SYLWIA JEDLAK

<< Kiedy już nadejdą długie zimowe wieczory wielu z nas marzy jedynie o kubku herbaty i ciepłym kocu lub rozgrzewającej kąpieli. A gdyby tak zanurzyć się w basenie wypełnionym wodą z gorących źródeł, gdy wokół leży biały puszysty śnieg... Tę fantazję można urzeczywistnić na niezmiernie gościnnych, bliskich naszym sercom Węgrzech! >>

Polacy korzystali z dobroczynnego wpływu źródeł termalnych już w średniowieczu, ale zagraniczne  wyjazdy do wód zaczęły się cieszyć większą popularnością dopiero w XVII w. Na tego typu podróże mogli sobie wtedy pozwolić raczej tylko przedstawiciele arystokracji. Do Baden pod Wiedniem (Baden bei Wien) jeździł nawet król Władysław IV Waza (1595–1648). Kuracje lecznicze szybko stały się dla niektórych jedynie pretekstem do towarzyskich spotkań lub alternatywą dla wycieczek do najbardziej znaczących europejskich miast. Sama Izabela Czartoryska (1746–1835), żona księcia Adama Kazimierza Czartoryskiego (1734–1823), jeździła do Spa (obecnie w Belgii) wraz ze swoimi adoratorami. Dziś turystyka uzdrowiskowa razem z sektorem spa i wellness jest dostępna dla każdego i ciągle się rozwija. Coraz częściej podróżujący w celach zdrowotnych uzupełniają swój pobyt w kurortach interesującymi wyprawami krajoznawczymi.

 

Węgierskie uzdrowiska zyskały sobie zasłużoną sławę w Europie. Co więcej, Madziarzy znakomicie potrafili wykorzystać dary, które otrzymali od natury. W całym kraju funkcjonuje mnóstwo ośrodków łączących lecznicze walory źródeł termalnych z relaksującym wpływem zabiegów spa oraz rekreacją w kompleksach basenowych, a za najsłynniejsze centrum uzdrowiskowe śmiało może uchodzić stołeczny Budapeszt, nazywany „miastem-zdrojem”.

 FOT. BUDAPEST THERMAL BATHS AND HOT SPRINGS CO. LTD. Kąpielisko Széchenyi Gyógyfürdő és Uszoda w Budapeszcie

 

Termy hrabiego

Chcecie zobaczyć Węgrów grających w szachy w basenie? W takim razie musicie się wybrać do Széchenyi Gyógyfürdő és Uszóda w malowniczym budapeszteńskim Városliget (Lasku Miejskim). Neobarokowe budynki kompleksu zaprojektował znany miejscowy architekt Győző Czigler (1850–1905). W czerwcu 1913 r. kąpielisko oddano do użytku publicznego. Nazwano je na cześć węgierskiego hrabiego Istvána Széchenyiego (1791–1860), uważanego za jednego z największych mężów stanów w dziejach tego ponad 1000-letniego kraju. Szecska, jak mówią o nim pieszczotliwie budapeszteńczycy, to 15 basenów krytych i 3 zewnętrzne. Tutejsze wody lecznicze pochodzą z dwu odwiertów. Z ich dobroczynnych właściwości można skorzystać zarówno podczas kąpieli, jak i krenoterapii (kuracji pitnej). Poza tym na terenie Széchenyi Gyógyfürdő znajdują się również sauny i łaźnie parowe oraz gabinety masażu.

                Po wizycie w Szecsce warto zwiedzić sam Lasek Miejski ze wspaniałym Vajdahunyad vára (Zamkiem Vajdahunyad), który postanowiono wznieść po uroczystych obchodach 1000-lecia państwa węgierskiego w 1896 r. Zimą niedaleko budowli działa sztuczne lodowisko. W północno-zachodniej części tego popularnego parku leży natomiast budapeszteńskie zoo – jedno z najstarszych na świecie, otwarte już w 1866 r. Wiele jego pawilonów zaprojektowano na początku XX w., w tym najbardziej charakterystyczny Elefántház (Dom Słoni) z niebieską kopułą i wieżyczką w kształcie minaretu. W ogrodzie zoologicznym zobaczymy m.in. największą na ziemi jaszczurkę, czyli warana z Komodo.

FOT. UTAZAS.SKZamek Vajdahunyad w Lasku Miejskim

 

                Miłośnicy sztuki powinni wybrać się do Szépművészeti Múzeum (Muzeum Sztuk Pięknych) i galerii Műcsarnok (nazywanej Pałacem Sztuki), które stoją po dwóch przeciwległych stronach Hősök tere (placu Bohaterów). Oba budynki powstały według planów Alberta Schickedanza (1846–1915) i Ferenca Fülöpa Herzoga (1860–1925). Bogate zbiory muzeum obejmują obrazy tak wielkich artystów, jak np. Giotto di Bondone, Rafael Santi, Tycjan, Canaletto, Antoon van Dyck, El Greco, Diego Velázquez, Francisco Goya, Albrecht Dürer, Claude Monet, Paul Cézanne, Paul Gauguin czy József Rippl-Rónai. Wśród dzieł współczesnych twórców znajdziemy tutaj m.in. kompozycję polskiej rzeźbiarki Magdaleny Abakanowicz Klatka II. W hali Műcsarnok organizowane są dla odmiany wystawy czasowe.

FOT. MAGYAR TURIZMUS ZRT. FOTOTÁRHősök tere to najbardziej znany plac w stolicy Węgier

 

                Jeżeli po relaksującej kąpieli w Széchenyi Gyógyfürdő i zwiedzaniu Lasku Miejskiego oraz okazałego placu Bohaterów poczujemy głód, możemy udać się do słynnej restauracji Gundel (Gundel étterem), zawdzięczającej swoją sławę Karolowi Gundelowi (1883–1956), który przejął lokal w 1910 r. O miejscu tym pisał niegdyś nawet amerykański dziennik The New York Times. Do dziś jeden z typowych węgierskich deserów stanowią Gundel palacsinta (naleśniki à la Gundel) z rumowo-orzechowym nadzieniem i sosem czekoladowym. Te w wersji klasycznej kosztują tu 2400 forintów (ok. 34 zł), płonące – 2800 forintów (mniej więcej 40 zł). Ceny pozostałych dań w karcie, jak na restaurację z ugruntowaną pozycją przystało, są odpowiednio wysokie.

 

Urok secesji

Po drugiej stronie Dunaju, w Budzie, u podnóża 235-metrowego Gellérthegy (Wzgórza Gellérta) wznosi się secesyjny Danubius Hotel Gellért, otwarty w 1918 r. wraz z basenami Gellért Gyógyfürdő. Już w średniowieczu działał jednak w tym miejscu szpital, w którym leczono pacjentów wodą pochodzącą z tutejszych gorących źródeł. Po zdobyciu Budy w 1541 r. ich moc docenili także Turcy. Później kąpielisko otrzymało nazwę Sárosfürdő. Co ciekawe, to tu kontrowersyjna polska artystka Katarzyna Kozyra nakręciła film Łaźnia męska, który zaprezentowała w 1999 r. na 48. Biennale w Wenecji. W Gellért Gyógyfürdő popływamy w basenach w odrestaurowanych kilka lat temu wnętrzach (ozdobionych m.in. piękną porcelanową mozaiką ze znanej fabryki Zsolnay) oraz tych na świeżym powietrzu. Oprócz sesji w saunie czy różnorodnych masaży kąpielisko ma w swojej ofercie także np. okłady błotne.

                Na prawym brzegu Dunaju zachowały się również łaźnie z XVI stulecia, z okresu, gdy Budapeszt okupowali Turcy: Rudas Gyógyfürdő i Király Gyógyfürdő. Posiadają typowe dla ówczesnej architektury tureckiej kopuły oraz ośmiokątne baseny. Mimo iż kompleksy te są mniejsze niż dwa wspomniane wcześniej, to warto do nich zajrzeć choćby po to, aby zobaczyć, jak światło słoneczne wpada do środka przez okrągłe otwory w dachu, usiąść pod jednym z łuków i wyobrazić sobie czasy, kiedy kąpał się w nich pasza Imperium Osmańskiego.

                Samo Wzgórze Gellérta oraz 175-metrowe Várhegy (Wzgórze Zamkowe) i jego okolica stanowią zawsze obowiązkowy punkt wycieczek po stolicy Węgier. Na szczycie Gellérthegy stoją poaustriacka cytadela (Citadella) i Szabadság-szobor (Pomnik Wolności) – sylwetka kobiety trzymającej nad głową liść palmowy. W jego zboczu natomiast znajduje się Sziklatemplom, czyli Kościół Skalny pod opieką ojców paulinów. Wisi w nim replika obrazu częstochowskiej Czarnej Madonny. Budavári Palota (Zamek Królewski w Budapeszcie) majestatycznie góruje nad okolicą. Dzięki swojemu malowniczemu położeniu na Wzgórzu Zamkowym często występuje na pocztówkach i fotografiach z węgierskiej metropolii. Szczególnie pięknie prezentuje się po zmierzchu, gdy wspaniale oświetlony odbija się w wodach Dunaju. W jego budynkach funkcjonują dziś muzea i biblioteka. W pobliżu nie wolno przegapić również Mátyás-templom (Kościoła Macieja) z charakterystycznym dachem z kolorowych dachówek ceramicznych oraz neoromańskiej Halászbástya (Baszty Rybackiej) zaprojektowanej przez Frigyesa Schuleka (1841–1919).

 FOT. MAGYAR TURIZMUS ZRT. FOTOTÁR Pięknie oświetlony budapeszteński Zamek Królewski nocą

 

W Zakolu Dunaju

Jeżeli ktoś marzy o spokojnym wypoczynku z dala od gwarnej metropolii, ale nie chce rezygnować z jakości usług, jakie oferuje stolica, powinien wybrać się do zabytkowego Wyszegradu (węg. Visegrád), który leży ok. 40 km na północ od Budapesztu w niezmiernie malowniczym Zakolu Dunaju (Dunakanyar). Tutejsze znakomite warunki naturalne docenili już starożytni Rzymianie. Pozostałości ich warownego obozu obejrzymy na Sibrik-domb, czyli Wzgórzu Sibrik. Nad miasteczkiem dominuje Fellegvár (Zamek Górny), wzniesiony przez króla Bélę IV (1206–1270) i unowocześniany przez kolejnych władców Węgier. Bliżej brzegu Dunaju dojrzymy sylwetkę XIII-wiecznej Salamon-torony (Wieży Salomona), która miała strzec mieszkańców przed najazdami wroga. Warto także zwiedzić Királyi Palota (Pałac Królewski), a raczej jego fragmenty, zrekonstruowane przez archeologów po odnalezieniu ruin budowli.

                Znakomitym miejscem na kilkudniowy pobyt w Wyszegradzie jest 4-gwiazdkowy Thermal Hotel Visegrád z rozbudowanym i komfortowym Lepence Spa. Skorzystamy w nim m.in. z sauny, łaźni parowej oraz basenów: zewnętrznego, wewnętrznego oraz termalnego. W ofercie tego centrum spa & wellness znajdują się również masaże i zabiegi upiększające. W tzw. tepidarium napijemy się też leczniczej wody wpływającej dobroczynnie na pracę układu trawiennego i nerek. Wyszegradzki hotel to obiekt przyjazny dla rodzin z dziećmi. Posiada basen dla maluchów, dania dla najmłodszych w restauracyjnym menu i specjalny pokój zabaw Némó Klub.

 

Śladami historii

Prawie 65 km na południowy wschód od Budapesztu odkryjemy jedno z najstarszych węgierskich miast, zwane niegdyś po polsku Stołecznym Białogrodem – Székesfehérvár. Chociaż ta dawna siedziba królów została zniszczona podczas najazdu Turków w XVI stuleciu, podniosła się z upadku i obecnie możemy podziwiać w niej wiele wspaniałych zabytków w stylu barokowym, np. zabudowania historycznego centrum czy XVIII-wieczną Katedrę św. Stefana (Szent István-székesegyház). Najstarszym zachowanym obiektem architektonicznym jest tu późnogotycka Szent Anna Kápolna, czyli Kaplica św. Anny. Warto odwiedzić również Püspöki Palota (Pałac Biskupi), przed którym stoi Országalma – pomnik z czerwonego marmuru w kształcie królewskiego jabłka upamiętniający króla Stefana I Świętego (969–1038), oraz muzeum apteczne Fekete Sas Patikamúzeum, prezentujące wyposażenie z XVIII w. i historię apteki prowadzonej na początku przez zakon jezuitów.

                W dniu 31 grudnia 1905 r. otwarto w Székesfehérvárze kąpielisko Árpád Fürdő według projektu Jenő Hübnera (1863–1929). Podobno było to ulubione miejsce relaksu znanej węgierskiej śpiewaczki i aktorki z przełomu XIX i XX w. Lujzy Blahy (1850–1926). Obok ośrodka leczniczego powstał także hotel, jednak różne zawirowania historyczne sprawiły, że we wrześniu 1989 r. oba obiekty zostały zamknięte. Od 2010 r. kąpielisko pełni znów swoją dawną funkcję, a dodatkowo wyposażono je w saunę, komnatę solną i gabinety masażu.

 

Średniowieczne mury

Niewielki Zsámbék zyskał sobie zainteresowanie turystów ze względu na malownicze ruiny XIII-wiecznego kościoła romańskiego, zbudowanego wraz z klasztorem, do którego sprowadzono norbertanów. Patronem świątyni został św. Jan Chrzciciel. Niestety, po trzęsieniu ziemi w 1763 r. budowli nigdy nie odrestaurowano.

                W tym mieście, położonym ok. 30 km na zachód od stolicy Węgier, znajduje się 4-gwiazdkowy Szépia Bio & Art Hotel. Jego goście mogą skorzystać m.in. z dwóch basenów (wewnętrznego i zewnętrznego), sauny fińskiej, czterech kortów tenisowych, sal do gry w squasha oraz siłowni i kręgielni. Oferta nowoczesnej strefy wellness obejmuje masaże (np. z użyciem olejków zapachowych lub alg) czy też sesję aromaterapeutyczną w łaźni parowej. W hotelowej restauracji Nyárfás Étterem zjemy zarówno tradycyjne węgierskie dania, jak i lekkie potrawy zdrowej kuchni.

***

Na Węgrzech istnieje jeszcze bardzo wiele miejsc, w których skarby natury służą poprawie ludzkiego zdrowia i samopoczucia, jak choćby uzdrowisko Hévíz niedaleko Balatonu czy jaskinie krasowe w Miszkolc-Tapolca na północy kraju. W okolicy każdego z nich znajdziemy też mnóstwo rzeczy wartych zobaczenia. Niestety, nie sposób zapoznać się ze wszystkimi węgierskimi atrakcjami podczas jednego wyjazdu. Jednak dzięki temu zawsze będziemy mieli pretekst, aby powrócić na ziemię naszych bratanków przy najbliższej okazji, bo gdy znów zawieje zimny wiatr, na pewno zatęsknimy za tutejszymi wspaniałymi gorącymi źródłami, rozgrzewającą palinką i wyśmienitymi winami oraz ciepłymi i serdecznymi Madziarami.


 

Artykuły wybrane losowo

Kolumbia – piękna, kusząca i egzotyczna

SYLWIA JEDLAK

 

<<Polakom ciągle jeszcze Kolumbia kojarzy się dość stereotypowo. Dlatego dużo rzadziej wybierają ją jako kierunek swoich podróży niż inne dalekie kraje. W ten sposób jednak tracą szansę na to, aby przekonać się, jak bardzo błędne są powszechnie powtarzane opinie o tym południowoamerykańskim państwie. Tylko ten, kto odwiedzi pachnącą kawą kolumbijską ziemię, na której rozbrzmiewają rytmy salsy, wznoszą się kolorowe miasta z zabytkami architektury kolonialnej i żyją otwarci, serdeczni ludzie, pozna prawdę. Nie wierzmy więc powtarzanym często stereotypom, nie bójmy się poznać rzeczywistości i z ufnością ruszajmy odkrywać urzekającą Kolumbię! >>

FOT. PROEXPORT COLOMBIA

Więcej…

Słowackie perły – góry i gorące źródła

ROBERT PAWEŁEK

 

Aby posiedzieć w naturalnym gorącym jacuzzi, nie musimy wybierać się aż do Vichy czy Baden-Baden. Termalny raj leży tuż za miedzą – na Słowacji. Natura hojnie obdarowała ten niewielki kraj, w którym doliczono się około 1300 gorących źródeł z wodą mineralną. U naszych południowych sąsiadów mamy do wyboru 23 uzdrowiska wyposażone w aquaparki, kąpieliska, termy i hotelowe SPA. Niektórzy żartują więc, że słowackie morze znajduje się pod ziemią. Słowacja to jednak nie tylko gorące źródła, ale także piękne góry z nowoczesnymi ośrodkami narciarskimi, które co roku poszerzają swoją ofertę i rozbudowują infrastrukturę. Ten kraj jest prawdziwym rajem dla miłośników białego szaleństwa. Mogą oni tutaj przeżyć zimą niezapomnianą przygodę – połączyć jazdę na nartach z relaksem w wodach termalnych.

Więcej…

Sycylia – mit i rzeczywistość

 taormina DSC9981 ORIZZ

Pozostałości teatru greckiego z III w. p.n.e. w Taorminie niedaleko wulkanu Etna

© REGIONE SICILIANA DIPARTIMENTO TURISMO, SPORT E SPETTACOLO

 

DOMINIKA FRIEDRICH

www.sycyliabocznymidrogami.pl

 

 Trójkątna w swoim kształcie Sycylia jest ziemią słońca i ognia Etny zwanej Mongibello. Niegdyś stanowiła centrum antycznego świata, dlatego też wiele mitów opowiada właśnie o niej. To największa wyspa Morza Śródziemnego. Swojemu strategicznemu położeniu zawdzięczała nie tylko rozkwit, lecz także zainteresowanie najeźdźców. Nie bez znaczenia były zarówno jej urodzajne gleby, jak i wspaniały śródziemnomorski klimat. Kiedyś nazywano ją nawet spichlerzem Włoch, którym zresztą pozostaje do dziś.

 

Na Sycylii od stuleci krzyżowały się wpływy rozmaitych kultur. Pozostawiły one na niej liczne ślady, obecnie bezcenne dzieła sztuki. Współcześni Sycylijczycy wydają się być odrębnym narodem, a ich wyspa – niemal autonomicznym krajem. Łatwo dostrzec, że pod względem społecznym i kulturowym różni się ona od kontynentalnych Włoch. Wszystko jest tutaj jakby doprowadzone do przesady: słońce świeci jaskrawiej, niebo i morze mają wyjątkowo intensywną barwę, owoce są niesamowicie słodkie. To ziemia kontrastów, luksusu i biedy, jedyna w swoim rodzaju, meravigliosa, czyli wspaniała.

 

Sycylia moim zdaniem zdecydowanie bardziej przypomina Afrykę niż Europę. Od kontynentalnych Włoch dzieli ją co prawda tylko wąska Cieśnina Mesyńska, ale południowo-zachodni kraniec wyspy leży zaledwie ok. 230 km od Tunisu. Mamy więc tutaj okazję pooddychać afrykańskim powietrzem w europejskim kraju.

 

OJCZYZNA SYCYLIJCZYKÓW

 

Można pojechać na Sycylię i zobaczyć jedynie słońce, morze i błękitne niebo niczym ze zdjęć w turystycznych folderach. W końcu wyspa ma 1152 km wybrzeża! Jednak już sama wyprawa w głąb lądu stanowi podróż do innej krainy. W miarę zbliżania się do takich miast jak Enna czy Caltanissetta, położonych w centrum Sycylii, można zauważyć, jak wszystko się zmienia: światło, otaczający krajobraz, twarze ludzi i ich charaktery. Po drodze z Katanii do Palermo z wesołej, świątecznej i rozświetlonej nadmorskiej okolicy trafia się do ciemnego, gorzkiego i melancholijnego regionu.

 

Wbrew pozorom tę włoską wyspę warto odwiedzić nie tylko latem. Nie wszyscy wiedzą, że miasta w środku lądu, np. wspomniana Enna, lub te wzniesione na skałach, jak leżące na północno-zachodnim krańcu Erice, są otulone mgłą niczym miejscowości w Lombardii. W jednym z miasteczek na zboczach Etny można z kolei zjeść tradycyjne ciasteczka narciarza (biscotti dello sciatore), bo już w latach 20. XX w. Sycylijczycy uprawiali narciarstwo na stokach tutejszego wulkanu. Jedno jest jednak pewne – na Sycylii podróżnik musi uzbroić się w cierpliwość, niezbędną podczas szukania nieznanych miejsc i odkrywania fascynujących tajemnic. Ta wytrwałość zostanie z pewnością nagrodzona, ale należy uważać, bo wyspa potrafi uzależnić i sprawić, że ciągle chce się na nią wracać.

 

Sycylijska kuchnia jest niezmiernie różnorodna i smakowita. Odzwierciedla historię regionu – mieszają się w niej wpływy włoskie, greckie, arabskie, francuskie i hiszpańskie. Burzliwa przeszłość wyspy ukształtowała też charakter Sycylijczyków. Są oni z natury nieufni, co zapewne stanowi efekt ciągłych najazdów, ale jednocześnie ciekawi świata, na przestrzeni stuleci zetknęli się w końcu z wieloma kulturami. Mają także niesamowite poczucie humoru i cieszą się każdą chwilą, bo przecież jutro może nie nadejść. Nie żyją, żeby pracować, lecz pracują, aby żyć. Sycylijczyk potrafi być prawdziwym przyjacielem, który nigdy nie zostawi nas w potrzebie. Jednak w kłótni bywa tak samo żywiołowy i gwałtowny jak w okazywaniu radości. Poza tym mieszkańcy Sycylii są bardzo rodzinni i darzą ogromnym szacunkiem starszych. Na wspólne wyjazdy wakacyjne często wybierają się razem nawet czteropokoleniowe rodziny.

 

Może ze względu na południowy, niemal afrykański klimat Sycylijczycy mają czas na wszystko, nie skąpią go więc na życzliwy uśmiech, dobre słowo czy kawę z przyjacielem. Jeżeli zapytamy ich o drogę po angielsku, będą prawdopodobnie zakłopotani (najczęściej nie znają tego języka), ale sami zaprowadzą nas na miejsce. To ludzie z sercem na dłoni, nawet jeśli się zdenerwują, po chwili znów wraca im humor. Sycylijczycy są prawdziwym skarbem tej wyspy.

 

POD OKIEM MAFIOSÓW

 

Niestety, Sycylia osobom, które niewiele wiedzą na jej temat, najczęściej kojarzy się z mafią. Ta jednak jest nie tylko organizacją przestępczą o początkach sięgających dalekiej przeszłości. Stanowi również zjawisko społeczne, tradycję, sposób na życie i codzienność mieszkańców wyspy. Stworzyła własny kodeks obowiązujący jej członków i określający zasady postępowania. Mafia ma różne oblicza i jej pobieżna charakterystyka zajęłaby setki stron. Zainteresowanym tematem polecam książkę, która do tej pory nie ukazała się w języku włoskim, ale została wydana po polsku – Sycylijski mrok australijskiego autora Petera Robba. Ta publikacja z pewnością pomoże zrozumieć nieco lepiej rzeczywistość Sycylijczyków.

 

Nawet Benicie Mussoliniemu nie udało się ostatecznie zniszczyć tutejszej mafii. Być może stało się tak dlatego, że jest ona integralną częścią sycylijskiego świata. W 1992 r. przegrali z nią sędziowie Giovanni Falcone i Paolo Borsellino (obaj zginęli w zamachach bombowych). Jak dotąd nikt nie rozwiązał problemu mafii na Sycylii definitywnie.

 

Za najlepszy kinowy obraz nakręcony na ten temat uchodzi film, w którym – podobnie jak w książce stanowiącej dla reżysera główną inspirację – słowo „mafia” nie pojawia się ani razu! Ojciec chrzestny Francisa Forda Coppoli powstał na podstawie powieści Maria Puzo o tym samym tytule. Do dziś uważany jest za wzór dla wszystkich twórców, którzy mierzą się z przeniesieniem na ekran mafijnego świata.

 

Sycylia była w przeszłości łakomym kąskiem dla zdobywców szukających nowych ziem. Po śmierci w grudniu 1250 r. cesarza Fryderyka II Hohenstaufa na ludność sycylijską nałożono powinności feudalne, a tych, którzy nie chcieli podporządkować się narzuconym nakazom, surowo karano. Ta sytuacja doprowadziła do buntu Sycylijczyków – powstała grupa mająca pomagać uciśnionym. Według innej teorii taka organizacja zawiązała się, gdy wyspę okupowali Hiszpanie. Mafia zawsze działała w kręgu wielkiej polityki i w tle ważnych wydarzeń. Tzw. Bractwo wspierało Giuseppe Garibaldiego, a w czasie II wojny światowej operacja aliantów pod kryptonimem „Husky” (9 lipca – 17 sierpnia 1943 r.) była poprzedzona zawarciem układu z sycylijskimi bossami.

 

Z mitologicznej otoczki odziera mafię jej codzienna działalność przestępcza. Wymuszenia, nielegalne budownictwo, produkcja narkotyków i handel nimi, prostytucja – to tylko nieliczne przykłady. Mafia stara się legalizować swoje interesy. Wychodzi z założenia, że jeśli pieniądze można włożyć w legalny biznes, należy to po prostu zrobić. Przedsiębiorstwa mafijne zarabiają dziś na wywozie śmieci, budowaniu nieruchomości, rolnictwie, gastronomii i innych usługach. We Włoszech ok. 30 proc. firm odpowiadających za odbiór odpadów znajduje się w rękach mafii lub jest z nią powiązanych. Prasa podaje, że roczne dochody rodzin są szacowane na mniej więcej 120–140 mld euro.

 

 IMG 1930

Polpo bollito – gotowana ośmiornica

© REGIONE SICILIANA DIPARTIMENTO TURISMO, SPORT E SPETTACOLO

 

FESTIWAL ZMYSŁÓW

 

Na Sycylii widok ludzi jedzących na ulicy w trakcie spacerowania, robienia zakupów na targu, jazdy na skuterze czy prowadzenia samochodu należy do codzienności. Ludzie zatrzymują się przed ulicznym straganem, biorą coś do ręki i jadą dalej. Tutaj je się o każdej porze dnia, a używa się do tego palców. Sprzedaje się głównie małe przekąski (gotowane, smażone bądź pieczone na ruszcie), przygotowywane na stoiskach na świeżym powietrzu. To rodzaj miejscowego fast foodu, którego historia na wyspie sięga ponad 2 tys. lat wstecz. Cucina di strada („kuchnia uliczna”) i buffittieri (bufety) są integralną częścią sycylijskiej sztuki kulinarnej. Od wieków oferowane na ulicach specjały oddawały porządek pór roku, dni tygodnia i godzin.

 

Sycylijczycy od zawsze uważali jedzenie nie tylko za sposób na zaspokojenie głodu, ale również za prawdziwą przyjemność. Na Sycylii ludzie się nie pożywiają, oni delektują się, biesiadują i pełnymi garściami czerpią z tego satysfakcję i radość, czyniąc w ten sposób zadość potrzebom duchowym. Poza tym kuchnia jest także nieodłącznym elementem tutejszej kultury.

 

Na całym świecie panuje obecnie moda na tzw. finger food. Na nowo odkrywamy przyjemność, jaka płynie z jedzenia palcami, gdy uaktywnia się nie tylko wzrok, smak i węch, ale też zmysł dotyku. Właśnie przez dotykanie poznajemy najpierw konsystencję i temperaturę tego, co akurat spożywamy, zanim włożymy to do ust. Opuszki palców są bardzo wrażliwe, co potęguje doznania. Sycylijczycy jedzą rękami bez skrępowania, aż do oblizywania palców. Zupełnie nie wstydzą się tej przyjemności. Istnieje nawet takie włoskie powiedzenie buono da leccarsi le dita (dosłownie „dobre aż do oblizania palców”). Do dziś zresztą duża część ludzkości je palcami, bez użycia sztućców (to popularny sposób m.in. w kręgu krajów arabskich, Etiopii czy Azji Południowej).

 

W starożytnych Syrakuzach, Selinuncie, Morgantinie czy innych miastach jedzono na ulicy. Osoby spacerujące pomiędzy stoiskami wchłaniały zapachy przygotowywanych potraw, karmiły oczy ich widokiem, a w końcu rozkoszowały się smakiem. Ten uniwersalny zwyczaj, którego nie zmieniły zawirowania historii, łączy nas dzisiaj z dawnymi czasami.

 

 Palermo - Ph Valerio Casari

W Palermo sprzedaje się różnego rodzaju przekąski wprost na ulicy

© REGIONE SICILIANA DIPARTIMENTO TURISMO, SPORT E SPETTACOLO/VALERIO CASARI

 

W TEATRZE SMAKÓW

 

Uliczną kuchnię można znaleźć na targowiskach miejskich, w zaułkach starych uliczek nadmorskich, rybackich miejscowości, w Katanii, Syrakuzach, Agrygencie (Agrigento), ale przede wszystkim w Palermo. To ostatnie miasto wypełnia różnokolorowy tłum, egzotyczne bary, sklepy z arabskimi artykułami na wystawach. Wokół słychać różne języki, jakby w jednym miejscu zgromadzili się budowniczowie wieży Babel, wszędzie unoszą się rozmaite zapachy. Palermo jest stolicą Sycylii i sycylijskiego street foodu. To miasto pełne życia i ruchu, żyjące szybko, niezmiernie kolorowe, agresywne, hałaśliwe, głośne i ekscytujące.

 

Palermitańska plaża Mondello, leżąca w dzielnicy o tej samej nazwie, uchodzi za popularne wśród mieszkańców miejsce wieczornych spacerów latem i niedzielnych obiadów na świeżym powietrzu na wiosnę. Można tutaj znaleźć również stoiska z ulicznym jedzeniem, jakże odmiennym od tego w centrum Palermo. Na cibo da strada, czyli „żywność z ulicy”, składają się potrawy, których najczęściej nie przygotowuje się w domu. Są zbyt pracochłonne i nie warto przyrządzać porcji tylko dla kilku osób. W Mondello kupimy polpo bollito – gorącą, gotowaną ośmiornicę, ricci di mare – jeżowce, otwierane na oczach klienta (niewiele jest w nich do zjedzenia, to przede wszystkim zapach wiatru i morskiego powietrza), frutti di mare crudi – świeże owoce morza na surowo, np. fasolari (małże wenus brunatne), tartufi di mare, cannolicchi (małże brzytwy), vongole (małże wenus) czy cozze (omułki śródziemnomorskie),ostrygi, padelle i telline (urąbki). Tych wszystkich przysmaków zawsze później brakuje turystom po powrocie z Sycylii do Polski.

 

W centrum Palermo nie wolno odmówić sobie przyjemności, jaką daje spacer, degustacja i zaopatrzenie się w różne specjały na historycznym targowisku Vucciria. To największy tutejszy bazar, oszałamiający kolorami, ilością towarów i chaotyczną, hałaśliwą atmosferą, przypominający nieco suk w arabskim mieście. Po wejściu na targ można poczuć się tak, jak ktoś, kto w teatrze wyszedł nagle zza kulis na scenę podczas trwającego przedstawienia i stał się jednym z aktorów biorących udział w spektaklu. Rozwinięte czerwone markizy zasłaniające oślepiające słońce przywodzą na myśl namiot cyrkowy. Spod płóciennych dachów wyglądają artyści – miejscowi sprzedawcy, z których każdy stara się przyciągnąć uwagę przechodzących osób, szczególnie obcokrajowców, wyróżniających się ubraniem i sposobem poruszania się. Główną rolę odgrywa tu miecznik (pesce spada) ze straganu rybnego. Jest ogromny, ma długi, błyszczący miecz, srebrzystą skórę i ogon wygięty w łuk. Słońce świecące przez markizy zabarwia go na czerwono. Obok ciągną się w nieskończoność rzędy fioletowych i czarnych bakłażanów oraz zielonych cukinii, również tych z rodzaju serpente di Sicilia („sycylijskiego węża”), wraz z ich kruchymi liśćmi – tenerumi. Dalej leżą pachnące pomidory odmian San Marzano, piccadilly, datterino czy Pacchino. Znajdziemy też stoiska z różnorakimi sałatami i warzywami liściastymi(sałatą rzymską,lodową i canasta,rukolą, endywią,cykorią,burakami liściowymi).W powietrzu unosi się oszałamiający zapach świeżej bazylii i mięty. Wzrok z daleka przyciągają ogromne cebule – cipolle di Chiarantana, i czerwony czosnek – aglio rosso di Nubbia.

 

Na targowisku nie brakuje także barwnych owoców. Piętrzą się egzotyczne, piegowate opuncje, słoneczne melony kasaba (casaba) i chlebowe (meloni di pane), zielone arbuzy (tzw. meloni d’acqua – melony wodne, inaczej angurie), rumiane brzoskwinie z Leonforte (pesche di Leonforte) owinięte w oddzielne bibułki niczym balowe sukienki, spłaszczone brzoskwinie tabacchiere (Saturn) i okrągłe, żółte percocche, nektarynki, morele, różnokolorowe winogrona i figi, delikatne, słodkie, rozłożone na liściach figowych. Wśród tego wszystkiego stoją worki pełne ciecierzycy, soczewicy, fasoli, grochu, migdałów, sezamu, rodzynek, orzechów i zielonego złota Etny, czyli pistacji. Znajdziemy również suszone pomidory, kapary – kwiaty do jedzenia, potocznie zwane sycylijskimi orchideami, finocchietto selvatico – dziki koper włoski, a także otwarte wielkie puszki z solonymi sardynkami, suszoną ikrę tuńczyka – bottargę, kadzie pełne oliwek: czarnych, fioletowych lub zielonych.

 

NIEBO W GĘBIE

 

Vucciria to nie tylko żołądek, ale i tętniące serce Palermo, niesamowite królestwo sycylijskiego jedzenia ulicznego. Jeżeli ktoś chce spróbować właśnie takich specjałów, powinien udać się na gwarny palermitański targ. W ponad 670-tysięcznej stolicy Sycylii, w odróżnieniu od innych regionów wyspy, szczególnie nieturystycznych zakątków we wnętrzu lądu, można zjeść o każdej godzinie bez wchodzenia do restauracji czy trattorii. To bardzo charakterystyczne dla Palermo, którego ulice, szczególnie w centrum, pełnią ciągle jeszcze funkcję społeczną, są miejscem spotkań dla wielu Sycylijczyków i stanowią naturalne przedłużenie małego, ciasnego mieszkania. Turystom nie chcącym tracić cennego czasu przeznaczonego na zwiedzanie polecam te posiłki w locie (pranzetti volanti), sprzedawane w kioskach i ulicznych smażalniach.

 

W stolicy wyspy można kupić jedzenie do ręki (cibo nelle mani) w doskonałym wydaniu. Warto spróbować pane con panelle – kanapkiz tradycyjnymi placuszkami z mąki z ciecierzycy, smażonymi na bieżąco w głębokim oleju i roznoszącymi wokół zapach typowy dla orientalnych targowisk. To tania i skromna przekąska, lecz otacza ją niewidzialny, jedynie wyczuwalny innymi zmysłami przepych. Poza tym na zainteresowanie zasługują z pewnością cazzilli (crocchè di patate) – krokiety z ziemniaków, i melanzane a quaglia – bakłażany rozkrojone w formie kwiatu. Klasyczną propozycją na drugie śniadanie jest sfincione, czyliciasto przypominające pizzę, posmarowane solonymi sardynkami, sosem pomidorowym, posypane cebulą i startym serem caciocavallo oraz polane odrobiną oliwy z oliwek z pierwszego tłoczenia. Nie wolno zapomnieć też o arancini. Ten specjał przypomina o setkach lat sycylijskich tradycji kulinarnych. Pachnący szafranem ryż z dodatkiem zielonego groszku otula serce z mięsnego sosu ragoût z mozzarellą (arancini con ragù). Żeby wygodniej było przewozić arancini i jeść je na ulicy, nadano im okrągły kształt, ze względu na który przypominają po usmażeniu małą pomarańczę (arancia). Obecnie te pyszne złote kulki spotyka się w najróżniejszych wersjach.

 

Od godziny 16.00 uliczne bufety w Palermo stają się jeszcze atrakcyjniejsze. Można wręcz dostać zawrotu głowy od rodzajów przekąsek do wyboru. Na stoiskach serwuje się także wino. Warto wrzucić coś na ząb przed kolacją, którą na wyspie je się nie wcześniej niż o 21.00. Każdego popołudnia w zaułkach i na peryferiach miasta unoszą się do nieba kolumny gryzącego dymu, przypominającego ten z dawnych ołtarzy greckich świątyń. Na wschodzie Sycylii na prymitywnych rusztach piecze się mięso końskie (carne equina), kiełbasy, makrele lub sardynki. W Palermo za gwiazdę popołudniowych ulicznych straganów uchodzą wnętrzności jagnięce bądź kozie, nadziane na szpadkę jak szaszłyk i pieczone na grillu zwane stigghiola.

 

Tradycyjną przekąską w stolicy wyspy o każdej porze dnia i roku jest panino con la milza (pani câ meusa) – bułka z cielęcą śledzioną. W zimowe popołudnia na ulicach podaje się i inne ciepłe dania. Należy do nich np. caldume, czyli gorący talerz (po sycylijsku quarume). W jego skład wchodzą podroby i gotowane flaki wołowe. Na tych samych stoiskach w lecie oferuje się serwowane na zimno wieprzowe kopyta (odpowiednik naszych zimnych nóżek), wołowe policzki i ozory, flaki i inne specjały ugotowane i spryskane sokiem wyciśniętym z cytryny.

 

Warto jeszcze wspomnieć o kilku sycylijskich osobliwościach. Frittola to chrząstki, kawałki tłuszczu i resztki mięsa podsmażone na smalcu z dodatkiem szafranu, liści laurowych, soli i czarnego pieprzu. Pod nazwą babbaluci (vavaluci) kryją się małe, białe ślimaki z gatunku Helix pisana (Theba pisana). Koniecznie trzeba spróbować wspomnianej już miejscowej odmiany cukinii zwanej serpente di Sicilia („sycylijski wąż”). Ugotowana i podana na zimno z odrobiną soli idealnie sprawdza się jako lekkie danie w lecie, szczególnie kiedy wieje suchy i gorący sirocco. W okresie letnim nie brakuje też pysznych zmrożonych kawałków arbuza. Od początku jesieni aż do zimy sprzedaje się obrane na miejscu opuncje.

 

O Sycylii mogłabym pisać bez końca, ale wiem, że nie da się w ten sposób oddać charakterystycznych dla niej kolorów, zapachów i smaków. Tak naprawdę zrozumie mnie tylko ten, kto sam wybierze się na tę pasjonującą włoską wyspę. Na szczęście każdy moment jest dobry na taką podróż. Sycylia zachwyca o każdej porze roku, a wyprawa na nią nie wymaga żadnych wielkich przygotowań. Wystarczy jedynie zabrać ze sobą apetyt i – oczywiście – dobry humor. Wówczas z pewnością zakochamy się w tej Perle Morza Śródziemnego lub Wyspie Słońca, jak słusznie przyjęło się o niej mówić.

 

 Venditore di olive Mercato del Capo a Palermo - Ph Valerio Casari

Stoisko z rozmaitymi rodzajami oliwek na Mercato del Capo w Palermo

© REGIONE SICILIANA DIPARTIMENTO TURISMO, SPORT E SPETTACOLO/VALERIO CASARI