w mieście (niemal 90-metrową) – aleją Wolności (Avenida da Liberdade) – dochodzi się do wielkiego ronda z pomnikiem przedsiębiorczego markiza, premiera za panowania Józefa I. Z sąsiedniego parku (Parque Eduardo VII) rozciąga się wspaniały widok na Lizbonę i Słomiane Morze.

Nad portugalską stolicą góruje wspomniany Zamek św. Jerzego. Od połowy XIII w. był on rezydencją królów Portugalii. Ta budowla również została zniszczona przez trzęsienie ziemi z 1755 r. Dzisiaj roztacza się stąd cudowny widok na całe miasto, most 25 Kwietnia (Ponte 25 de Abril), gigantyczny pomnik Chrystusa i Tag.

Na szczyt zamkowego wzgórza można się wspiąć wąskimi uliczkami Alfamy, najbardziej malowniczej dzielnicy starej Lizbony. Dawniej słynęła ona ze spelunek i domów rozpusty, dziś mieszkają w niej rybacy, drobni kupcy, rzemieślnicy i robotnicy. Ze względu na ciasną zabudowę okolica przypomina skomplikowany labirynt. Życie toczy się tu wprost na ulicy, w dzielnicy są także nastawione na turystów restauracje, lokale fado, bary, winiarnie i sklepy z pamiątkami. W 1195 r. urodził się w niej św. Antoni Padewski. Dziś w miejscu, w którym wedle tradycji przyszedł na świat, stoi kościół pod jego wezwaniem (Igreja de Santo António de Lisboa). Opodal znajduje się XII-wieczna obronna Katedra (Sé de Lisboa), wyglądem przypominająca raczej warowny zamek niż świątynię.

Naprzeciwko Alfamy na wysokim wzgórzu leży Bairro Alto. Ta historyczna dzielnica Lizbony przyciąga bogatym życiem nocnym. Można się tu dostać koleją linowo-terenową (Elevador da Glória), którą skonstruował inżynier francuskiego pochodzenia Raoul Mesnier de Ponsard (1848–1914), lub niewielkim, żółtym tramwajem przystosowanym do wspinania się po stromych uliczkach (słynna linia numer 28). Na szczycie wzgórza znajdują się ruiny klasztoru należącego niegdyś do karmelitów (Convento do Carmo), zniszczonego podczas trzęsienia ziemi. Do dziś zachowała się manuelińska fasada i gotyckie łuki konstrukcji. Osoby zainteresowane kulturą i zakupami przyciągają plac Largo do Chiado i elegancka ulica Garretta (Rua Garrett) w sąsiedniej dzielnicy Chiado. W tej ostatniej (podobnie jak w Bairro Alto) warto odwiedzić sklepy z antykami wyspecjalizowane w sprzedaży azulejos, w których można obejrzeć kolekcje tych osobliwych dzieł sztuki obejmujące eksponaty od XVIII-wiecznych po współczesne. Z kolei przy Rua das Salgadeiras w Górnej Dzielnicy uwagę zwraca sklep Cork & Co z oryginalnymi wyrobami z korka, narodowego produktu Portugalii.

W Lizbonie należy też wybrać się na barwny targ w Campo de Ourique (Mercado de Campo de Ourique). Targowisko działa od 1934 r., a ostatnio zostało odnowione (w 2014 r.). Sprzedaje się na nim m.in. świeże ryby, mięso, owoce, warzywa, kwiaty i słodycze. Poza tym funkcjonuje tutaj 20 tasquinhas, czyli knajpek, w których można spróbować np. owoców morza, tradycyjnych portugalskich dań, win, serów czy lodów.

  

Górujący nad uroczą Lizboną Zamek św. Jerzego

© TURISMO DE PORTUGAL/CARLOS GIL

 

SKARBY BELÉM

Najstarsze i najciekawsze budowle stolicy znajdują się w nadbrzeżnej dzielnicy Belém (Santa Maria de Belém), szczęśliwie ocalałej w czasie trzęsienia ziemi. Niegdyś był tu port Restelo, przez który przechodziły towary przywiezione z Brazylii, Afryki i Azji. Przy centralnym placu (Praça do Império), otwartym w stronę ujścia Tagu, stoi Klasztor Hieronimitów. Od 1983 r. znajduje się on na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Budowę kompleksu rozpoczęto w 1501 lub 1502 r. na polecenie króla Manuela I (1469–1521). Ten wielki zespół klasztorny autorstwa najwybitniejszych artystów z Portugalii stanowi prawdziwą perłę stylu manuelińskiego, który charakteryzuje się specyficznym połączeniem motywów architektonicznych i dekoracyjnych późnego gotyku i renesansu. Wspaniale prezentuje się zwłaszcza kościół, gdzie znajduje się grobowiec Vasco da Gamy (ok. 1460 lub 1469–1524), który wyruszył stąd w swoją morską podróż do Indii, oraz symboliczny nagrobek najsłynniejszego portugalskiego poety Luísa de Camõesa (ok. 1524–1580). W świątyni pochowano także czterech królów z dynastii Avis, ich żony i dzieci.

Stojący obok Palácio Nacional de Belém (pochodzący z 1559 r.), nazywany również różowym pałacem z powodu nieco już wypłowiałego koloru fasady, jest obecnie oficjalną siedzibą prezydenta kraju. Do nowoczesnego, niedawno zbudowanego w okolicy gmachu przeniesiono Narodowe Muzeum Powozów (Museu Nacional dos Coches) z najbogatszą kolekcją powozów konnych na świecie, obejmującą m.in. XVI-wieczne karoce. W pobliżu znajdują się też Muzeum Sztuki Ludowej (Museu de Arte Popular) i Muzeum Morskie (Museu de Marinha) z ciekawymi eksponatami związanymi z portugalskimi odkryciami geograficznymi. Portugalczycy dotarli do wielu regionów w Afryce, Ameryce Południowej i Azji. Vasco da Gama odkrył drogę morską do Indii, a Ferdynand Magellan (1480–1521) po wstąpieniu na służbę Hiszpanii poprowadził pierwszą wyprawę dookoła świata.

Portugalski król Henryk zwany Żeglarzem (1394–1460) sam nie brał wprawdzie udziału w zamorskich podróżach, ale wspierał ekspedycje odkrywcze i badania geograficzne oraz rozwój wiedzy nawigacyjnej. Przedstawiono go na Pomniku Odkrywców. Stoi na dziobie żaglowca z modelem karaweli w jednej ręce i mapą świata w drugiej. Za nim znajdują się postacie żeglarzy, żołnierzy, naukowców, artystów, zakonników i kupców, którzy przyczynili się do powstania portugalskiego imperium kolonialnego. Plac za monumentem wyłożony jest kamienną mozaiką prezentującą mapę odkryć Portugalczyków. Bilet wstępu upoważnia do zwiedzenia niewielkiej ekspozycji we wnętrzu pomnika oraz do wejścia na górę, skąd rozciąga się wspaniały widok na ujście Tagu, sąsiedni Klasztor Hieronimitów i Wieżę Betlejemską. Ta ostatnia, inaczej Wieża św. Wincenta (Torre de São Vicente), została zbudowana w latach 1514–1520 na polecenie króla Manuela I dla obrony portu przed piratami. Mimo niewielkich rozmiarów (ok. 30 m wysokości) była trudna do zdobycia. W XIX stuleciu znajdowało się tu m.in. więzienie, do którego trafił w 1833 r. na dwa miesiące generał Józef Bem (1794–1850), twórca Legionu Polskiego w Portugalii. Podczas zwiedzania Belém trzeba też koniecznie wybrać się do cukierni „Pastéis de Belém”, aby spróbować pastéis de Belém (pastéis de nata), słynnych ciastek wypiekanych od 1837 r. w budynkach połączonych z rafinerią cukru.

Z Lizbony warto wyruszyć na Cabo da Roca. Po drodze można odwiedzić Sintrę, malowniczo położone górskie miasto ze starym, romantycznym pałacem (Palácio Nacional da Pena). Na zainteresowanie w tej okolicy zasługują poza tym rokokowa letnia rezydencja królewska w Queluz (Palácio Nacional de Queluz) i kompleks architektoniczny w Mafrze (Palácio Nacional de Mafra), wzorowany na hiszpańskim Eskurialu, a także Estoril, nadmorski kurort z kasynem.

 

Wiosenna Festa da Flor na Maderze – ozdobione kwiatami platformy na paradzie

© TURISMO DA MADEIRA/FRANCISCO CORREIA

 

WYSPA WIECZNEJ WIOSNY

Już sama nazwa Madera przywodzi na myśl wino o wspaniałym smaku i bukiecie. Ta największa wyspa (ok. 741 km² powierzchni) w archipelagu o tej samej nazwie, należącym do Portugalii, jest pełnym kwiatów ogrodem kwitnącym przez cały rok. Odkryli ją w 1419 r. Portugalczycy, którzy uprawiali na niej trzcinę cukrową i winną latorośl. Z winogron, znakomicie udających się w miejscowym klimacie, od stuleci wytwarza się doskonałe wino deserowe nazwane po prostu... madera. Tu urodził się w 1985 r. Cristiano Ronaldo, jeden z najbardziej znanych piłkarzy na świecie.

Mieszkańcy archipelagu kultywują swoje tradycje podczas takich wydarzeń jak Festiwal Kwiatów (Festa da Flor), Festiwal Wina Madery (Festa do Vinho da Madeira), Festival Colombo na wyspie Porto Santo na cześć Krzysztofa Kolumba czy Festival do Atlântico z imponującymi pokazami sztucznych ogni. Co roku imprezy te przyciągają tłumy turystów.

Funchal, ponad 110-tysięczna stolica archipelagu, to jedno z najpiękniej położonych miast na świecie. Przy porcie leży historyczne centrum z ukończoną w 1514 r. gotycką katedrą (Sé do Funchal), której ołtarze zdobią złocone figury świętych w średniowiecznych szatach. Przed nią kwiaciarki ubrane w tradycyjne stroje sprzedają swój pachnący towar. Wśród mnóstwa egzotycznych kwiatów wyróżniają się pomarańczowe strelicje królewskie – symbol Madery. Te efektowne rośliny spotkamy tu nawet w przydrożnych rowach. Ze względu na strome, brukowane ulice, domy rybaków zamienione na tawerny i restauracje oraz ściany budynków ozdobione azulejos Funchal bywa nazywane małą Lizboną.

W Muzeum Sztuki Sakralnej (Museu de Arte Sacra do Funchal), w sali na pierwszym piętrze wisi obraz związany z naszą historią. Pod postaciami Zachariasza i Anny przedstawiono na nim ponoć Władysława III Warneńczyka i jego portugalską żonę. Miejscowa legenda wspomina o tajemniczym rycerzu zwanym Príncipe Polaco (Księciem Polakiem), który przybył na wyspę w 1446 r. Niektórzy historycy sądzą, że był to właśnie król Polski i Węgier. Jego śmierć na polu bitwy pod Warną w 1444 r. nigdy nie została potwierdzona. Według jednej z teorii syn Władysława Jagiełły nie zginął w walce, ale udał się na wędrówkę po świecie, aby odpokutować to, że zerwał rozejm z sułtanem, choć przysięgał na Biblię, iż go dotrzyma. Tak trafił na dwór króla portugalskiego Alfonsa V (1432–1481), który udzielił mu gościny na odkrytej niedawno Maderze. Tajemniczy pokutnik zamieszkał w nadmorskiej dolinie, gdzie najpierw postawił kapliczkę, a później ufundował kościół pod wezwaniem św. Marii Magdaleny (Igreja de Santa Maria Madalena) w dzisiejszym miasteczku Madalena do Mar. Ożenił się z miejscową szlachcianką i miał z nią dwóch synów. Książę Polak zginął podczas podróży morskiej, kiedy potężny głaz z klifu Cabo Girão zatopił wiozący go statek. Tym samym spełniła się klątwa tureckiego sułtana, który przepowiedział haniebną śmierć na morzu Władysławowi III i jego potomkom.

Maderę odwiedził także 28-letni Krzysztof Kolumb (1451–1506). Przyjechał tu handlować cukrem, ale pokochał i poślubił córkę gubernatora wyspy Porto Santo – piękną Filipę Moniz Perestrelo. Dzięki temu małżeństwu uzyskał dostęp do morskich archiwów Portugalczyków, najsłynniejszych wówczas żeglarzy i odkrywców, co przydało mu się zapewne w czasie podróży przez Atlantyk, zakończonej odkryciem Ameryki. Dziś jedną z atrakcji turystycznych Funchal jest replika karaweli Santa Maria, jednego ze statków odkrywcy. Można popłynąć nią wzdłuż wybrzeża aż do najwyższego przylądka w Europie (580 m n.p.m.) – skalistego Cabo Girão. Po drodze podziwia się miejscowość Câmara de Lobos, której urocze pejzaże malował zakochany w Maderze Winston Churchill (1874–1965).

Nie był on jedynym mężem stanu odwiedzającym wyspę. W 1930–1931 r. 3,5-miesięczny urlop spędzał na niej marszałek Józef Piłsudski (1867–1935). Zatrzymał się w malowniczo położonej willi Quinta Bettencourt na zachodnich przedmieściach Funchal. O jego pobycie przypominają tablice wmurowane w ścianę domu. Obecni właściciele willi chętnie przyjmują gości z Polski, a nawet chcą urządzić tu niewielkie muzeum. Kiedy nabyli tę posiadłość, nie wiedzieli, że kupują ją wraz z polską legendą.

Niedaleko schodów prowadzących do barokowego kościoła w Monte (Igreja de Nossa Senhora do Monte), którego charakterystyczna sylwetka z dwoma białymi wieżami widoczna jest z wielu miejsc w okolicy, zbierają się osoby zainteresowane najbardziej chyba znaną rozrywką na wyspie – zjazdem po bruku wiklinowymi saniami. W tym nietypowym pojeździe z płozami mieszczą się dwie lub trzy (szczupłe) osoby, a sterują nim za pomocą lin dwaj ubrani na biało mężczyźni w słomkowych kapeluszach. Na początku ciągną sanie z pasażerami po wyślizganym bazaltowym bruku, a kiedy te nabiorą prędkości, wyhamowują je podgumowanymi butami. Ernest Hemingway (1899–1961), który odbył kiedyś tę przejażdżkę, określił ją jako rozweselającą.

W Santanie położonej na północnym wschodzie Madery można zobaczyć oryginalne trójkątne domy pomalowane na żywe kolory (tzw. casinhas de Santana). Ich dachy pokryte są strzechą, a ściany od wewnątrz wyłożono drewnem. Ponieważ w ciepłym klimacie wyspy życie toczy się poza domem, traktuje się je głównie jako schronienie przed deszczem i miejsce do spania. Z kolei w leżącym na północnym zachodzie Porto Moniz wielkie oceaniczne fale rozbryzgują się o wulkaniczne wybrzeże. Turyści chętnie relaksują się tu w naturalnych basenach (Piscinas Naturais do Porto Moniz) powstałych w wydrążonych skałach, w których zalega ogrzewana słońcem morska woda. Niedaleko stąd znajduje się miasteczko São Vicente, słynące z produkcji słodkiej specjalności Madery – miodowego ciasta bolo de mel.

Jedną z głównych atrakcji wyspy jest wspaniała przyroda. Dzięki urozmaiconemu ukształtowaniu terenu rozwinęła się tutaj zróżnicowana szata roślinna. W ciągu jednego dnia na Maderze można odbyć podróż przez trzy pory roku: wiosnę, lato i jesień. Wystarczy wybrać się na wycieczkę przez środek wyspy, gdzie wznoszą się góry o wysokości mniej więcej 1300–1850 m n.p.m. (na czele z Pico Ruivo, 1862 m n.p.m., najwyższym szczytem całego archipelagu). Lasy z domieszką drzew laurowych zatrzymują wodę na stromych stokach, chroniąc je przed erozją. Jednocześnie tworzą znakomity mikroklimat. Ostro zarysowane szczyty górskie, głęboko wcięte doliny i malownicze wodospady oraz strome, nadmorskie klify sprawiają, że jest to jedno z najlepszych miejsc na wypoczynek.

Atrakcją Madery są spacery wzdłuż kanałów nawadniających (levadas). Piesze wycieczki wśród eukaliptusów i drzew laurowych oraz pachnących kwiatów i ziół dostarczają niezapomnianych wrażeń. Wielu turystów przyjeżdża tu specjalnie po to, aby całymi dniami wędrować i podziwiać wspaniałą przyrodę tej pięknej wyspy. 

 

Kolej linowa (teleférico) łącząca od 2000 r. historyczne centrum Funchal z Monte

©ASSOCIAÇÃO DE PROMOÇÃO DA MADEIRA

 

Wydanie Lato 2018

Kostaryka – podróż od wschodu do zachodu słońca

24182453665 8d5ff41d97 o Tortuguero

© COSTA RICAN TOURISM BOARD

 

Jerzy Pawleta

www.jerzypawleta.pl 

 

Gdzie w ciągu jednego dnia można zobaczyć wschód i zachód słońca nad dwoma różnymi oceanami – pierwszy nad należącym do basenu Atlantyku Morzem Karaibskim, a drugi nad Pacyfikiem? Szansę na to mamy w uroczej Kostaryce. Najmniejsza odległość, jaka dzieli oba malownicze wybrzeża w tym kraju, to ponad 100 km. Z karaibskich plaż nad pacyficzny brzeg dostaniemy się bez problemu samochodem albo autobusem. Szybciej pokonamy ten dystans, jeśli skorzystamy z usług lokalnych przewoźników – SANSA czy Nature Air – oferujących przeloty samolotami na kilka lub kilkanaście osób.

Więcej…