Z naszym pełnym energii, żyjącym duchem „aloha” rodakiem Nikodemem Pikorem, właścicielem polonijnego biura podróży Hawaii Polonia Tours z siedzibą w Honolulu, stolicy i największym mieście cudownych Hawajów, rozmawia Michał Domański.



POLACY W TURYSTYCE NA ŚWIECIE 

W tym zimowym wydaniu magazynu All Inclusive prezentujemy Państwu sylwetkę Polaka działającego energicznie i z sukcesami w turystyce na Hawajach, najmłodszym z 50 stanów USA, dołączonym w sierpniu 1959 r. Na naszych łamach gości Nikodem (Niko) Pikor, od 2017 r. właściciel firmy Hawaii Polonia Tours. Ten zapalony surfer i, jak sam o sobie mówi, seryjny biznesmen, jest związany z zapierającym dech w piersiach wulkanicznym archipelagiem hawajskim i wspomnianym powyżej polonijnym biurem podróży już od 2006 r. 

Z kolei w następnym numerze (na wiosnę 2020 r.) wyruszymy na łatwo zdobywającą serca nawet najbardziej wymagających podróżników, niezmiernie klimatyczną, toskańską Elbę. Na tej trzeciej co do wielkości włoskiej wyspie (mającej blisko 225 km² powierzchni), pełnej soczyście zielonej roślinności, spotkamy się z Ewą Katarzyną, naszą sympatyczną rodaczką, współwłaścicielką Hotelu Barsalini. Już teraz zapraszamy gorąco do lektury! 

MICHAŁ DOMAŃSKI 

 

Jak to się stało, że związał Pan swoje życie z dalekimi Hawajami? Od początku myślał Pan o poświęceniu się pracy w turystyce? 

Kariery w branży turystycznej nie planowałem właściwie nigdy. Życie, jak to ma w swoim zwyczaju, samo napisało mi taki scenariusz. Urodziłem się w Warszawie, całe dzieciństwo spędziłem w Lublinie, potem studiowałem na Uniwersytecie Warszawskim i w Szkole Głównej Handlowej w stolicy. Raczej radykalny pomysł zajęcia się na stałe turystyką zrodził się w mojej głowie, gdy byłem w Chicago. Mieszkałem razem z kumplem z licealnej ławki Bennym. Pamiętam ten mroźny listopadowy wieczór w 2006 r., od jeziora Michigan wyjątkowo mocno wiało. Trzecią noc z rzędu spędzałem przed laptopem, czytając i planując ucieczkę z Wietrznego Miasta przed nadejściem srogiej zimy. Moja dziewięciomiesięczna przygoda z Chicago i „kariera” szofera limuzyn już zaczynała mnie nudzić. Pomysł powrotu do Warszawy i kontynuowania w niej studiów wydawał mi się abstrakcyjny. Czułem wzbierającą żądzę przygód i marzyłem o przyjemnym cieple. Zastanawiałem się tylko, co mam wybrać: Kalifornię czy Florydę. Czy zostać gwiazdą Hollywoodu czy polować na aligatory w Tampie? Kiedy tak rozmyślałem, Benny podniósł się z kanapy i z zamkniętymi oczami, jak wyrocznia w transie albo po prostu przez sen, wymamrotał: Nikuś, Hawaje… To też Ameryka… i poszedł dalej spać. To wystarczyło. Następnego dnia kupiłem bilet w jedną stronę. 

Kompletnie nie wiedziałem, co będę na tych Hawajach robił. Nie miałem żadnych kontaktów. To był pełen spontan – dokładnie tak, jak przystało na 22-latka. Po wylądowaniu w Honolulu praktycznie od razu zakochałem się w oceanie i niemal każdej dyscyplinie sportowej, która się z nim wiąże. Interesowało mnie wszystko: kitesurfing, wycieczki polinezyjskimi kanoe, żeglowanie przez Pacyfik, polowanie z kuszą na ryby, nurkowanie z butlą i oczywiście surfing, a także po prostu pływanie. Minęło 13 lat, a ja nadal nie wyobrażam sobie życia z dala od wody i tropików, więc ucieczka z Hawajów raczej mi nie grozi. 

 

 

 

Diamond Head–wygasły stożek wulkaniczny koło Honolulu (232mn.p.m.)

© BRIGHTPHOTOGALLERyvIATWENTy20

 

W jaki sposób i kiedy rozpoczęła się Pańska interesująca przygoda z hawajską branżą turystyczną? Jak doszło do tego, że w 2017 r. stał się Pan właścicielem znanego polonijnego biura podróży Hawaii Polonia Tours, założonego w Honolulu w styczniu 1991 r. przez Bożenę Jarnot, od 1998 r. konsula honorowego RP na Hawajach? 

Wszystkie zajęcia, jakimi się parałem po przybyciu na archipelag, były związane z branżą turystyczną. Na stateczku Star of Honolulu pracowałem w roli fotopstrykacza – robiłem i sprzedawałem Azjatom zdjęcia z rejsu. Jako szofer firmy Sakura Limousine woziłem gości z całego świata na ceremonie ślubne, sesje zdjęciowe, zwiedzanie wyspy. Po kilku miesiącach poznałem Bożenę Jarnot i najpierw wskoczyłem za kierownicę busa z uroczą tablicą rejestracyjną POLAND – Aloha State i tęczą w tle. Wkrótce potem znalazłem się za sterami biura. Nie upłynął rok na wyspach, a już zaangażowałem się całkowicie w działalność jedynego wówczas polskiego biznesu w promieniu 3 tys. km. Nasza firma świadczyła rozmaite usługi. Zajmowaliśmy się organizowaniem wycieczek, ślubów, rejsów i wypraw szytych na miarę czy rezerwacją pakietów podróżnych. Obsługiwaliśmy duże grupy, gości indywidualnych, milionerów, studentów. Gdy dzisiaj wspominam ten okres, jawi mi się trochę jak mozaika w kalejdoskopie. Na pewno nie było nudno. Uważam poza tym za ironię losu fakt, że moja praca koncentruje się na obsłudze rodaków na drugim krańcu świata. Sam nie mogę się nadziwić, jak do tego doszło, bo kiedy trafiłem na Hawaje, nie szukałem więzi z Polską, raczej marzyłem o przygodach i czymś egzotycznym. Po 10 latach współpracy Bożena Jarnot postanowiła przejść na zasłużoną emeryturę. Ja po części z sentymentu do firmy, a po części z racji ambicji zawodowych zdecydowałem się przejąć jej biznes i dalej go rozwijać. 

 

Czy trudno działa się na co dzień w hawajskiej turystyce? Czym charakteryzuje się tamtejszy rynek? Co go odróżnia od naszego, polskiego?

Powiem uczciwie: naprawdę trudno byłoby mi dokonać takiego porównania, bo tak naprawdę znam tylko rynek na Hawajach. Wiem za to, że nasze biuro jest prawdziwym unikatem. Ze względu na odległość dzielącą nas od Polski dociera tutaj garstka Polaków – może koło 10 tys. osób rocznie.

Sezon turystyczny trwa cały rok, na archipelagu praktycznie nie odczuwa się zmian pogodowych. Stosunkowo trudno jest znaleźć kogoś do pomocy przy obsłudze naszych gości, gdyż polskojęzycznych mieszkańców Hawajów nie ma zbyt wielu. Ponieważ region stanowi część USA, mierzymy się z załatwianiem dużej liczby pozwoleń i rozmaitych wymaganych dokumentów. 

 

Warto spróbować złapać falę na desce surfingowej na słynnej plaży Waikīkī

© JACSPIT_ZERvIATWENTy20

 

W jaki sposób promuje Pan swoje biuro podróży oraz hawajskie atrakcje turystyczne w Polsce? Kto należy do najważniejszych partnerów Hawaii Polonia Tours w naszym kraju?

Promujemy się głównie za pomocą naszej strony internetowej. Poza tym zdobywamy klientów dzięki poleceniom osób, które korzystały z naszych usług. Na miejscu nie mamy konkurencji. Wyrobiliśmy sobie za to świetną opinię. Wszyscy członkowie naszego zespołu są pasjonatami, którzy poziomem obsługi zazwyczaj przekraczają oczekiwania klientów. Współpracujemy z wieloma biurami w Polsce i USA. Do naszych najważniejszych stałych partnerów mogę zaliczyć LogosTour, Logos Travel Marka Śliwki, Europa-Travel, DreamGo, Von Quintus, Rek Travel czy Polimex Travel. W 2020 r. planujemy nawiązać współpracę z innymi dużymi polskimi touroperatorami, jeżeli tylko uda im się zdobyć wystarczającą liczbę zainteresowanych. 

 

Czy z usług turystycznych Pana hawajskiej firmy korzysta dużo polskich klientów? Co przede wszystkim przyciąga ich na wulkaniczny archipelag Hawajów? 

Każdego roku obsługujemy ok. 1,5–2 tys. gości. Jedni powierzają nam zorganizowanie wyjazdu od A do Z, inni dołączają tylko na pojedynczą wycieczkę. Przylatują tutaj, aby zrealizować swoje własne marzenia związane z tym rajskim archipelagiem. Różnorodność atrakcji, którymi można sobie urozmaicić pobyt na Hawajach, jest ogromna. Jedni pragną zobaczyć najaktywniejszy wulkan na świecie – Kīlauea (1247 m n.p.m.), drudzy chcą odwiedzić Pearl Harbor, a jeszcze inni wolą dopracować swoją opaleniznę. Zwykle udaje mi się też namówić Polaków, żeby spróbowali surfingu oraz skosztowali ahi poke (hawajskiej wersji sushi) i mai tai (najpopularniejszego na wyspach drinka).

 

 

Hawajskie dziewczynki uczą się sztuki tańca hula w szkołach zwanych hālau

© HAWAIIPOLONIATOURSLLC

 

Dlaczego – Pańskim zdaniem – warto choć raz w życiu odwiedzić odległe Hawaje? Co jest w nich takiego magicznego, klimatycznego i spektakularnego, czego próżno szukać gdzie indziej na naszym globie?

Hawaje mają w sobie manę, nadprzyrodzoną siłę. Oczarowują i rozkochują. Każda z wysp jest jak klejnot, a pomysły na przygody nigdy się nie kończą. Są tu dziewicze lasy tropikalne i setki wodospadów, nieskazitelnie czysty Pacyfik z pięknymi rafami koralowymi, wesołe delfiny i gigantyczne wieloryby. A do tego wszędzie dookoła panuje spokój i porządek jak przystało na 50 stan USA. 

Zapowiada się, że czytelnicy tego wywiadu będą mieli szansę zostać jednymi z pierwszych obywateli Polski, którzy odwiedzą Hawaje bez konieczności ubiegania się o wizę. Serdecznie zapraszam i gorąco pozdrawiam z Honolulu! 

 

 

 

Artykuły wybrane losowo

13 miesięcy w Etiopii

ALICJA KAFARSKA

 

Melkam Addis Amet!, czyli „Szczęśliwego Nowego Roku!”, te radosne słowa rozbrzmiewają w Etiopii zawsze 11 września (12 w roku przestępnym). Wszystko się zgadza, bowiem przysłowiowego sylwestra Etiopczycy obchodzą niemal w środku naszego roku kalendarzowego. Dzieje się tak dzięki kalendarzowi etiopskiemu (opartemu po części na juliańskim). Dzień 11 albo 12 września jest w nim właśnie początkiem nowego roku. Etiopia to w ogóle dziwny kraj… Używa się tu kalendarza mającego 13 miesięcy – pierwsze 12 liczy po 30 dni, a ostatni, zwany Pagumen, tylko 5 dni (6 w roku przestępnym). Nowy Rok obchodzi się pod koniec pory deszczowej, kiedy niemal wszystko tonie w zieleni. Wita się go ze śpiewem na ustach i wielką radością, tak typową dla mieszkańców tego pięknego kraju. Niespodzianką są jednak nie tylko same miesiące, gdyż kalendarz etiopski (w porównaniu z naszym gregoriańskim) jest młodszy o 7–8 lat. Dlatego też początek milenijnego 2000 r. obchodzony był tutaj we wrześniu 2007 r. Natomiast obecny etiopski 2004 r. rozpoczął się kilka dni temu… Jego nadejście świętowano hucznie 12 września.

Więcej…

SKARBY SRI LANKI

ALINA WOŹNIAK

 

<< Ogromne bogactwo tropikalnej przyrody, ziół i przypraw, bezcenne pamiątki przeszłości, kamienie szlachetne i wyśmienita herbata – wszystko to znajdziemy na niewielkiej wyspie, która niczym łza opada z Półwyspu Indyjskiego. A powitają nas na niej ludzie, którym spokoju ducha może pozazdrościć każdy Europejczyk. >>

  FOT. SRI LANKA TOURISM

Mimo iż położona na wyspie Cejlon Sri Lanka ma zaledwie ok. 65,6 tys. km2, to jest ogromnie zróżnicowana, pulsuje kolorami, a krajobrazy zmieniają się tu jak w kalejdoskopie: od wiecznie zielonych lasów po góry wysokie jak Tatry, suche równiny, malownicze rzeki i wodospady, laguny, plantacje herbaty i tropikalnych owoców oraz skąpane w słońcu, długie i piaszczyste plaże z rozwiniętą infrastrukturą turystyczną. To prawdziwie rajski zakątek dla spragnionych błogiego leniuchowania, kontaktu z dziewiczą naturą i wspaniałymi zabytkami. Aż 8 tutejszych obiektów znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO – starożytne miasta Polonnaruwa, Sigiriya, Anuradhapura i Kandy, Rezerwat Leśny Sinharaja, Stare Miasto Galle i jego fortyfikacje, buddyjska Złota Świątynia Dambulla i Płaskowyż Centralny.

Więcej…

Gwatemala – wulkaniczna ziemia Majów

 Arco_de_Antigua.jpg

Arco de Santa Catalina w Antigu

©INSTITUTO GUATEMALTECO DE TURISMO (INGUAT)

 


KAROLINA SYPNIEWSKA-WIDA

www.karolinasypniewska.pl

W tym niezwykłym kraju usianym wulkanami świątynie Majów wyrastają ponad korony drzew tropikalnej puszczy. Ekstremalna przejażdżka po lokalnych drogach odbyta „chicken busem” w towarzystwie kolorowo ubranych Gwatemalczyków dostarcza wielu wrażeń i satysfakcji prawdziwym podróżnikom. Kto zawita do Gwatemali, nie zazna spokoju, dopóki nie wróci do niej po raz kolejny, aby znów zanurzyć się w ten niesamowity świat.

Więcej…