Już w marcu zaczynamy zastanawiać się, jak, a przede wszystkim, gdzie spędzimy Majówkę. W tym roku 1 maja wypada we wtorek, dodając do tego dwa weekendy plus 3 dni urlopu – szykuje się aż niemal 10 dni wypoczynku! To wystarczająco dużo, aby móc zrobić sobie krótkie wakacje.

Maj to wyśmienity okres na wypoczynek w ciepłych krajach – przede wszystkim ceny są o wiele niższe, temperatury powietrza sprzyjają zwiedzaniu, a plaże nie są tak zaludnione jak w czerwcu czy lipcu. Nie dziwi więc fakt, że coraz więcej Polaków zainteresowanych jest majowymi wycieczkami zagranicznymi – sprzyjają temu niewątpliwie także kuszące promocje biur podróży.

 

Cypr

Jednym z chętniej odwiedzanych zakątków w porze wiosennej jest Cypr. Sezon turystyczny trwa tutaj przez cały rok. Miłośnicy spędzania wolnego czasu na plaży i kąpielach w krystalicznie czystej wodzie będą zachwyceni pobytem w tym miejscu. Wiosną temperatura na wyspie przekracza 20°C, a dni są długie i słoneczne. Miejscowością chętnie odwiedzaną przez turystów jest Limassol. Jest to drugie co do wielkości miasto Cypru, usytuowane na południowym wybrzeżu wyspy, nad zatoką Akrotiri. Ten malowniczy zakątek kusi przede wszystkim długimi i czystymi plażami. Symbolem miasta jest zamek z XIII w., który w przeciągu stuleci służył m.in. jako twierdza, główna kwatera wojskowa i więzienie. Obecnie znajduje się w nim Muzeum Średniowieczne.

 

Madera

Popularnością cieszy się także Madera – wyspa wiecznej wiosny. Wiosną średnia najwyższych temperatur wynosi 21°C, a najniższych – 16°C. Aura nie tylko sprzyja wypoczynkowi, ale również zwiedzaniu wyspy, która urzeka krajobrazem – kolorowymi kwiatami, gęsto porośniętymi wzgórzami, malowniczymi urwiskami, wodospadami, a także kraterami wulkanicznymi oraz ciemnymi wulkanicznymi plażami. Wyspę cechuje umiarkowanie rozwinięta linia brzegowa z łagodnymi i szerokimi zatokami.

 

Grecja

Miejsce to znajduje się w ofercie każdego biura podróży. Nie ma co się dziwić – Grecja to kraj bogaty w piękną przyrodę, kuszący śródziemnomorskim klimatem, złotymi plażami, a przede wszystkim zabytkami. Zakątek ten powinni wybrać zwłaszcza miłośnicy starożytnej kultury. Na mapie miejsc, które należy odwiedzić, znajdują się Ateny, które są stolicą Grecji. Na uwagę zasługuje tutaj zespół architektoniczny Akropolu: Propyleje, Erechtejon, Świątynia Nike, Partenon, Muzeum Akropolu. Poza tym warto zwiedzić bizantyjskie kościoły oraz Plakę, należącą do najstarszych dzielnic mieszkalnych Aten, leżącą u stóp Akropolu. Godne obejrzenia jest antyczne miasto Olimpia, które leży w zachodniej części Peloponezu. Znajdują się tutaj ruiny starożytnego polis, należące do najlepiej zachowanych w całej Grecji. Centralną budowlę kompleksu stanowi Świątynia Zeusa. Jej powstanie szacowane jest na ok. 470–456 r. p.n.e. Na terenie Olimpii odbywały się pierwsze igrzyska panhelleńskie, zwane później olimpijskimi. Korfu, jedną z najbardziej zielonych greckich wysp, powinni wybrać zwolennicy plażowania i morskich kąpieli.

 

Toskania

Malowniczy region położony w środkowych Włoszech zachwyca przyrodą – jest zielono, kwitnie wiele drzew oraz kwiatów. Temperatura maksymalna w maju wynosi 23°C, a najniższa – 12°C. Warto odwiedzić Montepulciano i spróbować słynnego Vino Nobile di Montepulciano – jednego z najlepszych win Italii, którego receptura sięga czasów średniowiecza. Nie można też zapomnieć o cudownej Florencji,nazywanej perłą Toskanii i uważanej za najpiękniejsze miasto całych Włoch. Jest ona niewątpliwym skarbcem sztuki, zabytków oraz punktów widokowych, które zainteresują każdego.

Majówkom sprzyjają poza tym propozycje wycieczek last minute, m.in. na Wyspy Kanaryjskie. Popularnymi kierunkami podróży są także Egipt, Tunezja, Izrael, Dominikana.

https://www.fostertravel.pl

 

Artykuły wybrane losowo

Brazylia, czyli wszystko, czego szukasz

ANIA GRZEŚKOWIAK

 

<< Mało jest miejsc, które rozbudzają wyobraźnię, tak jak Brazylia. Dociera ona do człowieka za pomocą zmysłów chłonących uderzenia bębnów i gwar ulicy oraz wyczuwających gęstość brazylijskiego powietrza, przesiąkniętego słodkawym zapachem mango. Zgodnie z hasłem „Brasil, um país de todos” to kraj wszystkich i dla wszystkich. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że znajduje się tu wszystko, czego szukają podróżnicy. Najlepiej przekonać się o tym samemu. >>

 

Canoa Quebrada znana jest jako perła wschodniego wybrzeża stanu Ceará

©EMBRATUR IMAGE BANK

 

Brazylia to świat w zupełnie innej skali. Tutaj wszystko jest ogromne, od witryn sklepowych po billboardy, od ludzkiej serdeczności po kontrasty społeczne. Wyjątek stanowi jedynie brazylijskie bikini zwane figlarnie „nicią dentystyczną” (fio dental). Nikt również nie obejmuje i nie wita się z większym entuzjazmem niż Brazylijczycy. Poza tym ten kraj ma ponad 8,5 mln km2 powierzchni. To prawie dwukrotnie więcej niż łączne terytorium państw Unii Europejskiej. W samym stanie São Paulo (jednym z 27 brazylijskich jednostek administracyjnych) mieszka niemal tyle ludności (powyżej 45 mln), co w całej Hiszpanii.

Już w XIX w. Brazylia nie była typowym latynoskim państwem postkolonialnym. Stała się imperium gospodarczym i ośrodkiem kultury całej Ameryki Łacińskiej i w zasadzie jest nim i dziś. Nie dziwi więc liczba prowadzonych tu międzynarodowych inwestycji, w tym polskich. Na rynku brazylijskim działa z powodzeniem kilka dużych firm z Polski. To właśnie do jednej z nich należy projekt Eco Estrela. Na nadmorskim obszarze o powierzchni ponad 2,5 tys. ha, położonym na północnym wschodzie, na terenie gminy Baía Formosa (Piękna Zatoka) w stanie Rio Grande do Norte, w przyszłości (w 2021 r.) powstanie kompleks wypoczynkowy najwyższej jakości – z dwoma resortami, centrum spa i wellness oraz willami (pod marką luksusowej sieci Six Senses) – i centrum badań i ochrony tutejszych żółwi. Brazylia jest w ścisłej czołówce krajów o największej liczbie portów lotniczych, a wciąż buduje się w niej nowe lotniska. Duże nadzieje związane są z planami utworzenia węzła lotniczego, tzw. hubu, w Regionie Północno-Wschodnim (Região Nordeste do Brasil). Ma on być największym portem Ameryki Południowej.

 

MEKKA KITESURFERÓW

W związku ze znacznym wzrostem gospodarczym północno-wschodnie wybrzeże Brazylii przyciąga coraz więcej inwestorów, ale także amatorów plażowania i sportów wodnych. Ci, którzy chcą poszaleć na falach i poznać lokalną kulturę, powinni odwiedzić właśnie ten region. Ze względu na ponad 3,3 tys. km dziewiczego wybrzeża, turkusowe laguny ukryte pośród piaszczystych wydm, malownicze klify, dzikie plaże i krystalicznie czyste powietrze, a do tego utrzymujące się przez dziewięć miesięcy doskonałe warunki pogodowe i sprzyjający wiatr entuzjaści sportów wodnych przybywają tu ze wszystkich stron świata. W północno-wschodnim rejonie kraju, a zwłaszcza w stanach Rio Grande do Norte, Piauí, Ceará, Bahia i Pernambuco, znajduje się mnóstwo wspaniałych zakątków, o których na innych kontynentach można jedynie pomarzyć.

Stan Ceará jest centrum kitesurfingu w Brazylii. Wiatr wieje tu równomiernie, a temperatura wody i powietrza utrzymuje się na stałym poziomie ok. 26–30°C. W regionie znajdziemy zarówno tętniące życiem miejskie plaże w Fortalezie i położoną na północny zachód od nich modną Jericoacoarę, jak i małe wioski rybackie, których mieszkańcy wciąż pływają jangadami (drewnianymi łodziami rybackimi) i żyją w domach krytych strzechą. Europejczycy dobrze znają stolicę stanu. Fortaleza przyciąga ich nie bez powodu – w dzień można w niej skorzystać z mnóstwa sposobów spędzania wolnego czasu, a w nocy bawić się w barach i klubach nocnych z muzyką na żywo. Chociaż niemal w samym centrum miasta jest plaża na miarę słynnej Waikiki w Honolulu na Hawajach (Praia de Iracema), wiele osób wybiera się na odpoczynek poza nie. Praia do Futuro (o długości mniej więcej 8 km), położona we wschodniej części stolicy Ceary, należy do najczęściej odwiedzanych miejsc. W jej okolicy doskonale się surfuje, a w czwartkowe wieczory w lokalnych barach i restauracjach podaje się tutejszy specjał z krabów – caranguejadas.

Na północny zachód od Fortalezy (ok. 30 km) leży Cumbuco – jeden z najsłynniejszych ośrodków kitesurfingu w kraju. Swoją popularność zawdzięcza m.in. położeniu w bliskiej odległości od międzynarodowego lotniska w stolicy stanu Ceará. Po 40 min. od wyjścia z samolotu można już szaleć na falach w jednym z najwietrzniejszych rejonów na ziemi. Niewątpliwą zaletą Cumbuco jest także doskonała infrastruktura. Znajduje się tu mnóstwo sklepów wind- i kitesurfingowych, szkół oferujących kursy na wszystkich poziomach zaawansowania, jak również wiele miejsc noclegowych i barów z charakterystyczną południowoamerykańską atmosferą. Wszystko to sprawia, że w szczycie sezonu, czyli od czerwca do stycznia, ceny rosną i bywa trochę tłoczno. W pobliżu leżą jednak znacznie spokojniejsze miejsca idealne na aktywny wypoczynek. Jedno z nich stanowi Taíba, mała rybacka wioska w gminie São Gonçalo do Amarante, w pobliżu której fale osiągają ponad 2 m wysokości. Jest w niej dużo spokojniej i taniej niż w Cumbuco, wiatr wieje równie mocno, a widoki są jak z pocztówki.

Nieco dalej na północny zachód znajduje się Guajiru (w gminie Trairi), kolejna urokliwa osada rybacka z piękną laguną. Wyróżnia się ona bardzo przyjazną atmosferą zapewniającą poczucie komfortu i bezpieczeństwa. Tworzą ją mieszkańcy na co dzień zajmujący się głównie rybołówstwem. W miejscowości działa kilka małych hoteli i sklepików. Po okolicy porusza się tu głównie pojazdami typu buggy, wszędzie jest blisko, a kitesurfing można uprawiać właściwie wzdłuż całego wybrzeża (ok. 6-kilometrowego). Na oceanie panują (zależne od pływów) doskonałe warunki do surfowania.

Jeśli ruszymy dalej brzegiem Atlantyku, dotrzemy do kolejnego miejsca znanego miłośnikom sportów wodnych. Ilha do Guajirú w gminie Itarema słynie z ogromnej laguny zwanej Flatwatersea, która ma długość ponad 4 km i szerokość powyżej 400 m. Nad wielką, płaską taflą wody stale wieje tu wiatr. To prawdopodobnie jedyne takie miejsce na świecie! Trudno o lepsze i bezpieczniejsze warunki do nauki kitesurfingu lub szlifowania trików.

Blisko 300 km od Fortalezy leży kultowa Jericoacoara, przez miejscowych pieszczotliwe nazywana Jeri. Trafić do niej nie jest łatwo. Do miasteczka można dotrzeć jedynie łodzią, helikopterem lub samochodem terenowym z napędem na cztery koła. Niegdyś było ono senną wioską rybacką przyciągającą hippisów, marzycieli i zbłąkanych wędrowców, dziś uchodzi za atrakcję dla podróżników z całego świata i wielbicieli ujarzmiania fal. Ze względu na dość utrudniony dojazd Jeri nie opanowała jeszcze masowa turystyka, ale wizytę tutaj należy zaplanować z odpowiednim wyprzedzeniem, zwłaszcza w szczycie sezonu, czyli od sierpnia do stycznia. Trudno uwierzyć, że jeszcze mniej więcej 30 lat temu w miejscowości nie było elektryczności, telewizji ani telefonów. Jericoacoara od lat zachwyca jedną z najpiękniejszych plaż świata. Dziś Jeri wypełniają przede wszystkim tętniące życiem małe bary, kolorowe restauracje, sklepy dla wind- i kitesurferów, butiki oraz budki serwujące açaí na tigela (w dosłownym tłumaczeniu „açaí w misce”) i to one tworzą tutejszy pejzaż. Co wieczór z wydmy Pôr do Sol (Zachód Słońca) można podziwiać niezwykły spektakl, tzw. szmaragdowy zachód słońca – trwający ułamek sekundy błysk zielonego światła pojawia się zanim żółta kula ostatecznie zniknie za horyzontem.

Mniej więcej 20 min. (ok. 12 km) jazdy po plaży dzieli słynną Jericoacoarę od nieco spokojniejszej miejscowości Preá. Warto o niej wspomnieć, gdyż ponoć to właśnie tutaj znajduje się jedna z największych szkół kitesurfingu na świecie. Na południowy wschód od Fortalezy ciągną się bez końca plaże usiane małymi wioskami rybackimi i w tym rejonie także usytuowanych jest kilka dobrych ośrodków dla kite- i windsurferów. Należy do nich m.in. Barra Nova (w gminie Cascavel) – stosunkowe nowe miejsce na surferskiej mapie Brazylii, co stanowi jego największy atut. Ceny zakwaterowania są tu znacznie niższe niż w innych, bardziej znanych miejscowościach, a warunki do pływania – tak samo dobre.

Jeżeli ktoś szuka zakątków nie mających jeszcze typowo turystycznego charakteru, to idylliczne Parajuru będzie dla niego strzałem w dziesiątkę. W tym rejonie znajduje się ogromna laguna u ujścia rzeki Pirangi (Piranji), a stały wiatr wieje od lipca do stycznia, najsilniej po południu, więc poranki to idealna pora dla początkujących. Życie toczy się tu leniwie, dzięki czemu można poznać spokojniejsze oblicze Brazylii. Parajuru znalazło się zresztą na liście najlepszych dziewiczych miejsc dla kitesurferów w całej Ameryce Łacińskiej.

Na koniec została nam Canoa Quebrada (w gminie Aracati) – gigantyczne różowe wydmy i klify i nieco hippisowska atmosfera to wizytówka tej nadmorskiej miejscowości. Położona w małej zatoczce pośród kopernicji i palm kokosowych, mimo dość licznego napływu turystów zachowała swój dawny urok. Jej głównymi atrakcjami są białe plaże, piękne zachody słońca i zabawa na głównym deptaku zwanym Broadwayem. Canoa Quebrada słynie również ze wspaniałych warunków do uprawiania wind- i kitesurfingu. Można tu też pojeździć buggy lub spróbować swoich sił w sandboardingu, czyli zjeździe na desce z okolicznych wydm. Według miejscowej legendy pary, które oglądają zachód słońca z tutejszej wydmy, będą cieszyć się wiecznym szczęściem.

Nie tylko stan Ceará kitesurfingiem stoi. W sąsiednim Piauí pojawił się nowy ośrodek coraz bardziej zyskujący na znaczeniu – Barra Grande. Leży 100 km na zachód od słynnej Jericoacoary i stanowi modny punkt dla kitesurferów już nie tylko z Brazylii, ale i z całego świata. Największym wyzwaniem jest samo dotarcie do tej miejscowości położonej poza turystycznym szlakiem. Jednak panujące tu doskonałe warunki sprawiają, że naprawdę warto podjąć ten wysiłek. W 900-tysięcznym mieście Natal, stolicy stanu Rio Grande do Norte, słońce świeci przez 300 dni w roku. Kitesurferzy ściągają w tym regionie do takich miejsc jak Baía Formosa, Barra de Cunhaú i São Miguel do Gostoso. Ze względu na stałe podmuchy wiatru temperatura powietrza nad oceanem utrzymuje się na poziomie 28–34°C, dzięki czemu jest tu przyjemniej niż w stanach Pernambuco, Ceará czy Rio de Janeiro, gdzie latem termometry pokazują nierzadko nawet 40°C.

 

 Krzyż na placu Anchiety przed Kościołem św. Franciszka w Pelourinho (Salvador)

©EMBRATUR IMAGE BANK

 

AFROBRAZYLIJSKI SEN

Północno-wschodnie wybrzeże charakteryzuje się także bogatymi tradycjami. Pełno w tym regionie barokowych kościołów i kolonialnych budynków. To tutaj bije afrobrazylijskie serce kraju – ludzie uprawiają capoeirę i praktykują candomblé, a życie toczy się w rytmie wygrywanym na pandeiro (przypominającym tamburyn) i bębnach (atabaque). Taki właśnie jest stan Bahia i jego stolica Salvador. To miasto oszałamiającej architektury i pięknych brukowanych uliczek. Najlepiej zwiedzać je po prostu na piechotę. Salvador został odrestaurowany przed Mistrzostwami Świata w Piłce Nożnej w 2014 r. i miejscami wydaje się nie do poznania. Oczywiście, największe wrażenie robią kolonialne dzielnice Pelô, czyli słynne Pelourinho, i Santo Antônio. Jednak już po drodze z lotniska widać, że dzisiejsza stolica stanu to ośrodek nowoczesny, z szerokimi alejami, eleganckimi wieżowcami i modnymi centrami handlowymi. Warto również przejechać się jedną z najbardziej znanych wind na świecie – Lacerdą, usytuowaną w historycznym centrum Salvadoru i łączącą tzw. Górne i Dolne Miasto (Cidade Alta i Cidade Baixa). Mieszkańcom służy ona po prostu za środek transportu, którym często najszybciej docierają do pracy. Za to turyści zza jej wielkich, szklanych okien podziwiają okolicę w całej okazałości. Przejażdżka jest warta każdego z 25 centavos, które trzeba zapłacić za bilet. Mimo niewątpliwej urody Salvadoru jego mieszkańcy, gdy tylko nadarza się okazja, uciekają z niego na wybrzeże, a mają w czym wybierać. W stanie Bahia znajdują się jedne z najpiękniejszych plaż na świecie (o łącznej długości aż 932 km)!

Brazylijczycy uwielbiają Morro de São Paulo na wyspie Tinharé. Od Salvadoru dzielą ją 2 godz. rejsu katamaranem. Ilha de Tinharé jest częścią archipelagu Cairu złożonego z 26 wysp, z których tylko 3 są zamieszkałe. Plaże Morro de São Paulo nazwane zostały numerycznie: Primeira Praia (Pierwsza Plaża), Segunda Praia (Druga Plaża) i tak aż do Piątej (Quinta), zwanej też Praia do Encanto. Wraz z numerem wydaje się rosnąć atrakcyjność plaż. Na każdej kolejnej znajduje się coraz więcej białego piasku i palm kokosowych, ale mniej turystów. Nie ma tu samochodów, za to działa sporo barów i kolorowych straganów oferujących doskonałe tropikalne koktajle z dodatkiem rumu lub cachaçy (alkoholu z fermentowanego soku z trzciny cukrowej). Nie tak znana, lecz równie ciekawa jest plaża Arembepe (w gminie Camaçari), położona ok. 40 km na północny wschód od Salvadoru. Główną atrakcję w okolicy stanowi mała hipisowska wioska, w której do dziś wyznawcy filozofii pokoju i miłości żyją w zgodzie z naturą w domach z gliny i słomy, nie podłączonych do prądu. Zajmują się głównie szeroko rozumianym rękodziełem, z którego sprzedaży się utrzymują. Ciekawostką jest fakt, że w latach 60. XX w. pomieszkiwali tu Mick Jagger i Keith Richards, a Janis Joplin bywała w Arembepe częstym gościem. Miłośników przyrody ucieszy, iż tutejsze plaże objęte są projektem ochrony żółwi morskich (tzw. Projeto TAMAR) i od grudnia do lutego można obserwować wypuszczanie ich do oceanu. To bez wątpienia wielka atrakcja turystyczna, która pełni też funkcję edukacyjną.

Na południe od Salvadoru, na Wybrzeżu Kakao (Costa do Cacau), znajduje się najlepiej strzeżony sekret stanu Bahia – 30-tysięczne miasto Itacaré. Niegdyś słynące z licznych plantacji kakaowca, a od lat 80. uchodzi za mekkę brazylijskich (i nie tylko!) surferów. Mówi się, że gdyby Itacaré było piosenką, to linia basowa pochodziłaby z energetycznego numeru funkowego, melodia – z pięknej ballady miłosnej, a tekst – z utworu Boba Marleya. Coś w tym jest. W tej miejscowości pachnącej kakao upływ czasu nie ma znaczenia, a jedyne co się przydaje, to deska surfingowa. Rzeczywiście, warunki do surfingu i aktywnego wypoczynku są tutaj znakomite.

Miłośnicy wypraw pieszych powinni udać się nieco na zachód od Salvadoru, do Parku Narodowego Chapada Diamantina. Kiedyś wydobywano na tym obszarze diamenty, dziś przyciągają do niego liczne trasy trekkingowe, tajemnicze jaskinie, szumiące wodospady, malownicze formacje skalne i przepiękne krajobrazy. Na terenie parku znajduje się drugi najwyższy brazylijski wodospad (Cachoeira da Fumaça – 340 m), słynne płaskie wzgórze (Morro do Pai Inácio) i przypominająca meksykańskie cenoty jaskinia z wodą w kolorze czystego błękitu (Poço Azul). Piesze wędrówki, wspinaczka i kąpiele w naturalnych źródłach to tylko niektóre atrakcje, jakie czekają na odwiedzających. Podczas wizyty w Salvadorze warto nieco zboczyć z trasy i spędzić tu trochę czasu.

 

ROZTAŃCZONE MIASTO

Rio de Janeiro nie jest największym ani najważniejszym miastem Brazylii. Tytuł największej metropolii przypada São Paulo – w całej aglomeracji mieszka ponad 21 mln osób. Rio de Janeiro ze swoimi 12 mln mieszkańców plasuje się na drugim miejscu. Miasto bardzo zmieniło się od czasu powstania bossa novy, czyli lat 50. i 60. XX w., prawdziwej złotej ery, do której prawdopodobnie nigdy już nie powróci. Ale pomimo problemów, z jakimi zmaga się od lat, wciąż wyczuwa się w nim tę trudną do uchwycenia magię. To stąd pochodzi samba i Dziewczyna z Ipanemy (Garota de Ipanema), tutaj odbywa się najsłynniejszy karnawał na świecie oraz znajduje się figura Chrystusa Odkupiciela (Cristo Redentor) i Stadion Maracanã. Brazylijska plaża kojarzy się z legendarną Copacabaną. Sąsiednia Ipanema nie przypomina żadnej innej plaży na ziemi. Leży u stóp pokrytego tropikalnym lasem wzgórza – Morro Dois Irmãos (533 m n.p.m.), na którego szczycie człowiekowi wydaje się, jakby mógł dotknąć słońca, gdy jednocześnie spogląda w dół na miasto niczym ptak. Rio de Janeiro to również feijoada (gulasz z czarnej fasoli) i duma Brazylii – açaí na tigela (potrawa z mrożonego musu z owoców euterpy warzywnej, czyli açai) – śniadanie surferów. To najlepsze podaje się w barze „Amazônia Soul” w Ipanemie. Surferów przyciąga Barra da Tijuca z 18-kilometrową plażą. Właśnie na niej odbywa się wiele krajowych mistrzostw w surfingu oraz wind- i kitesurfingu. W gorące letnie weekendy bywa tu tłoczno, gdyż obecnie to bardzo modne miejsce.

Cudowne Rio de Janeiro kojarzy się nie tylko z plażami i sambą, lecz także ze sztuką uliczną. Podczas spaceru wzdłuż nabrzeża można podziwiać największe graffiti ścienne na świecie, mające powierzchnię 3 tys. m2, wpisane do Księgi rekordów Guinnessa. Autorem muralu Etnias jest Eduardo Kobra, światowej sławy brazylijski artysta, który w ten sposób postanowił upamiętnić XXXI Letnie Igrzyska Olimpijskie z 2016 r. To prawdziwa wizualna uczta dla miłośników street artu. Jeśli o Nowym Jorku mówi się, że nigdy nie śpi, Rio de Janeiro powinno nazywać się miastem, które nigdy nie przestaje tańczyć. Jednak liczba turystów przybywających do Cidade Maravilhosa (Cudownego Miasta) z roku na rok maleje i aby temu przeciwdziałać, brazylijski rząd ogłosił nowy program pod hasłem Rio de Janeiro a Janeiro (Rio od stycznia do stycznia). W jego ramach w ciągu roku odbywają się liczne wydarzenia z dziedziny kultury, sportu, turystyki i biznesu.

Za to na tropikalnych wyspach położonych nieopodal miasta turystów nie brakuje. Najsłynniejszą i zarazem najpiękniejszą z nich jest niewątpliwie Ilha Grande. Do 1994 r. mieściło się na niej więzienie (Instituto Penal Cândido Mendes), odpowiednik amerykańskiego Alcatraz, ale dzięki temu wciąż w dużej mierze pozostaje niezagospodarowana i dziewicza. Porastający ją atlantycki las deszczowy cechuje niezwykłe bogactwo fauny i flory. Na wyspie znajdują się również liczne wodospady i dzikie plaże, w tym najpiękniejsza z nich – Lopes Mendes (blisko 3-kilometrowa). Nie ma przy niej restauracji, barów czy hoteli, nie można się na nią także dostać łodzią. Jedynym sposobem dotarcia na Lopes Mendes jest dość wymagająca wędrówka przez gęsty tropikalny las. Rozpościerające się z niej widoki rekompensują jednak wszystkie trudy.

Zaledwie ponad 2 godz. jazdy samochodem na wschód od Rio de Janeiro leży jeden z najbardziej znanych kurortów nadmorskich w Brazylii – Búzios. Dni upływają w nim beztrosko na plażach i deptakach. Malownicze nabrzeże pełne jest butików, eleganckich restauracji i gwarnych barów, dlatego kurort nazywa się brazylijskim Saint-Tropez. Nieco większa odległość (4 godz. drogi) dzieli Rio de Janeiro od kolonialnej perełki. Paraty to doskonale zachowane, urokliwe miasteczko znajdujące się na Zielonym Wybrzeżu (Costa Verde). Można się w nim poczuć, jakby prosto z tropików przeniosło się do Europy Zachodniej. Z jednej strony widać góry porośnięte tropikalnym lasem, z drugiej – zatokę z dziesiątkami małych wysepek i kolorowych łodzi oraz domy milionerów i lokalnych rybaków. Do tego panuje tu kosmopolityczna i nieco artystyczna atmosfera. Wszystko to daje mieszankę doskonałą.

 

 Statua Chrystusa Zbawiciela na Corcovado

©ALEXANDRE MACIEIRA/RIOTUR

 

POŁUDNIOWOAMERYKAŃSKI NOWY JORK

Gdy burmistrz São Paulo witał delegację Międzynarodowej Federacji Piłki Nożnej (FIFA), powiedział: To kosmopolityczna metropolia. Czy jest jakiekolwiek inne miejsce w świecie, gdzie spotkacie Japończyków mówiących po portugalsku z włoskim akcentem?. To ogromne miasto, trudne do ogarnięcia i na pierwszy rzut oka dość odstraszające. Paulistanos, mieszkańcy São Paulo, mają wielkie ambicje i widać to na każdym kroku. Metropolię pokrywa niekończący się las budynków, starych i zaniedbanych, ale i tych supernowoczesnych. Tę miejską dżunglę przecina niemal 3-kilometrowa Avenida Paulista – lokalny odpowiednik Pól Elizejskich.

Budynki z betonu sąsiadują tu z zielonymi oazami takimi jak parki Ibirapuera czy Trianon. Ten południowoamerykański Nowy Jork jest najbardziej kosmopolitycznym i nowoczesnym miastem na kontynencie, zamieszkałym przez zamożną i najlepiej wykształconą część brazylijskiego społeczeństwa. Sampa, bo tak mówią o metropolii jej mieszkańcy, to przemysłowa, finansowa, kulturalna i gastronomiczna stolica kraju. Znajduje się w niej ponad 12 tys. restauracji, 110 światowej klasy muzeów, 90 centrów kultury, 280 sal kinowych i 180 teatrów. W São Paulo wystawia się więcej sztuk niż w Nowym Jorku i jest w nim trzy razy więcej księgarń. Tutejsze kluby nocne i bary są jednymi z najlepszych na kontynencie, a miasto nie zwalnia przez całą dobę. Paulistanos kochają pizzę i pingado (kawę z odrobiną mleka) i raczą się nimi o każdej porze dnia i nocy. Międzynarodowy tydzień mody odbywający się w São Paulo (São Paulo Fashion Week – SPFW) uchodzi za jeden z najważniejszych na świecie. Poza tym organizuje się tu największy festiwal designu w całej Ameryce Południowej – Bienal de São Paulo jest drugim najstarszym tego typu wydarzeniem na naszym globie (istnieje od 1951 r.), zaraz po Biennale w Wenecji, i należy do najważniejszych wystaw artystycznych w kraju.

Jeżeli ktoś zechce uciec od zgiełku metropolii, może udać się na Piękną Wyspę (Ilhabela), która w pełni zasługuje na swoją nazwę. Stanowi ona miejsce wypoczynku zamożnych mieszkańców São Paulo. Ze względu na wspaniałą przyrodę stworzono na niej w 1977 r. park stanowy (Parque Estadual de Ilhabela). Na wyspie warto przedrzeć się przez tropikalny las deszczowy na plażę Castelhanos lub zażyć orzeźwiającej kąpieli w wodospadzie Gato (Cachoeira do Gato). Zupełnie odmienny charakter ma leżący ok. 170 km od São Paulo 50-tysięczny kurort Campos do Jordão. To najwyżej położone (1628 m n.p.m.) i najzimniejsze miasto Brazylii. Jego architektura nawiązuje do zabudowy europejskich miejscowości wypoczynkowych. Nazywane brazylijską Szwajcarią, porównywane do Davos i francuskiego Chamonix-Mont-Blanc, zaczyna tętnić życiem, gdy tylko zima dociera na półkulę południową. Wtedy to Campos do Jordão zamienia się w ośrodek narciarski pokryty sztucznym śniegiem, a wielkie centra handlowe otwierają swoje drzwi. Życie kurortu koncentruje się w eleganckiej dzielnicy Vila Capivari, w której znajduje się większość hoteli, restauracji, kafejek, butików i barów serwujących gorącą czekoladę. Zimą odbywa się tu również festiwal muzyki klasycznej, jeden z najważniejszych nie tylko w Brazylii, ale i w całej Ameryce Łacińskiej.

 

 Cascata do Caracol – malowniczy, 131-metrowy wodospad obok kurortu Canela

©EMBRATUR IMAGE B

 

BRAZYLIJSKA MAŁA POLSKA

Jeszcze bardziej europejsko jest na południe od stanu São Paulo. Ta część kraju nadal przyciąga znacznie mniej turystów niż rejony północne, a ma wiele do zaoferowania. Stany Paraná, Santa Catarina i Rio Grande do Sul leżą w regionie subtropikalnym (podzwrotnikowym), gdzie śnieg niekiedy pokrywa wyższe wzniesienia. Europejczycy z Polski, Włoch i Niemiec uznali ten klimat za przyjazny i ponad 100 lat temu wyemigrowali do Ameryki Południowej w poszukiwaniu lepszego życia. Przywieźli ze sobą odmienne obyczaje, tradycje kulinarne, języki i siłą rzeczy inne geny. Dlatego nie dziwi fakt, że południowe stany Brazylii są niebieskookie i jasnowłose. Szacuje się, że co dziesiąty mieszkaniec Parany ma polskie korzenie – to taka mała Polska za oceanem. Najwięcej potomków Polaków, bo nawet ok. 400 tys., mieszka w niemal 2-milionowej Kurytybie. Jest to grupa wyjątkowa, gdyż jej przedstawiciele jako jedyni ze światowych Polonii praktycznie nie mówią już po polsku. Wpływy znad Wisły widoczne są tutaj na każdym kroku, a składają się na nie tradycyjna architektura, przedstawienia teatralne, polskie msze w kościołach czy w końcu pierogi i żurek jak u babci. Kurytyba należy do najbogatszych i najbardziej rozwiniętych miast Brazylii, a potomkowie Polaków od wielu lat przyczyniają się do rozwoju brazylijskiej gospodarki. Miasto słynie z wysokiej jakości życia, nowoczesnego systemu komunikacji miejskiej i międzynarodowej atmosfery. Znajduje się w nim mnóstwo parków i terenów zielonych. Tutejszy Ogród Botaniczny (Jardim Botânico de Curitiba) przypomina najlepsze francuskie ogrody królewskie. Jego główną atrakcją jest imponujących rozmiarów szklarnia, wyróżniająca się na tle panoramy Kurytyby.

 

KOWBOJE I GÓRSKIE KURORTY

Najdalej na południe rozciąga się stan Rio Grande do Sul, gdzie biali hodowcy bydła pielęgnują tradycje gauchów (gaúchos). Brazylijscy kowboje to także potomkowie europejskich emigrantów, którzy skolonizowali te tereny wiele lat temu. Region ten kojarzy się z ranczami, churrasco (brazylijskim grillem) i chimarrão (lub mate), sączonym przez gaúchos napojem z ostrokrzewu paragwajskiego. Stolicą stanu Rio Grande do Sul jest wielokulturowa metropolia Porto Alegre. To jedno z tych miast, w których Brazylia zaskakuje. Należy do najlepiej prosperujących i najbogatszych kulturowo ośrodków miejskich w kraju. Znajdują się tu liczne muzea, centra kulturalne i sceny teatralne. Większość atrakcji turystycznych usytuowanych jest w centrum, m.in. inspirowana architekturą włoskiego renesansu Katedra Metropolitalna czy dawna elektrownia Gasômetro, a obecnie ośrodek kultury. Na zakupy zaprasza Rua da Praia, na spacer warto udać się wzdłuż malowniczego jeziora Guaíba, a drinka wypić w barze w eleganckiej dzielnicy Cidade Baixa. Jednak wiele osób położone zaledwie 120 km od łańcucha górskiego Serra Gaúcha Porto Alegre traktuje jedynie jako bazę wypadową do najmodniejszych miejsc na południu kraju takich jak Gramado, Canela czy Bento Gonçalves.

          Jeśli ktoś chciałby poczuć się jak w Europie bez opuszczania Brazylii, to bliźniacze górskie kurorty Gramado i Canela są właśnie tym, czego szuka. W powietrzu unosi się w nich zapach gorącej czekolady i fondue, zachęcający do ogrzania się w lokalnych kawiarniach i restauracjach, szczególnie zimą (od czerwca do września), kiedy temperatura spada do 0°C. Romantyczne hotele w stylu alpejskim, tak różne od tych, które stoją przy Copacabanie czy Ipanemie, wtapiają się w krajobraz gór. W Gramado znajduje się muzeum czekolady (Mundo de Chocolate), park miniatur Mini Mundo z makietami różnych obiektów ze świata i Snowland, pierwszy kryty park śnieżny w Ameryce Południowej. W tym malowniczym 35-tysięcznym mieście odbywa się również wiele ważnych wydarzeń kulturalnych, takich jak sierpniowy festiwal filmowy (Festival de Cinema de Gramado), na który ściągają rzesze kinomanów i gwiazd kina brazylijskiego. Bliźniacza Canela kojarzy się przede wszystkim z ekoturystyką, pięknym wodospadem Caracol (Cascata do Caracol – 131 m), parkiem tematycznym Mundo a Vapor i wyciągiem krzesełkowym. Jest także doskonałym miejscem do uprawiania turystyki aktywnej (np. trekkingu, kolarstwa górskiego, canyoningu lub raftingu). Niezależnie od tego, czy od lat marzyliśmy o barwnej paradzie karnawałowej w Rio de Janeiro, czy raczej o wyprawie do dziewiczych amazońskich lasów, Brazylia koniecznie powinna się znaleźć na liście naszych podróży.

 

Wydanie Lato 2018

Singapurski kalejdoskop

Sg - Kopia

SS Resort Marina Bay Sands nad zatoką

© SINGAPORE TOURISM BOARD

 

ANNA MOLĘDA-KOMPOLT

 

Singapur to państwo-miasto położone w Azji Południowo-Wschodniej przy krańcu Półwyspu Malajskiego. Ma powierzchnię ok. 720 km², a swoimi granicami obejmuje główną wyspę (również nazywaną Singapurem bądź Pulau Ujong) i mniej więcej 60 mniejszych wysp. Archipelag otaczają wody cieśnin: Malakka, Johor i Singapurskiej. Singapur został oficjalnie założony 6 lutego 1819 r. przez przedstawiciela Brytyjskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej Thomasa Stamforda Rafflesa. Jego nazwa pochodzi od dwóch sanskryckich słów: „singa” („lew”) i „pura” („miasto”), dlatego bywa zwany Miastem Lwa. Dzisiaj Republika Singapuru to wielkie centrum finansowe, najeżone nowoczesnymi drapaczami chmur, i bardzo bezpieczny kraj. Znajduje się tu ogromne międzynarodowe lotnisko ze świetnymi połączeniami na cały świat i mnóstwo zapierających dech w piersiach atrakcji turystycznych.

 

Warto podkreślić, że ta azjatycka republika, będąca członkiem Brytyjskiej Wspólnoty Narodów, należy do najmniejszych i jednocześnie najzamożniejszych państw na naszym globie. Kraj zamieszkuje ponad 5,6 mln ludzi, z czego największą grupę stanowią Chińczycy (powyżej 74 proc.). Poza tym żyją tutaj m.in. Malajowie, Hindusi, a także Europejczycy. Pod względem wyznaniowym najliczniejszą społecznością są buddyści (ok. 34 proc.), za nimi plasują się chrześcijanie i muzułmanie, a dalej taoiści i hinduiści. Nie brakuje także osób nie wyznających żadnej religii, które stanowią mniej więcej 18,5 proc. całej populacji.

 

Singapore - Kopia

Spotkanie z sympatycznymi orangutanami na terenie Singapore Zoo

© SINGAPORE TOURISM BOARD

 

Singapur słynie dzisiaj z restrykcyjnego prawa, pedantycznego porządku i doskonałej organizacji. Kojarzy się z gorącym klimatem, egzotycznym jedzeniem, zachwycającymi parkami i ogrodami. Stanowi też zakupowe i rozrywkowe centrum tego regionu Azji. W tym fascynującym kraju jest wiele niepowtarzalnych atrakcji. Z pewnością każdy znajdzie tutaj coś idealnego dla siebie i dla swoich zmysłów.

 

GBTB HR 02

Niesamowite gigantyczne drzewa w rozległym kompleksie Gardens by the Bay

© SINGAPORE TOURISM BOARD

 

KIEDYŚ I DZIŚ

 

Serce Singapuru stanowi rzeka o tej samej nazwie i ulokowane wokół niej dzielnice. Główny obszar miejski nosi nazwę Central Area. Pomimo niewielkich rozmiarów powstała w nim wyjątkowa mieszanka wpływów licznych kultur żyjących od lat obok siebie.

 

Na uwagę zasługuje historyczna dzielnica kolonialna, w której znajdują się interesujące zabytki w stylu wiktoriańskim. Przy jednej z ulic stoi ormiański Kościół św. Grzegorza Oświeciciela z 1835 r., najstarsza singapurska świątynia chrześcijańska. Nieopodal wznosi się ukończona w 1847 r. katolicka Katedra Dobrego Pasterza i anglikańska Katedra św. Andrzeja z lat 1856–1861. Ta ostatnia zbudowana została w stylu neogotyckim, a jej białe ściany i kolorowe okienne witraże tworzą niezwykłą kompozycję. Do zabytków z czasów kolonialnych należy również odlana z brązu statua Thomasa Stamforda Rafflesa – założyciela miasta, nazywanego często Ojcem Singapuru. Budynek Ratusza (City Hall) pochodzi z kolei z lat 1926–1929. Ciekawymi obiektami w historycznej dzielnicy (Downtown Core) są niemal 14-metrowa fontanna (Fountain of Wealth), wpisana w 1998 r. do Księgi rekordów Guinnessa jako największa na świecie, oraz Merlion – półlew, półryba – symbol azjatyckiego państwa-miasta. Oprócz zabudowań kolonialnych znajdują się tu także gmachy rządowe, kościoły i drapacze chmur dominujące w architekturze Singapuru. Ogromne centra handlowe łączy ze sobą sieć klimatyzowanych podziemnych przejść, w których funkcjonują różnorakie sklepy. To prawdziwy raj dla osób lubiących robić zakupy.

 

Nieco odmiennym rejonem od historycznej dzielnicy jest sąsiadujący z nią bulwar o długości 2,2 km – Orchard Road. W tej okolicy przeważają centra finansowe, galerie handlowe, ambasady, wysokie biurowce i luksusowe hotele. Dla odmiany na południowy wschód stąd, na nabrzeżu w 2010 r. otwarto resort Marina Bay Sands. To drugi najdroższy budynek na świecie, zaraz po kompleksie hotelowym Abradż Al Bajt (Abraj Al Bait) w Mekce w Arabii Saudyjskiej. Wzniesienie spektakularnego obiektu nad singapurską zatoką kosztowało aż 8 mld dolarów amerykańskich. Dzięki wysokiemu standardowi usług cieszy się on dużą popularnością wśród zamożnych turystów z całego globu. Odbywają się w nim też największe wystawy międzynarodowe. Na sam hotel składają się trzy 55-piętrowe wieżowcepołączone jednym dachem z ogromnym tarasem Sands SkyPark na szczycie, na którym znajduje się najdłuższy na świecie, 146-metrowy, podwyższony basen (położony na wysokości 191 m). Są tu także restauracje i bary, ogrody oraz punkt obserwacyjny dostępny nie tylko dla hotelowych gości. Według wielu osób to miejsce stanowi turystyczną wizytówkę Singapuru – widok rozpościerający się z dachu jest imponujący. Polecam wjechać na górę wieczorem, aby podziwiać różnobarwną i niepowtarzalną panoramę okolicy. W pobliżu można poza tym obejrzeć wówczas niesamowity pokaz Spectra łączący światło, dźwięk i wodę.

 

Niewątpliwą atrakcją w tej części Singapuru są ogrody wchodzące w skład kompleksu Gardens by the Bay, zajmującego powierzchnię 101 ha i zaprojektowanego przez wielu znakomitych architektów, inżynierów i ogrodników z różnych stron świata. Uwagę zwracają w nich m.in. dwie ogromne szklane konstrukcje – Kwiatowa Kopuła (Flower Dome) i Mglisty Las (Cloud Forest). W ich wnętrzu stworzono warunki sprzyjające rozwojowi zróżnicowanej roślinności z rozmaitych zakątków naszego globu. W Mglistym Lesie można przenieść się do tropikalnego górskiego klimatu, zobaczyć gigantyczny, 35-metrowy wodospad i przejść się licznymi zawieszonymi w powietrzu kładkami – taki spacer przypomina wędrówkę po zaginionej krainie. Pod dachem Kwiatowej Kopuły, wpisanej w 2015 r. do Księgi rekordów Guinnessa jako największa szklana cieplarnia na świecie, zebrano rośliny z basenu Morza Śródziemnego, Kalifornii, Australii, Ameryki Południowej i Afryki, które rosną w stałej temperaturze 23–25°C. Warto wśród nich odpocząć od panującego w tym rejonie Azji upału. Podczas zwiedzania Gardens by the Bay trudno również nie zauważyć olbrzymich metalowych drzew. Mają one od 25 do 50 m wysokości i są porośnięte bujną roślinnością. Tuż pod ich futurystycznymi koronami (na poziomie 22 m) poprowadzono kładkę widokową o długości 128 m (OCBC Skyway). Rozciągają się z niej wspaniałe widoki na ogrody i malowniczą zatokę. Wieczorem drzewa rozbłyskują kolorowymi światłami, a sceneria staje się wręcz bajkowa. Jestem przekonana, że wizyta w tym magicznym miejscu na długo pozostanie w pamięci zwiedzających, dlatego gorąco polecam je wszystkim.

 

Z LOTU PTAKA

 

W zasadzie z każdej strony zatoki Marina (Marina Bay) rozpościera się malownicza panorama Singapuru, więc wieczorny spacer wzdłuż jej brzegów stanowi naprawdę wielką przyjemność. Po drodze można zatrzymać się, aby posłuchać ciekawych koncertów, obejrzeć interesujące pokazy i spróbować potraw z różnych kuchni świata.

 

Osobom, które chcą zobaczyć okolicę z lotu ptaka (a dokładnie z wysokości 165 m), proponuję wybranie się na gigantyczne koło widokowe (Singapore Flyer). Obecnie uchodzi ono za jedną z największych tutejszych atrakcji. Konstrukcję wyposażono w 28 klimatyzowanych kapsuł, z których w każdej mieści się 28 pasażerów. Dzięki powolnemu ruchowi koła podczas przejażdżki można dostrzec wiele interesujących miejsc położonych wzdłuż rzeki Singapur i w rejonie zatoki Marina, takich jak historyczne nabrzeża Clarke Quay i Boat Quay z klubami, barami i kawiarniami, luksusowy resort Marina Bay Sands, fantastyczny kompleks Gardens by the Bay, imponujący, 280-metrowy stalowy most dla pieszych o kształcie inspirowanym strukturą DNA (Helix Bridge) oraz Parlament (Parliament House) i Muzeum Cywilizacji Azjatyckich (Asian Civilisations Museum) z cennymi eksponatami. Na uwagę zasługuje również centrum sztuk scenicznych The Esplanade (Esplanade – Theatres on the Bay) – budowla przypominająca ogromne oczy muchy, gmach Muzeum Sztuki i Nauki (ArtScience Museum) w formie kwiatu lotosu czy drapacze chmur centrum biznesowego. Po zapadnięciu zmroku podświetlone budynki i mosty czynią panoramę tego państwa-miasta jeszcze bardziej niesamowitą, przypomina ona wręcz kadr ze świata przyszłości.

 

TRZY ŚWIATY

 

HR STB39140 64-r1

Masjid Sultan – meczet przy Muscat Street w dzielnicy muzułmańskiej

© SINGAPORE TOURISM BOARD

 

Nieopodal historycznego kolonialnego centrum i Orchard Road znajduje się niezmiernie urokliwa dzielnica muzułmańska (Kampong Glam) zamieszkana głównie przez wyznawców islamu, w tym Malajów. Aby przywrócić jej dawny wygląd i ożywić okolicę, przeprowadzono w niej prace restauracyjne, podobnie jak w dystrykcie hinduskim i chińskim. Najbardziej znanymi ulicami są tu Arab Street, Baghdad Street, Bussorah Street, Muscat Street czy Kandahar Street. Turystów przyciągają klimatyczne kawiarenki i lokale ze smacznymi daniami kuchni bliskowschodniej. W tym rejonie można nie tylko zjeść pyszny posiłek, lecz także kupić produkty charakterystyczne dla muzułmańskich regionów Azji i przyjrzeć się ciekawej architekturze. Mimo iż w Singapurze znajduje się kilkadziesiąt różnych meczetów, szczególnie warto wybrać się właśnie do tego tutejszego – Masjid Sultan z 1928 r. Wielka, złota kopuła zwieńczona półksiężycem z gwiazdą odznacza się na tle nowoczesnych wieżowców. Duża centralna sala przeznaczona jest wyłącznie dla osób modlących się. Meczet robi niesamowite wrażenie, a wizyta w nim pozwala się wyciszyć i odpocząć przez chwilę.

 

W pobliżu dzielnicy muzułmańskiej leży wielobarwny dystrykt hinduski (Little India). Osiedlali się tu emigranci z Indii, którzy przybywali za czasów Brytyjczyków. Główną ulicą handlową jest Serangoon Road. Wyjątkową atmosferę okolicy tworzą sklepy z kolorowymi sari, hinduską biżuterią i egzotycznymi przyprawami. W dzielnicy znajduje się kilka obiektów sakralnych różnych religii. Do najciekawszych należą: kościół metodystów (Kampong Kapor Methodist Church), najstarsza singapurska świątynia hinduistyczna Sri Veeramakaliamman (wzniesiona w 1881 r.), świątynia Sri Vadapathira Kaliammanoraz meczet Angullia. Niedaleko stąd stoi dobrze zachowany Masjid Abdul Gaffoor, meczet, który został ukończony w 1910 r. i stanowi wyjątkowo udaną mieszankę stylu mauretańskiego, wpływów europejskich i hinduskich.

 

We wspomnianej dzielnicy chińskiej (Chinatown) panuje ład i porządek, jaki można zobaczyć tylko w Singapurze. Warto pamiętać, że w początkowym okresie rozwoju ośrodka właśnie tutaj znajdowało się jego centrum. W tym rejonie koniecznie trzeba zobaczyć najstarszą miejscową świątynię – Thian Hock Keng z 1839 r. – uważaną za perłę architektury chińskiej. W 1973 r. została ona uznana za pomnik narodowy. Swoim wyglądem zadziwia również Świątynia Zęba Buddy i Muzeum (Buddha Tooth Relic Temple and Museum). Spadziste, wielopoziomowe dachy budowli kontrastują z wysokimi wieżowcami wznoszącymi się dookoła niej. Obiekt przypomina pałac rodziny cesarskiej z Chin. W Chinatown poza podziwianiem architektury warto także spróbować potraw kuchni chińskiej i kupić kilka pamiątek. Właściciele obwoźnych stoisk z jedzeniem przemierzają wąskie uliczki, a za nimi ciągnie się zapach orientalnych przypraw. Niektórzy twierdzą, że właśnie tutaj można zjeść najlepszy w Singapurze durian (owoc o specyficznej, niezbyt przyjemnej woni). Obowiązkowo trzeba też zatrzymać się na pieczone kasztany.

 

Miłośnikom orientalnej kultury i kuchni z pewnością spodoba się w tych trzech dzielnicach, które czasem wydają się przenosić zwiedzających w inne rejony globu. Polecam poza tym popularne centra gastronomiczne z daniami z różnych stron świata (hawker centres albo food courts). Jest ich w Singapurze bardzo dużo i wszystkie oferują smaczne i niezmiernie zróżnicowane jedzenie. Znajdują się w nich stoiska z kuchnią chińską, indyjską, tajską czy malezyjską. Spróbujemy tu m.in. intrygujących zup i azjatyckich słodkości, w tym przysmaków z tapioki. Singapurskie centra gastronomiczne robią niesamowite wrażenie, bo zwykle usytuowane są w sąsiedztwie szklanych wieżowców i niemal przez cały dzień tętnią życiem. To miejsca, które każdy turysta zapamięta na długo.  

 

W OTOCZENIU PRZYRODY

 

Pomimo mnóstwa drapaczy chmur Singapur wypełnia zieleń, dzięki czemu w wielu okolicach można usłyszeć kojący śpiew ptaków. Nieopodal Orchard Road znajdują się słynne tropikalne Singapurskie Ogrody Botaniczne (Singapore Botanic Gardens) założone w dzisiejszej lokalizacji w 1859 r. Zajmują obecnie powierzchnię 82 ha. To jedno z najczęściej odwiedzanych tego rodzaju miejsc na całym świecie. W 2015 r. Singapore Botanic Gardens zostały umieszczone na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Można tu podziwiać mnóstwo wspaniałych egzotycznych roślin i odwiedzić imponujący, trzyhektarowy Narodowy Ogród Orchidei (National Orchid Garden) z 1,2 tys. różnych gatunków storczykowatych i ponad 2 tys. ich hybryd. Największe wrażenie wywiera storczyk o kwiatach osiągających długość aż 30 cm i kwitnących przez ok. 10 dni (Bulbophyllum echinolabium)! Warto tutaj zajrzeć również do kilku szklarni, w których prezentowana jest rzadka i unikatowa flora strefy tropikalnej. Singapurskie Ogrody Botaniczne to idealne miejsce dla miłośników przyrody, a także osób chcących wypocząć, pospacerować czy wybrać się na piknik. Tereny zielone są wspaniale utrzymane i niezmiernie malownicze. W weekendy często odbywają się tu koncerty. W tym miniaturowym królestwie roślin trzeba złożyć choćby jedną wizytę. Jest to pierwszy obiekt na terenie Singapuru i zarazem jedyny tropikalny ogród botaniczny na świecie wpisany na prestiżową listę UNESCO.

 

W granicach tego fascynującego państwa-miasta znajdują się też cztery rezerwaty przyrody i ogromny otwarty ogród zoologiczny bez klatek i metalowych ogrodzeń (Singapore Zoo). Ten ostatni ma powierzchnię 26 ha, na której żyje ponad 300 gatunków zwierząt (w sumie powyżej 2,8 tys. okazów). Ludzi od jego mieszkańców oddzielają w nim zwykle tylko kanały wypełnione wodą lub szklane ściany. Zwiedzający korzystają z licznych punktów widokowych i stanowisk do obserwacji stworzeń wodnych czy drapieżników. W singapurskim zoo spotkamy wiele zupełnie wyjątkowych przedstawicieli fauny, takich jak Inuka – jedyny niedźwiedź polarny na tej szerokości geograficznej (urodzony w grudniu 1990 r.), ok. 80-letni żółw olbrzymi Astove i niezmiernie rzadkie białe tygrysy bengalskie. Ciekawą atrakcję dla turystów stanowi również park Nocne Safari (Night Safari). Prowadzące nocny tryb życia zwierzęta ogląda się w nim podczas wędrówki ścieżkami tematycznymi lub przejażdżki specjalnym pociągiem.

 

Pasjonatom ornitologii polecam Jurong Bird Park, w którym żyje ponad 5 tys. ptaków. Podobnie jak we wspomnianym zoo w ptaszarni odbywają się interesujące pokazy. Tukany, papugi czy pelikany przelatują przez obręcze, grają w rozmaite gry, przynoszą różne przedmioty oraz mówią i śpiewają. Przedstawienia trwają po ok. 45 min. i są świetną atrakcją dla małych i dużych. W Jurong Bird Park znajdują się także liczne zbiorniki wodne i wspaniały wodospad. Największe wrażenie robią jednak ptaki przelatujące tuż nad głowami zwiedzających.

 

CENTRUM ROZRYWKI

 

Aby odpocząć trochę od miejskiego zgiełku, najlepiej udać się na malowniczą wyspę Sentosę. W języku malajskim jej nazwa oznacza „pokój i spokój”, ale dzisiaj to modne miejsce nie należy już do zbyt spokojnych i cichych. Wyspa uchodzi za centrum rozrywki i wypoczynku z wieloma atrakcjami. Jedną z nich jest park tematyczny Universal Studios Singapore (część Resorts World Sentosa), czyli kompleks z wesołym miasteczkiem inspirowanym motywami filmowymi. Można tu m.in. przejechać się niesamowitą kolejką górską Battlestar Galactica: HUMAN vs. CYLON™, odwiedzić Jurassic Park, Shreka czy słynne pingwiny z Madagaskaru oraz przyjrzeć się procesowi powstawania filmów. Zdecydowanie warto zajrzeć również do S.E.A. Aquarium z ponad 100 tys. zwierząt morskich reprezentujących niemal 1 tys. gatunków z różnych części świata. Na zainteresowanie zasługuje poza tym czterotrasowy tor zjazdowy z jednoosobowymi pojazdami (Skyline Luge Sentosa) i wieża obserwacyjna (Tiger Sky Tower) o wysokości 110 m, z której rozciąga się widok na okolicę. Sentosa słynie z trzech malowniczych plaż. Najbardziej zatłoczona jest Siloso, przy której działa popularny klub muzyczny – Azzura Beach Club – z restauracją, barami, basenami i jacuzzi. Wypożyczymy tutaj kajaki, deski do skimboardingu i surfingu oraz inny sprzęt do uprawiania sportów wodnych czy rowery górskie lub rolki. Pozostałe dwie plaże to Palawan z wiszącym mostem i egzotyczna, ocieniona wysmukłymi palmami, najspokojniejsza z całej trójki Tanjong. Na Sentosie każdy z pewnością znajdzie coś dla siebie, a pobyt na niej będzie potem miło wspominał.

 

Osoby lubiące wycieczki rowerowe powinny wybrać się do urokliwego Parku East Coast, który leży w południowo-wschodniej części Singapuru. Można tu wypożyczyć rower i udać się na przejażdżkę długą, ponad 15-kilometrową trasą biegnącą wzdłuż plaży. Miejsce to jest także idealne do uprawiania sportów wodnych, takich jak wind- czy kitesurfing. Oprócz tego w parku po prostu wypoczniemy, popływamy i nacieszymy się pięknem natury.

 

W Singapurze Zachód spotyka się ze Wschodem. Z jednej strony znajdują się tutaj nowoczesne biurowce, centra handlowe i biznesowe, a z drugiej obok języka angielskiego usłyszymy na ulicy mandaryński, kantoński, malajski, tamilski czy singlish (oparty na angielskim język kreolski). Mówi się, że to państwo-miasto jest Azjąw miniaturze. Uważam jednak, że Singapur można wręcz nazwać całym światem w miniaturze.Ten niewielki kraj zachwyca i w dzień, i w nocy. Wizyta w nim dostarcza tysiąca wspaniałych wrażeń.

 

W Nowej Zelandii – krainie Władcy Pierścieni i Hobbita

KAROLINA SYPNIEWSKA
www.karolinasypniewska.pl

<< Maorysi, rdzenni mieszkańcy Nowej Zelandii, zwą ją Aotearoą, czyli Krainą Długiego Białego Obłoku. Zachwyca ona wspaniałymi krajobrazami i unikatową kulturą ludzi Kiwi, kochających wypoczynek na świeżym powietrzu. Choć Europejczykom niełatwo się do niej dostać, coraz chętniej wyprawiają się w te strony i zawsze wracają z bagażem cudownych wspomnień. >>

Więcej…